Można postawić interesujące pytanie: dlaczego ludzie w tak wielu, często bardzo odległych od siebie miejscach świata:
Göbekli Tepe: ok. 9600–8200 p.n.e. — monumentalne konstrukcje tworzone przez społeczności łowiecko-zbierackie.
Carnac: neolityczny kompleks menhirów i kurhanów; jego rozwój należy do zupełnie innego środowiska kulturowego Europy Zachodniej.
Malta: monumentalne świątynie głównie IV–III tysiąclecia p.n.e.
Stonehenge: zasadnicza faza monumentalna zaczyna się około 2500 p.n.e., choć miejsce było użytkowane wcześniej; cały kompleks rozwijał się przez ponad 2000 lat.
Newgrange: część neolitycznego kompleksu Brú na Bóinne, przede wszystkim krajobraz grobowy i rytualny.
Koreańskie dolmeny: przede wszystkim znacznie późniejszy świat neolitu/brązu;
japońskie kofun: jeszcze późniejsze — głównie III–VI w. n.e.
Tiwanaku w Andach: szczyt dopiero ok. 500–900 n.e.
niezależnie od siebie dochodzili do podobnego pomysłu, że ogromne kamienie, czyli megality, mogą stać się czymś więcej niż tylko materiałem budowlanym? Że mogą wyznaczać szczególną przestrzeń, pośredniczyć między światem żywych i światem zmarłych, wskazywać kierunek ku niebu, porządkować krajobraz, a w konsekwencji stawać się trwałym znakiem obecności sacrum?
To pytanie staje się jeszcze bardziej intrygujące, kiedy spojrzymy na chronologię tych konstrukcji. Nie pojawiły się one w jednym momencie ani nie były częścią jednej, łatwej do prześledzenia tradycji. Powstawały w różnych regionach i w różnych epokach, niejednokrotnie w odstępach sięgających tysięcy lat. Niektóre z tych społeczności dzieliły ogromne odległości geograficzne, a zarazem — przynajmniej według obecnego stanu wiedzy — nie istniały między nimi bezpośrednie kontakty, które pozwalałyby w prosty sposób wyjaśnić podobieństwo ich monumentalnych praktyk.
Mamy więc przed sobą niezwykły paradoks. Z jednej strony widzimy ogromne zróżnicowanie kultur, języków, środowisk i epok. Z drugiej — powracający motyw monumentalnego kamienia. Kamień zostaje wydobyty z ziemi, przetransportowany, ustawiony, ułożony w krąg, komorę, grobowiec, świątynię lub inną konstrukcję, a następnie wpisany w określony porządek przestrzeni. To, co wcześniej było częścią naturalnego krajobrazu, zostaje przekształcone w znak. Ciężki, nieruchomy i pozornie wieczny materiał staje się nośnikiem pamięci.
Być może właśnie ta cecha kamienia ma tutaj znaczenie podstawowe. Człowiek jest istotą przemijającą. Życie jednostki ma swój początek i koniec, pokolenia następują po sobie, a pamięć o konkretnych osobach z czasem zanika. Kamień natomiast wydaje się trwać poza ludzką skalą czasu. Może przetrwać życie człowieka, jego dzieci i wnuków. Może stać się materialnym punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń. W tym sensie monumentalny kamień mógł być naturalnym kandydatem do symbolizowania tego, co trwałe, niezmienne i przekraczające jednostkowe życie.
Nie można też pominąć samego doświadczenia śmierci. Dla społeczności pozbawionych współczesnej wiedzy naukowej granica między życiem a śmiercią musiała być jednym z najbardziej fundamentalnych doświadczeń ludzkiej egzystencji. Zmarły znikał z codziennego świata, ale pozostawał obecny w pamięci, w opowieściach i w rytuałach. Grób mógł więc stać się nie tylko miejscem pochówku, lecz także miejscem kontaktu z przodkami. Jeżeli do tego dodamy obserwację Słońca, Księżyca i gwiazd oraz powtarzalność cykli dnia, nocy i pór roku, łatwo zrozumieć, dlaczego monumentalna architektura mogła zostać powiązana zarówno ze światem zmarłych, jak i ze sferą nieba.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie megality miały takie samo znaczenie. Przeciwnie — byłoby błędem sprowadzać Stonehenge, dolmeny, menhiry, grobowce korytarzowe, świątynie Malty czy monumentalne konstrukcje Azji do jednego wspólnego systemu religijnego. Ich funkcje mogły być odmienne, podobnie jak znaczenia nadawane im przez poszczególne społeczności. Podobieństwo formy nie musi więc oznaczać identyczności idei.
I właśnie tutaj pojawia się zasadnicze pytanie: czy podobieństwa te były rezultatem niezależnej ewolucji kulturowej? Czy różne społeczności, stojąc wobec podobnych problemów egzystencjalnych — śmierci, pamięci o przodkach, obserwacji nieba, potrzeby wyznaczania miejsc szczególnych i organizowania wspólnoty — mogły niezależnie dojść do podobnych rozwiązań? A może za częścią tych tradycji kryje się znacznie starsze źródło, którego ślady były wielokrotnie przejmowane, przekształcane i dostosowywane do lokalnych warunków przez kolejne społeczności?
Ta druga możliwość jest kusząca, ponieważ podobieństwa pomiędzy odległymi kulturami potrafią być rzeczywiście uderzające. Jednak sama obecność podobnych monumentów nie jest jeszcze dowodem wspólnego pochodzenia. Aby mówić o rzeczywistym przekazie kulturowym, potrzebowalibyśmy dodatkowych śladów: zgodności chronologicznej, możliwych dróg kontaktu, podobieństw technologicznych, wspólnych elementów rytuału, symboliki lub innych niezależnych danych wskazujących na rzeczywiste powiązanie.
Chronologia jest tutaj szczególnie ważna. Jeżeli podobne rozwiązania pojawiają się w różnych miejscach w odstępach liczonych w tysiącach lat, prosty model jednej ekspansji kulturowej staje się trudniejszy do utrzymania. Nie można automatycznie uznać, że każda późniejsza konstrukcja jest pozostałością tej samej, bardzo dawnej tradycji tylko dlatego, że wykorzystuje podobny materiał albo podobną formę architektoniczną. Chronologia nie rozstrzyga wprawdzie całego problemu, ale zmusza do ostrożności wobec hipotez zakładających jedno źródło wszystkich tradycji megalitycznych.
Być może więc największa zagadka megalitów nie polega na tym, że ludzie w odległych częściach świata budowali z kamienia. Znacznie bardziej niezwykłe jest to, że w tak różnych kulturach kamień mógł otrzymać podobną symboliczną rolę: stać się punktem, w którym przecinają się różne porządki rzeczywistości — ziemia i niebo, życie i śmierć, teraźniejszość i pamięć przodków.
Jeżeli tak było, niekoniecznie musimy wybierać między dwiema skrajnymi możliwościami: jedną pradawną kulturą, która przekazała światu wspólną tradycję, oraz całkowicie przypadkowym podobieństwem. Istnieje także trzecia możliwość — że pewne idee powstawały wielokrotnie, ponieważ wynikały z uniwersalnych cech ludzkiego doświadczenia. Człowiek wszędzie obserwował niebo, wszędzie doświadczał śmierci, wszędzie potrzebował miejsc pamięci i wszędzie dostrzegał kontrast między własną krótką egzystencją a trwałością krajobrazu. Ogromny kamień był więc dostępny jako niezwykle sugestywny symbol jeszcze zanim ktokolwiek musiał zapożyczyć go od innej kultury.
W takim ujęciu megality stają się czymś więcej niż zagadką archeologiczną. Są świadectwem powracającego ludzkiego pytania o własne miejsce w świecie. Kamień pozostaje na swoim miejscu przez stulecia i tysiąclecia, podczas gdy ludzie, którzy go ustawili, odchodzą. Monument trwa, gdy pamięć o jego twórcach zaczyna zanikać. Być może właśnie dlatego w tak wielu kulturach ogromny kamień stał się naturalnym medium pamięci — materialnym znakiem tego, co człowiek chciał ocalić przed przemijaniem.