Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 13 maja 2014

Aby jechać potrzebne paliwo

          To co jest wpajane od dziecka staje się wiedzą oczywistą, wiedzą głęboko osadzoną w umyśle człowieka (mowa, religia, wiedza nabyta z wczesnego dzieciństwa, a także kultura, obycie itp.). Rzadko  kiedy budzi ona refleksje do pytań szczegółowych, dlaczego jest tak, a tak. Często pytani wierni odpowiadają: Nie zadaję sobie takich pytań. Nie ma takiej potrzeby. To jest kwestia wiary. Nie razi, że jest np. przechowanych w różnych kościołach sześć relikwii napletków Jezusa. Mimo przekonywujących dowodów wielu mitów  ludzie zachowują swoją wiarę.  Czy nie warto jednak pokusić się porównanie wiary z prawdą rzeczywistą?

          Prawie każdy, nawet przeciętny uczniak zna prawo zachowania energii. Brzmi błaho: energia w układzie izolowanym nie zmienia się.  Nad czym się zastanawiać i dywagować? A jednak prawo to zawiera w sobie bardzo bogatą treść. Człowiek przyzwyczajony jest, że wszystko, co się porusza, w końcu zatrzymuje się. Siły tarcia czynią skutki. Prawo jednak mówi, że wielkość definiowana (energia) jest stała, nie maleje, pomimo najprzeróżniejszych działań. Energia jedynie ulega przekształceniu na inną postać, ale liczbowo jest niezmienna. Łącząc wyczucie strat w wyniku ruchu i tarcia, podświadomie człowiek oczekuje przynajmniej zjawiska zużycia energii, jednak nic takiego nie ma miejsca. Skąd więc biorą się takie nadzwyczajne własności energii? Jeżeli użyję do opisu energii słów o charakterze niewymiernym, to siłą rzeczy nadaję jej boskie przymioty. Nie ma jednak znaku równości pomiędzy energią a Bogiem. Energia jest wytworem Boskiej mocy. Jest Jego tchnieniem. Pochodzi od samego Boga. Osadzona jest w rzeczywistości stworzonej, ale pochodzi z zewnątrz. Stymuluje wszystkie procesy, generuje korpuskuły o właściwościach materii, odpowiada za dynamizm wszelakich zjawisk. Z tych to powodów energia jest dla nas tajemnicą, jak tajemniczy jest Stwórca. Warto jednak mieć tę świadomość, że tak jak energia jest wszechobecna, tak wszechobecny jest Stwórca. Można pokusić się na tezę, że energia jest jednym z dowód na Jego istnienie.

          Jeżeli religijność ma podobne pochodzenie, to istnieje niebezpieczeństwo jej dogmatyzacji, czy wręcz ślepej wiary (dewocja). Warto nabytą wiarę w sposób jakby automatyczny (przekaz rodziców) poddawać refleksjom, aby stała się ona rozumna, przemyślana, aby była aktem. Ślepa wiara pochodzi z heteronomii, okresu braku własnego rozeznania. Jest ona infantylna i dziecinna.

          Wiedza religijna katolików według mojego rozeznania jest na bardzo niskim poziomie. Bardzo dobrze pokazana w serialu Ranczo, gdzie ksiądz pyta napotkana osobę:

Z jakiego kraju pochodzi Maryja, Matka Boża?

A niby z jakiego? Mówi się. Matka Boska Częstochowska, znaczy się pochodzi z Częstochowy, a więc jest Polką.

A jej Syn?

Ma się rozumieć, że tak jak Matka, z Częstochowy.

poniedziałek, 12 maja 2014

Wiele nieporozumień


          Na forum katolickim pojawił się wpis:

 
Czy grzechem było zjeść kanapę z mięsem po północy Wielkiego Piątku?           Czy w wielką sobotę można jeść mięso?

Jeśli masturbacja jest nałogiem, to czy to jest ciężki grzech i czy można przystąpić po nim do komunii?

Czy grzechem jest słuchanie brzydkich piosenek?

Czy grzechy lekkie trzeba wyznawać na spowiedzi?

Z  góry dziękuje jeśli ktoś podejmie się odpowiedzieć na moje powyższe pytania.

 
          Warto zatrzymać się nad takimi pojęciami jak: zło, grzech, wykroczenie, przewinienie, nieposłuszeństwo itp. Każde oznacza jakąś czynność naganną, ale czy w każdym przypadku mamy do czynienia z grzechem?  Grzech jest pojęciem religijnym i wskazuje na zakłóconą relację między człowiekiem a Bogiem. Można poszerzyć definicję grzechu o słowa ewangeliczne: Wszystko bowiem, co się czyni niezgodnie z przekonaniem, jest grzechem (Rz 14,23).  Z grzechem wiąże się ściśle materia grzechu, wielkość i intencje grzesznika. Na wielkość grzechu ma wpływ wiele czynników. W swej konfiguracji i zależnościach, ten sam czyn może być grzechem lekkim lub ciężkim. O grzechu decyduje postawa kuszonego wobec pokusy (przypis Mt 4,1–11). Ocena grzechu, po ludzku, nie jest prosta, bowiem człowiek nie jest w stanie sięgnąć do wewnętrznego sanktuarium duszy człowieka i rozpoznać intencje grzesznika. Tak więc należy zachować olbrzymią ostrożność w wypowiadaniu się o czyichś grzechach.

         Temat jest bardzo szeroki, więc poruszę tylko niektóre sprawy pilotażowo.         Stanowisko Kościoła w sprawach grzeszności pozostawia wiele do życzenia. Bardzo często nie bierze on pod uwagę okoliczności grzechu. Zatwardziali mówią: grzech jest grzechem, zło jest złem i basta. Takie stanowisko już z założenia jest niegodne chrześcijanina, bowiem chrześcijanin musi kierować się nie tylko sprawiedliwością, ale miłosierdziem: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary (Mt 12,7; Oz 6,6). Tak uczy nas ewangelia, abyśmy byli podobni do Boga, do Boga Miłosiernego: Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5,48).

          Kościół wypracował kodeks etyczny i nim się posługuje. Przez wieki przekazywał i nakazywał go wiernym, czyniąc wielkie spustoszenie w umysłach wiernych. Przykładem są ww. pytania interlokutora. Świadczą one o zastraszaniu wiernych, a zarazem o przedstawianiu Boga  jako egzekutora, którego należy się bać. Takie podejście jest niesłuszne i w sumie obrażające Boga.

          Wierni mają tak pomieszane pojęcie grzechów, że grzechy błahe traktują jako wielkie, a nie dostrzegają wiele czynów naprawdę złych.

          Warto przywołać słowa Jezusa: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego.  Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy (Mt 22,37–40). Pierwsze przykazanie wyraża pragnienie Ojca. Paradoksalnie brak miłości do Boga nie jest grzechem. Nikt nie musi kochać Boga. Nikogo nie można do tego zmuszać. Drugie mówiące o miłości do bliźniego jest nakazem, które obliguje każdego człowieka. Nie spełnianie tego przykazania jest grzechem zaniechania. Grzech zaniechania brzmi dość łagodnie, ale zakłóca poważnie zamysł Boży. Szacunek do drugiego człowieka wynika z konieczności życia społecznego. Temat ten wymaga dalszego omówienia, ale to innym razem.

         Brak poszanowania zaleceń Kościoła w sprawach postów, nie uczestniczenie w kulcie jest stratą duchową jaką ponosi sam delikwent, ale  nie można ujmować je jako grzech.

        Wielkim natomiast grzechem jest pycha. Wiele osób nie zauważa tej ułomności u siebie. Pycha bardzo często odbija się na twarzy i postawie człowieka. Proszę przyjrzeć się politykom, ludziom bogatym, uczonym (najczęściej średniej klasy). Pycha ustawia się przeciwko bliźniemu.

          Mężczyźni ze smakiem spoglądają na kobiety. Nie jest to grzechem. Tak skonstruowany jest u mężczyzn mechanizm potrzebny do prokreacji. Ważne jest, aby z tego niezwykłego pożądania nie czynić przedmiotu rozpusty. Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa (Mt 6,28).

          Masturbacja jest tylko wtedy grzechem jeżeli staje się nałogiem. Bo tak naprawdę, to nałóg jest grzechem, a nie ruchy posuwisto-zwrotne. Dlaczego? Bo nałóg staje się cenniejszy niż Bóg.

           Dla pedofilii nie potrafię zaznaczyć granicy. To grzech najwyższego kalibru, bo dotyczy dzieci. I pomyśleć, że kapłani, wybrańcy Boga, potrafili ulec tej pożądliwości. Brakuje mi słów potępienia takim praktykom.

          Słuchanie brzydkich piosenek, świadczy o infantylności słuchacza. Aby mieć rozeznanie można też w swoim życiu oglądać filmy nieobyczajne. Ważne, aby nie mieć w nich upodobanie.

         Papież Klemens XIII (1758–1769) urażony nagością posągów i portretów kazał je okrywać. To świadczy o jego bigoterii.

         Nie należy robić przykrości bliźniemu, zwłaszcza słownych. Praktykowane inwektywy typu: głupiś, świnia, zdrajco, bezbożniku są traktowane nagminnie,  a jednak są grzechami dość znacznymi: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: "Bezbożniku", podlega karze piekła ognistego (Mt 5,22).

          Warto, aby Kościół na nowo ustosunkował się do materiału grzechów i wydał stosowną ich interpretację. 

niedziela, 11 maja 2014

Jak żyć


          To pytanie ciągle wraca. Jak żyć, aby spełnić oczekiwania Stwórcy? To pytanie jest słuszne nawet, jak nie do końca znana jest nasza eschatologiczna przyszłość. Ewangelie przebąkują o zbawieniu, o nowej ziemi i nowym niebie. Jezus mówi, że mieszkań jest wiele. To jest niewystarczające. Człowiek chciałby wiedzieć, na jakim koniu jedzie, co go czeka i jaki jest w tym sens. Dlaczego człowiekowi nie jest dane znać szczegóły zbawienia?  Ci którzy dogłębnie wczytują się w słowa Pisma świętego mogą zyskać trochę więcej informacji. A co z pozostałymi?

          Wobec śladowych informacji, należy Bogu zaufać, że to co zaplanował jest dobre dla człowieka. Należy przestrzegać podstawowe zasady etyczne. Wystrzegać się grzechów ciężkich, które czynią drugim krzywdę. Wszystko co się czyni robić z miłością do bliźniego. Być aktywnym w czynieniu dobra, bo ono pozostaje i czyni dalsze dobra. Trzeba otworzyć się na ludzi, zwłaszcza potrzebujących. Mądrze pomagać. Pouczać i przekazywać nauki Chrystusowe. Trzeba patrzeć i dostrzegać piękno świata. Można konsumować wszystko, co Bóg dał człowiekowi, bo dał w obfitości.  Należy jedynie być roztropnym w konsumpcji i działaniu. Nie bójmy się radować i korzystać z dobrodziejstw jakie wytworzył człowiek. To nasz świat, nasz dom, nasz ogród. Trzeba koniecznie spotykać się wzajemnie i własną postawą pokazywać Boga w sobie. Radość jest nie tylko dana, ale i zadana. Tym chwalimy dzieła Boga, oddając Mu należny hołd. Nasza radość jest Jego radością. Przeciwności losu należy przyjmować z godnością i pokorą. Własne niepowodzenie i cierpienia składać jako ofiarę, aby Bóg zrobił z tego użytek. Modlitwy mają ogromną moc i składają się na dobro, które Bóg rozporządza. Dobro, choć nieontologiczne, jest istniejącym napędem, dynamicznym i skutecznym. Miłość napędza wolę czynienia dobra. Miłość jest zasadą wszechświata. Miłością jest sam Bóg. Miłość jest niezgłębioną tajemnicą. Tajemnica ta jest w zasięgu każdego. Trzeba tylko chcieć.

          Jeżeli przeszkadza wam wasza powszechna grzeszność, a brak siły woli do jej wykluczenia, to oddajcie ją Jezusowi. On sobie z nią poradzi. 

          Słowa Jezusa zaskakują: Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników (Mt 9,13). Jedna z interpretacji tych słów mówi: Jeżeli czujesz, że postępujesz sprawiedliwie, to znaczy że wyszedłem z cienia rodziców i stałeś się odpowiedzialny i samodzielny. Nikt cię już nie potrzebuje powoływać.           Słowa Jezusa: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary (tamże) są teraz dla ciebie nowym zadaniem i nakazem. Czyń swoją powinność jak dorosły. Teraz ty powinieneś być patronem innych. Tym samym stajesz się pomocnikiem Boga i wysłannikiem Jezusa. Jesteś już blisko Boga.

sobota, 10 maja 2014

Relacja z Bogiem jest faktem


          Współczesna myśl chrześcijańska przez powszechną sekularyzację w zasadzie degraduje rozum, co w samym punkcie wyjścia poniża człowieka. Lęka się przed naukami świeckimi, jakby przed rozumem. Teologia katolicka broni się przez głoszenie absurdalnych tez. Forsuje tezę, że Boga poznaje się bez rozumu (tylko wiarą). Tym samym odbijają zarzut niewierzących, że Bóg jest Wielkim milczeniem i mówi przez milczenie. To jest nieprawda. Bóg mówi, a człowiek, gdy chce, może Go wysłuchać. Na ten temat już pisałem: Każda dobra myśl jaka przychodzi do człowieka jest głosem Boga. Nie należy jej odrzucać. Zła myśl jest autorstwa jedynie człowieka.

          Pragnę zaakcentować, że Bóg przed nami odkrył się na tyle przez wieki, że można pojmować zamysł Boga. Dlaczego świat jest taki jaki nam się jawi.

          Trudnym zagadnieniem jest postać Jezusa w koncepcji teizmu. To pole ciągłych poszukiwań odpowiedzi. Sama teza, że Bóg poradziłby sobie bez Jezusa jest raczej oczywista. Ona podpowiada, że w zasadzie działalność i ofiara krzyża Jezusa nie była potrzebna. Z drugiej strony niezwykłość zdarzenia prowokuje do myślenia odwrotnego. Obecne moje wnioski należy traktować jako robocze, podlegające dalszym rozważaniom. Mam w tej chwili dwie hipotezy. Jedna, że Bóg tak chciał i Jezus jest z koncepcji Boga, a druga, że Człowiek o imieniu Jezus wyszedł Bogu naprzeciw i z własnej woli zmienił bieg wydarzeń. Z tych dwóch hipotez rodzi się myśl, że tak jak człowiek jest autorem zła i przez to wpłynął na historię świata, tak przez Człowieka-Jezusa świat otrzymał narzędzia zbawienia. Bóg tak uszanował i umiłował człowieka, że pozwolił mu już na działania o charakterze wieczności, nieskończoności (do tego jest potrzebna Boska natura – Akt wywyższenia). Bóg niejednokrotnie poniżał się, schodził ze swojego piedestału, aby człowiek mógł zabłysnąć. Stąd zrodziła się moja miłość do Boga jak i człowieka.  W ten sposób narodziła się nieprawdopodobna relacja pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Ona trwa, jest historyczna i w skutkach na przyszłość. Nie można cofnąć ofiary krzyża, bo ona stała się skuteczna. Bóg już dopuścił realnie człowieka do swojego planu stwórczego. Trzeba koniecznie poszerzyć ewangelię o te zagadnienia. Wierni winni być świadomi odpowiedzialności. Muszą wiedzieć kim są i jaki jest ich status. Najwyższy czas wsłuchiwać się w głos Boga, traktować Go jako rzeczywistego Stwórcę, poddać się Jego woli, bo wszystko, co od Boga pochodzi jest dobre.

          Nie należy na siłę szukać przeżyć mistycznych, i szukać dróg do niej przez różne instruktaże (metody),  bo one są zarezerwowane dla nielicznych (którzy tego naprawdę pragną), a głównie dla nieba. Czynione starania nie mogą być formą nacisku na Boga, bo to niezgodne jest z dekalogiem (nie będziesz wzywał Pana Boga nadaremnie) i ewangelią: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego (Mt 4,7); Pwt 6,18).

piątek, 9 maja 2014

Geocentryzm, a antropocentryzm


          Kiedy w 1543 r. Mikołaj Kopernik obalił system geocentryczny, uważano, że wraz systemem geocentrycznym upadła dotychczasowa wielkość człowieka oraz jego centralne miejsce w kosmosie. Niektórzy postawili tezę: Pora zrezygnować [...] i antropocentryzmu. Według nowego spojrzenia człowiek jest malutkim pyłkiem kosmosu, umiejscowiony gdzieś na uboczu jednej z galaktyk. Ks. prof. C.S. Bartnik napisał: Nie jest prawdą, że po Koperniku upadł antropocentryzm[1]. Całkowicie podzielam stanowisko profesora.

          Kiedy mowa jest o człowieku należy rozpatrywać jego atuty duchowe. Wiadomo, że ciało ludzkie jest kruche i nigdy człowiek nie  był i nie będzie mocarzem fizycznym. Miejsce pobytu jest równie nieistotne, bowiem nie ma kosmicznego układu odniesienia, w którym wyznaczony byłby centrum świata. Pozostają więc aktualne słowa Protagorasa (480–410 przed Chr.): Człowiek jest miarą wszechrzeczy. Od początku człowiek czuł swoją wyższość w świecie biotycznym. Pico Della Mirandola (1463–194) twierdził, że człowiek został stworzony jako coś, ale powołany  do tego, aby sam siebie tworzył; Liczne są cuda natury, ale pośród nich wszystkich największym cudem jest człowiek (Sofokles, Antygona).  Człowiek jest koroną stworzonego kosmosu, dlatego Bóg oddał mu we władanie całą przyrodę. Podobnie jak Theodosius Dobzhansky (1900–1975), twórca współczesnego ewolucjonizmu syntetycznego, jestem zwolennikiem poglądu antropocentrycznego (antropos – człowiek, i morfa – forma), według którego człowiek jest ośrodkiem i celem, a wszystko w świecie dzieje się ze względu na niego. Czwartą wydaną książkę zatytułowałem: Człowiek jest bytem niemal doskonałym (Byt osobowy jest najwyższym rodzaje, bytu[2]). Dlaczego? Bo człowiek jest podstawowym kluczem wszelkiej rzeczywistości.

          Jedynie Jean-Paul Charles Aymard Sartre (1905–1980) czołowy przedstawicielem egzystencjalizmu ateistycznego (i jego podobni), uważał, że człowiek jest nicością.

          Człowiek jest u szczytu wszystkich stworzeń tego świata, ponieważ został stworzony na obraz Boga (Rdz 9,6). Przez naturę też duchową człowiek jest istotą uświęconą na miarę dziedzica Stwórcy. Mimo swej wielkości, powinien jednak zawsze pamiętać, że: nie miałby żadnej władzy, gdyby mu ona nie była dana z góry (por. J 19,11). Kto o tym zapomina, tego trawi pycha. Jedynie człowiek jest „zdolny do poznania i miłowania swego Stwórcy”[3].

            Filozoteizm odrzuca myśl, że człowiek jest przypadkowym produktem ewolucyjnym świata. Forsuje natomiast tezę, że człowiek był zamysłem Stwórcy zanim świat powstał. Prof. B. Carter sformułował w kosmologii w 1974 r. tzw. zasadę antropiczną mówiącą, że świat powstał pod potrzeby człowieka. Na ziemi panują akurat takie parametry, które pozwalają na życie biologiczne.  Każda odchyłka prowadzi do zniszczenia życia[4].  

          Również sam człowiek jest dowodem na istnienie Boga. Posiada on duszę, intelekt, rozum, intuicję, uczucie, sumienie, wolę, pragnienie szczęścia, raju i nieśmiertelności. Poznaje własne istnienie, osobę.  Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam (Rdz 1,26).

Człowiek jest potrzebny Bogu, aby był rozpoznawalny. Człowiek własnym istnieniem urealnił świat. O Bogu można mówić dopiero od momentu stworzenia człowieka, bo to człowiek obwołał, że Bóg istnieje. Przez przyjęcie istnienia Stwórcy świat może być odczytywany i rozumiany. Jedynie człowiek jest „zdolny do poznania i miłowania swego Stwórcy[5].

          Człowiek tyle jest wart, na ile otwiera się na drugiego człowieka. W społeczeństwie krystalizuje się kultura duchowa człowieka. Został obdarowany najwyższymi darami ziemi i nieba. Jest skierowany ku nieśmiertelności i wieczności. Człowiek jest bytem danym i zadanym (Jan Paweł II), Jezus uczył, że człowieka można zrozumieć tylko w perspektywie Boga i jego relacji do Boga.




[1]  Ks. Czesław S.  Bartnik, Szkice do systemu personalizmu KUL Lublin 2006 s. 2018
 
[3] Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym − Gaudium et spes, 12.
[4] Ta zasada, m.innymi podpowiedziała mi tezę, że życie istnieje jedynie na naszej planecie.
[5] Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym − Gaudium et spes, 12.

czwartek, 8 maja 2014

Dynamiczny ogląd rzeczywistości


          Wracam kolejny raz do ulubionego tematu poznania naszej rzeczywistości. Jak już wspominałem, świat jest bardziej dynamiczny niż ontologiczny. Dzisiaj całkowicie odrzucam istnienie materii (immaterializm) jako coś, co istnieje samodzielnie, własnym istnieniem. To co jest doświadczane materialnie jest produktem energetycznym. W oglądzie zmysłowym świat jest mechaniczny, a w mechanice ważnym pojęciem jest siła. Jeżeli poszukiwania pójdą w stronę dotychczasowej mechaniki, łatwo można wpaść w pułapkę materializmu. W moich wykładach stawiałem tezę, że Bóg tchnął swoją moc w postaci energii. Tak więc energia jest pochodzenia boskiego. Poza nią nic innego nie było, zanim świat powstał. Jeżeli trzymać się tej tezy, to siła jest zjawiskiem wtórnym i nie ma swojej natury. Jeżeli tak, to siły takie jak: grawitacyjne, elektrostatyczne, jądrowe słabe i mocne są siłami też pozornymi, jak siły odśrodkowe, Coriolisa, reakcji i inne. Czy można na bazie znanych mechanizmów sił pozornych, wytłumaczyć pochodzenie sił np. grawitacji?

          Intuicyjnie wyczuwam, że bez wsparcia się modelami konceptualnymi trudno będzie prowadzić wywody  rozumowe. Człowiek jest przesiąknięty zmysłowością i materializmem. Energię łatwo jest opisywać optycznie, jako falę, trudniej korpuskularnie. Jednak dzisiejsza nauka operuje takim pojęciem jak korpuskuła. Wielu uczonych nie zgadza się z podwójnym obrazem światła twierdząc, że światło jest czymś jednym, a mówienie o naturze korpuskularno-falowej jest nieporozumieniem. Przychylam się do takich opinii. Światło jest po prostu falą elektromagnetyczną, a jej mechaniczne własności są nabyte przez odpowiednią konfigurację (fali stojącej, struny i innych koncepcji). Aby nadążyć za wywołanym tematem, muszę stale pilnować się, aby nie zbaczać w kierunku mechaniki. Trzeba szukać odpowiedzi w przestrzeni samej dynamiki. Dynamizm jest faktem (prawdą), które czyni widzialne skutki i tego trzeba się trzymać. Pojęcie krzywoprzestrzeni jest tu bardzo atrakcyjne. Odrzucam jednak pojęcie czasoprzestrzeni. Czas w rzeczywistości jest linearny. Koncepcja Einsteina nie wchodzi tu w rachubę. Wiadomo, że przestrzeń jest wypełniona ogromną ilością fal energetycznych. Wzajemnie na siebie reagują jedynie fale o tej samej częstotliwości. Zachodzi wtedy zjawisko interferencji, wzmocnienia lub wyciszenia natężenia fali. Czy fale oddziaływują między sobą? Warto przekonać się o tym, dokonując odpowiednie badania. Wokół gwiazdy, która jest zbudowana z ogromnego natężenia  korpuskuł energetycznych pojawiają się zjawiska przyciągania. Obrazowo bardzo dobrze pokazuje to model krzywoprzestrzeni. Wypukłości pokazują jakby mechanizm i rozkład sił. Trzeba od razu przestrzec, aby w umyśle nie utrwalił się ten model jako coś, co faktycznie ma miejsce. Krzywoprzestrzeń jest jedynie dynamicznym obrazem pól oddziaływania. Siła jest zjawiskiem oddziaływania pomiędzy korpuskułami energetycznymi. Trudność polega na tym, że nie można tego zjawiska przedstawiać w sposób wizualny. Tu bardzo przydaje się opis matematyczny, który potrafi sobie z tym problemem poradzić. 

