Można dostrzec, że sposób, w jaki człowiek postrzega Boga oraz interpretuje Jego działanie, kształtował się przez wieki pod wpływem wydarzeń historycznych, tradycji oraz przemian kulturowych. Dzisiejsze rozumienie relacji między Bogiem a człowiekiem nie powstało nagle – jest ono owocem długiego procesu, który swoje korzenie ma w najdawniejszych wierzeniach, tekstach religijnych i doświadczeniach kolejnych pokoleń. Od surowego obrazu Boga obecnego w księgach takich jak Księga Rodzaju czy Księga Hioba, przez ewangeliczne przesłanie miłości i miłosierdzia zawarte w Nowy Testament, aż po refleksję filozoficzną epoki oświecenia – wizja Boga podlegała reinterpretacjom, choć sama idea Jego niezmienności pozostawała fundamentem wiary.
Z jednej strony może to budzić zdziwienie: skoro Bóg jest niezmienny w swojej naturze, jak pogodzić tę niezmienność z wrażeniem, że zmienia się Jego stosunek do człowieka? Czy to Bóg się zmienia, czy raczej człowiek dojrzewa w swoim rozumieniu Jego obecności? Z drugiej strony Stwórca – zgodnie z tradycją judeochrześcijańską – zachowuje pierwotną koncepcję wolnej woli człowieka. To właśnie wolność wyboru stanowi przestrzeń, w której rozgrywa się dramat ludzkiej historii. Bóg pozwala człowiekowi doświadczać konsekwencji własnych decyzji.
Trudno jest w pełni pogodzić te dwa spojrzenia: obraz Boga wszechmocnego i aktywnie ingerującego w dzieje świata z wizją Boga, który pozostawia człowiekowi szeroką przestrzeń samostanowienia. Nie wszystko jesteśmy w stanie zrozumieć z Bożych tajemnic. Być może jednak współczesny człowiek, który osiągnął wysoki poziom rozwoju intelektualnego i naukowego, postrzega swoją relację z Bogiem inaczej niż dawniej. Coraz częściej akcentuje się odpowiedzialność jednostki, jej dojrzałość i moralną autonomię.
Można odnieść wrażenie, że Bóg – nie rezygnując z miłosierdzia i opatrzności – pozwala człowiekowi działać samodzielnie, nie narzucając swojej woli w sposób bezpośredni. Ten swoisty deizm, w którym Stwórca pozostaje obecny, lecz nie ingeruje nieustannie w bieg wydarzeń, staje się coraz bardziej widoczny w myśleniu współczesnym. Być może jest to znak czasu: próba pogodzenia wiary w transcendencję Boga z doświadczeniem świata, który rządzi się prawami natury i rozumu.
Jednym z dowodów takiego sposobu myślenia jest popularna koncepcja tzw. efektu motyla, wywodząca się z teorii chaosu. Zakłada ona, że nawet najmniejsza zmiana w warunkach początkowych może w dalszej perspektywie wywołać ogromne i nieprzewidywalne konsekwencje. Symboliczne „machnięcie skrzydeł motyla” może więc stać się początkiem złożonego łańcucha zdarzeń, wpływających na kształt całej rzeczywistości.
W perspektywie rozważań o relacji Boga i człowieka efekt motyla można odczytać jako metaforę ludzkiej wolności. Każda, nawet pozornie nieistotna decyzja jednostki ma znaczenie i realnie oddziałuje na świat. Jeśli Bóg obdarzył człowieka wolną wolą, to jednocześnie nadał sens jego wyborom – to one współtworzą historię. W takim ujęciu Opatrzność nie musi oznaczać ciągłej ingerencji, lecz raczej ustanowienie praw i zasad, w obrębie których człowiek działa samodzielnie, ponosząc konsekwencje własnych czynów.
Osoby znające historię ludzkich poczynań dobrze wiedzą, do czego zdolny jest człowiek. Z jednej strony jawi się on jako inteligentny budowniczy świata – twórca cywilizacji, nauki i sztuki – z drugiej zaś jako istota zdolna do niewyobrażalnego okrucieństwa, niszcząca wszystko, co uzna za niewygodne lub zagrażające jej interesom. Historia dostarcza aż nadto przykładów, jak łatwo ludzie wszczynają wojny, odbierają innym życie, wykorzystują słabszych i bezbronnych.
Wystarczy wspomnieć tragedie takie jak II wojna światowa czy systemowe ludobójstwo dokonane w czasie Holokaust, aby uświadomić sobie skalę zła, do jakiego zdolny jest człowiek. Okrucieństwo nie zawsze jednak przybiera postać wielkich konfliktów – często dokonuje się w ciszy codzienności: w przemocy domowej, w wyzysku, w pogardzie wobec biednych i wykluczonych. Szczególnie bolesnym przejawem tej ciemnej strony natury ludzkiej jest znęcanie się nad kobietami oraz osobami słabszymi, które nie mają możliwości obrony.
Te fakty każą zadać pytanie o granice ludzkiej wolności. Skoro człowiek został obdarzony zdolnością wyboru, to ponosi również odpowiedzialność za konsekwencje swoich czynów. Wolność nie jest bowiem jedynie przywilejem – jest przede wszystkim zadaniem. To od człowieka zależy, czy wykorzysta swój rozum i możliwości do budowania dobra, czy też pozwoli, by zwyciężyły egoizm i przemoc.
Nie można obciążać Boga odpowiedzialnością za obecny stan rzeczy. Rzeczywistość, w której żyjemy, jest w ogromnej mierze wytworem ludzkich decyzji, wyborów i zaniedbań. To człowiek kształtuje świat poprzez swoje czyny – zarówno te budujące, jak i te destrukcyjne. Jeśli więc doświadczamy chaosu, niesprawiedliwości czy przemocy, są one przede wszystkim konsekwencją ludzkiej wolności użytej w niewłaściwy sposób.
Możemy jedynie próbować powrócić do pierwotnej doskonałości – do ideału harmonii między człowiekiem a Stwórcą, między rozumem a sumieniem, między wolnością a odpowiedzialnością. W tradycji biblijnej symbolem tej utraconej jedności jest raj opisany w Księga Rodzaju – przestrzeń ładu, w której człowiek żył w bliskości z Bogiem i w zgodzie ze światem. Powrót do tej doskonałości nie oznacza cofnięcia historii, lecz wewnętrzną przemianę: odnowienie moralne, odbudowę wrażliwości i ponowne odkrycie wartości dobra.
Bogu zaś należy oddać należną cześć – nie jako ucieczkę od odpowiedzialności, lecz jako akt pokory wobec Tajemnicy większej niż ludzki rozum. Uznanie Jego transcendencji nie zwalnia człowieka z działania, lecz przeciwnie – zobowiązuje go do większej czujności sumienia. Tylko wówczas wolność, którą zostaliśmy obdarzeni, może stać się narzędziem odbudowy świata, a nie jego zniszczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz