Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 22 stycznia 2026

Dobro przeciwieństwo zła


          Wczoraj pisałem o błądzeniu i grzeszności. Dziś poruszę przeciwieństwo zła – dobro. Jego generowanie nie dotyczy wyznawców jednej wiary, lecz wszystkich religii, a nawet ludzi niewierzących. Każdy może je tworzyć. Czym zatem jest dobro?

          Dla lepszego rozeznania można ten rzeczownik niejako „zmaterializować” i spróbować badać jego formę bytu. Religie judaistyczno-chrześcijańskie przypisują dobru najwyższy status, utożsamiając je z boskością – mówiąc: Bóg jest Najwyższym Dobrem, Bóg jest Miłością. Można też traktować dobro orzecznikowo, jako funkcję zależną od uczynków. Wówczas dobro staje się funkcjonałem – bytem relacyjnym, a nie substancjalnym.

          Ważne jest uświadomienie sobie, że dobro stanowi jeden z fundamentalnych budulców wszechświata. Jego natura jest energetyczna i dynamiczna, podobna do natury Stwórcy. Aby świat mógł trwać w istnieniu, potrzebuje dobra jako swoistego paliwa podtrzymującego ład i harmonię. Bóg, powołując człowieka na swoje podobieństwo, wzywa istoty inteligentne do współuczestnictwa w procesie odnawiania świata. Człowiek zostaje obciążony odpowiedzialnością współdziałania.

          Zło niszczy porządek rzeczy, a do jego przezwyciężenia konieczne jest dobro. W tym sensie pojęcie funkcjonału oddaje swój sens – dobro podlega interferencji: może się wzmacniać we wspólnym działaniu lub słabnąć w zetknięciu ze złem. Dobro nie istnieje w izolacji – działa, promieniuje, oddziałuje.

          Katecheza chrześcijańska uczy, że źródłem wszelkiego dobra jest Bóg. To prawda, lecz człowiek, poprzez swoją wolną wolę i przy pomocy Łaski, może przyczyniać się do powstawania wielkich dzieł dobra. Energia dobra nie znika – może się rozpraszać, osłabiać lub łączyć z innymi przejawami dobra, wchodząc w iterację i wzajemne wzmacnianie. Jak się często mówi: jedno dobro rodzi kolejne.

          Jak już wspomniałem, dobro mogą generować także wyznawcy innych religii. Jako chrześcijanin przywołam jednak to, co jest mi najbliższe: „Był to człowiek dobry i pełen Ducha Świętego i wiary” (Dz 11,24). Jak uczy katecheza, nie chodzi tu o perfekcję moralną, lecz o szczere dążenie do dobra i nieustanne doskonalenie się.

          Wzorem postawy dobrego człowieka pozostaje nauka płynąca z Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu. Jezus nauczał, że prawdziwa dobroć wypływa z serca i objawia się w miłosierdziu, sprawiedliwości oraz miłości bliźniego. Nie wystarczy jedynie deklarować wiarę – trzeba ją potwierdzać czynami.

          Dobry chrześcijanin nie ogranicza się zatem wyłącznie do rytuałów, takich jak uczestnictwo we Mszy Świętej czy modlitwa, choć są one niezwykle ważne. Przede wszystkim stara się żyć świadectwem na co dzień: okazuje współczucie, unika niepotrzebnego narzekania, przebacza doznane krzywdy i niesie nadzieję tym, którzy przeżywają trudności.

          We współczesnym świecie bycie dobrym oznacza wierność własnemu sumieniu i moralności. To postawa odwagi w czynieniu dobra, uczciwości w pracy oraz szacunku wobec drugiego człowieka. Taki człowiek staje się cichym, lecz czytelnym świadectwem przynależności do Homo sapiens – istoty rozumnej i godnej, stworzonej na podobieństwo Boga.

          Aby być nazwanym dobrym, nie trzeba wiele. Wystarczy właściwy stosunek do współpracy, szacunek dla przyrody i wszelkiego stworzenia. Być życzliwym wobec otoczenia, chronić najsłabszych, pomagać i wspierać tych, którzy oczekują pomocy.

          Dobre uczynki sprawiają, że człowiek unosi się ponad przeciętność, zbliża się do swojego Stwórcy, a nawet – w wymiarze duchowym – dąży do zjednoczenia z Nim w świętym misterium. Człowiek nie może być bez przerwy dobry – to niemożliwe – lecz może trwać w nieustannej potrzebie czynienia dobra.

środa, 21 stycznia 2026

Błądzić jest rzeczą ludzką


          Według aforyzmu: "Błąd jest regułą; prawda zdarza się jedynie jako szczęśliwy wyjątek" lub inaczej. "Błąd stanowi regułę poznania, a prawda pojawia się jedynie jako przypadkowe odstępstwo od niego". Niektórzy tłumaczą: "Błąd rządzi naszym myśleniem, a prawda bywa jedynie ubocznym skutkiem jego niedoskonałości". "Skoro błąd jest regułą, prawda nie może być niczym więcej niż chwilowym, niepewnym przypadkiem błędu".

          Aforyzm jak i tytuł "Błądzić jest rzeczą ludzką" (łac. Errare humanum est), który pochodzi z literatury łacińskiej pochodzi i przypisywany jest różnym autorom antycznym, choć popularna pełniejsza forma z dodatkiem "ale trwać w błędzie jest diabelskie" jest silnie związana z św. Hieronimem, a też Seneką Starszym i Cyceronem. Jest to fundamentalna myśl wskazująca na uniwersalność błędów w ludzkim doświadczeniu. 

          Z tych interpretacji wynika, że błąd (grzech) jest czym naturalnym. Nawet Jezus w swojej nauce mówi: "Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia" (Mt 18,7). Prawdę tę  ujawnia PŚ: " Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg" (Iz 63,17);  "Rządcom ziem odbierze rozsądek, po bezdrożach pozwoli im błądzić (Hi 12,24). A ks. Jan Twardowski w swojej twórczości pisze; "W życiu musi być dobrze i niedobrze. Bo jak jest tylko dobrze, to jest niedobrze".

          Aforyzm o błędzie jako regule poznania dotyczy przede wszystkim ograniczeń ludzkiego poznania: człowiek nie dochodzi do prawdy wprost, lecz poprzez próby, pomyłki i korekty. Prawda nie jest tu zaprzeczeniem błędu, lecz czymś, co wyłania się z jego przezwyciężania. W tym sensie „błąd” ma charakter epistemologiczny, a nie moralny.

          Zachodzi tu przesunięcie znaczenia: błąd zostaje utożsamiony z grzechem. To przejście nie jest oczywiste i wymaga wyraźnego zaznaczenia. W tradycji biblijnej grzech nie jest „regułą” w sensie normy, lecz faktem powszechnym wynikającym z ludzkiej słabości i wolności. Słowa Jezusa: „Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia” nie usprawiedliwiają zła, lecz stwierdzają jego nieuchronność w świecie ludzi niedoskonałych.

          Podobnie cytaty z Pisma Świętego (Iz 63,17; Hi 12,24) nie głoszą, że błąd jest czymś dobrym lub pożądanym, lecz że błąd jest dopuszczony jako konsekwencja oddalenia się od Boga albo jako wyraz ludzkiej ograniczoności. To ważne rozróżnienie: dopuszczenie ≠ aprobata.

          Myśl ks. Jana Twardowskiego domyka tę refleksję w tonie egzystencjalnym: niedoskonałość, napięcie między „dobrze” i „niedobrze”, stanowi warunek autentycznego życia i wzrostu. Nie chodzi o afirmację błędu, lecz o uznanie, że pełnia dobra bez doświadczenia braku staje się pusta. Nasuwa się więc wniosek, że człowiek jest istotą omylną. Błąd nie jest celem ani normą, lecz drogą, na której prawda — poznawcza, moralna czy duchowa — objawia się rzadko, krucho i zawsze jako dar, a nie trwały stan. Jeśli błąd jest „regułą”, to nie dlatego, że powinien nią być, lecz dlatego, że taka jest kondycja człowieka.

         Konieczność istnienia grzechów przypomina mi o podobnej mądrości istnienia cierpienia, jako zjawiska wręcz koniecznego, choć nie dla wszystkich jest to do zaakceptowania.

          Jeżeli przyjmiemy, że grzech jest dopustem Bożym, można dostrzec w tym pewną ukrytą mądrość. Jeśli bowiem Bóg dopuszcza możliwość błądzenia, to nie po to, aby człowieka pogrążyć, lecz aby pozostawić mu przestrzeń wolności, odpowiedzialności i wzrostu. Z takiego założenia wynika konieczność odrzucenia nadmiernego lęku i skrupułów związanych z własną niedoskonałością. Nie należy więc żyć w ciągłym zamartwianiu się i w stresie, lecz raczej dbać o umiar w myślach i uczynkach oraz o szczerość intencji.

          W tym kontekście warto przypomnieć, że w czasie spowiedzi nie ma obowiązku wyznawania grzechów lekkich, co samo w sobie wskazuje na istnienie hierarchii win oraz na fakt, że moralność nie jest mechanizmem zero-jedynkowym. Rodzi się jednak pytanie: kto weryfikuje wagę popełnionych złych uczynków? Odpowiedź prowadzi do sumienia — wewnętrznej zdolności rozeznawania dobra i zła, wpisanej w naturę każdego człowieka.

          To właśnie sumienie, kształtowane przez rozum, doświadczenie i wrażliwość moralną, stanowi pierwsze miejsce sądu nad własnym postępowaniem. Dlatego człowiek powinien nauczyć się ufać temu wewnętrznemu głosowi, zamiast przenosić całą odpowiedzialność na zewnętrzne normy lub instytucje. Ostatecznie bowiem Stwórca nie jest bezdusznym Sędzią, rozliczającym człowieka z drobiazgowej buchalterii win, lecz Bogiem relacji, miłosierdzia i zrozumienia, który zna intencje serca lepiej niż jakikolwiek ludzki trybunał.

          Tak rozumiana odpowiedzialność moralna nie znosi potrzeby nawrócenia ani pracy nad sobą, ale uwalnia od paraliżującego lęku. Człowiek nie zostaje wezwany do bezbłędności, lecz do uczciwości wobec siebie, innych i Boga — a to wymaga nie perfekcji, lecz prawdy i zaufania.

wtorek, 20 stycznia 2026

Powstanie nowe Niebo i Nowa Ziemia


          Pozostając w nadziei, że ludzkość może jeszcze dokonać wielu wspaniałych odkryć dotyczących przeszłości, już dziś powinniśmy umieć mądrze zagospodarować wiedzę, która jest nam dostępna. To ona pozwala nam nie tylko lepiej rozumieć rzeczywistość, lecz także brać odpowiedzialność za kształtowanie przyszłości. Człowiek nie jest bowiem jedynie biernym obserwatorem dziejów, ale ich współtwórcą.

          Wiemy, że świat ulega nieustannej ewolucji. Wszystko zmienia się w czasie i — zgodnie z prawami fizyki — zmierza ku stopniowemu rozproszeniu energii. Proces ten bywa interpretowany jako zapowiedź końca, jako powolna droga ku entropii i wyczerpaniu. Nie musi on jednak oznaczać zagłady, lecz raczej głęboką przemianę. Tradycja biblijna ujmuje tę intuicję w słowach pełnych nadziei: „Powstanie nowe Niebo i Nowa Ziemia” (Apokalipsa). Nie jest to wizja unicestwienia świata, lecz jego odnowienia — przejścia z jednej formy istnienia w inną, doskonalszą.

          Skoro energia nie ulega całkowitej anihilacji, lecz jedynie przemianom, można przypuszczać, że istnienie świata ma w swojej naturze wpisaną wieczność. Nie jest to wieczność rozumiana jako bezruch i niezmienność, lecz jako ciągłość istnienia poprzez nieustanne przeobrażenia. W tym sensie kres jednych form bytu staje się początkiem nowych. Historia wszechświata jawi się więc nie jako droga ku pustce, ale jako proces prowadzący ku pełniejszemu istnieniu, ku rzeczywistości „nowego Nieba i nowej Ziemi”.

          W tym miejscu rodzi się pytanie zasadnicze: jak żyć, aby wpisać się w boską koncepcję stwórczą? Jak sprawić, by nasze życie nie było jedynie biologicznym trwaniem, lecz świadomym uczestnictwem w dziele odnowy świata? Odpowiedzi na te pytania poszukuje etyka, czyli nauka o moralności. To ona wskazuje, w jaki sposób człowiek powinien korzystać ze swojej wolności, aby nie niszczyć siebie i innych, lecz współtworzyć dobro.

          Według mojego rozeznania ludzkość dokonała w tej dziedzinie ogromnego wysiłku, który trwa do dziś. Paradoksalnie jednak człowiek często sam tworzy sobie pęta — systemy lęków, uprzedzeń i fałszywych przekonań — które nie pozwalają mu w pełni otworzyć się na dobro. Zamiast rozwijać w sobie podobieństwo do Stwórcy, zamyka się w egoizmie i krótkowzroczności. Tymczasem istota stworzona na Boże podobieństwo powołana jest do wolności, miłości i odpowiedzialności.

          Jeśli więc „nowe Niebo i nowa Ziemia” mają stać się rzeczywistością, muszą najpierw zacząć się w człowieku. Od przemiany ludzkiego serca zależy bowiem przemiana świata. W tym sensie eschatologiczna obietnica nie jest jedynie wizją przyszłości, lecz także zadaniem teraźniejszości.

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Ostatnie zlodowacenie z dużą ostrożnością


          Ostatnie zlodowacenie rozpoczęło się około 115 tys. lat temu. Zakończyło się około 11,7 tys. lat temu, po czym rozpoczął się obecny okres ciepły – holocen. Niektóre opracowania wskazują także na około 21 tys. lat temu jako moment maksimum zlodowacenia, czyli najchłodniejszej fazy, gdy lądolody miały największy zasięg. Różnice te wynikają z faktu, że badacze odnoszą się do różnych etapów tego samego zlodowacenia: jego początku, maksimum lub końca.

          Faktem jest, że przed powstaniem współczesnej cywilizacji Ziemia znajdowała się w epoce lodowcowej, która znacząco wpłynęła na środowisko przyrodnicze i warunki życia ludzi. Rozległe lądolody przekształcały krajobraz, niszczyły osady ludzkie, zmuszały społeczności do migracji oraz mogły przyczyniać się do zaniku wielu dawnych kultur. W wyniku procesów lodowcowych część śladów działalności człowieka została zniszczona lub ukryta pod osadami, co sprawia, że poznanie najdawniejszych dziejów ludzkości jest dziś trudne i niepełne.

          Z okresu ostatniego zlodowacenia (paleolitu) zachowało się wiele artefaktów, choć są one rozproszone i często fragmentaryczne. Są to głównie ślady działalności łowców-zbieraczy, a nie rozwiniętych cywilizacji. Najważniejsze z nich to narzędzia kamienne, takie jak groty oszczepów i strzał, noże krzemienne, skrobacze do obróbki skór, rylce do obróbki kości i drewna oraz pięściaki (ze starszych faz paleolitu). Wykonywano je z krzemienia, kości i poroża. Znajdowane są m.in. w jaskiniach oraz na dawnych obozowiskach w Europie, Azji i Afryce.

          Odnaleziono również broń myśliwską, w tym oszczepy z drewnianymi drzewcami (np. znaleziska z Schöningen w Niemczech), miotacze oszczepów, harpuny z kości i poroża oraz groty z krzemienia i kości. Świadczą one o polowaniach na mamuty, renifery, bizony i konie. Odkryto także dzieła sztuki, takie jak malowidła naskalne (np. Lascaux i Altamira), ryty naskalne oraz figurki wenus paleolitycznych (np. Wenus z Willendorfu). Przedstawiają one zwierzęta, sceny łowieckie i postacie kobiece, co świadczy o rozwiniętej symbolice i wierzeniach.

          Zidentyfikowano również ślady osadnictwa: pozostałości obozowisk (paleniska, jamy), kości zwierząt z wyraźnymi śladami obróbki oraz konstrukcje z kości mamutów (np. na Ukrainie). Dowodzą one, że ludzie potrafili przystosować się do surowego klimatu epoki lodowcowej.

          Bardzo ważne są także znaleziska szczątków ludzkich. Zachowały się szkielety neandertalczyków i pierwszych Homo sapiens w Europie, m.in. pochówki z wyposażeniem grobowym oraz ślady leczenia urazów. Pokazują one rozwój kultury, empatii i więzi społecznych. Znajdowane przedmioty codziennego użytku, takie jak igły z kości, ozdoby z zębów zwierząt i muszli, zawieszki oraz paciorki, świadczą o istnieniu estetyki i tożsamości kulturowej.

          Wbrew popularnym teoriom nie ma naukowych dowodów na istnienie wysoko rozwiniętych cywilizacji sprzed ostatniego zlodowacenia. Znane artefakty pokazują jednak, że ludzie już wtedy posiadali rozwiniętą kulturę, sztukę i technikę, doskonale przystosowaną do ekstremalnych warunków klimatycznych.

          Ta konstatacja burzy mój pogląd o dawnych wspaniałych cywilizacjach, jednak trzeba zmierzyć się z wynikami badań naukowych, nawet jeśli są one sprzeczne z osobistymi przekonaniami.

          Być może „wielkie cywilizacje” istniały jeszcze wcześniej, a kolejne kataklizmy, zlodowacenia i ruchy górotwórcze głęboko je zakopały. Taka hipoteza pojawia się w literaturze popularnonaukowej i w rozważaniach filozoficznych nad dziejami ludzkości, jednak na obecnym etapie badań brak jednoznacznych dowodów archeologicznych, które by ją potwierdzały.

          Nauka opiera się na materialnych śladach: osadach, narzędziach, budowlach i szczątkach ludzkich. Dotychczasowe odkrycia wskazują, że rozwój złożonych cywilizacji nastąpił dopiero po ustąpieniu lądolodów, gdy stabilniejszy klimat umożliwił rolnictwo, osiadły tryb życia i powstawanie miast. Nie można jednak wykluczyć, że przyszłe odkrycia przyniosą nowe dane i zmienią nasze rozumienie najdawniejszych dziejów człowieka.

          Historia nauki pokazuje bowiem, że wiele przełomowych znalezisk początkowo wydawało się niemożliwych, a dopiero później zostały włączone do obowiązującego obrazu przeszłości. Dlatego pytanie o najstarsze cywilizacje pozostaje otwarte, choć obecnie musi być rozważane z dużą ostrożnością i krytycyzmem.

niedziela, 18 stycznia 2026

Artefakty do których nauka podchodzi krytycznie


          Przykłady artefaktów do których nauka podchodzi krytycznie:

Artefakty z Quimbaya złote figurki

          W Kolumbii odnaleziono złote figurki wykonane przez kulturę Quimbaya (ok. 500–1000 r.). Przedstawiają one stylizowane zwierzęta: ptaki, ryby i owady. Niektóre z nich przypominają nowoczesne samoloty: mają trójkątne skrzydła i pionowy statecznik. Z tego powodu bywają nazywane „złotymi samolotami”. Uczeni dowiedli, że mają optymalne parametry aerodynamiczne i uważają, że nie jest to przypadek. Zadziwia równie użyty stop złota z którego były wykonane. 

          Oficjalnie nauka mówi, że są to symboliczne, artystyczne wyobrażenia zwierząt, a nie modele techniczne. Wiele cech „lotniczych” wynika z nadinterpretacji współczesnego obserwatora. Modele latają tylko po dodaniu współczesnych elementów (np. silnika i zmienionych proporcji). Stop złota (tumbaga) był powszechnie stosowany w Ameryce prekolumbijskiej i nie jest technologiczną zagadką. Nie ma dowodów, że twórcy znali zasady aerodynamiki w sensie inżynierskim.

 

Tajemnicza kula Betza

          W 1974 roku odkryto metalową kulę o idealnym kształcie i średnicy 20 cm. Według relacji medialnych kula miała sama się poruszać, zmieniać kierunek, reagować na dźwięk, emitować fale radiowe. W czasie ruchu zachowuje się "dziwnie". Czasem podąża za osobą, która ją puściła, zatrzymuje się, i zachowuje się tak jakby była żywa. Jej struktura jest jednorodna, nie ma śladu produkcji. Ma cztery bieguny magnetyczne. Emituje zmienne częstotliwości radiowe. Nie mając żadnych baterii, przewodów elektrycznych i źródeł zasilania. Mimo to nadaje fale jak nadajnik. Zniknęła ona z przestrzeni medialnej!

          Ustalono przez Marynarkę USA, która zbadała obiekt, że jest to zwykła stalowa kula przemysłowa, prawdopodobnie element zaworu lub łożyska. „Samoczynne ruchy” wyjaśniono przesuniętym środkiem ciężkości, nierówną powierzchnią podłogi, efektem psychologicznym (sugestia obserwatorów). Nie potwierdzono istnienia czterech biegunów magnetycznych ani tajemniczej emisji radiowej. Doniesienia o niej  traktują jako przykład sensacji medialnej, która została wyolbrzymiona.

 

Tablice rongorongo  (Wyspa Wielkanocna)

          Na Wyspie Wielkanocnej (Rapa Nui) odkryto drewniane tablice pokryte nieznanym pismem – rongorongo. Jest to jedno z nielicznych nierozszyfrowanych pism świata.  Pozostało ok. 26 autentycznych egzemplarzy. Misjonarze w XIX w. spalili wiele tablic taktując je  jako „pogańskie”.

           Pismo prawdopodobnie powstało po kontakcie z Europejczykami, a nie w prehistorii. Brakuje „kamienia z Rosetty”, czyli tekstu dwujęzycznego. Rongorongo to zagadka lingwistyczna, nie dowód na zaawansowaną technologię.

 

Figurki  Dōgu  _(Japonia)

          Gliniane humaidalne figurki Dōgu z okresu Jōmon (ok. 14 000–400 przed Chr.) mają duże „gogle” zamiast oczu, hełmopodobne głowy, segmentowane ciała. W środku mają puste komory. Przypominają współczesne skafandry kosmiczne. Nauka wypowiedziała się na ich temat: To styl artystyczny i symbolika religijna. Figurki wiąże się z kultem płodności, magią leczniczą, rytuałami szamańskimi. „Kombinezony astronautów” to projekcja naszej kultury technicznej z przeszłości.

 

Kamienna głowa z Gwatemali

          W latach 30–50. XX w. znaleziono w Gwatemali wielką kamienną głowę o rysach idealnych nie przypominająca twarze tubylców. Jej front był skierowany ku górze. W czasie wojny została zburzona nie dając możliwości jej identyfikacji i rozpoznania. Przypuszcza się, że nie jest ona jedna.

           Niestety brak dokumentacji archeologicznej, brak datowania. Są jedynie fotografie i relacje z drugiej ręki. Wielu archeologów uważa, że mogła to być: nowożytna rzeźba, element prywatnej kolekcji, mistyfikacja.

Bez badań naukowych obiekt nie może być uznany za zagadkę starożytnej cywilizacji.

 

sobota, 17 stycznia 2026

Czy teoria ewolucji człowieka może być podważona?

          W nauce żadna teoria nie jest absolutnie niepodważalna. Każda może zostać zmieniona lub odrzucona, jeśli pojawią się nowe, wiarygodne dowody sprzeczne z dotychczasowymi ustaleniami. W przypadku teorii ewolucji człowieka sytuacja jest jednak szczególna: obecnie dostępne dane z genetyki, paleontologii i biologii porównawczej w bardzo wysokim stopniu ją potwierdzają. Nie istnieją dziś rzetelne dowody, które pozwalałyby ją odrzucić jako całość.

          Teoria ewolucji człowieka jest szeroką koncepcją naukową obejmującą m.in.:

wspólne pochodzenie człowieka i innych naczelnych, zwłaszcza małp człekokształtnych, stopniowe zmiany genetyczne i adaptacje zachodzące w populacjach na przestrzeni milionów lat, spójność danych paleontologicznych (skamieniałości), genetycznych (DNA) i anatomicznych (budowa ciała).

          Podstawy tych dowodów są obserwowalne, mierzalne i wzajemnie się uzupełniają. Dzięki tej zgodności teoria ewolucji ma wyjątkowo solidne oparcie empiryczne. Jej rzeczywiste podważenie wymagałoby bardzo mocnych, powtarzalnych i jednoznacznych dowodów, np. odkrycia skamieniałości współczesnych ludzi w warstwach geologicznych sprzed setek milionów lat, co całkowicie burzyłoby obecną chronologię dziejów życia. Pojedyncze anomalie, błędy datowania czy sensacyjne doniesienia nie wystarczą do obalenia tak dobrze ugruntowanej teorii.

          Dotychczas wszystkie dane — od genetyki po paleontologię — konsekwentnie potwierdzają, że człowiek wyewoluował ze wspólnego przodka z innymi małpami człekokształtnymi.

