Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 9 lutego 2026

Początki człowieczeństwa

 

          Pojawienie się istoty rozumnej nie było jednorazowym aktem stwórczym, jak przedstawia to narracja biblijna, lecz długotrwałym i złożonym procesem. Nie dokonało się w jednym momencie, lecz rozciągało się w czasie — poprzez stopniowe narastanie zdolności poznawczych, wrażliwości oraz samoświadomości. Człowieczeństwo nie pojawiło się nagle; wyłaniało się powoli, jakby w półmroku dziejów, na granicy biologii i ducha.

          Już niegdyś zaproponowałem, że jego początek można wyznaczyć w chwili, gdy istota rozumna uświadomiła sobie nie tylko własne istnienie, lecz także swoją odrębność — gdy po raz pierwszy stała się przedmiotem własnej refleksji. Moment ten nie był jedynie aktem intelektualnym, lecz narodzinami nowego wymiaru bycia: zdolności do zadawania pytań o sens, o siebie i o świat.

          Było zatem wystarczająco dużo czasu, aby wyłoniła się grupa ludzi — plemię — w której ta nowa świadomość nie tylko się pojawiła, lecz także została rozpoznana i zaakceptowana przez jej członków. Nie była ona wypierana ani tłumiona, nie stanowiła zagrożenia dla wspólnoty, lecz stopniowo integrowała się z jej codziennym doświadczeniem. To właśnie z niej wyrastały pierwsze formy kultury: więzi społeczne, rytuały, symbole oraz próby rozumienia świata i własnego w nim miejsca.

          Nie istniało więc realne niebezpieczeństwo, że w obrębie takiej wspólnoty pojawi się „nie-człowiek” — istota jedynie człekokształtna, pozbawiona pełni refleksyjnej świadomości. Człowieczeństwo nie było bowiem cechą jednostkową, lecz relacyjną: istniało i umacniało się w przestrzeni wspólnego doświadczenia i wzajemnego uznania.

          Człowiek, który się wówczas wyłonił, był zdolny nie tylko do refleksji umysłowej, lecz także do doświadczeń duchowych. Pojawił się fenomen posiadający zmysły do rozpoznawania fizyczności świata, umysł do analitycznej oceny sytuacji oraz sumienie — do przeżyć o charakterze duchowym i moralnym. Podobnie jak inne stworzenia, miał zdolność działania i zmieniania stanu rzeczywistości: mógł ingerować w świat, przekształcać go, zwiększać poziom entropii — rozpraszać energię poprzez konsumpcję tego, co zostało stworzone.

          Od samego początku ujawniła się jednak istotna asymetria. Człowiek mógł podwyższać entropię, powiększać chaos, lecz nie posiadał — i nadal nie posiada — zdolności jej obniżania, czyli samodzielnego generowania funkcjonału „dobra”. Ten przywilej pozostaje domeną Stwórcy. Fenomen człowieka polega jednak na czymś innym: w darze otrzymał on możliwość zwracania się ku Stwórcy, ubiegania się o Jego działanie i — za Jego pośrednictwem — uczestniczenia w realizacji dobra.

          W tym sensie człowieczeństwo nie jest jedynie zdolnością myślenia czy działania, lecz przestrzenią relacji: między światem a duchem, między wolnością a odpowiedzialnością, między stworzeniem a Stwórcą.

           Stwórca nie wyodrębnił jednak człowieka od zwierząt. W przestrzeni materii pozostał na podobnym poziomie. Można tu zauważyć przezorność Stwórcy, aby człowiek o wielkich możliwościach nie miał ochoty przekroczyć granic swojego stanu. Jak opisuje historia wszelkie próby ich przekroczenia okażą się dla człowieka zgubne (potop, wieża Babel, Sodoma i Gomora i inne).

          Od samego początku człowieczeństwa daje się zauważyć głęboką relację człowieka ze Stwórcą. Człowiek zostaje powołany do istnienia niemal na podobieństwo Boże — nie jako równy, lecz jako potencjalne „potomstwo”: byt zdolny do wzrastania ku temu podobieństwu pod warunkiem lojalności, woli współpracy oraz przywiązania emocjonalnego, które najpełniej wyraża się w miłości. Relacja ta nie ma charakteru czysto hierarchicznego ani wyłącznie normatywnego; jest zaproszeniem do uczestnictwa, a nie jedynie podporządkowania.

          Oprócz konstrukcji entropicznej, wpisanej w materialny porządek świata i ludzkiego działania, daje się wyróżnić drugi, głębszy wymiar istnienia — więź uczuciową. To ona nadaje sens relacji między Stwórcą a stworzeniem i wykracza poza mechanikę przyczynowo-skutkową. Bóg powołał człowieka z Miłości i właśnie tę płaszczyznę wyniósł do rangi spoiwa rzeczywistości: „kleju”, który nie tylko scala wspólnotę ludzi między sobą, lecz także umożliwia ich relację z Tym, który przekracza świat.

          W tym ujęciu miłość nie jest dodatkiem do struktury bytu ani emocjonalnym ornamentem, lecz zasadą fundamentalną — jedyną siłą zdolną przeciwstawiać się rozpadowi, który niesie entropia. To ona umożliwia człowiekowi przekroczenie własnych ograniczeń i uczestnictwo w dobru, którego sam nie potrafi wytworzyć, lecz które może współrealizować poprzez relację ze Stwórcą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz