Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 20 sierpnia 2026

Dobro stworzenia a obecność zła


          Niejeden czytelnik Nowego Testamentu może być zgorszony słowami Jezusa: „Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia” (Mt 18,7). Zdanie to może sugerować nieuchronność i powszechność istnienia zła, pokus oraz nieetycznych działań. Skoro zgorszenia „muszą” się pojawić, można odnieść wrażenie, że ich występowanie jest czymś nieuniknionym, a tym samym stanowi swego rodzaju usprawiedliwienie dla popełnianych przewinień. Można również postawić pytanie, dlaczego Stwórca dopuszcza istnienie rzeczywistości, w której zło wydaje się nieodłącznym elementem ludzkiego życia. W konsekwencji człowiek może próbować obarczyć Boga odpowiedzialnością za istnienie zła, skoro — jak sugerują słowa Jezusa — zgorszenia „muszą” przyjść.

          Problem ten staje się jeszcze bardziej złożony, gdy spojrzymy na świat przyrody. Jego funkcjonowanie opiera się między innymi na relacjach pokarmowych, w których jedne organizmy żywią się innymi. Zjadanie, zabijanie, konkurencja o zasoby, choroby i śmierć nie są więc wyjątkami, lecz należą do podstawowych mechanizmów funkcjonowania ekosystemów. Rośliny są zjadane przez zwierzęta roślinożerne, te zaś stają się pokarmem drapieżników. Nawet śmierć i rozkład organizmów są częścią obiegu materii, dzięki któremu może powstawać i podtrzymywać się nowe życie.

          Można zatem zapytać, czy obecność zła i cierpienia jest wyłącznie skutkiem ludzkiego postępowania, czy też dotyka znacznie szerszego problemu: struktury świata, w którym życie jednych organizmów wiąże się z unicestwieniem innych. Jeżeli świat został stworzony przez Boga i — jak czytamy w Księdze Rodzaju — jest dobry, to jak pogodzić tę dobroć z rzeczywistością bólu, śmierci i walki o przetrwanie?

          W Księdze Rodzaju autor biblijny wielokrotnie podkreśla dobro stworzenia. Kulminacją tego opisu są słowa: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31). Nie jest to jednak stwierdzenie, że świat został pomyślany jako nieruchomy, pozbawiony przemian i cierpienia eksponat, który człowiek ma jedynie podziwiać. Stworzenie jest rzeczywistością dynamiczną. Jest światem, w którym istnieje ruch, wzrost, przemiana, działanie, relacja i powstawanie nowych form życia. Jego dobroć nie musi więc oznaczać braku wszelkiego trudu, śmierci czy przemijania.

          Bóg stworzył świat rzeczywisty, a nie pozorny. Jest to świat podlegający określonym prawom, w którym poszczególne elementy pozostają ze sobą w zależności. Życie nie istnieje w całkowitym oderwaniu od innych form istnienia. Organizm rodzi się, rozwija, korzysta ze środowiska, rozmnaża się, a następnie umiera, pozostawiając miejsce kolejnym pokoleniom. To właśnie dzięki takiemu dynamicznemu charakterowi świata możliwe jest jego nieustanne funkcjonowanie.

          Problem obecności zła staje się jednak jeszcze głębszy, gdy spojrzymy poza świat ludzkich decyzji i skierujemy uwagę na samą naturę. Człowiek obserwuje rzeczywistość, która nie jest zbudowana wyłącznie z harmonii rozumianej jako całkowity brak cierpienia i śmierci. Pojawia się więc pytanie, czy każdą formę bólu i śmierci należy określać mianem zła w dokładnie takim samym znaczeniu, w jakim nazywamy złem moralnym kradzież, przemoc czy morderstwo.

          W tym miejscu konieczne jest istotne rozróżnienie. Nie wszystko, co człowiek określa mianem zła, ma ten sam charakter. Czym innym jest zło moralne, wynikające z ludzkiego działania — przemoc, krzywda, kłamstwo czy niesprawiedliwość — a czym innym jest cierpienie i śmierć występujące w świecie biologicznym. Drapieżnik, który zabija swoją ofiarę, nie podejmuje decyzji moralnej w takim sensie, w jakim czyni to człowiek, który świadomie krzywdzi drugiego człowieka. Nie można więc bezpośrednio przenosić kategorii winy moralnej na cały świat przyrody.

          Nie oznacza to jednak, że problem cierpienia znika. Pozostaje pytanie bardziej fundamentalne: dlaczego Bóg stworzył świat, którego funkcjonowanie obejmuje śmierć, ból, konkurencję i wzajemną zależność organizmów? Odpowiedź wymaga być może odejścia od przekonania, że dobro stworzenia musi oznaczać absolutny brak trudności. Możliwe jest bowiem takie rozumienie dobra, w którym świat jest dobry właśnie jako rzeczywistość zdolna do istnienia, rozwoju, działania i tworzenia coraz bardziej złożonych relacji.

          Aby poznać dobro, człowiek potrzebuje również możliwości zetknięcia się z jego przeciwieństwem. Istocie rozumnej — człowiekowi — Stwórca dał wolną wolę. Wolność pozbawiona możliwości wyboru nie byłaby wolnością w pełnym znaczeniu tego słowa. Jeżeli człowiek ma rzeczywiście wybierać dobro, musi istnieć również możliwość odrzucenia dobra. Nie oznacza to oczywiście, że Bóg nakazuje człowiekowi czynić zło. Oznacza natomiast, że stworzenie istoty wolnej pociąga za sobą możliwość niewłaściwego wykorzystania tej wolności.

          W tym kontekście można lepiej zrozumieć słowa Jezusa: „Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia” (Mt 18,7). Nie należy rozumieć ich jako stwierdzenia, że konkretne zło musi zostać popełnione przez konkretnego człowieka. Jezus nie mówi: skoro zgorszenia są nieuniknione, to człowiek może czuć się zwolniony z odpowiedzialności. Przeciwnie — natychmiast dodaje: „biada temu człowiekowi, przez którego przychodzi zgorszenie” (Mt 18,7).

          Wypowiedź Jezusa zawiera więc paradoks. Z jednej strony zło należy do możliwości świata, w którym istnieją wolne i odpowiedzialne istoty. Z drugiej strony człowiek, który z tej możliwości korzysta i świadomie czyni zło, ponosi za to odpowiedzialność. Nieunikniona możliwość zła nie oznacza nieuniknionej winy konkretnego człowieka.

          Można powiedzieć, że Jezus opisuje pewną cechę ludzkiej rzeczywistości, ale jednocześnie nie odbiera człowiekowi odpowiedzialności za jego decyzje. Sam fakt, że pokusa istnieje, nie jest grzechem. Sam fakt, że zło jest możliwe, nie usprawiedliwia jego popełnienia. Odpowiedzialność rozpoczyna się tam, gdzie człowiek świadomie wybiera określone działanie.

          W tym sensie życie nie polega na nieustannym „naprawianiu” podstawowych zasad świata, lecz na umiejętności odpowiedzialnego działania w ramach rzeczywistości, którą zastaliśmy. Człowiek nie stworzył praw biologii i nie jest w stanie całkowicie usunąć z życia przemijania. Może jednak wpływać na sposób, w jaki korzysta z istniejącego świata, i podejmować decyzje zgodne z rozumem, sumieniem oraz troską o innych.

          Dotyczy to również stosunku człowieka do cierpienia. Istnieje różnica między cierpieniem, którego nie da się uniknąć, a cierpieniem dobrowolnie zadawanym sobie lub innym bez uzasadnionej potrzeby. Godne uznania jest więc nie tyle samo znoszenie cierpienia, ile rozsądne unikanie cierpienia, któremu można zapobiec, oraz podejmowanie wysiłku, aby ograniczać cierpienie innych. Nie każda trudność jest jednak złem, które należy za wszelką cenę usunąć. Niektóre trudności są nieodłącznym elementem działania, rozwoju, odpowiedzialności i dojrzewania.

          Podobnie świat stwarza człowiekowi wiele pokus. Ich istnienie samo w sobie nie oznacza jednak, że człowiek jest zdeterminowany do ich ulegania. Przeciwnie — właśnie wobec pokusy ujawnia się znaczenie rozumu i wolnej woli. Człowiek po to posiada zdolność rozpoznawania dobra i zła, aby dokonywać wyborów. Wolność nie polega więc na braku ograniczeń i pokus, lecz na możliwości świadomego wyboru właściwego działania mimo ich obecności.

          Można zatem przyjąć, że obecny świat jest rzeczywistością wewnętrznie spójną, w której poszczególne elementy pozostają ze sobą w relacji. Świat biologiczny funkcjonuje poprzez narodziny, wzrost, rozmnażanie, konkurencję, śmierć i przemianę materii. Świat moralny człowieka funkcjonuje natomiast poprzez wolność, możliwość wyboru, odpowiedzialność i konsekwencje podejmowanych decyzji. Te dwa porządki nie powinny być ze sobą utożsamiane.

          Dobro stworzenia nie musi więc oznaczać świata pozbawionego wszelkiej śmierci, przemiany czy trudności. Można je rozumieć jako dobro rzeczywistości, która została wyposażona w zdolność istnienia, rozwoju i działania według określonego porządku. W takim ujęciu śmierć biologiczna nie jest tym samym co zło moralne, a możliwość popełnienia zła nie jest tym samym co jego konieczność.

          Najważniejsze pozostaje zatem rozróżnienie między tym, co człowiek zastaje jako element świata, a tym, co sam wybiera. Nie odpowiadamy za samo istnienie wszystkich trudności świata, ale odpowiadamy za sposób, w jaki na nie reagujemy. Nie możemy usunąć wszystkich pokus, ale możemy decydować, czy im ulegniemy. Nie możemy zatrzymać całego procesu przemijania, ale możemy ograniczać cierpienie, które sami powodujemy.

          Słowa Jezusa „Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia” nie są więc usprawiedliwieniem zła. Są raczej realistycznym opisem świata, w którym istnieją wolne istoty zdolne zarówno do dobra, jak i do jego odrzucenia. Ich uzupełnieniem pozostaje ostrzeżenie: „biada temu człowiekowi, przez którego przychodzi zgorszenie” (tamże). Możliwość zła jest elementem rzeczywistości wolności, lecz wybór zła pozostaje odpowiedzialnością człowieka.

          Właśnie w tym napięciu można dostrzec jedną z najważniejszych cech stworzonego świata: nie jest on rzeczywistością bierną, lecz dynamiczną. Człowiek nie jest jedynie obserwatorem gotowego porządku, ale jego uczestnikiem. Otrzymuje świat, którego wszystkich zasad nie może zmienić, lecz otrzymuje również rozum i wolność, dzięki którym może działać w jego ramach. Dobro nie polega więc na tym, że zło przestaje być możliwe, lecz także na tym, że człowiek — mimo jego obecności — może świadomie wybrać dobro.

 

 

środa, 19 sierpnia 2026

Przypowieść o nieuczciwym rządcy


          Przypowieść o niegodziwym rządcy znajduje się w Ewangelii według św. Łukasza 16,1–13 i należy do najbardziej zagadkowych przypowieści Jezusa. Jej trudność wynika przede wszystkim z faktu, że główny bohater postępuje w sposób budzący moralne wątpliwości, a mimo to zostaje pochwalony przez swojego pana. Rządca zostaje oskarżony o marnowanie jego majątku i dowiaduje się, że straci swoje stanowisko. Świadomy nadchodzącej zmiany i własnej trudnej sytuacji, zaczyna zastanawiać się, jak zabezpieczyć swoją przyszłość. Podejmuje więc działania, które również budzą zastrzeżenia moralne. Wzywa dłużników swojego pana i zmniejsza wysokość ich zobowiązań, licząc na to, że po utracie pracy okażą mu wdzięczność i udzielą mu pomocy. Jego postępowanie jest więc dalekie od uczciwości, a jednak dalsza część przypowieści przynosi zaskakujące stwierdzenie: „Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości” (Łk 16,8).

