Nie
wszyscy odczuwają potrzebę głębszego rozumienia wiary. Dla wielu wystarcza
przekaz katechetyczny: wiara w istnienie Stwórcy, podstawowe zasady moralne
oraz zbiór prawd uznawanych za niepodważalne. Życie jest krótkie, a zagłębianie
się w kwestie złożone, niejednoznaczne i często trudne do ostatecznego
rozstrzygnięcia nie wydaje się warte wysiłku. Takich wyznawców są miliony.
To,
co może budzić niepokój, to brak postawy krytycznej wobec własnych przekonań.
Przekaz katechetyczny oraz literatura religijna utwierdzają ich w przyjętym
obrazie świata, który z czasem przestaje być przedmiotem refleksji, a staje się
niezmiennym kanonem myślenia. W efekcie pytania nie są traktowane jako sposób
dochodzenia do prawdy, lecz jako zagrożenie dla wiary. Tymczasem każda
dziedzina ludzkiego poznania rozwija się dzięki stawianiu pytań, weryfikowaniu
poglądów i gotowości do zmiany stanowiska w świetle nowych argumentów. Wiara
również może być przedmiotem takiej refleksji, jeśli nie obawia się
konfrontacji z rozumem.
Są
jednak tacy, którzy chcą wiedzieć, skąd wzięła się religia, kim jest Stwórca,
dlaczego obowiązują takie, a nie inne zasady moralne. Dla nich odpowiedź, że
„tak należy wierzyć”, nie jest wystarczająca. Szukają źródeł, pytają o genezę
ludzkich wierzeń, rozwój religii oraz o to, czy można pogodzić wiarę z rozumem.
Nie traktują pytań jako zagrożenia dla wiary, lecz jako drogę do jej głębszego
zrozumienia. Są przekonani, że jeśli prawda istnieje, nie powinna obawiać się
dociekliwości ani krytycznego myślenia.
Takie poszukiwania nie zawsze prowadzą do tych samych wniosków. Jednych
umacniają w wierze, innych skłaniają do jej przewartościowania, a jeszcze
innych prowadzą do całkowicie odmiennego spojrzenia na świat. Łączy ich jednak
jedno – potrzeba zrozumienia, a nie jedynie przyjęcia gotowych odpowiedzi.
Czytając Ewangelie, odnoszę wrażenie, że nie przedstawiają one
rzeczywistość taką, jaka była, lecz przede wszystkim wizję ich autorów – ludzi,
którzy nadali kształt rodzącej się religii chrześcijańskiej i stali się jej
pierwszymi interpretatorami. Opisy wydarzeń, postaci i nauk wydają się
podporządkowane określonemu przesłaniu religijnemu bardziej niż dążeniu do
możliwie wiernego odtworzenia nauczania Jezusa. Dlatego odbieram Ewangelie
przede wszystkim jako świadectwo wiary ich autorów oraz próbę nadania sensu
wydarzeniom związanym z osobą Jezusa.
Człowiek przekonany o prawdziwości religijnego przesłania, obdarzony
naturalną wrażliwością duchową, przyjmuje je jako własne i z czasem uznaje za
wiedzę, która nadaje sens jego życiu i zasługuje na celebrację. Treści
religijne przekazywane od dzieciństwa są przyswajane z ufnością wobec tych,
którzy je głoszą, oraz z przekonaniem, że nad ich autentycznością czuwa Duch
Święty. W ten sposób rodzi się pobożność.
Nie
ma w tym nic niewłaściwego, dopóki wierze towarzyszy rozumowe rozeznanie. Wiara
pozbawiona refleksji może stać się niebezpieczna, ponieważ prowadzi do
fanatyzmu, dewocji i zamknięcia na dialog. Z czasem utrwala się w umyśle jako
system przekonań odporny na wszelką rewizję i niezdolny do przyjęcia nowych
argumentów.
Towarzyszy temu często błędnie rozumiana bojaźń Boża. Jeżeli Bóg jest
uosobieniem dobra i miłości, to lęk przed Jego karą wydaje się sprzeczny z tym
obrazem. Bojaźni Bożej nie należy więc rozumieć jako strachu przed Bogiem, lecz
jako obawę przed odwróceniem się od Niego i sprzeniewierzeniem się wartościom,
których jest źródłem. Jest to nie lęk przed karą, lecz szacunek wobec Miłości i
odpowiedzialność za własne wybory.
Studiując Nowy Testament, warto pamiętać, że jego księgi zostały spisane
wiele lat po opisywanych wydarzeniach. Jest rzeczą naturalną, że ludzka pamięć
nie pozwala na wierne odtworzenie wszystkich wypowiedzi Jezusa w ich dosłownym
brzmieniu. Dlatego cytaty zawarte w Ewangeliach należy postrzegać przede
wszystkim jako przekaz treści i sensu Jego nauczania, utrwalony przez autorów i
wspólnoty, z których się wywodzili. Niewielkie różnice w sposobie przekazania
słów mogą bowiem prowadzić do odmiennych akcentów interpretacyjnych.
Trzeba
również brać pod uwagę, że żaden autor nie jest jedynie biernym kronikarzem
faktów. Każda relacja jest w pewnym stopniu wyborem wydarzeń i ich
interpretacją. Autorzy Ewangelii pragnęli nie tylko opisać to, co się
wydarzyło, lecz także ukazać religijny sens tych wydarzeń i umocnić wiarę
swoich odbiorców.
Dlatego uczciwe podejście do tekstów religijnych polega na możliwie
wyraźnym oddzielaniu faktografii od interpretacji. Fakty stanowią punkt
wyjścia, natomiast interpretacja pozostaje propozycją odczytania ich znaczenia,
otwartą na refleksję i osobiste przemyślenia czytelnika.
Po
latach studiowania zagadnień religijnych doszedłem do przekonania, że życie
duchowe kształtuje się u każdego człowieka w sposób indywidualny. Każdy
przeżywa wiarę, zwątpienie, poszukiwanie i odkrywanie sensu na własnej drodze.
Właśnie ta różnorodność doświadczeń wydaje mi się czymś pięknym. Nie musi
prowadzić do podziałów – przeciwnie, może być źródłem wzajemnego ubogacenia,
jeśli towarzyszy jej pokora, szacunek i gotowość do dialogu.