Zdecydowałem się napisać o własnych „dziwnych obserwacjach” z racji mojego wrodzonego zamiłowania do dokumentowania wszelakich zdarzeń. Być może te, z pozoru nieistotne i trudne do jednoznacznej interpretacji obserwacje, mogą kiedyś posłużyć do szerszych analiz statystycznych lub porównawczych.
Ograniczę się tutaj tylko do dwóch zdarzeń zmysłowych, których byłem bezpośrednim świadkiem. Wydarzenia pozazmysłowe, których wielokrotnie doświadczałem, zachowam dla siebie. Są to przeżycia bardzo osobiste, a przede wszystkim trudne do poprawnego i wiernego przekazania za pomocą słów. Nie chcę też, aby ich opis został potraktowany jako próba narzucenia jakiejkolwiek interpretacji.
Poniżej podaję więc wyłącznie to, co zapamiętałem i co rzeczywiście zaobserwowałem.
I zdarzenie
Było to w Krakowie, w latach 60. XX wieku, podczas letniej nocy, około godziny 23:00. Wracałem do domu ulicą Miodową. Za torami kolejowymi, wzdłuż których przechodziłem, znajdują się wysokie mury cmentarza żydowskiego. W pewnym momencie spojrzałem w górę i za murami zobaczyłem czerwony obiekt. Jego widoczna wielkość była zbliżona do wielkości, w jakiej można dostrzec na niebie Marsa lub Wenus. Obiekt poruszał się pionowo w górę. Nie słyszałem przy tym żadnego dźwięku. Najbardziej zwróciła moją uwagę trajektoria jego ruchu — była idealnie pionowa.
Nie próbuję określać, czym był ten obiekt ani co mogło powodować jego ruch. To wszystko, co mogę przekazać na podstawie własnej obserwacji.
II zdarzenie
Drugie zdarzenie miało miejsce w pierwszej dekadzie XXI wieku, w Kielcach.
Na bezchmurnym niebie zobaczyłem obiekt w kształcie cylindra, o metalicznym kolorze. Przesuwał się po firmamencie w sposób przypominający ruch samolotu. Widoczność była dobra. Mimo tego nie zauważyłem żadnych skrzydeł ani innych dodatkowych elementów konstrukcyjnych, ani świteł. Obiekt miał dla mnie wyraźnie cylindryczny kształt i metaliczne zabarwienie. Nie podejmuję się określenia, czym był obserwowany obiekt. To wszystko, co zapamiętałem z tego zdarzenia i co mogę uczciwie przekazać.
Podaję te dwie relacje możliwie oszczędnie, bez dopisywania interpretacji i bez przesądzania, z czym miałem do czynienia. Nie twierdzę, że moje obserwacje stanowią dowód na istnienie jakiegokolwiek konkretnego zjawiska. Są to po prostu dwa zdarzenia, które sam zaobserwowałem i które zapamiętałem jako nietypowe.
Celowo przedstawiam jedynie suche fakty. Nie chcę narzucać czytelnikowi żadnej idei, wyjaśnienia ani gotowego wniosku. Być może właśnie takie pozbawione interpretacji relacje mają większą wartość dokumentacyjną.
Jutro wracam do tematów teologicznych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz