W Liście do List do Rzymian czytamy: „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20). Zdanie to może pozornie wydawać się sprzeczne z dogmatem o stałości i niezmienności Boga. Sugeruje bowiem jakby „wzrost” lub „nasilenie” Łaski uzależnione jest od zewnętrznych okoliczności, czyli od ludzkiego grzechu. Jak należy to rozumieć?
Katecheza Kościoła naucza, że Bóg w swej istocie jest niezmienny — nie podlega rozwojowi, przemianie ani wpływowi stworzenia. Jego wola i miłość są odwieczne i doskonałe. Nie oznacza to jednak, że działanie Boga w historii zbawienia objawia się zawsze w jednakowy sposób. Zmienia się nie Bóg, lecz sytuacja człowieka oraz sposób, w jaki człowiek doświadcza Bożej łaski.
Święty Paweł z Tarsu nie mówi więc, że Łaska „powiększa się” w samym Bogu, jakby Bóg reagował emocjonalnie lub modyfikował swoje zamiary pod wpływem grzechu. Chodzi raczej o to, że im głębiej człowiek pogrąża się w grzechu, tym pełniej objawia się moc Bożego miłosierdzia i zbawczej łaski. Grzech nie zmienia Boga, ale ujawnia bardziej wyraziście to, czym Bóg jest odwiecznie — Miłością i Miłosierdziem.
Można powiedzieć, że jest to język relacyjny i pedagogiczny. Pismo Święte często opisuje działanie Boga z perspektywy ludzkiego doświadczenia. Podobnie mówimy, że słońce „wschodzi” i „zachodzi”, choć wiemy, że samo słońce nie zmienia położenia względem Ziemi w taki sposób, jak sugeruje potoczne wyrażenie. Analogicznie: nie Bóg się zmienia, lecz człowiek coraz pełniej doświadcza skutków Jego niezmiennej łaski.
Dlatego słowa z Rz 5,20 nie przeczą nauce o Boskiej niezmienności. Przeciwnie — podkreślają, że Boża Łaska jest większa niż każdy grzech, a Boże Miłosierdzie pozostaje niewyczerpane niezależnie od ludzkiej niewierności.
Trudniejsze do wyjaśnienia pozostaje współuczestnictwo człowieka w męce Chrystusa: „dawny człowiek został razem z Nim ukrzyżowany po to, abyśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu” (Rz 6,6). Ukrzyżowanie nieodłącznie wiąże się z cierpieniem, dlatego właśnie w tej frazie można odnaleźć częściową odpowiedź na pytanie, dlaczego człowiek doświadcza cierpienia? Nie jest ono jedynie konsekwencją biologicznej natury czy przypadkowości świata, lecz może stać się uczestnictwem w duchowej walce ze złem, grzechem i własną słabością. Cierpienie nabiera wtedy wymiaru przemiany — prowadzi do wewnętrznego oczyszczenia i odrodzenia człowieka.
Aby głębiej zrozumieć tę tajemnicę, trzeba cofnąć się do idei preegzystencji Jezusa Chrystusa. Chrześcijaństwo głosi, że Syn Boży istnieje odwiecznie, współistotnie z Ojcem, jeszcze przed stworzeniem świata. Nie jest więc bytem powstałym w czasie ani jedynie historyczną postacią pojawiającą się w określonym momencie dziejów. Syn istnieje „od początku” jako Logos — odwieczne Słowo Boga, przez które wszystko zostało stworzone.
Wcielenie Chrystusa nie oznacza początku istnienia Syna Bożego, lecz moment objawienia się Boga człowiekowi w sposób widzialny i dostępny ludzkiemu poznaniu. Można powiedzieć, że ludzkość dojrzewała duchowo i historycznie do przyjęcia prawdy o Bogu, który staje się człowiekiem. To, co odwieczne i niewidzialne, weszło w czas i historię. W Chrystusie Boskość spotkała się z ludzką naturą, a nieskończoność z ograniczonością człowieka.
Dlatego uczestnictwo człowieka w męce Chrystusa nie jest jedynie symbolicznym naśladowaniem cierpienia człowieka żyjącego dwa tysiące lat temu. Jest wejściem w odwieczny plan zbawienia, w którym śmierć i cierpienie nie są końcem, lecz drogą prowadzącą do nowego życia. „Ukrzyżowanie dawnego człowieka” oznacza duchową śmierć egoizmu, pychy i zniewolenia grzechem, aby mógł narodzić się „nowy człowiek” żyjący w jedności z Bogiem.
W tym sensie cierpienie otrzymuje znaczenie paradoksalne. Z jednej strony pozostaje doświadczeniem bólu, straty i kruchości istnienia, z drugiej — może stać się miejscem najgłębszego spotkania człowieka z Bogiem. Krzyż nie jest już wyłącznie znakiem śmierci, ale także znakiem przemiany. To właśnie dlatego w chrześcijaństwie zmartwychwstanie nie jest oddzielone od krzyża: nowe życie rodzi się poprzez ofiarę, a światło objawia się najpełniej pośród ciemności. Tu znajdujemy wyjaśnienie istnienia cierpienia sprzed narodzeniem się Jezusa.
Można zwrócić się z apelem – nie narzekajmy na swój los, tylko cieszmy się, że możemy uczestniczyć w Boskiej koncepcji Zbawienia. Jest to trudne, ale wzniosłe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz