W Liście do Rzymian intrygują mnie słowa św. Pawła: „Jeżeli bowiem Abraham został usprawiedliwiony z uczynków, ma powód do chlubienia się, ale nie przed Bogiem” (Rz 4,2). Czy nie potwierdzają one tego, o czym wcześniej pisałem? Abraham pozostaje przecież w tradycji biblijnej wzorem bezgranicznej ufności wobec Boga. Gotów jest nawet złożyć w ofierze własnego syna. A jednak św. Paweł zdaje się umniejszać znaczenie tego czynu, mówiąc, że Abraham „ma powód do chlubienia się, ale nie przed Bogiem”. Na pierwszy rzut oka brzmi to niemal niesprawiedliwie.
Opis próby Abrahama należy zresztą do najbardziej niepokojących fragmentów Biblii. Człowiek otrzymuje polecenie zabicia własnego dziecka — syna obietnicy, którego sam wcześniej otrzymał od Boga. W tej scenie Bóg wydaje się wręcz okrutny. Dopiero w ostatniej chwili atmosfera się zmienia: okazuje się, że była to próba wiary i posłuszeństwa. Rodzi się jednak pytanie: dlaczego taka próba była w ogóle potrzebna? Czy Bóg musi sprawdzać człowieka? Czy jest Bogiem zazdrosnym, jak mówi Księga Wyjścia: „Ja, Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym” (Wj 20,5)?
Być może klucz do zrozumienia tej historii znajduje się głębiej niż w samym czynie Abrahama? Św. Paweł próbuje pokazać, że usprawiedliwienie nie rodzi się jedynie z zewnętrznych uczynków, nawet najbardziej heroicznych. Sednem jest relacja z Bogiem oparta na zaufaniu. Abraham nie zostaje wywyższony dlatego, że był gotów dokonać straszliwego czynu, lecz dlatego, że całkowicie zawierzył Bogu, nawet wtedy, gdy nie rozumiał Jego zamiarów. To nie sam czyn zbawia, ale wiara wyrażająca się w posłuszeństwie.
Jednocześnie opowieść ta odsłania także ograniczenia ludzkiego pojmowania Boga. Człowiek spontanicznie ocenia tę scenę według własnej wrażliwości moralnej i emocjonalnej — i trudno się temu dziwić. Właśnie dlatego historia Abrahama od wieków budzi niepokój, sprzeciw i pytania. Być może jej celem nie jest dostarczenie łatwej odpowiedzi, lecz pokazanie dramatu wiary: sytuacji, w której człowiek staje wobec Boga przekraczającego ludzkie wyobrażenia, a mimo to próbuje Mu zaufać. W tym sensie historia Abrahama pozostaje aktualna również dzisiaj. Człowiek często chciałby Boga całkowicie zrozumieć, sprowadzić Go do własnych kategorii dobra, sprawiedliwości i logiki. Często czyni się Bogu zarzuty, że nie powstrzymuje złego losu i pozwala na cierpienia. Tymczasem wiara zaczyna się właśnie tam, gdzie kończy się pełna kontrola i pewność. Nie oznacza to ślepego okrucieństwa ani pochwały cierpienia, lecz uznanie, że relacja z Bogiem nie opiera się wyłącznie na kalkulacji uczynków, ale na zaufaniu, które czasem przechodzi przez doświadczenie niezrozumienia.
Jednym z największych „piewców pokory wobec Boga” w tradycji chrześcijańskiej jest Święty Augustyn. To właśnie on podkreślał, że człowiek nie zbawia się własnymi zasługami, lecz Łaską Boga. Według niego pycha jest źródłem oddalenia od Boga, natomiast pokora stanowi fundament prawdziwej wiary. Znane jest przypisywane mu zdanie: „Jeśli pytasz mnie, jaka jest pierwsza cnota religii — odpowiem: pokora; druga — pokora; trzecia — pokora”.
Bardzo mocno temat pokory rozwija również Święty Paweł Apostoł, zwłaszcza w Liście do Rzymian i Liście do Galatów. To on pisze, że człowiek zostaje usprawiedliwiony przez wiarę, a nie przez chlubienie się własnymi uczynkami. Właśnie u Pawła pojawia się myśl, że wobec Boga człowiek nie może stawiać siebie w centrum ani uważać się za samowystarczalnego.
W tradycji mistycznej wielkim nauczycielem pokory był także Święty Franciszek z Asyżu. Pokora nie oznaczała dla niego poniżania siebie, lecz uznanie własnej małości wobec Boga i jednocześnie wdzięczność za samo istnienie. Franciszek widział człowieka jako część stworzenia, a nie jego pana.
W filozofii religijnej temat ten silnie wybrzmiewa u Søren Kierkegaard. Analizując historię Abrahama w książce Bojaźń i drżenie, pokazuje on człowieka stojącego samotnie wobec Boga, przekraczającego ludzką logikę i moralne schematy. Dla Kierkegaarda wiara wymaga pokory wobec tajemnicy Boga, której człowiek nie jest w stanie całkowicie pojąć.
Z kolei w duchowości prawosławnej szczególnym piewcą pokory był Święty Izaak Syryjczyk, który uważał pokorę za najwyższą formę poznania Boga i drogę do miłości.
W kontekście mojego wywodu św. Paweł i Kierkegaard — obaj podkreślają, że człowiek nie może „zasłużyć” na Boga samym czynem, a wiara zaczyna się tam, gdzie kończy się pewność własnej racji.
Ostatnie moje wpisy próbują przekazać, że pojęcie wiary w sensie teologicznym nie ma nic wspólnego z potocznym rozumieniem tego słowa jako bezrefleksyjnego przyjmowania i powtarzania cudzych opinii, często kojarzonego z naiwnością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz