Łączna liczba wyświetleń

piątek, 7 października 2016

Osiem błogosławieństw cd.


          Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni (Mt 5,6).

          Co to jest sprawiedliwość? Jaką miarą należy ją mierzyć? Sprawiedliwość związana jest z drugim trudnym pojęciem – prawem. Co to jest prawo, i kto ma być prawodawcą? Niestety prawo boskie pochodzi jedynie z ludzkiego odczytania. Nie jest opublikowane w sposób wzrokowy. Iskierką jest prawo naturalne, które można odczytać we własnym sumieniu. Jego wartość jest jednak subiektywna. Jezus dokonał pierwszego rozróżnienia w prawie: Oddajcie więc cesarzowi to, co jest cesarskie, a Bogu to, co boskie (Mt 22,21). Jeżeli są dwa prawa, to może jest ich więcej. Dramatem jest, gdy są one ze sobą sprzeczne. Jeżeli prawo jest subiektywne to trudno mówić o sprawiedliwości. W życiu zachodzą takie zjawiska w których sprawiedliwość jest płynna i niestabilna. Przykład. Kupujący chce kupić po cenie najniższej, a sprzedający po cenie najwyższej. Jaka cena jest sprawiedliwa? Jest sprawiedliwa, gdy obie strony są zadowolone z transakcji, ale obok nich, inna para kupująco-sprzedająca może określić inną cenę, która ich satysfakcjonuje, czyli sprawiedliwą. Tym przykładem udowodniłem, że nie ma jednej definicji prawa, ani sprawiedliwości. Są one pojęciami subiektywnymi. Mało tego, można wymienić różne sprawiedliwości, np. sprawiedliwość społeczną, sprawiedliwość wynikającą z prawa dziecka, czy z  prawa honoru. Inne jest prawo wojny, cheremu, człowieka samotnego itp. Jak mówi błogosławieństwo: błogosławieni pragną sprawiedliwości. Jeżeli prawo i sprawiedliwość są pojęciami względnymi, to pozostaje ostateczne narzędzie rozliczania – Miłość. Jeżeli trzeba wydać wyrok, należy to czynić w imię Miłości. Miłość podpowie co należy czynić i jak czynić. Może podpowiedzi będą różne, mimo podobnych przypadków, ale oba będą sprawiedliwe.
          Czy słuszne jest w imię sprawiedliwości  oddawać bliźniemu połowę swojego majątku? Bogactwo nie zawsze jest wypracowane, a bieda niezawiniona. Czy dotacja od rządu 500 zł jest w pełni sprawiedliwa.  Czy zawsze słuszne są zadośćuczynienia dawane wdowie, sierocie, uciśnionemu, rodzicom. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Trzeba jej szukać w swoim sercu dla każdego przypadku osobno.
          Omawiane błogosławieństwo (Mt 5,6) jest pragnieniem sprawiedliwości, a więc potrzebą sytości w prawie. To proces wywodzący się z dynamiki życia. Trzeba jej szukać i domagać się, aby czuć się przynajmniej częściowo  nasyconym.



Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. (Mt 5,7).

          Miłosierdzie jest pojęciem nie do końca zrozumiałym. Warunkiem miłosierdzia jest miłość. Na jej bazie można dokonywać oceny, nawiązywać relację interpersonalną. Ponieważ opiera się na miłości miłosierdzie jest z gruntu nieracjonalne. W miłości, jak i w miłosierdziu nie ma logiki. Miłosierdzie jest związane z konkretnym działaniem, jest aktywne i bezinteresowne. Miłosierdzie jest pochodzenia Bożego. To przymiot samego Boga. Człowiek odczytał to ze stanu Prawdy i próbuje zastosować w życiu. Jego działania są w szerokim wachlarzu doskonałości. No cóż, człowiek jest istotą niedoskonałą. Ze względu na boskie pochodzenie i ludzką słabość, miłosierdzie natrafia na zgrzyty i trudności, czasami obiektywne. Nie ma więc jednoznacznej definicji miłosierdzia. To proces angażowania ludzkiego serca w działaniach dobrych. Niejednokrotnie miłosierni nie są zrozumiani, ponoszą ciężar swoich działań. Warto jednak angażować się w sprawy, czasami beznadziejne. Nieść pomoc i ukojenie słabszym (przykład biblijnego samarytanina). Nagroda czeka w niebie. Przykazanie Jezusa o tym przypomina. W katolicyzmie wyróżnia się uczynki miłosierne co do duszy (np. grzesznych upominać, nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować, modlić się za żywych i umarłych) i co do ciała (głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać, umarłych pogrzebać), przypisując większe znaczenie tym pierwszym.

czwartek, 6 października 2016

Osiem błogosławieństw


          Osiem błogosławieństw Jezusa ilustruje Jego naukę. Ewangelista Mateusz zebrał je w jeden przekaz ewangeliczny (Mt 5). Skrócił ją do niezbędnych słów. Sama kwintesencja. Dalsze słowa są rozszerzeniem Jego nauki.

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie (Mt 5,3)

należy czytać, że ci którzy są skromni  w oczekiwaniach (z dziecięctwem duchowym) posiądą królestwo niebieskie. Ubodzy to ludzie, którzy niewiele mają. Zresztą nie potrzebują wiele. Wystarczy im sama miłość Boga, którą się karmią. W tym jest pełne Jemu zawierzenie. Dla Stwórcy, to ludzkie dziękczynienie. To aprobata własnego stanu. Nie ważne co się posiada. Ważne, że jest się z Nim. Trzeba wiedzieć, że miłość to nie konsumpcja, to zatopienie się w jestestwo Boga. To bycie w Nim, to całkowite przyjęcie Go do siebie. Nagroda królestwa niebieskiego jest skutkiem, a nie celem. Miłość jest bezinteresowna, najczęściej jest oddaniem wszystkiego, co się posiada. Gdyby ludzie znali prawdziwą miłość nie byliby w stanie uczynić drugiemu nic złego.  To byłoby wprost niemożliwe i niewyobrażalne. Miłość jest fundamentem istnienia świata. Jezus to nam uświadomił. Odczytał Prawdę pochodzącą od samego Ojca.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni (Mt 5,4).

          To ci, co są zatroskani o innych. Martwią się własnymi słabościami. Ci co widzą zło, a nie potrafią jemu zaradzić. To ci, co są bezradni, pozbawieni pomysłu  i narzędzi, aby odmieniać świat. Martwią się za innych, bo niewiele mogą zrobić. Każdy musi sam stawić czoło życiu. Każdy odpowie za swoje czyny. Podobnie ojciec i matka rozpaczają nad niewłaściwym życiem swojego dziecka, i nic nie mogą uczynić.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię (Mt 5,5).

          Nie jest łatwo zrozumieć intencje Jezusa używając słowa "cisi". Słowo to kojarzy się raczej negatywnie z pewną biernością życiową. Co Jezus miał na myśli? Nie jest rzeczą łatwą określenie dokładnego znaczenia słowa „cisi”, Egzegeza Kościoła mówi o pewnym kontrapunkcie do przemocy. Dla zrozumienia wersetu może pomocne będzie chrześcijańskie wezwanie: Jezu cichy i pokornego serca, uczyń  serca nasze według serca Twego. Mówi o Królu który jest cichy i pokornego serca. Im większy, tym skromniejszy. W tym należy dopatrywać się zrozumienia błogosławieństwa. Dla przykładu. Wielki uczony nie potrzebuje chwalić się swoją mądrością na każdym kroku (np. w telewizji). jego wielkość jest dostrzegana w jego postawie cichej i pełnej pokory.  Człowiek cichy nie znaczy nieaktywny. To są dwa odrębne pojęcia. W Nowym Testamencie zwłaszcza św. Paweł mówi o cichości jako o postawie doskonałego chrześcijanina, więcej – o postawie samego Chrystusa, człowieka doskonałego. [...] Według Błogosławieństw ten jest człowiekiem cichym, kto mimo natężenia swoich emocji pozostaje elastyczny i nieskrępowany, niezaborczy, wewnętrznie wolny i zawsze w najwyższym stopniu szanujący tajemnicę wolności swoich bliźnich. Przypomina w tym Boga, który działa z najwyższym szacunkiem dla człowieka i pobudza go do posłuszeństwa i miłości nie używając nigdy przemocy (ks. Józef Pierzchalski).

