Niektórzy ludzie czują inaczej, niż mówią. Noszą w sobie myśli i emocje, których nie ujawniają, obawiając się konsekwencji szczerości. Często więc wybierają milczenie zamiast prawdy. Taka postawa nie dotyczy jednak wyłącznie relacji międzyludzkich — ujawnia się również w sferze wiary.
Wielu ludzi mówi o Bogu w samych superlatywach, podczas gdy w głębi serca noszą do Niego żal. Żal za niewysłuchane modlitwy, za brak pomocy w momentach kryzysowych, za ciszę tam, gdzie oczekiwano odpowiedzi. Ta wewnętrzna sprzeczność rodzi napięcie i prowadzi do pytania fundamentalnego: jaki naprawdę jest Bóg?
Jeśli spojrzeć na Boga jako na Istotę transcendentną, staje się jasne, że nie jest On dla człowieka w pełni uchwytny. Nie myśli i nie rozumuje w sposób ludzki — Jego perspektywa wykracza poza nasze schematy, emocje i potrzeby. Można wręcz odnieść wrażenie, że posługuje się absolutną prawdą oraz bezwzględną logiką „tak” lub „nie”, w której nie ma miejsca na kompromis ani uczuciowe niuanse. Taki obraz Boga może sugerować oschłość, a nawet bezwzględność, rodząc wątpliwość, czy rzeczywiście jest On dobry.
Człowiek bowiem — w przeciwieństwie do tak pojmowanego Absolutu — kieruje się sercem. Mówi się, że jest ludzki. Potrafi przebaczać, bywa elastyczny, empatyczny, skłonny do zrozumienia cudzych słabości. Tymczasem codzienne życie obfituje w ludzkie nieszczęścia i tragedie, często niezawinione. W takich chwilach powraca pytanie, wypowiadane z bólem i bezradnością: gdzie jest Bóg, który miał być dobry i miłosierny?
Ta sprzeczność pomiędzy obrazem Boga głoszonym w słowach a doświadczeniem cierpienia w rzeczywistości staje się dla wielu źródłem zwątpienia i oddalenia. Nie dlatego, że przestają wierzyć, lecz dlatego, że nie potrafią pogodzić idei Absolutu z realnością ludzkiego cierpienia.
Odpowiedzi na pytanie, jaki jest Bóg, człowiek szuka często we własnym sumieniu. Dostępne opisy Boga są wytworem określonych technik literackich i teologicznych — dbają bardziej o formę i przekaz wspólnotowy niż o przedstawienie absolutnej prawdy. Zresztą taka prawda nie istnieje, ponieważ każda prawda jest subiektywna i nieuchronnie skażona ludzkimi ograniczeniami.
Z własnego doświadczenia wiem, że Bóg jest mi przychylny, lecz inni mogą nie mieć takiego odczucia. Pismo Święte w wielu miejscach ukazuje Boga w sposób niekorzystny, trudny do zaakceptowania z ludzkiej perspektywy. Koncepcja Syna Bożego — poprzez wywyższenie Go do aktu działającego w świecie — miała na celu również uczłowieczenie Boga, stworzenie przestrzeni do nawiązania wspólnej płaszczyzny, relacji z człowiekiem. Bóg transcendentny czysto pozostaje bowiem obcy i niezrozumiały.
W Księce Izajasza czytamy:„Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami — wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje nad waszymi drogami i myśli moje nad myślami waszymi” (Iz 55,8–9).
Z tych słów wynika, że Bóg myśli inaczej niż człowiek, dlatego nie zawsze jest przez niego rozumiany. Można jednak wyciągnąć z nich jeszcze jedną, oczywistą konsekwencję: skoro Boże myśli górują nad ludzkimi, sprzeciw wobec nich jest z góry skazany na porażkę. Ludzka wolna wola istnieje, lecz mieści się w określonych granicach. To burzy uproszczony przekaz religijny, ale być może właśnie w tej niewygodnej prawdzie kryje się istota relacji między człowiekiem a Bogiem.
Laudacje na temat Boga często mówią więcej o ludzkich potrzebach — bezpieczeństwa, sensu, sprawiedliwości — niż o samym Bogu. W takim ujęciu Bóg staje się ekranem, na który człowiek rzutuje własne pragnienia, lęki i oczekiwania. Nie jest to jeszcze kłamstwo, ale nie jest to również prawda absolutna — raczej psychologiczna narracja oswajająca rzeczywistość.
Pobożność, gdy przekracza granicę refleksji, przestaje być aktem wiary, a zaczyna pełnić funkcję obronną: zagłusza wątpliwości, upraszcza złożoność i eliminuje napięcie, które w istocie jest nieodłącznym elementem dojrzałej wiary. W efekcie doktryna nie zostaje pogłębiona, lecz spłycona.
Zachodzi niebezpieczeństwo zafałszowania obrazu Boga. Nadmiar afirmacji, pochwał i uproszczonych superlatywów nie przybliża do prawdy, lecz ją deformuje. Rzeczywistość — zarówno ludzka, jak i teologiczna — zostaje wygładzona, pozbawiona tragizmu, sprzeczności i milczenia, które są jej integralną częścią.
Moja wypowiedź nie jest atakiem na wiarę, lecz próbą jej ocalenia. To sprzeciw wobec infantylizacji religii i redukowania Boga do spełniacza ludzkich oczekiwań. Krytyka nadmiernej pobożności (defotyzmu) staje się tu formą uczciwości intelektualnej — uznaniem, że milczenie, niepewność i brak odpowiedzi mogą być bliższe prawdzie niż najpiękniej wygłoszona laudacja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz