Osobiście mam pewien wewnętrzny problem, ponieważ moje wyobrażenie o Najświętszej Maryi Pannie znacząco odbiega od nauczania Kościoła. Nie odbierając Jej wielkości ani wyjątkowej roli w historii zbawienia, próbuję spojrzeć na Nią w sposób bardziej wyważony — jak na człowieka całkowicie oddanego Bogu, a nie postać wyniesioną do rangi niemal boskiej.
Mam wrażenie, że współczesna maryjność w niektórych przejawach przekroczyła granice zdrowej pobożności. Cześć oddawana Maryi bywa momentami tak rozbudowana, że zaciera proporcje między kultem należnym Bogu a szczególną czcią, jaką Kościół otacza Matkę Chrystusa. Łatwo wtedy o niebezpieczeństwo przesady — o formy pobożności, które bardziej koncentrują się na emocjonalnym uniesieniu niż na istocie wiary.
Nie chodzi mi o podważanie Jej zasług ani o pomniejszanie znaczenia fiat wypowiedzianego w chwili Zwiastowania. Maryja pozostaje dla mnie wzorem zaufania, pokory i odwagi — człowiekiem, który w pełni zaufał Bożemu planowi. Chciałbym jednak widzieć w Niej przede wszystkim najdoskonalszą uczennicę Chrystusa, a nie postać otoczoną niemal nieprzeniknioną aureolą nadzwyczajności.
Być może tajemnica Najświętszej Maryi Panny polega właśnie na tej równowadze: między Jej wyjątkowym wybraniem a zwyczajnością ludzkiego życia; między wielkością powołania a pokorą serca. W tej przestrzeni — wolnej od przesady i umniejszania — łatwiej mi odnaleźć autentyczną, dojrzałą relację z Matką Jezusa.
Nie chcę nikogo urazić ani gorszyć, zwłaszcza mając świadomość, jak głęboko Najświętsza Maryja Panna zakorzeniona jest w duchowości Polaków. Dlatego proszę, by moją wypowiedź traktować jako osobistą refleksję i propozycję intelektualną — próbę uporządkowania własnego rozumienia wiary, a nie jako atak na czyjąkolwiek pobożność.
Wierzę, że Bóg wybrał Maryję do swojej zbawczej koncepcji, znając Jej relację z Bogiem Ojcem — Jej zaufanie, dojrzałość i wewnętrzną harmonię. Wyobrażam Ją sobie jako osobę zwyczajną, o umyśle wyważonym, wolną od egzaltacji, poddaną doświadczeniom, które są udziałem wielu ludzi. Reprezentowała prostą, pokorną niewiastę swoich czasów. A jednak właśnie tę „zwyczajność” Bóg powołał do misji nadzwyczajnej — do urodzenia Człowieka, który odegra kluczową rolę w historii zbawienia i w Bożej ekonomii.
Mam jednak trudność z niektórymi późniejszymi ujęciami teologicznymi. Uważam, że przekonanie o zachowaniu dziewictwa po narodzeniu Jezusa może być wyrazem nadgorliwości pierwszych teologów. W pewnym sensie obsadzono Maryję w roli, o którą sama się nie ubiegała, czyniąc z Jej życia konstrukcję bardziej symboliczną niż historyczną.
Podobnie dogmat o Niepokalanym Poczęciu — ściśle powiązany z koncepcją grzechu pierworodnego — budzi mój sprzeciw. Pojęcie grzechu pierworodnego postrzegam jako konstrukcję teologiczną, którą należałoby raczej zastąpić pojęciem powszechnej ludzkiej grzeszności. W moim odczuciu obciążenie Maryi wyjątkiem od tej doktryny tworzy problem, który rodzi się z samego założenia.
Również niektóre przypisywane Jej wydarzenia nie znajdują — moim zdaniem — wystarczającego potwierdzenia w innych źródłach historycznych. Jej „fiat” rozumiem jako duchowy akt zgody, wewnętrzne przyjęcie Bożej woli, a nie dosłowną scenę dialogu z bytem anielskim (nie podzielam bowiem przekonania o istnieniu odrębnych, osobowych bytów anielskich w sensie ontologicznym).
Wreszcie — przekonanie o Jej wniebowzięciu z ciałem i duszą do nieba postrzegam jako symboliczne dopełnienie Jej wyjątkowej roli, a nie wydarzenie historyczne. Mam trudność z przyjęciem, że odmówiono Jej doświadczenia śmierci w takim wymiarze, jaki jest udziałem każdego człowieka.
Świadom jestem, że moje rozumienie odbiega od nauczania Kościoła katolickiego i od powszechnie przyjętych dogmatów. Nie roszczę sobie prawa do rozstrzygania kwestii doktrynalnych. Szukam raczej takiego języka wiary, który pozwala mi zachować uczciwość intelektualną i jednocześnie nie utracić duchowej więzi z postacią Maryi jako Matki Jezusa — kobiety wierzącej, odważnej i wiernej Bogu. Jeśli w czymkolwiek się mylę, pozostaję otwarty na dialog i głębsze zrozumienie.