Łączna liczba wyświetleń

sobota, 31 sierpnia 2019

Analizy porównawcze


         Niektórzy czytelnicy dopatrują się w moich wykładach tendencji protestanckich, (ewangelikańskich). Nie odbieram tego jako coś obraźliwego. Pamiętam ze studiów teologicznych na KUL (Seminarium w Kielcach) jak zadawano nam studiowanie dogmatyków protestanckich (zwłaszcza niemieckich jak i francuskich) tłumacząc, że są/byli oni bardzo dobrymi dogmatykami. Jak byłem W Częstochowie na Jasnej Górze, to słuchałem tam chóru prawosławnego. Mówiono mi, że teologia Maryjna w kościele prawosławnym jest na wyższym poziomie duchowym niż w Kościele katolickim. Kościoły protestanckie jak i prawosławne, unickie, koptyjskie należą do kościołów chrześcijańskich i głoszą podobną teologię. Różnice są niewielkie i dotyczą głównie spraw organizacyjnych, liturgicznych.

         Spotkałem się z analizami porównawczymi prowadzonymi nad moimi tekstami, np: "bliżej Ci do ewangelika ( niegdyś heretyka) niż katolika, zwłaszcza dzisiejszego, a przynajmniej części tych katolików". Jednak nie miały one charakteru naukowego tylko były próbami przyłożenia mi etykiety (jak się domyślam w intencji  pejoratywnej). Brakowało mi u moich adwersarzy i analityków własnych poglądów na poruszane tematy. Byłoby one dla mnie ciekawsze i pouczające.

        Od lat podchodzę do teologii, religii w sposób fenomenologiczny. Nic dziwnego, że odczytuję nieraz inaczej dokonane egzegezy. Na tym polega fascynacja tymi tematami. Mam możliwość wydobywać z nich nowe wartości teologiczne, usuwając niekiedy zwykłe brednie.

piątek, 30 sierpnia 2019

Być sługą


         Niefortunne pytania dzielą, i w tym wyrażają swoją nietolerancję: "...faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?»" (Mt 9,11) Sugerują, że  są lepsi i gorsi. Gorszych trzeba unikać. Reakcja Jezusa jest trafna: "On usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają" (Mt 9,12).
        Człowiek został stworzony do życia wspólnotowego. Jest istotą dialogiczną. Tylko we wspólnocie może wykazać swój stosunek do innych. Może realizować się w posłannictwie miłości Chrystusowej. Nie sztuką jest miłować bliskich, ale służyć innym i to bezinteresownie. Jezus współbiesiadując z celnikami i grzesznikami okazywał im szacunek jaki się należy każdej osobie powołanej do życia przez Stwórcę. W każdym człowieku drzemie duch Boży i istnieją pokłady dobra. Nie wolno tego marnować. Ludzie "źli" to istoty zagubione, chore, pozbawione woli czynienia dobra. Trzeba im współczuć. Można im też pomóc w odblokowaniu tego, co gdzieś się w nich przytkało.  Główną przyczyną złej woli są kompleksy, a kompleksy są wołaniem o pomoc, szacunek innych, dowartościowanie. Człowiek stworzony na podobieństwo Boże ma w sobie potrzebę być bogiem, wyróżniać się ponad innych. Pycha zasłania mu prawdę, że ktoś "wielki" powinien być sługą, a nie panem. Tę mądrość głosił Jezus: "On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: «Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!»"(Mk 9,35).
         Ludzie bogaci źle rozumują. Dobra materialne uważają za swój dorobek, swoją własność. Są w błędzie. Wszystko co mają dzierżawią od Stwórcy. To co należy wyłącznie do nich to ich wola i świadomość. Wola jest darem od Boga i nawet Bóg w nią nie ingeruje. Dlatego każdy może nawet się odwrócić od Boga. Bóg to szanuje i nie zamierza wymierzać sprawiedliwość. Człowiek odrzucając Boga sam pozbawia się Jego Opatrzności, sam siebie karze. Biblijne teksty mówiące o karach Bożych są mylące, np: "I rzeczywiście Pan ukarał lud za to, że uczynił sobie złotego cielca, wykonanego pod kierunkiem Aarona" (Wj 32,35). Świadomość jest nagromadzonym kapitałem za życia. W niej zachowane są dobre i niekoniecznie dobre, wszystkie  wyobrażenia, myśli, przeżycia, informacje, wiedza. Np. skarbem nie jest posiadanie złota, a myśl o nim, że było się przez jakiś czas jego właścicielem. Skarbem są zapamiętane przeżycia, okresy szczęśliwości i walki z trudnościami, marzenia. Poczucie, że żyje się przykładnie, że jest się pomocny dla innych, że komuś uratowało się życie to są prawdziwe skarby. Tylko te skarby można wziąć ze sobą idąc na spotkanie z Bogiem. Rzeczy materialne muszą pozostać na ziemi.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Dosyć ma dzień swojej biedy


          Mój ulubiony cytat z Ewangelii Mateusza brzmi: "Dosyć ma dzień swojej biedy" (Mt 6,34) poprzedzony słowami: "Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie" (tamże). Słowa te przypomina mi nawet moja żona, daleka od prowadzonej przeze mnie tematyki. Wychodzi ona z założenia, że są w życiu takie sytuację, na które nie można mieć żadnego wpływu. W tej bezradności głupotą jest zamartwiać się nimi. Słowa te odnoszą się także do obecnej sytuacji politycznej. Duża spora Polaków kupiona została przez opcję dobrej zmiany, która nie ma nic wspólnego z deklaracjami i nazwą organizacji. Moja żona i ja bardzo cierpimy z tej niekorzystnej wiedzy. Może nowe wybory obudzą większość Polaków i Polska pozbędzie się tej straszliwej dziejowej choroby.
         Słowa: "Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały"  (Mt 7,6) odbieram bardzo osobiście. Wychodzi ze mnie ukryty konserwatyzm. Mimo, że nie przywiązuję się do rzeczy, to mam, może tylko w pamięci, rzeczy, zdarzenia, które odegrały w moim życiu istotną rolę. Zdaję sobie sprawę, że one są cenne tylko dla mnie. Dla otoczenia bliskiego są bez znaczenia. Mam świadomość ich kruchości, ale dla mnie pozostają sacrum. Do takich perełek zaliczam moje skrzypce, które otrzymałem od mojego kochanego dziadka Piskorza. Od chwili pierwszego kontaktu pokochałem nie tylko skrzypce ale muzykę skrzypcową i muzykę w ogóle. Nauczyłem się na nich grać. Pamiętam duety skrzypcowe z moim profesorem. Dla mnie są one relikwiami. Dzisiaj, granie sprawia mi trudność. Jakość wydobywanych dźwięków są miłe tylko dla moich uszów. W pamięci pozostają mi bliskie osoby, które szczególnie zachowuję. Nie wymienię ich, bo boję się, że niektóre przeoczę. W liceum miałem panią profesor chemii, która okazała mi zaufanie. Od niej stałem się przykładnym uczniem i pokochałem naukę. W mojej biografii zanotowałem:
          Pamiętam pierwszą ocenę w liceum. Dwója z języka rosyjskiego. Przyznaję się. Przez cztery lata edukacji, nigdy nie otrzymałem oceny lepszej. Przechodziłem do następnej klasy prawdopodobnie tylko dlatego, że byłem ogólnie dobrym uczniem i lubiany przez profesorów.  
          Jako dziecko kombatanta wojennego oraz biedy, otrzymałem zapomogę miesięczną w wysokości ponad stu złotych. Na drugi okres szkolny groziły mi dwie dwóje: z rosyjskiego i z chemii. Postanowiłem poprawić chemię. Nie udało się. Nauczycielka zapytała mnie:
  Dlaczego się nie uczysz?
Tłumaczyłem się jak mogłem. Na koniec powiedziałem jej, że mając dwie dwóje, cofną mi, tak pomocną zapomogę. Nauczycielka zareagowała zaskakująco.
  Paweł, jak mi obiecasz, że weźmiesz się do nauki to
awansem  postawię ci trójkę.
Obiecałem i już w trzecim kwartale zgłosiłem się do pomagania w nauce innym. Wychowawca zorganizował odpłatne kółka samopomocowe – 5 zł za godzinę. Zostałem korepetytorem chemii. Moja wdzięczność do tej mądrej profesorki pozostała do dziś.
         W drugiej klasie zacząłem udzielać korepetycji z matematyki, chemii, fizyki oraz z języka francuskiego. Prowadziłem je w ogromnych ilościach. Początkowo brałem za jedną godzinę-pełną 15 zł., potem doszedłem do 30 zł. Jak przychodziłem do domów, często stawiano mi kawę, ciastko, a o szacunku nie wspomnę. Pieniądze, może nie za wielkie, miałem zawsze. Często wiele rzeczy kupowałem sobie sam, za własne zarobione pieniądze.
          W nauce robiłem coraz większe postępy. Zbliżałem się do elity klasowej. Gdyby nie język rosyjski, mogłem być uznany bardzo wysoko.

środa, 28 sierpnia 2019

Vis vitalis


          Często człowiek zadaje sobie pytanie. Jak żyć w dzisiejszych uwarunkowaniach, które dostarczają nam tak wiele stresów. Przy tym, gdzieś zapodziały się autorytety, tradycja, klimat dawnych czasów. Nawet podstawowa ostoja Kościoła zbledła po wykryciu afer seksualnych. Postawa hierarchów Kościoła budzi zastrzeżenia, a ówczesna władza  niszczy dorobek ostatniego 30–to lecia. Klimat się zmienia, Ziemia się spłaszcza, przyroda zanika. Sam nie lubię pouczeń w stylu jak trzymać widelec i zachowywać się przy stole. Człowiek powinien korzystać z naturalnych odruchów i wrażliwości, które ma w sobie. Adresuje poniższe słowa tylko do zainteresowanych.
         Przede wszystkim trzeba skorzystać z własnym zasobów, które drzemią w człowieku. Zapewniam, że w człowieku ukryte są niesamowite zasoby, które trzeba wydobyć i uruchomić. Cała świadomość sytuacji rodzi się w ludzkim umyślę. W rezultacie o samopoczuciu decyduje sam człowiek. Z zewnątrz atakują nas tylko bodźce. Trzeba je kontrolować i dokonywać selekcji. Te których nie można zlikwidować, bo głową muru nie przebije się należy maksymalnie osłabiać. Te które pozostają tworzą naszą opowieść życia. Każdy człowiek jest osobnym teatrem z własną historią i rolą. Ona może być różna. wesoła i niekoniecznie, ale jest naszą historią. Wydarzenia losowe ubogacają ich treść. Walczyć z nimi jest tylko samo udręczeniem. Można z nich uczynić dramat, a nawet komedie. Jesteśmy własnymi reżyserami i aktorami swojego losu. Od nas zależy, jak widzą je inni. Ich odbiór, choć może nas boleć, jest tylko ich problemem.
          Dla wielu pomocny jest Bóg, którego można odnaleźć w sobie. Nawet dla tych, dla których Bóg jest Abstrakcją jest Partnerem do dialogów w zaciszu serca. Z nich pojawiają się nowe pomysły, nadzieja.
         Trzeba w sobie wydobyć pokłady miłości do wszystkiego, ludzi, zdarzeń, przyrody i przedmiotów. To funkcjonał o niesamowitej sile. Dając, ona odbija się od odbiorców, wzmacnia (interferuje) i wraca z jeszcze większą siłą. Czynione dobro wokół siebie wraca
         Nie trzeba przejmować się pierdołami (drobiazgami). One tylko zagłuszają spokój ducha. Jak pisze Mateusz: "Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? " (Mt  16,26).
          "Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? " (Mt 6,25–26).
          Trzeba ograniczyć gadulstwo. Powtarzane fakty nabierają realności. W świadomości potęgują się.
           Należy wybaczać ludziom ich małostkowość i głupoty. Karmią się oni  suchą karmą bez okrasy.   
           Zaufaj, jak nie Bogu, to rachunkowi prawdopodobieństwa. Świat jest w ciągłej zmianie. Raz jest na górze, a raz na dole. Los dostarcza niespodzianki. Carpe diem – chwytaj co dobre i ciesz się chwilą. Ciesz się drobiazgami, przyrodą, kwiatem, ludzkim gestem, cudzym uśmiechem, muzyką, kulturą, cudzym szczęściem.
           W tym miesiącu sam poddałem się zgryzotom. Ciało odmówiło posłuszeństwa. Nie mogłem utrzymać nawet postawy siedzącej. Leciałem przez ręce. W szpitalu wykluczono nowy udar  i nowy zawał serca. Wróciła nadzieja i vis vitalis (siła życiowa). Wróciłem wzmocniony.
          Na śmierć nie ma się wpływu. Dla cielesności jest końcowym dramatem, porażką. Dla ducha jest wybawieniem.  Nawet jak nie ma się wiary, to nasze zmartwienia, w tym temacie, są zupełnie bez znaczenia.

wtorek, 27 sierpnia 2019

Bóg przebacza bezwarunkowo


        Wydaje się, że Jezus powinien znać Ojca. Potwierdzają to słowa Ewangelii:
"Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał" (J 7,29). Natura duchowa Boga nie pozwala na Jego opis wizualny. Jezus ogranicza się tylko do Jego paradygmatów. Mówił o Nim często, ale bez zrozumienia słuchaczy. Oni słowa Jezusa przekładali na swoją wyobraźnię i wyczucie duchowe. Każde ludzkie działanie zniekształca prawdę. Można to śledzić w słowach Ewangelii Mateusza, który tak zakończył słowa nauki modlitwy Jezusa (Ojcze Nasz):  "Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień" (Mt 6,14–15). Słowa te warunkują działania Ojca od poczynań stworzeń ludzkich. Bóg tym różni się od człowieka, że w swoim Miłosierdziu i swej woli przebacza największym zbrodniarzom. Na Jego decyzje mogą mieć tylko słowa próśb wyrażanych w modlitwach.
          Jezus żył z Ojcem w doskonałej wspólnocie, ale za życia był ograniczony powłoką cielesną. Dlatego Paweł pisał: "On [Jezus] jest obrazem Boga niewidzialnego" (Kol 1,15) i tylko obrazem. Jezus był Wywyższony na krzyżu i podniesiony do Aktu działającego. Za życia korzystał tylko z darów, które otrzymał od Ojca. Sam w sobie był skromny. Mówił o sobie, że jest Synem Człowieczym (por. Mt 9,8,  Mk 2,10). To ewangeliści gloryfikowali Go, bo chcieli pokazać Go w świetle swoich koncepcji religijnych. Wyprzedzali czas: "Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca" (J 14,9); "Obu przysługuje jedna chwała" (J 5,23; 11, 4; 17,9); Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie (J 14,9–11). Ewangeliści popełniali błogosławioną nadgorliwość. Przoduje w tym szkoła Janowa, która jest uznawana za autora Ewangelii wg Jana.

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Nierząd


          Słowa ewangelii: "A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa" (Mt 5,27). A ja się pytam. Jakiego czynu grzesznego dopuszczają się młodzi, którzy pożerają się wzrokiem. Bez pożądliwości, która jest darem bożym, nie byłoby zainteresowania płcią odmienną, czy obiektem pożądania. Słowa Ewangelii nie trzeba odczytywać dosłownie. One wyrażają czyny przekraczające normalność. W tym duchu dalsze słowa mają metaforyczny sens (Mt 5,27–30).
         W przypisie do tej perykopy napisano: "Z wszystkich trzech Synoptyków wynika jasno i niedwuznacznie, że Jezus przywrócił pierwotną nierozerwalność małżeństwa i nie pozwolił na żadne rozwody (Mt 19,6-9; Mk 10,2-12; Łk 16,18; por. 1 Kor 7,10n). Wyjątek, o którym jest mowa tu i w Mt 19,9, należy prawdopodobnie tak rozumieć, że chodzi nie o ważne, legalnie zawarte małżeństwo. Współżycie zaś dwóch osób poza małżeństwem jest zawsze nierządem". To kolejna przesada ewangeliczna. Istotą związku małżeńskiego jest wzajemna przysięga osób zainteresowanych. Kapłan jest tylko świadkiem. Każde szczere wzajemne wyznanie miłości jest spełnienie woli tworzącego się związku. Zbliżenie cielesne pary jest kolejną jej fazą. O nierządzie nie może być mowy. Jak w przypisie: "Użyty tu termin gr. Gyne oznacza i żonę, i kobietę w ogóle".
          Dalsze słowa Mt 5,31–32 są w sprzeczności z nakazem Pana wyrażonym w Księdze Ozeasza: "Gdy rozpoczął Pan przemawiać przez Ozeasza, rzekł do niego: «Idź, a weź za żonę kobietę, co uprawia nierząd, i [bądź ojcem] dzieci nierządu" (Oz 1,2).
          Dzielny Jefte, sędzia i przywódca z Gileadu, był synem nierządnicy (Sdz 11,1).  Do dnia dzisiejszego nierządnice są traktowane pogardliwie i przypisuje im się wielkie grzechy. Według sprawiedliwości Bożej ujawnia się na nich jedynie słabość ludzka. Bóg poucza nas, że powinniśmy do słabszych kierować całe naszą miłość i serce.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Swoją ofiarą zapewnił szlif naszych sumień


          Słowa ewangelii: "Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5,48) są zadaniem do wykonania w wymiarze asymptotycznym.  To znaczy, że za życia nie można jej osiągnąć, a tylko przybliżyć do doskonałości. Można pomyśleć, że Jezus zadał zadanie niemożliwe do osiągnięcia. Jednak Jego słowa mają pokrycie we własnej śmierci Odkupieńczej. Swoją ofiarą zapewnił szlif naszych sumień. Tylko dusze czyste mogą połączyć się z naturą Boga. Człowiek musi wykazać wolę osiągnięcia doskonałości i unikać grzechów śmiertelnych, które utrudniają interakcję z Bogiem. Jak przebiega proces oczyszczenia zagubionych dusz jest tajemnicą. Wydaje się, że proces ten ma miejsce w rzeczywistości realnej, wśród żyjących. Dostają cierpień świadomości swojego stanu. Są przesłanki (w objawieniach prywatnych), że dusze nie opuszczają ziemi dopóki nie dokona się ich oczyszczenie.  Ze względu na to, że same nie mogą już wiele uczynić można im pomóc dostarczając dobra modlitewnego i darów intencjalnych. Z ich nadmiaru korzystają dusze zaniedbane  i opuszczone przez bliskich. Nie wszyscy wiedzą, że modlitwa ma wielką moc. Najpiękniejsza jest ta, która rodzi się w ciszy i bez ostentacji: " Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie" (Mt 6, 6).  Zapewniam czytelników, że znam jej wartość z autopsji.
         Mateusz przedstawia naukę Jezusa w sposób rzetelny. W tekście przebija duch Jezusowy. Warto zapoznać się z treścią i wdrożyć naukę w życie.

sobota, 24 sierpnia 2019

Koncepcje teologiczne Mateusza


          Ewangelia Mateusza jest przykładem forsowania własnej koncepcji teologicznej. Przykładem jest perykopa "Jezus a Prawo" (Mt 5,17–20). Zaczyna jest wątpliwym cytatem słów Jezusa: "Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić" (Mt 5,17). Słowa te można skonfrontować z jego działalnością misyjną. Nie bardzo odpowiada to prawdzie. Jezus był na swój sposób rewolucjonistą. Oczyszczał religię żydowską z ludzkich nadużyć. Tym samym bronił Ojca Niebieskiego od wizerunku Boga tyrana. Jezus głosił nową jakość religijną. Nowego ducha Ewangelii nie można wkładać w stare formy pobożności żydowskiej. Postawa faryzeuszy była przez Niego szczególnie piętnowana. Ich hipokryzja, zakłamanie, głupota była Mu szczególnie wstrętna. W tej kwestii ewangelista Mateusz pokazuje swój radykalizm wymagań stawianych uczniom: Perykopa zdradza intencje autora. Autor najpierw wyjaśnia "Zaprawdę. bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni" (Mt 5, 5,18), a potem ostrzega, wręcz straszy: "Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim" (Mt 5,19), jakby chciał na siłę forsować swoje stanowisko.
          Taką technikę stosuje się gdy brakuje argumentów merytorycznych. Autor łagodzi ostrzeżenie słowami: " A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim." (Mt 5,19).
           Kolejnym dowodem działalności rewolucyjnej Jezusa jest fakt, że 613 przepisów Prawa Żydowskiego sprowadza do dwóch: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem.  To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy (Mt 22,37–40). 
         Jak widać Mateusz realizował zamierzony plan teologiczny. Pragnął uwiarygodnić historię Jezusa na podstawie przepowiedni proroków Starego Testamentu. Czy proroctwa mogą być świadectwem historycznym? Nie do końca. Są jedynie sygnałem, że coś się wydarzy. Poza tym, niektóre proroctwa mogły stracić swoją aktualność i czytelność. Zresztą, te same proroctwa są inaczej odczytywane przez Żydów.
          Mateusz na podstawie posiadanych źródeł opracował własną koncepcję teologiczną.  Był do niej przekonany. Czuł się w obowiązku ją przedstawić. W usta Jezusa włożył własne przemyślenia: Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe (Mt  3,15).

niedziela, 18 sierpnia 2019

Kuszenie Jezusa


           Nie ma takiej możliwości, aby żyjąc na ziemi jednocześnie pozostawać bezgrzesznym. W rzeczywistości realnej każdą czynność można wykonać lepiej lub gorzej. Różnica kształtuje pogląd czegoś lepszego i gorszego. Blisko jest do stwierdzenia, że coś jest doskonalsze od niedoskonałego. Niedoskonałość jest ułomnością wobec lepszego. Aby nie używać słowa grzechu zatrzymam dalszy wywód. W postępowaniu Jezusa można dostrzec ułomności. Wykazywał zniecierpliwienie, gniew, był szorstki w obejściu. Zachowywał się jak zwykły Człowiek. Podlegał tym samym wpływom otoczenia. Na krzyżu został wywyższony do roli Aktu działającego i opuścił ziemskie padole. Tym samym został pozbawionych wpływom naturalnej profanacji. Można powiedzieć, że bezgrzesznym można być tylko w Niebie. Ewangeliści w scenie "Kuszenia Jezusa" przez diabła chcieli usilnie dowieść bezgrzeszność Jezusa. Nic dziwnego. Jezus był uważany za Mesjasza, od której przynależności sprzeciwiał się On sam.  Mesjasz to postać starotestamentalna mówiąca o osobie która wyzwoli naród z niewoli. Jezus sam nazywał się synem człowieczym. Pod tym słowem kryje się zwykły człowiek, który ma świadomość, że został powołany przez Boga i jest tylko istotą stworzoną. Jezus ustąpił od naporem Piotra. Nie chciał dochodzić swoich racji. Ewangeliści, przeciwnie, chcieli wywyższyć Jezusa na początku Jego drogi do Wywyższenia.  Literacki obraz ewangeliczny jest zmyślony dla potrzeb oświadczenia Jezusa, że jest Mesjaszem. To przykład jak ewangeliści żonglowali słowem, aby uzyskać, nie Prawdę, ale swój cel. Perykopa Kuszenia Jezusa zawiera przesłanie, które warto zacytować: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych» (Mt 4,4). Problem w tym, że nie do końca poznano słowa wypowiedziane przez samego Nauczyciela, od tych które pochodzą z przypomnienia autorów ewangelii. Dla wierzących rozumnie Bóg pozostawił wieczne zadanie – szukanie Prawdy. A kto ją znajdzie zostanie wyzwolony z błędów: "« i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli»" (J  8,32).

sobota, 17 sierpnia 2019

Prawo wychowania dzieci


           Osobom LGBT zabrania się wychowywanie dzieci, twierdząc, że to ma olbrzymi wpływ na rozwój dzieci. Można się z tą tezą zgodzić, ale w życiu występują różne przypadki, np. wdowa ze swoją matką wychowują narodzone potomstwo. Podobne jak ojciec wdowiec z dziadkiem wychowują maleństwa. Można wymieniać wiele przykładów, które mają szczęśliwe zakończenie. Ważne jest jak się wychowuje. Osoby LGBT dotknięte doświadczeniem swojej seksualności, przy zdrowym podejściu, pragną szczęścia swoich wychowanków. I w to trzeba wierzyć. Tylko w przypadkach dewiacji staje się to groźne. Dewiacje towarzyszą życiu nagminnie i od tysięcy lat. Nie ustrzegli się od nich nawet osoby duchowne. Kościół powinien wykazać dużo pokory i mądrości życiowej. Szukać zła tam, gdzie ono na prawdę występuje. 
 

piątek, 16 sierpnia 2019

Utracił blask swojej wiedzy


            Okres Starego Testamentu wypełniali prorocy. Uczniowie Jezusa są ich następcami. Jak podają ewangelie, poza Jezusem, byli oni głównymi bohaterami wydarzeń rodzącej się religii chrześcijańskiej. Ja podaje ewangelista Mateusz: "Wy jesteście solą dla ziemi" (Mt 5,13). To wielkie wyróżnienie za którym podąża wielka odpowiedzialność. Przypisuje się im mądrość: "Wy jesteście światłem świata" (Mt 5,14). Ich wywyższanie, nobilitacja ma służyć szerzeniu się nauki Chrystusa: "Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem5, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie" (Mt 5,14–16). Ewangelista dopuszcza utratę ich godności i znaczenia: "Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi" (Mt 5,13).
          Uczniowie Jezusa stali się prekursorami biskupów Kościoła. Oni to przejęli godność apostolską, ale i zobowiązania względem swego Mistrza Jezusa Chrystusa. Niestety, arcybiskup Marek Jędraszewski zagubił się w swoim powołaniu. Jego wiedza teologiczna  (jest profesorem nauk teologicznych) straciła blask. Jak to możliwe?
           Arcybiskup przełożył priorytety doktryny wiary. Dla niego nakaz powszechnego miłowania został wyparty formalizmem staro-biblijnym. Zapomniał, że wszyscy ludzie zostali stworzeni przez tego samego Stwórcę i wszyscy są dziećmi bożymi, niezależnie od orientacji seksualnej, która jest dana i zadana. Dla niego ważniejsza jest moralność starotestamentalna, którą Jezus odrzucał.
           Być osobą homoseksualną to krzyż dany i zadany. Osoby takie muszą uporać się ze swoją seksualnością i życia we wspólnocie, które z reguły nie jest tolerancyjne. Ich inność wzbudza niechęć, czasem i pogardę. Nie mają unormowanych praw. Żyją niepewności jutra. 
           Kościół zbyt wielką wagę przypisuje do nieobyczajności seksualnej. Za nią kryją się też uczucia i to jest ważne. A tam gdzie ich brak pozostaje tylko mechanika, która w swej istocie nie jest tak ważna i krzywdząca dla innych. Osoby LGBT walczą o swoje prawa i szacunek. Zamiast ich zwalczać należy pomagać, bo to jest zgodne  z nauką Jezusa Chrystusa.

czwartek, 15 sierpnia 2019

Dogmat Wniebowzięcia NMP


       Kościół  podał do wiadomości wiernych dogmat o Wniebowzięciu NMP. 15 sierpnia obchodzi się z tym związane święto.: "„Jako najchwalebniejszą Matkę Chrystusa, Zbawcy naszego, który jest dawcą życia i nieśmiertelności, wskrzesił ją z grobu u wziął do siebie w sposób sobie wiadomy”. To zdarzenie uważa za odkrytą tajemnicę.  Bazując na wielkiej estymie wiernych do Maryi ubarwia to zdarzenie aniołami, którzy ponieśli Maryję do Nieba. Pozostawia do rozstrzygnięcia czy Maryja zmarła, czy zasnęła.
        Postać Maryi, jej Niepokalane poczęcie, Wniebowzięcie są obrazami stworzonymi na potrzeby kultu. Wierni w to wierzą, bo jest to proste, ładne, nabożne i tkliwe.  Ta kultowa układanka upiększa doktrynę chrześcijańską i wychodzi na przeciw oczekiwaniom wiernych.  
         Dla tych, którzy podchodzą do wiary w sposób racjonalny nasuwają się pytania i wątpliwości:
Czy Maryja umarła, czy zasnęła?
Gdzie nastąpił koniec ziemskiego żywota Maryi?
Co stało się z ciałem Maryi?
Co stało się z ciałem pochodzące z rzeczywistości realnej przechodzące do rzeczywistości metafizycznej?
          Kościół przekonuje, że przyczyną wzięcia Maryi do niebios było umiłowanie jej ciała przez Chrystusa. W ten sposób zostało ono zabezpieczone przed skażeniem, niedopuszczalnym dla osoby, która wydała na świat Syna Bożego. Brak jest namacalnych dowodów w sprawie. To pozwala na dorabianie różnych scenariuszy opisowych.
          Dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny został oficjalnie ogłoszony 1 listopada 1950 roku przez papieża Piusa XII. Orzeczenie to zostało wypowiedziane w Bazylice świętego Piotra w obecności ponad 1600 biskupów i rzeszy wiernych przybyłych na tę uroczystość z całego świata. Posłużono się wątpliwym dogmatem o nieomylności papieża, który przemawia jako wikariusz Jezusa Chrystusa.
         Dogmat o Wniebowzięciu NMP jest próbą odrealnienia rzeczywistości. Z punktu wiary jest dla niektórych mylący. W doktrynie chrześcijańskiej za dużo jest świętych podmiotów wiary (Bóg, Trójca Święta, Syn Boży, Duch Święty, anioły, świeci ogłoszonych przez Kościół, błogosławieni), a za mało prawdziwej nauki Jezusa Chrystusa. Ona została zastąpiona potrzebami Kościoła współczesnego, jego polityce duszpasterskiej i polityce państwa kościelnego. Kościół powołuje się na tradycję i historię, ale nigdy nie zweryfikował przekazów historycznych w sposób racjonalny i zdroworozsądkowy. Przez stulecia brnął w atmosferę bajek i legend. Doktryna wiary była upiększana elementami atrakcyjnymi. Wszystko było czynione, aby zbudować nową religię. Prawda pozostała zagłuszona marketingiem. Beneficjentem została wybrana grupa kanoniczna czerpiąca z tego zyski i profity. Dla wiernych pozostał  nakaz podporządkowania się. W przeciwnym razie – aut.

Własna teologia

          Czytając ewangelie trzeba w każdej chwili pamiętać o intencji autora i z jego perspektywy odczytywać treść. Np. "Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone" (Mt 3,10). Autor  nie cytuje słów Jana Chrzciciela, ale wyraża swoje stanowisko do faryzeuszy i saduceuszy. Swój pogląd wkłada w usta Jana. Można powiedzieć, ze Mateusz uprawia własną teologię. Z omawianej perykopy (Mt 2,7–12) można odczytać starotestamentalne nawyki teologiczne strachu i wzbudzanie duchowego niepokoju.  Mateusz opiera się również na starotestamentalnych zasadach sprawiedliwości. Bóg widzi grzechy, oburza się i ostrzega w słowach: "Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone" (tamże). Taka własna narracja jest budulcem koncepcji teologicznej. Odczytanie intencji Boga jest zagłuszane ludzkimi pomysłami. Tak rodziła się religia chrześcijańska od strony ewangelistów. Mateusz dominuje wśród ewangelistów. Łączy wiedzę Starego Testamentu, z tradycją żydowską. Powołuje się na słowa proroków (Michaesza, Ozeasza, Izajasza) chcąc utrzymać ciągłość tradycji wiary.

środa, 14 sierpnia 2019

Leonardo da Vinci


Fragment tekstu roboczego o dynamicznym obrazie Świata.

         Świat dynamiczny wymusza jego obrazowanie. Ono z kolei pozwala na własne wizje. Od inteligencji , umysłu i talentu zależy jakoś obrazu. Świat wydał wielu wizjonerów. Ciekawą postacią był Leonardo da Vinci  (1452 – 1519), malarz, architekt, filozof, muzyk, pisarz, odkrywca, matematyk, mechanik, anatom, wynalazca, geolog, rzeźbiarz. Jest autorem wielu apokaliptycznych rysunków przedstawiających potop, kataklizmy, raj. Wbrew paradygmatom epoki renesansu przedstawiał pesymizm egzystencjalny. Ujawniał tajemnice, którymi świat został obarczony. Równocześnie sam się przyczyniał do powiększania tej tajemniczości.  Słynny uśmiech Mona Lizy robi wrażenie, że nie obserwator patrzy na obraz, ale to Mona Liza bacznie obserwuje obserwatora z tajemniczym uśmiechem. Robi wrażenie, jakby wszystko o nim wiedziała, jakby go rozgryzła i poznała całą jego słabość natury.

Obserwator czuje się rozpoznany. Dzieła mistrza pokazują jego burzliwą naturę. On nie był pokorny. Sprzeciwiał się wszystkiemu, co go ograniczało. Leonardo był w swoich czasach postrzegany jako heretyk, a nawet ateista (Mary Heaton). Leonardo był w ciągłym poszukiwaniu artystycznym i prawdy szeroko rozumianej. Z jednej strony ukazywał realia, a z drugiej imponderabilia, głębie, uczucia. Świat Leonardo da Vinci był bardzo interesujący i inspirujący. Idealnie pasuje do dynamicznego obrazowania Świata. 

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Kryptowaluty – prawo wielkich liczb


       W internecie  roi się od informacji o kryptowalutach i o zyskach jakie można osiągnąć przy małym inwestowaniu. Być może, w mojej sytuacji finansowej byłyby one wskazane. Dlaczego więc nie korzystam z tych możliwości?
          Bo nigdzie nie znalazłem rozsądnego wytłumaczenia gdzie rodzą się te nadzwyczajne zyski i skąd pochodzą.  Z pamięci odzywa się sentencja: "że z próżnego i Salomon nie naleje". Dostępne wiadomości mętnie i zawile tłumaczą wzrost wartości kryptowalut na sztucznych, wirtualnych zabiegach giełdowych. Operacje te rozumiem, ale ostatecznie, ktoś musi zapłacić za pojawiający się wzrost wartości. Obawiam się, że ostatni w ilości tysięcy ludzi, którzy wejdą do tej wirtualnej gry będą ofiarami tej szalonej idei. Może zjawisko tak się rozdrobni, że straty tych ostatnich będą niewielkie. Może idea na tym polega, że wzbogacą się piersi, a szkodę pokryją ostatni. Tak było w przypadku łańcuszka św. Antoniego, popularnego w XX wieku. Może źle rozumuję i nie mam wiedzy? Gdyby autorom projektu należałoby na uczciwym postawieniu sprawy, to byłoby jasne jakie podejmuje się ryzyko i czy gra jest etycznie poprawna. Wszystkie dostępne informację są do siebie podobne. Przedstawiają nie ideę, zasady, a prezentują zachęcające przykłady pozyskania korzyści. Podpierają się nazwiskami wielu znanych osób (jak Roberta Lewandowskiego, Michała Sołowowa, Richarda Bransona, Elona Muska oraz Bill Gates), którzy autoryzują ten projekt: "Lewandowski wyciągnął swój telefon i pokazał widzom, jak dużo zarabia pieniędzy dzięki temu nowemu systemowi do zarabiania, o którym aktualnie wszyscy mówią w Polsce".  Występując w “Pytaniu na śniadanie”, Robert Dąbrowski powiedział prowadzącym jak w ciągu zaledwie jednego roku przeszedł z życia na zasiłku do tego, że teraz stać go na prywatne szkoły dla dzieci, drogie samochody, eleganckie restauracje i markowe ubrania. Kluczem do jego olbrzymiego sukcesu była zautomatyzowana platforma transakcyjna Bitcoin, zwana Bitcoin Profit. Zamysł był prosty: dać przeciętnemu Kowalskiemu możliwość zarobienia pieniędzy na ogromnej popularności bitcoina nawet w przypadku, kiedy nie ma on absolutnie żadnego doświadczenia inwestycyjnego lub technologicznego. Robert wyjaśnił: “Nigdy nie powiedziałbym nikomu o takiej okazji, ale już zarobiłem swoje miliony, a teraz chcę, żeby inne rodziny o tym wiedziały." Przedtem całe swoje życie byłem pracownikiem fizycznym, któremu ledwo wystarczało do pierwszego i nie byłem pewien co dalej, ale teraz jestem bardziej stabilny finansowo, niż mogłem sobie wymarzyć i nie muszę martwić się o nic więcejPo wpłaceniu przez użytkownika depozytu początkowego (zazwyczaj w kwocie 250 EUR lub większej) może on łatwo i szybko rozpocząć działania na platformie. Korzystając z kombinacji danych i uczenia maszynowego, platforma podpowiada użytkownikom jaki jest najlepszy czas na tanie kupno i drogą sprzedaż bitcoina, co umożliwia maksymalizację zysków.

