Wracam do tematu reinkarnacji nie dlatego, że stałem się
zwolennikiem hipotezy o jej istnieniu, lecz dlatego, że o reinkarnacji mówi i
pisze wiele osób, a opisy przypadków przypisywanych temu zjawisku są na tyle
interesujące, że trudno przejść obok nich obojętnie. Chcę więc tym razem
spojrzeć na reinkarnację nie od strony samej wiary w nią, lecz od strony faktu
występowania określonych relacji i prób ich wyjaśnienia. Interesuje mnie zatem
przede wszystkim zjawisko, jego dokumentowanie oraz pytanie, czy można je
interpretować także inaczej niż poprzez założenie kolejnego wcielenia.
Jednym z najbardziej znanych badaczy tego zagadnienia był
Ian Stevenson (1918–2007), psychiatra związany z University of Virginia. Przez
kilkadziesiąt lat zbierał, dokumentował i analizował przypadki dzieci
twierdzących, że pamiętają wydarzenia z życia osoby, którą miały być w
poprzednim wcieleniu. Nie poprzestawał przy tym na samych opowieściach dzieci.
Starał się sprawdzać podawane przez nie informacje i porównywać je z faktami
dotyczącymi konkretnych, zmarłych osób.
W jego materiałach pojawiały się przypadki spontanicznych
wspomnień rzekomego poprzedniego życia, szczegółowych informacji o miejscach,
osobach i wydarzeniach, a nawet opisów okoliczności śmierci, które miały
odpowiadać faktom znanym z biografii zmarłych. Stevenson zwracał również uwagę
na znamiona i wady wrodzone, które w niektórych przypadkach wiązał z
obrażeniami lub ranami odniesionymi przez zmarłą osobę. Co istotne, podobne
relacje pochodziły z różnych krajów i kultur, a więc nie były ograniczone
wyłącznie do jednego kręgu religijnego czy kulturowego.
Nie oznaczało to jednak, że Stevenson uważał reinkarnację
za udowodnioną. Wręcz przeciwnie. Określał swoje przypadki „sugerujące
reinkarnację” albo „wskazujące na możliwość reinkarnacji”. To rozróżnienie jest
bardzo ważne. Stwierdzenie, że jakiś przypadek jest trudny do wyjaśnienia, nie
jest przecież równoznaczne ze stwierdzeniem, że znamy jego wyjaśnienie.
Można bowiem przyjąć, że dziecko rzeczywiście
wypowiedziało określone słowa, podało konkretne informacje, a później okazało
się, że część z nich odpowiada faktom dotyczącym zmarłej osoby. Jest to pewien
fakt wymagający wyjaśnienia. Czym innym jest jednak odpowiedź na pytanie, skąd
te informacje się wzięły. Tutaj rozpoczyna się dopiero właściwy problem.
Możliwe są przecież różne wyjaśnienia. Dziecko mogło
uzyskać informacje w sposób zwyczajny, mogło usłyszeć je od rodziny lub innych
osób, mogło je nieświadomie przejąć, a następnie zapamiętać jako własne.
Możliwe są również konfabulacja, fantazjowanie, sugestia, przypadkowa zbieżność
informacji, a w niektórych sytuacjach także świadome oszustwo. Dopiero gdy
takie możliwości zostaną wykluczone, pojawia się pytanie, czy mamy do czynienia
ze zjawiskiem, którego nie potrafimy wyjaśnić przy pomocy znanych mechanizmów.
I właśnie w tym miejscu chciałbym powrócić do pojęcia,
którego niedawno przywoływałem — «Stanu
Prawdy».
W filozoteizmie, czyli rozwijanej przeze mnie własnej
metodzie interpretowania rzeczywistości, Stan Prawdy jest hipotetyczną
przestrzenią (wirtualną), w której zapisane są wszystkie wydarzenia, jakie
miały miejsce w historii. Nie chodzi tu o pamięć pojedynczego człowieka ani o
zwykłe archiwum dokumentów. Mam na myśli coś znacznie bardziej podstawowego:
hipotetyczny zapis rzeczywistości, w którym znajdują się informacje o tym, co
się wydarzyło.
Jeżeli taka przestrzeń rzeczywiście istnieje, pojawia się możliwość
postawienia pytania, czy człowiek może w pewnych szczególnych okolicznościach
uzyskać dostęp do zawartych w niej informacji. Nie musiałby wówczas pamiętać
własnego poprzedniego życia. Mógłby natomiast odczytywać informacje dotyczące
życia innego człowieka, a następnie doświadczać ich w taki sposób, jakby były
one jego własnymi wspomnieniami.
Taka interpretacja prowadziłaby do zasadniczej zmiany
sposobu patrzenia na niektóre przypadki przypisywane reinkarnacji. Zamiast
pytać wyłącznie: „Czy ten człowiek żył wcześniej?”, można byłoby zapytać: „Skąd
ten człowiek uzyskał informacje o wydarzeniach, których sam nie przeżył?”. Są
to dwa różne pytania i nie muszą prowadzić do tej samej odpowiedzi.
Jeżeli bowiem informacja może istnieć niezależnie od
osoby, która ją później odczytuje, to samo posiadanie takiej informacji nie
musi jeszcze oznaczać, że osoba odczytująca była wcześniej uczestnikiem
opisywanych wydarzeń. Możliwe byłoby więc rozdzielenie źródła informacji od
osoby, która tę informację odbiera.
Tak właśnie można, w ramach filozoteizmu, rozumieć
niektóre doświadczenia mistyczne i religijne. W historii ludzkości nie
brakowało ludzi, którzy twierdzili, że otrzymują wiedzę, której nie zdobyli
poprzez zwykłe doświadczenie. Hagiografowie, mistycy, prorocy czy ludzie
określani jako natchnieni przekazywali następnie te doświadczenia za pomocą
ludzkiego języka. To, co zostało odczytane, było więc retransmitowane w postaci
słów, opowieści i zapisów.
W tym sensie można również spojrzeć na przekazy religijne.
Człowiek może mieć doświadczenie, które interpretuje jako kontakt z Bogiem,
objawienie lub natchnienie, a następnie przekazać je innym ludziom za pomocą
dostępnych mu pojęć i języka. W mojej koncepcji można powiedzieć, że słuchanie
Boga jest odczytywaniem Stanu Prawdy. Pisałem o tym wcześniej: „Słuchanie
Boga jest odczytywaniem stanu Prawdy” ("Nowatorskie koncepcje
teologiczne", Coriolanum, Kielce, s. 63).
Nie twierdzę oczywiście, że w ten sposób można wyjaśnić
wszystkie doświadczenia religijne ani że istnienie «Stanu Prawdy» zostało
naukowo dowiedzione. Jest to hipoteza filozoficzna, którą proponuję jako
element własnej metody interpretacji rzeczywistości. Jej znaczenie polega dla
mnie przede wszystkim na tym, że pozwala postawić inne pytania wobec zjawisk,
które dotychczas wyjaśniano przede wszystkim w kategoriach religijnych lub
paranormalnych.
Do tej koncepcji należy także moje przekonanie, że
każdemu wydarzeniu zachodzącemu w rzeczywistości widzialnej towarzyszy światło.
Światło nie znika natychmiast wraz z wydarzeniem, lecz rozchodzi się w
przestrzeni i niesie informację o tym, co się wydarzyło. W zwykłym
doświadczeniu człowiek odbiera tylko niewielką część tej informacji i robi to
za pomocą ograniczonych możliwości swoich zmysłów. Można jednak postawić
hipotezę, że istnieją sposoby odbierania informacji, których jeszcze nie
potrafimy opisać ani wyjaśnić.
Tę szczególną możliwość nazwałem »Stanem Prawdy». Nie
chodzi więc wyłącznie o samą przestrzeń, w której informacja miałaby być
zapisana, ale również o możliwość jej odczytania. Stan Prawdy można zatem
rozumieć jednocześnie jako hipotetyczny uniwersalny zapis rzeczywistości oraz
jako stan świadomości umożliwiający dostęp do zawartych w nim informacji.
Jeżeli przyjąć taką hipotezę, przypadki przypisywane
reinkarnacji można rozpatrywać w nowym świetle. Dziecko może rzeczywiście mówić
rzeczy, których nie powinno znać. Informacje mogą rzeczywiście odpowiadać
faktom dotyczącym osoby zmarłej. Nie wynika z tego jednak automatycznie, że
dziecko jest ponownym wcieleniem tej osoby. Można bowiem postawić alternatywną
hipotezę: dziecko odczytuje informacje o cudzym życiu ze «Stanu Prawdy».
W takim przypadku nie byłoby konieczne przyjmowanie
koncepcji «wędrówki dusz». Nie byłoby również konieczne zakładanie, że jedna
osobowość po śmierci zostaje przeniesiona do innego organizmu. Wystarczyłoby
założenie, że informacja o wydarzeniu pozostaje dostępna i że w pewnych
wyjątkowych sytuacjach człowiek może ją odczytać.
Byłoby to zatem
zupełnie inne rozumienie tego, co nazywamy „pamięcią poprzedniego życia”. Być
może nie jest to pamięć w znaczeniu, w jakim pamiętamy własne dzieciństwo. Być
może jest to dostęp do informacji o wydarzeniach, które rzeczywiście miały miejsce,
ale których osoba odczytująca sama nigdy nie przeżyła.
Oczywiście również ta koncepcja wymaga dowodów. Nie
chciałbym popełnić błędu polegającego na zastąpieniu jednej niewykazanej
hipotezy inną niewykazaną hipotezą. Jeżeli krytykujemy reinkarnację za brak
wystarczających dowodów, musimy z równą ostrożnością traktować «Stan Prawdy».
Nie może on być odpowiedzią tylko dlatego, że jest zgodny z naszym
światopoglądem.
Właściwa postawa powinna więc polegać na pozostawieniu
pytania otwartego.
Reinkarnacja może być jednym
z możliwych wyjaśnień niezwykłych przypadków dzieci twierdzących, że pamiętają
poprzednie życie. Innym wyjaśnieniem mogą być mechanizmy psychologiczne i
społeczne. Jeszcze innym — uzyskanie informacji w sposób, którego obecnie nie
potrafimy wyjaśnić. A w ramach filozoteizmu można postawić hipotezę, że
informacja ta pochodzi ze «Stanu Prawdy».
Nie wiem, czy tak właśnie jest. I właśnie dlatego nie
chcę przedstawiać tej koncepcji jako dowiedzionej prawdy. Traktuję ją jako
pytanie skierowane do rzeczywistości.
Być może największą wartością takich pytań nie jest
natychmiastowe znalezienie odpowiedzi, lecz poszerzenie pola możliwych
wyjaśnień. Reinkarnacja nie musi być ani przyjęta, ani odrzucona tylko na podstawie
niezwykłych opowieści. Można najpierw zapytać, czy informacja o przeszłości
może istnieć niezależnie od pamięci człowieka i czy człowiek może mieć do niej
dostęp.
Jeżeli odpowiedź na to pytanie byłaby kiedyś twierdząca,
wówczas wiele zjawisk, które dziś nazywamy tajemniczymi, mogłoby otrzymać
zupełnie nowe wyjaśnienie.
A wtedy pytanie o reinkarnację przestałoby być wyłącznie
pytaniem o to, kto żył wcześniej, a stałoby się pytaniem o coś bardziej
fundamentalnego: gdzie znajduje się informacja o tym, co już się wydarzyło, i
czy człowiek może ją odczytać?