Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 30 maja 2022

Ja wybieram to drugie

 

          Ci którzy umieją słuchać i chcą dowiedzieć się o praktykowaniu miłości chętnie podzielę się własnym do niego podejściem. Oczywiście szanuję każde inne, które dają dobre owoce.

          W miłości należy cieszyć się z faktu, że to uczucie zrodziło się we własnym sercu. Człowiek miłujący staje się dawcą. Sam ten fakt jest już wielkim własnym dobrodziejstwem. Nawet, gdy obiekt miłości o tym nie wie, to z faktu rodzącego się uczucia już rodzi się dobro. We wnętrzu człowieka zachodzą zmiany nie tylko duchowe, ale i fizjologiczne. Metabolizm wchodzi na wyższy poziom. Dusza pięknieje. Człowiek miłujący unosi się ponad szarością życia. Emanuje energie, która skierowana na obiekt dochodzi i podejmuje działania. Obiekt miłowany jest zupełnie inną istotą i ma inne przymioty, zwyczaje, oczekiwania. Energia dochodząca do obiektu podlega interferencji z energią obiektu. Interferencja może dać różne  wyniki. Może pobudzić obiekt do wzajemności, albo wyciszyć wysyłane sygnały. Gdy zaloty zostają zneutralizowane, dobrze zachować własne zdobycze i cieszyć się z doznanego uniesienia. Obiekt trzeba pozostawić w spokoju. Ponawianie wysiłku, według mnie, daje małą szansą powodzenia. Przy wzajemności uczuć zaczyna się bardzo trudny okres, aby z nadmiaru uczuć nie spalić już pozyskane zdobycze. Zaczyna się okres pielęgnacji płomyka które się zapaliło. Aby nie zgasło należy ciągle dokładać nowych bodźców, aby z płomyka rozpalił się ogień. Ważna jest zgodność w wychowaniu dzieci  (unisono) w małżeństwie, mimo dzielących ich różnic. To bardzo ważne przy wychowaniu dzieci. Zarzewiem niepowodzeń w związku jest kwestionowanie metod wychowawczych drugiej strony.

          Z biegiem czasu, zazwyczaj przez przyzwyczajenie wychodzą na zewnątrz, do tej pory, skrywane cechy charakteru. Gdy z naszej strony miłość jest prawdziwa należy przyjąć i uszanować odmienność drugiej osoby. Tolerancja jest gwarantem trwałości związku. W żadnym przypadku nie należy naginać charakteru obiektu pod własne wymagania. To się z reguły nie udaje. Należy pozostawiać drugiej osobie możliwość własnej realizacji. Jej sukcesy należy uważać za własne. Nigdy nie traktować osoby kochanej za własność. To jest zbrodnia na drugiej osobie. Tam gdzie nie ma wolności nie może rozkwitać miłość. Dobrze jest podzielić się odpowiedzialnością, ale w każdym momencie należy proponować pomoc. Bardzo ważna w życiu jest kultura współżycia. Bardzo ważne są szczere rozmowy, bez których związek zamiera, sztywnieje, obojętnienie. W większości bardzo ważny jest czuły dotyk, bez którego traci się łączność Bez niego traci się autostradę prowadzącą do radości współistnienia.

          Własne złe nawyki należy w sobie wyeliminować. Nie doprowadzać do ich przyzwyczajenia. Na porządku dziennym powinny królować słowa: proszę, dziękuję, przepraszam. Dobrze jest zaskakiwać osobę kochającą drobiazgami, które niewiele kosztują, a są materialnym dowodem uczucia. Życzę wszystkim, aby w podeszłym wieku mogły iść na spacer trzymając się za rączkę.

          Cenne rady nie zwalniają człowieka od własnych zasad moralnych. Gdy druga strona popełnia ewidentne zło należy dać dowód dezaprobaty.  Związek oparty na ciężkich grzechach staje się kruchy. Nie wytrzymuje upływu czasu.

          Gdy miłość wygasa a pojawiły się dzieci, to należy  dokonać wyboru, albo odejść i nie pogarszać relacji, albo dla dobra dzieci pozostać i minimalizować własne straty. Ja wybieram to drugie.

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

niedziela, 29 maja 2022

Pozostaję sobą

 

          Wydaje się, że miłość jest pojęciem zrozumiałym dla większości ludzi. Tymczasem, za tym pojęciem kryje się olbrzymia treść. Zanim ją zdefiniowano była ona już w obiegu rzeczywistości i bezwiednie była przez człowieka eksploatowana. Należy zwarzyć, że to pojęcie nie ma swojej naturalnej struktury. Jest opisem stanu i relacji. Już przy tym założeniu określa swoją służebną rolę. Jest opisem czegoś innego niż jest sama. Za pojęciem służby kryje się troska. Pod uwagę bierze dobro drugiej istoty. Troska o dobro drugiej osoby wynika z faktu, że własne dobro jest mniej ważne, a przynajmniej nie najważniejsze. Z troską związane są emocje. Pojawiają się w duszy ludzkiej. Ba, oddziałują na fizjologię. Są motorem tworzenia się związków chemicznych, które pobudzają cały organizm człowieka do zachowań zwiastujących radość, uśmiech, czasem iracjonalnych.

          Gdy w sercu pojawia się to uczucie to na nie reaguje cały organizm. Ono ożywia  komórki i daje "powera" do dalszych zmagań życiowych. Niekiedy emocja jest tak duża, że boli. Zdarzają się przypadki, że z miłości może "pęknąć serce".  Nie miłość, ale zmiany, które czyni, mogą być powodem złych reakcji i zachowań. Może pojawiać się zazdrość, nietolerancja. Jak ktoś nie umie panować nad emocjami, może uczynić wiele złego. Miłość sama w sobie określa relację w imię cudzego dobra. Ten kto miłuje jest bogatszy, wrażliwszy. Ten kto nigdy nie zaznał tego uczucia, do końca życia nie potrafi odnieść się do tego pojęcia. Nawet miłość niespełniona zmienia człowieka. Pozostawia ból, a zarazem wypełnia człowieczeństwo. Człowiek miłujący staje się lepszy, doskonalszy. Nie zgadzam się z poglądem, że miłość może się skończyć. Może osłabnąć, ale zawsze pozostawia ślady.

          Moja pierwsza miłość została w moim sercu do końca mojego życia i nigdy się jej nie wyprę. Owszem zmieniły się oczekiwania, okoliczności, ale każde spotkanie z nią może być kolejnym przeżyciem.  Po latach można ją oceniać. W moim przypadku wypada krytycznie. Dziś wiem, że nie dałaby mi oczekiwanego szczęścia, ale cieszę się z faktu jej zaistnienia. Ona mnie ubogaciła duchowo.

            Miłość może być wielokrotna. Wynika ona z miłości do ludzi. Każda miłość jest inna. Buduje się nią na innych paradygmatach. W wyborze może być trudna. Miłość ma swoje stopnie. Na wyższych stopniach liczą wartości społeczne. Dla mnie miłość do dzieci doszła do granic możliwości. Na samym szczycie jest Miłość  (Chrystusowa) doskonała, bezinteresowna, którą przypisuje się Bogu. Ta Miłość jest wzorcem.  Na samym dole drabiny miłości są emocje, zazwyczaj nie poukładane, banalne, wręcz trywialne i przemijające. Dobrze jak są człowiekowi dostępne, bo kształtują ludzką wrażliwość. Do nich zaliczam miłość do muzyki (gra na skrzypcach, fortepianie), kultury. Miłość do spacerów, oglądu przyrody, podziwu ludzkich osiągnięć. Mogę powiedzieć, że miłuję cały świat, choć niekiedy daje mi się w znak i jest dla mnie przykry.

            Kiedy zrozumiałem, że wszystko co istnieje zawdzięczam Bogu, stał się on dla mnie Istotą bardzo bliską. Nie znaczy to, że nie jestem krytyczny do jego zamysłów. Miłując, pozostaję niepokorny, ale pozostaję sobą. 

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

sobota, 28 maja 2022

Dzięki i za to

 

          Bóg powołał Świat do istnienia. Aby Świat był rozpoznawalny wyposażył człowieka (istoty żywe) w zmysły. Przy realizacji swojego projektu stwórczego zastosował zasadę ekologiczną (nie zaśmiecać świata). Świat w swej istocie jest pusty. Istnieje dzięki zdolności percepcji.

          Świat istnieje przez swoją naturę dynamiczną. Sam Stwórca jest Istotą nierozpoznawalną, bez struktury. Istnieje, bo odbiera się skutek Jego działania.

          Bóg stworzył Świat, bo chciał Objawić swoje istnienie. Do tego teatru potrzebował widzów, odbiorców. Stworzył więc istotę inteligentną zdolną do Jego rozpoznania. Za tę "usługę"  wynagrodził człowieka swoim paradygmatem wieczności. Dzięki i za to. Postawił jednak warunek bezwzględnej doskonałości, i obłożył człowieka trudami życia, aby mógł się szlifować na diament moralny. Postawił człowieka na wyboistej drodze życia.  Jego Opatrzność nie jest do końca zrozumiała. Niekiedy człowiek musi iść po omacku, dokonywać ciągłych wyborów, doświadczać losy nie zawsze zawinione.

          Koncepcja Boga odnośnie życia człowieka nie jest łatwa.  Życie nie jest sielanką.  Człowiek nie prosił się o istnienie. To zdanie brzmi absurdalnie, ale mnie się wypsnęło. Odpowiedzi należy oczekiwać z zewnątrz, w innej przestrzeni. Tam wiele osób będzie zadawać pytania. Ciekawią mnie argumenty celu i sensu istnienia. Tu, na Ziemi próżno jednoznacznie je określić. Człowiek w swej kruchości zawierza Stwórcy, że jest Dobry, pełen Miłości i Miłosierdzia. Musi w to wierzyć, bo w przeciwnym razie, wszystko co przeżywa i doznaje nie miałoby kompletnie sensu.

          Usilnie poszukuję odpowiedzi, bo jestem niecierpliwy. Chciałbym znać reguły gry. Życie jest drogą po chwiejnej kładce. Wiara daje mi nadzieję,  a nadzieja, podobno, nie może zawieść. 

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

piątek, 27 maja 2022

Może tak ma być?

 

          Wczoraj wybrałem się na cmentarz za Kielce. Chciałem uświęcić 4 rocznicę odejścia mojej matki w zaświaty i z racji Dnia Święta Matki. Najpierw przeszedłem ok. 3 km na odpowiedni przystanek autobusowy, potem kilkaset metrów od przystanku autobusowego do bramy cmentarza. Szedłem i zastanawiałem co mnie dzisiaj spotka. Wyznałem przy grobie matki, że mogłem być lepszym synem i że bardzo ją kocham. Wróciłem po 3 godzinach. Jedyną przyjemnością była sama podjęta wyprawa. Nikogo nie spotkałem, z nikim nie zamieniłem choćby jednego zdania. Na cmentarzu odrobinę radości dała mi muzyka  grana na trąbce z okazji jakiegoś pochówku. Na muzykę zawsze reaguję sercem. Cisza, która mnie otaczała jest mi potrzebna, ale nie zawsze. Podobną pustkę przeżywałem  udając się do mojego rodzinnego miasta w Krakowie. Znane jest tam powiedzonko, że idąc na Rynek Główny, stroną A-B zawsze można spotkać jakiegoś znajomego. Od lat nie miałem takiego szczęścia. Obcy ludzie idący w zamyśleniu  nad swoimi kłopotami.

          Coraz bardziej odczuwam samotność. Myślę sobie: "Może tak ma być"? W czasie powrotu naszła mnie złowroga myśl, że Bóg jest boski (divinum), ale nie jest ludzki (nie rozumuje tak jak człowiek). Za to człowiek powinien być ludzki i zmierzać do świętości (sacrum). Zdałem sobie sprawy, że nie ma tu symetrii. Może w tym przypadku też: "tak ma być"?    

           Odmówiłem spotkania z geofizykami, rocznik 1972 w Zakopanym. Zdałem sobie sprawę, że mogę nie podołać trudom, zresztą rodzina mi odradzała mówiąc: "nie nadajesz się na takie wyprawy". Może mają rację. Ledwo dycham. Rano po umyciu głowy koniecznie musiałem trochę odpocząć. Nie jestem tym, kim byłem. Bogu nie udała się starość!

           Rozmyślałem o moich poszukiwaniach prawdy. Doszedłem do momentu, w którym nie spełniają mi się moje oczekiwania z dziedziny poszukiwań teologicznych oraz naukowych. W nich jest taka pustka epistemologiczna! Katecheza i nauka dzisiaj są tylko przybliżeniem stanu rzeczy. Czuję się oszukiwany przez jednych i drugich. Jestem świadomy wielu zakłamań, przybliżeń i hiperbolicznych teorii. Zresztą nie dziwię się. Sam jestem do niczego. Przede mną stoi ściana poznawcza, która zakrywa horyzont wiedzy i ani drgnie. Ani rusz posunąć się dalej w dochodzeniu do Prawdy. I znowu powróciła myśl: "Może tak ma być"?

 

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

czwartek, 26 maja 2022

Szczęście

 

           Z obserwacji życia można odczytać pewną regułę, którą kolokwialnie brzmi: "po śmiechu następuje płacz", a "po płaczu radość". Wyjaśnienie takich stanów można doszukać się w innych sentencjach: "nigdy nie jest na tyle źle, aby nie mogło być gorzej", "nigdy nie ma na tyle szczęścia, aby nie mogło być go więcej". Wszystko się zmienia i przemija w czasie. Jeżeli przemija zła passa, to powinno być lepiej, czyli jest powód do radości. Roztropny powinien znać te reguły. Jak doznaje się radości to w nim, od razu, zakotwicza się ziarno niepowodzenia. Raczej nie można utrzymać dłużej radosną chwilę. Chwila trwa krótko. Można dłużej trać w zadowoleniu, ale i ono ma swoje granicę. Na temat szczęścia powstały różne filozofie, np. stoicyzm (spokój stoicki), epikureizm, a nawet cynizm. Arystoteles preferował kroczenie drogą "złotego środka". Platon mówił o poznaniu idei piękna i dobra. Od Platona zaczęło się szerzyć pojęcie szczęścia: eudajmonia, jako posiadanie najwyższych dóbr. W epoce średniowiecza dominował pogląd o prowadzeniu życia moralnego, rozumnego, opartego na sile woli. Na Wschodzie ostatecznym szczęściem jest nirwana.

          Kant w ogóle nie cenił szczęścia, uznając, że jedynym celem życia może być wypełnianie obowiązków.

          Historycznie ujmując, szczęście jest rozumiane jako pomyślne, udane życie. Ze szczęściem kojarzona jest przyjemność, poczucie pełni i radości. Schodząc od pojęcia szczęścia niżej ma się szerszy zasięg pozytywnych doznań. Przyjemność można czerpać z tysięcy najdrobniejszych zdarzeń. Należy pamiętać, że szczęście ma podłoże psychologiczne i jest różnie traktowane przez wielu. Szczęście kogoś może być dla innego utrapieniem, np. jeden odczuwa szczęście wspinając się na skałach, a dla drugiego jest nie do pomyślenia trudem. Jeden doznaje radości przy słuchaniu poważnej muzyki, a dla drugiego jest to przejaw  snobizmu.

          Radość powinna wzbudzać wszelaką refleksję. Trzeba umieć szybko przestawić się jak ona zanika. Wtedy zderzenie się z rzeczywistością jest mniej bolesne. W większości życie jest trudem, które przychodzi człowiekowi pokonywać. Kto umie, powinien czerpać radość z błahych rzeczy. Bo takich zdarzeń jest więcej. Rzadko kiedy się wygrywa 6-kę w totolotku, a żyć trzeba na bieżąco. Wielka wygrana cieszy chwilę, ale ile za tym kryje się strachu?

          Bogacz  musi ciągle chronić swojego majątku. Ile to wymaga zabiegów!

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

środa, 25 maja 2022

Dialog sam ze sobą

 

           Łapię się na tym, że sam ze sobą prowadzę dialog. Nic dziwnego. Ulegam teoriom (Alfreda Jana Palla), które po jakiś czasie bledną. Pisałem niedawno, że "niegdyś panowała już wysoka kultura naukowa i zaawansowana cywilizacja. Ten okres nazywa się złotym wiekiem rozwoju (progres) starożytności, po którym nastąpił regres". Dziś nie jestem już tego tak pewny. Owszem rozwój jest naturalnym procesem, ale brak artefaktów, które by potwierdzały tezę o nadzwyczajnym rozwoju przed potopowej, zmusza mnie do podchodzenia do doniesień medialnych z większą roztropnością.

          Śladem wcześniejszego rozwoju mogą być piramidy. Do tej pory budzą podziw, ale noszą w sobie i wady konstrukcyjne, jak np. piramida schodkowa (zbudowana w Sakkarze przez budowniczych faraona Imhotepa), czy piramida łamana (budowana przez władcę Egiptu Snofru z IV dynastii). Świadczą one, że budowniczowie nie dysponowali wystarczającymi narzędziami kontrolnymi. Przy budowie wspomnianych piramid wprowadzono korekty na bieżąco, po zauważeniu, że piramidy osiadają.

          Artefakty dotyczące np. maszyny analogowej mówią raczej o rozwoju myśli starożytnych, po Potopie. Ogniwa galwaniczne miały zastosowanie pospolite i nie należy je traktować jako rozwój elektryfikacji w dzisiejszym znaczeniu. Do tych ogniw stosowano pospolite kwasy: octowe lub cytrynowe. Ogniwa były wykorzystane do złoceń itp. Można by spuentować, że nie był to jakiś boom naukowy.

            Przepraszam moich czytelników, że wprowadziłem ich w jakieś nadzwyczajności i nowinki poznawcze. Po zastanowieniu się, zszedłem na ziemię. Szukając wyjaśnień, przestudiowałem ponownie Księgę Rodzaju, ale rozczarowałem się. Zwróciłem uwagę, że podobnie jak przy omawianiu życiorysu Kaina: "Po czym Kain odszedł od Pana i zamieszkał w kraju Nod, na wschód od Edenu" (Rdz 4,16) jest sugestia, że równolegle z Adamem i Ewą żyli inni ludzie, tak przy omawianiu życia rodziny Noego uratowali się inni. "Ci trzej byli synami Noego i od nich to zaludniła się cała ziemia" (Rdz 9,19). Pismo dalej wspomina o kananejczykach "Niech Kanaan będzie sługą Sema!" (Rdz 9,26).

             Dałem sobie spokój z dalszym czytaniem. Księga Rodzaju nie nadaje się do badań faktograficznych.

             Tak też pozostałem dalej w rozterkach poszukiwawczych. Artefakty sprzed milionów lat, które sugerują, że człowiek jest wynikiem kreacjonizmu pozostawiam do dalszego rozpoznania. Póki co, pozostaję przy teorii ewolucji.

             Z moich rozterek pozostaje jedna dobra myśl. Dużo jest jeszcze do odkrycia dla nowych pokoleń. Nuda im nie grozi. 

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

 

wtorek, 24 maja 2022

Potop przypisany Bogu

 

           Obecnie wydobyto artefakty sprzed milionów lat i artefakty z okresu po Potopie, ale brakuje tych najbardziej interesujących dotyczących domniemanego rozwoju cywilizacji poprzedzający Potop. Nawiązując do wczorajszego wpisu nasuwa się pytanie. Na czym, tak na prawdę, polegała ludzka wina? Jak mógł człowiek dokonać tak wielkiego kataklizmu, jakimi narzędziami? Rozum podpowiada, że trzeba odrzucić tą teorię.  Wydaje się, że Potop był zdarzeniem losowym. Wielki meteoryt lub inne ciało niebieskie zderzyło się z Ziemią sprzed ok. 7.5 tys. lat i nastąpił katastroficzny Potop. Przed potopem był jeden super kontynent istniejący w okresie od czasu paleozoiku do kenozoiku. Na nim wypiętrzyły się góry do wysokości 2.8 tys. metrów. Zgodnie z teorią hydro platform wgłębi ziemi znajdowały się wielkie pokłady wody pod wielkim ciśnieniem. W ciągu 2 godzin szczelina obiegła cały glob. Z ziemi wytrysnęły fontanny wody (częściowo w postaci pary). Zaczęły się  obfite deszcze, które zalały całą ziemię. Na górze Ararat na wyżynie Armeńskiej, o której wspomina Pismo Św. odnaleziono kryształki soli. W wysokich warstwach atmosfery część wody zamarzła i opadała w postaci śniegu (gradu). Wkrótce rozpoczął się okres zlodowacenia. Nadmiar wód zostało uwięzionych w masach lodowych. Zwierzęta (mamuty) zamarzały, a wyzwolone osady grzebały ofiary, zachowując dla  pamięci zdarzenia dzisiejsze artefakty.

        Wzdłuż oceanu Atlantyckiego wypiętrzyły się śródoceaniczne góry i rowy. Wody po potopowe spłynęły tworząc lokalne wodne baseny. W przypadku Potopu Biblię można czytać niemal literalnie. Chińska literatura z III wieku przed Chr. opisuje Potop podobnie jak Księga Rodzaju. Literatura chińska użyła pojęcia linii demarkacyjnej rozdzielająca dzieje na czasy przedpotopowe i po potopowe. Od nich tę myśl przejęli Summerzy i Akkadowie. informacje zostały zachowane w sumeryjskiej liście królów. Ciekawe, bo w Mezopotamii nie ma ciągłych deszczów. Występują tylko lokalne wylewy rzek Tygrysu i Eufratu.

Pęknięty ląd rozdzielił się na kontynenty.

          Później hagiografowie Potop przypisali boskiej karze. Artefakty najstarsze przekazują informacje, że człowiek w obecnym wymiarze mógł istnieć od milionów lat. Ta informacja kłóci się z teorią ewolucji. Czyżby kreacjonizm powrócił do łask? Może najbliższą prawdą jest teoria łącząca kreacjonizm z ewolucją? Nie za bardzo podoba mi się ten mariaż. Słabą stroną teorii ewolucji jest brak ogniw pośrednich. Z kolei słabą stroną kreacjonizmu jest brak naukowego uzasadnienia. Wielu zwolenników kreacjonizmu tylko wypowiada swój pogląd , nie dowodząc swoich tez. Opierają się na Piśmie Świętym, który nie jest naukowym autorytetem. Z konsekwencji, dalej nie można zająć jednoznacznego stanowiska w sprawie. Mam wrażenie, że na obecnym etapie wiedza na ten temat jest jeszcze bardzo niedoskonała. Gdy do tego dodać niedoskonałą wiedzę na tematy czarnej energii i czarnej materii, to można powiedzieć, że ludzkość ma nikłą orientację o świecie. No cóż. W przyszłości nadzieja rozwiązania omawianych tajemnic.  

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

poniedziałek, 23 maja 2022

Ale to już było

           Analizując doniesienia naukowe rysuje mi się obraz, że na Ziemi niegdyś panowała już wysoka kultura naukowa i zaawansowana cywilizacja. Ten okres nazywa się złotym wiekiem rozwoju (progres) starożytności, po którym nastąpił regres. Podzielam teorię, że dawni pisarze zapisywali swoje odkrycia w sposób zaszyfrowany, w komponując ją w jakieś opowieści. Po latach zapominano o symbolicznych zapisach i pozostawała tylko treść legendarna.  Według posiadanej wiedzy, przełomowym momentem regresji kulturowej był okres biblijnego potopu.

Legend na temat potopu jest mnóstwo. Ważne jest to, że coś jest na rzeczy. Potop można przyjąć za fakt historyczny. Sumerowie i Akkadowie dzielili okres dziejów na okres przed potopem i po potopie.  Potop jawi się jako kataklizm na wielką skalę (uderzenie komety, pęknięcie skorupy ziemskiej i wyzwolenie się wielkiej ilości wody, pary, która skroplona wracała w postaci ulewnych deszczy). Zapis potopu też jest zapisem zaszyfrowanym, chociaż są zwolennicy, którzy odczytują tę wiedzę z Biblii na sposób literalny.  Pęknięta skorupa Ziemi zaczęła się odsuwać, tworząc kontynenty. Woda w wysokich partiach atmosfery zamarzała i opadała w postaci śniegu Zaczęła się epoka lodowcowa. Pyły z wybuchów wulkanów przesłaniały słońce. Trwało to wiele lat (ok. 300 lat). Wody z potopu zostały zamarznięte w lodach.

             Po potopie, po którym wiele artefaktów zostało zniszczonych pozostały tylko legendy. Dzisiaj archeologia odkopuje zdobycze nauki starożytnej i poddaje je ponownemu odczytaniu. Nie jest to łatwe. Do ciekawych artefaktów można wymienić starożytne mapy o dużej dokładności, staro egipskie naczynia o idealnym szlifie (datowane 3 tys. przed Chr.) baterie do wytwarzania prądu (odkryte w 1939 r. z Bagdadzie), świece z Coso (odkryte w 1961 r.),  urządzenie analogowe wydobyte z wraku koło Krety, teleskopy, szklane czaszki, sprężynki wolframowe znalezione na Uralu (w 2013 roku, datowane na setki tys. lat temu). Oprócz artefaktów ciekawe są doniesienia o odkryciach astronomicznych (budowa układu planetarnego, wiedza o planetach itp.). Po regresji naukowej w starożytności i w średniowieczu ludzkość musiała od nowa odkrywać i rozpoznawać zdarzenia. Przykładem są odkrycia Galileusza (luneta), Kopernika (układ heliocentryczny).

           Są przesłanki (odcisk na skale sandała z odciskiem trylobitów, Teksas, zakazana archeologia) wskazujące, że homo sapiens żył na Ziemi o wiele wcześniej niż przekazuje dzisiejsza oficjalna nauka. Wskazują na to rysunki skalne przedstawiające dinozaura, młotek żelazny (prawie jednorodny) datowany z okresów dinozaurów (odnaleziony w 1934 roku w skałach datowanych na 140 mln lat). Czyżby ludzie żyli już w okresie dinozaurów?  Jeżeli jest w tym chociaż cień prawdy, to ludzkość miała dość czasu na ewolucję kulturową. 

          W okresie przed potopem były inne warunki atmosferyczne, np.  w powietrzu było więcej tlenu. Cywilizacja miała wysoki poziom i była bardzo zaawansowana (znajomość precesji ziemi). Spotyka się technologie, które przewyższają obecną.

                   Na świecie istnieje wiele rzeczy i tajemnic, których po prostu nie można w stanie zrozumieć. Czasem nawet naukowcy nie potrafią tego zrobić. Nie można jednak nie uwzględniać istniejących dowodów, które świadczą o innej prawdzie, że wiele odkryć było już dokonanych.

 

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

niedziela, 22 maja 2022

Moje pragnienie

 

           Mam świadomość, że niewiele mogę teraz sam uczynić, ale pragnę na końcówce życia zobaczyć, że coś drgnęło w odnowie Kościoła. Od lat szkolnych byłem uczuciowo związany z Kościołem. Pokochałem go i miłość noszę głęboko  w sercu. Za życia byłem wielokrotnie przez tę instytucję krzywdzony. Nic to. Liczy się to, co mam w sercu. Jestem w stanie zrozumieć ludzką twarz kościoła, ale nie mogę pojąć nieobyczajności, która była i jest w Kościele. To co wyszło na jaw jest tylko zwiastunem w skali historycznej. To co czyniono (najmłodszym) przeczy miłości do drugiego człowieka. Sami depotariusze Kościoła niszczyli Jego święty (sacrum) i boski (divinum) wizerunek.

         To czego jesteśmy świadkami, upadkiem instytucji kościelnej wynika może w koncepcji bożej, w myśl, że aby powstało nowe życie, należy pochować stare. Być może jest to droga wytyczona przez Boga. Nic co ludzkie nie może być święte, nawet instytucja kościelna.  Do doskonałości dochodzi się w trudzie. Do świętości można dojść w chwili śmierci, tak jak Jezus został wywyższony dopiero na krzyżu.

         Prowadziłem szereg wykładów, na uczelni, na uniwersytetach trzeciego wieku. Mówiłem o nowym spojrzeniu teologicznym. Nie łudzę się i mam świadomość, że niewiele osób zrozumiało moje intencje. Nic to. "per aspera ad astra". Aby zrozumieć, trzeba zawiesić naleciałości i stare nawyki gromadzone od lat. Trzeba zacząć fenomenologiczne.

         Oddam cały swój wysiłek w imię odnowy Kościoła. Może moje prace zostaną w przestrzeni wirtualnej długo i zostaną w przyszłości pozytywnie odczytane. W tej nadziei pozostaję i życzę wszystkim wszystkiego dobrego

         Gdy ktoś zapyta, czy nie mam odczucia, że błędnie odczytywałem Prawdę, to odpowiem, że mam pokorę swojej niedoskonałości i mogłem się mylić. To co wiem jest wynikiem wieloletniej pracy. 

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

sobota, 21 maja 2022

Apologeci, podsumowanie

 

           Wśród innych wybitnych apologetów należy wymienić jeszcze: Atanazego Wielkiego (ok. 295–373), św. Grzegorza z Nyssy (ok. 335–395), św. Augustyna (354–430),Hieronima ze Strydonu (330–420).

            Wszystkich cechowała przychylność do oficjalnej katechezy kościelnej. Rzecz w tym, że bazowała ona na Piśmie Świętym, które obecnie podlega nowemu spojrzeniu. Dzisiejsza nauka jest bardziej krytyczna i wymagająca. Dzisiaj jest świadomość, że końcowa redakcja PŚ była opracowana pod wpływem oczekiwań narodu będącego w niewoli babilońskiej. To zaważyło na treść i całą narrację Księgi. Dla mnie ważne jest odczytywanie zamysłu Boga w naturalnym środowisku duchowym jakim jest ludzkie serce (dusza). Ze względu na różne zdolności natchnienia odczytywanie może się różnić, ale przy zebraniu ich w jedną całość wyłania się jakby nowa treść. Dla teologów jest materiałem do ciekawych analiz i opracowania nowego spojrzenia na wiarę. Przy tej okazji może się wykruszyć cała oprawa mitologiczna. Może teolodzy dojdą bliżej do Prawdy? Może na tym będzie polegać odnowa Kościoła, który będzie się opierać na współczesnej wizji Świata. Do tego zabiegu potrzebna jest odwaga, aby pokonać dotychczasową narzuconą katechezę która mocno zakotwiczyła się w umysłach wiernych. Przez okres mojej działalności zetknąłem się z wieloma uwagami krytycznymi odnośnie obecnego depozytu wiary Kościoła. Prof. Józef Kudasiewicz, wielki polski biblista, który recenzował dwie moje książki pisał o infantylności religii parafialnej. Był on teologiem otwartym na nowe spojrzenia. I mnie wyróżnił w swojej recenzji pisząc: "Są też niektóre niezwykle piękne interpretacje napisane z wielkim wyczuciem teologicznym. Dam dwa przykłady: Jestem, który jestem (Wj 3,14) nazywa relikwią słowną i pięknie to zdanie komentuje, określając z jednej strony transcendencję Boga, a z drugiej Jego bliskość wobec ludu. Słowa Jezusa do Magdaleny: Nie dotykaj Mnie (Wulgata) tłumaczy: Chciał z nią pozostać w relacji wiary, a nie wiedzy". Jestem bardzo wdzięczny panu profesorowi za tak przychylne słowa. Dla mnie bardzo ważne są słowa innych mądrych teologów, jak np. o apokatastazie (Wacław Hryniewicz). Nawet papież Jan Paweł II pisał: "Potępienie wieczne jest z pewnością zapowiedziane w Ewangelii. O ile jest ono jednak realizowane w życiu pozagrobowym? To ostatecznie wielka tajemnica. Nie da się zapomnieć, że Bóg «pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy» (1 Tym 2,4).

          Pomimo krytycznego podejścia do instytucji kościelnych pozostaję zwolennikiem, aby "aggiornamento" Kościoła pozostawić jemu samemu. Kościół będzie miał okazję do wielkiego oczyszczenia i nabycia nowego autorytetu.

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

piątek, 20 maja 2022

Orygenes

 

           Wśród apologetów i ojców Kościoła należy wspomnieć o Orygenesie (185–254). Był on wykształconym filozofem, komentatorem Pisma Świętego. Osiągnął w bardzo młodym wieku wysoki poziom wiedzy. Zajmował się egzegezą krytyczną oraz literalną. Nie wszystkie jego tezy zostały przyjęte przez Magisterium Kościoła, np. teoria o preegzystencji dusz (została potępiona na soborze Konstantynopolskim II). Mimo, że niektóre jego teorie zostały uznane za błędne  zaliczono go do Ojców Kościoła.

          To co mnie zbliża do niego jest wspólny pogląd na temat apokatastazy (wszyscy dostąpią zbawienia).

          Orygenes żalił się na egzemplarze Ewangelii, które miał w posiadaniu. Jak mówił: "Tymczasem jest oczywiste, że istnieje duża różnica między rękopisami; wynika ona bądź z niedbalstwa pewnych kopistów, bądź z niegodziwej śmiałości niektórych, bądź winę za to ponoszą ci, którzy nie zwracają uwagi na poprawność tekstów, bądź ci, którzy poprawiając dodają lub usuwają co im się podoba”; "Niektórzy chrześcijanie, niczym ludzie, którzy po pijanemu działają na własną zgubę, zmienili trzy, cztery czy więcej razy oryginalny tekst Ewangelii i sfałszowali go, aby mieć odpowiedź na stawiane zarzuty".

          Orygenes, jak i  Tertulian, wprowadzając rozróżnienie na jedność substancji i troistość hipostaz, niezbyt adekwatnie wyrażali równość Osób w Bogu. Jak wielu apologetów przejęli fobie Kościoła w  temacie seksualności. Sam,  w porywie  młodzieńczej idei fix, pragnienia uzyskania harmonii i czystości duchowej i słów ewangelii: "Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni" (Mt 19,12) dokonał na sobie kastracji i pozostał eunuchem. Orygenes zakazywał stosunków przed przystąpieniem do komunii świętej. Papież Leon Wielki I (zm, 461 r.) nauczał, że każdy stosunek małżeński jest grzechem. Stosunki ze starą żoną były zabronione.

          Ojciec Kościoła Klemens Aleksandryjski (150–250) wymyślił pojęcie cudzołóstwa z własną żoną. Orygenes zakazywał stosunków przed przystąpieniem do komunii. Papież Leon Wielki I (zm, 461 r.) nauczał, że każdy stosunek małżeński jest grzechem. Stosunki ze starą żoną były zabronione. Jan Chryzostom (zm. w 407 r.) uważał, że małżeństwo było wynikiem nieposłuszeństwa człowieka wobec Boga.

        Orygenes jest przykładem nadgorliwości religijnej, która zamiast prowadzić do Boga, zaprzecza boskiej koncepcji stworzenia. W jego przypadku sam Kościół nie pochwalił jego samookaleczenia. Jego czyn stał się zaporą do ogłoszenia go świętego Kościoła (synod aleksandryjski potępił ten czyn), mimo, że umarł za wiarę za czasów Decjusza. Życie ascetyczne narażone jest na liczne pokusy i wypaczenia. Nie wszyscy są zdolni do właściwego wykorzystania tego daru w imię boskiej idei. 

        Orygenes jest przykładem nadgorliwości religijnej, która zamiast prowadzić do Boga, zaprzecza boskiej koncepcji stworzenia. W jego przypadku sam Kościół nie pochwalił jego samookaleczenia. Jego czyn stał się zaporą do ogłoszenia go świętego Kościoła (synod aleksandryjski potępił ten czyn), mimo, że umarł za wiarę za czasów Decjusza. Życie ascetyczne narażone jest na liczne pokusy i wypaczenia. Nie wszyscy są zdolni do właściwego wykorzystania tego daru w imię boskiej idei.

 

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

czwartek, 19 maja 2022

Tertulian

 

           Ciekawą postacią w III wieku był łaciński teolog z Afryki Północnej, Tertulian (ur. 150/160), nawrócony poganin z Kartaginy na chrześcijaństwo. Był on nadgorliwym Apologetą. Zasłużył się w teologii dogmatycznej. Napisał bardzo osobisty traktat "Do żony". Ok. 207 roku przeszedł do montanistów i założył sektę tertulianistów. Uważał, że do Prawdy można dojść tylko przez wiarę, a nie przez rozum. Swoją tezę argumentował, że śmierć Syna Bożego jest tak niedorzeczna, że wręcz niedorzeczna. Stad wywodzi się popularne powiedzenie: "wierzę, ponieważ to absurd" (credo, qua absurdum). Cechował go rygoryzm moralny dlatego przeszedł do montanistów. Był pierwszy, który posługiwał się łaciną. To dzięki niemu zrodziła łacina kościelna.

Montanizm, ruch religijny zapoczątkowany w 150 roku we Frygii przez Montana z Artabanu (zm. 179 r,). Montan głosił rychłe nadejście czasów Ducha Świętego i rychła przyjście Chrystusa (paruzja). Wyznawał poglądy millenarystyczne. Był zwolennik surowej ascezy. Zwalczał religię i kulturę pogańską. Podważał hierarchię kościelną. Zwalczał sektę walentynian. Do jego zwolenników należeli Pryscylla, Maksymilla i Tertulian. Montanizm przetrwał do V w. w Rzymie i IX w na Wschodzie. Ze względu na jego negatywny stosunek do hierarchii kościelnej Kościół uznał ten ruch za błędny.

          Tertulian pierwszy zauważył  degradację środowiska naturalnego przez człowieka i jego przeludnienie: "przyroda już dłużej nie jest w stanie nas wyżywić". Jak pisał naturalne kataklizmy, zarazy, trzęsienia ziemi należy postrzegać jako sposób na ograniczenia nadmiernego rozrostu rasy ludzkiej.

          Tertulian jest zaliczany do najwybitniejszych pisarzy starochrześcijańskich.

          Według mnie nadgorliwość religijna Tertuliana była wadą. Nie odczytał w doktrynie chrześcijańskiej tego, co jest w niej najpiękniejsze – radość korzystania z Bożej koncepcji stworzenia. Rygoryzm moralny wypacza ideały chrześcijańskie. Usilne zwalczanie sekt religijnych jest świadectwem nietoleracji. Jego pogląd, że chrześcijanie obdarzeni są nową wyższą naturą kierowaną przez Ducha  Świętego jest zaczynem idei faszystowskich. 

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

środa, 18 maja 2022

Kość niezgody

 

           Z Pisma Świętego odczytano (Tertulian), że Bóg jest jedną substancją wyrażającą się w trzech osobach Ojca, Syna i Ducha Świętego. Każda osoba zachowuje swoje przymioty, w tym własną wolę. Jako Trójca (łac. trinitas) ma jedną wolę – boską. Temu zawiłej interpretacji sprzeciwiał się Sabeliusz, teolog i kapłan. Głosił, że trzy Osoby są odmiennymi przejawami jednego Boga, czyli, że trzy osoby nie są rzeczywiste (pogląd modalistyczny). Uznano to za herezję.

          Za słusznością jego stanowiska może świadczyć fakt, że nigdzie w PŚ nie ma opisu rozmowy pomiędzy np. Jezusem a Duchem Świętym. Pojawia się trudność w rozumieniu woli samego Jezusa w konfrontacji z wolą Jezusa jako Boga. Jezus mówiąc, że po swoim odejściu przyśle Ducha Świętego  miał na myśli Opatrzność Boską wyrażająca się w boskim duchu (w przymiocie Boga). Modaliści właściwie troszczyli się o utrzymanie jedności Boga, a także pełnego bóstwa Chrystusa. To co się nie podobało, to sugestia że Syn jest różny od Ojca. Hipolit krytykując Sabeliusza (modalistów) tłumaczył, że imiona Ojciec, Syn i Duch Święty nie  że odnoszą do rzeczywistych różnic w Bogu, ale raczej są jedynie nazwami opisującymi działanie Boga, są jedynie przymiotnikami opisującymi sposób w jaki jedno Bóstwo działa i jest postrzegane. W ten sposób pozbawił wymienione podmioty ich własnych osobowości.

         Aby to zrozumieć można przyjąć, że jest jedna esencja Boga i ze względu na jej istnienie przejawiające się w stałym działaniu (natura)  można nazwać Aktem (działającym). Syn pozostaje osobnym Podmiotem, który ze względu na Wywyższenie i boską naturę jest również Aktem działającym. Innymi słowy każda z Osób boskich ma tę samą esencję (substancję). Takie tłumaczenie pozostaje w zgodzie z doktryną wiary i wyjaśnia głoszoną  peregrynację Jezusa (istnienia od zawsze).  Duch Święty jest samą esencją Boga i wyrażać się może w słowach Boga i Syna.

          Czytający może odnieść wrażenie, że nie ma się o co kłócić. Problem w tym, że niezgoda poglądów może wywoływać dyskusje, kim naprawdę był Jezus, czy Jezus był prawdziwie człowiekiem, czy tylko wydawał się takim, jak głosi herezja Deoketyzmu. Według niego Jezus Chrystus był tylko pozornie człowiekiem. Nie miał bowiem rzeczywistego, fizycznego ciała ludzkiego, ale jedynie eteryczne ciało niebiańskie. Tym samym pozorne były również jego cierpienia i śmierć na krzyżu. W niektórych nurtach uważano na przykład, że zamiast Syna Bożego cierpiał Szymon Cyrenejczyk. Dla podstawowego nurtu chrześcijaństwa doketyzm stanowił wyraźne zaprzeczenie kanonów wiary i został uznany za herezję. Jako teoria wywarł kluczowy wpływ na rozwój monofizytyzmu.

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

Ireneusz z Lyonu

 

         Znaczącą postacią, Apologetą w rozwijającym się Kościele chrześcijańskim był św. Ireneusz z Lyonu (ok. 140 – 202), biskup w Vienne, ojciec i doktor Kościoła, męczennik chrześcijański Kościoła katolickiego i Prawosławnego. Wiadomość o jego życiu i działalności podaje  Hieronim w De Illustribus, XXXV. Ireneusz był uczniem Polikarpa, jednego z ojców apostolskich, który był uczniem Apostoła Jana. Zajmował się rozwojem Kościoła, spornymi tematami w teologii, które były za jego życia aktywne.  Ireneusz był poszukiwaczem Prawdy. Napisał 5 ksiąg, w tym: "Przeciw herezjom". Dzieło to było pierwszą polemiką Kościoła z gnostycyzmem. Był człowiekiem odważnym. Nie wahał upominać nawet papieży (Wiktora). Interweniował u papieża w sporze o termin świętowania Wielkanocy oraz zajmował stanowisko w kwestii montanizmu i gnostycyzmu.

          Ireneusz jest autorem katalogu rzymskich biskupów od Piotra, Linusa do Eleuterosa (174 –189).

           Według tradycji z VI wieku Ireneusz miał ponieść śmierć męczeńską w czasie prześladowania chrześcijan za panowania Septymiusza Sewera (202 r.),

        Należał do klasycznej szkoły ówczesnych apologetów, którzy kurczowo trzymali się oficjalnej linii egzegetycznej (przywoływał kusiciela z raju). Ciekawe ma spostrzeżenia jak: "Wygnanie przez Boga z raju nie wynikało z chęci pozbawienia ich dostępu do drzewa życia, lecz z miłosierdzia. Bóg chciał zachować pierwszych rodziców od trwania w grzechu, który mógł stać się wieczny i nieuleczalny. Wygnanie miało ich otrząsnąć z pychy. Ich śmierć fizyczna, poprzez rozwiązanie ciała, miała położyć kres grzechowi". 

          Można wyciągnąć pouczający wniosek, że trudy nałożone na człowieka mogą w końcowym rezultacie okazać się zbawienne. 

          Ireneusz uznawał prymat sukcesji apostolskiej. Uznawał prawo prymatu biskupa Rzymu nad biskupami innych metropolii. Wyznawał poglądy milleratystyczne.

Millenaryzm l – w judaizmie i chrześcijaństwie pogląd wyznający bliskie nadejście tysiącletniego panowania Królestwa Bożego, szczególnej formy epoki mesjańskiej.

          Wyznawał odkupieńczą rolę Ofiary Chrystusa. Odkupił grzechy, które były jakby niezawinione przez ludzi (grzechy wynikające z profanum stworzenia). To co ludzkość straciła w tych grzechach, odzyskali w Chrystusie Jezusie.

          Święty Ireneusz uznawany jest za najbardziej znaczącego teologa II wieku.  Kanonizował go Benedykt XV w 1922 roku, Benedykt XVI, w swojej katechezie (Benedykt XVI, Ireneusz z Lyonu. Audiencja generalna, 28 marca 2007, [w:] Katechezy o Ojcach Kościoła, Kraków 2008, s. 19.) określił go mianem przede wszystkim „człowieka wiary i pasterza”.

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

 

wtorek, 17 maja 2022

Natura Jezusa Chrystusa

 

          W pierwszych wiekach po Zmartwychwstaniu Jezusa zastanawiano Kim był Jezus i jaka była Jego natura?  Równolegle pojawiły się dwa kontrowersyjne  poglądy monofizytyzm i nestorianizm.

 

Nestorianizm głosił, że Jezusie Chrystusie dwie natury  bosko - ludzka złączyły się na płaszczyźnie funkcjonalnej, a nie ontologicznej. Doktryna została potępiona na soborze efeskim w 421 roku, Doktryna nestorianizmu dała początek licznym Kościołom wschodnim, które żyły w izolacji od Wielkiego Kościoła.

Monofizytyzm, głosił, że Jezus Chrystus miał jedną zjednoczoną naturę bosko-ludzką i nie istnieje w dwóch naturach. Natura boska Chrystusa wchłonęła jego naturę ludzką. Doktryna została potępiona na soborze chalcedońskim w 451 roku.

          Spory doktrynalne trwały parę wieków. Nieudana próba kompromisu, podjęta przez cesarza Herakliusza, wywołała nowe spory doktrynalne, które spowodowały pojawienie się doktryny monoteletyzmu.

          W IV wieku pojawiła się doktryna zwana arianizmem. Doktryna odrzucała dogmat o Trójcy Świętej.  Ariusz twierdził, że Jezus Chrystus jako syn Boży jest poddany Bogu (powołując się na fragmenty J 10,29-30; 1 Kor 15,27), że został stworzony przez Ojca. . Pogląd ten był sprzeczny z wyznawaną przez Kościół doktryną o odwiecznie istniejącej Trójcy.

           Jak zamknąć dyskusję o Jezusie jako Człowieku i Bogu. Odpowiedź można odnaleźć w rozumieniu natury Wszechświata i Boga. Z natury Boga powstał Wszechświat i mimo, że narzędziem  i materiałem stwórczym jest energia, to Wszechświat został w przestrzeni natury Boga. Jak głosi katecheza, Bóg jest w każdej drobinie stworzonego świata. Stąd Bóg ma wiedzę o wszystkim. Energia (materia) jest tylko rzeczywistym potwierdzeniem istnienia Stwórcy. Jezus i każda istniejąca istota składa się z energii i ma w sobie boską przynależność. O Jezusie (o każdym człowieku) można  mówić jako człowieku jako rzeczywistości energetycznej, materialnej i esencji duchowej. Każdy człowiek nosi w sobie cząstkę i naturę Boga.  W ten sposób człowiek uzyskał wieczność w istnieniu. Każdy inny podmiot mimo, że ma podobne paradygmaty, zachuje tylko istnienie w wiecznej energii, która rozpływa się w przestrzeni i czasie. Nie mam wiedzy o eschatologii istot które towarzyszyły człowiekowi w życiu, darząc ich wzajemnością uczuć.

           W powyższym rozumieniu Jezus był prawdziwym Człowiekiem, który dostąpił zaszczytu pełnego wcielenia się w naturę Boga Ojca. Ten przypadek jest zachętą do dążenia przez każdego chcącego do podobnego wcielenia i zjednoczenia z Bogiem.

 

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

niedziela, 15 maja 2022

Pierwszy antypapież

 

          Powrót do historii Kościoła jest próbą zrozumienia całego antourage'u jaki miał miejsce w rozwoju nowej religii chrześcijańskiej. Z dotychczasowych moich wpisów można odczytać, że Kościołowi towarzyszyło ludzkie podejście do doktryny wiary. Z nadgorliwości i innych pobudek chciano osiągnąć wizje Kościoła doskonałego na wzór Kościoła Chrystusowego. Tymczasem, czego dotknie się człowiek, to profanuje i niszczy. Dlatego do dziś pokutuje pogląd, że wiara parafialna jest wręcz infantylna.

          Wierni przyswajają sobie głoszony depozyt wiary nie do końca prawdziwy. Podjąłem więc próbę odnalezienia odpowiedzi, co było tego przyczyną.

          Na przełomie I/II wieku na Stolicę Apostolską powołano Zefiryna (199–217). Niestety, był on niemal analfabetą. Do pomocy kierowaniem Kościołem powołał uwolnionego niewolnika Kalikstyna. Oprócz grzechów na sumieniu miał on smykałkę do interesów i był dobrym organizatorem. Zefiryn uczynił z niego diakona. Po śmierci Zefiryna na biskupa Rzymu powołano właśnie jego, Kalikstyna (217–222). Jego zdolności organizacyjne, temperament, powodowały, że dobrze radził sobie kierowaniem Kościoła. W zasięgu był uczeń Ireneusza, wykształcony, błyskotliwy Hipolit. Nie był on przyjazny nowemu papieżowi. Hipolit założył własne stronnictwo i doprowadził do wyboru jego osoby na biskupa Rzymu. Pojawił się pierwszy antypapież.  Można by sądzić, że człowiek wykształcony, znający teologie i odpowiednie morale będzie wybranemu papieżowi pomagał. Zadziałał instynkt zaborczy, wygórowane własne ego, i okazja do robienia własnej kariery. Po tragicznej śmierci Kaliksta chciano zażegnać schizmę wyborem nowego papieża Urbana (222–230). Następnie powołano Pocjana (230–235).  W  tym czasie prześladowania  chrześcijan doprowadziły do uwięzienia Hipolita i Poncjana w tej samej kopalni. Tam Hipolit pojął marność swojej pychy i abdykował. Poncjan uczynił podobnie. Wkrótce obaj zmarli.

         Gorszące wydarzenia ukazały ludzkie oblicze władzy. Hipolit pisał w języku greckim. Jego dzieła obejmują egzegezy, homilie i apologetykę. Jego dzieła zachowały się w szczątkowej formie i nie można właściwie ocenić jego dorobku literackiego. Był rygorystą w przestrzeganiu zarządzeń dyscyplinarnych. Nie chciał być zbytnio pobłażliwy dla odszczepieńców i wyłączonych którzy popełnili ciężkie grzechy. Występował przeciwko nauce o Trójcy Świętej, głoszonej przez bp. Sabeliusza z Libii i Klemensa. Sprzeciwiał się adopcjanistom przybyłych z Bizancjum. W tym czasie rozpoczęła się szeroka dyskusja na temat idei Trójcy Świętej. Nie wszyscy zgadzali się ze stwierdzenie trzech Osób (Ojciec, Syn i Duch Świety) w jednym Podmiocie Boga.  Sabeliusz, teolog i kapłan, był zwolennikiem modalizmu. Modalizm głosił że Ojciec, Syn i Duch Święty są po prostu odmiennymi przejawami Boga, a nie osobnymi osobami w Bóstwie.  Hipolit tak podsumował nauczanie modalizmu, jako takie w którym imiona "Ojciec", "Syn" i "Duch Święty" nie odnoszą się do rzeczywistych różnic w Bogu, ale raczej są jedynie nazwami opisującymi działanie jednego Boga w różnych okresach historii. Innymi słowy, "Ojciec", "Syn" i "Duch" są jedynie przymiotnikami opisującymi sposób w jaki jedno Bóstwo działa i jest postrzegane. Różnice interpretacyjne są niewielkie.

          Jak wielokrotnie pisałem na ten temat, całe to zamieszanie jest folklorem teologicznym. Aby opanować dyskusję wprowadziłem pojęcie Aktu działającego, które definiuje idee Boga, ujawnia Jego naturę jako Podmiot działający. Jezus w czasie Wywyższenia na krzyżu nabył uprawnienia do tej nazwy. 

          Bóg pozostawił ludzkości kość niezgody. Czemu miało to służyć? Doszukiwanie się w tym sensu może być przedmiotem dalszych poszukiwań.

 

    adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

sobota, 14 maja 2022

Pierwsi Apologeci

 

         Papież Hygin (138–142?) dzięki wykształceniu filozoficznemu dobrze sobie radził z gnostykami (Cerdon, Walentyn). Zorientował się, że chodzi im o przejęcie władzy. Po prostu wykluczył ich ze wspólnoty.

          Następca Pius I (142–155) nie miał wykształcenia, ale kierował się intuicją.  W decyzjach pomógł mu  Apologeta św. Justyn (100–163/167). Zaliczony został on do najstarszych pisarzy starochrześcijańskich. Najwięcej informacji o nim pochodzi z jego własnych pism. Był nawróconym poganinem. Według mojej wiedzy, jego koncepcja Objawienia była błędna, ale dla ówczesnych szafarzy (nadzorcy) wiary był autorytetem.  W swej Apologii bronił wartości chrześcijańskiego dziewictwa. Zajmował się etyką seksualną, w której narzucał wstrzemięźliwość, wypaczając jej naturalność: "Dla chrześcijaństwa cudzołóstwo zaczyna się już wtedy, kiedy się o nim myśli" (Apologia 15,5 sz. cyt s,217–217). Jego światopogląd zderzał się np. z poligamią małżeństwa Jakuba z dwiema siostrami Leą i Rachelą (Rdz 25). Aby wyjść z tej opresji   tłumaczył to zdarzenie figurą profetyczną misji Chrystusa wobec Synagogi.  Według mojego oglądu takie tłumaczenie jest naginaniem literackim. Podobna technika tłumaczenia miała miejsce u wielu Apologetów. Doktryna chrześcijańska stawała się coraz bardziej zawiła, coraz mniej jednoznaczna. Kościół obrastał mitologią. Nie była to już Piotrowa ewangelia prosta i autentyczna.

            Kościół umacniał się, ale przesłanie Prawdy było manipulowane. Pojawiło się wielu obrońców wiary narzucając własne idee. Sugestia zagrożenia istnienia Świata (paruzja) wywołała wielu obrońców zagubionych owieczek. Wszyscy oni chcieli po swojemu zbawiać Świat (Marcjon, Marcellina). Tymczasem wprowadzali chaos w doktrynie wiary.

            Aktywnym i przykładem dla dzisiejszych wiernych był Apologeta Polikarp ze Smyrny (69/82–155/156). Był on uczniem Apostoła Jana. Cieszył się wielkim szacunkiem i autorytetem. Był autorem wielu listów. Zachował się jeden skierowany do wspólnoty chrześcijańskiej w Filippi. Miał wpływ na Ireneusza z Lyonu (140–202). Polikarp nie był uczonym, dlatego doktrynalnie nie namieszał. Z jego pism tchnie pełna entuzjazmu prostota. Okazywał ludziom miłość i serce. W liście do Filippi zachęcał tamtejszych chrześcijan do trwania w wierze, jedności i łasce. Jak pisał: "naśladujcie przykład Pana. Mocno i niezachwiani w wierze, miłujcie braci, kochajcie się wzajemnie, zjednoczeni w prawdzie uprzedzajcie jedni drugich w łagodności Pana, nikim nie pogardzajcie".

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

 

piątek, 13 maja 2022

Początki Kościoła chrześcijańskiego

 

          Mówienie, że nadeszły ciężkie czasy jest błędne. Ciężkie czasy są od zawsze. Też tak było, gdy rodziło się chrześcijaństwo. Po śmierci Jezusa Apostołowie chcieli zagospodarować nowy ruch religijny. Od początku nie było jedności myśli. Zdawałoby się, że przesłanie Jezusa będzie skutkowało powszechną miłością i dobrem. Stało się inaczej. Sam Jezus nie ukrywał: "Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz" (Mt 10,34). I tak się działo. Uczniowie Jezusa różnie odbierali naukę Mistrza. Nie wszystko było zrozumiałe. W 49/50 na słynnym soborze jerozolimskim miały miejsce doktrynalne spory między uczniami. Apostołowie rozjechali się głosić nauki Jezusa. Tam również wystąpiły niesnaski między misjonarzami.

          Apostoł Piotr będąc w Rzymie zarządzał grupką nowych wyznawców. Organizował spotkania modlitewne (agape). Niewątpliwie zarządzał nowym Kościołem (33–67). Później zostanie zaliczony w poczet papieży (nazwa pochodzi z okresu późniejszego).  Drugim "papieżem" został Linus (67–76(?)). Pozostawił po sobie dekret nakrywania głów przez uczestniczące w zgromadzeniach kobiety. Jakkolwiek to się tłumaczy była to pierwsza próba wpływu na wolność osobistą wiernych. Czasy były ponure. W 70 roku Tytus zniszczył Jerozolimę, W 76 roku wybuch Wezuwiusz zniszczył Pompeję i inne miasta. Chrześcijanie byli prześladowani przez Nerona i jego następców. Trzeci papież Anaklet (76–88?) był męczennikiem Zapowiadano koniec Świata. Wierni wobec zagrożeń byli potulni i łatwo dali się podporządkować jakiekolwiek władzy. Następny papież Klemens (88–97?) czuł się już przywódcą chrześcijan i pokazał swój instynkt władzy. Kiedy w Koryncie wybuchły zamieszki, on siłą swojej władzy i autorytetu przywrócił porządek, a winnych ukarał. Uczynił to w sposób  fachowy. Oparł się doktrynie (Starym Testamencie), naukach apostolskich, autorytecie biskupa, znajomości Apostołów (Piotra i Pawła), powiązaniach rodowych i pieniądzach. To wystarczyło, aby utrzymać swą władzę. Klemens był tym papieżem, u którego liczyła się jeszcze wiara. Broniąc jej został zamordowany przez rzymską władzę. Pozostawił po sobie jednak przykład sprawowania władzy. Ten wzór będzie kopiowany przez następców. Mało się wie o następnych papieżach, ale można przypuszczać, że Kościół rósł w siłę i bogacił się. Wierni z perspektywą rychłego końca świata oddawali Kościołowi swoje bogactwa. Za papieża Sotera (166–174? ) Kościół stał się na tyle bogaty, że wspierał finansowo ubogich.

          Na drodze rozwoju Kościoła stanęły liczne sekty  i spory doktrynalne. Słowa Jezusa o mieczu zaczęły się ziszczać. Brak zrozumienia nauki Chrystusa, fałszywe odczyty w swoich sumieniach, własne interesy powodowały, że zaczęto głosić własne przekonania religijne. Powstał pewien chaos doktrynalny. W koncepcji boskiej rozpoczęła się walka o Prawdę. Nauka Jezusa była prowokacją do wysiłku poszukiwania Boga i Prawdy. Zapewne Bóg chciał, aby wiara była wręcz wykuwana w ludzkich sumieniach. Myślę, że nie była istotna sama doktryna, ale podejmowana droga do Boga.  

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

czwartek, 12 maja 2022

Prawdę można odczytać tylko w sobie

 

          Prawie od 40 lat zajmuję się teologią. Zrozumiałem, że nie przekroczę poznania istoty Boga, ale poznam o co chodzi Stwórcy. Wyniki moich poszukiwań mnie samego zaskoczyły. Historia żydowsko-chrześcijańska ujawniła mi, że sens życia nie jest zapisany w świętych księgach, ale w sercu każdego człowieka. Religie są zaczynem poszukiwań, a Prawdę można odczytać tylko w sobie. Na potrzebę zrozumienia dobrze jest poznać prawa przyrody. To w przyrodzie i w rzeczywistości Bóg zapisał ślady (dowody) swoich koncepcji. W sercu zapisuje się ich świadomość. W sercu rodzi się szczególna relacja z Bogiem. Może rodzić się miłość i uwielbienie. Ważne jest przeświadczenie, że życie ma sens. Zrozumienie uczucia miłości procentuje w umiłowaniu nie tylko Boga ale wszystko co Bóg stworzył. W tym jest miejsce na miłość własną. Kochać siebie to akceptacja swego ego, swojego ciała, wyglądu, talentów. Jak ktoś napisał, nie można kochać kogoś, jak się nie kochać samego siebie. Odrzucam narcyzm i samouwielbienie. Pozostawiam akceptację siebie. W sobie można odnaleźć wielu. Tym samym można pokochać również nieudaczników. Oni też są dziećmi Bożymi. Ich życie również ma sens. Jeżeli do głowy nie przychodzi żaden pomysł na swoje życie, to pozostaje czynić dobro wokół siebie. Można czynionym dobrem wypełnić całe swoje życie. Należy pamiętać, jak życie daje życie, tak dobro czyni dobro. Ten funkcjonał rozchodzi się i jest czynnikiem twórczym. Dobro jest potrzebne do ewolucyjnej przemiany Świata. Nie należy tracić czasu na rzeczy nieistotne, w tym ubolewanie nad swoją bezradnością. Należy podążać tylko do przodu, pozostawiając za sobą niepowodzenia. One służą tylko jako element edukacyjny, do dalszej drogi. Bóg jest istotą stale działającą. Człowiek ze względu na podobieństwo do Boga musi podążać na Nim.

          Tą prawdą żyją obecni Ukraińcy. Giną, ale stale walczą o swoje państwo i swoją narodowość. Im bardziej ich poznaję tym bardziej ich szanuję. W przyszłości będą nazywani Wielkim, Niezłomnym Narodem. Już teraz są przykładem dla całego Świata. 

 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949