Pisząc o megalitach, celowo ograniczyłem zakres przywoływanej wiedzy. Nie chciałem narzucać czytelnikom współczesnego obrazu wiedzy na ten temat, który — jak się okazuje — może być niewystarczający, a przez to prowadzić do uproszczeń, a nawet do mylących interpretacji. Nie oznacza to oczywiście odrzucenia dotychczasowego dorobku nauki, lecz próbę wyjścia poza jego obecne ramy interpretacyjne.
Do wyjaśnienia fenomenu megalitów potrzebne jest, moim zdaniem, podejście fenomenologiczne: takie, które pozwala na pewien czas zawiesić przyjęte założenia i spojrzeć na badany przedmiot bez narzucania mu z góry określonego znaczenia. Chodzi o stworzenie nowej płaszczyzny poznania — przestrzeni, w której możliwe stanie się dostrzeżenie zależności wcześniej pomijanych lub uznawanych za niemożliwe.
Właśnie w taki sposób niejednokrotnie rodziły się przełomowe odkrycia naukowe. Nowe idee (teoria względności, nauka kwantowa i inne) pojawiały się wtedy, gdy badacze odważyli się zakwestionować obowiązujące schematy i spojrzeć na znane zjawiska z innej perspektywy. Nie chodziło przy tym o bezkrytyczne odrzucenie dotychczasowej wiedzy, lecz o przekroczenie jej ograniczeń.
Teza, że megality mogły pełnić funkcję swoistych kondensatorów energii, została zakwestionowana przez współczesną naukę i nie znajduje obecnie wystarczającego potwierdzenia w obowiązującym modelu wyjaśniającym. Nie oznacza to jednak, że sama hipoteza musi zostać raz na zawsze odrzucona. Można powrócić do tej idei, ale już na nowych warunkach poznawczych — nie jako do gotowego twierdzenia, lecz jako do hipotezy wymagającej ponownego rozpoznania.
Powrót ten powinien odbywać się bez przesądzania z góry, czym megality były i czemu służyły. Należałoby ponownie przyjrzeć się ich konstrukcji, lokalizacji, orientacji przestrzennej, materiałom, relacji z otoczeniem oraz możliwym oddziaływaniom fizycznym. Dopiero takie szerokie spojrzenie mogłoby stworzyć podstawę do postawienia nowych pytań i sprawdzenia, czy za pozornie odległymi od siebie cechami tych obiektów kryje się jakaś wspólna zasada.
Nie chodzi więc o zastąpienie jednej dogmatycznej odpowiedzi inną, lecz o otwarcie pola dla nowych hipotez. Być może właśnie na takiej nowej płaszczyźnie poznawczej możliwe będzie ponowne odczytanie fenomenu megalitów i dostrzeżenie w nich aspektów, których dotychczasowe metody badawcze nie potrafiły właściwie uchwycić.
Wielkim prekursorem idei poszukiwania nowych sposobów pozyskiwania, gromadzenia i przesyłania energii był Nikola Tesla. Jego badania wykraczały daleko poza praktyczne zastosowania ówczesnej elektrotechniki. Tesla interesował się nie tylko samą energią elektryczną, lecz także jej drganiami, częstotliwością, rezonansem oraz możliwością bezprzewodowego przesyłania energii na odległość. W jego koncepcjach szczególne miejsce zajmowało przekonanie, że natura może być postrzegana jako wielki układ wzajemnie powiązanych zjawisk energetycznych.
W pewnym momencie jego prace nad niektórymi najbardziej ambitnymi koncepcjami straciły jednak dotychczasowy rozmach. Przyczyn było zapewne wiele: zarówno trudności techniczne i finansowe, jak i ograniczony dostęp do środków potrzebnych do prowadzenia eksperymentów na większą skalę. Nie bez znaczenia była również konkurencja gospodarcza i zainteresowanie jego pracami ze strony innych ośrodków naukowych oraz przemysłowych. W przypadku późniejszej działalności Tesli wiele informacji pozostaje niepełnych, a część jego zamierzeń znamy jedynie z jego własnych wypowiedzi, notatek i relacji współczesnych.
Można odnieść wrażenie, że w późniejszym okresie Tesla działał coraz bardziej na uboczu głównego nurtu nauki i przemysłu. Nie oznacza to jednak, że wszystkie jego prace były celowo ukrywane przez innych. Tak daleko idącego wniosku nie można bezpośrednio wyprowadzić z dostępnych świadectw. Niewątpliwie jednak atmosfera wokół jego badań była złożona: jego idee wzbudzały zainteresowanie, a niektóre z nich były trudne do zweryfikowania przy ówczesnym stanie techniki.
To właśnie ten aspekt działalności Tesli wydaje się szczególnie interesujący w kontekście megalitów. Nie chodzi o przypisywanie mu wiedzy o starożytnych budowlach, której nie posiadał, lecz o dostrzeżenie pewnej analogii w sposobie stawiania pytań. Tesla próbował bowiem patrzeć na energię nie tylko przez pryzmat istniejących urządzeń, ale również przez pryzmat właściwości samej natury: rezonansu, częstotliwości, drgań i wzajemnego oddziaływania układów.
Jeżeli więc powracamy dzisiaj do hipotezy, że megality mogły mieć związek z określonymi zjawiskami energetycznymi, nie powinniśmy zaczynać od założenia, że znamy już odpowiedź. Należałoby raczej postawić pytanie podobne do tego, które stawiał Tesla: czy sama konstrukcja, geometria, materiał i usytuowanie danego obiektu mogły powodować lub wzmacniać określone zjawiska fizyczne?
W takim ujęciu megalit nie byłby po prostu „kamieniem” ani nawet wyłącznie pomnikiem czy miejscem kultu. Stałby się obiektem wymagającym wieloaspektowego badania — jako konstrukcja fizyczna, element krajobrazu, układ przestrzenny i potencjalny rezonator. Hipoteza o jego funkcji jako swoistego „kondensatora energii” wymagałaby wówczas przełożenia na język konkretnych, mierzalnych zjawisk fizycznych.
Być może właśnie tutaj kryje się właściwy kierunek dalszych poszukiwań: nie w prostym powrocie do dawnych hipotez, lecz w ponownym ich sformułowaniu przy użyciu współczesnej wiedzy i współczesnych metod pomiarowych. Tesla może być dla nas inspiracją nie dlatego, że dostarczył gotowego wyjaśnienia fenomenu megalitów, lecz dlatego, że pokazał, jak daleko może zaprowadzić odwaga w stawianiu pytań wykraczających poza obowiązujący sposób myślenia.
Hipoteza „megalitów jako urządzeń energetycznych” nie ma jednego autora ani jednej tradycji badawczej.
1. John A. Burke i Kaj Halberg
W książce Seed of Knowledge, Stone of Plenty: Understanding the Lost Technology of the Ancient Megalith-Builders (2005) John A. Burke i Kaj Halberg przedstawili hipotezę, według której starożytne kopce, świątynie i megality mogły wykorzystywać naturalną energię elektromagnetyczną Ziemi. Można tu znaleźć bezpośredni poprzednik idei megalitu jako elementu układu energetycznego, a nie tylko jako obiektu kultowego czy astronomicznego.
2. Christopher Dunn rozwinął koncepcję Wielkiej Piramidy jako urządzenia wykorzystującego rezonans, drgania i zjawiska piezoelektryczne. W jego interpretacji konstrukcja piramidy miała przekształcać naturalne drgania w energię elektryczną. Dunn wprost łączy swoją interpretację piramidy z pracami Tesli. W jego najnowszej książce Giza: The Tesla Connection przedstawiona jest teza o wspólnej zasadzie technologicznej łączącej konstruktorów piramidy z Teslą.
