Chciałbym powrócić do zagadnienia średniowiecznego sporu o uniwersaliach (powszechników), najbardziej fascynującego problemu średniowiecznej filozofii. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to problem odległy od codziennego doświadczenia. Czym bowiem miałoby być „człowieczeństwo”, „dobro”, „piękno” czy „koń” poza konkretnymi ludźmi, dobrymi czynami, pięknymi rzeczami i poszczególnymi końmi? A jednak właśnie w tym pozornie abstrakcyjnym pytaniu kryje się jeden z podstawowych problemów filozofii: pytanie o to, co naprawdę istnieje.
Kiedy mówimy „człowiek”, mamy na myśli coś ogólnego. Nie chodzi nam o Jana, Piotra czy Annę jako konkretne jednostki, lecz o to, co pozwala nam wszystkich troje określić jednym słowem – „ludzie”. Pojawia się więc pytanie: czy poza poszczególnymi ludźmi istnieje jeszcze jakaś wspólna rzeczywistość, którą nazywamy „człowiekiem” lub „człowieczeństwem”? Czy też „człowiek” jest tylko nazwą, którą nadajemy wielu podobnym do siebie jednostkom?
Problem ten odziedziczyło średniowiecze po filozofii starożytnej. Szczególne znaczenie miały tutaj pytania postawione przez Porfiriusza oraz rozwiązania proponowane przez Platona i Arystotelesa. Platon skłaniał się ku przekonaniu, że rzeczy jednostkowe mają swoje podstawy w rzeczywistości idei. To, co piękne, jest piękne dlatego, że uczestniczy w idei Piękna; poszczególni ludzie są ludźmi dzięki idei Człowieka. Arystoteles odrzucał jednak istnienie takich idei jako odrębnych bytów i szukał powszechności raczej w samych rzeczach oraz w poznającym je intelekcie.
Średniowieczni filozofowie przejęli te pytania i nadali im nowy wymiar. Spór o uniwersalia stał się bowiem nie tylko sporem logicznym, lecz także pytaniem o strukturę rzeczywistości i możliwość ludzkiego poznania. Jeżeli istnieją tylko pojedyncze rzeczy – ten człowiek, ten koń, to drzewo – to skąd bierze się nasza zdolność do tworzenia pojęć ogólnych? Jak możemy powiedzieć „człowiek”, skoro przed nami zawsze znajduje się tylko jakiś konkretny człowiek?
Jedną z odpowiedzi był realizm. Jego zwolennicy utrzymywali, że uniwersalia mają rzeczywisty fundament. W bardziej umiarkowanej wersji, rozwiniętej między innymi przez Tomasza z Akwinu, nie oznaczało to jednak, że gdzieś poza światem istnieją osobne, samodzielne „człowieczeństwa” czy „końskości”. Powszechność można rozumieć jako coś obecnego w rzeczach, a zarazem ujmowanego przez ludzki intelekt w postaci pojęcia ogólnego. Człowiek spotyka więc zawsze konkretnych ludzi, ale jego rozum potrafi dostrzec w nich wspólną naturę.
Inną drogą poszli nominaliści. Dla nich rzeczywistość składa się przede wszystkim z jednostkowych bytów, natomiast uniwersalia nie są dodatkowymi rzeczami istniejącymi obok nich. Kiedy mówimy „człowiek”, posługujemy się nazwą lub pojęciem, które odnosi się do wielu jednostek. Nie trzeba zatem przyjmować istnienia jakiegoś odrębnego, uniwersalnego „człowieka”, aby wyjaśnić fakt, że Jan, Piotr i Anna mogą zostać określeni tym samym słowem. Nominalizm to pogląd filozoficzny i metafizyczny głoszący, że realnie istnieją wyłącznie przedmioty jednostkowe (konkrety).
Pomiędzy tymi stanowiskami pojawiały się rozwiązania pośrednie, często określane mianem konceptualizmu. W takim ujęciu uniwersale nie jest niezależnym bytem istniejącym poza rzeczami, lecz ma swoje istnienie jako pojęcie w ludzkim umyśle. Człowiek obserwuje wiele jednostkowych rzeczy, dostrzega między nimi podobieństwa i dzięki działalności intelektu tworzy pojęcie ogólne.
Spór ten nie był więc jedynie akademicką dyskusją średniowiecznych uczonych. W gruncie rzeczy dotyczył pytania niezwykle fundamentalnego: czy świat, który poznajemy, posiada jakąś strukturę niezależną od naszego myślenia, czy też ogólność pojawia się dopiero dzięki językowi i pracy naszego umysłu? Kiedy mówimy „dobro”, „piękno”, „człowiek” czy „sprawiedliwość”, czy wskazujemy na coś rzeczywistego, czy tylko porządkujemy za pomocą słów wielość jednostkowych doświadczeń?
Dlatego spór o uniwersalia można potraktować jako jeden z wielkich średniowiecznych sporów o granicę między rzeczywistością, myśleniem i językiem. Realista będzie szukał w świecie podstaw dla naszych pojęć ogólnych, nominalista zwróci uwagę na konkretne rzeczy i używane przez nas nazwy, a konceptualista podkreśli rolę umysłu, który z wielości doświadczeń tworzy pojęcia. Za pozornie prostym pytaniem o to, czym jest „człowiek”, kryje się więc pytanie znacznie większe: czy to, co ogólne, należy do samej rzeczywistości, czy rodzi się dopiero w naszym sposobie jej poznawania i opisywania?
I właśnie dlatego średniowieczny spór o uniwersalia pozostaje interesujący także dzisiaj. Wciąż posługujemy się pojęciami ogólnymi, wciąż klasyfikujemy świat i wciąż próbujemy rozstrzygnąć, czy kategorie, którymi się posługujemy, odkrywamy w rzeczywistości, czy też sami je do niej w pewnym sensie wprowadzamy.
Powyższy spór stał się dla mnie inspiracją do zajęcia się pojęciami. Zacząłem zastanawiać się, czy za pojęciami, którymi porządkujemy i opisujemy rzeczywistość, nie kryje się jedna z jej najgłębszych tajemnic – tajemnica samego istnienia. Pytanie to nabiera szczególnego znaczenia w świetle współczesnego obrazu natury jako rzeczywistości dynamicznej, nieustannie podlegającej przemianom. Wszystko, co istnieje, pozostaje bowiem w jakimś procesie stawania się, przemiany i wzajemnego oddziaływania.
W tym kontekście zacząłem stawiać pytanie o szczególną rolę człowieka. Jeżeli przyjmujemy, że wszystko, co istnieje, ma swoje ostateczne źródło w Stwórcy, to czy człowiek, obdarzony rozumem i zdolnością tworzenia pojęć, nie posiada zarazem pewnej szczególnej zdolności do „przywoływania do istnienia” nowych bytów – przynajmniej na poziomie świata ludzkiego?
W moich pracach pojawiła się więc myśl, że stworzenie nie kończy się na samym fakcie powołania świata do istnienia. Człowiek, posługując się umysłem, językiem i wyobraźnią, nieustannie wyodrębnia z rzeczywistości nowe znaczenia, nadaje im nazwy, tworzy pojęcia, relacje, symbole, modele i idee. W ten sposób coś, co wcześniej nie posiadało dla nas określonej postaci, zaczyna funkcjonować jako rozpoznawalny element rzeczywistości.
Nie twierdzę przy tym, że samo pojawienie się pojęcia w ludzkim umyśle stwarza byt w takim samym sensie, w jakim Stwórca powołuje do istnienia rzeczywistość. Chodzi raczej o szczególny rodzaj istnienia – istnienie w przestrzeni ludzkiego rozumu, języka, kultury i działania. Człowiek nie stwarza więc rzeczywistości ex nihilo, ale może sprawić, że coś, co wcześniej nie istniało jako wyodrębniony przedmiot ludzkiego doświadczenia, zaczyna istnieć jako pojęcie, nazwa, idea, symbol, a niekiedy także jako realna struktura organizująca ludzkie działanie.
W tym sensie nazwanie czegoś nie jest czynnością całkowicie obojętną. Nazwa nie tylko opisuje – może również wyodrębniać, porządkować i utrwalać. To, co zostaje pomyślane i nazwane, może uzyskać szczególny status istnienia: najpierw w świadomości, następnie w języku, a z czasem także w świecie ludzkich relacji i materialnych wytworów.
Być może właśnie tutaj kryje się współczesny wymiar dawnego sporu o uniwersalia. Średniowieczny filozof pytał, czy powszechnik istnieje niezależnie od naszego umysłu, czy jest tylko nazwą lub pojęciem. Ja chciałbym postawić pytanie jeszcze dalej: czy pojęcie, które powstaje w ludzkim umyśle i zostaje nazwane, może stać się początkiem nowego sposobu istnienia? Czy człowiek, nie będąc Stwórcą w sensie absolutnym, uczestniczy jednak w jakimś ograniczonym sensie w procesie stwarzania – poprzez myśl, język i działanie?
Jeżeli tak, wówczas pojęcia przestają być jedynie narzędziami opisu świata. Stają się miejscem, w którym świat zastany spotyka się z możliwością świata dopiero mającego powstać.
cdn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz