Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 20 maja 2014

Parasol


        Kiedy odbywają się wybory w ważnych sprawach, najczęściej żywi się nadzieję, że idzie ku lepszemu. Rozczarowanie przychodzi po czasie, kiedy „wybrańcy losu” nie spełniają naszych oczekiwań. Takie nadzieje miałem kiedy wybierano abp Stanisława Dziwisza na metropolitę krakowskiego, abp Kazimierza Nycza na metropolitę Warszawskiego, abp Józefa  Michalika na metropolitę przemyskiego i przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski w latach 2004–2014. Najmniejsze rozczarowanie zrobił na mnie Kazimierz Nycz. No cóż. Należy on do elit mocno ze sobą powiązanych. Trzeba mocnego charakteru, aby przebić się ponad układy. Póki co, udaje się to obecnemu papieżowi Franciszkowi. Na jego ocenę przyjdzie jeszcze czas. Obecnie wybrano bp. Wojciecha Polaka na Prymasa Polski. Jego wcześniejsze wystąpienie telewizyjne spodobało mi się. Miał odwagę podjąć słuszną krytykę nieobyczajowości  w kościele. Zyskał tym parę plusików. W pierwszej chwili ucieszyłem się tym wyborem, ale kilka migawek telewizyjnych popsuło mi dobry nastrój. Nie jest to trudne do zaobserwowania, gdy ktoś przyjmuję postawę tryumfatora (np. Wałęsa). To jeszcze nie jest grzechem. Widać, że bp Wojciech Polak ucieszył się nominacją. Kiedy zobaczyłem na ekranie telewizyjnym migawkę, jak usłużni podopieczni (było ich czterech) chronią go parasolem przed deszczem, kiedy on miał ręce niezajęte, wróciły wspomnienia celebracji wielkich tego świata. Nadgorliwość podopiecznych była przesadnie usłużna. Ktoś powie. Nic to, ale drobne zdarzenia  składają się na pewną całość.

          Ostatnie wieści ze świata, kłótnie polityków, sprawa Ukrainy, nagłośnienia o wypadkach, ten sam bełkot PISu,    link http://www.youtube.com/watch?v=iIHLaz9BuTU, który mi przysłał anonimowy nadawca o teorii spiskowej dziejów, zaważyły na moim podłym nastroju. Nie mam tyle czasu, aby zagłębiać się w historyczne materiały źródłowe. W zasadzie jestem dogmatykiem. Owszem wiedzę ogólną posiadam, ale nie na tyle, aby ferować wyroki i opinie. Trudno jest mi też podejmować dyskusję na temat związków tajemnym i ich powiązań. Wiem tylko tyle, że tam, gdzie coś się ukrywa jest z założenia złem. Podły nastrój powoduje, że uogólniam niechęć do wszystkich organizacji, wszelakiego sortu. Należeć do organizacji, to przede wszystkim zgoda na posłuszeństwo wobec nielicznych. Zanika wtedy ludzka osobowość. Tak samo trzeba patrzeć na przynależność do kościoła (to też jest organizacja).

          Marzy mi się czysta wiara, oparta na naukach Jezusa. On Jeden mnie nie zawiódł. Nie karze mi podporządkowywać się ludzkiej głupocie, hierarchii, nakazom i zakazom. Drogowskazem jest własne sumienie.

          Być może, to ja jestem „niedostosowany” do dzisiejszych realiów. Kto wie?

poniedziałek, 19 maja 2014

Sofiści


          Sofistami nazywano w V wieku przed Chr. wędrownych nauczycieli kształcących młodzież dorastającą i dorosłych w umiejętnościach przydatnych w życiu publicznym, w procesach sądowych, a także do rozprawiania na wszelkie tematy. Głównym ośrodkiem ich działalności były Ateny w Grecji.  Pęd do kształcenia się był powszechny. Nauczyciele otrzymywali wysokie wynagrodzenie. Pitagoras zbił podobno na swoich uczniach pokaźny majątek. Sofiści uczyli sztuki bronienia własnych poglądów i zwalczania oponentów. Uczyli oni polityki, filozofii retoryki, ale też w celu zwodzenia słuchaczy, wygrywania sporów sądowych i to tych nieczystych. Ze względu na swe zainteresowania naukowe, głównie związane z wymową, przyczynili się do rozwoju retoryki i językoznawstwa. Jako pierwsi badaniom naukowym nadali kierunek humanistyczny. Nie mając zaufania do wiedzy rozumowej, odwoływali się do poznania zmysłowego (sensualizm). Głosili względność prawdy, dla każdego innej (relatywizm), powszechnie obowiązujące prawdy i zasady moralne uważali za wynik umowy (konwencjonalizm). Stanowili elitę intelektualną Grecji. Ich uczniami byli wielcy tragicy Sofokles i Eurypides, mówcy jak Izokrates i uczeni jak Tukidydes. Okres działalności pierwszej sofistyki trwał niemal całe stulecie. Początkowo przychylny stosunek społeczeństwa do sofistów z biegiem czasu uległ radykalnej zmianie. Krytykowano ich za to że sprzedawali wiedzę za pieniądze. Konserwatyści wystąpili wobec nich z zarzutem, że swym nauczaniem burzą wiarę i tradycję. Najbardziej do utrwalenia negatywnego obrazu sofistów u potomnych przyczynił się Platon, wrogi im zarówno ze względów osobistych jak i ideowych. Poglądy filozoficzne sofistów są znane głównie z krytyk Platona, Arystotelesa. Termin „sofista”, który początkowo oznaczał „uczonego”, później nabrał pejoratywnego znaczenia („pseudouczony”). Platon uważał, że sztuka wikłania ludzi w sprzeczności nie jest nie etyczna. Dzisiaj umiejętności sofistów nazywa się kruczkami adwokackimi. Nie wszyscy sofiści byli nieetyczni. Wybitną postacią był Protagoras z Abdery (ok. 481 –411 przed Chr.), który cieszył się ogromnym autorytetem.  Ich umiejętności zrodziły się z analizy budowy zdania i jego składowych części. Zajmowali się etymologią i składnią. Protagoras pierwszy rozróżnił rodzaje: męski, żeński i nijaki podmiotów. Analizowano znaczenia i rozróżniania znaczenia słów, np. chcieć, a pożądać lub spierać się i sprzeczać.   Jak głosili, trzeba nauczyć się używania właściwych słów. Z czasem sofiści wyprodukowali koncepcje świata bez opamiętania, co naraziło ich na śmieszność i szydercze traktowanie.  Opowiadano o nich anegdotki i śmiano się z nich. Np. dwóch zarozumiałych sofistów dyskutuje kto się uczy: mądry czy głupi. Jeden odpowiada, że mądry. Drugi replikuje, że uczyć się musi ten, który jest głupi, a więc uczy się głupi, a nie mądry. Żart osnuty jest na znaczeniu przymiotników mądry i głupi. Sofiści zebrali znaczną ilość przykładów rozumowań, biegnących na pozór prawidłowo, ale wiodących do fałszywych wniosków (sofizmatów). Przykładowo: Czegoś nie zgubił, to masz, rogów nie zgubiłeś, a zatem je posiadasz; Kłamca, który kłamie, mówi prawdę; Jeżeli straciłeś jeden włos, to nie jesteś łysy, jak dwa, to też nie jesteś łysy. To kiedy zaczynasz łysieć?

niedziela, 18 maja 2014

Stopnie Objawiania się Boga


Stopnie Objawiania się Boga

 
          Warto przypomnieć sobie lekcje na temat Objawiania się Boga. Można wyróżnić cztery stopnie Objawienia się Boga:
Naturalny, kosmiczny

          O którym mówią apologowie, etnolodzy, a także teksty biblijne. Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką  i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko. On z jednego [człowieka] wyprowadził cały rodzaj ludzki, aby zamieszkiwał całą powierzchnię ziemi. Określił właściwie czasy i granice ich zamieszkania,  aby szukali Boga, czy nie znajdą Go niejako po omacku. Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas.  Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak też powiedzieli niektórzy z waszych poetów: "Jesteśmy bowiem z Jego rodu”. Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że Bóstwo jest podobne do złota albo do srebra, albo do kamienia, wytworu rąk i myśli człowieka (Dz 17,24–29).  Bóg każdego człowieka wyposaża w instrumenty do Jego poszukiwania. Człowiek dzięki własnego światła rozumu oraz wewnętrznej duchowej konieczności dochodzi do objawienia Bożego. Człowiek w swoim wnętrzu dokonuje aktu wiary. 

Głupi [już] z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga:  z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest,  patrząc na dzieła nie poznali Twórcy (Mdr 1,1).

 

Objawienie przez słowo

        Objawienie przez słowo ujęte jest w Piśmie świętym przez natchnionych autorów. Oni to przez opisywanie wydarzeń historycznych, relacji słownych i myśli odczytanych, dają świadectwo Objawienia Bożego. Pozostawili pytania: co Bóg chciał powiedzieć przez dany fakt historyczny? Jezus Chrystus jest pełnym Objawieniem się Boga. Wypełnia On swa misje prorocką i robi to doskonale, a Jego nauka pochodzi wprost od Boga:

Dlatego ja, Paweł, więzień Chrystusa Jezusa dla was, pogan..  bo przecież słyszeliście o udzieleniu przez Boga łaski danej mi dla was,  że mianowicie przez objawienie oznajmiona mi została ta tajemnica, jaką pokrótce przedtem opisałem.  Dlatego czytając [te słowa] możecie się przekonać o moim zrozumieniu tajemnicy Chrystusa.  Nie była ona oznajmiona synom ludzkim w poprzednich pokoleniach, tak jak teraz została objawiona przez Ducha świętym Jego apostołom i prorokom,  to znaczy, że poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię (Ef 3,1–6).

 

Objawienie eschatologiczne

          To zapowiedź objawienia tych rzeczywistości, których istnienie przyjmujemy obecnie przez wiarę. Pełne Objawienie nie będzie odsłonięciem lecz epignozą (doskonałym poznaniem) i „widzeniem”, na ile możliwe jest to dla istot stworzonych. Prawdopodobnie Bóg sprawi, że nasze poznanie będzie odpowiadać całkowicie temu poznaniu w jakim Bóg sam zna siebie.

 

Objawienia prywatne

          Bóg ujawnia się dobrowolnie wybranym osobom przez stany mistyczne. Zwraca się do człowieka osobiście i domaga się osobistej odpowiedzi przez wiarę. Bóg wychodzi pierwszy. W miarę jak wzrasta otwarcie  się na Boga, tym bardziej Bóg sprawia, że lepiej Go poznajemy i rozumiemy. Prawdy ujawniane pozostawiają coś utajonego, co daje dla umysłu ludzkiego nieograniczone możliwości refleksji. Centralna tajemnica to Chrystus. Całe Objawienie skupia się w Nim. Poprzez Chrystusa poznaje się Boga.

           Objawienia prywatne należą jedynie do wybranych i nie obowiązują wiernych wiary w ich przekaz.

         

 

sobota, 17 maja 2014

Nepotyzm Stwórcy?


          Każda idea ma swoje logiczne konsekwencje. Jedno wynika z drugiego. Mówiąc, że nie było aktu grzechu pierworodnego, tylko był proces grzeszności rozciągnięty w czasie, automatycznie zaprzecza się istnieniu skazy grzechu pierworodnego, która przechodzi na kolejne pokolenia.  Brak grzechu pierworodnego powoduje, że głoszona doktryna o przekazywaniu skutków jego jest nieuprawniona. To z kolei suponuje, że Maryja nie mogła urodzić się Niepokalana (bez grzechu pierworodnego). Podważana teza grzechu pierworodnego powoduje zawalenie się pewnej konstrukcji dotychczasowej katechezy. I dobrze, bo Niepokalane poczęcie sugeruje pewien nepotyzm Stwórcy. Można odczytać, że Bóg udzielił rodzinie Bożej nadzwyczajnych darów. Wyróżnił Matkę swojego Syna nadzwyczajnym wyróżnieniem przez urodzenie niezwyczajne. Nie bardzo pasuje to do Ojca Sprawiedliwego, który udziela darów swoich wszystkim jednakowo. Inną sprawą jest, czy dary i łaski Boga są przyjmowane.  Bóg nie ma upodobań ani sympatii.

        Doktryna chrześcijańska chciała wyróżnić Maryję. Poszła tak daleko, że dzisiaj powstaje sugestia, aby Maryję ogłosić Współzbawczynię (Współodkupicielki). Wystarczy, że ogłoszono dogmat o jej Wniebowzięciu z ciałem do nieba (kolejna niedorzeczność). Maryja miałaby uczestniczyć w ofierze Syna. To kolejne nadużycie. Maryja jest wielką osobą i zasługuje na najwyższe zaszczyty, ale one mają swoją granicę. Zamiast rozbudowywać doktrynę chrześcijańską, opierając się na błędnych założeniach, lepiej by było dostosowywać ją do wiary rozumowej. Proponowana zmiana jest z pewnością dla wiernych szokująca (przez wielowiekowe nawyki). Mam tego świadomość, ale tak to wynika z mojego oglądu wiary.

          W czasie prowadzonych prac staram się w najmniejszym stopniu odchodzić od głoszonej katechezy. Czasami niestety się nie da.

           Odstąpienie od pojęcia Niepokalanego poczęcia Maryi pozbawia doktrynę chrześcijańską niepotrzebnych mitów. Urealnia historiografię Maryi i Jezusa, nadaje im większej powagi. Staje się wiedzą historyczną. Wiarę należy zachować do innych pojęć (np. Chrystusa), które trudno jest ująć w ramy rozumowego oglądu. Wiara dotyczy świata nadprzyrodzonego, które za życia nie można doświadczać, ale to co jest stworzone podlega nauce i jest przedmiotem wiedzy.  Tak więc Maryja i Jezus przynależą do faktów z tej rzeczywistości. Podlegają badaniom (np. teologicznym).  Przedmiotem wiary jest m.innymi: odkupienie z grzechów, zbawienie ludzi, eschatologia, paruzja Chrystusa, nowa ziemia, nowe niebo, wieczność. Nie można religii pozbawić elementów wiary, ale przedmiotem jej powinny być obiecane dobra jak: dziedzictwo i synostwo Boga, eschatologiczne szczęście, zjednoczenie z Bogiem, radość i wieczność.

piątek, 16 maja 2014

Vox Dei

          Mam świadomość, że nadążanie za moimi myślami  i opracowaniami nie jest łatwe. Piszę już o pewnej stabilnej wypracowanej konstrukcji wiary, która składa się z wielu nowych elementów. Nawet wieloletni czytelnicy, pisząc do mnie, niejednokrotnie powracają do już zarzuconych przeze mnie pojęć. Rozumiem, że powinienem więc powracać do głoszonych tez, aby lepiej się utrwaliły. Ostatnio napisał do mnie interlokutor pisząc o relacji człowieka ze Stwórcą jaką miał przed grzechem pierworodnym. Faktycznie doktryna chrześcijańska historycznie przedstawia, że po stworzeniu człowieka, żył on w raju, a potem grzech pierworodny zniszczył tę relację. Otóż, mój ogląd historyczny przedstawiam trochę inaczej. Po akcie uczłowieczenia istot człekokształtnych, pojawił się człowiek (ludzie), którzy podobnie jak my dzisiaj, nie mieli zmysłowego spotkania z Bogiem. Można powiedzieć, że relacji, jako takiej,  nie było wcale. Owszem, Stwórca obdarza każdego człowieka potrzebą szukania Boga, ale relacja powstaje dopiero po akcie przyjęcia przez człowieka tego daru.  Z tym wiąże się również grzeszność, a więc działania z woli człowieka. Z tym było różnie w zależności od wrażliwości duchowej. Tak więc nie było grzechu pierworodnego jako jednego aktu, a grzeszność jako proces dziejowy, który trwał jakiś czas, a nawet można powiedzieć, że trwa stale. Operowanie pojęciem grzechu pierworodnego zdewaluowało się. Był on mocny przy obrazie głoszonej katechezy. Teraz należy na to spojrzeć inaczej. Grzeszność wiąże się z złymi uczynkami, o których już też dawałem wykładnię. Zło wynika z niedoskonałości stworzenia i jest przyzwoleniem Boga na skutek otrzymanej wolnej woli. Podkreślam, że nie ma to nic wspólnego z działaniem szatana. Nowa perspektywa wymusza zmianę sposobu myślenia. To trudne wobec wielowiekowego nagłaśniania takiej konstrukcji wiary. Wiem, że niektórych irytuje nowe spojrzenie, uważają oni za zbyt śmiałe i wywrotowe. Dogmaty uważają za sacrum. Przyzwyczajenia trudno wykorzenić, ale czas na bardziej rozumowe podejście do religii. No cóż, podjąłem się trudnego zadania, ale dostrzegam w nim potrzebę prezentowania i upublicznienia. Nie znaczy, że mam rację, ale chętny jestem do rzeczowej polemiki.
          Wiele osób utożsamia przekaz katechezy za vox Dei (słowo Boga). Trzeba się z tym zmierzyć. Bóg nie wypowiedział słownie ani jednego słowa, z racji swojej substancji transcendentalnej. Vox Dei może być jedynie odczytane (a nie słyszane) przez człowieka. Jednak każde słowo wypowiedziane przez człowieka jest w jakiś sposób niedoskonałe. Musimy mieć to na uwadze i z pokorą podchodzić do własnych wywodów. Trzeba jednak próbować zbliżać się do Prawdy. Trzeba być w ciągłej drodze poszukiwawczej. Dogmaty muszą pozostać relikwią historyczną.

czwartek, 15 maja 2014

Poszukiwania teologiczne

             Poszukiwania teologiczne jakie prowadzę od wielu lat, nie polegają jedynie na odrzucaniu fragmentów mitycznych z doktryny wiary, ale na pogłębianiu już istniejących lekcji. Tezą mówiącą, że Bóg jest bardziej dynamiczny niż ontologiczny nie przekreślam bytowość Boga, ale wskazuję, że łatwiej jest poznawać przymioty Boga w Jego działaniu niż próby zrozumienia substancji Boga. Kierunek dynamiczny opiera się na słowach listu Pawła do Rzymian: Niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła (Rz 1,20). Krótkie werset niesie najważniejsze informacje i stały się dla mnie cenne. Dynamizm Boga pozwolił mi pogłębić zrozumienie działania Boga jaki jest w Akcie dynamicznym. To pojęcie bardzo przydaje się do opisu Trójcy Świętej. Unika się politeizmu ontologicznego na rzecz podobnego działania Ojca, Syna i Ducha Świętego.  Trzy Osoby Boskie działają według tego samego Aktu działającego. Integralną częścią jest ta sama wola Boska. Ona to nie została przejęta przez pozostałe osoby Boskie przez posłuszeństwo, ale wynika z Aktu działającego (Boskiego). Akt działający ma w sobie tylko jedyną możliwą wolę. Przerzucając Boskość (ontologiczną) w wymiar Aktu dało możliwość rozumowego przyjęcia istoty Boga. Podobnie ostatnie prace nad preegzystencją pozwoliły poniekąd zrozumieć istnienie Syna przed powstaniem świata. Antycypacja wstecz Aktu działającego (Syna) narzuca się sama, a przez to lepiej rozumie się Jego pochodzenie i w dalszej kolejności narodzenie, czyli ucieleśnienie Syna w postaci Człowieka. Przedstawione manewry słowne są czystą filozofią, ale jakże ułatwiające zrozumienie niełatwej doktryny chrześcijańskiej. Oczywiście pozostało jeszcze wiele pojęć religijnych do dalszej obróbki. Niektóre będą musiały być całkowicie wyeliminowane jak np. pojęcia modeli konceptualnych jakimi są anioły, czy szatan. Coraz częściej spotykam się w literaturze z ewolucyjnym odchodzeniem od tych mitycznych postaci. Szkoda, że nie mam wsparcia u akademickich teologów. Prowadzone prace mogły być szybciej prowadzone. Polska teologia mogłaby stać się prekursorem zmian doktrynalnych.  Do tego potrzebny jest naukowy dialog. Dialog oparty na dobrej woli uczonych. Całkowicie pomijam słowne utarczki i przekonywania o swoich racjach. Wszystko musi być podparte wiedzą rozumową, logiką. Sam jestem zaskoczony, jak pomocne jest Pismo święte. Ile jest w nim pokładów nieodkrytej wiedzy. Pisarze pisali Biblię pod natchnieniem, a teraz egzegeci muszą, pod natchnieniem, ją odczytywać. Zwracam się do wszystkich ludzi dobrej woli do dyskusji, do polemik, dla odkrywania reguł ustanowionych przez Stwórcę. Kto naprawdę wierzy, musi mieć stale oczy otwarte i nadsłuchiwać głosu Bożego przez Jego odczytanie ze Stanu Prawdy.

środa, 14 maja 2014

Jezus „znakiem sprzeciwu”


          Słowa Jezusa: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową;  i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien (Mt 10,34–38) nie są wyrwane z kontekstu. To oddzielny rozdział.

          Słowa  cytowane wydają się późniejszym opracowanie ewangelicznym. Mowa jest o miłości już do wywyższonego Syna Bożego, który przeszedł drogę krzyża. A więc werset ten można traktować jako antycypację wstecz.  

          Słowa Jezusa są niczym innym jak przypomnieniem obowiązujących reguł życiowych i mają pobudzić do działania wiernych. Świat opiera się na ciągłej walce przeciwieństw. Później filozofowie ubiorą to w słowa: teza, antyteza, synteza. Przykładem też są zwierzęta, które walczą ze sobą o swój byt. W życiu ludzkim mają miejsce walki o stanowiska, pozycje społeczną, bogactwo. Imprezy sportowe mają wyłonić najlepszych. Jezus nie powiedział nic nowego. Życie jest walką. Do walki potrzebny jest miecz. Walka i rywalizacja są motorem rozwoju i postępu. Poróżnienie w rodzinie jest metaforą twórczej rywalizacji, w  wyniku której, tworzy się nowe dobra. Dzieci walcząc z rodzicami odrzucają stare na rzecz nowego. Nowe pokolenie siłą rzeczy jest mądrzejsze od starszego pokolenia. Wielokrotnie kłótnie, sprzeczki są powodem kształtowania się opinii. Często prawda jest wykrzykiwana. Ważne, że ludzie ze sobą dyskutują, że są sobie wzajemnie potrzebni. Są blisko siebie. Jezus jest „znakiem sprzeciwu” wszystkiego, co wymaga wyboru. Nie można zadawalać się byle czym. Trzeba zawsze wybierać lepsze, choćby było trudniejsze.

          Słowa: Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien (tamże) świadczą, że Jezus wymaga stanowczego wyboru, za sobą lub przeciw sobie. Jezus jest Dobrem, Dobrem najwyższym. Nie powinno się mieć wątpliwości które dobro wybrać. Oczywiście prawda ta ukryta jest w  cytowanej metaforze. Sam Jezus pokazywał jak bardzo szanuje swoją Matkę.  

          Jezus zachęca, aby iść w Jego ślady. To znaczy, uważa, że drogę którą pokazał jest słuszna. Nie mówi, że będzie łatwa. To droga krzyża. Bolesną drogą dochodzi się do chwały. Trzeba więc być upartym w swoich zamierzeniach, wytrwałym i mężnym. Jezus ujawnia też nagrodę dla tych, którzy pójdą za Nim:   Każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy (Mt 19,29).

          Ewangelia musi przebić się przez stare Prawo Żydowskie. Misja Mesjasza ma na celu, zgodnie z zapowiedziami proroków, ocalenie przede wszystkim Izraela, który jest jak stado owiec bez pasterza. Kiedy Izrael odnajdzie swego Pasterza-Boga i pójdzie za Nim, wtedy zgromadzą się wokół Niego narody. Nakaz misyjny (Mk 16,15) dany apostołom zobowiązuje do głoszenia Dobrej Nowiny całemu światu. Mesjasz jest spełnieniem relacji ludzkości do Boga, a nie burzycielem. Jezus głosi naukę o królestwie Bożym, a nie ludzkim. Można zauważyć, że Jezus zdystansował się od ówczesnego judaizmu. Już za swojego życia, wobec zatwardziałości serc swoich rodaków, nie widział innego wyjścia, jak odłączenie się od nich. Doprowadził w końcu do ostatecznej rozłąki Kościoła z synagogą.