Może wspomniane osoby są wciągnięte marketingowo do gry?  Reklamy internetowe z Robertem Lewandowskim, Michałem Sołowowem, czy Zygmuntem Solorzem-Żakiem są niemal identyczne. Zmieniono tylko tytuły.
"RAPORT SPECJALNY: Eksperci są pełni podziwu dla Michała Sołowowa i jego ostatniej inwestycji, co wywołało przerażenie wśród dużych banków";
"RAPORT SPECJALNY: Eksperci są pełni podziwu dla Zygmunta Solorz-Żak i jego ostatniej inwestycji, co wywołało przerażenie wśród dużych banków".
          To mówi samo za siebie. Dziwię się im, że zdecydowali się autoryzować coś, co w swej głębokości etycznej i podstawie jest złe, ale biznes is biznes. Ja nie daję jej wiary. Podejrzewam, choć jest to nieprawdopodobne,  że oni sami nie zdają sobie sprawy jak zostały wykorzystane ich nazwiska. Dla nich liczy się bieżący wzrost zysków.
         Sama definicja kryptowaluty mówi o systemie rozproszonym. Mówi też, że nad nią sprawuję kontrolę posiadacz klucza. Klucz jest udostępniany każdemu wchodzącemu do gry. Brzmi to przekonywująco i sprawiedliwie. Każdy otrzymuje inteligentny program komputerowy, który w oparciu o zasady giełdowe podpowiada kolejne decyzje. Na scenie wirtualnej toczy się batalia sztucznie podnosząca wartość kryptowaluty.  Kolejni gracze i drobne wpłaty podnoszą kapitał. Pozornie wygląda to na procesy ekonomiczne i uczciwą grę. W rezultacie korzysta się z "prawa wielkich liczb". Zyskają pierwsi. Reszta poniesie tego ciężar. W swojej istocie jest manipulacją zakrojoną na wielką skalę. Pozornie wygląda na uczciwe przedsięwzięcie.
          Nieuczciwy pracownik banku zaprogramował  w systemie bankowym (fakt autentyczny), że z każdego wyliczonego należnego oprocentowania resztę poniżej drugiego miejsca po przecinku, np. 0.004 odprowadzał na swoje konto bankowe. Z tysięcy takich operacji zebrał ogromną sumę. Na kontach zwykłych ich posiadaczy było to niezauważalne, bo wyniki są przedstawiane do dwóch miejsc po przecinku np. 123,08. Przestępstwo niemal doskonałe zostało wykryte przy badaniu bilansu.
         De facto, pracownik osiągnął nieuczciwy zysk, korzystając z prawa wielkich liczb. Podejrzewam, że sukces zysków z projektu kryptowalut w zasadzie polega na tym samym. W tym przypadku nikt nie zrobi bilansu. Zło nie zostanie ujawnione –"Przestępstwo doskonałe".  Za kryptowalutami kryje się wielkie oszustwo na olbrzymią skalę. Poniekąd to majstersztyk intelektualny.  Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, bo jeszcze jest za wcześnie. Gra toczy się o biliony. Pośrednicy, którzy zarobili na nich są zaplanowanymi kosztami większych zysków i interesów. Można powiedzieć, że kryptowaluty są bombami zegarowymi z opóźnionym zapłonem. Działają bezszelestnie nawet wtedy, gdy się śpi. To pomysł "szatański", który zrodził się w umysłach ludzi. Ich upadek będzie bolesny nawet w skali państw. To kolejna wojna światowa, która ma początek w świecie wirtualnym, ale dotknie ludzi na ziemi.
          W internecie już pojawiają się informację od osób, którzy ponieśli straty. Niektóre firmy pośredniczące w tej grze asekurują się: "Kontrakty CFD są złożonymi instrumentami i wiążą się z dużym ryzykiem szybkiej utraty środków związanym z dźwignią finansową. 88.56% rachunków należących do inwestorów detalicznych traci pieniądze podczas handlu kontraktami CFD z tym dostawcą. Powinieneś rozważyć, czy rozumiesz, jak działają CFD i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy".
         Proszę spojrzeć daleko za horyzont. Tam czeka nas przykra prawda.