Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 16 sierpnia 2018

Własne Credo


         Po 30 latach poszukiwań teologicznych nadszedł czas napisania własnego Credo. Nie jest to jednak proste, bo nie wszystko można zgłębić wystarczająco. Ciągle mam wiele  zapytań, wątpliwości. Może za jakiś czas moje credo zostanie uzupełnione?  Wszystko co napiszę ma swoje uzasadnienia, które prezentowałem w książkach i na blogach internetowych.

          Wierzę w istnienie przyczyny sprawczej (Boga) jako logicznej konieczności istnienia świata oraz wywyższenie człowieka (Jezusa) do roli Aktu działającego jakim jest Stwórca.  Bóg jest ideą bezwzględnie potrzebną i logiczną koniecznością istnienia świata. Dla wierzących będzie ona przedmiotem wiary, dla ateistów hipotezą tłumaczącą.
          Wierzę we Wcielenie Jezusa Chrystusa jako Akt działający bo Jego koncepcja jest tak absurdalna, że nie może być koncepcją tylko ludzką. Idea zejścia Boga do swoich stworzeń jest w sobie tak nieprawdopodobna, i tak piękna, że nie można jej nie przyjąć do swojego arsenału wiary.
          Wierzę, że natura świata rzeczywistego i nadprzyrodzonego jest dynamiczna. Istnieją tylko mocą Stwórcy i są Jego tchnieniem: "moc wyszła ode Mnie" (Łk 8,46), Świat rzeczywisty ma swój obraz ontologiczny, który jest tylko zmysłowym wyrazem istnienia. Materia jest złudzeniem. Każdemu człowiekowi świat jawi się trochę inaczej, bo subiektywnie. Świat nadprzyrodzony jest tylko stanem istnienia. Istnienie to rozpoznanie obecności aktu przez odczuwanie skutków jego działania. Energia jest pochodzenia boskiego. Tylko ona może przenikać dwa światy, rzeczywisty i nadprzyrodzony. Co ma pochodzenie boskie jest umysłowo nieuchwytne dla człowieka. Byty transcendentne można wykrywać w rzeczywistości realnej przez skutki ich działań. 
          Wierzę, że Akt działający opiera się na pojęciach opisujących doskonałość, mimo że wyrażane są one ludzkim, niedoskonałym językiem.
          Wiara pochodzi z ludzkiego pragnienia. "Zastanawiaj się nad słowami wychodząc od rzeczy, a nie nad rzeczami wychodząc od słów" (Misonos z czasów jeszcze przedsokrateńskich, ok. VII przed Chrystusem). W stwierdzeniu tym chodzi o to, aby abstrakcyjnych teorii nie wprowadzać w świat rzeczywisty, lecz odwrotnie. Rzeczy są takie, jakie są, a nie takie, jakie byśmy chcieli. Nie wolno naginać rzeczywistości do teorii abstrakcyjnych. Co jest rozumne, jest rzeczywiste; a co jest rzeczywiste jest rozumne (Georg Wilhelm Friedrich Hegel 1770–1831). Jednak człowiek nie wymyślił Boga, ale odczytał Jego istnienie. To jest najlepszy dowód Jego istnienia w nas, a naszego w Nim: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom (Mt 11,25; por. Łk 10,21). Ci „prostaczkowie” najlepiej odbierają misteria mszy, mimo że nie ujmują pojęciowo teologicznego sensu liturgii. Łączy ich czysta miłość i potrzeba całkowitego oddania się Bogu.
          Wierzę, że Bóg jest Miłością. Jego narzędziami są: Miłosierdzie, Miłość i dobroć.  W powyższej idei człowiek może żyć nadzieją zadośćuczynienia i wynagrodzenia wszystkich krzywd, które zazna za życia. Szczęście jest stanem duszy. Największym szczęściem jest duchowe zaślubienie z Bogiem.
          Piekło nie jest karą, lecz dobrowolnym wyborem woli bycia w nieskończonej odległości od Boga.  Wierzę w Apokatastazę, czyli w idee pustego piekła. Ofiara Jezusa jest skuteczna i maksymalna.             
          Podstawą relacji z Bogiem jest modlitwa.
          Wierzę w funkcję anielską, mimo braku ich ontologicznego własnego istnienia. Każdy człowiek za życia i w niebie może być powołany do tej służby.
           Wierzę, że każdy człowiek jest powołany do zadań określonych przez Stwórcę. Każdy człowiek (zdrowy) otrzymał dar rozumowego oglądu Świata.
           Pismo święte jest pismem świętym tylko dlatego, że Kościół uznał je za regułę swojej wiary. Biblia jest wytworem ludzkiego odczytania spraw Bożych, na skutek otrzymanego daru od Boga. Jest ono przepełnione ludzkim pragnieniem Objawienia się Boga.  Interesy ludzkie wypaczyły jego pierwotną czystość. PŚ zostało wielokrotnie redagowane, poprawiane. Pomimo tysięcy błędów pozostał w niej duch Boży i nadal może służyć  potrzebom doktrynalnym, dydaktycznym i liturgicznym: Nie ma, bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć (Mt 10,26;  Łk  8,17; 12,2;  Mk 4,22). Z Biblii można bez przerwy czerpać nowe pokłady wiedzy religijnej, ale nie jest to księga przeznaczona do pośpiesznego czytania.
         Kościół jest najmniejszym ogniwem wiary przez partykularne interesy szafarzy wiary. Dogmaty są tylko przybliżeniem do wiary, nie mają charakteru niezmiennego. Dogmaty (o ironio) ograniczają pole działania Kościoła.
          Całun turyński jest wielką relikwią Jezusa, mimo niepewnego pochodzenia. Wszystko co przemodlone, umiłowane jest nośnikiem boskiej mocy. Apogeum relacji z Bogiem jest bycie w Bogu a Jego w nas.

         Wszystko inne co napisałem jest tylko uzupełnieniem i motywacją do wiary.

środa, 15 sierpnia 2018

Święto Wniebowzięcia NMP


            Dzisiaj przypada Święto  Wniebowzięcia NMP,  które  dotyczy wzięcia do nieba z ciałem i duszą Najświętszej Maryi Panny po zakończeniu jej ziemskiego życia. Dogmat ten uznawany jest wyłącznie w Kościele katolickim. Według teologii katolickiej Maryja mocą Bożą została wzięta do nieba. Święto nazywane jest także Świętem Matki Boskiej Zielnej.

              Dogmat ten jest przykładem radosnej twórczości dogmatycznej Kościoła. Opiera się nie na udokumentowanych faktach historycznych, a tradycji. Tradycja powstała z kompilacji tekstów biblijnych: "Potem Świątynia Boga w niebie się otwarła " (Ap 11,19a); "Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. A jest brzemienna. I woła cierpiąc bóle i męki rodzenia. I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów - a na głowach jego siedem diademów. I ogon jego zmiata trzecią część gwiazd nieba: i rzucił je na ziemię. I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię. I porodziła Syna - Mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną. I zostało porwane jej Dziecię do Boga i do Jego tronu.  A Niewiasta zbiegła na pustynię, gdzie miejsce ma przygotowane przez Boga" (Ap 12,1.3–6a). Pozostałe informacje są wzięte z wersetów: 1Kor 15,20-26; Łk 1,39-56. Z nich opracowano koncepcję  kobiety niezwykłej, pokornej, poddanej woli Bożej. Niej przypisano niezwykłe macierzyństwo Matki Bożej. Tak zasłużonej kobiecie dopisano zaśnięcie i Wniebowzięcie do Nieba  z ciałem i duszą. Nikt nie był świadkiem tego wydarzenia. Nikt tego nie opisał. Koncepcja jest produktem historycznie późniejszym. Moim zamiarem nie jest profanowanie kultu Maryjnego, a zwrócenie uwagi na aspekt dorabiania do doktryny chrześcijańskiej faktów konceptualnych. Wierni kochają Maryję za fakt jej rodzicielstwo Syna Bożego oraz na jej moc wstawiennictwa do Boga, a zwłaszcza do Jej Syna Jezusa. Wszystkie ozdobniki nie są potrzebne, a w skali historycznej działają na niekorzyść doktryny wiary. Takich ozdobników jest wiele w ewangeliach, w pismach ojców Kościoła i w nabożnej literaturze. 

