Łączna liczba wyświetleń

piątek, 20 stycznia 2017

Dlaczego nie lubię pojęcia Ducha Świętego


          W religii chrześcijańskiej Duch Święty jest definiowany jako Trzecia Osoba Boska o wyraźnym wskazaniem ontologicznym, tzn. że jest to Istota odrębna, bytowa.  Ja natomiast jestem zwolennikiem doktryny antytrynitarnej i dostrzegam Ducha Świętego jako przejaw Bożej działalności  lub inaczej mocy Boga. Dla łatwiejszego zrozumienia powiem tak. Ja Paweł posyłam ci mojego ducha, aby cię chronił, co znaczy, że ja skupiam swoją uwagę na opiece nad tobą. Mój duch ma znaczenie dynamiczne, a nie ontologiczne. Mój duch, tzn. ja sam w działaniu.
         Duch Święty pojawia się w Starym Testamencie już w drugim wersecie Księgi Rodzaju: „(...) a Duch Boży unosił się nad wodami”, jednakże należy przyjąć, iż użyte tu pojęcie Ducha Bożego (ruah) należy rozumieć jako Boskie tchnienie. Stąd w podanym tekście nie oznacza osoby Ducha Świętego, lecz twórczą moc Bożą.
         W Nowym Testamencie Duch Święty kojarzony jest z Osobą Jezusa jako Pocieszyciela.
          Katecheza chrześcijańska narzucając Trzecią Osobę Boską poszła w kierunku politeistycznym, broniąc zarazem idee religii monoteistycznej. Tego nie da się pogodzić, bo jest sprzeczne z logiką. To niefortunne podejście ontologiczne stało się przyczyną wielu nieporozumień w samej doktrynie chrześcijańskiej jak i herezji, jak np. herezji montanizmu. Montanizm łączył w sobie zarówno elementy chrześcijańskie, jak i  pogańskie. Twórca montanizmu Montan i jego towarzyszki Pryscylla (Pryska) i Maksymilla, utrzymywali, że przez nich mówi Duch Święty, dlatego żądali bezwarunkowego posłuszeństwa ich nakazom.
          Niestety Orygenes (185-254) pisał: „Oznacza to, że Duch posiada substancję. Nie jest bowiem, wbrew niektórych ludzi, działaniem (energeia) Boga, nie posiadając, w ich mniemaniu, właściwości substancjalnych. Przecież i Apostoł wymieniwszy charyzmaty Ducha stwierdził zaraz: ‘Wszystko to sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce’ [1Kor 12:11]. A jeśli chce, działa i rozdziela, to jest bytem działającym, a nie samym działaniem” („Komentarz do Ewangelii św. Jana” fragm. 37 - J 3:8).        
     Podobnie Klemens Aleksandryjski (ur. 150): „Dzięki składając, wychwalajmy jednego Ojca i Syna, Syna i Ojca, który wraz z Duchem Świętym jest Wychowawcą i Mistrzem. Wszystko od Niego jednego, przez Którego wszystko jest czymś jednym, przez którego jest wieczność, Którego członkami wszyscy jesteśmy, Którego chwalą na wieki” („Wychowawca” 3:12,100 cytat za „Nadzieja poddawana próbom” J. Salij OP, Poznań 1995, rozdz. ‘Odnówmy w sobie prawdę o Trójjedynym Bogu!’).

          Samo Wyznanie wiary mówi: Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi, który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę, który mówił przez Proroków.
          Każda próba tłumaczenia istoty ontologicznej Ducha Świętego musi być traktowana jako nieporozumienie, bo sprzeczna jest z zasadami logiki.
          Jedynym rozsądnym wytłumaczeniem jest traktowanie Trzech Osób Boskich w jednym Akcie działającym w rozumieniu dynamicznego obrazu Boga jedynego. To znaczy, że pod pojęciem Ducha Świętego jest jeden Bóg w działaniu. Jezus jako Druga Osoba Boska w działaniu jest również Aktem działającym. Podobnie Duch Święty jest  przejawem Aktu działającego. Wszystkie Osoby Boskie łączy jedna wspólna wola działania.
          Zamieszanie wokół pojęcia Ducha Świętego stało się  przyczyną mojej niechęci do tego pojęcia. Należy unikać wieloznaczności. Doktryna wiary powinna być prosta, nieskomplikowana i jednoznaczna.

czwartek, 19 stycznia 2017

Kult chrześcijański przyczyną zgorszenia


          W religiach chrześcijańskich obchodzi się trzy razy narodzenie Jezusa. Katolicy oczekują przyjścia na świat Jezusa w nocy z 24 na 25 grudnia. Dla wschodnich chrześcijan, czyli prawosławnych, Chrystus rodzi się później - z 6 na 7 stycznia. Najpóźniej (19 stycznia) narodziny Mesjasza świętuje w Betlejem Kościół ormiański. W Betlejem mówi się: "hic et nunc (tu i teraz)". Trzy razy bo kościoły nie potrafią zająć jednego stanowiska. Trudno zrozumieć, bo wielu jest przekonanych, że religia chrześcijańska jest najpiękniejsza, najbardziej prawdziwa, w każdym calu święta.
         Kością niezgody jest również miejsce, gdzie Maryja narodziła Syna. Miejsce to wyznaczone jest srebrną gwiazdą w podziemiach Bazyliki Narodzenia. Chodzi tu o dostęp do gwiazdy dla potrzeb liturgicznych. Wierni przybywający do świątyni są często zaskoczeni i zdegustowani sporami duchownych. Zwłaszcza katolicy - wręcz zszokowani tym, że wystrój bazyliki ma wyłącznie prawosławny charakter. Na wejście trzeba czekać, aż wierni z innych opcji opuszczą grotę. Niesnaski między duchownymi różnych wyznań, którzy są współgospodarzami świątyń, nie zniknęły. Co jakiś czas w głównych sanktuariach - w Betlejem i Jerozolimie - nadal dochodzi do przepychanek. W Betlejem zwłaszcza wtedy, gdy przedstawiciele poszczególnych odłamów chrześcijaństwa przystępują do wspólnego sprzątania bazyliki Narodzenia. Np. w grudniu 2007 roku 80 duchownych ormiańskich i greckich stoczyło ze sobą regularną bitwę w świątyni - właśnie w ramach porządków przed Bożym Narodzeniem. Musieli ich rozdzielać palestyńscy policjanci uzbrojeni w pałki i tarcze. O zgorszeniu mówi obecny franciszkański gwardian w Betlejem, ojciec Seweryn Lubecki. My, chrześcijanie powinniśmy się wstydzić, że w najważniejszych dla nas miejscach świętych muzułmańskie siły porządkowe muszą nas pilnować, żebyśmy się nie pobili - mówi w rozmowie z PAP.
        Każdy zwyczajny chrześcijanin zadaje sobie pytanie: dlaczego tak trudno o dialog w imię dobrze przyjętej sprawy. Dlaczego wierze towarzyszy agresja i przemoc. Gdzie podstawa nauki Jezusa o powszechnym miłowaniu.
         Dobrze jest też przyjrzeć się rodzimemu kultowi chrześcijańskiemu. Czy obrońcy krzyża, czy zwolennicy księdza Tadeusza Rydzyka nie sieją nienawiści do każdego, kto myśli inaczej? Czy sam ks. ks. Tadeusz Rydzyk nie podgrzewa atmosfery nietolerancji? 
         Jak mogą wymagać chrześcijanie, katolicy szacunku np. u muzułmanów, mając nie rozwiązane własne spory? Kto tu jest winien? Dlaczego Kościół Wschodni jest autokefaliczny (każdy Kościół stanowi o sobie) i nie ma jednego pasterza jak w Kościele katolickim? Dlaczego Kościół ormiański jest na peryferiach chrześcijaństwa? Naprawdę, trudno to zrozumieć. Jak chrześcijańskie spory tłumaczyć dzieciom, które mają prosty i nieskomplikowany sposób patrzenia na świat?

środa, 18 stycznia 2017

Słowa do Mateusza Kijowskiego


          Jestem entuzjastą KOD-u. Każdy przejaw aktywności społecznej jest mi bliski. Pan Mateusz stał się ikoną tego ruchu, powszechnie lubianą i szanowaną. Z przyczyn, nie ważne jakich, pojawiła się niezręczność. Spontaniczny ruch stał się miejscem zarobkowania pana Mateusza i jego żony, co całkowicie zmienia jego image w tym ruchu. Oczywiście nie zrobił nic złego, ale poniósł szwank na honorze. Teraz bardzo wiele zależy od jego przyjętej postawy. Najgorszym wyjściem jest trzymanie się kurczowo zajętej pozycji. Jego tłumaczenia są mało przekonywujące i nie na temat. Ujawnia tym, na czym najbardziej mu zależy.
           Proponuję wyjście honorowe. Samemu i jak najszybciej podać się do dymisji, pozostając nadal w tym ruchu. Sympatia jaką zdobył bardzo szybko przywróci mu utraconą pozycję. Taką postawą będzie mógł chwalić się przez resztę życia, a tak? Pozostanie dla wielu osobą żałosną.

Kościół jest nam potrzebny


          Według różnych szacunków istnieje od 4200 do 10 000 religii. Samych wyznań chrześcijańskich jest ok. 41. Jak się w tej ilości połapać?
          Aby zrozumieć, trzeba tego, przede wszystkim, chcieć. W przypadku wiary i religii jest problem. Wierni nie bardzo mają ochotę zgłębiać jej tajniki. Zakładają, że sami nie są w stanie dochodzić do Prawdy. Kościół robi to za nich. Ponieważ autoryzuje go Jezus Chrystus, to zbędny jest wysiłek wiernych. Wystarczy jedynie zaufać instytucji Kościoła.
         takim myśleniem podpisuje się cyrograf uzależnienia. Oddaje się swoją duszę w obce ręce i  idee. Takie uzależnienie jest de facto atrybutem sekty religijnej. Kościół potępia sekty, choć sam jest jej reprezentantem. Wierni tego nie dostrzegają i bronią się od tej przywary. Niestety nauczycielski charakter Kościoła nie zwalnia z wykorzystania własnego rozumu.
         Kiedy nowa wspólnota wkroczyła w historię, należało liczyć się że poddana zostanie próbie etycznej. Wszelakie zło wpuściło  swoje macki w przestrzeń religijną. Z nauki Jezusa wiadomo, że musiały przyjść zgorszenia. Kościół składający się z ludzi jej się nie oparł. 
         Posłuszeństwo wiernych z wyboru pozwoliło Kościołowi zakotwiczyć w ludzkich umysłach karkołomne idee i pojęcia. Niektóre mają wywoływać podziw, inne strach, w sumie posłuszeństwo i dyscyplinę.
         Moja ostatnia interlokutorka, po wyższych studiach teologicznych, wolała zatkać uszy i "krzyczeć"  – nie! gdy usłyszała, że można myśleć inaczej (krytycznie). Wolność myśli, która jest dla niej dostępna, jest dla niej za trudna. Nie jest w stanie myśleć samodzielnie. Podczas dyskusji najczęściej powoływała się na Kościół i Biblię. Inne opcje nie wchodziły w grę.
          Mnie smuci,  nie postawa interlokutorki, lecz świadome działanie Kościoła w bałamuceniu swoich wiernych i ich dyscyplinowaniu.
         Dostrzegam konflikt. Idea Kościoła Chrystusowego jest wyjątkowa, wręcz genialna, ale kościół instytucjonalny niesamowicie ją spartolił. Stworzył instytucję, która przez wieki pokazała jak można być również nikczemnym. Można odnieść wrażenie, że nauka Chrystusowa, jak i słowa Boże służą im za narzędzia dyscyplinowania wiernych. Ich postępowanie sugeruje chęć osiągania korzyści majątkowych. 
          W zasadzie, nie powinniśmy być zaskoczeni. Tak musiało być i tak się stało. Kościół jako wspólnota ludzka oparła się o sacrum i profanum. Nie jest uczciwe uwypuklanie tylko jednej, tej złej strony. Kościół robił i robi wiele dobrego. Każdy wierny powinien wynosić z niego tylko dobre strony. To jest kolejne zadanie dla ludzi Kościoła. Trzeba go krytykować, ale i chronić. Mimo wszystko, Kościół jest nam bardzo potrzebny.

wtorek, 17 stycznia 2017

Piękno wzoru matematycznego



          Miałem taki okres w życiu, w którym zachwycałem się algorytmicznym ujęciem rzeczywistości. Piękno dostrzegałem w harmonii funkcyjnej. Za pomocą wzorów można opisać zdarzenia fizykalne. Uważałem, dziś wiem, że niesłusznie, że ze wzoru można odczytać prawa przyrody. Owszem, ale działa to w jedną stronę, tzn. za pomocą matematyki można opisać zdarzenie fizykalne, ale w drugą stronę niekoniecznie. Mój błąd skorygowałem, gdy zająłem (43 lat temu) się konstruowaniem krzywej gradientowej z krzywej Schlumbergera (sondowanie geoelektryczne). W wyniku powstała poprawna, praktyczna paletka do ich tworzenia. Pracując nad nią zdałem sobie sprawę, że matematyczny opis krzywej grandientowej nie ma nic wspólnego z opisem rzeczywistości geoelektrycznej. To zwykła manipulacja matematyczna mająca na celu wydobyć większy kontrast w jej przebiegu. Mój ówczesny kierownik działu geofizyki traktował bardzo serio te krzywe dopatrując się w nich informacji fizykalnej. Ja byłem temu przeciwny. Być może moja paletka nie została należycie wynagrodzona, choć wiem, że była ona przez wiele lat użytkowana w zakładzie geologicznym w Kielcach. Ja sam straciłem sympatię kierownika.

          Zachwyt nad harmonią algorytmów pozostał u mnie do dziś. Świat jest matematyczny i można go opisywać za pomocą wzorów.

           Matematycy mają nawet swój wzór, który opisują jako najpiękniejszy wzór na świecie. Jest nim tożsamość Eulera:

                                        
                                          eπi + 1 = 0

Co jest takiego pięknego w nim? W powyższym równaniu wykorzystano trzy działania arytmetyczne: dodawanie, mnożenie i potęgowanie. Co więcej, zawiera ono pięć najważniejszych stałych matematycznych, użytych jednokrotnie: 0, 1, π, e, i.



              Trzeba przyznać, że w tym małym zapisie pokazana jest relacja i wzajemna zależność aż pięciu najważniejszych stałych matematycznych. Każda z nich ma w sobie własną tajemnicę niezwykłości. Tu wszystko połączone jest razem. Wiem, że piękno zależności w matematyce niekoniecznie opisuje zjawisko fizykalne. Matematyka sama dla siebie jest piękna i niezależna. Można postawić pytanie, kto jest tego autorem. Tu zaskoczę fanów religijnych? Bóg nie ma z tym nic wspólnego. On sam wykorzystuje matematykę w dziele stworzenia. Nie dziwię się pitagorejczykom, że matematykę podnosili do rangi ezoterycznej.

niedziela, 15 stycznia 2017

Wiedza o Bogu i nadzieja


          Człowiek umierając staje się denatem. Dla niego życie skończyło się w rzeczywistości materialnej. Człowieka nie ma. Dusza jego odchodzi w inny nadprzyrodzony świat. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,16).
          Bóg tak ustanowił, że oba światy są od siebie oddzielone. Wiedza o świecie nadprzyrodzonym jest nikła. Biblia niewiele o tym mówi. Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na swojej duszy poniósł szkodę? (Mt 8,36; Łk 9,15). Czy łącznikiem światów ma być stan duszy ludzkiej? Czy z perspektywy  nieba świat materialny jest też niedostępny?
           Oddzielone światy nie pozwalają na syntetyczną ocenę jakości i sensu istnienia ludzkiego. Wszystko co wydarzyło się na ziemi, na niej pozostaje. Dlatego nie troszczcie się o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy sam się zatroszczy o swoje [potrzeby]. Dosyć ma dzień swego utrapienia (Mt 6,34). Nawet wielka miłość do współmałżonka blednie w niebie i staje się mało istotna.  Lecz ci, którzy są [uznani za] godnych dostąpienia tamtego świata i powstania z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić (Łk 20,35). Czy znajomość języka francuskiego przyda się w wieczności? Wydaje się, że świat rzeczywisty rządzi się swoimi prawami. Życie jednak w nim kończy się. Można postawić pytanie o sens jakości bytowania na ziemi. Moje książki może ktoś, kiedyś przeglądnie, może ktoś czasem o mnie wspomni, ale tak naprawdę idzie się w zapomnienie. Czy ktoś dzisiaj wspomina kupca z ulicy Szewskiej mieszkającego w XIV wieku?
          Gdyby człowiek wiedział, że jego starania będą procentować w następnym życiu, może odnalazłby sens wielkich starań i zmagań życiowych. Niestety Bóg zablokował skutecznie znajomość theatrum przyszłego życia, obiecując nam jedynie "wieczność". O co tu chodzi? Jak człowiek powinien zmagać się z tą niewiadomą?
          Trzeba zastanowić się, co łączy oba światy i w tym doszukiwać się odpowiedzi. Dla mnie osobiście ważną informacją jest wiedza o Bogu (nie wiara). Bóg jest logiczną koniecznością skutku, jest Przyczyną, a więc Bóg jest Stwórcą obu światów. [...], a świat został przez niego stworzony, (J 1,10).  Być może już w tym, można odnaleźć wielki sens istnienia ludzkości. Bóg stworzył człowieka, dla obu światów. Dlaczego brak kontynuacji i następuje gwałtowna zmiana miejsca, pozostaje tajemnicą.
          Drugą płaszczyzną odniesienia jest nadzieja. Człowiek  ma nadzieję, że inny świat jest lepszy, doskonalszy. Nadzieja jest elementem wiary. Widać jak ważną rolę odgrywa wiara w życiu człowieka.
          Bóg pozostawił nam niewiele odnośników, siebie i nadzieję. Może to za mało, a może aż tyle.

środa, 11 stycznia 2017

Nie bójmy się


          Pomimo nadziei eschatologicznej musimy przeżyć na tym padole swoje życie. Zróbmy to w miarę uczciwie i dobrze. Nie musimy być całkowicie święci, ale roztropni. Jezus wyraźnie wskazywał na ludzkie wzmagania. Wiedział, że trapią nas choroby, że są nieszczęścia i losowe niesprawiedliwości. To wszystko jest kosztem danej ludziom wolności. Trudy życia mają nas zahartować. Trzeba umieć żyć z podniesioną głową. Tyko zahartowani w boju to potrafią i mają do tego prawo. Dzieci bezwiednie mówią swoim rodzicom – nie!!!. Są uczciwe w swych zamiarach. Uczmy się od nich naturalnych odruchów.
          Sprzeciw wymaga odwagi. Nie bójmy się tego. Zło w każdym przypadku należy potępiać. Nie wolno godzić się na kompromisy, które oparte są na złych intencjach.  Życie polityczne naszego kraju pokazuje, jak wiele osób godzi się ze złem rządzących. Za marne grosze gotowi są służyć panu i złej sprawie. Wstydźcie się. Patrzcie na tych klęczących pajaców hipokrytów, którzy modlą się dla przypodobania się innym. Jakie to wstrętne i małe. Polska nie ma prezydenta, bo ten indyviduum jest elekcyjną porażką.
          Jak można dopuścić, aby mały człowiek tak szybko i skutecznie niszczył nasz kraj.  Niepojęte, jak wiele osób jest ślepych i nie widzi tego, co jasne jest jak na dłoni.
          Piękna historia polskiego Kościoła legła w gruzy. Na ile znam historię, to dla niej najgorszy okres. Tylko jednostki zasługują na uwagę (bp. Tadeusz Pieronek, dominikanin Paweł Gużyński, ks. Boniecki, ks. Jan Kaczkowski,...). Reszta to wypasione obiekty sakralne. Popieranie ich publiczne pokazuje jak daleko nam do prawdy. Jak bardzo zawiedli kościelni hierarchowie, np. Kardynał Dziwisz. Sprofanował on miejsce pochówku wielkich Polaków, osobą nie zasługującą na to wyróżnienie. Brat tej osoby jest przykładem miernoty politycznej.
          Polska jest stale doświadczana przez los. Takie już polskie przeznaczenie. Może jest coś na rzeczy. Stale musimy być czujni i bronić naszej wolności. Nie może jeden człowiek zniszczyć nasz ostatni dorobek. Nie bójmy się okazać swoje niezadowolenie.
          Jan Paweł II rozpoczął swój pontyfikat od słów: Nie bójcie się! To wielokrotny cytat z Pisma świętego, to nasze motto i nasza wizytówka.