środa, 7 maja 2014

Strukturalizm



          Kierunek filozoficzny ukazujący rolę struktur społecznych w opisie zjawisk religijnych, kosztem roli podmiotu (deprecjacja podmiotu). Narodził się na początku XX wieku w językoznawstwie za sprawą szwajcarskiego językoznawcy Ferdinanda de Saussure. Język składa się ze znaków. Aby zrozumieć znak trzeba poznać cały język – całą strukturę, w której dany znak występuje. Strukturalizm postulował, aby język badać nie jako luźny zbiór elementów, ale jako system wzajemnie sprzężonych relacji i rozkład na atomowe składniki. Strukturalizm zajmował się relacjami między bóstwem a człowiekiem, przeciwieństwami między świętym a świeckim, kulturą ludzi niepiśmiennych, między systemem humanistycznym a niehumanistycznym. Nie zajmuje się ani historią, ani genezą czy funkcją (religii). Aby zrozumieć dane zjawisko należy przeanalizować strukturę przestrzeni (otoczenie, miejsce, środowisko) w której to zjawisko zachodzi. Strukturalizm de Saussure'a miał jeszcze jedną szczególną tezę: głosił on, że język jest systemem transcendentnym wobec świadomości mówiącego. Tak jak w czasie mowy łączy się znaki według określonych reguł, tak można budować myśl na podstawie analizy zjawiska rozbierając pojęcie na atomy oraz ujawniając wzajemne zależności, np. takie pojęcia jak: kazirodztwo, mit, matriarchat, awunkulat (system pokrewieństwa, w którym najważniejsza rola przypada bratu matki). Przedstawicielem omawianego kierunku był Claude Levi-Straussem (1908–2009), który dostrzegał zdolność umysłu ludzkiego do wypracowywania ogólnych mechanizmów, nie tylko w języku, ale we wszystkich zjawiskach społecznych. Rodzina, pokrewieństwa w ramach rodziny oraz wzajemne zależności. Analiza wpływu poszczególnych członków na rodzinę, na kształtowanie się postaw religijnych innych członków. Na bazie takich rozważań ukształtowała się socjologia religii. Jej twórcą był Emil Durkheim (1858–1917). Próbował wyjaśnić pochodzenie religii od presji społecznych. Nie do końca tak jest, bowiem istotne jest prywatne przeżycie religii, a nie społeczne. W Niemczech powstała szkoła hermetyczno–strukturalna reprezentowana przez Maxa Webera (1864–1920), Ernesta Troeltsch’ea (1865–192),  Wilhelm Dilthey’a (1833–1911), w której wprowadzono do nauk humanistycznych metody rozumiejącej w miejsce metody wyjaśniającej.

          W XIX wieku sądzono, że metody naukowe z nauk przyrodniczych należy przenieść na grunt religii. Okazało się, że procesy przyrodnicze są inne od procesów historycznych, ludzkiego działania bowiem w nauce można eksperyment powtórzyć natomiast w historii, polityce, kulturze , w procesach humanistycznych nie jest to możliwe. Dlatego należy te zagadnienia (religijne) rozpatrywać metodą rozumiejącą (cele, motywy, plany, zamierzenia w zachowaniu się mas, jednostek, dziełach literackich, religijnych).

          Badania socjologiczne, psychologiczne, psychoanalizy pozwalają poznać mechanizm rozwoju religii, począwszy od jej genezy. Na czym polegają zjawiska świętości, pobożności, dlaczego wierzy się mitom, skąd bezwzględne zaufanie do głoszonej katechezy. Badania takie dają bardzo ciekawą wiedzę o człowieku, o jego pragnieniach, nadziei. Badania Ericha Fromma ukazały rolę miłości w życiu człowieka. Wiktor Emil Frankl  uzdrawiał wiarą w Boga. Omawiane badania pozwalają lepiej zrozumieć uczucia religijne, dlaczego w drugim człowieku można dojrzeć Boga itp.

         Badania naukowe mają na celu zrozumieć i obiektywnie wskazać źródła religijności i wytłumaczyć fenomen wiary. Oczywiście gdzie – niegdzie pojawiają się badania zmierzające do obalenia wiary i Boga. Póki co, nie bardzo to się udaje. Nauka jest po stronie Prawdy.