środa, 5 października 2016

Wiara w instytucję


          Co spowodowało, że Jezus podjął działalność ewangeliczną?  Jedynie co to tłumaczy, to chęć i potrzeba podzielenia się własnymi przeżyciami i doznaniami religijnymi. Jezus zrozumiał w czym rzecz. Doszedł do wniosku, że wierni są zdezorientowani, a wypracowana doktryna religijna coraz bardziej odbiega od Prawdy. Motywem więc była potrzeba Prawdy. Podobnie ja, nie godzę się z taką dylatacją doktrynalną jaką obserwuję dzisiaj. Religia chrześcijańska coraz bardziej odbiega od prawdziwego Jezusa i Jego nauki. Liczy się sztuka dla sztuki. Kult ponad miarę. Instytucja kościelna stała się podmiotem wiary. Wierzy się w instytucję. Wyraża się ona całkowitym posłuszeństwem wobec duchownych, niezależnie od ich postawy życiowej. Kościół jest sacrum, duchowny jest sacrum. Zwrócenie się do księdza słowami: proszę pana jest obrazą i nietaktem. Spalenie księgi biblijnej jest niewybaczalną profanacją. Wierzy się w księgę i nadaje się jej znamiona świętości. Sakramentalia nabierają znaczenia sacrum. Wszystko to jest odwrócenie kota do góry nogami. Czy tego chciał Jezus? Z pewnością nie. Jego ofiara, na pewno skuteczna, jest dzisiaj coraz mniej zauważalna.
          Najgorsze jest to, że Kościół nie zauważa niebezpieczeństwa jakie jest blisko. Kościół stanie się instytucją potrzebną jedynie nielicznym i najwierniejszym.
          Jestem przeciwnikiem budowania nowej religii. Te które powstały w ostatnich stuleciach (np. New Age, scjentyzm, antropozofia, bogoiskatielstwo) oparte są na błędnych założeniach. Dlatego trzeba powrócić do pierwotnego Kościoła chrześcijańskiego i tam dokonać niezbędnego retuszu. Odrzucić to co jest obcą naroślą, mitem i legendą. Trzeba na nowo odczytać słowa Jezusa. Wczytać się w Jego głos Prawdy. Doktryna chrześcijańska może być mniej pojemna, ale za to jakościowo wspaniała. Doktryna ma się opierać na dwóch przykazaniach Jezusa. Im więcej praw zakazu czy nakazu czyni religię nieprzyjazną, obcą. Wystarczy wyciągnąć ręce i modlić się słowami Jezusa: Ojcze nasz .... Podobnie jak słowa dzieci, które z wyciągniętymi rączkami wołają: mamo! Wystarczają one, aby nastąpiła iteracja miłości.
          Prawdziwa wiara ujawnia się tam, gdzie akceptowane są słowa: Najszlachetniejszy kamień jest ten, który wszystkie inne kraje, a siebie zarysować nie daje – najszlachetniejsze serce jest to właśnie, które da się skaleczyć, niż samo zadraśnie (Adam Asnyk).

wtorek, 4 października 2016

Kuszenie Jezusa


          Kuszenie Jezusa (Mt 4,1–11; por. Mk 1,12n; Łk 4,1–13) to typowy literacki obraz ewangeliczny, niewyrażający faktografię wydarzenia, ale jest pewnym przekazem teologicznym. Dlaczego Ewangeliści decydowali się na obrazowania religijne kosztem przekazu prawdziwych zdarzeń? Co chciano uzyskać tym tekstem? Autorzy chcieli tym opisem udowodnić, że Jezus nie podlega kuszeniu.
           Prawdopodobnie Jezus często usuwał się w miejsca ustronne, aby się modlić i nabierać sił przed trudami ewangelizacyjnymi. Podobnie będzie postępował papież Jan Paweł II. Wielu pytało, co Jezus robi na pustkowiu sam. Jego osamotnienie stało się motywem kompozycji literackiej. Chciano wykazać, że każda z trzech pokus miała na celu swoiste nakłonienie Jezusa do oświadczenia, że jest Mesjaszem. 
          Scena kuszenia jest wielokrotnie przypominana w Kościele podczas celebracji mszalnej. Wierni przeżywają ją niemal namacalnie. Czy godzi się wykorzystywać ludzkie emocje do koncepcji zmyślonych? Nie ma co się dziwić. Wszystkie religie bazują na ludzkich emocjach. Wierni sami tego pragną. Lubią karmić się przeżyciami. Religia niejako wychodzi na przeciw ich oczekiwaniom. Religie zostały opracowane przez ludzi, dla ludzi. Dla wielu religia staje się sposobem na życie. Większą uwagę skupia się na kult niż na meritum wiary. Często bywa tak, że celebracja jeszcze trwa, ale Boga już w tym nie ma (np. orgie sakralne). Ludzie lubią bawić się, śpiewać i radować. Często Bóg jest tylko pretekstem do zadymy.
          Wśród zwykłych ludzi są i tacy, którzy faktycznie potrzebują iteracji z Bogiem. Ich przeżycia są inne, nietuzinkowe (św. Teresa Wielka). Na ich twarzach odmalowane są pragnienia Boga. Dochodzi do ekstazy i mistyki. Niejednokrotnie kończy się to lewitacją lub innymi paranormalnymi zachowaniami.
          Jeżeli znamy motywy perykopy, to założony cel autorów wskazuje, że jest tylko pobożnym życzeniem. Jezusa chciano ubrać w szaty Mesjasza. On sam nie czuł się nim być. Dlatego pytał wielokrotnie: za kogo mnie uważacie? Dziwił się, bo celem Jego nie było ratowanie rodaków z politycznej niewoli, a jedynie duchowe przybliżenie ich do Boga. Twórcy religii chrześcijańskiej mieli własne koncepcje. Jezus był tylko pretekstem doktryny. To smutne, że wypacza się tak wspaniałą postać historyczną. Kto ma możliwość przybliżyć się do prawdziwego Jezusa, bez skazy doktrynalnej, nie będzie mógł się Mu oprzeć i z nim pozostanie do końca.

poniedziałek, 3 października 2016

Księga Mądrości


          Księga Mądrości została napisana po grecku ok. II w. przed Chr. Nie jest więc jej autorem Salomon, jak mu to sugerowano. Prawdopodobnie autor żył w Egipcie i pisał dla Żydów tam mieszkających. Daje się zauważyć myśl hebrajską „opakowaną” w grecką szatę językową. Znajdziemy w niej wiele pouczeń o sprawiedliwości, świętości życia, mądrości.
          Myślcie o Panu właściwie i szukajcie Go w prostocie serca! (Mdr 1,1). Nie wolno myśleć o Bogu jako o jakiejś potężnej istocie podobnej do człowieka. Musimy wytworzyć w sobie umiejętność myślenia o Bogu, bez oprawy cielesnej, jako o Istocie i tylko Istocie. To trudne. Takiego Boga należy przyjmować w prostocie serca małego dziecka, istoty stworzonej. Nagrodą będzie znalezienie Go i duchowy kontakt z Nim. Ci, co wystawiają Go na próbę (badacze, ludzie dociekliwi) mają większe trudności, bo poszukują Go rozumem,  a nie sercem.
        Albowiem Duch Pański wypełnia ziemię (Mdr 1,7). Żyjemy w Bogu i Bóg jest w nas. Nic się przed Nim nie ukryje, żaden grzech. Bóg wie o nas wszystko. Niestety, człowiek nie może zachować intymności przed Bogiem. Czujne bowiem ucho nasłuchuje wszystkiego i pomruk szemrania nie pozostanie w ukryciu. Strzeżcie się więc próżnego szemrania, powściągajcie język od złej mowy:  bo i skryte słowo nie jest bez następstwa, a usta kłamliwe zabijają duszę (Mdr 1,10–11).
          Bo śmierci Bóg nie uczynił (Mdr 1,13). Autor ma na myśli tylko śmierć duchową.
          Nuże więc! Korzystajmy z tego, co dobre, skwapliwie używajmy świata w młodości! Upijmy się winem wybornym i wonnościami i niech nam nie ujdą wiosenne kwiaty (Mdr 2,6–7). Jestem tego samego zdania z warunkiem: korzystajmy z tego, co dobre i z umiarem.
          Nikogo z nas braknąć nie może w swawoli,  wszędzie zostawmy ślady uciechy:  bo to nasz dział, nasze dziedzictwo! (Mdr 2,9). Nie bójmy się cieszyć, bawić i radować. To wszystko dał nam Bóg: Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości (J 10,10).
          Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka –  uczynił go obrazem swej własnej wieczności (Mdr 2,23). Jest to jedna z fundamentalnych prawd o człowieku i  jego powołaniu.
          Bóg ich bowiem doświadczył  i znalazł ich godnymi siebie (Mdr 3,5). Bóg człowieka doświadcza nie dlatego, aby mu dokuczyć, ale żeby go obdarzyć chwałą.
          Błogosławiona niepłodna, ale nieskalana, która nie zaznała współżycia w łożu, w czas nawiedzenia dusz wyda plon (Mdr 3,13). Czytaj: błogosławiona dziewica. Bogu podoba się czystość seksualna. W ewangeliach będzie powiedziane. Jeżeli płoniesz, żeń się. Jeżeli nie musisz, pozostań w stanie bezżennym. Wyższość bezżenności nad stanem małżeńskim jest związana z miłością człowieka do człowieka. Miłość małżeńska jest ukierunkowana na konkretną osobę. Miłość szeroko pojęta jest otwarta na wielu.
          Starość jest czcigodna nie przez długowieczność  i liczbą lat się jej nie mierzy  (Mdr 4,8). Na czcigodność należy zasłużyć nie przez długie życie, ale przez jakość życia (życie nieskalane).
          Bo od Pana otrzymaliście władzę (Mdr 6,3). Każda władza pochodzi od Boga. Od nas zależy, jaki użytek z niej uczynimy.
          On bowiem stworzył małego i wielkiego i jednakowo o wszystkich się troszczy (Mdr 6,7). Bóg przy przyjściu na świat człowieka, daje mu różne talenty. One to stanowią jedynie różne narzędzia do zbawienia do którego każdy ma prawo. Bóg o wszystkich się troszczy jednakowo. Za talenty należy Bogu dziękować. Wszystko człowiekowi jest dane. Jeżeli ktoś nie ma żadnych talentów, może również dojść do zbawienia swoją dobrocią i miłością do Boga.  Mądrość jest udzielana przez Boga. Tego nie można zdobyć samemu. Zdobyć można wiedzę. Mądrość się ma lub nie (por. Mdr 7,15n).
          Głupi [już] z natury są wszyscy ludzie,  którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy  (Mdr 13,1). Podobnie jak w Psalmach:  14,1; 53,1 mamy tu kategoryczne stwierdzenie na temat ludzi bez wiary. Użycie inwektywy jest wyrazem bezwzględnej wiedzy o istnieniu Boga. Za propagowanie tak wielkiej wiary należy hagiografom wybaczyć mocne słowa. Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę (Mdr 13,5).
          Nawet gdy zgrzeszymy, Twoimi jesteśmy, skoro uznajemy moc Twoją (Mdr 15,2). Grzechem ranimy Boga, jednak nadal pozostajemy Jego dziećmi.
          Panie, umiłowani synowie,  że nie urodzaj plonów żywi człowieka, lecz słowo Twoje utrzymuje ufających Tobie (Mdr 16,26). Słowo Boże jest ponad wszelkim pokarmem ziemskim. Przynosi człowiekowi Bożą pociechę.

niedziela, 2 października 2016

Pieśń nad Pieśniami


          Księga Pieśń nad Pieśniami jest egzotykiem w Biblii. Nie ma w niej żadnej treści religijnej. Jest to poemat liryczny o tematyce miłosnej, erotycznej, pełen światła, kolorów, zapachów i namiętności. Jednak uważana jest za księgę świętą, używaną w Liturgii, stale obecną w życiu Kościoła.  Bohaterami księgi jest para zakochanych: oblubieniec i oblubienica, którzy prowadzą ze sobą dialog. Bije od nich głęboka miłość i wzajemne przywiązanie. Pieśń nad Pieśniami została zredagowana w ostatnich latach niewoli babilońskiej. Autor jest nieznany. Na jej treść miały wpływ myśli teologiczne proroków: Ozeasza, Jeremiasza, Ezechiela oraz Deutero-Izajasza. Zarówno tradycja żydowska, jak i chrześcijańska odczytują ją w aspekcie duchowym. Przedstawia ona oblubieńczy stosunek Boga do narodu wybranego, a także nawrócenie i powrót naroduoblubienicy po wielu niewiernościach do łaski. Powrót ten, dzięki bezgranicznemu miłosierdziu Obrażonego, ma w sobie całą świeżość pierwszej miłości i całą radość zaślubin. Dla zaznajomionych z nauką proroków nie trudno odczytać z tekstu kim jest Oblubieniec i Oblubienica. Wszystkie starotestamentowe obrazy, na których zbudowana jest Pieśń nad Pieśniami, mają swe przedłużenie w Nowym Testamencie – Oblubieniec i Oblubienica: por. Mt 9,15; 22,2; 25,1; J 3,29; 2Kor 11,2; Ef 5,31n; Ap 19,7nn; 21,2–9. Chrystus-Król: por. Łk 1,32n; 19,38; J 18,33-37; Dz 2,34nn; 1 Kor 15,25–28; Flp 2,9nn; Hbr 1,8; Ap 19,11–16. Chrystus-Pasterz: por. Mt 25,32; 26,31; J 10,11–16, 21,16n; Hbr 13,20; 1 P 2,25; Ap 7,17. Kościół-Winnica: por. Mt 20,1; 21,33–46.
          Jak widać, Pieśń nad Pieśniami jest nieprawdopodobnie żywa w Biblii. Treść księgi przepełniona czystą miłością jest klamrą spinającą oba Testamenty w jedno misterium miłości. Tekst Pieśni nad Pieśniami  inspiruje do poruszenia tematu o miłości.
           Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust! (Pnp 1,2). Namiętny pocałunek jest uwerturą zbliżenia się dwojga zakochanych osób. Prawdziwy pocałunek upaja i odurza niczym wino. Przez zmysły człowiek wkracza we wnętrze drugiej osoby, w krainę ducha. Mówimy wtedy o miłości dwóch osób. Miłość wielka to miłość czysta, bezgraniczna, bezinteresowna, bez podtekstów. To pełne oddanie się drugiej osobie. Najczęściej jednak miłość ludzka jest tylko namiastką miłości Boga do człowieka. Ona to spełnia wszystkie atrybuty „naj”.  Kochać drugiego człowieka miłością Chrystusową jest szczytem miłości, na jaką sobie może pozwolić człowiek. Nie jest to łatwe. Należy jednak po nią sięgać, aby można było „zatracić” się w miłości. Najwyższa miłość to stan bezgranicznego szczęścia, nirwana. To zaślubiny z Najwyższym Duchem, pragnienie wiecznego trwania w tym stanie. To  niebo, zjednoczenie z Bogiem.
          Nie rozbudzajcie miłości (ukochanej), póki nie zechce sama (Pnp 2,7). W wymiarze ludzkim miłość cielesna jest relacją, która budzi się na skutek różnych okoliczności (czasem brzydko nazywa się to chemią). Na ten temat jest wiele opracowań psychologicznych i medycznych (m.in. podświadomy dobór partnera dla najbardziej efektywnej prokreacji w podtrzymaniu gatunku). Czasami miłość cielesna opiera się na zwykłym pożądaniu. Nie można nikogo zmusić do takiej miłości. Miłość jest jednak pojęciem szerszym. Miłość „platoniczna”, miłość do słabszych, chorych, miłość do stworzenia boskiego, miłość do całego świata, miłość do Boga. Taką miłość należy w sobie rozbudzać. Należy jej poszukiwać, wychodzić jej naprzeciw. Kiedy się ją znajdzie, zwróci nam ona swoje owoce. Czasem owoce te będą gorzkie, ale rozbudzona we własnym wnętrzu miłość jest klejnotem duchowym. Człowiek posiadający w sobie miłość zdolny jest do wielkich czynów. Choć czasem słaby, ma wielką moc – moc czynienia dobra. Czy można zakochać się w Bogu? Wychodząc z podziwu stworzonego świata, dziękczynienia za dary (wola, rozum), jakie otrzymał człowiek, wdzięczności za odkupienie grzechów oraz wielu oznak opatrzności Bożej, mogę powiedzieć, że można. Chciałoby się powiedzieć, że nawet powinno się. Nic jednak nie można robić na siłę. Człowiek musi się najpierw otworzyć na Boga. Musi przejść drogę od rozumu do wiary. Miłość przyjdzie, gdy człowiek w swoim sercu dokona rozpoznania, refleksji. Miłość może ewaluować długo, może też obudzić się wielkim wybuchem, ekstazą. Znalazłam umiłowanego mej duszy, pochwyciłam go i nie puszczę (Pnp 3,3). Odnalezioną miłość należy stale pielęgnować i doglądać. Ma ona tendencję do słabnięcia i ucieczki. Biblijni nazirejczycy: Saul, Dawid, Salomon byli  w bliskości z Bogiem. Wszyscy w jakiś sposób Go zawiedli. Podobnie żarliwość naszych serc z czasem słabnie. Musimy stale dźwigać się z upadku i na nowo poszukiwać Boga.
         O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja (Pnp 4,1). Miłość cielesna opiera się na pięknie ciała (ruchu ciała w tańcu, walorach intelektualnych). Jest to w pełni zrozumiałe. Ważnym czynnikiem są tu zmysły. Dla miłości dojrzałej liczy się piękno duszy. Zmienia się punkt widzenia. Dla mnie twarz ukochanej ozdobionej rysami czasu, jest bogactwem wspólnie przeżytych chwil. Dotyk ręki powoduje dreszcz nie mniejszy niż za młodych lat. Miłość się nie starzeje.
          Jak piękna jest miłość twoja (Pnp 4,10). Czy może być coś piękniejszego od miłości. Przez miłość (Boga) istniejemy, żyjemy, miłości doznajemy, miłości pragniemy i z miłości Boga będziemy zbawieni. Człowiek bez miłości jest nieszczęśliwy, zagubiony. Jeżeli nie znalazł w życiu towarzysza, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby w życiu zrealizował się w miłości. Ile ludzi czeka, aby ktoś podał im rękę, obdarzył życzliwością – miłością (robiła to m.in. Matka Teresa). Jeżeli jesteś nieszczęśliwy z poczucia braku miłości, to znaczy, że na miłość nie zasługujesz. Jesteś ślepcem, który nie dostrzega tego, czego szuka.
          Ja śpię, lecz serce me czuwa (5,2). Człowiek zakochany jest czujny, nawet gdy śpi. Budzi się w stanie wyższego metabolizmu. Ciało ludzkie dostosowuje się do nowych okoliczności. Człowiek nie chodzi, lecz „unosi się”. Przepojony jest szczęściem. Twarz ma pogodną. Jest życzliwy dla wszystkich. Utrata miłości powoduje ruinę tego stanu. Cierpi dusza, ale i ciało. Wszystko staje się marnością. Dominuje uczucie pustki i strachu. Ile trzeba czasem czasu, aby uporządkować w sobie stan ducha. Dźwignąć się na poprzedni poziom. Łatwiej jest dźwignąć się ludziom religijnym niż niewierzącym (Aleksander Sołżenicyn, Archipelag GUŁAG). 
          Chora jestem z miłości (Pnp 5,8). Jak bardzo człowiek cierpi, gdy wyczekuje ukochanej osoby. Gdy czeka na jej życzliwy znak, wiadomość, liścik. Ile łez wylewa, gdy brak znaku. Podobnie jest u Boga. Złożył On nam swoją ofertę (zbawienia) i czeka. Czeka czasem przez całe życie człowieka. Człowiek nie wie nawet, jak Bóg zabiega o jego miłość. Gdyby miał taką wiedzę, to rzuciłby się w „Jego ramiona” wołając: „Abba, ja Ciebie miłuję!”.
          Sześćdziesiąt jest królowych i nałożnic osiemdziesiąt, a dziewcząt bez liczby, [lecz] jedyna jest moja gołąbka, moja nieskalana (Pnp 6,8–9).  Czy można kochać miłością cielesną więcej niż jedną osobę? Życie pokazuje, że można. Miłość cielesna jest miłością usadowioną na niższej płaszczyźnie „miłości”. Jej pobudki są podyktowane zmysłami. Czasem młodzi stają przed wielkim dramatem wyboru. Szczęśliwy, kto w miłości skupia się na jednej oblubienicy. Można kochać całe życie współmałżonka, który umarł, a zarazem pokochać nową osobę. Jak mówią znawcy przedmiotu: każda miłość jest inna. Problemu wyboru nie ma w przypadku jedynego Boga – Stwórcy.
          Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko (Pnp 8,7). No cóż, miłości nie można kupić. Powiem więcej, nie można wyprosić ani wybłagać. Jeżeli widzimy brak pozytywnej odpowiedzi ze strony partnera, lepiej jest jak najszybciej odejść. Zaoszczędzamy sobie wielu cierpień. Postąpimy po prostu roztropniej.

sobota, 1 października 2016

Księga Koheleta


          Księga Koheleta należy do ksiąg literatury mądrościowej. Autor jest nieznany; księga powstała prawdopodobnie między 250 a 225 przed Chr. Na temat daty i autora (autorów) księgi są różne zdania.  Księga Koheleta zawiera wiele podobieństw do mezopotamskiego eposu Gilgamesz (ANET 72–99, 503–507), w którym znajduje się podobny pogląd na korzystanie z przyjemności życia; zauważa się  te same tematy dotyczące śmierci i przemijalności ludzkiego życia; widoczny jest również związek z literaturą starożytnego Egiptu, zwł. z papirusem Insingera (EK 2002 r., tom 9 str.  297). Treścią księgi jest rozważanie nad sensem życia ludzkiego. Autor uważa, że wszystko jest marnością. Słowa te powtarza w tekście cyklicznie aż 20 razy. Pomimo ogromnego pesymizmu, dostrzega jednak jasne strony życia przynoszące człowiekowi radość. W dobrach stworzonych widzi dar Boży. Kohelet przedstawia cały bieg swych myśli i wysiłek rozumu zmagającego się z trudnościami. Wydaje się, że jest on reprezentantem ludzi, którzy szukają, ale nie mogą zrozumieć do końca sensu życia ludzkiego. Otacza ich wiele tajemnic, z którymi nie mogą sobie poradzić. Kohelet stoi jednak na gruncie wiary, tak jakby mu tylko ona została. Można nie rozumieć, ale można wierzyć i zaufać Bogu. W tym ujawnia się jego postawa pokory wobec Stwórcy.
          Ile mądrości jest we wszystkim, co dzieje się pod niebem.  To przykre zajęcie dał Bóg  synom ludzkim, by się nim trudzili (Koh 1,12). Autor zauważa mądrość, która jest w dziełach boskich. Wyrzuca jednak Bogu, że człowiek musi to rozszyfrowywać, aby zrozumieć. Trud jest dla Koheleta formą cierpienia. U mnie odwrotnie. Poszukiwanie prawdy, poznawanie mądrości jest przygodą życia. Jest pasją. Wyrwać Bogu Jego mądrość, mimo że Bóg pozostaje całkowicie innym, tajemniczym Bytem. Rozłożyć na czynniki pierwsze zasady fizyki, wszechświata. Rozumienie kojarzę z wolnością.
          Powstało wszystko z prochu i wszystko do prochu znów wraca (Koh 3,20). Co do ciała – zgoda. Co do ducha nie. Człowiek to nie tylko ciało.
          Lepiej jest słuchać karcenia przez mędrca, niż słuchać pochwały ze strony głupców (Koh 7,5). Nie każdy tę prawdę wyznaje. Pochwały są takie przyjemne, nawet wtedy, gdy nie są szczere.
          Nie bądź przesadnie sprawiedliwy i nie uważaj się za zbyt mądrego (Koh 7,16). W sprawiedliwości przesadzali faryzeusze (stronnictwo żydowskie powstałe po 160 r. przed Chr.). Sprawiedliwość jest niejednoznaczna. W sądzie wygrywają umiejętności adwokatów lub prokuratorów, a nie prawda i sprawiedliwość. Można mieć wiedzę, a nie być mądrym i odwrotnie, być mądrym, a nie mieć wiedzy. Mądrości nie można się nauczyć. Ma się ją w sobie, lub nie ma się jej wcale. Jest darem Bożym. Mądry z wiedzy może jednak zrobić użytek.
           Ponieważ żyjący wiedzą, że umrą, a zmarli niczego zgoła nie wiedzą, zapłaty też więcej już żadnej nie mają, bo pamięć o nich idzie w zapomnienie (Koh 9,5). Kohelet uważa, że umarli nie mają świadomości wydarzeń na świecie. Na ten temat snute są różne przypuszczenia. Temat ten rozważany jest też w Talmudzie. W judaizmie istnieje szereg różnych i nieco trudnych do pogodzenia ze sobą poglądów na temat duszy. To, co w chrześcijaństwie znalazło wytłumaczenie, w judaizmie niekoniecznie. Judaizm reformowany porzucił wiarę w zmartwychwstanie na rzecz wiecznego bytowania duszy po śmierci.
          Bo nic dla człowieka lepszego pod słońcem, niż żeby jadł, pił i doznawał radości (Koh 8,15). Nie ujmując przyjemności w doznaniach kulinarnych, dla niektórych to trochę za mało. Powiedzmy sobie szczerze, dla wielu ludzi sens życia ogranicza się tylko do jedzenia, seksu i telewizji. Nuże więc! W weselu chleb swój spożywaj i w radości pij swoje wino! (Koh 9,7), Używaj życia z niewiastą, którąś ukochał, po wszystkie dni marnego twego życia (Koh 9,9).