            Niezwykłość Maryi można doszukiwać się w zwykłości jej życia.  Jak napisał jeden z autorów na portalu homilie.org: "Nie szukajmy nadzwyczajności w naszym życiu, nie sądźmy, że to niezwykłe pielgrzymki i nadzwyczajne czyny i umartwienia nas uświęcą, ale szukajmy raczej, jak zwykle i na co dzień z pokorą wypełniać wolę Bożą ... jak zwykle i na co dzień żyć życiem uczciwym i dobrym, bo na tym polegała niezwykłość Maryi? "

           W przestrzeni nadprzyrodzonej nie ma miejsca dla profanum, jakie jest ludzkie ciało, niezależnie do kogo należało. Nie można tu dopuszczać żadnym wyjątków. Jezus wstępujący do Nieba miał ciało uwielbione, a nie fizyczne. Ciało uwielbione jest "ciałem" utkanym przez światło (energię). Tylko energia pochodząca od mocy Boga ma dostęp do świata  niebiańskiego.          
            Rozumiem kult religijny. On rządzi się swoimi prawami. Oparty jest bardziej na pragnieniach ludzkich niż faktach. Państwo godząc potrzeby religijne ogłosiło w tym dniu święto Wojska Polskiego (ustawa sejmowa z dnia 30 lipca 1992). Dzień wolny jest uzasadniony. Gorzej jest ze Świętem Trzech Króli. Święto to oparte jest na haggadzie (legendzie) i nic nie ma wspólnego z faktami historycznymi.
 

wtorek, 14 sierpnia 2018

Bez uzgodnionych pojęć rozmowa nie ma sensu


            Pojęcie Aktu działającego niesie w sobie przywołanie istoty Boga i Jego prerogatyw. Nie wyraża to jednak Jego zrozumienia. Słusznie głosił św. Augustyn sentencję, że: "Gdyby kto rozumiał Boga, Bóg nie byłby Bogiem".  Istota Boga jest poza ludzką percepcją. Żadne ludzkie słowo, nie może ująć Jego istoty. Cokolwiek mówi się na ten temat jest ułomne i dalekie od prawdy. W naturze człowieka drzemie chęć wszystkiego nazwania, opisania, zaszufladkowania.  Zwykły człowiek nie zdaje sobie sprawy, że wiele rzeczy nie istnieje z samego własnego istnienia, a pochodzi ze zdolności umysłu. Informacje są przekształcane w procesach neurotycznych. Np. Czy istnieje kolor biały?  Jak mówi fizyka, kolor biały powstaje przez połączenie trzech podstawowych kolorów: żółtego, czerwonego i niebieskiego. Można dokonać próbę mieszając farby tych kolorów. Domyślam się, że powstaje mieszanina o kolorze brudnym, a nie białym. W optyce mieszanina tych trzech kolorów daje wrażenie koloru białego. Nie znaczy to, że kolor taki istnieje. Trzy kolory inicjują ludzki umysł do spostrzegania koloru białego. Zatem, kolor biały jest produktem procesów mózgowych, a nie istnienia koloru białego.

            Gdyby rozglądnąć się w około, to można napotkać wiele rzeczy, które człowiekowi się tylko zdają. Ułuda ciągle człowiekowi towarzyszy. Znajomość tej przypadłości rzeczywistości pozwala na jej obrazowanie w różnych kolorach i w kształtach. Rzeczywistość nam się zdaje, że jest taka, a nie inna. Inna osoba może ją widzieć i odbierać inaczej. Kompromis pozwala na jakie takie uporządkowanie i porozumienie, ale nie można nic pewnego powiedzieć o danej rzeczy czy zdarzeniu.  Czy borykając się z trudnościami z naszej rzeczywistości możemy opisywać świat nadprzyrodzony, Boga i inne postacie ze świata transcendentnego? Nie możemy.  Polacy są arcymistrzami w wygłaszaniu swoich racji. Mówi się, że tam gdzie jest dwóch Polaków, tam trzy stanowiska. O zgodę trudno. W  telewizji wypowiada się wielu profesorów na temat sądów. Każdy ma swoją rację, ale one są dla siebie przeciwstawne. Kto więc ma racje? Każdy po trochu, po części, bo wszystko jest umowne i od człowieka pochodzi. Bez uzgodnionych i przyjętych definicji pojęć rozmowa nie ma sensu. Najgorzej, że każdy w swej pysze i widzi tylko swoją rację.

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Dogmat Trójcy Świętej?


        Kim był Jezus?  Jan zapytany o Jezusa powiedział: "Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie." (J 1,30). Słowo Mąż można identyfikować z godnym człowiekiem. Jan świadczy o Jezusie jako człowieku. Dodaje jednak: "Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: «Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym» (J 1,31–34). Jan powołuje się na dar odczytywania zamysłów Boga: "Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim" (J 1,32). Jan powiedział coś więcej: "gdyż był wcześniej ode mnie." (J 1,30). Jan autoryzuje Jezusa jako Akt działający, czyli Osobę Boską, która jest od zawsze.
         Wyjaśnienia Jana tłumaczą nieporozumienia. Początkowe wersety Ewangelii: " Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. (...) A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas " (J 1,1) sugerują, że "Słowo" - druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, czyli Jezus był od zawsze z Bogiem i w którymś momencie historycznym zszedł do łona Maryi i narodził się jako Człowiek. W KKK pisze: "Syn jest zrodzony przed wszystkimi wiekami" (242) , czyli od początku. Treść nosi znamiona preegzystencji Jezusa. Z definicji jest to pogląd, ze Jezus istniał przed poczęciem w łonie Maryi. To jest wykładnia budząca mój sprzeciw.
         Od zawsze była tylko idea, koncepcja Syna Człowieczego. Jezus jako byt substancjalny nie istniał. On musiał się dopiero narodzić, aby uzyskać postać ludzką.  Natura Boga, musiała czekać na Jego narodzenie. Jezus został wywyższony dopiero na krzyżu. Po śmierci nastąpiła hipostaza natury boskiej w postać Jezusa.
              Doktrynalna koncepcja trynitarska Boga jest zawiła, przeintelektualizowana i zupełnie niepotrzebna. Jak pisze w KKK  "Osoby Boskie nie dzielą między siebie jedynie Boskości, ale każda z nich jest całym Bogiem" (kan. 253). "Osoby Boskie rzeczywiście różnią się między sobą" (kan. 254). Co do Syna i Ojca zgoda, ale Duch święty to nieporozumienie. On nie ma własnej bytowości! W KKK pisze: "Duch Święty jest objawiony jako odrębna Osoba Boska w relacji do Jezusa i do Ojca" (kan, 243). Zawiłość koncepcji wyraża tekst: "Ojciec jest cały w Synu, cały w Duchu Świętym, Syn jest cały w Ojcu, cały w Duchu Świętym; Duch Święty jest cały w Ojcu, cały w Synu" (kan 255). Kompletna tautologia (masło maślane). Żeby zaciemnić całkowicie obraz ujmuje się koncepcję trynitarną Boga jako Bożą tajemnicę. Ja tego nie kumam.
            Dla mnie Akt działający wyraża boskie prerogatywy. Ojciec i Syn to ten sam Akt działający. To wszystko. Duch święty to synonim Aktu działającego.
Proste i zrozumiałe.

niedziela, 12 sierpnia 2018

Nieważne są trudy życia, a cel


          Może nie powinienem, ale współczuję osobom, które nie mają w sobie żaru wiary, na życie patrzą chłodną, nie lubią się ekscytować, nie poddają się emocjom, muzyce, pięknu, szerokiej pojętej kulturze. Z takimi osobami rozmawia i przebywa się trudno. Bez emocji. Nie potrafią towarzyszyć innym, którzy fascynują się choćby drobnostką. Jak mówi piosenka: "Ja to się cieszę byle czym". To przesada, ale w coś w tym jest. Trochę szaleństwa przydaje się każdemu. Jak wiele osób nie wychodzi na parkiet, nie włącza się do wspólnego śpiewania, wspólnych imprez i zabaw. Siedzą,  komentują i krytykują. Takich smutasów jest wielu. Szkoda. Świat jest tak bogaty w ciekawe wydarzenia, atrakcyjne, piękne i pouczające. Trzeba tylko wyrazić ochotę ich przeżywania, uczestniczyć aktywnie w procesach istnienia. Stwórca zadbał, że człowiek ma wielkie możliwości zmysłowego odbioru świata. Dał człowiekowi 7 zmysłów, a każdy ma swoje wielkie spektrum. Każdym można się cieszyć.  Pismo Święte opisuje wiele zabaw i uciech. Nie gardzi winem i innymi używkami. Nawet całopalenia i składanie ofiar mają charakter imprez. Liturgia, choć poważna z swym statusie jest też rodzajem zabawy. W czasach po Chrystusowych urządzano agapy (wspólne spożywanie ) połączone ze świętymi obrządkami. Religia nie może być śmiertelnie poważna. Powinna kojarzyć się radością współuczestniczenia w bożej rodzinie. Wszyscy powinni być dla siebie braćmi lub siostrami. Cieszmy się i radujmy. Do tego nawołują nas szafarze wiary. Bóg musi się kojarzyć z kimś dobrym, wspaniałym. On dał nam wszystko w swej obfitości. Pozostawił tylko w swym ogrodzie jedno drzewo poznania dobra i zła i tego się trzymajmy. Wokół niego jest wiele drzew życia, które dają nadzieję, że kiedyś zostaniemy zaproszeni do boskiego projektu życia wiecznego.
          Nieważne są trudy życia, a cel.

sobota, 11 sierpnia 2018

Zgorszenia nieuniknione


        Każde działanie ludzkie narażone jest na grzeszność. Mówi o tym Jezus: "Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia" (Mt 18,7). Wynikają one z niedoskonałości świata, z niedoskonałości istnienia. Trzeba to przyjąć i z tym się zmierzać. Chodzi o to, aby człowiek znajdował zawsze rozwiązania najmniej bolesne, optymalne i najmniej grzeszne. Nawet jak nie są one idealne, to i tak Bogu są miłe, bowiem wynikają one z dobrej woli, która dla Boga liczy się najbardziej. Bóg, uczynki wynikające z dobrej woli czyni wielkimi, bo pod nimi się podpisuje. 
          Człowiek uczynkami wynikającymi z dobrej woli wymusza na Bogu Jego ingerencję. Angażuje Go i zmusza to ich autoryzacji. To pokazuje zdolność człowieka do wielkich działań i możliwości. Bóg na służbie ludzkiej? Brzmi to paradoksalnie i niewiarygodnie, ale sam Bóg na to się zgodził z miłości do swoich ludzkich stworzeń. Jezus mówił: "Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu" (Mt 10,43).
           Można tu zobaczyć ogromną różnice w skutkach pomiędzy uczynkami dobrymi i złymi. W dobrych uczestniczy sam  Bóg, a złe pozbawiają Jego łaski i Opatrzności. Wszystko zależy od człowieka. To niesłychane. Jaka moc drzemie w ludzkim działaniu. To wszystko za sprawą Stwórcy, który nas umiłował.
             O grzeszności mówi Apostoł Paweł w Liście do Rzymian: "Cóż więc powiemy? Czy Prawo jest grzechem? Żadną miarą! Ale jedynie przez Prawo zdobyłem znajomość grzechu. Nie wiedziałbym bowiem, co to jest pożądanie, gdyby Prawo nie mówiło: Nie pożądaj! Z przykazania tego czerpiąc podnietę, grzech wzbudził we mnie wszelakie pożądanie. Bo gdy nie ma Prawa, grzech jest w stanie śmierci.  Kiedyś i ja prowadziłem życie bez Prawa. Gdy jednak zjawiło się przykazanie - grzech ożył,  ja zaś umarłem. I przekonałem się, że przykazanie, które miało prowadzić do życia, zawiodło mnie ku śmierci.  Albowiem grzech, czerpiąc podnietę z przykazania, uwiódł mnie i przez nie zadał mi śmierć. Prawo samo jest bezsprzecznie święte; święte, sprawiedliwe i dobre jest też przykazanie. A więc to, co dobre, stało się dla mnie przyczyną śmierci? Żadną miarą! Ale to właśnie grzech, by okazać się grzechem, przez to, co dobre, sprowadził na mnie śmierć, aby przez związek z przykazaniem grzech ujawnił nadmierną swą grzeszność" (Rz 7,1–6). Inaczej mówiąc, przez świadomość poznaje się grzech. Brak tej świadomości powoduje, że jest się jak niemowlę, które nie rozumie o co biega. Kiedy człowiek nabywa wiedzę, wzrasta świadomość i w ten sposób zwiększa się jego odpowiedzialność za swoje czyny. Atrakcyjność zła krąży wokół człowieka. Atrakcyjność kusi, podnieca, dostarcza adrenaliny. Trudno się niekiedy połapać w tym co szkodzi, a co jest czynem moralnie obojętnym (adiafora). W rezultacie człowiekowi pozostaje wybór według daru wolności.
           Może ktoś spytać, dlaczego tak dużo mówi się ludzkiej grzeszności, straszy się potępieniem, doszukuje się grzechu w wielu zwyczajnych czynnościach dnia. Czy Bóg jest taki drobiazgowy? Rzeczywistość niebiańska jest wolna od profanum. To sama świętość. Zło jest antynomią dobra. Nie można łączyć gorącej wody z zimną, bo w wyniku pozostanie letnia. Rzeczywistość niebiańska jest doskonałością i nie ma tu miejsca na tolerancję. Takie są reguły gry i do człowieka pozostaje wybór, czy chce w niej uczestniczyć.

piątek, 10 sierpnia 2018

Prosząc Boga o pomoc trzeba czekać


          To co pozwala spokojnie żyć człowiekowi to stała łaska u Pana. Ona nie tylko podtrzymuje życie, ale daje je w obfitości: "Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości" (J 10,10). Może zdarzyć się, że łaskę tę można utracić. Jednym z powodów utraty łaski jest nie spełnianie bożych oczekiwań. "Pan skierował do mnie to słowo: «Synu człowieczy, ustanowiłem cię stróżem nad pokoleniami izraelskimi. Gdy usłyszysz słowo z ust moich, upomnisz ich w moim imieniu. Jeśli powiem bezbożnemu: «Z pewnością umrzesz», a ty go nie upomnisz, aby go odwieść od jego bezbożnej drogi i ocalić mu życie, to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu, natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew" (Ez 3,16–18); "Gdy brat twój zgrzeszy , idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!" (Mt 18,15–17) . Chodzi tu o napominanie brata czy siostry, która dopuszcza się grzechu.
          Utrata łaski jest bolesna. W wizji Ezechiela: "Ześlę na was głód i dzikie zwierzęta, które cię osierocą; i mór, i śmierć gwałtowna przyjdzie na ciebie, i miecz sprowadzę na ciebie. Ja, Pan, powiedziałem" (Ez 5,17).
          Można odczytać z tekstu, że grzechem jest bierność. Nazywa się on grzechem zaniechania. Wiele osób ma dobre samopoczucie, bo żadnej winy nie widzą u siebie. Żyją w zgodzie z własnym sumieniem, spełniają obowiązki religijne i zasady moralne. Jak to się mówi: nie palą, nie piją, złego słowa nie powiedzą. Tymczasem Bogu to nie wystarcza. On po to powołał człowieka do istnienia, aby był w ciągłym  działaniu w dobru. Działania zaś narażone są na grzeszność. Nie da się aktywnie żyć nie popełniając błędów, faux pas, niesprawiedliwości ludzkiej. Tylko Stwórca może wybierać rozwiązania nie godzące w innych. Na takie rozwiązania losów trzeba jednak czekać czasem dość długo. Dlatego prosząc Boga o pomoc trzeba czekać.    
          Utrata łaski u Boga, po ludzku, może być straszna w skutkach. Nie można tego utożsamiać z bożą mściwością. Zemsta Boga nie wchodzi w rachubę. Kto tak to pojmuje ujawnia swoją niewiedzę w temacie. Utrata łaski to ostudzenie relacji z Bogiem. W takim przypadku człowiek musi sobie radzić sam: "Człowiek ponosi pełną odpowiedzialność za własne czyny, co może w nim wywoływać poczucie samotności, zagubienia i zagrożenia w świecie, lęku przed śmiercią" (Jean-Paul Charles Aymard Sartre (1905–1980).  Nie łudźmy się. Sam człowiek nie pokona przeciwności losu. Za dużo jest przeszkód i funkcjonału zła. Człowiek nie może bronić się bez Opatrzności Bożej. Jest jak zwierzątko, które cały czas wypatruje wroga aby się chronić.
          Człowiek odmawiający pomocy proszącemu jest na drodze utraty łaski. To grzech zaniechania, o którym mowa jest w księdze Ezechiela  i w Ewangelii Mateusza. Znam to z autopsji. Przykłady są zbyt drastyczne, żeby tu przytaczać.