Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 7 października 2019

Życzę Polsce, rodakom i sobie jak najlepiej


          Za 6 dni wybory. Nie piszę za wiele na ten temat. Inni wykonują tę ciężką pracę i  przekazują nam swoje racje i spostrzeżenia. Przez media opinii jest wiele i słusznych. Każdy przekazuję jaką część prawdy, a jednocześnie kłamie w imię własnych interesów. Na podstawie milionów wypowiedzianych słów można wyrobić sobie opinię o stanie nasze państwa. Tylko głupcy nie orientują się w sytuacji i nie widzą szerzącego się zła. Martwię się o przyszłość naszego kraju, a jednocześnie ogarnia mnie złość, jak pomyślę jakie mamy społeczeństwo. Do tej pory byłem dumny, że urodziłem się Polakiem. Dzisiaj nie mam tej pewności. Mam ogromny żal do rodaków, władzy i Kościoła. Zawiodłem się na całej linii. Upewniam się, że jestem niepoprawnym idealistą, ale przekonanie, że świat może być idealny gaśnie. Teraz widzę, jak na dłoni bezwzględną walkę wszystkiego ze wszystkim na szerokiej płaszczyźnie rzeczywistości w różnych aspektach życia. Jestem za stary, aby walczyć. Pozostaje mi ucieczka  w świat iluzji. Żyję osiągnięciami wielu wspaniałych uczonych. Fascynuje mnie historia, nauka i przyszłość. Globalnie odbieram świat jako piękny i niezwykły projekt. Łudzę się, że można żyć lepiej. Zadaję sobie pytanie, czy o dobro trzeba ciągle walczyć? To co się pozyska wystarcza na chwilę. Czy w tym jest sens ludzkiego życia? Czy wytworzone dobro nie powinno być stacjonarne, trwałe. Czy boski projekt posiada wady? Czy wolno mi nawet o to pytać? 
         Brakuję mi radości życia. Może słabość ciała nie pozwala mi na radosne spojrzenia. Z drugiej strony myślę, że przez dobre wiadomości odzyskać można dalszą wolę walki. Z tą nadzieją idę na wybory, aby przyczynić się swoim głosem dla dobra naszego kraju. Życzę Polsce, rodakom i sobie jak najlepiej.

niedziela, 6 października 2019

Aby człowiek mógł sięgać dalej


          Jak donosi nauka: "podczas każdej sekundy przez jeden centymetr kwadratowy ziemi zwrócony prostopadle do Słońca przelatuje 65 miliardów neutrin, przez ciało człowieka – około stu bilionów tych cząstek na sekundę" ( neutrina, zwane cząsteczkami-duchowymi. Jest to cząstka elementarna należąca do leptonów, dysponująca zerowym ładunkiem elektrycznym i bliską zera masą spoczynkową). To świadczy, że w przestrzeni panuje niesamowity tłok. Te małe twory mają wpływ na najskrytsze organy biologiczne – geny. Jak mówią naukowcy stopień zmian zachodzących jest bardzo duży. Scott Kelly jeden z braci jednojajowych (drugi o imieniu Mark), astronauta NASA spędził rok na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Po badaniach obu braci okazało się, że ich DNA różnią się od siebie. Naukowcy dowiedli, że lot kosmiczny miał wpływ na ekspresje genów. Stwórca postawił granicę poznania. Może jeszcze jest za wcześnie, aby człowiek mógł sięgać dalej.
            Za to nauka zbliżyła się do leczenia choroby Alzheimera, AMD (zwyrodnienie żółtej plamki w oku, dotyka 25 mln ludzi) i anemię sierpowatą (anemia sierpowata to wrodzone schorzenie układu krwionośnego, polegające na nieprawidłowej budowie hemoglobiny, odpowiedzialnej za transport tlenu. Ten typ anemii jest dziedziczny. Choroba występuje najczęściej w środkowej i zachodniej Afryce).  W Polsce przypadki anemii sierpowatej są bardzo rzadkie, ale ponieważ obecnie ludzie podróżują, uczą się, pracują i żyją w różnych miejscach świata, zdarzają się związki z osobami z krajów, gdzie częstość nosicielstwa mutacji dla anemii sierpowatej jest znaczna – mówi prof. Anna Latos-Bieleńska.
           Ja już z pewnością nie doczekam się możliwości wyleczenia cukrzycy, ale dla nowych pokoleń to szansa. 
          Drugim wielkim sukcesem, tym razem już w skali makro, było przywrócenie wzroku dwóm pacjentom cierpiącym na zwyrodnienie plamki żółtej (AMD). Dzięki eksperymentalnej terapii przy użyciu komórek macierzystych udało się powstrzymać, a następnie wycofać skutki najczęstszej choroby wywołującej ślepotę. Choć wzrok obu pacjentów nie pozwalał im już nawet na rozpoznawanie twarzy z bliska, dziś są w stanie bez problemu czytać książki. W tym wypadku mówimy o wyjątkowo obiecujących wynikach – nic dziwnego, że rozpoczęto oficjalne testy kliniczne tej metody.
          Mój wylew w oku można usunąć operacyjnie, ale jak mówią specjaliści operacja jest bardzo niebezpieczna. Pozostaje mi męczyć się z tą słabością i liczyć na drugie oko, które też jest po usunięciu zaćmy.
          Mimo wszystko, dokonania nauki cieszą i są nadzieją dla przyszłych pokoleń.

sobota, 5 października 2019

Jezus dowodem istnienia Ojca


          Dzisiaj często uważa się Jezusa za jednego z wybitnych religijnych budowniczych świata, którzy przeżyli głębokie doświadczenie Boga. Od strony podmiotowej jest: Odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty (Hbr 1,3). Jest obrazem Stwórcy: Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca (J 14,9). Jezus jest żywym dowodem istnienia Boga. Wcielając się w Syna wszedł do naszej rzeczywistości, którą sam stworzył. W tekstach Ewangelii, zwłaszcza u Marka, można wielokrotnie odczytać ślady prawdziwego człowieczeństwa Jezusa. Jezus miał potrzeby, jak każdy zwykły człowiek. Podlegał również pokusom. Nie był On jednak żadnym grzesznikiem. Przykładem może być potrzeba ludzkiego odpoczynku: Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu (Mk 7,24). Odczuwał głód: Wracając rano do miasta, uczuł głód (Mt 21,18). Płakał nad upadłym miastem Jerusalem: Gdy był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim (Łk 19,41). Ulegał wzruszeniom: Jezus zapłakał (J 11,35). Cieszył się dobrem: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom (Mt 11,25). Cierpienia Jezusa są nieprawdopodobnie ludzkie: Syn Człowieczy musi wiele cierpieć (Mk 8,31). Odczuwał smutek: Smutna jest moja dusza (Mt 26,38). Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «chcę, bądź oczyszczony!» (Mk 1,41). Żal Mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść (Mk 8,2). Jezusowi nie obce było uczucie gniewu: Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!» (Mk 3,5) ani oburzenia: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki (Mt 16,23). Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć, i odczuwać trwogę (Mk 14,33). Jezus spożywał jedzenie, jak każdy człowiek: Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: «Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników» (Łk 7,34).  Potrzebował snu: "Nagle zerwała się gwałtowna burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź On zaś spał; " (Mt 8,24).
        Bezgrzeszność Jezusa jest wynikiem Jego woli, która była sprzężona z wolą Ojca.
        Wielokrotnie podkreślał, że jest posłany przez Ojca: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał  (Mk 9,37). Na pytanie synów Zebedeusza odpowiedział: Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane (Mk 10,40).
        Jezus był pełen pokory. Potrafił łączyć w sobie łagodność ze stanowczością, miłość ze sprawiedliwością, ubóstwo z godnością, oddanie się Ojcu Niebieskiemu z całkowitą służbą dla ludzi, modlitwę z pracą i działaniem. Nie miał w sobie kompleksów. W Nim była idealna harmonia między moralnością a religijnością. Miłość Jezusowa jest potężna, przebaczająca, odkrywająca pokłady dobra w człowieku, bezinteresowna, całkowicie służebna. Syn Boży był pierwszym człowiekiem, który bez reszty oddał się swojemu Ojcu Przedwiecznemu. On pierwszy w sposób wolny wybrał nieposiadanie małżonki (celibat) i rodziny, aby być całkowicie oddanym nam i swojej misji. Jezus stał się Oblubieńcem ludzi. Jego heroiczne oddanie Ojcu przyniosło wszystkim ludziom odkupienie grzechów. Dla nas stał się wzorem i przodownikiem do naśladowania.
        Jezus modlił się do swego Ojca bezustannie. Opisane są chwile Jego modlitw w ważnych i decydujących chwilach swego życia. Modlił się jako Człowiek, nie jako Bóg; jako Osoba do Osoby. Bóg był w Nim, ale Jezus wiedział, że jest też Człowiekiem. W czasie chrztu Jezusa, gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie» (Łk 3,21). Każde nauczanie czy uzdrawianie poprzedzał modlitwą. Ulubionym miejscem była pustynia (eremos) i góry:  Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił (Mk 1,35). Na modlitwę zabierał swoich uczniów, ale modlił się również sam i to przez wiele godzin: wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga (Łk 6,12). Modlitwa była Jezusowi potrzebna. Kontakt ze światem Bożym Jezusa przemieniał i przebóstwiał. Otrzymywał od Ojca dary Ducha Świętego. Nabierał mocy, która z Niego wychodziła, gdy uzdrawiał. Moc ta pozwoliła Mu również przezwyciężyć lęk przed ukrzyżowaniem: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!» Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię (Łk 22,42–44). Jezus modlił się w ostatniej chwili swego ziemskiego żywota – na krzyżu. Skonał więc z modlitwą na ustach.

piątek, 4 października 2019

Odkrywanie Boga


        Odkrywanie Boga w sobie w pewnym sensie bardziej uczłowiecza Jezusa, a przynajmniej kontrastuje dwie Osoby od siebie. Jezus-Człowiek jest bardziej wyrazisty i nam bliższy. Jego cierpienia są bardziej realne. Jezus cierpiał tak, jakby cierpiał każdy człowiek na Jego miejscu. Nie miał taryfy ulgowej z racji natury Bożej. Kiedy już nauczał – wiedział: "Pisma, [...] to one właśnie dają o Mnie świadectwo" (J 5,39). Jego nauka nie będzie dywagacją, polemiką, lecz przekazem prawdy. Sposób przekazu będzie szokiem dla ówczesnych słuchaczy. Będzie wzbudzał emocje, podziw, a zarazem bunt i sprzeciw. Dla ówczesnych będzie bluźniercą, gdyż będzie przedstawiał siebie jako Syna Bożego i Mesjasza (Mt 26,65; Łk 5,21; J 10,33.36).
        Bardzo szybko stanie się przedmiotem dyskusji i sporów. Wyjaśnienie, Kim jest, nastąpi dopiero po Jego śmierci i Zmartwychwstaniu.
        Bóg-Ojciec jest Samym Istnieniem. Do niego nie stosuje się żadnych zasad przyczynowości. Taki Bóg jest dla nas absolutną tajemnicą. Nasz umysł, rozum, intelekt, intuicja, serce, czucie – nie są w stanie, ani razem, ani osobno, powiedzieć o Bogu czegokolwiek, gdyż przekracza On absolutnie i nieskończenie wszelkie nasze naturalne zdolności poznawcze (Cz. St. Bartnik). Do czasów mesjańskich kontakt z Nim był możliwy tylko na bazie zjawisk ezoterycznych, nadzwyczajnych wizji czy snów. Poznanie Boga zmieniło się radykalnie, gdy Bóg „zszedł” na ziemię.
        Od XX wieku niektórzy egzegeci (Martin Kähler, Rudolf Bultmann)  próbowali podważyć próby odtworzenia dziejów Jezusa.  Uważali, że ktokolwiek patrzy na Jezusa, patrzy nie na Jezusa historycznego, lecz na obecność rzeczywistości zbawczej nieodłącznej od Chrystusa, która przejawia się w kerygmacie (głoszenie Ewangelii). Upraszczając, były to tendencje dążące do osłabienia roli Jezusa jako człowieka. R. Bultmann uważał, że historyczna postać Jezusa nie posiada dla wiary pierwotnego Kościoła żadnego konstytutywnego znaczenia: Co się działo w Jezusowym sercu tego nie wiem i nie chcę wiedzieć. Takie stanowisko uważam w pewnym sensie za zamach na prawdę historyczną. Gdyby nie Jezus historyczny, nie byłoby Ewangelii ani Pism Nowego Testamentu. Spirytualizacja Chrystusa jest niebezpiecznym krokiem w kierunku egzystencjalizmu Heideggera (Bycie i czas, niem. Sein und Zeit, 1927), która prowadzi do niepełnego i fałszywego obrazu Chrystusa. Bultmann wiąże początki chrześcijaństwa z gnozą (forma świadomości religijnej). Gnostycy głoszą istnienie prawdy hermetycznej, ukrytej.
        Bóg wcielił się w Jezusa Chrystusa, zachowując Jego człowieczeństwo, w Nim objawił się ludzkości i światu. Stał się przez to konkretnym bytem, widzialnym, historycznym. Przyjął ludzką naturę wraz z wszystkimi jej ograniczeniami (z wyjątkiem grzechu). Stał się jednym z nas. Już za Jego życia próbowano wyjaśnić Jego tajemniczą postać. Jedni uważali Go za Jana Chrzciciela, za powracającego Eliasza lub Jeremiasza, za proroka (zob. Mt 16,14; Mk 8,28; Łk 9,19). Piotr natomiast wymienia wyższe tytuły: Mesjasz (Chrystus), Pan (Kyrios), Syn Boga żywego. Karl Jaspers (agnostyk) uważał Jezusa obok Sokratesa, Buddy i Konfucjusza, za jednego z czterech niezwykłych ludzi.

czwartek, 3 października 2019

Odnaleźć Boga w sobie


          Dla historyków i znawców przedmiotu jest jasne, jako fakt historyczny, że Jezus narodził się z krwi i kości. To jest bezsporny fakt. Urodził się Człowiek podobny do wielu z nas. Czy Bóg miał względnie Niego jakieś zamiary jest kwestią wiary. Dyskusja jest skazana tylko na domniemaniach, ale jako postać historyczna daje prawo do prowadzeniu wszelakich badań, rozważań na niwie posiadanych dowodów i rozważań filozoficzno-teologicznych.
           Niestety, pierwszy etap życia Jezusa nie jest udokumentowany rzetelnie i możemy opierać się tylko na legendach, mitach i dociekaniach umysłowych. Materiałem porównawczym są wszelakie ewangelie niekanoniczne – apokryfy.
          Jezus miał przyszywanego ojca Józefa, który zaopiekował się brzemienną Maryją.  Razem stanowili świętą rodzinę. W zamyśle Stwórcy rodzinę stanowią osoby opiekujące się dzieckiem, z tym, że ojciec nie był ojcem naturalnym. Ciekawe, co o tym powie "mędrzec" Jarosław Kaczyński? Można zapytać, czy święta rodzina nie była doskonale przykładna? Odpowiedź można odczytać w sercu. Wierni ją kochają. Tam, gdzie się osoby kochają tam wśród nich jest Bóg.  Tak mówi ewangelia. Rodzinę buduje wzajemna miłość niezależnie od osób w niej uczestniczących. To Boża obecność uświęca rodzinę.
          Nieuprawnione jest traktowanie Jezusa jako kogoś nadzwyczajnego. Zapewne był grzecznym chłopcem: "i był im poddany" (Łk 3,51), o wysokiej kulturze, uduchowiony, serdecznym dla innych:. Proroctwo Symeona było zapowiedzią przyszłych wydarzeń: "Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim" (Łk 2,40). 
        Po urodzeniu, Jezus nie miał w sobie wiedzy wlanej (!). Był jak inne małe dzieci. Musiał On dopiero odnaleźć Boga w sobie (tytuł moje trzeciej książki wyd. przez JEDNOŚĆ Kielce 2009 r.). Na to potrzeba było czasu. Jezus stosunkowo szybko w pełni rozpoznaje w sobie Synostwo Boże, a także Boży plan Ojca. Uzyskuje pełną świadomość swego „Ja”. Jako dwunastoletni młodzieniec, w Świątyni Jerozolimskiej odgrywa swoje preludium do działalności publicznej (Łk 2,41–50). Nawiązuje kontakty z nauczycielami Tory. Ucząc, sam się doskonalił: przysłuchiwał się im i zadawał pytania (Łk 2,46). Wiedzę zdobywał ludzkimi sposobami. Przy tym wykazywał już swoją mądrość: Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami (Łk 2,47). Jednocześnie powoli odsuwał się od spraw doczesnych, rówieśników, a nawet rodziców: Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni (Łk 2,46). Na pytanie rodziców: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie (Łk 2,48) odpowiada: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca (Łk 2,49). Młody Jezus już wie, że Jego prawdziwym Ojcem jest Bóg. Wyobrażam sobie dramat Józefa po słowach Jezusa. Musiał on kochać Go miłością ojcowską. Słowa Jezusa, choć prawdziwe, musiały zrobić na nim ogromne wrażenie. Zrozumiał, że musi zejść ze sceny i przyjąć rolę tylko patrona, opiekuna, chlebodawcy. Milczenie Józefa jest znakiem jego bezgranicznej pokory. Dla mnie jest momentem jego wywyższenia. Św. Józef stanie się patronem rodzin. Cieszę się, że na bierzmowaniu wybrałem sobie tak piękne imię historycznie spełnione – Józef. Wydaje mi się, że krzywdzące są słowa św. Epifaniusza z Palestyny (315–403) mówiące, że Józef „zmarł”, gdy Jezus skończył 12 lat. Pozostał on tylko w cieniu Syna. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi (Łk 2, 51–52). Jego mesjanizm musiał być jeszcze ukryty. Jezus był obdarzony zmysłami, jak i rozumem ludzkim. Jego wiedza [ludzka] nie była wlana, ale nabyta. Nie posiadał On wszechwiedzy. Natomiast wlana była mądrość Boża, którą Jezus musiał dopiero odczytać. Jego mądrością było przede wszystkim szczególne poznanie Boga: Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić (Łk 10,22). Apogeum świadomości swojej Boskości ujawnia się z chwilą rozpoczęcia Jego działalności. Wraz ze świadomością odkrywał zjednoczenie swojej woli z Bogiem. Nawet w trakcie nauczania i działalności miał chwile, kiedy musiał modlitwami wspierać się u Ojca, aby sprostać swojej misji: Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga (Łk 6,12). Wszystko przekazał Mi Ojciec mój (Mt 11,27; Łk 10,22), oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego (J 15,15). Niektóre rzeczy, w trakcie nauczania Jezusa (człowieka) były jeszcze zakryte, np. data końca świata: Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec (Mk 13,32; por. Mt 24,36). Cytat ten jest też różnie interpretowany, np. Jezus mówiąc te słowa pragnął przesunąć chorobliwą ciekawość co do końca świata w stronę nieustannej i roztropnej gotowości na to wydarzenie. Nie przychylam się do tej opinii. W pewnym sensie byłaby to odpowiedź zbywająca – niegrzeczna.

środa, 2 października 2019

Mechanizm komunikacyjny


          Im dłużej żyje i studiuję wszelakie nauki dochodzą mnie refleksje, że człowiek, tak na prawdę, cały czas jest oszukiwany. Z racji czynników samoobronnych nie dopuszcza takich myśli i wiecznie łudzi się, że jest inaczej, pięknie, że będzie lepiej i co złe to przeminie.  Refleksja przychodzi, gdy się na niej się skupić i traktuje poważnie.
           Powodem oszukiwania innych są partykularne interesy. Wiedza jest informacją, a jej znajomość decyduje o pozycji w społeczeństwie. To co mówią politycy jest subiektywnym przekazem myśli konkretnego człowieka. Do tego trzeba uwzględnić jego chęć unikania prawdziwego stanu rzeczy.  Podobnie jest w religii. Ostatnio wróciłem, po raz n-ty, do Ewangelii Łukasza. Czytam Przedmowę. W niej jest użyty podobny mechanizm komunikacyjny jak w czasie rozmowy, w której zapewniając o dobrych intencjach, tak na prawdę ukrywa się jakieś szczegóły. Jeżeli kto podkreśla w rozmowie, że mówi prawdę, że informacja jest pewna, jest sygnałem, że coś zamierza ukryć. Może to być drobiazg, ale trzeba zachować czujność. W Przedmowie Ewangelii czytamy: "Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono" (Łk 1,3–4). Tymczasem cały I rozdział ewangelii nie jest przekazem faktograficznym wydarzeń, a wizją Łukasza. O pewności nie może być tu mowy.
           Nie sądzę, aby Łukasz miał w posiadaniu mocne dowody, że Zachariasz rozmawiał z aniołem i posiadał treść tej rozmowy. Podobnie cały opis Zwiastowania jest wątpliwy. Czy Maryja zwierzała się ze swoich przeżyć mistycznych? Nie sądzę. Opisane sceny są wizją Łukasza. W ten sposób pozbył się trudnym pytań, np. jak Maryja stała się brzemienną. Nawiedzenie Maryi zostało w Ewangelii Jana poddane w wątpliwość. Ewangelista Jan oświadcza dwukrotnie, że Jan Chrzciciel nie znał Jezusa: Ja Go przedtem nie znałem (J 1,31; 1,33 ).
          Katecheza katolicka traktuje perykopy Zwiastowanie i Nawiedzenie z olbrzymią atencją, nadając im charakter realności. Z tych tekstów wywodzi się ogromny kult maryjny: Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia (Łk 1,48). Pisarze katoliccy próbują przekonać, że z chwilą powitania Elżbiety i Maryi, Jan (w łonie tej pierwszej) został uwolniony od grzechu pierworodnego i napełniony Duchem Świętym. Poruszenie Jana: Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę (Łk 1,41) często zestawia się z tańcem radości króla Dawida, idącego przed Arką: "Dawid wtedy tańczył z całym zapałem w obecności Pana" (2 Sm 6,16). Pierwszy rozdział Ewangelii Łukasza jest literackim obrazem. Służy on bardziej do liturgii (np. Magnificat 1,40–56) niż do przekazu historiograficznego. Autor przedstawia drugi kantyk Benedictus (Łk 1,67–80):  Benedíctus Dóminus Deus Israel (łac. Błogosławiony Pan Bóg Izraela), który jest modlitwą dziękczynną Zachariasza po narodzinach jego syna.  


wtorek, 1 października 2019

Boże ratuj nasz kraj!


          Dla ustawodawców czeka nowe wyzwanie. Nie dopuścić w przyszłości do sytuacji, że jedna opcja polityczna (partia) ma większość parlamentarną pozwalającą na przeforsowywanie każdej ustawy jaką sobie wymyślą. To co jest obecne, jest chore i złe dla racji stanu państwa. Można się dziwić, że obecna władza tego nie dostrzega. Gorzej, oni swoją arogancją afiszują się, usprawiedliwiając się, że naród ich wybrał i dał im do tego prawo. Można zapytać, gdzie jest etyka, skromność i rozum, gdzie prawo i sprawiedliwość. Ich brak. Jest za to arogancja posunięta do niespotykanych wyżyn. Czy obecni rządzący nie zdają sobie sprawy, że kiedyś będą po drugiej stronie barykady (w roli opozycji).
           Co gorsza, wtóruje im w tym hierarchia kościelna. Oni też chcą nasycić się okruchami,  które spadają ze stołów panów: "Pragnął[li] [on/oni] nasycić się odpadkami ze stołu bogacza " (Łk 16,12).
          Wybór komisyjny pani wice prezes NIK Małgorzaty Motylow był tego przykładem – jawna żenada i kumplostwo.  Jak podaje prasa (FAKT) pani Małgorzaty Motylow jest znajomą Marty Kaczyńskiej.
           Ten kto widzi dalej niż granice własnego ogródak podejmie właściwy wybór 13 października. Trzeba dać Polsce możliwość oddechu i naprawienia szkód jakie powstały. Winnych, po ludzku, ukarać według miary poprzedników.
          Marszałek Sejmu Elżbieta Witek nie skorzystała z okazji zostać przykładnym marszałkiem. Szkoda.
          Wybrany prezes NIK, który powinien być postacią kryształową ma powiązania ze światem przestępczym i wiele rzeczy na sumieniu! Jego działalność biznesowa jest mocno podejrzana. Polsko. Quo vadis Domine! (dokąd idziesz Panie).
          To co się dzieje w Polsce jest jakąś satyrą polityczną, dramatem i tragiko komedią. Przekroczone zostały wszystkie normy etyczne zdrowego państwa. Ok. 40 % wyborców patrzą, a nie widzą, słuchają, a nie słyszą. Jak łatwo można kupić społeczeństwo mamoną, która niewiele jest warta. Tempora o mores!
          Kto może i jest jego stać, może pokazać, że nie wszyscy poddali się indoktrynacji politycznej, która z założenia jest zła i nieetyczna.
          Boże ratuj nasz kraj!