          Osobiście jestem zwolennikiem tej teorii, choć pewien niepokój budzi we mnie stosunkowo niewielka liczba form pośrednich w zapisie kopalnym. Warto jednak wyjaśnić, dlaczego jest ich mało:

1. Rzadkość fosylizacji — większość organizmów ulega szybkiemu rozkładowi; tylko wyjątkowe warunki sprzyjają powstaniu skamieniałości.

2. Fragmentaryczność zapisu kopalnego — znaczna część szczątków została zniszczona lub wciąż spoczywa w niedostępnych warstwach geologicznych.

3. Ogromna skala czasu — ewolucja trwała miliony lat, a populacje form przejściowych były często nieliczne i krótkotrwałe.

4. Trudności identyfikacyjne — nie każdy fragment kości daje się jednoznacznie zaklasyfikować jako forma pośrednia.

          Mimo tych ograniczeń naukowcy systematycznie odkrywają nowe skamieniałości i dane genetyczne, które coraz dokładniej rekonstruują historię ewolucji człowieka. Choć liczba znalezisk jest ograniczona, ich jakość i wzajemna zgodność stanowią bardzo silne potwierdzenie tej teorii.

          Na tym tle pojawiają się jednak sensacyjne doniesienia, jak choćby historia tzw. wazonu z Dorchester w stanie Massachusetts, odkrytego rzekomo w 1851 roku w skałach liczących ponad 600 milionów lat. Sugestia, że w tak odległej epoce istnieli artyści obrabiający metal, jest skrajnie nieprawdopodobna i stoi w sprzeczności z całą współczesną wiedzą o historii życia. Zdrowy rozsądek i metodologia naukowa każą podchodzić do takich relacji z najwyższą ostrożnością. Charakterystyczne jest zresztą to, że podobne sensacje szybko znikają z obiegu, a same artefakty giną lub zmieniają właścicieli, uniemożliwiając niezależną weryfikację.

          Podobny problem dotyczy książki "Zakazana archeologia", która sugeruje istnienie inteligentnych cywilizacji sprzed milionów lat. Choć deklarowanym celem autorów było demaskowanie fałszerstw paleoantropologicznych, książka sama popada w przesadę i sensacyjność. W efekcie zamiast porządkować wiedzę, buduje atmosferę nieufności wobec całej nauki. Trudno w takim przypadku rozstrzygnąć, komu wierzyć, jeśli brak twardych, sprawdzalnych dowodów.

          Możliwe, że w dziejach ludzkości istniały cywilizacje, które zaginęły w wyniku kataklizmów, a po epokach lodowcowych ocalałe grupy ludzi musiały zaczynać niemal od zera, opierając się głównie na pamięci i nielicznych pozostałościach przeszłej wiedzy. Nie przeczy to jednak biologicznej teorii ewolucji, lecz dotyczy raczej historii kultury niż pochodzenia gatunku.

          Współcześnie intensywnie poszukuje się także inteligentnych istot pozaziemskich. Od dawna uważam, że inteligencja na poziomie „dziecka Bożego” może być ewenementem kosmicznym i jednym z dowodów na istnienie inteligentnego Absolutu. W tym temacie potrzebne są argumenty innego rodzaju. Trzeba sięgnąć do sfery duchowej i zagadnień nadprzyrodzonych.

piątek, 16 stycznia 2026

Rola religii


          Na samym początku chcę jasno zaznaczyć, że jestem zwolennikiem religii i uważam ją za niezwykle potrzebną ludzkości. Stanowi ona integralną część kultury duchowej człowieka i odgrywa istotną rolę w jego rozwoju wewnętrznym. Religia pomaga ludziom odnaleźć sens życia, porządkuje system wartości oraz wpływa na postawy moralne i społeczne. Dla wielu osób jest także źródłem nadziei, oparciem w chwilach kryzysu oraz przestrzenią budowania wspólnoty i poczucia przynależności. Niepokoi mnie jednak fakt, że na przestrzeni dziejów religia bywała wykorzystywana jako narzędzie dyscyplinowania i kontroli ludzi, często przez tych, którzy nie rozumieli jej istoty lub kierowali się własnym interesem i złą wolą. Historia wielokrotnie pokazuje, że zamiast prowadzić do duchowego wzrostu i wolności, religia służyła władzy, ideologii i przemocy, co w sposób rażący wypaczało jej pierwotne znaczenie i sens.

          Naturalnym miejscem religii jest sfera duchowa, zakorzeniona w sercu i duszy każdego człowieka. Tam rodzi się wiara, tam dokonuje się najgłębsze doświadczenie sacrum. Gdy religia wychodzi na zewnątrz, przybiera formę kultu, obrzędu i wspólnotowego uwielbienia Stwórcy, nabierając charakteru społecznego. Niezależnie jednak od wyznania, prawdziwy kontakt z Absolutem dokonuje się w najgłębszym sanktuarium – w duszy człowieka. To tam rozgrywa się dialog z Istotą Nadprzyrodzoną, tam stawiane są pytania o sens istnienia i tam, w ciszy sumienia, można usłyszeć Jego głos.

          Wszelkie rządy teokratyczne, które wykorzystują kanony wiary do realizacji własnych celów politycznych lub ideologicznych, błądzą. To, co w religii jest piękne i wzniosłe, staje się wówczas narzędziem opresji i prześladowań. Przykładem może być tragiczne zdarzenie, w którym kobieta w Iranie została pozbawiona życia z powodu — zdaniem władz — niewłaściwego ubioru. Ten dramatyczny fakt woła o rozsądek i refleksję. Religia powinna pomagać człowiekowi wznosić się ponad zło, wskazywać drogę do zbawienia, kształtować postawy etyczne, rozwijać empatię oraz budować wspólnoty oparte na wzajemnym szacunku i godności osoby ludzkiej. Nadużywanie i arbitralna interpretacja kanonów wiary świadczą o niedojrzałości, ignorancji oraz duchowej ciemnocie.

          Często przypisuje się Stwórcy działania i intencje, które nie mają żadnego uzasadnienia w logice ani w duchowym doświadczeniu. Przykładem jest obsesyjne, wręcz chorobliwe podejście do ludzkiej seksualności. Czy Absolut może być tak ograniczony, by w naturalności widzieć coś z gruntu złego? Wszystko, co zostało stworzone przez Boga, jest dobre i ma służyć człowiekowi. Naganne jest jedynie świadome wypaczanie praw bożych, podyktowane złą wolą lub żądzą dominacji — choć rozpoznanie prawdziwych motywów takich działań bywa niezwykle trudne. Religia powinna być narzędziem uzdrawiania, pojednania i naprawy wyrządzonych krzywd, prowadzić do nawrócenia i przemiany serca, a nie pełnić funkcję aparatu represji i karania.

          Nie dziwią zatem opinie, według których religia bywa postrzegana jako zarzewie zła. Niewłaściwi kapłani, ich postępowanie oraz polityka władz religijnych i świeckich znacząco przyczyniły się do utrwalenia takiego obrazu. Mimo to istotą religii pozostaje dobro — prawdziwa religia wciąż ma potencjał inspirowania, uczenia miłości i współczucia oraz prowadzenia człowieka ku wyższym, uniwersalnym wartościom.

          W mojej ocenie jednym z największych problemów jest niewłaściwie prowadzona katecheza. Zbyt często nie jest ona przestrzenią refleksji i dialogu, lecz miejscem indoktrynacji i narzucania gotowych schematów myślenia. Wiem to z własnego doświadczenia. Choć wychowywałem się w środowisku liberalnym, dorastałem z głęboko zakorzenionym poczuciem winy. Dopiero studia teologiczne oraz niemal pół wieku osobistych poszukiwań i studiowania pozwoliły mi dojść do wniosku, że istota religii leży gdzie indziej. Prawda okazała się znacznie bardziej złożona i zarazem wyzwalająca.

          Stwórca przede wszystkim dał człowiekowi możliwość stania się Jego dzieckiem — w sensie duchowym i ontologicznym, zgodnie z boskimi paradygmatami miłości i wolności. Religia powinna pomagać w osiąganiu mistycznego zjednoczenia z Nim, prowadzić ku pełni istnienia. Doświadczenie wiary powinno być źródłem radości, pokoju i szczęścia, a nie narzędziem duchowego terroru czy polityki strachu. Tylko taka religia ma sens i tylko taka może naprawdę przemieniać świat.