Karbon (ok. 359–299 mln lat temu) był czasem, w którym Ziemia oddychała inaczej – życie na Ziemi przeszło ogromną transformację – zwłaszcza na lądach. Powietrze było ciężkie od wilgoci i nasycone tlenem, a krajobraz wypełniały bezkresne, bagienne lasy. W tej zielonej, dusznej scenerii życie wykonało jeden z najważniejszych kroków w swojej historii — naprawdę wyszło na ląd i zaczęło się tam zadomawiać. Poziom tlenu w atmosferze był znacznie wyższy niż dziś (nawet ~30–35%), co miało ogromny wpływ na organizmy żywe.
Dominowały rośliny. Nie były to jednak znane nam dziś drzewa, lecz ogromne widłaki – wiele z nich osiągało gigantyczne rozmiary (wysokie na 30–40 m), skrzypy i paprocie drzewiaste, których pnie wznosiły się na kilkadziesiąt metrów. Ich świat był światem wody stojącej, błota i cienia. Gdy obumierały, nie ulegały pełnemu rozkładowi — zapadały się w podmokły grunt, warstwa po warstwie, tworząc fundament przyszłych złóż węgla (stąd nazwa okresu). Pojawiły się pierwsze rośliny nasienne (zalążek przyszłych nagonasiennych). Karbon zapisywał swoją historię w skałach, nie wiedząc jeszcze, że miliony lat później człowiek odczyta ją jako paliwo.
Wysokie stężenie tlenu nadało temu światu niemal baśniowy charakter. Stawonogi rosły do rozmiarów (gigantów), które dziś wydają się nierealne. Nad bagnami unosiły się olbrzymie ważki, a po ziemi pełzały krocionogi dłuższe niż człowiek. Był to czas triumfu bezkręgowców (olbrzymie stawonogi) — istot prostych, lecz doskonale przystosowanych do warunków epoki.
Owady po raz pierwszy opanowały lot, co było ewolucyjnym przełomem. otworzyły nowy wymiar życia: powietrze stało się przestrzenią do zdobycia, nie tylko tłem dla istnienia:
Meganeura – ważka o rozpiętości skrzydeł do 70 cm,
gigantyczne krocionogi (Arthropleura).
W wodzie wciąż panowały ryby, ale ich potomkowie coraz śmielej przekraczali granicę między żywiołami. Na lądzie rosła rola: płazów – bardzo licznych i zróżnicowanych, silnie związanych z wilgotnym środowiskiem. Płazy wyszły na ląd. Karbonowy ląd tętnił więc życiem tylko tam, gdzie panowała woda. Jednak pod koniec okresu pojawiło się coś nowego: gady. Ich jaja, chronione osłonkami, zerwały więź z wodnym środowiskiem rozrodu, co uniezależniło je od wody. Był to kluczowy krok w pełnym opanowaniu lądów. – zapowiedź przyszłej dominacji kręgowców lądowych, dla późniejszej dominacji gadów (a dalej dinozaurów). Zmieniający się skład atmosfery miał ogromny wpływ na przyszły klimat Ziemi.
Ewolucja życia w karbonie nie była gwałtowną rewolucją, lecz powolnym zagęszczaniem możliwości. Rośliny zmieniały atmosferę, atmosfera zmieniała zwierzęta, a zwierzęta zmieniały sposób, w jaki życie zajmowało przestrzeń planety. Karbon był epoką wzrostu — biologicznego, ekologicznego i geochemicznego. To wtedy Ziemia nauczyła się być zielona, a życie po raz pierwszy poczuło, że ląd może stać się domem.
Karbon jest szczególnie zapamiętywany, bowiem jego produkty do dziś mają olbrzymie znaczenie dla współczesnej epoki. To, co było niegdyś życiem — zielonymi lasami, wilgocią i światłem — zostało zamknięte w skałach na setki milionów lat, by później powrócić jako siła napędzająca ludzką cywilizację. Przeszłość geologiczna i teraźniejszość człowieka splatają się tu w paradoksalnym związku: dawne ekosystemy stały się paliwem nowoczesności, a ślad karbonowego świata wciąż kształtuje rytm naszej epoki.
W zamyśle Stwórcy było dać człowiekowi solidne podstawy do rozwoju technicznego, choć nie w postaci gotowych rozwiązań, lecz jako potencjał ukryty w samej strukturze świata. Prawa przyrody, raz ustanowione, przez długi czas pozostawały milczące i niewidoczne, aż człowiek nauczył się je dostrzegać i rozumieć. Wówczas mogły dać znać o swojej sile i możliwościach — nie jako cud, lecz jako konsekwencja ładu wpisanego w rzeczywistość. Technika stała się więc nie tyle aktem dominacji nad naturą, ile dialogiem z nią: odczytywaniem praw, które istniały od początku, czekając, aż zostaną wykorzystane.
Obejmując spojrzeniem dotychczasowe dzieje świata i kolejne okresy jego istnienia, można dostrzec zamysł Stwórcy — Jego koncepcję ładu, harmonii i potencjału wpisanego w naturę. W stopniowym rozwoju rzeczywistości ujawniają się nie tylko prawa przyrody, lecz także zakres Bożych możliwości, konsekwentnie realizowanych w czasie. Można wręcz powiedzieć, że Stwórca sam odsłania się przed człowiekiem poprzez dzieło stworzenia, pozwalając mu krok po kroku odkrywać sens i strukturę świata. W tym procesie dokonuje się swoiste Objawienie — nie gwałtowne ani jednorazowe, lecz rozciągnięte w historii — które dopiero później zostanie nazwane, opisane i zinterpretowane przez hagiografów.