Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 11 czerwca 2026

Ostatnie wojny na świecie kończą się porażkami

 

          22 lata temu, w 1994 roku, zachęcono mnie, abym wystartował w wyborach samorządowych. 18 maja 1994 r. podpisałem kandydaturę na radnego z okręgu szóstego. Rozpoczęły się spotkania przedwyborcze. Na moje szczęście nie zostałem wybrany.

          Jak opowiadał mi później wybrany kolega Zbigniew K., na posiedzeniach rady dochodziło do dantejskich scen pełnych wzajemnej niechęci i konfliktów. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że zupełnie nie nadaję się do takiej pracy. Z natury dążę do pokoju, tolerancji i zgody. Walka polityczna nigdy nie była dla mnie.

          Z perspektywy czasu jeszcze wyraźniej widzę tę sferę działalności. Zbyt często nie chodzi w niej o dobro kraju, lecz o polityczne ambicje, wpływy i osobiste interesy. Od tamtego czasu sytuacja jeszcze się pogorszyła. W 2023 roku od władzy odsunięto ludzi wyjątkowego sortu, z prezesem na czele, którego uważam za źródło wielu podziałów i napięć. Pociągnął on za sobą ludzi o podobnym sposobie myślenia. Struktury państwa zostały naruszone, a sądownictwo poważnie osłabione. Dzisiejsza władza nie potrafi jeszcze uporać się z tym ogromnym bałaganem.

          Największe pretensje mam jednak do ślepych i bezkrytycznych wyborców, którzy nie dostrzegają, gdzie tkwi problem. Kiedy przeglądam sondaże, ogarnia mnie przerażenie wynikami poparcia dla obecnego prezydenta. Zło i cynizm są dziś wyjątkowo czytelne, a mimo to wielu ludzi nie chce tego zauważyć. Oni nawet nie próbują maskować swoich partykularnych interesów. Bywa, że zwyczajnie wstyd mi za Polaków.

          Pan prezydent podejmuje czasem decyzje jak obrażony chłopiec, któremu odebrano zabawkę. Zapowiedź odebrania Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy, który walczy również o nasze bezpieczeństwo i wolność, uważam za poważny błąd. Spory historyczne należy pozostawić historykom. Trzeba patrzeć przede wszystkim w przyszłość.

          Przykład wieloletniej wojny na Ukrainie pokazuje, że wojny między narodami, w dobie nowoczesnej techniki wojennej, stają się coraz bardziej tragicznym anachronizmem. Współczesne konflikty nie przynoszą prawdziwych zwycięzców — pozostawiają jedynie zniszczenie, cierpienie i gospodarcze ruiny. Ostatnie wojny na świecie najczęściej kończą się porażką wszystkich stron. Tę prawdę można dostrzec nawet bez wielkich tytułów naukowych — wystarczy odrobina rozsądku i wrażliwości na ludzkie cierpienie.

Nieufność wobec Pisma Świętego


          Interesujące jest to, jak duża stała się dziś nieufność wobec Pisma Świętego i z czego właściwie wynika ona we współczesnym świecie. Wielu ludzi podchodzi do Biblii sceptycznie, choć źródła tego sceptycyzmu bywają bardzo różne — historyczne, moralne, naukowe, filozoficzne czy osobiste. Dla jednych Biblia pozostaje księgą świętą i duchowym drogowskazem, dla innych natomiast jest przede wszystkim dziełem literackim oraz świadectwem dawnych epok, które należy poddawać krytycznej analizie.

          Jednym z najczęściej podnoszonych zarzutów są rzekome sprzeczności wewnętrzne oraz wielość interpretacji. Krytycy zwracają uwagę na fragmenty, które wydają się wzajemnie wykluczać albo przedstawiają te same wydarzenia w odmienny sposób. Przykładem bywają różnice między Ewangeliami dotyczące szczegółów życia Jezusa. Dla części osób podważa to przekonanie o dosłownej nieomylności tekstu. Dodatkowo ta sama Biblia stała się podstawą wielu różnych nurtów chrześcijaństwa i judaizmu, co rodzi pytania o jednoznaczność objawienia.

          Istotnym problemem jest również historia powstawania samego tekstu. Biblia była tworzona przez wielu autorów na przestrzeni setek lat, następnie przepisywana, tłumaczona i redagowana. Krytycy wskazują, że wybór ksiąg kanonicznych był w pewnym stopniu efektem decyzji ludzi i instytucji religijnych. Dla wielu osób rodzi to pytania o dokładność przekazu oraz wpływ czynnika ludzkiego na ostateczny kształt Pisma Świętego.

          Nie można też pominąć problemów historycznych i archeologicznych. Część wydarzeń opisanych w Biblii nie posiada jednoznacznego potwierdzenia archeologicznego albo dane historyczne pozostają niejasne. Dotyczy to między innymi skali exodusu z Egiptu czy chronologii niektórych wydarzeń starotestamentowych. Współczesny człowiek, przyzwyczajony do naukowej weryfikacji faktów, często oczekuje bardziej materialnych dowodów.

          Kolejną płaszczyzną sporów pozostaje relacja Biblii do nauki. Dosłowne interpretacje stworzenia świata, wieku Ziemi czy opisu potopu trudno pogodzić ze współczesną kosmologią, geologią oraz teorią ewolucji. Dla części wierzących nie stanowi to problemu, ponieważ traktują oni te fragmenty symbolicznie lub metaforycznie. Inni jednak dostrzegają w tym wyraźny konflikt pomiędzy religią a nauką.

          Wiele emocji budzą również kwestie moralne obecne w niektórych księgach biblijnych. Krytykowane bywają fragmenty dotyczące niewolnictwa, przemocy wojennej, surowych kar cielesnych czy sposobu przedstawiania kobiet. Współczesne kontrowersje dotyczą także stosunku do osób LGBT. Dla wielu czytelników są to fragmenty trudne do zaakceptowania. Z kolei obrońcy Biblii podkreślają, że teksty te należy interpretować w kontekście historycznym i kulturowym epoki, w której powstawały, a nie jako uniwersalne nakazy obowiązujące dosłownie w każdym czasie.

          Nieufność wobec Biblii bywa również związana z działalnością samych instytucji religijnych. Dla wielu ludzi problemem nie jest wyłącznie treść Pisma Świętego, lecz sposób, w jaki bywa ono wykorzystywane przez różne wspólnoty religijne. Cytaty wyrwane z kontekstu służyły nieraz do uzasadniania ideologii, konfliktów czy politycznych interesów. W rezultacie część osób zaczęła patrzeć na Biblię bardziej jako narzędzie wpływu społecznego niż wyłącznie źródło duchowości.

          Osoby sceptyczne często podchodzą z rezerwą także do opisów cudów, proroctw czy zmartwychwstania. Wydarzenia nadprzyrodzone trudno bowiem zweryfikować metodami naukowymi. Z tym wiąże się również klasyczny problem cierpienia — pytanie o to, dlaczego w świecie istnieje tyle zła i bólu, skoro Bóg miałby być jednocześnie wszechmocny i dobry.

          Nie będę ukrywał, że Biblia, mimo swojego ogromnego znaczenia duchowego i kulturowego, posiada także fragmenty trudne i niejednoznaczne. Jednocześnie pozostaje dziełem wyjątkowym — księgą, która przez tysiące lat kształtowała cywilizację, język, moralność i sztukę. Dla wielu ludzi nadal jest źródłem nadziei, sensu oraz duchowej inspiracji.

          Trzeba jednak pamiętać, że studiowanie Pisma Świętego wymaga odpowiedniego przygotowania. Sama dobra wola często nie wystarcza. Teksty biblijne można łatwo zrozumieć opacznie, szczególnie gdy odczytuje się je bez znajomości realiów historycznych, językowych i kulturowych. Autorzy biblijni pisali bowiem zgodnie z potrzebami swoich wspólnot religijnych oraz w określonym celu duchowym i społecznym. Posługiwali się językiem swojej epoki, pełnym idiomów, symboli i odniesień zrozumiałych dla ówczesnych odbiorców.

          Nie bez znaczenia pozostaje również poziom wiedzy przyrodniczej, psychologicznej czy kosmologicznej dawnych uczonych w Piśmie i kapłanów. Opisy świata zawarte w Biblii odzwierciedlają sposób myślenia charakterystyczny dla starożytności. Współczesny czytelnik powinien mieć tego świadomość, aby nie oczekiwać od tekstów religijnych tego samego rodzaju precyzji, jakiej wymaga się dziś od nauki.

          Nie jestem w stanie przeprowadzić badań socjologicznych na temat współczesnego stosunku do Biblii, dlatego opieram się głównie na własnych obserwacjach, rozmowach oraz dyskusjach. Wydaje się jednak, że stosunek do Pisma Świętego zależy przede wszystkim od osobistych doświadczeń, wychowania, podejścia do religii i sposobu interpretowania samego tekstu. Dla jednych pozostanie ono słowem natchnionym, dla innych — wielkim dziełem literatury i świadectwem historii ludzkiej duchowości.

środa, 10 czerwca 2026

"Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera" (Ps 69,10)


          Nawiązując do wczorajszego wpisu o kodeksie synajskim, który ujawnia późniejsze dopisanie 21 wierszy do Ewangelii Marka ciekawe jest, czym inspirował się nadgorliwy skryba: "Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera" (Ps 69,10) ?

          Prawdopodobnie nie „wymyślał” nowej historii, lecz zbierał krążące już tradycje chrześcijańskie i dokonał ich kompilacji. Możliwe, że korzystał z innych Ewangelii oraz przekazów funkcjonujących we wczesnym chrześcijaństwie.

Widać tam m.in.:

ukazanie się Marii Magdalenie — podobne do Ewangelii Jana (J 20,11–18),

uczniów idących drogą — echo uczniów z Emaus u Łukasza (Łk 24,13–25),

opis Wniebowstąpienia Jezusa z Ewangelii Łukasza: "Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. " (Łk 24,50–51) ujmując to tak: "Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły." (Mk 16,20)

nakaz misyjny — bardzo bliski Mateuszowi (Mt 28,19–20) często nazywany „Wielkim Posłannictwem”: "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata". To właśnie ten fragment jest bardzo podobny do dłuższego zakończenia Ewangelia Marka: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu.” (Mk, 16,15)

motyw znaków i cudów — przypominający Dzieje Apostolskie.

          Zapewne skryba chciał nadać Ewangelii Marka bardziej pełne i mniej urwane zakończenie, ponieważ pierwotny tekst kończy się nagle na słowach o pustym grobie i lęku kobiet.

wtorek, 9 czerwca 2026

Najstarsze kodeksy Nowego Testamentu

           Odkryte kodeksy i papirusy Nowy Testament dostarczają cennych informacji na temat rozwoju wczesnego chrześcijaństwa, historii tekstu biblijnego oraz procesu kształtowania się doktryny chrześcijańskiej. Pokazują również, że teksty ewangeliczne były kopiowane i przekazywane przez ludzi, a więc podlegały naturalnym zmianom, poprawkom i interpretacjom.

          Jednym z najważniejszych rękopisów jest Kodeks Synajski, datowany na lata około 330–360 n.e. Jest to jeden z najstarszych i najsłynniejszych egzemplarzy Biblii chrześcijańskiej. Odkryto go w klasztorze św. Katarzyny na Synaju. Zawiera niemal cały Nowy Testament oraz znaczną część Starego Testamentu w języku greckim.

          Do najważniejszych starożytnych rękopisów należą również:

Kodeks Watykański — datowany na IV wiek, jeden z najważniejszych świadków tekstu greckiego.

Kodeks Aleksandryjski — datowany na lata około 400–440.

Kodeks Efrema — powstały około 450 roku.

Papirus Rylandsa P52 — niewielki fragment Ewangelii Jana z II wieku.  Papirus Rylandsa P52 zawiera fragment Ewangelii Jana 18,31–33 oraz 18,37–38, opisujący rozmowę Jezusa z Piłatem. Tekst zapisano po grecku po obu stronach papirusu, co wskazuje, że pochodził z kodeksu (formy książki), a nie ze zwoju. Najczęściej datuje się go na lata około 125–175, choć część badaczy dopuszcza późniejsze datowanie, ponieważ paleografia nie pozwala na absolutną precyzję. Mimo niewielkich rozmiarów — porównywalnych do karty płatniczej — jest to jeden z najważniejszych zabytków wczesnego chrześcijaństwa.

          Co wynika z analizy kodeksów? Analiza starożytnych rękopisów pokazuje, że teksty ewangeliczne były kopiowane przez skrybów i kopistów przez wiele stuleci. W trakcie przepisywania pojawiały się: błędy kopistów,zmiany stylistyczne, harmonizacje między Ewangeliami, a czasem także dodatki o charakterze teologicznym lub liturgicznym. Nie musi to jednak automatycznie oznaczać świadomego „fałszowania” tekstu. W wielu przypadkach kopiści mogli uważać, że doprecyzowują przekaz albo uzupełniają tradycję znaną już z nauczania ustnego.

           Dobrym przykładem jest zakończenie Ewangelii Marka. W Kodeks Synajski Ewangelia kończy się na Mk 16,8. W późniejszych rękopisach dodano fragment Mk 16,9–20, zawierający opisy ukazywania się Jezusa po zmartwychwstaniu, „Wielki Nakaz Misyjny” oraz wniebowstąpienie. Większość współczesnych biblistów uważa dziś, że dłuższe zakończenie Marka zostało dopisane później, prawdopodobnie po to, aby Ewangelia kończyła się bardziej harmonijnie i była zgodna z pozostałymi Ewangeliami.

          Podobnie wygląda sytuacja z historią cudzołożnicy („kto z was jest bez grzechu…”) w J 7,53–8,11. Fragment ten nie występuje w najstarszych rękopisach i prawdopodobnie został dodany później do tradycji tekstowej Ewangelii Jana.

 

W Kodeksie Synajskim znajdują się również teksty, które dziś nie należą do kanonu Biblii: List Barnaby, Pasterz Hermasa. Pokazuje to, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa lista ksiąg uznawanych za natchnione nie była jeszcze całkowicie ustalona. W różnych wspólnotach funkcjonowały różne tradycje i różne zestawy pism.

          Z rękopisów tych wynika, że wczesne chrześcijaństwo było bardziej zróżnicowane teologicznie i organizacyjnie, niż często przedstawia to późniejsza tradycja kościelna. Istniały debaty dotyczące: natury Jezusa, roli Prawa Mojżeszowego, autorytetu apostołów, oraz tego, które księgi należy uznać za święte.

          Jednocześnie należy zachować ostrożność przed zbyt daleko idącymi wnioskami. Fakt istnienia wariantów tekstowych nie oznacza automatycznie, że całość przekazu chrześcijańskiego została sztucznie wymyślona lub całkowicie zmanipulowana. Większość różnic między rękopisami ma charakter drobny i nie zmienia głównych założeń wiary chrześcijańskiej.

          Proces ustalania kanonu trwał głównie od II do IV wieku, a wiele ksiąg zostało powszechnie uznanych już wcześniej. Natomiast XV wiek i wynalezienie druku przez Johannes Gutenberg umożliwiły rozpowszechnienie bardziej jednolitych wersji tekstu Biblii.

         Współczesna krytyka tekstu pozwala dziś porównywać tysiące rękopisów i z dużym prawdopodobieństwem rekonstruować najstarsze brzmienie tekstu Nowego Testamentu. Paradoksalnie właśnie mnogość zachowanych rękopisów umożliwia wykrywanie późniejszych dodatków i zmian.

 

 

niedziela, 7 czerwca 2026

Nauka na usługach religii


          Przez wiele stuleci nauka i religia były przedstawiane jako dwa przeciwstawne światy. Nauka miała opierać się wyłącznie na faktach, doświadczeniu i matematyce, religia natomiast na wierze, duchowości oraz metafizyce. Współczesny człowiek często słyszy, że rozwój nauki stopniowo usuwa Boga z obrazu świata. Jednak im głębiej fizyka zaczęła badać naturę rzeczywistości, tym częściej pojawiały się pytania, na które sama nauka nie potrafi udzielić ostatecznej odpowiedzi. Paradoksalnie więc współczesna fizyka nie tyle oddaliła człowieka od pytań religijnych, ile ponownie skierowała go ku refleksji nad istnieniem Boga.

          Szczególnie wielki przełom przyniósł rozwój fizyki kwantowej w XX wieku. Dotychczasowy obraz świata, oparty na mechanice Newtona, zakładał istnienie uporządkowanego i przewidywalnego wszechświata działającego niczym doskonała maszyna. Człowiek wierzył, że jeśli pozna wszystkie prawa natury, będzie w stanie wyjaśnić całą rzeczywistość wyłącznie za pomocą materii i ruchu.

          Tymczasem fizyka kwantowa podważyła ten sposób myślenia. Okazało się, że na poziomie subatomowym rzeczywistość nie działa według prostych i intuicyjnych zasad. Pojawiły się zjawiska trudne do wyobrażenia: superpozycja stanów, zasada nieoznaczoności czy splątanie kwantowe. Świat przestał być w pełni przewidywalny i mechaniczny. W miejsce pewności pojawiło się prawdopodobieństwo, a w miejsce prostych odpowiedzi — tajemnica.

          Dla wielu ludzi, również dla mnie, ogromnym przełomem światopoglądowym było odkrycie dualizmu korpuskularno-falowego materii i światła. Fizyka pokazała, że materia nie jest jedynie trwałą i niezmienną substancją. Światło może zachowywać się zarówno jak fala, jak i strumień cząstek — fotonów. Co więcej, podobne właściwości posiadają elektrony i inne cząstki materii. Oznacza to, że rzeczywistość na najbardziej fundamentalnym poziomie nie jest tak materialna i jednoznaczna, jak wcześniej sądzono.

          W pewnym sensie nauka sama zaczęła odsłaniać granice materializmu. Materia przestała być czymś absolutnym i trwałym, a bardziej przypomina dynamiczny proces energii i wzajemnych relacji. Człowiek odkrył, że wszechświat jest znacznie bardziej tajemniczy, niż zakładał dawny racjonalizm.

          Kolejnym przełomem była zasada nieoznaczoności Wernera Heisenberga. Pokazała ona, że nie da się jednocześnie dokładnie określić położenia i pędu cząstki. Im dokładniej poznajemy jedną wielkość, tym mniej wiemy o drugiej. Nie wynika to z niedoskonałości urządzeń pomiarowych, ale z samej natury rzeczywistości. Świat na najgłębszym poziomie okazuje się więc częściowo niedostępny pełnemu poznaniu.

          To właśnie tutaj pojawia się przestrzeń dla refleksji religijnej. Religia od zawsze mówiła, że człowiek nie jest w stanie całkowicie pojąć natury Boga i wszechświata. Współczesna nauka zaczęła dochodzić do podobnego wniosku: istnieją granice poznania, których być może nigdy nie przekroczymy. Nie oznacza to porażki nauki, lecz pokorę wobec ogromu rzeczywistości.

          Jednym z najbardziej niezwykłych odkryć fizyki kwantowej jest splątanie kwantowe. Dwie cząstki mogą pozostawać ze sobą powiązane nawet wtedy, gdy dzielą je ogromne odległości. Zmiana stanu jednej natychmiast wpływa na drugą. Dla wielu ludzi stało się to symbolem ukrytej jedności wszechświata. Religia od wieków nauczała, że wszystko w stworzeniu jest ze sobą połączone i posiada wspólne źródło w Bogu. Choć nauka nie dowodzi duchowego wymiaru tej jedności, sama idea splątania pokazuje, że rzeczywistość może być znacznie głębiej powiązana, niż dostrzegają nasze zmysły.

          Podobne refleksje wywołuje tzw. efekt obserwatora. W fizyce kwantowej sam akt pomiaru wpływa na wynik eksperymentu. Niektórzy interpretują to jako znak, że świadomość odgrywa ważniejszą rolę w świecie, niż wcześniej przypuszczano. Dla człowieka wierzącego może to być inspiracją do myślenia o Bogu nie jako o odległym Stwórcy, lecz jako o nieustannie obecnej świadomości podtrzymującej istnienie świata.

          Oczywiście należy zachować ostrożność. Fizyka kwantowa nie jest dowodem na istnienie Boga ani naukowym potwierdzeniem religii. Wielu naukowców słusznie ostrzega przed tzw. „kwantowym mistycyzmem”, czyli nadinterpretacją pojęć fizycznych. Nie można mechanicznie przenosić teorii naukowych do duchowości. Jednak sam fakt, że współczesna nauka odkrywa rzeczywistość pełną paradoksów, nieoznaczoności i ukrytych zależności, sprawia, że dawny materialistyczny obraz świata przestaje być wystarczający.

          Być może właśnie dlatego nauka może dziś stać się sprzymierzeńcem religii. Nie dlatego, że udowadnia Boga za pomocą wzorów matematycznych, lecz dlatego, że pokazuje ograniczoność ludzkiego poznania i ogrom tajemnicy istnienia. Im więcej człowiek odkrywa, tym bardziej uświadamia sobie, jak niewiele naprawdę rozumie.

          Religia odpowiada na pytania, których nauka nie potrafi rozstrzygnąć: dlaczego istnieje raczej coś niż nic, jaki jest sens życia, czym jest dobro, miłość i świadomość. Nauka opisuje mechanizmy funkcjonowania wszechświata, ale nie odpowiada na pytanie o jego ostateczny cel. Wiara natomiast próbuje ten sens odnaleźć.

          Dlatego nauka i religia nie muszą być wrogami. Mogą być dwiema drogami prowadzącymi człowieka ku prawdzie — jedna poprzez eksperyment i rozum, druga poprzez duchowość i wiarę. W tym sensie współczesna nauka nie niszczy wiary w Boga, lecz może prowadzić do głębszej refleksji nad tajemnicą stworzenia i miejscem człowieka we wszechświecie.

sobota, 6 czerwca 2026

Głód Prawdy

         

          Uporczywie wracam do tematu wiary w istnienie Boga — Stwórcy całej rzeczywistości, świata realnego i nadprzyrodzonego. Im dłużej jednak rozważam religijne przesłania, tym bardziej wydają mi się one zniekształcone przez ludzkie wyobrażenia, język i kulturę. Człowiek od początku swojej historii próbuje mówić o Bogu, lecz posługuje się wyłącznie narzędziami należącymi do świata skończonego. Słowa, symbole i rytuały są jedynie próbą uchwycenia czegoś, co z natury wymyka się opisowi.

          Brakuje pojęć, które mogłyby oddać istotę tego, co niewyrażalne. Mam wrażenie, że każda próba opisania Boga jest jedynie cieniem czegoś znacznie większego — przybliżeniem absolutu przekraczającego ludzkie pojęcia, wyobrażenia i sam język. Im bardziej człowiek próbuje Boga nazwać, tym bardziej Go ogranicza. Rodzi się więc pytanie: jak zaspokoić w sobie głód Prawdy? Jak dotknąć czegoś, co wymyka się definicjom, dogmatom i wszelkim systemom religijnym?

          W Księdze Wyjścia znajdują się słowa skierowane przez Boga do Mojżesza: „Jestem, który Jestem” (Wj 3,14). To jedno z najbardziej tajemniczych zdań w historii religii. Można je rozumieć nie jako zwykłe przedstawienie się Boga, lecz jako wskazanie, że nie jest On jednym z bytów istniejących pośród innych bytów. Bóg jawi się tutaj raczej jako samo źródło istnienia — fundament wszelkiego bytu, czasu, świadomości i praw natury. Nie tyle „istnieje”, ile sprawia, że istnieje wszystko inne.

          Jednocześnie religie bardzo często ujmują Boga w kategoriach osobowych. Przypisują Mu dobroć, miłosierdzie, sprawiedliwość czy miłość. Człowiek potrzebuje bowiem relacji, dlatego nadaje Bogu cechy umożliwiające dialog pomiędzy Stwórcą a stworzeniem. Jednak już samo określenie Boga jako Osoby może być formą ograniczenia. Osoba jest przecież pojęciem związanym z ludzkim doświadczeniem, psychiką i indywidualnością. Jeśli Bóg jest Absolutem, powinien przekraczać nawet te kategorie.

