Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 18 maja 2026

O seksualności, wierze i ludzkiej godności


          Nie można uciekać od trudnych problemów, ponieważ życie polega na mierzeniu się z nimi. Pasywność i milczenie często są wyrazem bezradności, a niekiedy także strachu przed opinią innych. Od trudnych pytań nie da się uciec — prędzej czy później i tak powracają.

         Temat dotyczy seksualności i porusza rzeczywisty dylemat moralny oraz religijny. W Listach św. Pawła czytamy: „Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie” (Rz 1,27). Słowa te wydają się przekazywać jednoznaczny osąd współżycia homoseksualnego. Jeśli tak, należałoby na nowo przemyśleć własny stosunek do osób LGBT.

          Trudność polega jednak na tym, że nie czuję się w tej kwestii w pełni wiarygodny. Nie potrafię wyobrazić sobie pociągu seksualnego do osoby tej samej płci. Co więcej, bliskość homoseksualna budzi we mnie naturalny dystans, a nawet odruch niechęci. Tym bardziej rodzi się pytanie: jaką postawę należy przyjąć wobec osób, które odczytują słowa Pawła inaczej albo żyją w sposób z nimi niezgodny?

          Można postawić kilka trudnych pytań:

Czy Apostoł Paweł mógł się mylić?

Czy literalne odczytywanie jego słów jest właściwe?

Czy kontekst historyczny i kulturowy wpływa na znaczenie tych wypowiedzi?

Czy Bóg wystawia człowieka na próbę, której sens nie zawsze potrafimy zrozumieć?

          Argumentacja osób LGBT zwykle nie sprowadza się jedynie do biologicznego popędu czy „doznań”. Dotyczy również potrzeby miłości, więzi, bliskości, trwałej relacji oraz prawa do życia w zgodzie z własną tożsamością. To sprawia, że problemu nie można zamknąć wyłącznie w prostych ocenach moralnych.

          Poruszany temat ujawnia wewnętrzny konflikt między literalnym odczytaniem słów św. Pawła a świadomością, że doświadczenia osób LGBT nie dają się łatwo sprowadzić do prostego potępienia. Powstaje więc pytanie: jak poradzić sobie z takim zmaganiem sumienia?

          Można przyjąć, że użyte przez Pawła słowo „zboczenie” jest wyrazem języka swojej epoki i dziś ma silnie stygmatyzujący wydźwięk. Nie musi być rozumiane jako obelga wobec człowieka, lecz jako moralna ocena określonych czynów w konkretnym kontekście historycznym. Warto pamiętać, że uczucia same w sobie nie rozstrzygają jeszcze o prawdzie etycznej. Człowiek może odczuwać dystans wobec czegoś, czego nie zna lub nie rozumie, a jednocześnie próbować zachować szacunek wobec drugiej osoby.

          Studiując Pismo Święte, można zauważyć, że w świecie starożytnym praktyki seksualne były często interpretowane inaczej niż współcześnie. Nierzadko miały związek z kultami religijnymi, nierządem sakralnym, relacjami władzy czy wykorzystaniem drugiego człowieka. Dlatego część współczesnych teologów uważa, że nie wszystkie wypowiedzi Pawła można bezpośrednio odnosić do dzisiejszego rozumienia trwałych relacji homoseksualnych opartych na wzajemności i odpowiedzialności.

          Aby pozostać w zgodzie z własnym sumieniem i jednocześnie nie zamykać się na drugiego człowieka, trzeba dostrzec jego przeżycia, cierpienia, lęki, pragnienia i potrzebę miłości. Są one równie realne jak nasze własne doświadczenia. Chrześcijaństwo nie polega jedynie na wydawaniu sądów, lecz także na próbie zrozumienia człowieka oraz niesieniu mu szacunku i współczucia.

          Według mojego rozeznania Bóg nie jest Istotą drobiazgowo rozliczającą człowieka z każdego szczegółu życia, lecz przede wszystkim Bogiem Miłości i Miłosierdzia. Być może bardziej zależy Mu na tym, w jaki sposób odnosimy się do innych ludzi — czy potrafimy okazać dobroć, wrażliwość i miłość wobec braci i sióstr — niż na samym uczestnictwie w ideologicznych sporach. Temat seksualności bardzo często staje się bowiem narzędziem politycznych i światopoglądowych konfrontacji, przez co łatwo zapomina się, że za każdym sporem stoi konkretny człowiek.

niedziela, 17 maja 2026

Nie wódź nas na pokuszenie


          Od lat wyrażałem swoje niezadowolenie wobec katechetycznej wersji Modlitwy Pańskiej (Ojcze Nasz). W ewangelicznym przekazie według św. Mateusza pojawiają się słowa: „i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale zachowaj nas od złego” (Mt 6,13), podczas gdy w katechezie utrwaliła się formuła: „i nie wódź nas na pokuszenie”. Długo próbowałem zrozumieć sens tej zmiany. Wydawało mi się bowiem, że słowo „wodzić” może sugerować, iż Bóg sam prowadzi człowieka ku złu lub staje się źródłem pokusy.

          Dopiero ponowne studium Listu do Rzymian zwróciło moją uwagę na słowa św. Pawła: „Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał” (Rz 1,24). Apostoł wyraźnie wskazuje, że człowiek może zostać pozbawiony szczególnej ochrony i Łaski Bożej, jeśli świadomie odwraca się od dobra. Nie oznacza to jednak, że Bóg kusi do zła, lecz że dopuszcza, aby człowiek doświadczał konsekwencji własnych wyborów, słabości i pożądań.

          Podobną myśl odnajdujemy również w słowach Jezusa: „Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie” (Mt 18,7). Człowiek jako istota biologiczna, wyniesiona jednocześnie do godności dziecka Bożego, żyje w nieustannym napięciu pomiędzy swoją naturą a powołaniem duchowym. Bez współdziałania z Łaską Bożą łatwo powraca do własnych instynktów, egoizmu i słabości.

          Łaska nie odbiera człowiekowi wolności, lecz uzdalnia go do przekraczania samego siebie. To ona pomaga człowiekowi zachować wrażliwość sumienia, zdolność miłości, przebaczenia i wyboru dobra. Bez niej człowiek może zatrzymać się jedynie na poziomie własnej biologiczności, podporządkowanej instynktom i doraźnym pragnieniom. W perspektywie chrześcijańskiej zbawienie nie jest więc wyłącznie owocem ludzkiego wysiłku, ale współpracą człowieka z Łaską Boga.

          Przez wiele lat, modląc się, świadomie używałem słów bliższych ewangelicznemu przekazowi. Po głębszym zrozumieniu sensu tych fragmentów mogę jednak bez wewnętrznego sprzeciwu powrócić również do tradycyjnej formuły katechetycznej. Rozumiem już bowiem, że nie mówi ona o Bogu kuszącym człowieka do zła, lecz o dramatycznej prawdzie ludzkiej wolności, która bez Bożej pomocy łatwo może ulec pokusie i zagubieniu.”

Od Homo sapiens do myśli o Bogu

 

          Mówiąc o Homo sapiens w znaczeniu współczesnego człowieka, trzeba cofnąć się około 300 tys. lat. Wówczas pojawiła się istota rozumna, posiadająca zdolność myślenia, analizowania rzeczywistości oraz refleksji nad światem i własnym istnieniem. Człowiek zaczął nie tylko obserwować otaczającą go przyrodę, ale również zadawać pytania o sens życia, śmierć, pochodzenie świata i siły rządzące naturą. Wraz z rozwojem świadomości mogła zrodzić się także myśl o Stwórcy lub o istnieniu rzeczywistości wykraczającej poza materialny świat.

          Pierwotny człowiek postrzegał rzeczywistość przede wszystkim poprzez doświadczenia codziennego życia. Nie dysponował jeszcze rozwiniętym językiem pojęć abstrakcyjnych ani filozoficznym sposobem rozumowania. Dlatego to, co nadprzyrodzone, wyobrażał sobie za pomocą obrazów zaczerpniętych z własnego doświadczenia. Siły natury, duchy czy bóstwa otrzymywały ludzkie cechy: gniew, dobroć, wolę działania, zdolność karania lub nagradzania. Taki sposób pojmowania określamy mianem antropomorfizacji.

          Można przypuszczać, że był to naturalny etap rozwoju ludzkiej świadomości religijnej. Człowiek próbował zrozumieć to, co niewidzialne i niewytłumaczalne, posługując się pojęciami dostępnymi jego umysłowi. Zanim rozwinęło się myślenie abstrakcyjne i filozoficzne, wyobrażenia o Stwórcy lub bóstwach były prawdopodobnie silnie związane z ludzką postacią, emocjami oraz doświadczeniem życia codziennego.

          Nie oznacza to jednak prymitywizmu w dzisiejszym rozumieniu. Była to raczej pierwsza próba uporządkowania świata i odnalezienia sensu w rzeczywistości pełnej tajemnic. Religia, symbole i obrzędy mogły stać się jednym z fundamentów budowania wspólnoty, kultury oraz poczucia więzi między ludźmi.

          Trudno dziś jednoznacznie rozstrzygnąć, kiedy dokładnie pojawiła się idea Boga czy Stwórcy. Archeologia dostarcza jedynie pośrednich śladów — rytuałów pogrzebowych, malowideł naskalnych czy symbolicznych przedmiotów. Sam fakt ich istnienia wskazuje jednak, że człowiek bardzo wcześnie zaczął wykraczać myślą poza świat czysto materialny i dostrzegać rzeczywistość duchową.

          Pozostaje jednak pytanie głębsze: czy Stwórca postrzega rzeczywistość w sposób podobny do człowieka? Fakt, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, mimo tej samej natury nie musi oznaczać, iż sam Stwórca jest podobny do swojej istoty stworzonej. Być może podobieństwo to odnosi się bardziej do zdolności rozumu, wolnej woli, świadomości i zdolności do miłości

          Rozważając historię świata, ogrom kosmosu, prawa natury oraz złożoność istnienia, trudno nie dostrzec ogromnej różnicy między człowiekiem a ewentualnym Stwórcą. Człowiek poznaje rzeczywistość fragmentarycznie, poprzez zmysły, emocje i ograniczony rozum. Jeśli natomiast istnieje Byt Absolutny, jego sposób pojmowania rzeczywistości musi przekraczać ludzkie wyobrażenia i kategorie myślenia. Dlatego każda próba opisania Boga językiem ludzkim pozostaje jedynie przybliżeniem, symbolem lub metaforą, a nie pełnym opisem istoty Stwórcy.

          Antropomorfizacja Stwórcy powoduje, że zamysły Boga zostają poddane ludzkiej ocenie i krytyce. Ocena ta bardzo często nie wypada pozytywnie, ponieważ człowiek interpretuje rzeczywistość Boską przez pryzmat własnych doświadczeń, emocji, ograniczeń i moralnych wyobrażeń. Tymczasem, nie rozumiejąc w pełni natury Boga, człowiek może jedynie tworzyć przybliżone wyobrażenia o Jego działaniu.

          Wszystko, co człowiek mówi o Stwórcy, pozostaje więc w pewnym stopniu niedoskonałe i ograniczone ludzkim sposobem poznania. Język, którym opisujemy Boga, powstał do opisywania świata materialnego oraz ludzkich doświadczeń, dlatego okazuje się niewystarczający wobec rzeczywistości, która miałaby przekraczać czas, przestrzeń i prawa natury. Nawet najbardziej wzniosłe pojęcia — dobro, sprawiedliwość, miłość czy mądrość — są przez człowieka rozumiane jedynie w granicach ludzkiego doświadczenia.

          Z tego powodu człowiek często przypisuje Bogu cechy typowo ludzkie: gniew, zazdrość, karę, przebaczenie czy zmianę decyzji: "Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta." (Rz 1,18). W religijnych przekazach może to być sposób przybliżenia rzeczywistości duchowej do poziomu ludzkiego rozumienia, a nie dosłowny opis natury Stwórcy. Antropomorfizacja pomagała dawnemu człowiekowi budować relację z tym, co niewidzialne, lecz jednocześnie mogła prowadzić do zniekształcenia samej idei Boga.

          Jeżeli bowiem Bóg jest bytem absolutnym, nieskończonym i przekraczającym ludzkie pojmowanie, wówczas wszelkie ludzkie sądy o Jego zamiarach muszą być niepełne. Człowiek ocenia świat z perspektywy krótkiego życia, własnego cierpienia, potrzeb i emocji, podczas gdy perspektywa absolutu — jeśli istnieje — mogłaby obejmować całość istnienia w sposób dla człowieka niedostępny.

          Dlatego refleksja nad Stwórcą wymaga intelektualnej pokory. Nie oznacza ona rezygnacji z myślenia czy zadawania pytań, lecz świadomość granic ludzkiego poznania. Im bardziej człowiek próbuje mówić o Bogu, tym wyraźniej dostrzega, że ostateczna istota rzeczy może pozostawać poza pełnym zasięgiem ludzkiego rozumu. 

sobota, 2 maja 2026

Między ideałem a rzeczywistością


          W refleksji nad światem i jego niedoskonałością człowiek od wieków kieruje wzrok ku Stwórcy, stawiając pytania o sens istnienia cierpienia, chaosu i niesprawiedliwości. Wydaje się bowiem, że skoro rzeczywistość została powołana do życia przez byt doskonały, sama powinna odzwierciedlać tę doskonałość. Tymczasem codzienność przeczy temu oczekiwaniu: wojny, konflikty międzyludzkie, katastrofy oraz nieprzewidywalność losu zdają się stanowić nieodłączny element ludzkiego doświadczenia. Wyobraźnia podsuwa obraz świata harmonijnego i pięknego, zgodnego z naturalnym porządkiem i estetyką Ziemi. Jednak rzeczywistość odbiega od tego ideału, co rodzi pytanie: jak należy to rozumieć?

          Kluczowe wydaje się rozróżnienie między faktem a ideą. To, co realne, nie zawsze pokrywa się z tym, co wyobrażone. Wyobraźnia, choć związana z nadzieją, nie stanowi fundamentu działania ani ostatecznego kryterium oceny rzeczywistości. Jest raczej etapem wtórnym — projekcją pragnień, które wykraczają poza aktualne doświadczenie. Człowiek, kierując się wyłącznie wyobrażeniem idealnego świata, może popaść w rozczarowanie, gdy skonfrontuje je z faktycznym stanem rzeczy.

          Odpowiedzi na pytanie o sens niedoskonałości można szukać w historii, która — jako zapis realnych wydarzeń — ukazuje nie tyle to, jak być powinno, lecz jak rzeczywiście jest i było. Analiza dziejów prowadzi do wniosku, że życie ludzkie od początku naznaczone jest próbą. Nie jest ono przestrzenią komfortu, lecz procesem kształtowania, w którym człowiek poddawany jest różnorodnym doświadczeniom. Perspektywa bezstresowego istnienia zostaje odsunięta w przyszłość, poza granice doczesności.

          Tradycja biblijna wielokrotnie ilustruje tę prawidłowość. Człowiek jawi się w niej jako istota nieustannie wystawiana na próbę — zarówno moralną, jak i duchową. Próba Abrahama na górze Moria, pokusy, którym ulegał Dawid, czy wybory Salomona ukazują złożoność ludzkiej natury oraz trudność zachowania wierności przyjętym wartościom. Nie każda próba kończy się zwycięstwem; przeciwnie, upadek jest częścią ludzkiego doświadczenia. Człowiek zmaga się z przeciwnościami w sposób ciągły — rozwiązanie jednego problemu często prowadzi do pojawienia się kolejnego.

          W tym kontekście narzekanie i krytyczna postawa wobec Stwórcy mogą być interpretowane jako wyraz niezgody na samą strukturę rzeczywistości. Sprzeciw wobec świata, który nie spełnia naszych oczekiwań, bywa jednak równoznaczny z odrzuceniem procesu, w którym człowiek dojrzewa. Dyskusja prowadzona z pozycji niezadowolenia może świadczyć o braku akceptacji dla ograniczeń ludzkiej kondycji.

          Zasadne staje się zatem pytanie, czy sprzeciw wobec tego porządku ma charakter konstruktywny. Czy nie przypomina on walki z wiatrakami — wysiłku skierowanego przeciw czemuś, co stanowi nieodłączny element rzeczywistości? Być może nadrzędna zasada, którą należy dostrzec, nie polega na eliminacji trudności, lecz na ich zrozumieniu i przyjęciu jako części drogi, która prowadzi człowieka ku pełniejszemu poznaniu samego siebie i sensu istnienia.

 

piątek, 24 kwietnia 2026

Imieniny – przeżytek


          Jak ktoś mówi, że wie, to najczęściej sam się oszukuje. W dzisiejszych czasach, w epoce globalnej względności, trudno o rzetelną prawdę. Prawda wydaje się wytworem umysłu — tyle prawd, ile umysłów. Prawda absolutna pozostaje poza zasięgiem człowieka. Można powiedzieć, że tylko nam się wydaje, iż jest tak, jak jest  — a to wcale nie musi być prawdą.

          Nauka, choć opiera się na doświadczeniu i logice, również narażona jest na błędy pomiarowe oraz interpretacje obciążone ludzkimi słabościami. Jak zapytał Piłat: „Cóż to jest prawda?”. W tym pytaniu zawarł swoją wątpliwość. Na zdobywane informacje nakładają się emocje, oczekiwania, a niekiedy także czysta fantazja.

          Mimo tej względności wszystkiego świat nadal funkcjonuje — i to jest zadziwiające. Trzeba jednak uświadomić sobie, że człowiek porusza się jakby w tunelu, w którym jego ruchy i działania są ograniczone. Ściany tego tunelu utrudniają nowe spojrzenia. Potrzeba szczególnego daru, by doznać iluminacji i przebić się przez istniejące bariery. Dla przeciętnego człowieka trafne wydaje się powiedzenie: „głową muru nie przebijesz”. Nie jest to jednak optymistyczna konkluzja. Nasuwa się więc pytanie — dlaczego tak jest?

          Sądzę, że wraz z rozwojem świata działają również siły przeciwne, które hamują zbyt dynamiczny postęp, zwłaszcza w nauce. Świat pędzi naprzód, zatracając po drodze to, co nazywamy tradycją. A przecież tradycja to dorobek naszych przodków, budowany przez tysiące lat. Dziś coraz częściej brakuje dla niej szacunku.

          Ostatnio zauważyłem, że coraz mniej osób celebruje imieniny. Nie jest to nic złego, ale to święto służyło kiedyś podtrzymywaniu kontaktów, rozmowom i zwykłemu cieszeniu się swoją obecnością. Była to okazja, by sprawić solenizantowi przyjemność, okazać sympatię czy miłość. Zamiast tego coraz częściej sięgamy po komórki — a one, paradoksalnie, mogą prowadzić do samotności.

czwartek, 23 kwietnia 2026

Symetria szeroko rozumiana


          Zrozumienie działania Wszechświata staje się łatwiejsze, gdy spojrzymy na niego przez pryzmat symetrii. W fizyce oznacza ona taką własność układu, która sprawia, że mimo pewnych zmian — jak obrót, przesunięcie czy odbicie — prawa rządzące tym układem pozostają niezmienne. To właśnie dzięki symetrii możemy pojąć podstawowe zasady zachowania, takie jak zachowanie energii czy pędu. Symetrie mogą być ciągłe, jak te związane z czasem, albo dyskretne, jak symetria parzystości.

          Jednak szczególnie interesujące jest to, co dzieje się wtedy, gdy symetria zostaje złamana. Nie oznacza to, że prawa fizyki przestają działać — przeciwnie, pozostają one niezmienne. Zmienia się natomiast stan układu, który przestaje być symetryczny. Zjawisko to nazywamy spontanicznym łamaniem symetrii.

          Najprościej wyobrazić to sobie jako kulkę leżącą na szczycie idealnie symetrycznej górki. Sama sytuacja jest doskonale zrównoważona — kulka może spaść w dowolnym kierunku. Jednak w chwili, gdy zacznie się poruszać, wybiera jeden konkretny kierunek. Symetria zostaje więc złamana nie przez prawa, lecz przez wynik.

          W fizyce takie złamanie ma ogromne znaczenie. Układ może przyjąć wiele równoważnych stanów i „wybrać” jeden z nich. Pojawiają się też nowe zjawiska — jak w przypadku mechanizmu Higgsa, który wyjaśnia, skąd cząstki biorą masę. Choć fundamentalne prawa pozostają symetryczne, obserwowane zachowanie świata nie musi już takie być. Przy łamaniu symetrii ciągłych pojawiają się również nowe wzbudzenia, zwane bozonami Goldstone’a.

          Równie istotne są złamania symetrii dyskretnych. Przykładem jest naruszenie symetrii parzystości, które pokazało, że natura rozróżnia „lewo” i „prawo”. Odkrycie to zmieniło nasze rozumienie oddziaływań słabych.

          Bez łamania symetrii Wszechświat byłby niezwykle prosty i jednorodny — pozbawiony struktur, takich jak atomy, gwiazdy czy galaktyki. To właśnie złamania symetrii odpowiadają za bogactwo i różnorodność świata. W prostych słowach: bez nich wszystko byłoby jednorodną „zupą energii”.

          Dzięki łamaniu symetrii pojawiają się nowe własności materii, nowe cząstki i nowe struktury. Umożliwia ono także przejścia fazowe — na przykład wtedy, gdy ciecz zamarza i tworzy uporządkowany kryształ, a symetria przestrzenna zostaje naruszona. Podobne procesy zachodziły we wczesnym Wszechświecie, gdy oddziaływania zaczęły się rozdzielać, a z energii wyłaniały się cząstki, atomy i w końcu całe kosmiczne struktury.

          Niektóre złamania symetrii, jak naruszenie symetrii CP, mogły sprawić, że powstało więcej materii niż antymaterii — a więc pośrednio umożliwiły nasze istnienie.

          Można więc powiedzieć, że łamanie symetrii jest jednym z kluczowych mechanizmów rozwoju Wszechświata. To dzięki niemu świat nie jest statyczny i jednolity, lecz dynamiczny, zróżnicowany i pełen form.

          Powyższy mechanizm można przenieść — w sensie analogii — na kolejny etap ewolucji, a mianowicie rozwój człowieka. Tym razem „symetrią” nie są prawa fizyki, lecz stan równowagi potencjalnych możliwości, w którym człowiek może podążyć w wielu różnych kierunkach życia. Na początku sytuacja ta wydaje się otwarta i „symetryczna” — istnieje wiele dróg, ról i wyborów, które wydają się równoważne.

          Z czasem jednak ta symetria zostaje złamana. Człowiek podejmuje decyzje, zdobywa doświadczenia, podlega wpływom środowiska i historii. Spośród wielu możliwych ścieżek wybiera jedną, a wraz z tym wyborem inne możliwości stopniowo zanikają. Tak jak kulka spadająca z idealnie symetrycznego wzniesienia, tak i człowiek kieruje się w konkretną stronę własnego życia.

          To „łamanie symetrii” w rozwoju człowieka prowadzi do powstawania indywidualności. Gdyby wszystkie możliwości pozostawały równorzędne i nigdy nie dochodziło do wyboru, rozwój byłby niemożliwy — istniałby jedynie stan zawieszenia, pozbawiony formy i tożsamości. Dopiero decyzje, przypadek, a czasem konieczność sprawiają, że z potencjału wyłania się konkretna osoba z własnym charakterem, przekonaniami i historią.

          Podobnie jak w fizyce, gdzie złamanie symetrii prowadzi do powstania struktur i nowych właściwości, tak w życiu człowieka prowadzi ono do powstania tożsamości i sensu. Każdy wybór jest więc nie tylko ograniczeniem, ale także aktem tworzenia — momentem, w którym z wielu możliwości powstaje jedna, rzeczywista droga.

          Dobro i zło można rozumieć jako dwa możliwe kierunki ludzkiego działania. Początkowo człowiek stoi wobec różnych możliwości, a jego sytuacja ma pewien pozór symetrii. Moment decyzji działa wtedy jak jej złamanie: z wielu opcji zostaje wybrana jedna, która zaczyna kształtować dalszy rozwój.

          Trzeba jednak podkreślić, że jest to jedynie analogia. W przyrodzie możliwe stany są równoważne, natomiast w etyce wybory mają wymiar wartościujący — dobro i zło nie są sobie obojętne. Mimo to podobieństwo pozostaje istotne: każdy wybór moralny zawęża przyszłe możliwości, powtarzane decyzje tworzą trwałe struktury — charakter, nawyki i tożsamość — a raz obrany kierunek trudno całkowicie odwrócić.

          Z powyższych rozważań wynika, że łamanie symetrii można rozumieć szerzej  jako ogólny mechanizm wyłaniania się form i różnorodności. Nie jest ono przypadkowym zaburzeniem porządku, lecz warunkiem jego powstania. Ostatecznie to właśnie dzięki niemu z możliwości rodzi się rzeczywistość — zarówno w skali kosmicznej, jak i w życiu pojedynczego człowieka.

wtorek, 21 kwietnia 2026

I byłoby tak pięknie


          Gdyby Mieszko ożył i dotknął przewodu elektrycznego, doznałby porażenia i zapewne uznałby to za działanie nieziemskiej siły. Wiele osób, opalając się na plaży, nie zdaje sobie sprawy, że promieniowanie UVA i UVB uszkadza DNA, przyspiesza starzenie skóry i zwiększa ryzyko czerniaka. Niewidzialne fale elektromagnetyczne pozwalają nam odbierać sygnały radiowe, a niewidzialne siły magnetyczne poruszają igłę kompasu. Mikroby i wirusy, choć niewidoczne, potrafią niszczyć żywe organizmy. Czad jest bezwonny i niewidoczny, a śmiertelnie niebezpieczny.

          Powietrze, ciepło czy wiatr również nie są widoczne, choć ich działanie odczuwamy. Podobnie bywa z uczuciami — można zakochać się w kimś, kto nie odpowiada naszym schematom. Świat widzialny przenika się z niewidzialnym, a często dopiero skutki pozwalają nam dostrzec jego działanie.

          W miarę postępu, którego jesteśmy świadkami, fruwanie ciężkich maszyn, nadprzewodnictwo, energia atomowa zmusza ludzi do akceptacji świata taki jaki jest. Zresztą zwykły człowiek nie ma czasu, aby się nad wszystkim zastanawiać, Włącza telewizor i widzi drugą półkulę ziemi, a ostatnio i drugą stronę księżyca.

            Rozwój nauki i technologii — loty samolotów, energia atomowa czy komunikacja na odległość — zmusza nas do zaakceptowania tej rzeczywistości.

            Można śmiało powiedzieć, że świat udostępnił nam swoją bajkową stronę. Niektórym podpowiada, że istnieje Niewidzialny, ale działający Stwórca i Projektant tego wszystkiego.

          I byłoby tak pięknie gdyby niektórzy nie chcieli więcej. Mam na myśli przywódców państwowych, którzy wszczynają wojny, aby zająć cudzą ziemię i wypracowane dobra.