          Słowa te nie oznaczają, że Jezus pochwala oszustwo lub nieuczciwość rządcy. Pochwała odnosi się do jego roztropności, przewidywania konsekwencji własnej sytuacji oraz umiejętności zdecydowanego działania w obliczu nadchodzącego kryzysu. Rządca, choć postępuje niewłaściwie, potrafi myśleć o przyszłości i podejmuje konkretne działania, aby się do niej przygotować. Jezus wykorzystuje tę postawę jako przykład i kieruje uwagę słuchaczy na znacznie ważniejszą kwestię. Skoro ludzie potrafią wykazywać tak dużą zapobiegliwość w sprawach materialnych i doczesnych, powinni z podobną gorliwością troszczyć się o swoje życie duchowe i wieczne. Nie chodzi więc o naśladowanie nieuczciwości rządcy, lecz o dostrzeżenie jego zdecydowania i przezorności.

          Przypowieść prowadzi tym samym do refleksji nad stosunkiem człowieka do dóbr materialnych. Pieniądze i majątek same w sobie nie są złem, jednak mogą stać się niebezpieczne, jeśli człowiek uczyni z nich najważniejszy cel swojego życia. Dobra materialne powinny być traktowane jako środek, który można wykorzystać do czynienia dobra, pomagania innym i budowania relacji opartych na solidarności. Nie mogą natomiast zastąpić Boga ani stać się źródłem poczucia bezpieczeństwa ważniejszym niż wiara. Jezus podsumowuje tę naukę słowami: „Nie możecie służyć Bogu i mamonie” (Łk 16,13). Człowiek musi zatem zachować właściwą hierarchię wartości i pamiętać, że bogactwo, sukces czy posiadanie nie mogą stać się najwyższym celem jego życia.

          Istotnym elementem przypowieści jest również zasada wierności w małych sprawach. Jezus mówi: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny” (Łk 16,10). Słowa te pokazują, że charakter człowieka ujawnia się nie tylko w wielkich i wyjątkowych sytuacjach, lecz także w codziennych decyzjach. Uczciwość, odpowiedzialność i wierność w sprawach pozornie niewielkich są podstawą do powierzania człowiekowi większych zadań. Nie można oczekiwać odpowiedzialności w wielkich sprawach od osoby, która nie potrafi właściwie postępować w rzeczach małych. W tym sensie przypowieść staje się również wezwaniem do konsekwentnego kształtowania własnego charakteru.

          Szczególne znaczenie mają słowa Jezusa: „Czyńcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną”. Nie są one zachętą do zdobywania pieniędzy w sposób nieuczciwy ani do podporządkowania życia bogactwu. „Mamona” oznacza tutaj dobra materialne, które mogą zostać wykorzystane zarówno w sposób właściwy, jak i niewłaściwy. Jezus wskazuje, że człowiek powinien korzystać z posiadanych środków w taki sposób, aby służyły one dobru. Pieniądze mogą pomóc w niesieniu pomocy potrzebującym, wspieraniu ubogich czy budowaniu relacji opartych na miłości i solidarności. Właściwie wykorzystywane dobra materialne mogą więc stać się narzędziem dobra, a nie celem samym w sobie.

          W tym kontekście przypowieść zwraca uwagę na pewien paradoks ludzkiego życia. Człowiek potrafi poświęcić wiele czasu, energii i pomysłowości na zapewnienie sobie bezpieczeństwa materialnego. Troszczy się o pieniądze, karierę, mieszkanie, oszczędności czy przyszłość swojej rodziny. Jednocześnie może zaniedbywać sprawy duchowe, rozwój wiary, relację z Bogiem oraz odpowiedzialność za drugiego człowieka. Jezus zachęca więc, aby tę samą roztropność, wytrwałość i zaangażowanie, które ludzie okazują w sprawach doczesnych, skierować również ku temu, co ma wartość wieczną.

          Przypowieść nie jest zatem pochwałą nieuczciwości, lecz wezwaniem do roztropności i odpowiedzialnego korzystania z tego, co człowiek posiada. Jezus pokazuje, że dobra materialne mają swoją wartość, ale nie mogą przejąć kontroli nad życiem człowieka. Najważniejsza pozostaje właściwa hierarchia wartości, w której Bóg znajduje się ponad bogactwem, sukcesem i dobrami doczesnymi. Człowiek powinien umieć korzystać z pieniędzy, ale jednocześnie nie może pozwolić, aby to pieniądze zaczęły decydować o jego wyborach i sumieniu.

          Osobiście uważam, że przypowieść o niegodziwym rządcy pozostaje trudna i niejednoznaczna, ponieważ zestawia ze sobą niewłaściwe postępowanie bohatera i jego pochwałę za roztropność. Bez odpowiedniego kontekstu można by błędnie odczytać ją jako sugestię, że skuteczność usprawiedliwia nieuczciwe środki. Takie rozumienie byłoby jednak sprzeczne z całym przesłaniem Ewangelii. Jezus nie uczy, że cel uświęca środki, lecz pokazuje, że człowiek powinien być równie świadomy swojej przyszłości duchowej, jak jest świadomy swojej przyszłości materialnej. Dlatego przypowieść należy odczytywać nie jako pochwałę oszustwa, ale jako wezwanie do mądrego przewidywania, odpowiedzialności i właściwego wykorzystania dóbr, które zostały człowiekowi powierzone.

          Ostatecznie przypowieść o niegodziwym rządcy przypomina, że życie człowieka wymaga nie tylko zaradności, ale przede wszystkim właściwego wyboru wartości. Można posiadać bogactwo, osiągać sukcesy i troszczyć się o przyszłość, a jednocześnie utracić to, co najważniejsze. Jezus zachęca więc, aby człowiek wykorzystywał dobra doczesne w sposób mądry i odpowiedzialny, nie zapominając o Bogu i drugim człowieku. Prawdziwa roztropność nie polega bowiem jedynie na zabezpieczeniu własnej przyszłości materialnej, lecz także na takim przeżywaniu życia, aby prowadziło ono ku dobru, miłości, wierności i życiu wiecznemu.

          Z drugiej strony przypowieść pokazuje, że przekaz pozornie negatywny może zawierać w sobie wartościowe i pozytywne przesłanie. Postępowanie rządcy nie zasługuje na naśladowanie, jednak jego roztropność, umiejętność przewidywania konsekwencji oraz zdecydowane działanie w obliczu trudnej sytuacji mogą stać się punktem wyjścia do refleksji nad właściwym postępowaniem człowieka. Jezus pokazuje w ten sposób, że nawet z historii o niewłaściwym zachowaniu można wydobyć ważną naukę moralną, jeśli potrafimy dostrzec jej głębszy sens.

          Jako przykład do rozważań można podać następującą sytuację: „Sąsiad, nie zważając na straty ze spalenia się zabudowań rzucił się, aby uratować inwentarz  należący do sąsiada. W przedstawionym przykładzie można wyróżnić dwa zdarzenia, które wymagają odrębnej oceny moralnej. Pierwszym jest fakt, że zabudowania płoną, co samo w sobie jest zdarzeniem tragicznym i może być oceniane z punktu widzenia jego przyczyn oraz odpowiedzialności za powstanie pożaru. Drugim jest zachowanie sąsiada, który pomimo zagrożenia podejmuje ryzyko, aby ratować cudze mienie i zwierzęta. To działanie można ocenić pozytywnie jako przejaw odwagi, bezinteresowności i troski o dobro drugiego człowieka. Przykład ten pokazuje, że ocena moralna nie zawsze dotyczy całej sytuacji jako jednej całości, lecz poszczególnych czynów, ich intencji, okoliczności i przewidywanych skutków.

 

           

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 18 sierpnia 2026

Nauka Jezusa w przypowieściach

 

          To, co chciałem podkreślić w poprzednich wpisach, sprowadza się do myśli, że w Ewangeliach niekoniecznie mamy do czynienia z dosłownym zapisem słów Jezusa, lecz raczej z przekazem ukształtowanym przez autorów, którzy przedstawiali Jego nauczanie z własnej perspektywy. Nie oznacza to oczywiście, że wszystko zostało przez nich wymyślone. Chodzi raczej o to, że między historycznym Jezusem a tekstem Ewangelii istnieje warstwa interpretacji, redakcji i teologicznego ujęcia. Jego słowa i nauczanie były przekazywane, skracane, rozwijane, modyfikowane i porządkowane zgodnie z zamysłem literackim i teologicznym poszczególnych autorów.

          Przypowieści Jezusa stanowią jedną z najważniejszych form nauczania zawartych w Ewangeliach. Są to krótkie opowiadania oparte na wydarzeniach z codziennego życia, które przekazują głębokie prawdy religijne i moralne. Jezus posługiwał się przypowieściami, ponieważ dzięki nim nawet prości ludzie mogli łatwiej zrozumieć trudne zagadnienia dotyczące Boga, wiary i właściwego postępowania. Bohaterami tych opowieści byli rolnicy, pasterze, kupcy, ojcowie i synowie – ludzie dobrze znani słuchaczom. Mimo że przypowieści powstały prawie dwa tysiące lat temu, ich przesłanie pozostaje aktualne również we współczesnym świecie. Uczą miłości, przebaczenia, pokory, odpowiedzialności i szacunku wobec drugiego człowieka.

          Jedną z najbardziej znanych przypowieści jest przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Opowiada ona o człowieku napadniętym przez zbójców i pozostawionym przy drodze. Mimo że obok przechodzili kapłan i lewita, nie udzielili mu pomocy. Zatrzymał się dopiero Samarytanin, przedstawiciel narodu, którego Żydzi nie darzyli sympatią. To właśnie on opatrzył rany poszkodowanego, zawiózł go do gospody i zapłacił za jego leczenie. W ten sposób Jezus pokazał, że bliźnim jest każdy człowiek potrzebujący pomocy, niezależnie od pochodzenia, narodowości czy wyznania. Przypowieść ta uczy bezinteresownej miłości oraz wrażliwości na cierpienie innych ludzi.

          Równie ważne przesłanie zawiera przypowieść o synu marnotrawnym. Młodszy syn zażądał od ojca swojej części majątku, opuścił dom i roztrwonił wszystko, prowadząc lekkomyślne życie. Gdy zrozumiał swój błąd i postanowił wrócić, ojciec przyjął go z otwartymi ramionami i wyprawił ucztę na jego cześć. Historia ta ukazuje nieskończone miłosierdzie Boga, który zawsze przebacza człowiekowi szczerze żałującemu swoich błędów. Uczy również, że przebaczenie jest wyrazem prawdziwej miłości, a każdy człowiek zasługuje na drugą szansę, jeśli chce zmienić swoje życie.

          Kolejną ważną przypowieścią jest przypowieść o siewcy. Siewca rozsiewa ziarno, które pada na różne rodzaje gleby. Część ziaren zostaje wydziobana przez ptaki, część usycha na skalistym gruncie, inne zagłuszają ciernie, a tylko ziarno, które padło na żyzną ziemię, wydaje obfity plon. Jezus wyjaśnia, że ziarno symbolizuje słowo Boże, natomiast gleba oznacza ludzkie serce. Każdy człowiek może przyjąć naukę Jezusa w inny sposób. Jedni szybko o niej zapominają, inni poddają się trudnościom, a jeszcze inni wytrwale żyją zgodnie z jej zasadami i przynoszą dobre owoce w swoim życiu.

          W przypowieściach Jezus często podkreślał także wartość pokory i odpowiedzialności. Przykładem jest przypowieść o talentach, w której słudzy otrzymują od pana określone dobra. Dwaj z nich pomnażają powierzone im talenty, natomiast trzeci ze strachu zakopuje swój talent w ziemi. Historia ta przypomina, że każdy człowiek posiada zdolności i możliwości, które powinien rozwijać i wykorzystywać dla dobra własnego oraz innych ludzi. Bierność i lęk prowadzą do zmarnowania otrzymanych darów.

          Nauka Jezusa zawarta w przypowieściach ma charakter uniwersalny. Jej przesłanie nie ogranicza się jedynie do ludzi wierzących, lecz może być wskazówką dla każdego człowieka. Wartości takie jak dobroć, uczciwość, przebaczenie, odpowiedzialność, pokora i miłość bliźniego są fundamentem zgodnego życia w społeczeństwie. Przypowieści zachęcają do refleksji nad własnym postępowaniem i pokazują, że nawet drobne gesty życzliwości mogą mieć ogromne znaczenie.

          Niektóre przypowieści Jezusa mogą zaskakiwać, a nawet szokować współczesnego czytelnika. Wynika to z faktu, że często zawierają paradoksy, nieoczywiste zakończenia lub zachowania bohaterów, które wydają się sprzeczne z ludzkim poczuciem sprawiedliwości. Jezus celowo posługiwał się takimi obrazami, aby skłonić słuchaczy do głębszej refleksji i zachęcić ich do spojrzenia na rzeczywistość z perspektywy Boga.

          Przykładem jest przypowieść o robotnikach w winnicy. Właściciel winnicy zatrudniał pracowników o różnych porach dnia, jednak wszystkim wypłacił jednakową zapłatę. Ci, którzy pracowali od rana, uznali to za niesprawiedliwe. Jezus nie mówi jednak o zasadach wynagradzania za pracę, lecz o Bożej łasce. Bóg obdarza swoją miłością każdego człowieka, niezależnie od tego, kiedy zwrócił się ku Niemu. Przypowieść przypomina, że Boża sprawiedliwość różni się od ludzkiej i opiera się przede wszystkim na miłosierdziu.

          Podobnie zastanawiająca jest przypowieść o zagubionej owcy. Dobry pasterz pozostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, aby odnaleźć jedną, która się zgubiła. Z punktu widzenia rozsądku taka decyzja może wydawać się ryzykowna, jednak Jezus podkreśla w ten sposób ogromną wartość każdego człowieka. Bóg nie traktuje ludzi jak liczby – dla Niego każda osoba jest wyjątkowa i warta troski. Radość z odnalezienia zagubionej owcy symbolizuje radość z nawrócenia grzesznika i powrotu człowieka na drogę dobra.

          Takie przypowieści pokazują, że nauka Jezusa nie ogranicza się do prostych zasad moralnych. Zachęca ona do zmiany sposobu myślenia, odrzucenia egoizmu oraz zaufania Bożej mądrości. Choć niektóre historie wydają się trudne lub zaskakujące, po głębszym zastanowieniu odkrywają uniwersalne wartości, które pozostają aktualne również we współczesnym świecie.

          Przypowieści Jezusa są ponadczasowym źródłem mądrości i zasad moralnych. Dzięki prostym historiom przekazują głębokie prawdy o człowieku i jego relacji z Bogiem oraz z drugim człowiekiem. Ich przesłanie pozostaje aktualne niezależnie od epoki i pomaga budować świat oparty na miłości, przebaczeniu, odpowiedzialności i wzajemnym szacunku. Dlatego nauka Jezusa w przypowieściach nadal inspiruje miliony ludzi i zachęca do życia zgodnego z najwyższymi wartościami.

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Narodziny chrześcijańskiej religii cz. 2


          Każda z Ewangelii zawiera duchowe przesłanie odczytane i zinterpretowane przez sumienie jej autora. Nie jest jedynie zapisem wydarzeń, lecz również świadectwem osobistego doświadczenia wiary oraz refleksji nad znaczeniem życia i nauczania Jezusa. W tym sensie każda nosi wyraźne piętno indywidualnej wrażliwości autora, jego wykształcenia, znajomości Pism, języka oraz sposobu rozumienia rzeczywistości religijnej.

          Doświadczenie religijne, zwłaszcza uznawane za natchnione lub nadprzyrodzone, zawsze wymaga przełożenia na język dostępny człowiekowi. Ewangeliści posługiwali się więc obrazami, symbolami i pojęciami zaczerpniętymi z kultury oraz tradycji religijnej swoich czasów. To, co uznawali za objawienie lub działanie Boga, starali się wyrazić za pomocą środków literackich, którymi dysponowali. Ich przekaz jest zatem zarówno świadectwem wiary, jak i świadectwem ludzkiej próby opisania rzeczywistości wykraczającej poza zwykłe doświadczenie.

          Ewangelie powstały na styku dwóch wymiarów: doświadczenia religijnego i ludzkiej interpretacji. Im głębsze było przeżycie duchowe autora, tym większym wyzwaniem stawało się znalezienie odpowiednich słów dla wyrażenia tego, co z natury rzeczy trudno poddaje się jednoznacznemu opisowi. Z tego względu nie można ich odczytywać wyłącznie jako kronik historycznych ani wyłącznie jako traktatów teologicznych. Są one próbą połączenia pamięci o wydarzeniach z ich religijną interpretacją.

          Spośród ewangelistów szczególnie wyróżnia się Łukasz. Jego Ewangelia zawiera wyjątkowo wiele opowiadań o charakterze symbolicznym i teologicznym. Obok wydarzeń mających historyczne tło umieszcza relacje o cudach, objawieniach, działaniu aniołów oraz innych wydarzeniach nadprzyrodzonych, których zasadniczą funkcją jest przekazanie określonego przesłania religijnego. Część tych opowiadań nie występuje u pozostałych ewangelistów i opiera się na tradycjach znanych wyłącznie Łukaszowi. Dotyczy to między innymi zwiastowania Maryi, nawiedzenia Elżbiety, narodzin Jana Chrzciciela czy hymnu „Magnificat”. Wszystkie te sceny odgrywają ważną rolę teologiczną, ukazując Jezusa jako zapowiedzianego Mesjasza i Syna Bożego.

          Pojawia się jednak pytanie, skąd Łukasz czerpał tak szczegółowe informacje dotyczące zwiastowania i nawiedzenia Maryi. Opisy te sprawiają wrażenie relacji z wydarzeń, których – z oczywistych względów – nie mogli być świadkami ani autor Ewangelii, ani pierwsi uczniowie Jezusa. Sam Łukasz nie wskazuje źródeł, z których korzystał, ani nie wyjaśnia, w jaki sposób pozyskał wiadomości o rozmowach Maryi z aniołem czy o jej spotkaniu z Elżbietą. Współczesna biblistyka przedstawia w tej kwestii różne hipotezy. Jedni badacze przypuszczają, że autor korzystał z przekazów ustnych zachowanych we wczesnych wspólnotach chrześcijańskich, być może wywodzących się z najbliższego otoczenia rodziny Jezusa. Inni sądzą, że opowiadania te zostały ukształtowane przede wszystkim jako narracje teologiczne, których celem było ukazanie religijnego znaczenia narodzin Jezusa, a nie odtworzenie wydarzeń w sensie kronikarskim.

          Interesującą hipotezę wysunął również ks. prof. Włodzimierz Sedlak. Jego zdaniem Łukasz mógł zbierać wiadomości pośrednio – nie od samej Maryi, lecz od osób znających ją lub od najstarszych członków pierwszych wspólnot chrześcijańskich. Jeżeli tak było, przekaz mógł ulec naturalnemu przetworzeniu przez pamięć zbiorową, interpretację religijną i rozwijającą się tradycję. Tego rodzaju proces jest dobrze znany historykom badającym przekazy ustne i nie musi oznaczać świadomego tworzenia fikcji, lecz stopniowe nadawanie wydarzeniom głębszego znaczenia religijnego.

          Sam Łukasz rozpoczyna swoją Ewangelię słowami: „Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które dokonały się pośród nas” (Łk 1,1). Zwraca uwagę użycie słowa „opowiadanie”, oznaczającego uporządkowaną narrację. Nie jest to określenie kroniki ani protokołu historycznego, lecz literackiej relacji, która porządkuje znane autorowi tradycje i nadaje im spójną kompozycję. Taka forma nie przesądza ani o historycznej wiarygodności, ani o jej braku, wskazuje jednak, że autor świadomie konstruuje narrację, wybierając i interpretując dostępny materiał.

          Ewangelia Łukasza została napisana najstaranniejszą greką spośród wszystkich Ewangelii, co świadczy o wysokiej kulturze literackiej autora. Ten sam autor napisał również Dzieje Apostolskie, tworząc dwutomowe dzieło poświęcone życiu Jezusa oraz początkom Kościoła. We wstępie podkreśla, że dokładnie zbadał dostępne przekazy i postanowił ułożyć je w uporządkowaną całość. Nie oznacza to jednak, że jego celem było napisanie historii w nowoczesnym rozumieniu tego słowa. Znacznie bliższe wydaje się założenie, że pragnął stworzyć spójną narrację teologiczną, która umocni wiarę odbiorców i ukaże sens wydarzeń związanych z Jezusem.

          Z tego względu niektóre epizody występujące wyłącznie u Łukasza – takie jak nawrócenie dobrego łotra, szczegółowe sceny dzieciństwa Jezusa czy liczne przypowieści – pozostają przedmiotem dyskusji historyków i biblistów. Nie można ich ani bezkrytycznie uznać za dosłowny zapis faktów, ani z góry odrzucić jako późniejszej legendy. Wymagają one analizy z wykorzystaniem współczesnych metod historyczno-krytycznych, hermeneutycznych i egzegetycznych, które pozwalają odróżnić warstwę historyczną od teologicznej interpretacji.

          Niewątpliwie Ewangelia Łukasza doskonale spełnia funkcję katechetyczną. Umacnia wiarę, ukazuje uniwersalny charakter przesłania Jezusa i szczególnie przemawia do chrześcijan wywodzących się ze świata pogańskiego. Znacznie ostrożniej należy jednak traktować ją jako samodzielne źródło do rekonstrukcji historycznego życia Jezusa. Jest przede wszystkim świadectwem wiary pierwszego pokolenia chrześcijan i teologiczną interpretacją wydarzeń, a dopiero w drugiej kolejności źródłem historycznym. Zrozumienie tej podwójnej natury Ewangelii wydaje się niezbędne zarówno dla historyka, jak i dla czytelnika poszukującego ich religijnego przesłania.

niedziela, 16 sierpnia 2026

Narodziny chrześcijańskiej religii cz. 1


          Nie ulega wątpliwości, że Jezus swoim życiem, działalnością i nauczaniem stworzył fundament, na którym wyrosło chrześcijaństwo. Sam jednak nie pozostawił po sobie żadnego tekstu, który w sposób bezpośredni przedstawiałby Jego naukę. Kwestię przyczyn braku autorytatywnych świadectw pisanych omawiałem już wcześniej, dlatego nie będę do niej wracał.

          W tym miejscu chciałbym skupić się na samych Ewangeliach i na przesłaniu ich autorów. Interesuje mnie cały kontekst powstania doktryny chrześcijańskiej, sposób, w jaki ewangeliści interpretowali osobę Jezusa, jego nauczanie oraz znaczenie jego życia i śmierci. W ich relacjach dostrzegam proces stopniowego kształtowania się doktryny, która z czasem stała się depozytem wiary chrześcijaństwa.

          Autorami Ewangelii byli przede wszystkim wierzący Żydzi, głęboko zakorzenieni w tradycji judaizmu i wychowani w wierze w jednego Boga. Spotkanie z nauczaniem Jezusa oraz uznanie Go za Mesjasza wymagało od nich głębokiej wewnętrznej przemiany. Musieli na nowo zinterpretować własną tradycję religijną, odczytać znane im Pisma w innym świetle i pogodzić dotychczasowe przekonania z nowym doświadczeniem. Nie był to jedynie proces intelektualny, lecz także duchowy i egzystencjalny – przewartościowanie sposobu rozumienia Boga, przymierza, Prawa i oczekiwań mesjańskich. Trudno przypuszczać, aby tak głęboka przemiana nie odcisnęła wyraźnego piętna na sposobie, w jaki opisywali osobę Jezusa oraz znaczenie Jego nauczania.

          Mateusz i Łukasz nie dokonali pełnego zerwania z dotychczasowym kanonem wiary żydowskiej. Przeciwnie, starali się ukazać nauczanie Jezusa jako naturalną kontynuację i wypełnienie tradycji starotestamentowej. Dlatego wielokrotnie odwołują się do tekstów Starego Testamentu, interpretując je jako zapowiedzi wydarzeń opisanych w Ewangeliach. W ich zamyśle nie chodziło o przedstawienie chrześcijaństwa jako religii całkowicie nowej, lecz jako dopełnienia tego, co – ich zdaniem – zostało zapowiedziane wcześniej. Autorem tej tezy był  św. Augustyn z Hippony. Myśl ta została później przejęta i spopularyzowana w teologii chrześcijańskiej, m.in. w nauczaniu Kościoła katolickiego.

          Egzegeci od dawna mierzą się z napięciem obecnym w przekazie ewangelicznym. Z jednej strony Jezus podkreśla, że nie przyszedł znieść Prawa ani Proroków, lecz je wypełnić. Z drugiej strony wiele elementów jego nauczania ma charakter wyraźnie nowatorski, a niekiedy wręcz rewolucyjny. Dotyczy to zarówno sposobu rozumienia Prawa, jak i akcentów położonych na miłosierdzie, przebaczenie, relację z Bogiem czy uniwersalny charakter zbawienia.

          To napięcie między deklarowaną ciągłością a rzeczywistą nowością stało się jednym z najważniejszych zagadnień interpretacyjnych. Jedni widzą w nauczaniu Jezusa przede wszystkim rozwinięcie i pogłębienie tradycji judaizmu, inni dostrzegają w nim zasadniczą zmianę sposobu rozumienia Boga, człowieka i religii. Bez względu na przyjętą interpretację trudno zaprzeczyć, że przesłanie Jezusa stało się impulsem do powstania nowej wspólnoty religijnej, która z czasem wykształciła własną tożsamość i doktrynę.

          Dobrym przykładem twórczej interpretacji są genealogie Jezusa. Mateusz i Łukasz przedstawiają dwie wyraźnie odmienne wersje jego rodowodu, co wskazuje, że korzystali z różnych tradycji i podporządkowali swoje opowiadania odmiennym celom teologicznym. Mateusz rozpoczyna genealogię od Abrahama i prowadzi ją przez Dawida, podkreślając mesjańskie pochodzenie Jezusa oraz jego związek z historią Izraela. Łukasz natomiast wyprowadza rodowód aż do Adama, ukazując Jezusa jako postać należącą do całej ludzkości. Różnice między obiema genealogiami trudno wyjaśnić wyłącznie historycznie. Znacznie bardziej przekonujące wydaje się przypuszczenie, że autorzy nie dysponowali jednolitą tradycją genealogiczną i świadomie nadali swoim rodowodom określone znaczenie teologiczne. Genealogie nie pełnią więc jedynie funkcji kronikarskiej, lecz przede wszystkim interpretacyjną – mają powiedzieć czytelnikowi, kim jest Jezus i jakie miejsce zajmuje w historii zbawienia.

          Przykład ten dobrze ilustruje szersze zjawisko obecne w całych Ewangeliach. Ich autorzy nie ograniczali się do roli kronikarzy. Byli przede wszystkim świadkami wiary i teologami, którzy interpretowali życie Jezusa w świetle własnych przekonań religijnych oraz doświadczenia pierwszych wspólnot chrześcijańskich. To właśnie dlatego Ewangelie są zarazem źródłem historycznym i dziełem teologicznym – opisem wydarzeń oraz próbą wyjaśnienia ich sensu. W tej podwójnej perspektywie należy szukać klucza do zrozumienia zarówno ich podobieństw, jak i różnic.

          Można zatem z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że każdy z ewangelistów przedstawia własną koncepcję teologiczną i własny sposób rozumienia osoby Jezusa oraz znaczenia jego misji. Łączy ich przekonanie o jego wyjątkowej roli, jednak akcenty rozkładają odmiennie, podporządkowując narrację celom religijnym i potrzebom wspólnot, do których kierowali swoje pisma. Dopiero zestawienie i kompilacja czterech Ewangelii stworzyły wielowymiarowy obraz Jezusa, który stał się jednym z podstawowych filarów kształtującej się doktryny chrześcijańskiej. cdn.

sobota, 15 sierpnia 2026

Potwory biblijne — między mitem a teologią


          Potwory biblijne, takie jak Lewiatan, Behemot, Rahab czy morski Tannîn, należą do najbardziej fascynujących obrazów obecnych w Biblii. Nie są jednak przede wszystkim opisami rzeczywistych zwierząt. Pełnią funkcję symboliczną i teologiczną: uosabiają chaos, siły niszczące, pychę, potęgę wrogich imperiów, zło i śmierć — wszystko to, czego człowiek nie jest w stanie w pełni opanować. Najważniejsze pozostaje jednak przesłanie, że żadna z tych sił nie jest dla Boga równorzędnym przeciwnikiem.

          Obrazy te wyrastają z kultury starożytnego Bliskiego Wschodu. Motywy morza, węża, smoka i potwora chaosu występowały w tradycjach mezopotamskich, ugaryckich i kananejskich. Biblia przejmuje część tego języka, ale nadaje mu nowe znaczenie. Nie odrzuca dawnych wyobrażeń, lecz podporządkowuje je wierze w jednego Boga. W świecie starożytnym morze często symbolizowało chaos, zagrożenie i nieprzewidywalność. Dlatego właśnie potwór morski stał się naturalnym obrazem sił przeciwstawiających się porządkowi.

          Najlepszym przykładem jest Lewiatan. W Psalmie 74 czytamy: "Ty skruszyłeś głowy Lewiatana” (Ps 74,14), a Izajasz zapowiada dzień, w którym Pan "ukarze swoim mieczem (…) Lewiatana (…) i zabije smoka, który jest w morzu” (Iz 27,1). Obrazy te pokazują Boga jako Pana chaosu i Tego, który jest w stanie pokonać każdą siłę zagrażającą ustanowionemu przez Niego porządkowi.

          Najbliższe odpowiedniki Lewiatana można znaleźć w mitologiach regionu. W tradycji ugaryckiej występuje Lotan, wielki wąż morski związany z chaosem, natomiast w mitologii mezopotamskiej pojawia się Tiamat, pierwotna morska siła chaosu. Nie oznacza to jednak, że Lewiatan jest po prostu biblijną wersją tych postaci. Podobieństwa wskazują raczej na wspólny język kulturowy. Biblia przekształca jednak jego znaczenie: potwór nie jest już boskim przeciwnikiem Boga, lecz stworzeniem całkowicie podległym Jego władzy.

          Szczególnie wymownie pokazuje to Psalm 104: "Tam pływa Lewiatan, którego stworzyłeś, aby igrał w morzu” (Ps 104,26). To, co w mitologiach mogło oznaczać pierwotną siłę chaosu, w Biblii staje się jednym ze stworzeń Boga. Lewiatan może budzić lęk człowieka, ale dla Boga nie jest zagrożeniem. W tym sensie Biblia dokonuje swoistej demitologizacji potwora: zachowuje jego majestat i grozę, ale odbiera mu boską niezależność.

          Podobną funkcję pełni Behemot, przedstawiony w Księdze Hioba jako potężne stworzenie, którego człowiek nie jest w stanie ujarzmić. W rozdziałach 40–41 Bóg pyta Hioba: "Czy potrafisz wyciągnąć Lewiatana na haczyku? (Hi 41,1). Nie jest to przede wszystkim pytanie zoologiczne, lecz pytanie o granice ludzkiej wiedzy i władzy. Człowiek nie panuje nad wszystkim i nie jest w stanie podporządkować sobie całego stworzenia. Bóg natomiast panuje także nad tym, czego człowiek nie potrafi okiełznać.

          Motyw węża i smoka jest jeszcze starszy. Hebrajskie słowo Tannîn może oznaczać wielkie stworzenie morskie, smoka lub potężnego węża. Rahab natomiast pojawia się jako obraz potwora morskiego pokonanego przez Boga i może symbolizować chaos lub potęgę przeciwną Bożemu porządkowi. W Izajasza 27,1 Lewiatan zostaje nazwany „wężem zwinnym” i „wężem krętym”, co przywołuje znany na starożytnym Bliskim Wschodzie obraz kosmicznego węża chaosu.

          Właśnie tutaj najwyraźniej widać różnicę między Biblią a mitologiami sąsiednich ludów. W wielu opowieściach kosmogonicznych świat powstaje w wyniku walki bogów z pierwotnymi siłami chaosu. Bóg lub bóg-bohater musi pokonać potwora, aby ustanowić kosmiczny porządek. W Biblii Bóg nie zdobywa jednak władzy dzięki zwycięstwu nad równorzędnym przeciwnikiem. Jego władza jest pierwotna i absolutna. Lewiatan może być potężny, ale nie jest bogiem i nie może zagrozić Bożej suwerenności.

          Można więc powiedzieć, że Biblia przejmuje język kosmicznej walki, ale nadaje mu monoteistyczną interpretację. Nie chodzi o to, że bóg pokonuje potwora i dopiero dzięki temu zdobywa władzę. Chodzi o to, że Bóg jest Stwórcą, a nawet najbardziej przerażające stworzenie pozostaje pod Jego panowaniem. To jedna z najważniejszych cech biblijnego sposobu przekształcania dawnych motywów mitologicznych.

          Motyw potwora zostaje następnie zastosowany również do rzeczywistości politycznej. W Księdze Daniela 7 cztery ogromne bestie wychodzą z morza. Nie są one przede wszystkim zoologicznymi stworzeniami, lecz symbolami imperiów i potęg politycznych. Ich wygląd ma ukazywać brutalność, siłę i niszczący charakter władzy. Potwór staje się więc językiem symbolicznym, za pomocą którego Biblia opisuje również chaos polityczny i historyczny. Imperium może wydawać się niezwyciężone, ale jego potęga nie jest absolutna i również podlega Bożemu sądowi.

          Trzeba jednak uważać, aby wszystkich niezwykłych istot biblijnych nie wrzucać do jednej kategorii. Lewiatan, Behemot, Rahab i Tannîn mają inną funkcję niż demony, złe duchy czy Szatan. Również obraz Szatana zmieniał się w historii tradycji biblijnej. W najstarszych tekstach hebrajskich ha-satan oznacza przede wszystkim „oskarżyciela” lub „adwersarza” pełniącego określoną funkcję w boskim porządku. Dopiero późniejsza tradycja rozwinęła obraz Szatana jako wielkiego przeciwnika Boga.

          Nowy Testament rozwija natomiast motyw Smoka w Apokalipsie św. Jana. W Ap 12 i 20 Smok zostaje utożsamiony z diabłem i Szatanem. Jego obraz nawiązuje do wcześniejszej symboliki węża i potwora chaosu, ale zostaje wpisany w chrześcijańską wizję ostatecznej historii świata. Smok, choć potężny, zostaje ostatecznie pokonany. W ten sposób wcześniejsza idea Boga panującego nad chaosem zostaje rozwinięta w obraz ostatecznego zwycięstwa Boga nad złem.

piątek, 14 sierpnia 2026

Z troski o dobre imię obecnego rządu


          Z troski o dobre imię obecnego rządu zabieram głos jako zwyczajny obywatel w sprawie pomysłu kandydowania Macieja Berka, dotychczasowego ministra do spraw wdrażania polityki rządu, na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

          Uważam, że taka kandydatura może narazić obecny rząd na falę krytyki – i to z wielu stron sceny politycznej. Nie chodzi wyłącznie o ocenę samego Macieja Berka, jego kompetencji czy dotychczasowej działalności publicznej. Problemem jest przede wszystkim kontekst polityczny oraz wiarygodność zasad, które obecny obóz rządzący deklarował w odniesieniu do Trybunału Konstytucyjnego.

          Krytyka tych, którzy wskazują na hipokryzję, jest więc w mojej ocenie częściowo uzasadniona. Trudno bowiem oczekiwać, że wyborcy zapomną, iż obecny obóz rządzący w przeszłości zdecydowanie krytykował poprzednią władzę za dokonywanie podobnych nominacji oraz za obsadzanie instytucji państwowych osobami związanymi z rządem.

          Nie oznacza to oczywiście, że każda osoba pełniąca funkcję ministra jest z definicji pozbawiona prawa do kandydowania na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W państwie prawa o kwalifikacjach powinny decydować przede wszystkim kompetencje, niezależność, dorobek zawodowy i autorytet kandydata. Jednak w przypadku tak ważnej instytucji jak Trybunał Konstytucyjny równie istotne jest zaufanie społeczne oraz przekonanie obywateli, że nominacja nie jest polityczną nagrodą za lojalność wobec aktualnej władzy.

          Dlatego, z troski o dobre imię obecnego rządu, warto zadać proste pytanie: czy w obecnej sytuacji kandydatura byłego ministra na sędziego Trybunału Konstytucyjnego rzeczywiście wzmacnia niezależność tej instytucji i wiarygodność rządu, czy przeciwnie – daje jego przeciwnikom argumenty, które wcześniej sami rządzący kierowali przeciwko swoim poprzednikom?

          Polityka wymaga nie tylko skuteczności, ale także konsekwencji w stosowaniu własnych zasad. Jeśli obecna władza chce odbudowywać zaufanie do państwa i jego instytucji, powinna szczególnie uważać, aby nie powtarzać praktyk, które wcześniej sama uznawała za niewłaściwe.

          To nie jest głos przeciwko konkretnej osobie. To głos za standardami, które powinny obowiązywać niezależnie od tego, kto w danym momencie sprawuje władzę.