Lewitacja to unoszenie się obiektu w powietrzu bez kontaktu z podłożem,
dzięki siłom, które równoważą grawitację. Ona jest
możliwa, ale zależy od tego, co dokładnie rozumiemy przez „lewitację”.
Przedmiot może unosić się nad powierzchnią bez mechanicznego podparcia, jeśli
jakaś siła równoważy jego ciężar. Najbardziej znane przykłady:
Lewitacja magnetyczna —
magnes lub materiał magnetyczny może być unoszony dzięki polu magnetycznemu.
Wykorzystuje się ją m.in. w technologii pociągów «maglev».
Lewitacja nadprzewodnikowa —
nadprzewodnik schłodzony do odpowiednio niskiej temperatury może być
„uwięziony” w polu magnetycznym. To słynny efekt, w którym obiekt wygląda,
jakby wisiał w powietrzu.
Lewitacja akustyczna —
odpowiednio ukształtowane fale dźwiękowe mogą utrzymywać w powietrzu niewielkie
obiekty, np. krople cieczy.
Lewitacja optyczna — bardzo
małe cząstki mogą być utrzymywane za pomocą odpowiednio skupionej wiązki
światła.
Lewitacja aerodynamiczna —
strumień powietrza może utrzymywać przedmiot, np. piłeczkę pingpongową.
A co z lewitacją „bez żadnej siły”? Tu sytuacja wygląda
zupełnie inaczej. Jeżeli przez lewitację rozumiemy unoszenie ogromnego obiektu
bez podpory, bez pola magnetycznego, bez przepływu powietrza, bez napędu i bez
wymiany energii z otoczeniem, to nie znamy takiego mechanizmu w ramach
współczesnej fizyki. Kamień nie może po prostu „wyłączyć” grawitacji. Co ważne,
grawitacja nie jest czymś, co można po prostu zablokować ekranem. Nie istnieje
znany materiał będący odpowiednikiem „antygrawitacyjnej tarczy”.
Odnośnie starożytnych
budowli? Czasami sugeruje się, że starożytni mogli wykorzystywać
lewitację do transportowania ogromnych bloków kamiennych. Problem polega na
tym, że nie mamy wiarygodnych dowodów archeologicznych potwierdzających
stosowanie przez starożytne społeczności technologii pozwalającej na taką
lewitację. To jednak nie oznacza, że musimy odwoływać się do lewitacji, żeby
wyjaśnić transport ogromnych bloków. Ludzie dysponowali metodami
wykorzystującymi m.in. dźwignie, sanie, rolki, liny, rampy, przeciwwagi, nasypy
oraz odpowiednio przygotowane podłoże. Przy odpowiedniej organizacji pracy
nawet bardzo ciężki obiekt można przemieszczać siłą ludzkich mięśni.
I tutaj jest chyba ciekawsze pytanie: Czy możemy być
pewni, że znamy wszystkie techniki stosowane przez starożytnych, skoro
większość ich narzędzi i konstrukcji pomocniczych mogła nie przetrwać? To jest
znacznie bardziej obiecujący kierunek niż stwierdzenie, że „starożytni używali
lewitacji”.
Co na ten tema mówi AI, zapytana o istnienie tego
fenomenu w przypadku Józefa z Kupertyna włoskiego
franciszkanina konwentualnego, świętego Kościoła katolickiego, mistyka ur.
17.07.1603 – zm. 19.09.1663 odpowiada.Tak — istnieje dość mocne historyczne potwierdzenie,
że św. Józef z Kupertynu był wielokrotnie obserwowany w stanach opisywanych
przez świadków jako lewitacja lub „lot”. Trzeba jednak bardzo wyraźnie
rozdzielić dwie kwestie: Czy istnieją historyczne świadectwa, że ludzie
widzieli jego unoszenie się? — Tak. Czy mamy naukowe potwierdzenie, że
rzeczywiście łamał prawo grawitacji? — Nie.
Posiadane świadectwa nie pochodzą wyłącznie z
późniejszych legend. W procesach beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych z XVII w.
zebrano zeznania naocznych świadków, a współczesne badanie tych materiałów
przeanalizowało 73 bezpośrednie zeznania dotyczące epizodów powietrznych. Opisy
obejmują zarówno krótkie unoszenie się, jak i przemieszczanie się w powietrzu.
Interesujące jest, że jego „loty” miały być powtarzalne, zwykle związane z
ekstazą religijną. Świadkowie opisywali m.in. nagły okrzyk, po którym Józef
miał gwałtownie unosić się lub przemieszczać. Podobnych relacji było wiele.
Nie można powiedzieć, że Kościół naukowo udowodnił jego
lewitację. Materiał dowodowy ma charakter historycznych zeznań, a nie
kontrolowanych obserwacji eksperymentalnych. Krytycy wskazują m.in. na
możliwość błędnej interpretacji skoków, chwytania się przedmiotów, późniejszego
upiększania relacji i zawodności ludzkiej pamięci.
Historyk Carlos Eire zwraca uwagę, że liczba i
różnorodność świadków sprawiają, iż nie jest łatwo sprowadzić wszystkie relacje
do zwykłego kłamstwa czy zbiorowej histerii. Jednocześnie historyk nie może na
ich podstawie rozstrzygnąć, czy człowiek faktycznie „latał”.
Kościół zebrał historyczne zeznania naocznych świadków,
według których Józef z Kupertynu wielokrotnie unosił się w powietrzu. Nie ma
natomiast naukowego dowodu, że była to rzeczywista lewitacja nadprzyrodzona.
Istnieje niezwykle dużo świadectw lewitacji, ale ich jakość jest nierówna, w
tym 73 zeznań dotyczących „powietrznych” epizodów Józefa. Najsłynniejszy
przypadek — przed papieżem Urbanem VIII. Według tradycji procesowej Józef
został przyprowadzony wraz z innymi franciszkanami na audiencję u papieża
Urbana VIII. Podczas oddawania czci papieżowi miał nagle wejść w ekstazę i
unieść się nad ziemię, pozostając przez pewien czas w powietrzu. Co istotne,
relacja mówi, że sam Urban VIII miał to widzieć i później wyrazić gotowość do
zeznawania w przyszłym procesie kanonizacyjnym o tym wydarzeniu. To jest potencjalnie najmocniejsze
świadectwo, bo nie chodzi o anonimową opowieść przekazywaną przez pokolenia,
lecz o przypisywane papieżowi osobiste świadectwo.
W jednym z zeznań dotyczących pobytu Józefa w Asyżu
opisano bardzo niezwykłe zdarzenie. Hiszpański ambasador przy Stolicy
Apostolskiej miał odwiedzić Józefa, a następnie jego żona chciała również go
zobaczyć. Józef miał wejść do kościoła i — według świadków — przemieścić się w
powietrzu na znaczną odległość, w kierunku figury Niepokalanego Poczęcia, a
następnie wrócić. Według relacji obserwowali to ambasador, jego żona oraz osoby
z ich otoczenia. To ciekawy przypadek,
ponieważ liczba potencjalnych obserwatorów była większa niż jedna czy dwie
osoby.
Świadectwa mówią, że Józef miał regularnie wpadać w
ekstazę podczas modlitwy, Mszy lub śpiewu liturgicznego, a następnie unosić się
nad ziemię. Według Catholic
Encyclopedia takie sytuacje zdarzały się tak często i powodowały takie zamieszanie
we wspólnocie, że przez długi okres ograniczano mu udział w publicznych
nabożeństwach i nakazywano pozostawanie w odosobnieniu. Co ciekawe, współczesna
analiza 73 zeznań potwierdza, że powtarzającym się elementem opisów była nagła
wokalizacja/okrzyk przed rozpoczęciem „lotu”. W 26 z 30 szczegółowo
analizowanych relacji dotyczących ruchu powietrznego świadkowie wspomnieli o
takim okrzyku.
Jeden ze świadków, o. Giovanni Maria da Ancona, opisywał
sytuację, w której Józef trzymał owcę, po czym miał wydać okrzyk i gwałtownie
przemieścić się skokiem w inne miejsce ogrodu, gdzie pozostał nieruchomy w
stanie ekstazy. To akurat jest bardzo interesujące, ponieważ współczesne
badanie zwraca uwagę na możliwość, że część opisywanych „lewitacji” mogła być
bardzo dynamicznymi skokami, a nie zawisaniem w powietrzu.
Jeszcze bardziej interesujące jest zeznanie o. Giuseppe
Marii da Fossombrone.
Według jego relacji Józef
siedział na ławce w bibliotece. Nagle miał „wystartować”, uklęknąć na podłodze
z rozłożonymi rękami i wejść w ekstazę. Świadek twierdził, że dotykał różnych
części jego ciała, w tym oka, a Józef pozostawał nieruchomy i nie reagował. To
oczywiście nie dowodzi lewitacji, ale pokazuje, że niektóre zeznania próbowały
opisywać także stan fizjologiczny Józefa, a nie tylko samo „widzenie cudu”.
Współczesne badanie tych materiałów z 2026 r. nie doszło
do prostego wniosku „to wszystko zmyślono”. Autorzy stwierdzają, że relacje są
zaskakująco spójne pod pewnymi względami: powtarzają się okrzyk, nagły ruch,
określone pozycje ciała i ekstaza. Jednocześnie analizują możliwość
naturalistycznego wyjaśnienia, w tym bardzo dynamicznych skoków. I jest jeszcze jeden ważny fakt: Józef był
za życia podejrzewany właśnie z powodu tych fenomenów. W 1638 r. zainteresowała
się nim Inkwizycja, a przełożeni zakonni ograniczali jego publiczne
występowanie, ponieważ jego ekstazy i „loty” powodowały zamieszanie.
Czy Józef rzeczywiście łamał prawa fizyki tego historia
nie może udowodnić, również brak podstaw, by to stwierdzić. Historyk Carlos
Eire uważa, że liczba, różnorodność i status świadków utrudniają wyjaśnienie
całości jako kłamstwa lub zbiorowej histerii, ale jednocześnie podkreśla, że
historyk nie może na tej podstawie rozstrzygnąć, czy człowiek rzeczywiście
latał.
W mojej bibliotece znajduję się bogata literatura
opisująca zdolność lewitacji. Czy nauka potrafi potwierdzić i wytłumaczyć te
doniesienia? Fizycznie można sprawić, żeby człowiek unosił się nad podłożem.
Jest to dobrze potwierdzone eksperymentalnie. Natomiast nie ma obecnie
wiarygodnie potwierdzonego przypadku człowieka, który samą mocą swojego ciała
lub umysłu unosiłby się bez fizycznego mechanizmu, tzn. bez urządzenia, pola,
podparcia, przepływu powietrza itp. Co musiałoby się wydarzyć, żeby nauka
uznała taką zdolność? To byłby bardzo mocny eksperyment. Osobę należałoby
umieścić w kontrolowanym laboratorium, zarejestrować ją wieloma kamerami i
czujnikami, wykluczyć: niewidoczne podparcie, przewody lub magnesy, przepływ
powietrza, ukryte urządzenia, sztuczki optyczne, ruch platformy/podłoża,
manipulację nagraniem. Następnie eksperyment musiałby być powtarzalny i możliwy
do niezależnego odtworzenia przez innych badaczy. Jeżeli ktoś rzeczywiście
potrafiłby wtedy unosić swoje ciało bez żadnego znanego mechanizmu, byłoby to
fenomenalne odkrycie fizyczne, ponieważ wymagałoby wyjaśnienia, skąd bierze się
siła równoważąca ciężar ciała.
W przypadku św. Józefem z Kupertynu znajduje się granica
między dowodem historycznym a dowodem naukowym. Możemy mieć bardzo stare,
liczne i wiarygodnie wyglądające zeznania typu: „Widziałem, jak człowiek uniósł
się nad ziemię”. To jest dowód na to, że świadek złożył takie zeznanie i być
może mocny materiał historyczny dotyczący tego, co ludzie obserwowali. Nie jest
to jednak jeszcze kontrolowany eksperyment pokazujący, że człowiek posiada
biologiczną zdolność do pokonywania grawitacji.
Obecnie nauka potwierdza możliwość lewitowania człowieka
za pomocą znanych sił fizycznych, ale nie potwierdziła spontanicznej,
biologicznej ani paranormalnej lewitacji człowieka.
Oprócz św. Józefa z Kupertynu w literaturze
chrześcijańskiej opisane są przypadki lewitacji takich świętych:
Św. Teresę z Ávili
(1515–1582) – sama opisywała, że podczas ekstazy jej ciało bywało unoszone. Zjawisko
było dla niej kłopotliwe i próbowała je ukrywać przed innymi.
Św. Franciszka z Asyżu
(1181/82–1226) – w późniejszych źródłach hagiograficznych pojawiają się opisy
jego unoszenia się podczas modlitwy, choć świadectwa są mniej jednoznaczne.
Św. Filip Neri (1515–1595) –
przypisywano mu podobne doświadczenia ekstatyczne, choć relacje dotyczące
faktycznego oderwania ciała od ziemi są mniej liczne.
Św. Małgorzata z Kortony
(1247–1297) – w średniowiecznych przekazach pojawiają się opisy niezwykłych
stanów ekstatycznych, czasem interpretowanych jako unoszenie.
Św. Maria od Jezusa z Ágredy
(1602–1665) – przypisywano jej m.in. nadzwyczajne doświadczenia mistyczne, w
tym fenomeny związane z przemieszczaniem się i ekstazą.
i inni.
Najlepiej udokumentowany w sensie historycznych świadectw
jest przypadek Józefa z Kupertynu, który miał być obserwowany przez wiele osób,
w tym duchownych. Nie oznacza to jednak, że współczesna nauka potwierdziła
fizyczną lewitację — są to przede wszystkim relacje religijne i historyczne,
których interpretacja pozostaje kwestią wiary oraz oceny źródeł.