          Ludzkość, próbując opisać Boga językiem bytu, paradoksalnie sprowadza Go do rzeczywistości znanej człowiekowi. To, co nieskończone, zostaje zamknięte w skończonych definicjach. To, co przekracza przestrzeń i czas, zostaje wtłoczone w obrazy, metafory i religijne systemy. Być może właśnie dlatego każda religia jest jedynie symbolem lub drogowskazem — próbą przybliżenia czegoś, czego ludzki umysł nigdy nie będzie w stanie objąć w pełni.

          Problem zaczyna się już w dzieciństwie. Człowiek od najmłodszych lat otrzymuje uproszczony, często bajkowy obraz Boga. Religijność bywa redukowana do zbioru rytuałów, nakazów i schematów myślenia. W dorosłym życiu wielu ludzi nie potrafi już wyjść poza ten infantylny model wiary. Zamiast poszukiwania tajemnicy pojawia się przywiązanie do formy. Rytuał zastępuje doświadczenie duchowe, a powtarzane formuły zaczynają przesłaniać pytania najważniejsze.

          Jednak również panteistyczny obraz Boga nie daje pełnej satysfakcji. Jeśli bowiem Bóg jest jedynie bezosobową zasadą przenikającą wszechświat, człowiek pozostaje sam ze swoimi pytaniami. Kierując się ku Stwórcy, nie szuka przecież wyłącznie abstrakcyjnego porządku rzeczy ani metafizycznej energii, lecz oczekuje odpowiedzi — reakcji Osoby, świadomego Podmiotu zdolnego do relacji.

          W człowieku głęboko zakorzeniona jest potrzeba indywidualnego kontaktu. Nie potrafi on naprawdę kochać pojęcia, idei czy bezimiennej nieskończoności. Miłość domaga się obecności „Kogoś”, kto może ją przyjąć i odwzajemnić. Dlatego doświadczenie religijne tak często przybiera formę dialogu: modlitwy, wołania, oczekiwania na znak lub odpowiedź. Nawet jeśli rozum podpowiada, że Absolut powinien przekraczać ludzkie cechy osobowe, serce człowieka nie przestaje pragnąć Boga, który potrafi słuchać, rozumieć i odpowiadać.

          Być może właśnie w tym napięciu — pomiędzy Bogiem jako nieskończonym Absolutem a Bogiem jako Kimś bliskim i osobowym — rodzi się największy dramat religijnego doświadczenia człowieka. Rozum każe przekraczać antropomorficzne wyobrażenia, lecz potrzeba miłości i relacji nie pozwala zatrzymać się na wizji bezosobowej rzeczywistości.

          Być może jednak właśnie świadomość tej niewystarczalności jest początkiem autentycznego poszukiwania Boga. Człowiek, który uznaje ograniczoność własnego języka i własnych wyobrażeń, staje się bardziej otwarty na tajemnicę. Prawda o Bogu może bowiem nie polegać na pełnym poznaniu, lecz na nieustannym zbliżaniu się do czegoś, czego nigdy nie da się ostatecznie zamknąć w słowach.

          Dlatego pytanie o Boga pozostaje żywe mimo upływu tysiącleci. Nie dlatego, że człowiek znalazł odpowiedź, lecz dlatego, że odpowiedzi wciąż nie posiada. W tym sensie głód Prawdy jest być może najgłębszym doświadczeniem duchowym człowieka — doświadczeniem, które nie pozwala zatrzymać się na gotowych formułach i zmusza do ciągłego przekraczania własnych wyobrażeń o Bogu.

          Być może właśnie dlatego największą uczciwością wobec tajemnicy Boga nie jest przekonanie, że się już wie, lecz pokora wobec własnej niewiedzy. Im bardziej człowiek zbliża się do granic poznania, tym wyraźniej dostrzega, że Absolut nie daje się zamknąć ani w słowach, ani w obrazach, ani w religijnych konstrukcjach. A jednak potrzeba poszukiwania nie zanika. Człowiek nadal pyta, modli się, wątpi i tęskni — jakby sam głód Boga był śladem czegoś większego, obecnego głęboko w ludzkiej naturze.

niedziela, 31 maja 2026

Równe prawa dla wszystkich ludzi


          W prawie żydowskim (halasze) kwestie płci omawiane są przede wszystkim w oparciu o Torę, Talmud oraz późniejsze komentarze rabiniczne. Tradycja judaizmu rozróżnia nie tylko „mężczyznę” i „kobietę”, lecz także dodatkowe kategorie opisane w literaturze rabinicznej. Występują tam pojęcia takie jak zachar — mężczyzna, nekevah — kobieta, androgynos — osoba posiadająca cechy obu płci czy tumtum — osoba o niejednoznacznych cechach płciowych. Wspomina się również o innych, rzadszych przypadkach związanych z rozwojem płciowym.

          Sam fakt, że tak stara tradycja religijna dostrzegała istnienie osób niewpisujących się w jednoznaczny podział płci, skłania do refleksji. Pokazuje bowiem, że problem różnorodności ludzkiej nie jest wyłącznie współczesnym zjawiskiem społecznym ani efektem przemian kulturowych ostatnich dekad. Człowiek od dawna próbował zrozumieć złożoność natury ludzkiej i opisać ją językiem religii, prawa oraz filozofii.

          Prawdą jest również, że podejście judaizmu do osób LGBT zależy od konkretnego nurtu oraz sposobu interpretowania tekstów religijnych i halachy. Nie istnieje jedno, jednolite „stanowisko judaizmu”, podobnie jak nie istnieje jedno wspólne stanowisko całego chrześcijaństwa. Także w chrześcijaństwie ścierają się różne interpretacje, wrażliwości i sposoby rozumienia człowieka.

          Przyznaję, że doświadczenie homoseksualności pozostaje mi osobiście obce i nie potrafię organicznie wczuć się w tego rodzaju odczuwanie cielesności czy emocjonalności. Nie oznacza to jednak, że mogę odmówić komuś prawa do godności lub człowieczeństwa. Być może właśnie ograniczona zdolność człowieka do pełnego rozumienia drugiego człowieka jest jedną z oznak naszej niedoskonałości.

          Fakt, że już w Księdze Kapłańskiej pojawiają się zakazy dotyczące męskich stosunków homoseksualnych, świadczy o tym, że zagadnienie to było obecne w sporach moralnych i obyczajowych od bardzo dawnych czasów. Również chrześcijaństwo podejmowało ten temat, między innymi w Listach św. Pawła do Rzymian: "Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie." (Rz 1,27). Nie zmienia to jednak faktu, że człowiek pozostaje istotą bardziej złożoną niż same normy prawne czy religijne zakazy.

          Stwórca powołuje do życia również osoby, które nie wpisują się w jednoznaczne kategorie płciowe. Być może dotykamy tutaj tajemnicy stworzenia, której człowiek wciąż do końca nie rozumie. Godność osoby ludzkiej nie wynika wyłącznie z orientacji seksualnej, cech biologicznych czy społecznych ról, lecz z samego faktu istnienia oraz duchowego wymiaru człowieczeństwa. W tradycji chrześcijańskiej można to rozumieć jako dążenie do podobieństwa do Chrystusa poprzez miłość, odpowiedzialność i szacunek wobec drugiego człowieka.

          Ludzie rodzą się różni — z odmiennymi talentami, zdolnościami, ograniczeniami, predyspozycjami czy niepełnosprawnościami. Jedni posiadają wyjątkowe zdolności intelektualne, inni zmagają się z chorobami lub trudnościami życiowymi. Mimo tych różnic wszyscy posiadają jednakową godność oraz jednakowe prawo do życia i ochrony.

          Społeczeństwo powinno otaczać opieką wszystkich ludzi, zapewniając im zarówno równe prawa, jak i równe obowiązki wobec wspólnoty. Osoby LGBT są takimi samymi obywatelami, współtwórcami społeczeństwa i spadkobiercami dorobku kulturowego jak każdy inny człowiek. Tam, gdzie bywają ignorowane lub pozbawiane ochrony prawnej, problem często nie tkwi w nich samych, lecz w systemach tworzonych przez ludzi sprawujących władzę.

          Władza publiczna ponosi odpowiedzialność za dobro i bezpieczeństwo wszystkich obywateli — niezależnie od ich pochodzenia, cech biologicznych czy orientacji seksualnej.

           Nie rozumiem uporu prezydenta w podpisaniu stosownych ustaw. Jego niechęć świadczy o nim, że nie jest przygotowany do reprezentowania całego narodu.