Wielu teologów i historyków chrześcijaństwa zwraca uwagę, że przemiany zapoczątkowane w IV wieku, kiedy Kościół uzyskał uprzywilejowaną pozycję w Cesarstwie Rzymskim, a następnie coraz silniej związał się ze strukturami władzy państwowej, istotnie wpłynęły na jego pierwotny charakter. Proces ten, choć przyniósł chrześcijaństwu nowe możliwości rozwoju, wiązał się również z ryzykiem stopniowego odchodzenia od ideałów wspólnoty pierwszych chrześcijan. Kościół, który początkowo koncentrował się przede wszystkim na głoszeniu Ewangelii, sprawowaniu sakramentów, budowaniu wspólnoty i strzeżeniu depozytu wiary, musiał stopniowo podejmować coraz więcej zadań związanych z funkcjonowaniem w porządku politycznym i społecznym.
Rozwój struktur kościelnych wymagał organizacji administracyjnej, zarządzania majątkiem, prowadzenia rachunkowości oraz rozstrzygania sporów. Biskupi zaczęli odgrywać coraz większą rolę nie tylko w życiu religijnym, lecz także w sprawach publicznych, a sądownictwo kościelne stopniowo zyskiwało na znaczeniu. W konsekwencji część energii i zasobów Kościoła musiała zostać skierowana na utrzymanie jego struktur oraz zabezpieczenie materialnych podstaw działalności.
Nie oznacza to, że zadania administracyjne czy troska o dobra materialne były same w sobie sprzeczne z misją chrześcijańską. Problem pojawiał się wówczas, gdy zaczynały one konkurować z podstawowym powołaniem Kościoła lub sprzyjały utożsamianiu jego duchowej misji z interesami instytucjonalnymi. Wraz ze wzrostem znaczenia politycznego i materialnego pojawiało się niebezpieczeństwo, że ochrona struktur, majątku i pozycji społecznej stanie się równie ważna, a niekiedy nawet ważniejsza niż głoszenie Ewangelii i wierność nauce Chrystusa.
W ten sposób przemiana Kościoła z prześladowanej wspólnoty religijnej w instytucję ściśle powiązaną z państwem stworzyła napięcie, które towarzyszyło mu przez kolejne stulecia: między duchową misją a administracją, między służbą Ewangelii a sprawowaniem władzy oraz między troską o wspólnotę wiernych a obroną interesów instytucji.
Akceptacja przez władze kościelne świeckich kar polegających na paleniu na stosie osób uznanych za heretyków stanowi jeden z najbardziej kontrowersyjnych rozdziałów historii chrześcijaństwa. Praktyki te rozwinęły się szczególnie w XIII wieku, wraz z zaostrzeniem walki z herezją, a w kolejnych stuleciach, zwłaszcza w XVI i XVII wieku, towarzyszyły konfliktom religijnym i działalności sądów inkwizycyjnych. Choć wyroki wykonywały formalnie władze świeckie, współudział instytucji kościelnych w procesach prowadzących do takich kar rodzi poważne pytania o zgodność tych działań z podstawowymi wartościami Ewangelii.
Trudno pogodzić okrucieństwo stosowane wobec ludzi w imię obrony wiary z przesłaniem miłosierdzia, przebaczenia i miłości bliźniego, które głosił Chrystus. Zamiast przekonywania, nawrócenia i troski o zbawienie człowieka pojawiały się przymus, strach i przemoc. W ten sposób obrona doktryny mogła przekształcać się w narzędzie represji, a troska o jedność religijną — w usprawiedliwienie działań sprzecznych z duchem chrześcijaństwa.
Zjawisko to skłania do krytycznej oceny nie tylko konkretnych decyzji podejmowanych w przeszłości, lecz także sposobu, w jaki niektórzy teologowie i obrońcy ortodoksji interpretowali obowiązek strzeżenia wiary. Ujawnia ono niebezpieczeństwo utożsamienia prawdy religijnej z prawem do stosowania przemocy oraz przekonania, że cel, jakim jest obrona doktryny, usprawiedliwia niemal każdy środek. Nie należy przy tym oceniać wszystkich teologów i przedstawicieli Kościoła jednakowo, ponieważ w różnych epokach pojawiały się również głosy sprzeciwu wobec okrucieństwa i przymusu religijnego.
Historia ta stawia jednak zasadnicze pytanie: czy doktryna, której obrona wymaga zadawania cierpienia i odbierania życia, nie zostaje w praktyce podporządkowana ludzkim ambicjom, lękowi przed odmiennością i potrzebie utrzymania władzy? Jeśli chrześcijaństwo opiera się na miłosierdziu i godności człowieka, jego instytucje powinny być oceniane również przez pryzmat sposobu, w jaki traktowały tych, którzy myśleli inaczej. Wierność Ewangelii nie może bowiem polegać wyłącznie na deklarowaniu prawowierności, lecz musi znajdować potwierdzenie w postępowaniu wobec drugiego człowieka.
