Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 10 stycznia 2017

W co wierzyć?


          Trochę zamieszałem w doktrynie chrześcijańskiej, ale jak pisałem, sam fenomen Jezusa i jego działalność wystarczy, aby doktryna chrześcijańska była piękna sama w sobie, bez zbędnych ozdóbek.

          Jezus jako urodzony Człowiek z krwi i kości reprezentuje na ziemi człowieczeństwo. Jest jednym z nas. Wszystkie Jego atrybuty mogą być atrybutami każdego człowieka. Jeżeli Jezus sięgnął Nieba, tak samo może to uczynić każdy człowiek. Jezus jest więc przykładem możności istoty ludzkiej, zwłaszcza zdolności człowieka do bezgranicznej miłości. Stać go na Miłosierdzie, jak pokazał to nam sam Bóg Ojciec.  Jezus jest ludzkim ambasadorem w Niebie.         

          Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć (to jest przedmiotem wiary), że Bóg przyjął Ofiarę Jezusa i uczynił ją skuteczną.

            Boga należy traktować jako Stwórcę Świata, ale też i Autora koncepcji życia wiecznego. Za tym przemawia logika, język naukowy, rzeczywistość. Należy wierzyć, że Bóg ma wobec każdego człowieka jakąś koncepcję jego zagospodarowania. Tak więc ludzkość czeka niezwykła podróż w czasie i w przestrzeni. To jednak jest okryte tajemnicą. Dlaczego? Bo dzisiaj człowiek nie jest w stanie wyobrazić sobie własnej przyszłości. To dzisiaj go przerasta.

          Zbawienie zostało ludzkości przypieczętowane i zagwarantowane przez Ofiarę krzyża. Czy męka i Ofiara Jezusa była konieczna? Nie, sam Bóg mógłby być gwarantem ludzkiego Zbawienia, ale nasza wiedza o Bogu i człowieku byłaby niepełna.

          U Boga nie ma systemu demokratycznego. To wymysł ludzki, ale istnieje system wartości, który będzie miarą przynależności hierarchicznej. Bóg pragnie, aby każdy człowiek został Jego dziedzicem, lub przynajmniej współtwórcą kolejnego Wszechświata.

          Jezus naocznie pokazał czym jest Miłość i na czym polega. To wartość sama w sobie, tak wielka, że sam Bóg nazywa się Miłością. Jezus pokazał istotę egzystencji i sens ludzkiego powołania. Uczył jak postępować w życiu, co jest ważne, a co ważniejsze. Fizykalnie pokazał marność materii i rzeczywistości tymczasowej. Istotą egzystencji jest samo działanie. Tym samym pokazał, że poza słusznym odpoczynkiem, człowiek powinien być stale aktywny, rozwojowy, idący do przodu. Zadaniem człowieka jest stałe doskonalenie się. Wzorem jest Stwórca. Jego należy naśladować, choć z pokorą należy przyjąć, że jest niedościgniony. To nie pycha, ale zadanie narzucone człowiekowi. Bóg chce, aby każdy z nas był doskonały.

          Największym moim odkryciem religijnym jest to, że sprawy Boże są nieprawdopodobnie proste. Być może nie są tak widoczne. Każdy człowiek może posiądź mądrość życia. Każdy może chwycić się sukmany Jezusa i Jego się trzymać. On jest blisko.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Dla przypomnienia


          Kto doraźnie czyta moje wykłady z pewnością ma problemy (wykładów na dzień dzisiejszy jest ok. 2000) z odszukaniem tematów, które są być może najbardziej interesujące. W skrócie przytoczę najciekawsze tezy filozoteizmu.

Grzech pierworodny nie był aktem jednorazowym (powstał na legendzie o grzechu Adama i Ewy w Raju) jak mówi katecheza. Zamiast pojęcia grzechu pierworodnego można mówić o grzeszności, która jest procesem w czasie. Człowiek jako stworzenie niedoskonałe ma w sobie, poprzez wolną wolę, zdolność popełniania czynów niegodnych, przeciwnych prawu naturalnemu. Jeżeli nie ma grzechu pierworodnego, nie ma też jej skazy, która jest ponoć przenoszona na kolejne pokolenia.  Jeżeli nie ma skazy, to pojęcie Niepokalanej Maryi jest złudne.

Forsowanie przez Kościół tematu grzeszności ma za zadanie dyscyplinowanie wiernych w imię bojaźni Bożej. Bardziej zasadne byłoby przekazywanie  i nagłaśnianie Miłości i Miłosierdzia Bożego.

Szatan jest uosobieniem zła, nie jest bytem, lecz koncepcją myślną, metaforą.

Cud dziewiczego poczęcia Jezusa należy między bajki włożyć, jako zdarzenie niedorzeczne i absurdalne.

Zwiastowanie sugeruje istnienie aniołów, które są niczym innym jak koncepcją myślną z rodowodem naleciałości z innych religii.

Nawiedzenie Maryi to jedynie pobożna powiastka.

Tora to obrazowanie religijne oparte na przesłankach historycznych. Więcej w niej legend niż prawd faktograficznych.

Ewangelie to dzieła Ewangelistów przyjęte do zbudowania doktryny wiary chrześcijańskiej. Zawierają w sobie indywidualne projekty doktrynalne ich autorów.

Pojęcie Trójcy Świętej jest koncepcją bezzasadną i niewiele wnosi do wiary.

Preegzystencja Jezusa jest karkołomną konstrukcją ubóstwienia Jezusa i nadanie Mu rangi wieczności. Wydaje mi się, że koncepcja Aktu działającego (jestem współautorem tej tezy) jest bardziej czytelna i bliższa prawdy.


Głoszenie, że Bóg jest Istotą, która każe jest błędna i wskazuje na całkowite niezrozumienie idei Boga.

Dogmat o nieomylności papieży to nieporozumienie. To niezrozumiała pycha, słabo uzasadniona.

Dogmat o Wniebowzięciu Maryi do Nieba z duszą i ciałem jest niedorzeczne.

Święta Trzech Króli to żart, który nabrał mocy prawnej. Legislacja nabrała się na legendarne przesłanki.

Jezus urodził się jako Człowiek. Dopiero na krzyżu został wywyższony do rangi Aktu działającego (dynamiczny obraz Boga).

Kuszenie Jezusa to bajeczka dydaktyczna.

Świat jest bardziej dynamiczny niż ontologiczny. Jestem współautorem tej koncepcji światopoglądowej.

Apokatastaza to idea pustego piekła. Jestem gorącym zwolennikiem tej idei (ks. Hryniewicz).

Pobożne książki o świętych należy czytać z dużą ostrożnością. To przede wszystkim, niestety, przemysł wydawniczy.

Objawienia prywatne, o ile są, niewiele wnoszą do doktryny chrześcijańskiej i do wiedzy ogólnej. Najczęściej powtarzane są elementy ustalonej już doktryny wiary z uwypukleniem pewnych tematów, np św. Faustyna – Miłosierdzie Boże.

W następnym wykładzie wskażę to, w co warto wierzyć.

niedziela, 8 stycznia 2017

Powołani do działania


          Dla mnie Jezus Chrystus jest absolutnym fenomenem, który swoim życiem uświadomił nam kim jest, tak naprawdę, człowiek i jakie jest jego powołanie. Objawił również atrybuty Stwórcy (Objawienie Boga). Przybliżył człowiekowi świat divinum (boski) i sacrum (święty). Postać Jezusa wymaga z naszej strony godnej czci i naszej miłości. Religię chrześcijańską naprawdę można pokochać i oddać się całkowicie posłudze słowa Bożego. Dusza pragnie śpiewać, wielbić, adorować i przeżywać duchowe ekstazy. Mimo zarzutów innych, jestem fanem religijnym.
          Fanem, nie znaczy fanatykiem i to pragnę podkreślić. Miłuję też Prawdę. Stanowi ona dla mnie motyw egzystencji. Pięknie napisał Ewangelista Jan: I poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8,32). Nie potrafię żyć w zakłamaniu. Nie potrafię również żyć na niby. Nie mogą powtarzać to, co jest głupie i infantylne. Nauka daje nam rozeznanie, Bóg dał nam rozum. Trzeba się nim posługiwać. W żaden sposób nie ubliża się Bogu, gdy mówi się prawdę. Dlaczego wierni jej się boją?
          Najbardziej boli mnie infantylizm religijny.  Wierni gotowi są wierzyć tylko dlatego, że za tym stoi autorytet Kościoła. Rzecz w tym, że kościół instytucjonalny składa się z ludzi z całą ich niedoskonałością. Nie należy mieć stu procentowego zaufania do tego, co ludzkie. Człowiek rozumny musi zostawić w sobie pewien margines zawahania, niepewności. Wszystko należy zbadać własnym rozumem i rozstrzygnąć w swoim sumieniu.
           Pani teolog (osoba świecka) napisała do mnie: Przeczytałam wszystko i nie wiem co o tym myśleć ? Mam mieszane uczucia. To było grzeczne, ale w następnej korespondencji ujawniła już irytację: Dzięki, skończmy, nie czytam Twoich blogów z wyjątkiem pierwszego, z którym jak Ci napisałam nie zgodziłam się.
           Pomimo ukończenia studiów teologicznych, podobnych do moich pozostała w przestrzeni teologii parafialnej, infantylnej, barokowej (nie akademickiej). Pozostała z "wiedzą": Diabeł mąci i wprowadza podziały. Jest niebo, czyściec i piekło.
          No cóż straciłem okazję do rzeczowych dyskusji. Szkoda. Myślałem, że człowiek po studiach jest otwarty, przynajmniej na dyskusję. Moje przekonania wręcz z irytowały interlokutorkę. Stawiam więc pytanie. Dlaczego tak trudno jest dostrzec to, co jest w zasięgu wzroku każdego przeciętnego wierzącego. Gdybym wierzył w szatana, powiedziałbym, że to jego sztuczka.
         Czy nie zwraca uwagi marny los obiektów sakralnych (sakramentalia). Niszczeją dokładnie z taka samą częstotliwością i determinacją jak każdy solidnie zbudowany obiekt. Dlaczego? Bo nie o dobra materialne tu chodzi. Bóg wskazuje – nie przywiązujcie się do tego, co przemijające. Trzeba patrzeć dalej i głębiej.

          Wierni nie dostrzegają tego, co naprawdę chciał im przekazać Jezus. Nie dla tego świata jesteśmy powołani, ale dla wieczności: którzy są powołani według postanowienia [Boga] (Rz 8,28);  Nie oddawajcie złem za zło ani obelgą za obelgę. Przeciwnie, błogosławcie, gdyż wiecie, że do tego zostaliście powołani, abyście odziedziczyli błogosławieństwo (1 P 3,9).  Wszystko, co na ziemi rozpadnie się i skruszeje. Pozostanie jedynie kamień na kamieniu. Trzeba żyć przyszłością i to nadprzyrodzoną, bo to jest ludzki cel.
           Nie należy cieszyć się i żyć jedynie kultem religijnym. Chwalić Bozię i wzdychać. Trzeba brać w swoje ręce Jego sprawy. On pragnie naszego zbawienia i to wszystkich ludzi. Nie przesiaduj przesadnie w Kościele swojego życia, tylko gnaj i pędź. Rób coś, działaj, naprawiaj rzeczywistość, bądź twórczy. Jezus nie rozciągał w lata swej działalności. Parł do przodu zrealizować swój Zbawczy zamysł.
          Proszę pamiętać, że istotą świata nie jest materia, a działanie, dynamika. To co najciekawsze jest jeszcze przed nami. Nie należy bać się śmierci, bo ona nas przybliża do Bożych tajemnic.

sobota, 7 stycznia 2017

Boże, widzisz, słyszysz i nie grzmisz


          Bóg stworzył Świat ujawniając jedynie swoją obecność  poprzez swoje dzieła. Człowiek odczytał Jego zamysły i opisał Świat duchowy. Tak zrodziła się religia. Jest ona wytworem czysto ludzkim, choć przekazuje relacje między sacrum (sfera boska), a określoną grupą społeczną. Relacja do sacrum koncentruje się wokół poczucia świętości, chęci zbliżenia się do Boga, ale też poczucia lęku, czci czy dystansu do Niego. Pojawił się więc paradoks. Człowiek  sam sobie zgotował dyskomfort egzystencjalny. Religią zajęli się odpowiedni  ludzie (kapłani). Z wiernych zszedł obowiązek rozumienia w czym rzecz. Człowiek sam siebie usadowił w miejscu posłusznego i zdyscyplinowanego podmiotu. Nie mając odpowiedniej wiedzy podporządkował się rygorom doktryny i całej jej buchalterii. Jak to się ładnie mówi – zawierzył.
          Dziś wiele osób wierzących mówi – wierzę Kościołowi i Biblii. Jedna z interlokutorek napisała: Odpowiada mi, bo Święty, Powszechny i Apostolski Kościół ma ponad 2000 lat i mimo grzeszności Jego członków żyje (Teresa B).
          Przyzwolenie, a raczej bierność w rozpoznaniu, w co się wierzy, spowodowało, że w zasadzie przyjmuje się wszystko, co fantazja ludzka wprowadziła do doktryny. Autorzy doktryny zadbali, aby ją uwiarygodnić poprzez różne imponderabilia. Prym wiedzie Duch Święty. W zasadzie jest On pojęciem opisującym działanie Boga (i tu zgoda, jako czynnik dynamiczny), ale przez narzucenie jego ontologicznego (bytowe) pochodzenia usamodzielnił się. Stał się niejako strażnikiem doktryny chrześcijańskiej.
          Doktryna chrześcijańska oparta została na fenomenie Jezusa Chrystusa. Gdyby zawierała jedynie Jego prawdy i nauki byłaby religią absolutnie prawdziwą i najpiękniejszą na świecie. Niestety, z nadgorliwości wprowadzono do niej mnóstwo ozdobnych zdarzeń, które faktycznie upiększyło doktrynę, ale ją zniekształciło.
         Moja wieloletnia praca polega na oczyszczaniu doktryny chrześcijańskiej z tych niepotrzebnych ozdóbek. Sam Ideał Jezusa, który został wywyższony do rangi Aktu działającego, czyli Syna Bożego działającego na równi z Nim  jest jedyną, najpiękniejszą bazą doktryny chrześcijańskiej.
        Niestety, wierni boją się mojego podejścia. Wolą przyjąć postawę posłuszną i zdyscyplinowaną.  Wierzą w to, co im  do wierzenia podano, w tym: grzech pierworodny, istnienie ontologiczne aniołów, szatana, dziewictwo Maryi, Zwiastowanie, dobry  łotr i wiele, wiele innych legend i bajek.
         Idea Jezusa Chrystusa, Jego nauka, powołanie, przesłanie są na tyle piękne, że nie potrzebują już żadnych ozdóbek. Tego wierni nie potrafią zrozumieć, albo nie chcą. Ubolewam, bo swoją pracą odnoszę tylko niewielki skutek. Dlaczego inni nie dostrzegają tego, co mnie przyszło zobaczyć i zrozumieć?

wtorek, 3 stycznia 2017

Pobożne uczynki


          Jezus nauczał: Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie (Mt 6,1).

           W nauczaniu tym chodzi o zachowanie skromności w czynieniu dobrych uczynków. Jednak naturalnym odruchem człowieka jest pokazywanie i zamanifestowanie, że to, czy tamto się uczyniło. To sygnał w dobrej wierze, to propagowanie i zachęcanie do czynienia dobra. Moja koleżanka, też teolog świecki (teolożka) wielokrotnie pisze na facebooku: Ja już pomogłam, zachęcam Znajomych, .....  itd. Nie sądzę, aby wynikało to z pychy, ale z chęci zwrócenia uwagi na potrzebę pomagania.

            Przykładem gorszącym jest ciągłe fotografowanie się osób z obozu rządzącego i prezydenta w celebracjach kościelnych. Może ktoś zapytać, a niby dlaczego? Bo ich codzienne postawy oraz działalność publiczna niewiele mają wspólnego z nauką Chrystusa. Kto tego nie dostrzega ma bielmo na oczach, albo widzi to, co chce widzieć. Bardzo dobrze pasuje do nich polskie przysłowie: modli się pod figurą, a diabła ma za skórą. Być może słowa przysłowia są właśnie do nich skierowane. Słowa przestrogi można odczytać w wersecie: Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (Mt  6,6).

          Intryguje mnie dlaczego wiele osób, w tym kształcone nie dostrzegają obłudy władzy. Ich działalność jest nieprawdopodobnie jawna. Oni nie kryją się ze swoimi intencjami. Władzę jaką posiedli uskrzydla ich do tego stopnia, że nie liczą się w zasadzie z nikim. W zasadzie są bezczelni i aroganccy. Ustąpienie w czymkolwiek traktują to jako porażkę i dlatego nie ustąpią. No cóż biedni zakompleksieni, mali ludzie.

          Zła ordynacja wyborcza dała im szansę. Oni jednak skłócili naród: Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi  (Mt 12,25). Każdy z polityków powinien zapoznać się jeszcze z innym cytatem ewangelicznym: Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? (Mt 16,26).

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Słaby punkt demokracji


         System demokratyczny jest najlepszym systemem politycznym jaki do tej pory wymyślono. Ma on jednak luki. W tę lukę wpadła nasza ojczyzna.    
      W sejmie jedna partia nie może mieć przewagi większej niż 49 %, bo prowadzi to do systemu autorytatywnego i samowoli legislacyjnej. Jarosław Kaczyński tylko na to czekał. Owoce są widoczne gołym okiem.
       Trzeba zmienić ordynację wyborczą tak, aby taka sytuacja nigdy się nie powtórzyła. Przy pełnej mobilizacji opozycji można powstrzymać szaleńcze ustawy partii rządzącej.
        I pomyśleń, że akurat nam się to przytrafiło?

Pytanie pana Piotra


Witam serdecznie ! 

Jak zatem mamy podchodzić do tego typu ksiąg [Księga Jozuego]? Traktować je jako natchnione ? Wcześniej myślałem, że jeśli jest księga historyczna to nie ma ,,upiększeń”, przenośni jak w księgach, które posługują się takim stylem. Czy nie czepiać się i czerpać dla duszy z jej przesłania religijnego ? Ale czy zatem wciąż jest księgą historyczną ?


Szanowny Panie Piotrze

       W literaturze Pismo święte zajmuje miejsce osobliwe. Nie można tej księgi przyporządkować ściśle określonym regułom. Stąd też jej niezwykłość już na poziomie rodzaju literackiego. Księgę Jozuego można zaliczyć do poematu historycznego. Na bazie przesłanek historycznych, niekoniecznie prawdziwych, opisane jest Przymierze, jakie Bóg zawarł z ludem Izraela.
         Ja często używam określenia obrazu słownego. Wydaje mi się, że jestem najbliżej prawdy. Co to znaczy? Pismo święte jest obrazem słownym, to znaczy, że za pomocą słów opisuje się to, co nie jest fotograficzne, nie w pełni faktograficzne i uchwytne.  To gnoza nieudokumentowana. To przekaz przeczucia religijnego, to opis płynący z serca. To poetyka duchowa.
         Do czytania Pisma świętego należy się przygotować, bo jest to rodzaj modlitwy. Zdarzenia w nich opisane nie koniecznie są wiedzą historyczną, ale przekazem duchowym.
         Kto jest ciekaw biblijnych zdarzeń historycznych musi opierać się na fachowych opracowaniach historycznych. Wiedza historyczna opiera się na badaniach z różnych dziedzin naukowych, jak np. historii sensu stricto, literatury, archeologii itd. Biblia jest jedynie dokumentem pomocniczym (!) i mocno niepewnym historycznie. Biblia jest dziełem artystycznym, wykwintnym, wspaniałym pod wieloma względami. Można z niej czerpać całe pokłady duchowe, natomiast historię w niej zawartą należy przyjmować z przymrużeniem oka.

Pozdrawiam.