Dunn mówi przede wszystkim o piramidzie, a nie o europejskich megalitach w ścisłym znaczeniu. Jego koncepcję można więc potraktować jako analogię i źródło inspiracji, a nie jako dowód na funkcję energetyczną Stonehenge czy innych megalitów.
3. Alexander Thom nie twierdził, że megality były „kondensatorami energii”. Thom, profesor inżynierii z Oksfordu, przez dziesięciolecia wykonywał bardzo dokładne pomiary brytyjskich konstrukcji megalitycznych. Twierdził, że ich geometria oraz orientacja wskazują na zaawansowaną wiedzę matematyczną i astronomiczną. Publikował m.in. Megalithic Sites in Britain (1967) i Megalithic Lunar Observatories (1971). Jego poglądy spotkały się jednak z poważną krytyką metodologiczną. Późniejsi badacze, m.in. Aubrey Burl i Clive Ruggles, kwestionowali część jego wniosków.
4. Aubrey Burl i Clive Ruggles reprezentują bardziej sceptyczne podejście. Burl zajmował się przede wszystkim archeologią kamiennych kręgów i ich możliwymi funkcjami rytualnymi. Krytycznie odnosił się do zbyt daleko idących interpretacji astronomicznych. Ruggles z kolei rozwijał metodologię archeoastronomii, zwracając uwagę na konieczność statystycznego sprawdzania, czy obserwowane ustawienia rzeczywiście są wynikiem celowego działania człowieka. Ich prace są dla Pańskiego argumentu bardzo cenne właśnie dlatego, że pokazują drugą stronę problemu: jeżeli chcemy wrócić do hipotezy energetycznej, trzeba ją sformułować tak, aby można było ją eksperymentalnie sprawdzić.
5. Wątek piezoelektryczności. Niektóre skały zawierają kwarc, a kwarc wykazuje właściwości piezoelektryczne. Oznacza to, że pod wpływem odpowiednich naprężeń mechanicznych może powstawać ładunek elektryczny. Zjawisko jest dobrze znane fizyce — problemem pozostaje natomiast wykazanie, że dawni budowniczowie świadomie wykorzystywali je w konstrukcjach megalitycznych.
Nauwa się pytanie. Czy niektóre konstrukcje megalityczne mogły stanowić naturalne układy rezonansowe, wykorzystujące właściwości materiałów skalnych, naprężenia mechaniczne, drgania sejsmiczne, pole elektromagnetyczne Ziemi oraz zjawiska piezoelektryczne? To pytanie, można przełożyć na konkretne badania fizyczne.
Mam nadzieję, że znajdą się ośrodki badawcze, naukowcy oraz niezależni entuzjaści tego zagadnienia, którzy podejmą na nowo badania nad przedstawionymi tu hipotezami. Temat jest niezwykle intrygujący i, moim zdaniem, zasługuje na ponowne, interdyscyplinarne rozpoznanie.
Być może współczesne metody pomiarowe, których dawniej nie posiadano, pozwolą dziś zweryfikować pytania, na które wcześniejsze pokolenia badaczy nie mogły znaleźć odpowiedzi. Nie chodzi o to, aby z góry potwierdzać dawne hipotezy, lecz aby ponownie je postawić, poddać doświadczeniu i sprawdzić, czy kryje się w nich choć część prawdy.
Być może właśnie takie podejście pozwoli spojrzeć na megality z zupełnie nowej perspektywy — nie tylko jako na świadectwo wierzeń i kultury dawnych społeczności, lecz również jako na niezwykłe konstrukcje, których funkcji wciąż nie potrafimy w pełni wyjaśnić.
Mam nadzieję, że znajdą się ludzie gotowi podjąć to wyzwanie. Czasem bowiem najbardziej interesujące pytania naukowe zaczynają się właśnie tam, gdzie kończą się dotychczasowe, pozornie oczywiste odpowiedzi.