Pomimo ponad czterdziestu lat poszukiwania prawdy wciąż jestem w drodze. Kiedy patrzę wstecz, widzę nie tylko lata pracy, ale także konkretne momenty — rozmowy, które zmieniały mój sposób myślenia, książki burzące mój wewnętrzny spokój i wydarzenia zmuszające mnie do stawiania pytań, od których wcześniej uciekałem. Często powtarzam, że wiem już tyle, iż mógłbym ze spokojem stanąć u progu Domu Pana — ale równie często mam świadomość, jak wiele pozostaje przede mną zakryte.
Miniony czas był dla mnie okresem intensywnego dojrzewania. Bywały chwile pewności, lecz także takie, w których wszystko zdawało się chwiać. Niejednokrotnie musiałem zdobywać się na rewizję własnych przekonań — nie dlatego, że były słabe, ale dlatego, że życie i doświadczenie domagały się głębszego zrozumienia. Nie zawsze było to łatwe; czasem wiązało się z wewnętrznym oporem, a nawet bólem. Człowiek przywiązuje się przecież nie tylko do poglądów, ale również do poczucia bezpieczeństwa, jakie mu dają. Tym trudniej przyznać, że pewne odpowiedzi wymagają ponownego przemyślenia.
Moje książki są śladem tej drogi. Każda z nich powstawała w określonym czasie i stanie ducha — są zapisem tego, kim wtedy byłem oraz jak rozumiałem świat i wiarę. Dziś dostrzegam w nich zarówno ciągłość, jak i zmianę. Główny korzeń mojej wiary pozostał niezmienny, lecz jego rozumienie dojrzewało — jak drzewo, które z biegiem lat wypuszcza nowe gałęzie, a stare przycina lub przekształca. Niektóre myśli, które kiedyś uważałem za ostateczne, dziś widzę jedynie jako etapy prowadzące ku dalszemu poznaniu.
Z biegiem lat coraz wyraźniej dostrzegam, że wiara nie jest zbiorem gotowych odpowiedzi, lecz drogą, na której człowiek uczy się słuchać, rozpoznawać i ufać. Im dłużej idę tą drogą, tym bardziej rozumiem, że prawda nie odsłania się jednorazowo. Przychodzi stopniowo — czasem w ciszy, czasem poprzez doświadczenie, a czasem poprzez niepokój, który nie pozwala zatrzymać się w miejscu. I choć nie mogę powiedzieć, że doszedłem do celu, mam poczucie, że idę właściwym kierunkiem — krok po kroku, z pokorą, ale i z nadzieją.
Najbardziej zaskoczyło mnie to, że Bóg nie milczy. Przeciwnie — nieustannie odsłania człowiekowi nowe perspektywy i prowadzi ku myślom, do których trzeba stopniowo dorastać. Pismo Święte można czytać wielokrotnie, a mimo to za każdym razem odkrywa się w nim coś nowego, intrygującego i poruszającego. Z biegiem czasu rośnie mój podziw dla tej księgi, ale również świadomość jej złożoności. Dostrzegane w niej nieścisłości czy trudności — których jest wiele — nie odbierają mi wiary, lecz stają się wyzwaniem do dalszych poszukiwań i prób zrozumienia. Nie traktuję ich jako zagrożenia, ale jako zaproszenie do głębszej refleksji.
Mogę podać wiele przykładów takich wewnętrznych przemian. Przez długi czas unikałem tematu preegzystencji Jezusa. Podobnie było z zagadnieniami związanymi z Trójcą Świętą — wydawały mi się odległe, zbyt abstrakcyjne, a nawet niepotrzebne dla życia wiary. Dopiero później zrozumiałem, że pytania, których człowiek unika, często okazują się najważniejsze. Z czasem umocniłem się również w przekonaniu, że pojęcia aniołów i szatana zostały przez chrześcijaństwo w dużej mierze zmitologizowane i obudowane wyobrażeniami, które oddaliły je od pierwotnego sensu. Jednocześnie, mimo że chrześcijaństwo odsłoniło przede mną wiele nowych prawd, nigdy nie utraciłem szacunku wobec religii żydowskiej, z której przecież wyrasta zarówno historia Biblii, jak i duchowe korzenie wiary chrześcijańskiej.
Dzisiaj wiem już, że dojrzewanie duchowe nie polega na gromadzeniu pewników, lecz na coraz głębszej gotowości do słuchania i rozumienia. Człowiek wierzący nie powinien bać się pytań ani trudnych tematów. Wiara, która zabrania pytać, łatwo zamienia się w lęk. Tymczasem prawdziwe poszukiwanie Boga wymaga odwagi, cierpliwości i pokory wobec tajemnicy większej od ludzkiego rozumu.
Nie mam już potrzeby nieustannej konfrontacji z innymi poglądami. Coraz bardziej męczy mnie powierzchowność myślenia, lekceważenie wiedzy i obojętność wobec odkryć nauki. Uważam, że rzeczywistość sama w sobie jest przeniknięta boskością i zawiera w sobie niezliczone tajemnice stworzenia. Człowiek powinien nieustannie próbować je rozumieć, a to, czego jeszcze pojąć nie potrafi, przyjmować z pokorą. Jestem przekonany, że czas odsłoni przed nami nowe horyzonty poznania — zarówno duchowego, jak i naukowego.
Szczególnie fascynuje mnie natura świata subatomowego: relacje między kwarkami, zagadka dualizmu materii oraz tajemnica pól oddziaływania. Im głębiej nauka przenika strukturę wszechświata, tym bardziej widzę, jak niewiele jeszcze wiemy. Paradoksalnie, rozwój wiedzy nie oddala mnie od poczucia istnienia Boga, lecz jeszcze bardziej pogłębia mój podziw wobec harmonii i złożoności stworzenia.
Z niepokojem, ale i z zaciekawieniem obserwuję współczesny świat. Zadaję sobie pytania: dokąd zmierza ludzkość? Czy zło z czasem utraci swoją niszczącą moc? Czy człowiek nauczy się korzystać z dóbr otrzymanych od Stwórcy bez zagrożenia wojen, nienawiści i kataklizmów? Czy możliwe stanie się zagospodarowanie kosmosu, a jeśli tak — to w jakiej skali i za jaką cenę duchową?
Być może przyszłość przyniesie odpowiedzi, których dziś nawet nie potrafimy sobie wyobrazić. A być może najważniejsze pozostanie samo poszukiwanie — droga ku prawdzie, która odsłania się stopniowo i nigdy do końca nie daje się zamknąć w ludzkich definicjach. Im więcej bowiem człowiek rozumie, tym wyraźniej dostrzega ogrom tajemnicy, wobec której pozostaje jedynie pokora, zachwyt i wdzięczność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz