Łączna liczba wyświetleń

sobota, 31 sierpnia 2019

Analizy porównawcze


         Niektórzy czytelnicy dopatrują się w moich wykładach tendencji protestanckich, (ewangelikańskich). Nie odbieram tego jako coś obraźliwego. Pamiętam ze studiów teologicznych na KUL (Seminarium w Kielcach) jak zadawano nam studiowanie dogmatyków protestanckich (zwłaszcza niemieckich jak i francuskich) tłumacząc, że są/byli oni bardzo dobrymi dogmatykami. Jak byłem W Częstochowie na Jasnej Górze, to słuchałem tam chóru prawosławnego. Mówiono mi, że teologia Maryjna w kościele prawosławnym jest na wyższym poziomie duchowym niż w Kościele katolickim. Kościoły protestanckie jak i prawosławne, unickie, koptyjskie należą do kościołów chrześcijańskich i głoszą podobną teologię. Różnice są niewielkie i dotyczą głównie spraw organizacyjnych, liturgicznych.

         Spotkałem się z analizami porównawczymi prowadzonymi nad moimi tekstami, np: "bliżej Ci do ewangelika ( niegdyś heretyka) niż katolika, zwłaszcza dzisiejszego, a przynajmniej części tych katolików". Jednak nie miały one charakteru naukowego tylko były próbami przyłożenia mi etykiety (jak się domyślam w intencji  pejoratywnej). Brakowało mi u moich adwersarzy i analityków własnych poglądów na poruszane tematy. Byłoby one dla mnie ciekawsze i pouczające.

        Od lat podchodzę do teologii, religii w sposób fenomenologiczny. Nic dziwnego, że odczytuję nieraz inaczej dokonane egzegezy. Na tym polega fascynacja tymi tematami. Mam możliwość wydobywać z nich nowe wartości teologiczne, usuwając niekiedy zwykłe brednie.

piątek, 30 sierpnia 2019

Być sługą


         Niefortunne pytania dzielą, i w tym wyrażają swoją nietolerancję: "...faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?»" (Mt 9,11) Sugerują, że  są lepsi i gorsi. Gorszych trzeba unikać. Reakcja Jezusa jest trafna: "On usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają" (Mt 9,12).
        Człowiek został stworzony do życia wspólnotowego. Jest istotą dialogiczną. Tylko we wspólnocie może wykazać swój stosunek do innych. Może realizować się w posłannictwie miłości Chrystusowej. Nie sztuką jest miłować bliskich, ale służyć innym i to bezinteresownie. Jezus współbiesiadując z celnikami i grzesznikami okazywał im szacunek jaki się należy każdej osobie powołanej do życia przez Stwórcę. W każdym człowieku drzemie duch Boży i istnieją pokłady dobra. Nie wolno tego marnować. Ludzie "źli" to istoty zagubione, chore, pozbawione woli czynienia dobra. Trzeba im współczuć. Można im też pomóc w odblokowaniu tego, co gdzieś się w nich przytkało.  Główną przyczyną złej woli są kompleksy, a kompleksy są wołaniem o pomoc, szacunek innych, dowartościowanie. Człowiek stworzony na podobieństwo Boże ma w sobie potrzebę być bogiem, wyróżniać się ponad innych. Pycha zasłania mu prawdę, że ktoś "wielki" powinien być sługą, a nie panem. Tę mądrość głosił Jezus: "On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: «Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!»"(Mk 9,35).
         Ludzie bogaci źle rozumują. Dobra materialne uważają za swój dorobek, swoją własność. Są w błędzie. Wszystko co mają dzierżawią od Stwórcy. To co należy wyłącznie do nich to ich wola i świadomość. Wola jest darem od Boga i nawet Bóg w nią nie ingeruje. Dlatego każdy może nawet się odwrócić od Boga. Bóg to szanuje i nie zamierza wymierzać sprawiedliwość. Człowiek odrzucając Boga sam pozbawia się Jego Opatrzności, sam siebie karze. Biblijne teksty mówiące o karach Bożych są mylące, np: "I rzeczywiście Pan ukarał lud za to, że uczynił sobie złotego cielca, wykonanego pod kierunkiem Aarona" (Wj 32,35). Świadomość jest nagromadzonym kapitałem za życia. W niej zachowane są dobre i niekoniecznie dobre, wszystkie  wyobrażenia, myśli, przeżycia, informacje, wiedza. Np. skarbem nie jest posiadanie złota, a myśl o nim, że było się przez jakiś czas jego właścicielem. Skarbem są zapamiętane przeżycia, okresy szczęśliwości i walki z trudnościami, marzenia. Poczucie, że żyje się przykładnie, że jest się pomocny dla innych, że komuś uratowało się życie to są prawdziwe skarby. Tylko te skarby można wziąć ze sobą idąc na spotkanie z Bogiem. Rzeczy materialne muszą pozostać na ziemi.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Dosyć ma dzień swojej biedy


          Mój ulubiony cytat z Ewangelii Mateusza brzmi: "Dosyć ma dzień swojej biedy" (Mt 6,34) poprzedzony słowami: "Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie" (tamże). Słowa te przypomina mi nawet moja żona, daleka od prowadzonej przeze mnie tematyki. Wychodzi ona z założenia, że są w życiu takie sytuację, na które nie można mieć żadnego wpływu. W tej bezradności głupotą jest zamartwiać się nimi. Słowa te odnoszą się także do obecnej sytuacji politycznej. Duża spora Polaków kupiona została przez opcję dobrej zmiany, która nie ma nic wspólnego z deklaracjami i nazwą organizacji. Moja żona i ja bardzo cierpimy z tej niekorzystnej wiedzy. Może nowe wybory obudzą większość Polaków i Polska pozbędzie się tej straszliwej dziejowej choroby.
         Słowa: "Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały"  (Mt 7,6) odbieram bardzo osobiście. Wychodzi ze mnie ukryty konserwatyzm. Mimo, że nie przywiązuję się do rzeczy, to mam, może tylko w pamięci, rzeczy, zdarzenia, które odegrały w moim życiu istotną rolę. Zdaję sobie sprawę, że one są cenne tylko dla mnie. Dla otoczenia bliskiego są bez znaczenia. Mam świadomość ich kruchości, ale dla mnie pozostają sacrum. Do takich perełek zaliczam moje skrzypce, które otrzymałem od mojego kochanego dziadka Piskorza. Od chwili pierwszego kontaktu pokochałem nie tylko skrzypce ale muzykę skrzypcową i muzykę w ogóle. Nauczyłem się na nich grać. Pamiętam duety skrzypcowe z moim profesorem. Dla mnie są one relikwiami. Dzisiaj, granie sprawia mi trudność. Jakość wydobywanych dźwięków są miłe tylko dla moich uszów. W pamięci pozostają mi bliskie osoby, które szczególnie zachowuję. Nie wymienię ich, bo boję się, że niektóre przeoczę. W liceum miałem panią profesor chemii, która okazała mi zaufanie. Od niej stałem się przykładnym uczniem i pokochałem naukę. W mojej biografii zanotowałem:
          Pamiętam pierwszą ocenę w liceum. Dwója z języka rosyjskiego. Przyznaję się. Przez cztery lata edukacji, nigdy nie otrzymałem oceny lepszej. Przechodziłem do następnej klasy prawdopodobnie tylko dlatego, że byłem ogólnie dobrym uczniem i lubiany przez profesorów.  
          Jako dziecko kombatanta wojennego oraz biedy, otrzymałem zapomogę miesięczną w wysokości ponad stu złotych. Na drugi okres szkolny groziły mi dwie dwóje: z rosyjskiego i z chemii. Postanowiłem poprawić chemię. Nie udało się. Nauczycielka zapytała mnie:
  Dlaczego się nie uczysz?
Tłumaczyłem się jak mogłem. Na koniec powiedziałem jej, że mając dwie dwóje, cofną mi, tak pomocną zapomogę. Nauczycielka zareagowała zaskakująco.
  Paweł, jak mi obiecasz, że weźmiesz się do nauki to
awansem  postawię ci trójkę.
Obiecałem i już w trzecim kwartale zgłosiłem się do pomagania w nauce innym. Wychowawca zorganizował odpłatne kółka samopomocowe – 5 zł za godzinę. Zostałem korepetytorem chemii. Moja wdzięczność do tej mądrej profesorki pozostała do dziś.
         W drugiej klasie zacząłem udzielać korepetycji z matematyki, chemii, fizyki oraz z języka francuskiego. Prowadziłem je w ogromnych ilościach. Początkowo brałem za jedną godzinę-pełną 15 zł., potem doszedłem do 30 zł. Jak przychodziłem do domów, często stawiano mi kawę, ciastko, a o szacunku nie wspomnę. Pieniądze, może nie za wielkie, miałem zawsze. Często wiele rzeczy kupowałem sobie sam, za własne zarobione pieniądze.
          W nauce robiłem coraz większe postępy. Zbliżałem się do elity klasowej. Gdyby nie język rosyjski, mogłem być uznany bardzo wysoko.

środa, 28 sierpnia 2019

Vis vitalis


          Często człowiek zadaje sobie pytanie. Jak żyć w dzisiejszych uwarunkowaniach, które dostarczają nam tak wiele stresów. Przy tym, gdzieś zapodziały się autorytety, tradycja, klimat dawnych czasów. Nawet podstawowa ostoja Kościoła zbledła po wykryciu afer seksualnych. Postawa hierarchów Kościoła budzi zastrzeżenia, a ówczesna władza  niszczy dorobek ostatniego 30–to lecia. Klimat się zmienia, Ziemia się spłaszcza, przyroda zanika. Sam nie lubię pouczeń w stylu jak trzymać widelec i zachowywać się przy stole. Człowiek powinien korzystać z naturalnych odruchów i wrażliwości, które ma w sobie. Adresuje poniższe słowa tylko do zainteresowanych.
         Przede wszystkim trzeba skorzystać z własnym zasobów, które drzemią w człowieku. Zapewniam, że w człowieku ukryte są niesamowite zasoby, które trzeba wydobyć i uruchomić. Cała świadomość sytuacji rodzi się w ludzkim umyślę. W rezultacie o samopoczuciu decyduje sam człowiek. Z zewnątrz atakują nas tylko bodźce. Trzeba je kontrolować i dokonywać selekcji. Te których nie można zlikwidować, bo głową muru nie przebije się należy maksymalnie osłabiać. Te które pozostają tworzą naszą opowieść życia. Każdy człowiek jest osobnym teatrem z własną historią i rolą. Ona może być różna. wesoła i niekoniecznie, ale jest naszą historią. Wydarzenia losowe ubogacają ich treść. Walczyć z nimi jest tylko samo udręczeniem. Można z nich uczynić dramat, a nawet komedie. Jesteśmy własnymi reżyserami i aktorami swojego losu. Od nas zależy, jak widzą je inni. Ich odbiór, choć może nas boleć, jest tylko ich problemem.
          Dla wielu pomocny jest Bóg, którego można odnaleźć w sobie. Nawet dla tych, dla których Bóg jest Abstrakcją jest Partnerem do dialogów w zaciszu serca. Z nich pojawiają się nowe pomysły, nadzieja.
         Trzeba w sobie wydobyć pokłady miłości do wszystkiego, ludzi, zdarzeń, przyrody i przedmiotów. To funkcjonał o niesamowitej sile. Dając, ona odbija się od odbiorców, wzmacnia (interferuje) i wraca z jeszcze większą siłą. Czynione dobro wokół siebie wraca
         Nie trzeba przejmować się pierdołami (drobiazgami). One tylko zagłuszają spokój ducha. Jak pisze Mateusz: "Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? " (Mt  16,26).
          "Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? " (Mt 6,25–26).
          Trzeba ograniczyć gadulstwo. Powtarzane fakty nabierają realności. W świadomości potęgują się.
           Należy wybaczać ludziom ich małostkowość i głupoty. Karmią się oni  suchą karmą bez okrasy.   
           Zaufaj, jak nie Bogu, to rachunkowi prawdopodobieństwa. Świat jest w ciągłej zmianie. Raz jest na górze, a raz na dole. Los dostarcza niespodzianki. Carpe diem – chwytaj co dobre i ciesz się chwilą. Ciesz się drobiazgami, przyrodą, kwiatem, ludzkim gestem, cudzym uśmiechem, muzyką, kulturą, cudzym szczęściem.
           W tym miesiącu sam poddałem się zgryzotom. Ciało odmówiło posłuszeństwa. Nie mogłem utrzymać nawet postawy siedzącej. Leciałem przez ręce. W szpitalu wykluczono nowy udar  i nowy zawał serca. Wróciła nadzieja i vis vitalis (siła życiowa). Wróciłem wzmocniony.
          Na śmierć nie ma się wpływu. Dla cielesności jest końcowym dramatem, porażką. Dla ducha jest wybawieniem.  Nawet jak nie ma się wiary, to nasze zmartwienia, w tym temacie, są zupełnie bez znaczenia.

wtorek, 27 sierpnia 2019

Bóg przebacza bezwarunkowo


        Wydaje się, że Jezus powinien znać Ojca. Potwierdzają to słowa Ewangelii:
"Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał" (J 7,29). Natura duchowa Boga nie pozwala na Jego opis wizualny. Jezus ogranicza się tylko do Jego paradygmatów. Mówił o Nim często, ale bez zrozumienia słuchaczy. Oni słowa Jezusa przekładali na swoją wyobraźnię i wyczucie duchowe. Każde ludzkie działanie zniekształca prawdę. Można to śledzić w słowach Ewangelii Mateusza, który tak zakończył słowa nauki modlitwy Jezusa (Ojcze Nasz):  "Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień" (Mt 6,14–15). Słowa te warunkują działania Ojca od poczynań stworzeń ludzkich. Bóg tym różni się od człowieka, że w swoim Miłosierdziu i swej woli przebacza największym zbrodniarzom. Na Jego decyzje mogą mieć tylko słowa próśb wyrażanych w modlitwach.
          Jezus żył z Ojcem w doskonałej wspólnocie, ale za życia był ograniczony powłoką cielesną. Dlatego Paweł pisał: "On [Jezus] jest obrazem Boga niewidzialnego" (Kol 1,15) i tylko obrazem. Jezus był Wywyższony na krzyżu i podniesiony do Aktu działającego. Za życia korzystał tylko z darów, które otrzymał od Ojca. Sam w sobie był skromny. Mówił o sobie, że jest Synem Człowieczym (por. Mt 9,8,  Mk 2,10). To ewangeliści gloryfikowali Go, bo chcieli pokazać Go w świetle swoich koncepcji religijnych. Wyprzedzali czas: "Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca" (J 14,9); "Obu przysługuje jedna chwała" (J 5,23; 11, 4; 17,9); Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie (J 14,9–11). Ewangeliści popełniali błogosławioną nadgorliwość. Przoduje w tym szkoła Janowa, która jest uznawana za autora Ewangelii wg Jana.

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Nierząd


          Słowa ewangelii: "A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa" (Mt 5,27). A ja się pytam. Jakiego czynu grzesznego dopuszczają się młodzi, którzy pożerają się wzrokiem. Bez pożądliwości, która jest darem bożym, nie byłoby zainteresowania płcią odmienną, czy obiektem pożądania. Słowa Ewangelii nie trzeba odczytywać dosłownie. One wyrażają czyny przekraczające normalność. W tym duchu dalsze słowa mają metaforyczny sens (Mt 5,27–30).
         W przypisie do tej perykopy napisano: "Z wszystkich trzech Synoptyków wynika jasno i niedwuznacznie, że Jezus przywrócił pierwotną nierozerwalność małżeństwa i nie pozwolił na żadne rozwody (Mt 19,6-9; Mk 10,2-12; Łk 16,18; por. 1 Kor 7,10n). Wyjątek, o którym jest mowa tu i w Mt 19,9, należy prawdopodobnie tak rozumieć, że chodzi nie o ważne, legalnie zawarte małżeństwo. Współżycie zaś dwóch osób poza małżeństwem jest zawsze nierządem". To kolejna przesada ewangeliczna. Istotą związku małżeńskiego jest wzajemna przysięga osób zainteresowanych. Kapłan jest tylko świadkiem. Każde szczere wzajemne wyznanie miłości jest spełnienie woli tworzącego się związku. Zbliżenie cielesne pary jest kolejną jej fazą. O nierządzie nie może być mowy. Jak w przypisie: "Użyty tu termin gr. Gyne oznacza i żonę, i kobietę w ogóle".
          Dalsze słowa Mt 5,31–32 są w sprzeczności z nakazem Pana wyrażonym w Księdze Ozeasza: "Gdy rozpoczął Pan przemawiać przez Ozeasza, rzekł do niego: «Idź, a weź za żonę kobietę, co uprawia nierząd, i [bądź ojcem] dzieci nierządu" (Oz 1,2).
          Dzielny Jefte, sędzia i przywódca z Gileadu, był synem nierządnicy (Sdz 11,1).  Do dnia dzisiejszego nierządnice są traktowane pogardliwie i przypisuje im się wielkie grzechy. Według sprawiedliwości Bożej ujawnia się na nich jedynie słabość ludzka. Bóg poucza nas, że powinniśmy do słabszych kierować całe naszą miłość i serce.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Swoją ofiarą zapewnił szlif naszych sumień


          Słowa ewangelii: "Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5,48) są zadaniem do wykonania w wymiarze asymptotycznym.  To znaczy, że za życia nie można jej osiągnąć, a tylko przybliżyć do doskonałości. Można pomyśleć, że Jezus zadał zadanie niemożliwe do osiągnięcia. Jednak Jego słowa mają pokrycie we własnej śmierci Odkupieńczej. Swoją ofiarą zapewnił szlif naszych sumień. Tylko dusze czyste mogą połączyć się z naturą Boga. Człowiek musi wykazać wolę osiągnięcia doskonałości i unikać grzechów śmiertelnych, które utrudniają interakcję z Bogiem. Jak przebiega proces oczyszczenia zagubionych dusz jest tajemnicą. Wydaje się, że proces ten ma miejsce w rzeczywistości realnej, wśród żyjących. Dostają cierpień świadomości swojego stanu. Są przesłanki (w objawieniach prywatnych), że dusze nie opuszczają ziemi dopóki nie dokona się ich oczyszczenie.  Ze względu na to, że same nie mogą już wiele uczynić można im pomóc dostarczając dobra modlitewnego i darów intencjalnych. Z ich nadmiaru korzystają dusze zaniedbane  i opuszczone przez bliskich. Nie wszyscy wiedzą, że modlitwa ma wielką moc. Najpiękniejsza jest ta, która rodzi się w ciszy i bez ostentacji: " Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie" (Mt 6, 6).  Zapewniam czytelników, że znam jej wartość z autopsji.
         Mateusz przedstawia naukę Jezusa w sposób rzetelny. W tekście przebija duch Jezusowy. Warto zapoznać się z treścią i wdrożyć naukę w życie.