Dla ludzi, którzy cenią empiryczne dowody, logiczną spójność i doświadczenie budowane przez tysiąclecia rozwoju cywilizacji, postać Jezusa Chrystusa pozostaje zagadką. Z czysto ludzkiej perspektywy historia wydaje się prosta, a zarazem niepojęta: rodzi się Człowiek, który przez trzydzieści lat żyje w cieniu codzienności, by nagle wystąpić z nauką przekraczającą granice wyobraźni. Jego słowa brzmią śmiało, chwilami wręcz bluźnierczo wobec obowiązujących wyobrażeń o Bogu. Życiorys — skromny i fragmentaryczny — nie zapowiada rewolucji duchowej, która odmieni bieg dziejów.
A jednak ten Człowiek, obdarzony niewątpliwym charyzmatem, gromadzi wokół siebie grupę prostych ludzi. Rybacy, celnicy, zwykli mieszkańcy prowincji — jakby porwani nagłym światłem sensu — zawierzają Mu bez reszty. Idą za Nim, stają się Jego uczniami, przyjmują Jego wizję świata. To właśnie ta bezwarunkowość budzi zdumienie. Co zobaczyli? Co usłyszeli? Co sprawiło, że porzucili dotychczasowe życie?
Działalność Jezusa wywołała niepokój zarówno wśród kapłaństwa żydowskiego, jak i władzy świeckiej. W konsekwencji został skazany na śmierć krzyżową — karę hańbiącą i brutalną. Historia, która mogłaby zakończyć się tragicznym epilogiem jednego z wielu charyzmatycznych nauczycieli, nabiera jednak zupełnie innego wymiaru. Trzy dni po śmierci uczniowie ogłaszają, że ich Mistrz żyje, że objawił się im, że pokonał śmierć. Przekaz o tych wydarzeniach pełne są tajemnicy i niezwykłości. Właśnie z tej wiary rodzi się wspólnota, która z czasem przyjmie nazwę Kościół chrześcijański.
Powstała nowa religia. Jak można dać temu wiarę, mając za sobą tysiące lat doświadczeń, rozwój nauki, filozofii, krytycznego myślenia? Źródła historyczne dotyczące osoby Jezusa są skromne. Wiedza o Nim, rozpatrywana wyłącznie w kategoriach dokumentów epoki, wydaje się ograniczona. Skąd więc czerpać prawdę o Nim?
Z pomocą przychodzi Pismo Święte — nie tyle jako przekaz teologiczny, ile jako opowieść o naturze Człowieka i jego relacji z Absolutem. Według tej narracji człowiek został stworzony „na obraz i podobieństwo” Boga. Oznacza to, że nosi w sobie coś z natury Stwórcy — zdolność do miłości, wolności, twórczości, przekraczania siebie. Jeśli tak, to wcielenie Boga w ludzką postać przestaje być absurdem, a staje się logiczną konsekwencją tej wspólnoty natur.
W tej perspektywie misja Jezusa nabiera głębokiego sensu. Z jednej strony Bóg, przyjmując ludzką postać, zbliża się do człowieka w sposób najbardziej radykalny — przez doświadczenie jego codzienności, cierpienia i śmierci. Z drugiej strony, wywyższając Jezusa, podkreśla niezwykłą godność człowieczeństwa. Przez Niego ludzi nazywa się dziećmi Bożymi.
Ofiara Jezusa zostaje odczytana jako akt oczyszczenia — wyzwolenia człowieka z ciężaru zła, które wpisane jest w dramat istnienia. Życie w świecie materialnym zawiera w sobie napięcie między dobrem a złem. Nawet naturalne procesy, takie jak łańcuch pokarmowy, pokazują, że istnienie jednych odbywa się kosztem innych. Rzeczywistość nie jest idylliczna. W takim świecie człowiek doświadcza ograniczeń, słabości i moralnych upadków.
Koncepcja Syna Bożego staje się więc próbą odpowiedzi na pytanie o sens tego napięcia. Jeśli człowiek ma naturę otwartą na wieczność, potrzebuje także drogi powrotu do pierwotnej jedności ze Stwórcą. Ofiara Jezusa ma zapewniać tę bliskość — nie jako abstrakcyjną ideę, lecz jako realną relację.
Cała ta wizja jest zdumiewająco spójna i piękna. Łączy dramat ludzkiej kondycji z nadzieją przekraczającą śmierć. Dla jednych pozostaje nie do przyjęcia, dla innych staje się fundamentem życia. Można ją uznać za mit, metaforę lub objawienie. Wewnętrzna głębia wydarzenia i konsekwencja sprawiają, że trudno ją zredukować do zwykłego wytworu ludzkiej wyobraźni.
Jezusa Chrystusa uznaje się za Syna Bożego, wcielenie Boga, a w niektórych nurtach myśli religijnej także za Jego emanację. Czy słusznie? W świetle tego, że ludzie mają boską naturę – że zostali stworzeni „na obraz i podobieństwo” Boga nie powinno być to trudne do zaakceptowania..Postać Jezusa Chrystusa od dwóch tysięcy lat pozostaje centrum chrześcijańskiej wiary, a jednocześnie inspiracją dla filozofów, mistyków i poszukiwaczy duchowej prawdy. W takim ujęciu Jezus jest postrzegany jako najpełniejsze objawienie boskiej natury w świecie materialnym. W tej perspektywie Jezus nie tyle różni się ontologicznie od człowieka, ile objawia to, kim człowiek może się stać – podobny do Chrystusa.
Muszę jednak zaznaczyć, że Kościół nie podziela powszechnej boskości ludzi w sensie dosłownym, lecz o uczestnictwie w Bożej łasce, ale w moich przekazach teologicznych wielokrotnie odbiegam od przyjętego depozytu wiary. Tak to ja widzę i odbieram. To co nie za bardzo mi się podoba w doktrynie chrześcijańskiej to swoista idolatria Jezusa i stawianie Go przed Ojcem. Można to dostrzec w doktrynie preegzystencji Syna Bożego i w słowach Ewangelii Jana o wcielonym Słowie – Logos, przez które „wszystko się stało”.