Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 9 sierpnia 2018

Dogmaty na cenzurowanym


         Watykan ogłosił zmianę Kościoła w nauczaniu o karze śmierci. Papież Franciszek zadeklarował, że jest ona niedopuszczalna we wszystkich przypadkach. "To atak na nietykalność i godność ludzką" - uważa głowa Kościoła. Dla mnie nie jest to niespodzianka. Od dawna podzielam pogląd, że stanowisko Kościoła w kanonie 2267 KKK jest nieprzystające do nauki Kościoła o Bożym Miłosierdziu i godności życia ludzkiego. Bardzo się cieszę, że mamy odważnego papieża Franciszka, który odważył się stanąć wbrew stanowisku Kościoła autoryzowanego przez papieża Jana Pawła II. 

          Odwaga papieża Franciszka ujawnia również słabość dogmatu o nieomylności papieża.  Czy rację miał Jan Paweł II, czy Franciszek? Uważam, ze nadszedł czas zastanowienia się nad tym dogmatem. Trzeba dojrzeć do stwierdzenia, że i dogmaty mogą ulegać zmianom. U mnie ta iluminacja miała miejsce w lipcu 2010 roku, w którym udowodniłem sobie, że dogmat o grzechu pierworodny nie ma podstaw realnych. Konsekwencją zastąpienia pojęcia grzechu pierworodnego pojęciem grzeszności, jako procesu w czasie, podważyło dogmat o Niepokalanym poczęciu NMP.  Brak grzechu pierworodnego skutkuje brakiem skazy tego grzechu, co za tym idzie brakiem dogmatu o Niepokalanym poczęciu NMP. Kolejnym dogmatem, który musi zostać zrewidowany to dogmat o nieomylności papieża.  Warto zresztą przeanalizować wszystkie dogmaty. Kruchym dogmatem jest dogmat o Wniebowzięciu do Nieba NMP.

          A więc konieczny jest nowy sobór, który uporządkuje doktrynę chrześcijańską. Potrzeba, która się ujawniła jest paląca wobec osłabienia się wiary na świecie. Kościół ma okazję przywrócić rangę Kościołowi, który ma obowiązek przechowywać depozyt wiary i ją głosić. Wierni muszą wiedzieć w którym kierunku iść.

środa, 8 sierpnia 2018

Mam przesłanki


        Mam przesłanki żeby twierdzić, że Bóg potrzebuje naszych cierpień, które, z ich owoców składają się na Odkupienie rozpoczęte przez Jezusa. Brzmi to nieprawdopodobnie i powiedziałbym nieludzko, ale coś jest na rzeczy. Jeżeli to okaże się prawdą, to tłumaczenia trzeba szukać w generowaniu dobra podczas cierpień dedykowanych, zaakceptowanych i przyjętych. Samo cierpienie bez uzasadnienia jest zbyteczne. 
          Mam za sobą dwa doświadczenia, które na to wskazują. Ze względu na ich  prywatność, nie mam odwagi o nich pisać. Nie chcę, aby ktoś profanował to, co uważam za święte. Moje cierpienia są potrzebne. Jeżeli jest to prawdą, to niech się dzieje, jak się dzieje. Bogu można odmówić, ale nie uchodzi nie przyjąć boskiego oczekiwania. Cała tematyka cierpienia jest dla człowieka trudna i nieuchwytna. Rodzą się pytania, po co i jaki jest ich sens? Odpowiedzi trzeba szukać głęboko w strukturach istnienia. Wiem, że dobro jest funkcjonałem, a ono jest energetycznym budulcem wszechświata. Bogu potrzebna jest energia to podtrzymywania świata w istnieniu. Może Bogu wyczerpuje się moc? To nie wchodzi w rachubę. Tłumaczenia szukałbym w projekcie boskim, że człowiek jako syn i boski dziedzic musi uczestniczyć we współtworzeniu i podtrzymywaniu świata w istnieniu. Bóg ma wielkie oczekiwania wobec swoich stworzeń. Może liczyć tylko na istoty rozumne. Cierpienia są zsyłane wg losu, stochastycznie, ale mogą być też oczekiwane przez Boga od konkretnych osób. Szczęśliwi ci, którzy są powołani na służbę Bogu. Jak pisałem wielokrotnie o anielskiej służbie. To zaszczyt i wyróżnienie. Czy można chcieć więcej?

wtorek, 7 sierpnia 2018

Namiętności utrudniają Zbawienie


         Ludzie popełniają różne grzechy. Wynikają one z daru wolności jaki otrzymaliśmy od Boga. Świat jest atrakcyjny i dostarcza wiele pożądliwości. Pytaniem jest. Które grzechy są Bogu niemiłe? Jak sądzę, jest wiele. Dzisiaj zainteresuje czytelników działaniami, które wynikają z ludzkich namiętności. Ktoś powie, że dobrze jest, jak człowiek ma namiętności, bo one dynamizują życie, wprowadzają ożywienie, są twórcze i zarazem dają przyjemność. Czy ludzkie namiętności  mogą nie podobać się Bogu?
           Wszystko, co przekracza pewną granicę przyzwoitości, każda przesada jest pejoratywna. Zawsze trzeba trzymać z uwagą cugle, którymi się kierujemy w życiu. Z małych przewinień wycofać się łatwo, gorzej jak idzie się na całość. Prosty przykład –  palenie tytoniu. Sam byłem palaczem, i wiem że jest to frajda. Może śmierdząca, ale dająca relaks, ukojenie nerwom. Tak. palenie dawało mi przyjemność. Na wykładzie w seminarium usłyszałem słowa, że palenie to adiafora – czyn moralnie obojętny. Wielu palących kardynałów powołuje się na to wątpliwe stwierdzenie. Dzisiaj sam mam wątpliwości  jak zakwalifikować tę namiętność.  Ważna jest skala tego nałogu. Palenie jest powodem wielu chorób, a to jest złe i nie może Bogu się podobać. Poza tym palenie pośrednio wpływa na innych (rodzinę), a wtedy pojawia się zło  społeczne. Trudno jest wtedy bronić tę namiętność przed Bogiem.
           Jeżeli namiętność staje się pierwszą przed miłością do Boga jest grzechem ciężkim, i ten grzech utrudnia wejście do Królestwa Niebieskiego. W Piśmie świętym napisane jest kilkakrotnie, że Bóg jest Bogiem zazdrosnym:" ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym" (Wj 20,5; 34,14; Pwt 4,24;6,15; Joz 24,19).  W Księdze Nahuma czytamy radykalne stwierdzenie: "Zazdrosnym i mszczącym się Bogiem jest Pan"  (Na 1,2). Radykalizm biblijny wiąże się ze starotestamentalnym ujmowaniem Boga jako rządzącego Króla na podobieństwa króla ludzkiego.
          Należy rozumieć, że kto wybiera namiętność, a potem Boga popełnia względem Boga wielkie wykroczenie.
        Pismo święte o samej namiętności pisze: "Życiem dla ciała jest serce spokojne, próchnieniem kości jest namiętność " (Prz 14,30); "Z kobietą zamężną nigdy razem nie siadaj ani nie ucztuj z nią przy winie, aby przypadkiem twa dusza nie skłoniła się ku niej, byś przez swą namiętność nie potknął się aż do zagłady" (Syr 9,9); "namiętność gorąca, jak ogień płonący,
nie zgaśnie, aż będzie zaspokojona; człowiek nieczysty wobec swego ciała, nie zazna spokoju, aż go ogień spali; rozpustnik, dla którego każdy chleb słodki, nie uspokoi się aż do śmieci
" (Syr 23,17).

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Jaki ojciec, taki syn

          Kiedy Lech Kaczyński został prezydentem Warszawy jego Ojciec  Rajmund Kaczyński mówił: "Boże, uchroń Polskę przed moimi synami". Ojciec znał swoich synów. Miał odwagę wystawić im laurkę. Ostatnio powtórzyła w telewizji  jego słowa jedna z uczestniczek Powstania Warszawskiego Hanna Standnik (ur. 23 lutego 1929 roku w Warszawie.), pseudonim "Hanka" (sanitariuszka z Powstania Warszawskiego), która znała osobiście Rajmunda (Izaaka Stolzmana vel Zdzisław Kwaśniewski.). Życiorys ojca Kaczyńskich jest pogmatwany. Jak przekazała pani Hanna: Tak, walczyliśmy razem w "Baszcie" na Mokotowie. To był cichy i dobry człowiek. Nigdy jako dzieci panowie Jarosław i Leszek nie przychodzili z ojcem na żadne uroczystości. A my z "Baszty" mieliśmy 1 sierpnia jedno spotkanie i kolejne – 27 września, w dzień kapitulacji.
          Lech i Jarosław rzadko chwalili się ojcem. Może dlatego, że jako tytan pracy rzadko bywał w domu. A może z innego powodu? Bo Rajmund miał współpracować po wojnie z PZPR organizując przy Politechnice Warszawskiej 2-letnie kursy szkoleniowe. Dzięki nim partyjni kacykowie mogli się legitymować dyplomami ukończenia studiów
          Rajmund Kaczyński był czołowym funkcjonariuszem KC Polskiej
Zjednoczonej Partii Robotniczej, i to dodatkowo w jej  najmniej
chlubnym okresie, to jest przed rokiem 1956. Tow. Kaczyński (ojciec)
prowadził - między innymi - przyspieszone kursy marksizmu-leninizmu na
Politechnice Warszawskiej, kształcące głównie frakcję w KC tzw.
Natolin (Moczara) czyli najbardziej twardogłowych członków PZPR.
           Jaki ojciec, taki syn. Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Czy trzeba więcej?
           Jarosław Kaczyński przejął od ojca ideologię komunistyczną. Widać miał w niej swoje upodobania, bo wciela je w życie.
           Wiem, że mój blog jest czytany za granicą. Proszę uwierzyć. Polacy odcinają się od tego pana i jego zamysłów. Teraz jesteśmy doświadczani przez los, ale przyjdzie czas odnowy. Polacy jeszcze pokażą, że są narodem niezłomnym, honorowym, odważnym, kochający swój kraj i uznający Boga.
           A dla dzisiejszej ekipy politycznej przytoczę biblijne słowa: "Niech mi Pan to uczyni i tamto dorzuci  (Rt 1,17; 1 Sm 3,17; 14,4; 20,13; 25,22; 2 Sm 3,9,35;). Kto to rozumie, to wie o czym mowa.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Kamil Sipowicz zdementował doniesienia mediów


       Kamil Sipowicz zdementował doniesienia mediów, że, jego żona Kora, wokalistka przyjęła tuż przed śmiercią ostatnie namaszczenie. Dodał: Moja żona do końca była wierna religii słońca, wiatru i kwiatów. Nie przyjęła ostatniego namaszczenia. Jej słowa są godne filozofa.  Kora z pewnością dostrzegała jedność istnienia ludzkiego z otaczającą ją przyrodą, wszechświatem i pięknem z nim związanym. Czuła ją i z nią się integrowała. Wierzyła, że powróci skąd przyszła. Jako osoba wykształcona i biegła w logicznej analizie faktów z pewnością dostrzegała Przyczynę sprawczą. Może nie rozumiała mechanizmów fizycznych świata dynamicznego, ale odbierała w swoim umyśle i w sercu tchnienie życia i pierwiastek boski, którą drzemią w przyrodzie. Dla mnie przekaz Kory jest wyznaniem jej wiary. I dlatego niech nikt nie waży sądzić jej z zewnętrznych pozorów (por J 7, 24) i etykietować ją, czy była katoliczką, ateistką, czy kimkolwiek. Odmowa sakramentu ostatniego namaszczenia i księdza mogło wynikać z buntu przeciw postawie Kościoła Polskiego i nieobyczajności części kleru. Mój dziadek, kolega z ławki w seminarium Ojca Maksymiliana Kolbe, człowiek wierzący i praktykujący odmówił tego sakramentu z podobnych pobudek. Ja przekazałem rodzinie, że od nich zależy, czy wyprawią mi pogrzeb tradycyjny (katolicki), czy nie. Ja mam ogromny żal do polskich kapłanów i wielu teologów. Ignorowali mnie za życia. Może bali się mnie jak ognia. Moje spotkanie z Bogiem zachowam w dyskrecji.  Nie wszyscy muszą podporządkowywać się tradycji i obrządkom religijnym. 

sobota, 4 sierpnia 2018

Aktywność w dobrej wierze


        Moje prace  teologiczne są czytane na całym świecie (wiem o tym z informacji zwrotnych z dwóch redagowanych blogów). Najbardziej zaskakują mnie Chiny. Chciałbym cokolwiek wiedzieć o moich czytelnikach. Interesuje mnie ich podejście do wiary rozumnej, jak korzystają z tekstów pisanych w języku polskim? Zwracam się do wszystkich, o parę słów. Oprócz komentarzy można pisać na moją skrzynkę pocztową p.porebski@onet.pl Wiedza o Was pozwoli mi ukierunkować profil blogów wiary rozumnej.  Ciekawsze sprawy będę ujmować w moich projektach. Dopuszczam, za zgodą komentatorów, kopiowanie ich komentarzy. Może uda mi się stworzyć  zespół ludzi myślących podobnie. Zastrzegam się od tworzenia jakichkolwiek organizacji religijnych.
Proszę tylko o aktywność w dobrej wierze. Ja również się uczę przez całe życie.

Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie. P.P.

Jedność Jezusa z Ojcem


             Zdaję sobie sprawę, że często się powtarzam. Czynię to celowo, bo pisane teksty traktuję jako teksty modlitewne. Czytając je czytelnik może  wczuwać się w ich treść, a jak się wczuwa to się modli. Modlitwa jest kontaktem z Bogiem. Ten kontakt jest bardzo potrzebny człowiekowi. Żyjemy w Bogu, i musimy to jakość wyrażać. Bóg dając nam wrażliwość religijną i rozum  wskazał, że jest to właściwa postawa wobec Stwórcy. Mam odwagę napisać, że On tego od nas oczekuje. Drugą formą okazywania szacunku Bogu jest dążenie do boskiej doskonałości. Nie łudźmy się. Przed nami upadki. Za dużo jest atrakcji w wyborach. Liczy się nasza postawa, chęć i wola.
             Jezus jest nam bardzo bliski, ze względu na swoje człowieczeństwo. On zachowywał się zwyczajnie. Jego postawa była godna Syna Bożego, a przy tym bardzo ludzka. Może gdybym żył w Jego czasach może czułbym respekt. Dzisiaj jest On dla mnie przyjacielem. Mam odwagę mówić Mu wszystko, co mnie interesuje, albo się do mnie odnosi.
              Słuchacze utożsamiali Jezusa z Mesjaszem, który był oczekiwany. Początkowo Jezus bronił się od tej etykiety. Przyciśnięty do muru zgodził się, ale chciał udowodnić swoją inną rolę. Próbował przekazać wiedzę: "Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie" (J 10,25); "Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam" (J 5,17); "Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce" (J 5,21). Tymi słowami przygotowywał słuchaczy do Prawdy, że On jest jak Ojciec i ma te same prerogatywy, co On. Jego słowa były coraz bardziej stanowcze: "Gdybyście Mnie poznali, poznalibyście i Ojca mego" (J 8,19). Dla uwiarygodnienia swojego Majestatu przywołał słowa Ojca z krzaku gorejącego (Wj 3,14): "Zanim Abraham stał się, JA JESTEM" (J 8,58). To przywołanie słów Boga przelały kielich ich cierpliwości. Porwali kamienie i chcieli Jezusa ukamienować (tamże, cd.).  Dla Nich Jezus bluźnił, powołując się na jedność z Bogiem. Aby to zrozumieć trzeba było oddalić perspektywę czasową. Do tej Prawdy trzeba było dorosnąć.
       Jezusa próbowano tłumaczyć: "Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić" (J 9,3). Jedynym sposobem, żeby uwiarygodnić słowa Jezusa było oddanie swojego życia w tej sprawie. Można powiedzieć, że odwaga Jezusa w przyznaniu się do roli jaką wyznaczył Mu Ojciec doprowadziła do śmierci. Jezus miał jednak sposobność jej uniknięcia. Piłat był Jego "sprzymierzeńcem", ale On był konsekwentny do końca.