Gdyby zebrać moje wpisy i skondensować je do najważniejszych myśli, wyłoniłaby się moja epistemologiczna wizja rzeczywistości, w której żyję. Dla mnie wiedza i wiara w Stwórcę spotykają się w jednym fundamentalnym przekonaniu: Stwórca jest i istnieje. Poznać Go można po owocach Jego działania oraz przez odczytywanie tego, co zostało zapisane w moim sercu. Nie jest mi jednak dane poznać tajemnicy Jego pochodzenia. Muszę więc zadowolić się wiarą, intuicją oraz pośrednim poznaniem poprzez owoce moich poszukiwań, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że On istnieje.
Jego natura oraz dzieło stworzenia — Wszechświat — mają charakter dynamiczny. Ujawniają się poprzez działanie, ruch i nieustanne przemiany. To, co postrzegamy zmysłami, jest jedynie fragmentem rzeczywistości, swoistą zasłoną skrywającą głębszy porządek bytu. Pochodzenie Stwórcy pozostaje poza zasięgiem ludzkiego poznania. Rozumiem Go jako pierwotną przyczynę istnienia wszystkiego, co istnieje — źródło praw natury, czasu, przestrzeni oraz samego bytu. Jest najwyższą i jedyną Istotą, która powołała świat do istnienia i nieustannie podtrzymuje go w istnieniu. Jest początkiem i celem całej rzeczywistości. To On skłania człowieka do refleksji nad ostatecznym fundamentem świata, sensem istnienia oraz relacją między Absolutem a światem materialnym.
Pismo Święte, choć zawiera liczne niejasności, błędy wynikające z przekazów historycznych i wiele kwestii budzących zastrzeżenia, skrywa prawdy, które można odczytać. Wymaga to jednak nieustannych poszukiwań, analiz i gotowości do stawiania pytań.
Życie jest drogą poszukiwania sensu istnienia. Jest zadaniem, które prowadzi ku Prawdzie. Czy jest ono skierowane do wszystkich? Niekoniecznie. Niektórym wystarcza sam depozyt wiary przekazywany przez Kościół — wiara parafialna. Zaufali oni wspólnocie i jej nauczaniu. Jeżeli pominie się ludzkie słabości kapłanów oraz błędy wynikające z ludzkiej natury, można przyjąć, że zasadnicze intencje Kościoła są dobre. Wierzę również, że nad Kościołem czuwa Duch Święty. To Duch kierował decyzjami Apostołów (Dz 13,2; Dz 15,28) oraz ustanawiał ludzi do określonych posług (Dz 20,28).
Drogę do zbawienia ma każdy człowiek. Drogi prowadzące do niego mogą być jednak skrajnie różne. Jak czytamy u proroka Ezechiela: „Dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza” (Ez 36,26–27). Bóg dociera do człowieka w sposób indywidualny, dostosowany do jego historii, doświadczeń i możliwości.
Choć czasami wydaje się, że człowiek jest skrępowany Bożym planem, Bóg pozostawia mu wolność wyboru. Za tym, co nazywamy determinacją, kryje się Opatrzność — rozwiązanie najlepsze z perspektywy całego ludzkiego życia, choć nie zawsze zrozumiałe w danej chwili. Człowiekowi pozostaje wolność odpowiedzi: „tak” lub „nie”.
Wiara powinna opierać się na zaufaniu. Tak głębokim, o jakim mówił ojciec Dolindo Ruotolo: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Gdy w 2017 roku spadły na mnie liczne nieszczęścia — udar, zawał serca, problemy jelitowe, częściowa utrata wzroku oraz ogromne długi finansowe — bez zawierzenia Bogu nie byłbym w stanie przez to przejść. Dzisiaj mogę powiedzieć, że nie tylko przetrwałem ten czas, ale także mam możność pomagać innym.
Ufając, człowiek wzmacnia samego siebie i odkrywa w sobie siły, o których wcześniej nie wiedział. Po latach doświadczeń mogę powiedzieć, że był to okres niezwykły. Poznałem prawdziwych aniołów — ludzi życzliwych, empatycznych i gotowych do pomocy. Nie zapomnę Ani Be., Zbyszka Ku., Anny Pi. i wielu innych osób, które przyjęły od Boga swoiste powołanie do niesienia wsparcia – posługi anielskiej. Dzięki nim przekonałem się, że dobro nie jest abstrakcją, lecz realną siłą działającą w świecie.
Słowa: „Ja jestem Alfa i Omega, Początek i Koniec” (Ap 1,8; 21,6; 22,13) rozumiem jako zapewnienie, że Bóg pozostaje wierny swoim obietnicom. To, co obiecał, ostatecznie się wypełni, choć nie zawsze w sposób zgodny z ludzkimi oczekiwaniami.
Kocham naukę i cenię jej osiągnięcia, ale to wiara przyniosła mi dobra, których nie potrafię w pełni wyrazić słowami. Doświadczyłem działania Opatrzności oraz przymiotów Boga — Miłości i Miłosierdzia. Poznałem także Jego subtelność w osobistych doświadczeniach duchowych. Czuję się jak człowiek nowo narodzony, który odrzucił infantylne rozumienie religii, jakim karmiono go od dzieciństwa (kult parafialny), i odkrył głębszy sens wiary.
Zabiorę ze sobą moje przekonania aż do kresu ziemskiej drogi. Być może „tam” okażą się pomocne. Wierzę, że wraz ze śmiercią nie kończy się aktywność człowieka, lecz zmieniają się zasady jego istnienia. Nie sądzę, bym mógł poznać Stwórcę twarzą w twarz (to jest niemożliwe), gdyż Jego istota przekracza możliwości stworzonego umysłu. Wierzę jednak, że będę mógł się do Niego zbliżyć bardziej niż tutaj. Widzę przed sobą nową przygodę. Być może czeka mnie doświadczenie takiej pełni miłości, jakiej nie było mi dane zaznać podczas ziemskiego życia.
Wiara nie zwalnia mnie z myślenia. Przeciwnie — zobowiązuje do nieustannego poszukiwania, zadawania pytań i konfrontowania własnych przekonań z rzeczywistością. Dlatego nie traktuję jej jako przeciwieństwa rozumu, lecz jako jego naturalne dopełnienie. Tam, gdzie kończą się możliwości poznania, rozpoczyna się przestrzeń zaufania. I właśnie w tej przestrzeni odnajduję sens mojego życia.