W czasie studiów teologicznych przeczytałem wiele książek poświęconych objawieniom prywatnym i doświadczeniom mistycznym. Sięgałem między innymi po publikacje dotyczące Katarzyny ze Sieny, Marii od Jezusa z Ágredy, Jana od Krzyża, Pawła od Krzyża, a później także ojca Dolindo Ruotolo. Otrzymywałem również codzienne przekazy maryjne z Medziugorie. Początkowo lektury te budziły moje zainteresowanie i pozwalały mi zanurzyć się w świecie głębokiej pobożności. Z czasem jednak ich powtarzalność i podobieństwo treści zaczęły skłaniać mnie do krytycznej refleksji.
Zauważyłem, że opisy nadzwyczajnych przeżyć często przedstawiają znane prawdy chrześcijańskie w bardziej emocjonalnej, osobistej lub mistycznej formie, nie wnosząc wiele nowego do ich teologicznego rozumienia. Zacząłem więc zastanawiać się, czy popularność niektórych objawień nie wynika częściowo z ich siły oddziaływania na emocje wiernych, a także z mechanizmów promocji i komercjalizacji religijności. Nie oznacza to, że wszystkie świadectwa mistyczne są nieautentyczne. Uświadomiłem sobie jednak, że atmosfera pobożności, intensywność przeżyć czy powoływanie się na nadprzyrodzone źródło nie zastępują krytycznej oceny.
Podobne wątpliwości pojawiły się podczas studiowania historii papiestwa. Urząd powołany do strzeżenia depozytu wiary i jedności Kościoła stopniowo zyskiwał również znaczenie polityczne i administracyjne. W kolejnych epokach papieże nie tylko rozstrzygali kwestie doktrynalne, lecz także zabiegali o wpływy i rozszerzali zakres swojej władzy. Dzieje papiestwa są złożone: obejmują zarówno autentyczne wysiłki na rzecz reformy Kościoła, jak i przykłady podporządkowywania spraw religijnych interesom instytucjonalnym.
Oba te zjawiska skłoniły mnie do postawienia zasadniczego pytania: czy to, co powinno służyć pogłębianiu wiary, nie zaczyna niekiedy zastępować jej istoty? W przypadku objawień prywatnych może się to dokonywać przez fascynację wizjami i nadzwyczajnymi przekazami, a w przypadku hierarchii kościelnej — przez utożsamianie decyzji przełożonych z wolą Boga. W obu sytuacjach istnieje ryzyko, że ludzkie interpretacje i interesy instytucjonalne przesłonią Ewangelię.
Niebezpieczeństwo pojawia się szczególnie wtedy, gdy krytyczne pytania traktuje się jako przejaw braku wiary, a decyzje osób pełniących funkcje religijne uznaje za wolne od krytyki. W takich warunkach zaangażowanie wiernych może opierać się bardziej na emocjach, fascynacji nadzwyczajnymi zjawiskami i obronie instytucji niż na pogłębianiu rozumienia chrześcijaństwa. To, co miało prowadzić do Boga, może zacząć służyć interesom osób i struktur powołujących się na Jego imię.
Tymczasem Jezus wskazywał na służebny charakter przywództwa. Podkreślał, że kto chce być pierwszy, powinien stać się sługą wszystkich (Mk 9,35), a sposób sprawowania władzy wśród Jego uczniów ma różnić się od praktyk ziemskich władców (Mk 10,42–45). Zasada ta stanowi kryterium oceny wszelkich form kościelnego zwierzchnictwa i przypomina, że żadna funkcja nie zwalnia z odpowiedzialności za sposób jej wykonywania.
Ostatecznie doszedłem do przekonania, że dojrzała wiara wymaga rozróżnienia między Ewangelią a historycznymi formami jej przekazywania, między doświadczeniem duchowym a jego interpretacją oraz między misją Kościoła a interesami instytucji. Nie chodzi o odrzucenie objawień prywatnych czy papiestwa, lecz o zachowanie właściwej hierarchii wartości. Wszystko, co pojawia się w życiu religijnym, powinno być oceniane w świetle przesłania Chrystusa.
Wiara nie potrzebuje nieustannego mnożenia nadzwyczajnych świadectw ani bezwarunkowej obrony struktur kościelnych. Potrzebuje przede wszystkim rozumienia, odpowiedzialności i wierności Ewangelii. Gdy fascynacja, komercjalizacja lub dążenie do władzy zaczynają dominować nad tymi wartościami, środki służące wierze mogą stać się przeszkodą w jej autentycznym przeżywaniu.
cdn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz