Pisałem już na temat «Stanu Prawdy» – hipotetycznego, wirtualnego poziomu rzeczywistości w którym zachowana byłaby informacja o wszystkim, co kiedykolwiek się wydarzyło. Poza zdolnościami ludzkiego umysłu (też mistyków) wiąże się pytanie, czy istnieje techniczna możliwość odczytania informacji o minionych wydarzeniach, a jeśli tak, to w jaki sposób można byłoby tego dokonać.
Jedną z najbardziej intrygujących historii, które można zestawić z tą ideą, jest legenda «chronowizora» — rzekomego urządzenia umożliwiającego oglądanie przeszłości. Według opowieści miało ono działać podobnie do telewizora, z tą różnicą, że zamiast odbierać współczesny sygnał, pozwalało obserwować wydarzenia z dawnych epok. Historia chronowizora łączy w sobie religię, fizykę, tajemnice Watykanu i teorie spiskowe. Choć nigdy nie przedstawiono wiarygodnych dowodów potwierdzających istnienie tego urządzenia, sama idea skłania do zastanowienia się nad naturą czasu, pamięci i informacji.
Główną postacią tej historii był Pellegrino Ernetti (1925–1994), włoski benedyktyn, kapłan i badacz dawnej muzyki. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku miał on, według własnych relacji, uczestniczyć w pracach nad urządzeniem zdolnym do odtwarzania wydarzeń, które już się odbyły. W opowieściach o tym przedsięwzięciu pojawiały się również nazwiska wybitnych naukowców, między innymi fizyka Enrica Fermiego i konstruktora rakiet Wernhera von Brauna. Nie odnaleziono jednak wiarygodnych dowodów, że osoby te rzeczywiście pracowały nad chronowizorem. Ich udział pozostaje częścią niepotwierdzonej historii.
Według legendy badacze mieli dojść do wniosku, że każde wydarzenie pozostawia po sobie ślady w postaci fal elektromagnetycznych, dźwiękowych lub innych form energii. Odpowiednio skonstruowana aparatura miała być zdolna do przechwytywania tych śladów, a następnie przekształcania ich w obraz i dźwięk. Chronowizor miał posiadać anteny, układy elektroniczne oraz ekran przypominający telewizor. Użytkownik mógłby wybierać określoną epokę, miejsce lub osobę, a urządzenie pokazywałoby mu wydarzenia, które rozegrały się setki, a nawet tysiące lat wcześniej.
W takiej interpretacji chronowizor nie byłby zwykłym urządzeniem rejestrującym rzeczywistość, lecz narzędziem umożliwiającym dostęp do informacji o przeszłości. Miałby pozwalać nie tylko na oglądanie historycznych scen, ale również na słuchanie przemówień, rozmów i innych dźwięków, które w normalnych warunkach bezpowrotnie zniknęły wraz z upływem czasu. Ernetti nie przedstawił jednak sprawdzalnego modelu technicznego, który wyjaśniałby, jak takie urządzenie miałoby funkcjonować. Nie wiadomo również, w jaki sposób można byłoby rozpoznać i wyodrębnić sygnały pochodzące z konkretnego wydarzenia spośród ogromnej liczby innych informacji.
Historia chronowizora stała się szerzej znana w 1972 roku, kiedy 2 maja włoski tygodnik La Domenica del Corriere opublikował artykuł zatytułowany Inventata la macchina che fotografa il passato, czyli „Wynaleziono maszynę fotografującą przeszłość”. Według relacji Ernettiego urządzenie miało umożliwić obserwowanie między innymi przemówień Cycerona w starożytnym Rzymie, wydarzeń z czasów Napoleona oraz ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Ernetti twierdził także, że dzięki chronowizorowi udało się odtworzyć zaginioną tragedię "Thyestes", przypisywaną rzymskiemu dramaturgowi Kwintusowi Enniuszowi.
Największe zainteresowanie wzbudziła fotografia przedstawiana jako wizerunek Chrystusa na krzyżu. Zamiast jednak potwierdzić niezwykłe możliwości urządzenia, fotografia ta stała się jednym z głównych powodów podważenia wiarygodności całej historii. Zwrócono bowiem uwagę na jej podobieństwo do przedstawienia ukrzyżowanego Chrystusa wykonanego przez hiszpańskiego rzeźbiarza Lorenza Coullaut Valerę, wiązanego z sanktuarium w Collevalenza we Włoszech. Porównanie wskazywało na bardzo duże podobieństwo obu wizerunków, przy czym jedno przedstawienie miało być lustrzanym odbiciem drugiego. W rezultacie fotografia nie mogła być traktowana jako wiarygodny dowód na istnienie chronowizora. Wątpliwości dotyczące autentyczności tekstu tragedii *Thyestes* dodatkowo osłabiły opowieść Ernettiego.
Z biegiem lat historia zyskała kolejny sensacyjny wątek. Według niektórych wersji opowieści Watykan miał przejąć urządzenie, a następnie ukryć je, aby nie dopuścić do ujawnienia informacji, które mogłyby podważyć dotychczasową wiedzę historyczną lub religijną. Pojawiały się również sugestie, że chronowizor rozebrano, jego plany zniszczono albo ukryto w niedostępnych pomieszczeniach kościelnych. Nie ma jednak wiarygodnych, niezależnych dowodów na przejęcie urządzenia przez Watykan ani na jego odnalezienie w Muzeach Watykańskich. Po śmierci Ernettiego w 1994 roku nie zaprezentowano publicznie działającego chronowizora, kompletnej dokumentacji technicznej ani materiałów, które można byłoby niezależnie zbadać i potwierdzić.
Mimo braku dowodów historia ta prowadzi do pytania, które wykracza poza samą legendę: czy przeszłość rzeczywiście znika, czy też pozostawia po sobie informacje, których nie potrafimy już odczytać? Z punktu widzenia współczesnej nauki można wskazać zjawiska, które w pewnym sensie pokazują, że przeszłość jest nadal dostępna naszym obserwacjom. Astronomowie, patrząc na odległe galaktyki, widzą je takimi, jakie były miliony, a nawet miliardy lat temu, ponieważ światło potrzebuje czasu, aby dotrzeć do Ziemi. Obserwacja kosmosu jest zatem również obserwacją przeszłości.
Nie oznacza to jednak, że możemy w podobny sposób odtworzyć dowolne wydarzenie, które miało miejsce na Ziemi. Światło i fale dźwiękowe rozpraszają się, ulegają osłabieniu, a ich ślady mogą zostać zniekształcone lub bezpowrotnie utracone. Nie znamy sprawdzonej metody, która pozwalałaby odzyskać kompletny obraz i dźwięk dowolnego wydarzenia historycznego na podstawie rozproszonych sygnałów. Sam fakt, że zdarzenie wywołało fizyczne skutki, nie oznacza jeszcze, że wszystkie informacje o nim można później odtworzyć. Dlatego chronowizor w wersji opisywanej przez Ernettiego pozostaje niepotwierdzoną koncepcją, a nie uznaną technologią naukową.
W tym miejscu powraca moja koncepcja „Stanu Prawdy”. W przeciwieństwie do chronowizora, który miał być konkretnym urządzeniem technicznym, „Stan Prawdy” rozumiem jako hipotetyczny, wirtualny poziom rzeczywistości, w którym istnieje zapis wszystkich zdarzeń, które kiedykolwiek się wydarzyły. Nie musi to być fizyczne archiwum ani miejsce, które można odnaleźć w przestrzeni. Można go rozpatrywać jako ideę istnienia pełnej informacji o rzeczywistości, niezależnej od tego, czy człowiek posiada do niej dostęp.
W moim rozumieniu zasadnicze znaczenie ma rozróżnienie między samym wydarzeniem, zachowaniem informacji o nim a możliwością odczytania tej informacji. Coś może się wydarzyć, pozostawić po sobie określone skutki, a mimo to stać się dla nas niepoznawalne. Z kolei gdyby przyjąć hipotetycznie, że informacja o każdym wydarzeniu jest zachowana w jakiejś uniwersalnej postaci, należałoby jeszcze wyjaśnić, w jaki sposób można byłoby do niej dotrzeć. Właśnie tutaj pojawia się podobieństwo do chronowizora. W ramach mojej koncepcji można byłoby wyobrazić sobie, że urządzenie takie pełniłoby funkcję czytnika informacji zawartych w „Stanie Prawdy”. Jest to jednak interpretacja filozoficzna, a nie potwierdzony opis działania rzeczywistej technologii.
Koncepcja „Stanu Prawdy” prowadzi również do rozważań na temat religii i natchnienia. Można zapytać, czy człowiek jest w stanie uzyskać dostęp do głębszego poznania rzeczywistości nie tylko za pomocą zmysłów i narzędzi technicznych, ale także poprzez doświadczenie duchowe. W tym kontekście nasuwa się skojarzenie z powstawaniem Biblii i chrześcijańskim rozumieniem natchnienia jej autorów. W tradycji chrześcijańskiej natchnienie oznacza szczególną relację między Bogiem a autorami Pisma Świętego. Nie jest jednak tożsame z technicznym odczytywaniem archiwum przeszłości, a proces powstawania ksiąg biblijnych należy rozpatrywać również w ich historycznym, kulturowym i literackim kontekście.
Z perspektywy mojej hipotezy można postawić pytanie, czy natchnienie mogłoby być rozumiane jako dostęp do głębszego poziomu prawdy o rzeczywistości, który metaforycznie określam mianem „Stanu Prawdy”. Takie ujęcie nie dowodzi jednak, że ten hipotetyczny poziom rzeczywiście istnieje ani że autorzy Biblii uzyskiwali dostęp do uniwersalnego zapisu wszystkich zdarzeń. Jest to propozycja interpretacyjna, która otwiera przestrzeń do rozważań o relacji między prawdą, poznaniem, wiarą i ludzką zdolnością rozumienia świata.
Istotne pozostaje również pytanie, czy określenie „Stan Prawdy” należy rozumieć dosłownie, czy raczej jako metaforę. Jeśli miałby być rzeczywistym miejscem fizycznym, należałoby wskazać jego właściwości i przedstawić dowody, które pozwoliłyby go zbadać. Jeżeli natomiast jest to pojęcie filozoficzne opisujące hipotetyczną pełnię informacji o rzeczywistości, można analizować jego znaczenie bez zakładania, że istnieje ono w formie materialnej. W takim przypadku „Stan Prawdy” staje się próbą odpowiedzi na pytanie, czy prawda o tym, co się wydarzyło, może istnieć niezależnie od ludzkiej pamięci, dokumentacji i możliwości poznawczych.
Ostatecznie «chronowizor» i „Stan Prawdy” łączy nie tyle potwierdzony mechanizm działania, ile wspólna idea: możliwość uzyskania dostępu do informacji o przeszłości. Chronowizor pozostaje legendą o urządzeniu, które rzekomo potrafiło tę informację odtwarzać, natomiast „Stan Prawdy” jest moją hipotezą dotyczącą możliwego istnienia uniwersalnego zapisu wydarzeń. Żadna z tych koncepcji nie została potwierdzona jako rzeczywiste rozwiązanie techniczne lub naukowe, ale ich zestawienie pozwala postawić ważne pytania o naturę czasu, trwałość informacji i granice ludzkiego poznania.
Być może największa wartość tej refleksji nie polega na próbie udowodnienia istnienia chronowizora czy „Stanu Prawdy”, lecz na rozróżnieniu tego, co wiemy, od tego, co jedynie zakładamy lub sobie wyobrażamy. Historia chronowizora przypomina, że niezwykłe twierdzenia wymagają wiarygodnych dowodów. Koncepcja „Stanu Prawdy” pozostaje natomiast otwartą hipotezą filozoficzną, która pozwala zastanawiać się, czy rzeczywistość jest czymś więcej niż tylko tym, co potrafimy obecnie zaobserwować i zrozumieć. W tym sensie pytanie o możliwość odczytania przeszłości staje się jednocześnie pytaniem o samą naturę prawdy: czy jest ona jedynie ludzkim opisem minionych zdarzeń, czy też istnieje niezależnie od nas, czekając na odkrycie.