Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 11 czerwca 2026

Ostatnie wojny na świecie kończą się porażkami

 

          22 lata temu, w 1994 roku, zachęcono mnie, abym wystartował w wyborach samorządowych. 18 maja 1994 r. podpisałem kandydaturę na radnego z okręgu szóstego. Rozpoczęły się spotkania przedwyborcze. Na moje szczęście nie zostałem wybrany.

          Jak opowiadał mi później wybrany kolega Zbigniew K., na posiedzeniach rady dochodziło do dantejskich scen pełnych wzajemnej niechęci i konfliktów. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że zupełnie nie nadaję się do takiej pracy. Z natury dążę do pokoju, tolerancji i zgody. Walka polityczna nigdy nie była dla mnie.

          Z perspektywy czasu jeszcze wyraźniej widzę tę sferę działalności. Zbyt często nie chodzi w niej o dobro kraju, lecz o polityczne ambicje, wpływy i osobiste interesy. Od tamtego czasu sytuacja jeszcze się pogorszyła. W 2023 roku od władzy odsunięto ludzi wyjątkowego sortu, z prezesem na czele, którego uważam za źródło wielu podziałów i napięć. Pociągnął on za sobą ludzi o podobnym sposobie myślenia. Struktury państwa zostały naruszone, a sądownictwo poważnie osłabione. Dzisiejsza władza nie potrafi jeszcze uporać się z tym ogromnym bałaganem.

          Największe pretensje mam jednak do ślepych i bezkrytycznych wyborców, którzy nie dostrzegają, gdzie tkwi problem. Kiedy przeglądam sondaże, ogarnia mnie przerażenie wynikami poparcia dla obecnego prezydenta. Zło i cynizm są dziś wyjątkowo czytelne, a mimo to wielu ludzi nie chce tego zauważyć. Oni nawet nie próbują maskować swoich partykularnych interesów. Bywa, że zwyczajnie wstyd mi za Polaków.

          Pan prezydent podejmuje czasem decyzje jak obrażony chłopiec, któremu odebrano zabawkę. Zapowiedź odebrania Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy, który walczy również o nasze bezpieczeństwo i wolność, uważam za poważny błąd. Spory historyczne należy pozostawić historykom. Trzeba patrzeć przede wszystkim w przyszłość.

          Przykład wieloletniej wojny na Ukrainie pokazuje, że wojny między narodami, w dobie nowoczesnej techniki wojennej, stają się coraz bardziej tragicznym anachronizmem. Współczesne konflikty nie przynoszą prawdziwych zwycięzców — pozostawiają jedynie zniszczenie, cierpienie i gospodarcze ruiny. Ostatnie wojny na świecie najczęściej kończą się porażką wszystkich stron. Tę prawdę można dostrzec nawet bez wielkich tytułów naukowych — wystarczy odrobina rozsądku i wrażliwości na ludzkie cierpienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz