Ciekawa jest hipoteza, która skłania do postawienia pytania: czym właściwie jest otaczająca nas rzeczywistość? Czy istnieje ona realnie, czy też jest swego rodzaju symulacją „komputerową”? Pytanie to na pierwszy rzut oka może wydawać się bezsensowne, jednak wbrew pozorom nie jest pozbawione podstaw. Nie znamy bowiem na nie jednoznacznej odpowiedzi. Rozwój nowych technologii pozwala nam coraz głębiej poznawać strukturę przestrzeni i materii, co może przybliżać nas do zrozumienia istoty wszechrzeczy.
Według Grzegorza Hoppego, doktora ekonomii w wieku około 68 lat, świat jest „symulacją”. To stwierdzenie, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się jedynie filozoficzną prowokacją, otwiera drzwi do jednej z najgłębszych tajemnic istnienia. Czym jest rzeczywistość? Czy świat, który widzimy, dotykamy i poznajemy za pomocą zmysłów, jest rzeczywiście tym, czym się wydaje? A może to, co nazywamy światem fizycznym, stanowi jedynie przejaw czegoś znacznie głębszego – fundamentalnego „pola świadomości”, z którego wyłania się cała rzeczywistość?
Już Artur Schopenhauer (1788–1860), niemiecki filozof urodzony w Gdańsku, twierdził, że świat jest naszym wyobrażeniem. Według niego to, jak postrzegamy rzeczywistość, zależy od sposobu, w jaki jest ona przedstawiana w naszym umyśle. Podobne zagadnienia podejmowali również inni filozofowie, zastanawiając się nad relacją między rzeczywistością a jej poznawanym przez nas obrazem.
Rozwój komputerów, wzrost ich mocy obliczeniowej oraz coraz większe możliwości graficzne pozwalają tworzyć symulacje, które mogą być niezwykle trudne do odróżnienia od rzeczywistości. Skoro potrafimy tworzyć tak zaawansowane wirtualne światy, pojawia się pytanie, czy również nasz świat nie mógłby być symulacją stworzoną przez bardziej zaawansowaną inteligencję.
Wiara w istnienie Stwórcy nie dla wszystkich jest przekonująca. Nauka wskazuje jednak na matematyczną strukturę wielu praw przyrody. Niektórzy interpretują ten fakt jako przesłankę, że rzeczywistość ma charakter informacyjny, a jej podstawę można opisywać za pomocą swoistego „kodu”. Takie podejście skłania do rozważań nad możliwością symulowania rzeczywistości.
Grzegorz Hoppe proponuje spojrzenie, w którym Stwórca jest świadomością, a człowiek – ze względu na swoje podobieństwo do Stwórcy – uczestniczy w tej samej świadomości. Taka jedność ontologiczna może stanowić próbę pogodzenia stanowisk osób wierzących i ateistów. Prowadzi jednak do kolejnego pytania: czy wszystko jest z góry określone? Czy życie przypomina odtwarzanie wcześniej nagranego filmu, którego przebiegu nie możemy zmienić?
Powyższe podejście może sugerować, że Stwórca nie istnieje albo nie jest potrzebny do wyjaśnienia rzeczywistości. Nie jest to jednak wniosek konieczny. Zdolność człowieka do twórczego działania nie wyklucza istnienia Stwórcy. Być może Stwórca i człowiek współtworzą spójną przyczynę zaistnienia świata, łączącą ich wspólną naturą – świadomością.
Gdyby człowiek nie miał żadnego związku ze Stwórcą, mógłby czuć się samotny, niczym gracz pozostawiony samemu sobie we własnej grze. Koncepcja wspólnej świadomości pozwala natomiast postrzegać człowieka nie jako odizolowaną jednostkę, lecz jako uczestnika czegoś większego.
Niektórzy są przekonani, że intensywne pragnienie może przyczynić się do urzeczywistnienia tego, czego pragniemy. Takie przekonanie można interpretować jako sprzeczne ze ścisłym determinizmem, według którego przyszłość jest całkowicie wyznaczona przez wcześniejsze przyczyny. Jeżeli nasze decyzje i pragnienia wpływają na bieg wydarzeń, można przyjąć, że świat nie jest jedynie niezmiennym zapisem, lecz rzeczywistością, której kształt współtworzy również człowiek.
Podobną nadzieję można odnaleźć w słowach Biblii: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7,7; por. Łk 11,9). Cytat ten nie stanowi naukowego dowodu na możliwość zmieniania rzeczywistości przez samą świadomość, może jednak wyrażać przekonanie, że ludzkie dążenia i działania mają znaczenie.
Słabą stroną hipotezy o symulacji jest pytanie o zasoby niezbędne do jej przeprowadzenia. Czy wymagałaby ona ogromnej pamięci komputerowej, zdolnej przechowywać informacje o każdym, nawet najmniejszym elemencie rzeczywistości? A może symulacja nie musiałaby zapisywać wszystkiego z osobna, lecz mogłaby generować obserwowane zjawiska na podstawie określonych reguł? Nie wiemy, czy takie rozważania można odnieść do naszego świata, ponieważ nie znamy mechanizmu, który miałby odpowiadać za ewentualną symulację.
Sam wprowadziłem do mojego filozoteizmu pojęcie «Stanu Prawdy», które ma znaczenie zbliżone do niektórych rozważań o fundamentalnej naturze rzeczywistości. Należy jednak odróżnić rzeczywistość realną od symulacji, która jest jej modelem lub odwzorowaniem. Symulacja wymaga odpowiednich środków technicznych, a jej stworzenie i podtrzymywanie wiąże się z określonymi ograniczeniami.
Jeżeli nasz świat rzeczywiście byłby symulacją komputerową, należałoby zapytać o naturę urządzenia, które ją przeprowadza. Czy musiałoby ono być wielokrotnie większe i potężniejsze od symulowanego świata? A może takie porównanie nie ma sensu, ponieważ nie znamy ani zasad działania hipotetycznego symulatora, ani natury rzeczywistości, w której miałby się znajdować?
Ostatecznie pytanie, czy świat jest symulacją, pozostaje otwarte. Być może rzeczywistość ma u podstaw strukturę informacyjną, być może jej istotą jest świadomość, a być może istnieje w sposób, którego nasze obecne pojęcia nie potrafią jeszcze opisać. Najważniejsze jest to, by nie utożsamiać hipotezy z dowodem i zachować otwartość na różne sposoby rozumienia istnienia. Poszukiwanie odpowiedzi na te pytania może bowiem prowadzić nie tylko do lepszego poznania świata, lecz także do głębszego zrozumienia miejsca człowieka w rzeczywistości.