Kontrowersyjnym aspektem historii chrześcijaństwa jest również udział instytucji kościelnych w wojnach oraz ich poparcie dla konfliktów zbrojnych prowadzonych z powodów religijnych i politycznych. Szczególnym przykładem są wyprawy krzyżowe, zapoczątkowane pod koniec XI wieku, które uzasadniano między innymi obroną chrześcijaństwa i odzyskaniem miejsc świętych. W kolejnych stuleciach przedstawiciele hierarchii kościelnej angażowali się także w konflikty, w których motywy religijne splatały się z walką o terytoria, wpływy i władzę. Wojny religijne w Europie, zwłaszcza w XVI i XVII wieku, pokazały, jak łatwo przekonania wyznaniowe mogą stać się narzędziem mobilizowania społeczeństw do przemocy.
Zjawiska te budzą szczególne wątpliwości w świetle nauczania Chrystusa, który wzywał do miłości nieprzyjaciół, przebaczenia i czynienia pokoju. Trudno pogodzić te zasady z sytuacjami, w których przemoc przedstawiano jako środek obrony wiary, a przeciwnika religijnego uznawano za wroga, którego należy pokonać. W niektórych przypadkach religijne uzasadnienie konfliktu nadawało działaniom politycznym i militarnym moralną legitymizację, utrudniając dostrzeżenie ich rzeczywistych celów oraz tragicznych konsekwencji dla ludności cywilnej.
Nie oznacza to, że wszystkie wojny, w których uczestniczyli chrześcijanie, miały charakter religijny ani że Kościół zawsze zajmował w nich jednakowe stanowisko. Trzeba odróżnić bezpośrednie zaangażowanie władz kościelnych od działań państw i władców odwołujących się do chrześcijaństwa. Nie zmienia to jednak faktu, że w różnych epokach przedstawiciele instytucji kościelnych wspierali przedsięwzięcia zbrojne lub nadawali im religijne uzasadnienie.
Historia ta ujawnia zasadnicze napięcie między chrześcijańskim ideałem pokoju a praktyką sprawowania władzy. Jeśli religia ma prowadzić do pojednania i poszanowania godności człowieka, nie może bezkrytycznie usprawiedliwiać przemocy tylko dlatego, że jej celem deklarowanym jest obrona wiary. Podobnie jak w przypadku prześladowań heretyków, również w odniesieniu do wojen konieczne jest pytanie, czy wierność Ewangelii nie ustępowała niekiedy miejsca interesom politycznym, ambicjom przywódców i dążeniu do utrzymania wpływów. Krytyczne spojrzenie na te wydarzenia nie musi oznaczać odrzucenia chrześcijaństwa, lecz może stanowić próbę skonfrontowania historycznych działań jego instytucji z nauką, którą głoszą.
Udział Kościoła w podboju i kolonizacji Ameryki, Afryki oraz innych regionów świata stanowi jeden z najbardziej haniebnych rozdziałów w historii chrześcijaństwa. Pod płaszczykiem ewangelizacji i szerzenia wiary dochodziło do masowych mordów, przymusowych nawróceń, odbierania ludności rdzennej ziemi, niszczenia jej kultury i pozbawiania jej podstawowych praw. Miliony ludzi zapłaciły życiem za ekspansję kolonialną, której często towarzyszyły religijne uzasadnienia przemocy i dominacji.
Ich winą nie było nic innego, jak tylko to, że żyli według własnych tradycji, wierzeń i zasad, zanim na ich ziemie przybyli zdobywcy. Zamiast szacunku dla drugiego człowieka i jego odmienności często narzucano im obcą religię, język i sposób życia, posługując się przemocą, strachem i przymusem.
Trudno pogodzić takie działania z nauką o miłości bliźniego, miłosierdziu i godności każdego człowieka. Ewangelia, która powinna być przesłaniem pokoju i solidarności, bywała wykorzystywana jako narzędzie podporządkowania całych narodów. Nie można usprawiedliwiać tych zbrodni ani przemilczać ich w imię religii. Uczciwe spojrzenie na historię wymaga nazwania krzywd po imieniu, uznania cierpienia ofiar i pamięci o tych, którym odebrano życie, wolność, ziemię oraz prawo do zachowania własnej tożsamości.
Nie oznacza to, że wszyscy duchowni i wszyscy chrześcijanie popierali kolonialną przemoc. Niektórzy jej się sprzeciwiali i bronili ludności rdzennej. Nie zmienia to jednak faktu, że instytucje kościelne w wielu miejscach uczestniczyły w systemie kolonialnym lub czerpały z niego korzyści. Historia ta powinna być przestrogą przed wykorzystywaniem religii do usprawiedliwiania przemocy, dominacji i pogardy wobec innych narodów.
cdn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz