Świadomość jest jedną z największych zagadek współczesnej nauki i filozofii. Każdy człowiek doświadcza jej bezpośrednio — jesteśmy świadomi własnego istnienia, swoich myśli, emocji i doznań. Świadomość jest jednym z podstawowych atrybutów człowieczeństwa.
Można postawić pytanie, na które współczesna nauka nie daje jednoznacznej odpowiedzi: czy świadomość jest wytwarzana przez mózg, czy też mózg jest jedynie narzędziem, za pośrednictwem którego świadomość przejawia się w świecie materialnym? Pierwsze stanowisko zakłada, że świadomość powstaje w wyniku odpowiednio złożonych procesów neuronalnych. Drugie dopuszcza możliwość, że świadomość ma charakter niezależny od ciała i jedynie podczas życia człowieka pozostaje ściśle związana z jego mózgiem i umysłem.
Człowiek odbiera świat za pomocą zmysłów, odczuwa ból i przyjemność, przypomina sobie przeszłość, przewiduje przyszłość, podejmuje decyzje oraz prowadzi wewnętrzny dialog. Wszystkie te procesy są w jakiś sposób związane z funkcjonowaniem mózgu. Zabezpiecza funkcjonowanie człowieka w rzeczywistości realnej. Zabezpiecza pamięć (krótką, długą), myślenie, wyobraźnia, emocje, podejmowanie decyzji i komunikację z otoczeniem.
Świadomość, o której piszę wydaje się czymś bardziej podstawowym — jest doświadczeniem tego, że jesteśmy i że przeżywamy określone stany psychiczne. W niej jest własna pamięć. Za życia świadomość łączy się z umysłem który przejmuje rolę kierowniczą, decyzyjną. Z tej perspektywy śmierć biologiczna nie musi oznaczać końca świadomości. Po śmierci świadomość uwalnia się od ograniczeń związanych z ciałem i umysłem, a jej możliwości stają się szersze, w tym również transcendentne. W takim ujęciu świadomość mogłaby mieć możliwość kontaktu ze «Stanem Prawdy» — rozumianym jako pozamaterialny poziom rzeczywistości.
Osobom starszym (lub chorym) zdarza się, że pamięć krótka nie funkcjonuje poprawnie. W świadomości transcendentnej tego problemu nie ma.
Świadomość ma naturę dynamiczną, podobną do natury Stwórcy. Przez to jest wieczna. Korzysta ze «Stanu Prawdy», z zasobów zapisanych za życia. Nie można wymazać ze świadomości zapisanych i zapamiętanych uczynków. Po śmierci zaczyna się nowy etap w istnieniu nazwanym «Nowym Niebem»: "I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły" (Ap 21,1). Określone będą nowe zasady, a może i prawa.
«Nowa Ziemia» sugeruje, że w przyszłości zajdzie nowe narodzenie i ludzie powrócą do swych pierwotnych postaci (por. Jezus Zmartwychwstały). "Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich." (Łk 24,39–42) można przypuszczać, że nowa powłoka cielesna będzie miała, co najwyżej pamiątki (por. widoczne ślady ran na ciele Zmartwychwstałego Jezusa): "Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!» " (J 20,27).
To, co hagiografowie uważają za natchnienie, jest zdolnością odczytywania ze swej świadomości prawdy zapisanej w wirtualnej przestrzeni – «Stanie Prawdy». Tę prawdę trzeba odczytać, która nie jest zapisana literalnie. Informacje w niej zawarte trzeba dopiero przetransponować na język ludzki. Na ten proces nakładają się predyspozycje tłumacza, jego wiedza i własne przekonania. Istnieje niebezpieczeństwo, że przeważą niektóre racje.
Dlatego też samo doświadczenie wewnętrznego przekonania o prawdziwości odczytanej treści nie może być jeszcze dowodem jej obiektywności. Człowiek nie otrzymuje bowiem gotowego komunikatu, lecz dokonuje jego interpretacji. To, co pojawia się w świadomości, jest już w pewnym sensie wynikiem zetknięcia się informacji ze strukturą własnego umysłu. Odczytujący nie jest więc biernym odbiornikiem, lecz uczestnikiem procesu poznawczego.
Można zatem przyjąć, że «natchnienie» nie polega na otrzymaniu gotowych zdań czy twierdzeń, lecz na szczególnej zdolności dostrzeżenia relacji, sensów i zależności istniejących w «Stanie Prawdy». Dopiero później następuje ich uporządkowanie i przełożenie na pojęcia dostępne ludzkiemu językowi. W tym właśnie momencie do procesu poznania wkracza interpretacja, a wraz z nią możliwość zniekształcenia pierwotnego sensu.
Im bardziej złożona i niejednoznaczna jest odczytywana informacja, tym większą rolę odgrywają osobiste doświadczenia, system wartości, poziom wiedzy oraz oczekiwania interpretatora. Dwie osoby mogą więc zetknąć się z tym samym fragmentem «Stanu Prawdy», a następnie przedstawić jego treść w sposób odmienny, niekoniecznie dlatego, że jedna z nich świadomie mija się z prawdą, lecz dlatego, że każda dokonuje transpozycji przez własny aparat poznawczy.
Stąd wynika konieczność oddzielenia samej prawdy od jej ludzkiego opisu. Prawda może być jedna, podczas gdy jej językowe reprezentacje mogą być liczne, niepełne, a niekiedy nawet wzajemnie sprzeczne. Błąd nie musi więc znajdować się w samym źródle poznania; może powstać dopiero na etapie jego odczytania, interpretacji i przekazania innym.
W konsekwencji również teksty uznawane za natchnione należy rozpatrywać jako świadectwa określonego procesu poznawczego. Ich autor mógł rzeczywiście doświadczyć dostępu do prawdy, lecz sposób jej wyrażenia pozostawał zależny od jego epoki, języka, wiedzy i osobistego aparatu pojęciowego. To zaś oznacza, że między «Stanem Prawdy» a ludzkim zapisem zawsze istnieje warstwa interpretacyjna, której nie można całkowicie pominąć.