Łączna liczba wyświetleń

środa, 16 września 2026

Kto raz zachwyci się Bogiem


          Odnalazłem mój wpis na blogu „Wiara Rozumna” z dnia 23 marca 2011 roku. zatytułowany: "Tytułem wstępu". Sam jestem ciekaw, czy przez te piętnaście lat moje poglądy uległy zmianie, a jeśli tak, to w jakim stopniu?

          Piętnaście lat to wystarczająco dużo czasu, aby człowiek zmienił niektóre poglądy, zweryfikował wcześniejsze przekonania, ale też utwierdził się w tym, co uznał za ważne i prawdziwe. Dlatego jestem sam ciekaw tej konfrontacji z własnym tekstem sprzed lat. Czy odnajdę w nim siebie z dzisiaj, czy raczej człowieka, który dopiero szukał odpowiedzi na wiele pytań?

          Po lekturze jestem zaskoczony, ponieważ nie znalazłem oczekiwanych różnic. Okazało się, że moje ówczesne poglądy w dużej mierze pozostały takie same. Dlatego, po drobnej korekcie, przytoczę ten wpis w całości.

Oto retrospekcja.

          Przez pojęcie „wiary rozumnej” (filozoteizm) rozumiem ogląd wszystkich aspektów religijnych pod kątem znanych praw przyrody, logiki i podejścia filozoficznego. „Wiara rozumna” różni się od czystej filozofii tym, że dopuszcza pojęcia i zjawiska transcendentne oraz wiarę w istnienie Stworzyciela świata. Ważnym instrumentem jest zdroworozsądkowe podejście do religii. Zjawiska nadprzyrodzone (cuda, znaki) nie są odrzucane, ale przyjmowane z dużą ostrożnością i sceptycyzmem. „Wiara rozumna” opiera się na tezie, że Bóg nie może zbyt często łamać praw, które sam ustanowił.

          Wiara jest dobrowolnym przyjęciem pewnej wiedzy, którą uznajemy za prawdziwą. Wiedza zawsze wyprzedza wiarę. Jeżeli ma się zaufanie do źródła, nabyta wiedza staje się własnością odbiorcy. Człowiek integruje się z nią. Przekonany o jej słuszności będzie jej bronił. Naturalną tarczą obronną staje się wówczas źródło tej wiary.

          Wszystko jest dobrze, dopóki ktoś nie podważy źródła wiary. Jedni będą zaskoczeni, ale zdolni do zmiany optyki, inni zaś będą jej fanatycznie bronić.

          Z fanatyzmem nie dyskutuję, bo nie ma to sensu. Natomiast nowe ujęcie wiary rozumnej powinno prowokować do zadawania pytań. Aby odpowiedź była wiarygodna, należy podeprzeć się wieloma źródłami (nauką, filozofią, teologią...). Choć mogą być one jedynie poszlakowe, to jednak wraz z ich liczbą i wzajemnym potwierdzaniem nabierają wiarygodności.

          Można postawić pytanie: co jest najczęściej źródłem wiary? Na pierwszym miejscu będzie przekaz rodzinny. Na tym etapie kształtuje się w człowieku religijność. Mały człowiek poznaje, że istnieje coś dziwnego: nie widać, a jest. Dziecko wierzy rodzicom. Przyjmuje wiarę rodziców bezkrytycznie (moralność heteronomiczna).

          Drugim źródłem wiary jest katecheza. Za nią stoją takie autorytety jak kapłan, katecheta i Kościół. Najczęściej autorytet nauczycieli jest wysoki (dzisiaj nie podzielam tej tezy). Ich przekaz zostaje dołączony do wiary rodzinnej. Na tym etapie dochodzi do pierwszych zgrzytów. Na przykład rodzice mówią dziecku, że tatusia urodziła babcia, a katecheta przekonuje, że tatę stworzył Bóg. Dziecko dokonuje wyboru źródła. Wyraża pogląd, że jedna z tych informacji jest kłamstwem.

          Wraz z wiekiem dziecka pojawiają się własne pytania. Rozum podpowiada, że nie wszystkie przekazy są zdroworozsądkowe. Coś tu nie gra. Komu wierzyć? Gdzie jest Prawda?

          Niektórzy sięgają po Pismo Święte. Brak przygotowania merytorycznego powoduje, że odczytują je przeważnie literalnie, przez co rozumieją je opacznie. Na tym etapie można się załamać. Obraz Boga starotestamentalnego jest inny niż obraz Boga nowotestamentalnego. Rozbieżność ta może powodować, że wiara zaczyna słabnąć.

          Niektórzy zadają pytania. Ci, którzy rozumem próbują zrozumieć katechezę, mają wątpliwości. W przekazie katechetycznym jest tak wiele trudnych do przyjęcia zdarzeń. Wiele z nich nie mieści się w zdroworozsądkowym oglądzie rzeczywistości.

          Aby pojąć i zrozumieć, trzeba zacząć wszystko od początku — fenomenologicznie, bez obciążeń. Zawierzyć głównie własnemu rozumowi i odczuciu (intuicji). Rozum będzie ostatecznym decydentem naszej wiary.

          W moim przypadku bardzo pomogła mi znajomość praw przyrody. Narzędziem rozumowania była logika.

          To, co mogę zbadać sam, to bezpośredni ogląd wszystkiego, co się wokół mnie dzieje. Świat nie tylko istnieje, ale jest piękny, logiczny i zorganizowany. Cała rzeczywistość nosi w sobie mniej lub bardziej wyraźne ślady Stwórcy. Dostrzega się w niej pewną koncepcję, pewną myśl. Zjawiska fizyczne można ująć we wzory matematyczne. Pierwszy wniosek, jaki się nasuwa, jest taki, że musi istnieć jakaś przyczyna. Ta myśl robocza staje się podwaliną naszej wiary.

          Jeżeli Przyczyna istnieje, to jaka Ona jest? W jaki sposób sięgnąć po tę wiedzę? Pierwszy sygnał o Bogu pochodzi z głębi człowieka. Każdy z nas ma wszczepioną potrzebę Boga. Tak jak odkrywamy w sobie obecność sumienia i praw naturalnych, tak też czujemy, że istnieje Stwórca.

          Jeżeli istnieje Stwórca, to znaczy, że ma względem nas jakieś oczekiwania. Nierozsądnie byłoby to zlekceważyć. Z serca płynie imperatyw, że Bogu należy się szacunek. Trzeba Mu to okazać. W taki naturalny sposób zaczęła się religia. Rodził się kult.

          Stwórca zrobił pierwszy krok, bo uzdolnił nas do poznania Siebie. Chciał skontaktować się ze swoją istotą stworzoną. Nie było to łatwe. Transcendencja nie jest zmysłowa, dla człowieka pozostaje nieuchwytna. Poprzez naturę duchową człowiek otrzymał zdolność odbierania sygnałów Bożych. Jeden był do tego lepiej predysponowany, inny gorzej.

          Podczas snów i wizji mistycznych sygnały były odbierane, ale musiały zostać przetransponowane przez rozum, aby mogły być odczytane i rozpoznane. Każdy, według swoich uzdolnień, odbierał je inaczej. Ten sam przekaz mógł mieć tyle obrazów, ilu było odbiorców.

 

          Na samym początku drogi poznawania przymiotów Boga natrafiamy na zaporę poznawczą. Każdy widzi świat inaczej. Każdy inaczej wyobraża sobie Boga. Dopiero gdy będziemy w mistycznym zjednoczeniu z Bogiem — po życiu lub w czasie transu mistycznego — poznamy lepiej naszego Stwórcę.

          Na samym początku rozwoju religijności pojawiły się ludzkie interesy. Pojęcie Boga kapitalnie nadawało się do utrzymania posłuszeństwa wobec władzy. Przypisywano Bogu władzę królewską, która nagradzała, ale i karała. Do dnia dzisiejszego powiela się pogląd, że Bóg karze. Później dopisano, że potępia itd.

          Jak Bóg, który jest doskonałą Miłością i Dobrocią, może kogokolwiek karać?! Za co? Bóg dał człowiekowi wolną wolę. To znaczy, że dał mu przyzwolenie, aby człowiek mógł się nawet od Niego odwrócić. Nie może On za to karać. Człowiek, który odwraca się od Boga, pozostaje w obszarze bezsensu — i to jest „piekło”. Kto raz zachwyci się Bogiem, Jezusem i religią, będzie to czynił bez końca.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz