Być może nadchodzi czas, aby na nowo przemyśleć swój stosunek, podejście do wiary. Nie chodzi o jej odrzucenie, lecz o przesunięcie akcentów — o odejście od wyłącznie tradycyjnie pojmowanej religijności na rzecz głębokiego, wewnętrznego dialogu z Absolutem, Stwórcą. Jego istnienie można traktować jako niepodważalną prawdę: obecną poza doktrynami i rytuałami, a jednocześnie bliską, osobistą i intymnie doświadczaną. Jego Istnienie oraz Opatrzność ujawniają się bowiem wyraźnie w doświadczeniach życiowych, w harmonii i logice świata, w ciszy sumienia, a także w chwilach granicznych, gdy człowiek przekracza samego siebie — własne lęki, ograniczenia i ego.
Trudno przejść obojętnie wobec mnogości bezpośrednich i pośrednich świadectw Jego istnienia i działania. Od zarania dziejów Stwórca był przywoływany, czczony i uwielbiany pod różnymi imionami. Nazwy te zmieniały się wraz z kulturą, językiem i epoką, lecz nie to jest istotne. Istotne pozostaje samo Jego istnienie — „On jest i być musi”, jak głosi jeden z aksjomatów filozoteizmu (autora). Fakt, że nie jest widzialny, nie powinien dziwić. Jest przecież Absolutem, Bytem duchowym, przekraczającym materialne formy. Jest obecny we wszystkim: w prawach przyrody, w porządku kosmosu, w ludzkich przeżyciach duchowych, w intuicji sensu i dobra.
Autentyczny ateizm wydaje się zjawiskiem rzadkim — często nie tyle wynika z rozumu, ile z braku wrażliwości na wymiar metafizyczny istnienia. Bez odniesienia do Stwórcy trudno bowiem spójnie i sensownie wyjaśnić całość rzeczywistości. To On stanowi klamrę spinającą wiedzę empiryczną z doświadczeniem wewnętrznym, rozum z przeżyciem, fakt z sensem.
Jak wielokrotnie podkreślałem, różne religie mówią o Tym Jednym na rozmaite sposoby. Formy kultu są zjawiskami kulturowymi — bywały skromne i ascetyczne, innym razem barwne, kwieciste, pełne symboliki i harmonii. Każda z nich jest próbą wyrażenia Niewyrażalnego. Współczesny świat szczególnie potrzebuje pluralizmu religijnego, inkluzywizmu (jedna religia dostępna wszystkim) oraz autentycznego dialogu międzyreligijnego — szeroko rozumianego ekumenizmu. Różnorodność kultów i tradycji nie jest zagrożeniem, lecz bogactwem kulturowym i duchowym ludzkości, świadectwem wspólnego poszukiwania tej samej Niepodważalnej Prawdy.
Próby wspólnych modlitw, uroczystości i świętowania są już od pewnego czasu podejmowane. Stanowią ważny przykład wspólnego działania i stanowią przykład zaangażowania oraz dążenia do umacniania jedności: "To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali" (J 15,17). Ale byłoby pięknie – trochę miłości to jak trochę dobrego wina.
Jedna religia eliminuje na przykład wojny religijne, które często wynikają z różnic doktrynalnych i sporów światopoglądowych. Jedna obowiązująca moralność uchroniłaby na przykład kobiety przed restrykcyjnymi reżimami religijnymi, które ograniczają ich prawa i wolność osobistą. Może to co piszę jest utopią, ale spróbować warto.
Dla mnie bliższe jest chrześcijaństwo, ponieważ urodziłem się i wychowałem w tym środowisku. Jednak wiedza, którą z czasem zdobyłem, utwierdza mnie w przekonaniu, że jest to religia najbardziej dojrzała — zarówno pod względem moralnym, jak i duchowym. Pomijam przy tym próby jej upiększania, rozumiejąc, że podejmowano je w dobrej wierze. W wyniku tych zmian powstał piękny kult, który mimo pewnego przejaskrawienia — nadal daje duchowe ukojenie.
Po oczyszczeniu chrześcijaństwa z pomyłek i niepotrzebnych naleciałości mogłoby ono w pełni odpowiadać ludzkim oczekiwaniom. Pozostaje jednak pytanie, jak przywrócić dobre imię instytucji kościelnej, aby Kościół instytucjonalny mógł ponownie zbliżyć się do Kościoła Chrystusowego?
W tym względzie pozostaję pełen sceptycyzmu. Każda ludzka instytucja narażona jest na ludzkie błędy i słabości. Niekiedy trzeba wszystko spalić i unicestwić, aby mogło narodzić się na nowo. Zgodnie z rozmową Nikodema z Jezusem: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego” (J 13,3).
Pozostaje więc oczekiwanie na przyjście nowego Nauczyciela, który miałby moc dokonać nowego aggiornamento w chrześcijaństwie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz