Często zastanawiają się wierni, kim jest Bóg. Nie jest On widoczny ani komunikatywny na sposób ludzki. Wiara w Niego pochodzi najczęściej z przekazu starszego pokolenia, katechezy i kultu. Większość uznaje Jego istnienie, lecz traktuje Go jako odległy, nieosiągalny fenomen. Niewielu praktykuje kult z prawdziwą żarliwością. Można odnieść wrażenie, że w relacji do Boga dominuje pewna bojaźń: najlepiej, aby był — ale nie ingerował zbyt wyraźnie w codzienność. Wieczność natomiast dla ludzi młodych wydaje się tematem tak odległym, że nie warto zaprzątać nim sobie myśli.
A jednak wśród wiernych są i tacy, którzy pragną wiedzieć więcej, którzy chcieliby, aby ich wiara była nie tylko przejęta, lecz także rozumna. Do nich kieruję ten esej — do tych, którzy szukają nie tyle dowodu, ile głębszego zrozumienia.
To, że istnieje Przyczyna sprawcza — Stwórca — wydaje się wiedzą intuicyjną. Człowiek, obserwując porządek świata, jego złożoność i celowość, spontanicznie pyta o źródło. Jednak samo stwierdzenie, że „Bóg jest”, stanowi zaledwie zaczątek poznania, jego epistemologiczne minimum. Jeśli chcemy pójść dalej, musimy zapytać: co właściwie znaczy, że On istnieje?
Możemy powiedzieć tyle: Bóg istnieje, ponieważ widoczne są skutki Jego działania. Skoro istnieje świat, który nie jest sam z siebie konieczny, musi istnieć jego racja. Oznacza to, że Bóg jest Istotą działającą. Nie posiada ciała, dlatego ludzkość przypisała Mu naturę duchową. Łącząc te dwa elementy, dochodzimy do pojęcia Istoty duchowej dynamicznej — nie biernej idei, lecz źródła sprawczości.
Duch nie jest dostępny zmysłom i nie może być bezpośrednim przedmiotem badań empirycznych. Pozostaje więc przestrzeń wiary — doświadczenia wewnętrznego, osobistego. Nie oznacza to jednak irracjonalności. Oznacza raczej przekroczenie granic poznania czysto zmysłowego.
Pismo Święte, mimo historycznych uwarunkowań i ludzkiego języka, przekazuje intuicję natury Boga. Słowa: „Jestem, który Jestem” (Wj 3,14) wyrażają myśl o istnieniu absolutnym, niezależnym, niepochodnym. Bóg nie tylko istnieje — On jest samym istnieniem. Ma zdolność działania, bo stworzył świat i stale podtrzymuje go w istnieniu. Jego moc nie jest mechaniczną energią, lecz wypływa z woli. Energia sama w sobie jest elementem stworzenia; błędem byłoby utożsamiać Boga z energią. Jest ona narzędziem działania, nie jego źródłem.
Nowy Testament mówi o Bogu jako o światłości. Nie chodzi tu o światło w sensie fizycznym, lecz o metaforę czystości, prawdy i pełni bytu. To język symbolu, który próbuje uchwycić to, co przekracza dosłowność.
Jeżeli przymioty Boga są niedostępne zmysłom, można powiedzieć, że Bóg jest Ideą istniejącą (Akt działając). Taki kierunek myślenia zaproponował Platon, mówiąc o świecie idei jako o rzeczywistości bardziej realnej niż świat materialny. W odniesieniu do Boga platońska idea nabiera jednak wymiaru absolutnego — nie jest tylko wzorcem rzeczy, lecz żywą, realnie istniejącą Pełnią Bytu. Idea ta nie jest abstrakcją w umyśle człowieka, lecz fundamentem wszelkiego istnienia.
Odwracając głowę od księżyca, można powiedzieć, że go nie ma, bo go nie widać. A jednak jego istnienie nie przestaje być faktem. Podobnie z Bogiem: brak percepcji nie jest dowodem nieistnienia, lecz ograniczeniem naszego sposobu poznania.
Bóg, który istnieje i działa, nie narzuca się człowiekowi. Tymczasem człowiek — jak przekazuje Księga Rodzaju — został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Informacja ta sugeruje istnienie wspólnej płaszczyzny porozumienia. Natura duchowa objawia się w sercu i sumieniu. To tam dokonuje się spotkanie.
Aby skorzystać z tej drogi, trzeba Boga przywołać w swoim umyśle. Sam akt myślenia o Nim nie stwarza Go, lecz otwiera przestrzeń Jego obecności w świadomości człowieka. W tradycji hebrajskiej imię nie jest jedynie etykietą — jest wyrazem istoty. Wypowiedzenie imienia oznacza wejście w relację. Myślenie, modlitwa, kontemplacja — są więc nie tylko aktywnością psychiczną, lecz ruchem ku Absolutowi.
Człowiek posiada zdolność abstrakcyjnego myślenia, a więc może kierować swoją świadomość ku Temu, który przekracza świat materialny. Współczesna fizyka mówi, że akt obserwacji wpływa na sposób ujawniania się zjawisk na poziomie kwantowym. Nie oznacza to, że świadomość tworzy rzeczywistość z niczego, ale że uczestniczy w jej odsłanianiu. W analogicznym sensie można powiedzieć: myślenie o Bogu nie tworzy Boga, lecz odsłania Jego realność w przestrzeni ludzkiego doświadczenia.
Myśl staje się więc drogą. Nie zastępuje wiary, lecz ją pogłębia. Nie jest konkurencją dla mistyki, lecz jej sprzymierzeńcem. Gdy człowiek świadomie kieruje rozum ku Absolutowi, jego wiara przestaje być jedynie dziedzictwem, a staje się osobistym aktem poznania.
I być może właśnie tu zaczyna się prawdziwa droga do Boga — nie w lęku, lecz w odwadze myślenia.
Przypisanie Bogu znaczenia pojęcia jest o tyle uprawnione, że pozwala spiąć rozproszone wątki refleksji — teologiczne, filozoficzne i metafizyczne — w jedną zasadniczą prawdę: że On jest. Wszystkie dyscypliny, niezależnie od języka i metod, krążą wokół tego samego centrum. Teologia mówi o Objawieniu, filozofia o Bycie koniecznym, metafizyka o Pierwszej Przyczynie, mistyka o Obecności. Różne są drogi, lecz intuicja pozostaje wspólna — istnienie Boga nie jest jednym z wielu faktów, lecz fundamentem wszelkiej faktyczności.
Nazwanie Boga „pojęciem” nie oznacza zredukowania Go do konstrukcji intelektu. Przeciwnie — wskazuje, że ludzki rozum, próbując ogarnąć Nieskończonego, tworzy narzędzie, dzięki któremu może o Nim mówić i myśleć. Pojęcie staje się pomostem między ograniczonym umysłem a rzeczywistością przekraczającą wszelkie granice. Nie wyczerpuje ono Boga, ale chroni przed chaosem myślowym i przed sprowadzeniem Absolutu do czystego uczucia czy subiektywnego przeżycia.
W tym sensie stwierdzenie „On jest” stanowi punkt wspólny całej refleksji religijnej i filozoficznej. Reszta pozostaje tajemnicą — nie w znaczeniu braku sensu, lecz w znaczeniu nieskończonej głębi. Tajemnica nie jest zaprzeczeniem poznania, lecz jego horyzontem. Im bardziej człowiek zbliża się do Absolutu poprzez myśl, tym wyraźniej dostrzega, że każde sformułowanie jest jedynie przybliżeniem.
Dlatego droga rozumu nie kończy się definicją, lecz milczeniem pełnym świadomości. Myśl prowadzi do progu, za którym zaczyna się kontemplacja. I może właśnie w tej jedności — gdzie rozum uznaje własne granice, a wiara nie boi się pytań — człowiek najpełniej doświadcza prawdy, że Bóg jest, a Jego istota pozostaje niewyczerpaną Tajemnicą.