Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 31 grudnia 2017

Widać tu zamysł Stwórcy


          Pisząc, muszę wystrzegać się, aby emocje ducha nie wpływały na treść. To co przekazuję dotyczy Prawd ostatecznych i nadprzyrodzonych i nie ma w nich miejsca na emocje (w sensie Prawdy).  Ubóstwo ciągnie w swoją stronę i mogłoby kierować w stronę użalania się. To byłaby fałszywa droga. Świat jest zbyt cudowny i piękny, aby opisywać go przez tandetne okulary. Zastanawiam się, co jest najbardziej wartościowe w moim filozoteizmie? Wydaje mi się, że jest kilka myśli, które zasługują na uwagę.
          Zasady logiki doprowadziły mnie do tezy. Istnienie Boga jest z punktu logiki zasadne każdy skutek ma swoją przyczynę. Bóg jest ideą bezwzględnie potrzebną i logiczną koniecznością istnienia świata. Dla wierzących będzie ona przedmiotem wiary, dla ateistów hipotezą tłumaczącą. "Bogu przysługuje istnienie konieczne, pozostałym bytom tylko możliwe (Awicenna, 980–1037)". Wiara w Boga zamienia się w wiedzę o Nim. Słowa Boga wypowiedziane z krzaku gorejącego (Wj 13,14) uświadomiły mi, że może istnieć Ktoś, samym istnieniem bez obciążenia substancjalnego. To stwierdzenie i najnowsze badania fizyki sprawiły, że świat jest bardziej dynamiczny niż materialny. To skutkowało poglądem o naturze Świata. Bóg stwarzając Świat, swoją wolą, nie wprowadził do niego niczego oprócz swojej mocy w postaci energii. Wszystko co zmysłowe powstało wtórnie z energii. Energia jest zatem pochodzenia nadprzyrodzonego. Cząstki materii są w gruncie rzeczy kłębkami energetycznymi. Ponieważ sama energia nie ma wizualnej postaci, Świat jest całkowicie przeźroczysty. Można powiedzieć, ze jest zamysłem, który jest odczuwalny, ludzkim wyobrażeniem (Arthur Schopenchauer, 1788 – 1860). Wszystko dzieje się w przestrzeni doznań, emocji i ducha. To co jest widoczne, stworzone jest dla konkretnych istnień i dla jednej boskiej koncepcji. Naukowcy doszli do umiejętności stwarzania świata wirtualnego. Nigdy go jednak nie ożywią. Świat wykreowany  tylko wirtualnie nie ma sensu, bo nie można go doświadczać.  W tym podziw dla Stwórcy. Na tle boskiego stworzenia wyłania się człowiek, byt niemal doskonały, prawdziwy boski dziedzic, posiadający zdolność tworzenia rzeczy niezwykłych. Człowiek dubluje boskie przymioty.  Widać, tu zamysł Stwórcy. Trzeba zgodzić się z PŚ, że człowiek jest stworzony na podobieństwo Boże (Rdz).
          Ostatnie moje opracowania na temat ludzkiej duszy w perspektywie świata dynamicznego, stanowią o konstrukcji Świat stworzonego. Wiedza o świecie ogranicza się do istoty Świata. Co nie mieści się w tym oglądzie jest fałszywe.
          Z drugiej strony ludzie potrzebują złudzeń. Obecna katecheza dostarcza "obrazy", które stają się dla ludzi bliskie. Tylko nieliczni mogą trwać przed Bogiem bez żadnych skojarzeń wizualnych. Dlatego ludzie przywiązują wagę do rzeczy drugorzędnych. Dochodzi do paradoksów. Bardziej kocha się Matkę Bożą niż samego Chrystusa. Sekretarz Episkopatu mówi: Rok 2017 przeżywaliśmy „pod płaszczem Maryi”. Powołuje się Maryję na Królową, a Boga dyskretnie przesuwa się na dalszy plan. Wprowadza się euforyczne pojęcia jak Niepokalanie Poczęta, anioły stróże, demony, które mają za zadanie zaintrygować i pobudzić wyobraźnię. W jakiej mierze chrześcijaństwo przyczyniło się do pomniejszania roli Stwórcy. Ludzie wolą modlić się do anioła stróża, niż zwracać się bezpośrednio do Boga Ojca. Spowiadają się ludziom, zamiast Bogu. Ludzi ogarnia zwątpienie, czy im Bóg jest w stanie im pomóc. Trójca Święta daje możliwość gloryfikacji różnych Osób. Nagminnie eksploatuje się Ducha Świętego. A On jest tylko obrazem Aktu działającego (czyt. Boga działającego).
          Stare pokolenie jest już na pozycji straconej, ale młodzież zmieni swoje podejście do religii. Przewiduję, że nastąpi kiedyś jedna wykładnia wiary (jedna owczarnia), która może zamienić się w wiedzę o Stwórcy i Jego dziele.
          Moje prace widzę w tej dalekiej perspektywie. Wszystko na chwałę, Tego który Jest, który Jest.

sobota, 30 grudnia 2017

Bo to nic nie kosztuje


         Doświadczenia trzech ostatnich miesięcy roku 2017 napisało inny scenariusz niż był planowany. Z człowieka na emeryturze, dorabiającego prowadzoną działalnością zawodową, cieszącego się rodziną i życiem, stałem się bankrutem.  Dzięki hojności tych, którym serce podpowiedziało "pomóż" kończę rok nie zalegając z żadną ratą. Nowe problemy zaczną się z nowym rokiem. Gdyby jedno zadłużenie skończyło się, to póki serce i oczy wytrzymają, będę wypłacalny. Konsolidacja nie wchodzi w grę ze względu na wymyślne zasady bankowe.

          Oprócz kłopotów spotkała mnie przyjemność ze strony mojej czytelniczki moich blogów. Napisała: "Chciałam Panu bardzo podziękować za udostępnienie swoich przemyśleń, poglądów. Dla mnie są one inspiracją do próby przemyśleń na temat Boga, chrześcijaństwa ... Pański blog pozwolił mi nie utracić wiary i  bardzo Panu za to dziękuję" (Danuta T.). I myślę sobie, czy moja działalność pisarska ma sens?  Wydane książki nie zwróciły kosztów. Jak mi przekazano: książki filozoficzno - teologiczne nie są czytane i kupowane. Nie ten czas. Jeżeli tak, to skąd bierze się liczba wywoływania moich dwóch blogów, która waha się średnio ok. 150 dziennie? Ktoś powie: bo to nie kosztuje.

         Snuję myśl. Udostępniłem ponad dwa tysiące postów. Gdyby ktoś by mi je zlecił, to za każdy można by zarobić ok. 100 zł. To daje ok. 250 tys, zł. Jak bardzo by mi się zmniejszyły obecne problemy finansowe. Świadomość podpowiada. "Nie dla za zarobku podjąłeś się pisarstwa!". I słusznie, ale trzeba sobie czasem samemu poprawiać humor.

        Nie tracę nadziei, że podołam. Nieliczni życzliwy pomogą. Niektórzy dali świadectwo o sobie. Ich strata.

         Nadzieja umacnia. Seneka (4 przed Chr – 65) kiedyś powiedział: "najbardziej  doświadcza się najlepszych żołnierzy". I z tą optymistyczną sentencją żegnam się dzisiaj serdecznie.

         
Moja stopka poczty zawiera informację:
Paweł Porębski
ul. Zacisze 7 B
25-027 Kielce
adres e-mail: p.porebski@onet.pl
Prywatne konto bankowe
13102026290000950200272633

piątek, 29 grudnia 2017

Krytyka Abp Jędraszewskiego


            Abp Jędraszewski mówi: nie jestem kapelanem ani "dobrej zmiany", ani PiS-u. Słowa te mogłyby mnie ucieszyć gdyby nie dalsze jego słowa o zakazie  aktywności ks. Adama Bonieckiego: W moim przekonaniu była to słuszna decyzja i w pełni podzielam rację przełożonych ks. Bonieckiego, którzy podjęli taki trudny krok. Odczytuje ją jako bardzo jasną odpowiedź na jego postawy, które znacznie odbiegały od tego, co jest doktryną Kościoła katolickiego. Na temat aborcji reprezentuje klasyczny pogląd poprzedników: kard. Augusta Hlonda, prymasa Stefana Wyszyńskiego, czy papieża Jana Pawła II. Aborcja sama w sobie jest złem, ale brakuje prawdziwej wykładni tego zjawiska na tle całego Bożego stworzenia. Abp trzyma się kurczowo poglądu jednostronnego wręcz katechetycznego. Nie dostrzega złożoności zjawiska na tle natury duchowej, dynamicznego obrazu świata, braku substytutu materii, dynamicznego pojęcia duszy ludzkiej, czyli przynależności do Boga.
          Słowa arcybiskupa: "Dzisiaj dochodzimy do momentu, kiedy musimy opowiedzieć się, czy chcemy wolnej i niezależnej Polski, czy też chcemy być klientami innych mocarstw, tak jak to było w XVIII wieku. Tu jest ten spór najbardziej istotny, jeśli chodzi o Polskę. Nikomu w Europie nie zależy na silnej Polsce" są przykładem niezrozumienia pojednania między narodami, niezrozumienia idei unijnej. Jego pogląd jest zaściankowy wynikający z polskich kompleksów.
          Jeżeli abp pisze o trudnościach w rozmowach z "Tygodnikiem Powszechnym", czy ze "Znakiem" to wynika to z jego zachowawczości i blokady na co inne, nowe, współczesne. Abp reprezentuje Kościół, który już dawno nie ma racji bytu wobec nowych wyznań, jakie niesie życie. Jego stanowisko dla Polskiego katolicyzmu jest porażką. Wstrzymuje nowego ducha odnowy, aggiornamento. Jest godnym następcą poprzednika, który pozostawił zarzewie kłótni w sprawie niefortunnego i bezzasadnego pochówku na Wawelu.  Obecne czasy są trudne dla Kościoła. Nie należy stawiać opór nowemu, ale gasić napięcia (por. Józef Tischner). Do tego należy posługiwać się nową filozofią i nowym oglądem Świata. Bóg "przymknie oko" na ludzkie błędy, jak czyni to od tysięcy lat.

czwartek, 28 grudnia 2017

Zbliżamy się do 2018 roku


          Każdy dzień przybliża nas do nowego, czystego, niczym nie zabrudzonego okresu. Od nas zależy jak wypełnimy tą carte blanche. Z pewnością mamy marzenia. Życzymy sobie i najbliższym, przede wszystkim, zdrowia. Mamy nadzieję, że coś się fajnego wydarzy i los się nasz odmieni. Z tą nadzieją wkroczymy w Nowy Rok 2018. Sukcesy nasze w dużej mierze zależą od nas samych. Szczęściu i powodzeniu należy jednak pomóc. Nawet Bogu trzeba ułatwić w czynieniu dobra. Musimy poddać się Jego jurysdykcji i wychodzić Bogu na przeciw. Słowem, musimy się zgodzić na "posadę" anioła. Kogo stać, może zostać Jego rycerzem. Rycerz, to ten który podejmuje walkę o dobre idee, to ten kto broni majestatu boskiego, to ten który przeciwstawia się złu, a propaguje dobro. Obowiązkiem każdego chrześcijanina jest bronić swojego Kościoła, nawet wtedy gdy sam błądzi, lub niedomaga. Historia przypomina wspaniałe postacie już nie żyjące ale i obecnych kapłanów, którzy rozumieją swoją rolę w Kościele. Oni zachowują przede wszystkim odwagę przeciwstawiając się hierarchii własnego Kościoła. Mogę tu wspomnieć o biskupie Tadeuszu Pieronku. Jego mowa jest na wzór tak, tak, nie, nie i nie ma w tym fałszu. Podobnie czynił ks. Józef Tischner. Ks. Adam Boniecki nie raz narażał się swojej władzy głosząc teksty niepopularne. Do odważnych kapłanów zaliczam ks. Jacka Krzemienia, Stanisław Walczaka, który osobiście mnie zawiódł. Bliska sercu jest mi siostra Małgorzata Chmielewska, z którą chciałbym się zaprzyjaźnić. Wymienieni rozumieją co to jest Prawda i prawda. Całym sercem jest mi bliski obecny papież Franciszek. Oni stanowią dźwigary naszego Kościoła.

         Rząd polski zniszczył polską demokrację. Uczyńmy wszystko, żeby nasz Kościół wyszedł ze swego marazmu. Jak powiedział bp. T.Pieronek: a co nam zostało. Nie gódźmy się na zło, dobro popierajmy i wprowadzajmy je w życie.

         Ja sobie życzę, oprócz zdrowia, aby się spełniły moje oczekiwania i znalazł się ktoś, kto skomentuje rzeczowo mój filozoteizm który propaguję już od 9 lat. Może błądzę, ale nie ja mam to oceniać. Mojego stanowiska będę bronił, bo jest mi bliskie. Wszystko w sposób rzeczowy i bez emocji.

Mój e-mail: p.porebski@onet.pl

środa, 27 grudnia 2017

I po świętach


         Wczoraj odwiedziłem moją 95 letnią mamę. Od pewnego czasu wróciła do kondycji umysłowej. Zadawała mi wiele pytań. Musiałem opowiadać jej o astronautyce, Gagarinie i podbojach kosmosu. Była żądna wiedzy. Zrozumiałem moją miłość do wiedzy. To geny, które mam po matce. Wśród pytań trafiły się te trudniejsze. Spytała o sens cierpienia. Widać ten temat jest dla niej najważniejszy. Tym tematem zajmował się między innymi nasz papież Jan Paweł II. Mimo, że przekazał nam wiele cennych informacji o cierpieniu nie do końca mnie usatysfakcjonował. Musiałem i ja się zmierzyć z tym trudnym tematem. Nie można dać dobrej odpowiedzi nie poruszając zagadnienia dobra.
         Stanąłem przed nie lada problemem. Jak trudne rzeczy przedstawić staruszce, nie wyłuszczając całej teorii nie–bytu, substancji i przypadłości? W moim obrazie dynamicznego świata używam pojęcia funkcjonału, które w swojej naturze jest dynamiczne, nie ma podłoża bytowego. Aby pojęcie było zrozumiałe użyłem obrazu wizualnego i przyrównałem funkcjonał dobra do mgiełki która ma zdolność rozchodzenia się i czynienie kolejnego dobra. Mgiełka ta po drodze może wygaszać zło. Funkcjonał dobra jest podstawowym budulcem świata. Potrzebny jest do podtrzymywania istnienia Świata. Bóg oczekuje od ludzi wsparcia. Dobro mogą generować ludzie przez swoje dobre uczynki. Przykładem jest Ofiara Jezusa Chrystusa, który swoim cierpieniem wygenerował tyle dobra, że starcza na Odkupienie ludzkiej grzeszności. Tym stwierdzeniem powiązałem cierpienie z dobrem. Mama przyjęła argumentację ze zrozumieniem. Cierpienie samo w sobie jest złem, dedykowane staje się dobrem. Ludzie są dziećmi bożymi, a więc są dziedzicami. Na swoich barkach mogą dźwigać ciężar współtworzenia Świata. Bóg, który sam może temu zaradzić oczekuje działania człowieka, bo generowane dobro łączy się z Miłością, a Miłość jest głównym motorem istnienia Świata. Matula swoje cierpienie starcze zaakceptowała. Zanurzyła się w zadumie i zasnęła w modlitewnym uniesieniu.

wtorek, 26 grudnia 2017

Drugi Dzień Świąt Bożego Narodzenia


          Drugi Dzień Świąt Bożego Narodzenia obchodzony na pamiątkę św. Szczepana, pierwszego męczennika za wiarę chrześcijańską. To dzień odpoczynku, a zarazem refleksji na przyszłe dni. Za kilka dni Nowy Rok. Żegnamy również Stary. Niektórzy przeżywają ulgę. Mija rok z kosą (z siódemką). Z mojej perspektywy odeszło za wiele wspaniałych postaci. Sam umknąłem śmierci. Bóg zgotował dla mnie nowe doświadczenia. Nie chcę przyrównywać się do Hioba, ale doświadczam jego scenariusz. Nie tylko straciłem zdrowie, ale wpadłem w spiralę bankową. Skutki nieodpowiedzialnych decyzji będą mieć reperkusję przez następne lata. Czy serce moje wytrzyma obciążenie? Jestem mimo wszystko dobrej myśli. Bóg nie po to mnie doświadcza, żeby mnie zabrać do siebie. Człowiek może znieść bardzo dużo  cierpień. Pokazał to na swoim przykładzie Jezus. Gdybym stracił nadzieję byłbym mięczakiem i niegodną istotą zwaną człowiekiem. Stan hiobowy zaznaczony jest niewytłumaczalną godnością. Upaść tak nisko, a zostać do końca człowiekiem. Inaczej się o tym pisze z perspektywy życiowej prosperity, a inaczej, jak się w tym tkwi i dotyka się trudów i kłopotów. Człowiek ma okazję pokazać swoją prawdziwą twarz. Wszystko od Boga dzierżawimy, i tak na prawdę nic nie jest nasze, oprócz ludzkiej godności. Można wszystko stracić, ale godność trzeba chronić i zachować. Nowe doświadczenia uczą i dają okazję poznania ludzkiej dobroci. Poznajemy również ludzi zagubionych, którzy cieszą się z mojego majętnego upadku. Jak mówią, używając dziecinnego i infantylnego języka "Bozia go skarała". Nie rozumieją, że Bóg obdarowując mnie doświadczeniem okazuje mi swoją Miłość. W końcu co ja tracę? Przez cukrzycę nie mogę jeść frykasów, oczy nie pozwalają rozbijać się po świecie. Chore serce wstrzymuje pośpiech, który w rezultacie zabija. Komfort i majętność bardzo absorbuje i daje ciągły lęk i troskę utrzymania standardu życia. Boli to że zawodzę tych, którzy mi zaufali, ale ja mam chęć wszystko spłacić. Te 650 tys. zł  zadłużenia to pikuś względem tych, którzy niedomagają zdrowotnie.  Jest tyle nieszczęść na Ziemi. Nie mogę myśleć o małych syryjskich dzieciach. One giną w niczym nie zawiniając. Polskie władze odmówiły im schronienia. To największa podłość na jaką stać ówczesną władzę.
Polska tradycja ma inne wspomnienia. Polacy byli zawsze gościnni i tolerancyjni. To wszystko bardzo boli.
         Bóg wynagrodził ufność Hioba. Ja też mam nadzieję, że los mój się odmieni. I z tą nadzieją żegnam się dzisiaj z Wami.

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Boże Narodzenie


         Kolędy wyśpiewują najważniejsze elementy wiary chrześcijańskiej. Kolęda Bóg się rodzi zapowiada narodzenie Boga w Trójcy Świętej. Jak wielokrotnie pisałem ten element religijny trzeba rozumieć w kontekście wypracowanej koncepcji troistości Boga. Gdybym nie wprowadził pojęcia Aktu działającego, to bym miał poważne problemy ze zrozumieniem tego zagadnienia. Dalej twierdzę, że Trójca Święta jest zbyteczna w wierze w Boga, Jedynego Stwórcy Świata. Nigdy nie spotkałem się z logicznym i przekonywującym dowodem na konieczność istnienia Trójcy Świętej. Moja doktryna religijna jest prosta. Bóg jest jedynym sprawcą Świata. Jezus Chrystus jest Człowiekiem, który został wywyższony do rangi Aktu działającego, czyli Istoty, który ma te same prerogatywy co Bóg Ojciec. Został wywyższony przez ludzi podczas śmierci na krzyżu, a Bóg Go zaakceptował, a Jego ofiarę Odkupieńczą uczynił skuteczną. Można zadać pytanie. Skąd o tym wiemy? Bóg w sposób zmysłowy nie wypowiedział się na ten temat. Koncepcja ta zrodziła się w umysłach twórców chrześcijaństwa. Doktryna chrześcijańska oparła została na wierzeniach religii pokrewnych. Duży wpływ na nią miał gnostycyzm panujący w okresie działalności Jezusa, jak również filozofia grecka. Człowiek stworzył to czego sam oczekiwał. Główne przesłanie o religii Objawionej nie wytrzymuje rozumowej krytyki. Bóg, który stworzył Świat pozostał na "służbie" człowieka. Na tym polega Jego wielka miłość do istoty ludzkiej. Jego rolą jest stałe podtrzymywanie Świata w jego istnieniu i takie dyskretne kierowanie zdarzeniami, które by nie niszczyły wolności człowieka, największego daru jakie otrzymała istota stworzona.  Bóg stale znosi fanaberie ludzkie. Pozwala realizować niezwykłe ludzkie pomysły, idee. Czeka sam  na ludzką doskonałość. Celem jest umiejętność miłowania, jak Bóg może miłować. Życie ludzkie dopiero się rozpoczyna, choć trwa już tysiące lat. Dla Boga to chwila. Przyjdzie czas, że ludzkość spełni Jego oczekiwania.  Dalszy los ludzki jest za parawanem bożej tajemnicy. Jeżeli tego wszystkiego nie rozumiemy to zaufajmy Bogu.

           Dzisiaj cieszmy się narodzeniem Jezusa. Człowieka, który podjął się trudu realizowania bożego zamysłu. Istoty, którą ludzkość wyniosła na wyżyny Aktu działającego, czyli Boga.  Jeżeli sami Go wybraliśmy, to Jemu oddawajmy cześć i chwałę. On jest naszym Królem wybranym. Bóg wybaczy nam ludzką śmiałość, bo ona jest sama w sobie dobra, a to co dobre, od samego Boga pochodzi.

niedziela, 24 grudnia 2017

Wigilia Bożego Narodzenia


           Tradycyjnie siadamy do wigilijnego stołu. Przeważnie kiszki nam grają z przymusowego postu przedwigilijnego. Przeważnie w duchu mamy pretensję, że tak długo musieliśmy czekać. Gospodyni nie mogłaby się pospieszyć!? Stop. Za czym zaczynamy obiadować życzenia. Buzi, buzi, nieskładne słowa, byle szybciej, barszcz stygnie. Jeszcze życzenia dla cioci, babci i Bóg raczy wiedzieć komu się należy. Pierwszy kęs – jakie to dobre i pyszne. Mama postarała się. Barszczyk, rybka i czujemy się już syci, a tu jeszcze na stole następna potrawa. Przeżuwając w jamie ustnej kolejne potrawy szybko zapominamy, że uroczystość ta obchodzona jest z racji narodzin Pana. Jego historia blednie wobec wspaniałości smakowych. Teraz wyciągamy prezenty z pod choinki. Nie do końca jest zainteresowanie  prezentami innych uczestników. Liczy się mój. Reakcje bywają różne.  Teraz kolędy, ale nie wszyscy mają na to siły. Bywa, że nikt nie ma głosu, albo go stracił. Na ratunek przychodzą media. Kolędy z płyt ,  radio, telewizja. W telewizji coś się dzieje – warto popatrzyć. I tak świąteczna wigilia zamienia się w zwykły dzień, kolację, spotkanie rodzinne. Podejmujemy sprawy dnia codziennego. Rozmowa zamienia się w owocną dyskusję. Uroczysta aura Bożego Narodzenia szybko się oddala. Zmęczenie każe nam pójść spać. Pasterka nie zając nie ucieknie. Może w przyszłym roku.

        Powyższy scenariusz jest statystycznie możliwy, ale piszę o nim jako przestrodze. Nie tak ma wyglądać ten wieczór. A jak?

        Nie odpowiem, bo każdy cieszy się inaczej i ma różne potrzeby. Wspomnę tylko, że mimo wszystko, podczas tego galimatiasu trzeba mieć w sercu Tego najważniejszego Bohatera dnia – Jezusa Chrystusa.

         Z własnego doświadczenia wiem, ze wystarczy w sercu, przez chwilkę, o Nim wspomnieć, przypomnieć Jego imię, westchnąć, nie wspomnę o modlitwie i już dzieciątko poruszyło się w łonie Matki: "Bo skoro tylko usłyszałam twoje pozdrowienie, dziecko poruszyło się z radości w moim łonie" (Łk 1,44). Takie chwilowe trwanie przed Nim daje niesamowite owoce. Dlaczego? Bo jest szczere, otwarte i nie jest intelektualnie wydumane. Piękno w prostocie ducha.

sobota, 23 grudnia 2017

Przeddzień wigilii Bożego Narodzenia


          Święto Bożego Narodzenia jest tak głęboko zakorzenione w polskim społeczeństwie, że nie mam odwagi w przededniu święta pisać teksty krytyczne i teologicznie przeintelektualizowane. Sam poddaje się urokowi świąt, które przez wieki narosły ozdobnikami, mitami i tradycją. Dawniej karp na stole wigilijnym nie był tak oczekiwany jak jest dzisiaj. Choinki wzięto z tradycji niemieckiej. Przez lata upiększano to święto, bo kojarzone one było zawsze z radosną nowiną, nadzieją i optymizmem. Śpiewamy w kolędzie "Bóg się rodzi". Nie ma piękniejszego aktu strzelistego.

          Bóg zawsze kojarzony jest z Istotą Opatrznościową. To Ojciec i Przyjaciel każdego. Chorzy i biedni mają nadzieję, że ich los się poprawi. Każdy ma własne plany i liczy, aby się one ziściły. W tym Dniu darowane są wzajemne animozje. Wracają dobre relacje. Miłość jest wizytówką świąteczną.

          I ja, krytyk z bożej łaski, ulegam nastrojowi świątecznemu i będę śpiewał i grał na domowych instrumentach piękne kolędy. Będę duszą odbierał boże sygnały. Umysł pozostawię w odpoczynku. Do przeżywania duchowego nie  jest koniecznie potrzebny. 

           Wszystkim ludziom dobrej woli składam najserdeczniejsze życzenia zdrowia, pogody ducha i optymizmu na przyszłość. Swoje troski zawierzajcie narodzonemu Bogu. On uniesie je do Ojca Niebieskiego. Przed nami jest zawsze czysta karta życia. On nas zależy czym ją wypełnimy.

wtorek, 19 grudnia 2017

Hipokryzja władzy


            Obecna władza troszcząc się o okaleczone płody, gdy urosną z nich kalecy pozbawia ich praw wyborczych. Głosząc dobrą zmianę, jednocześnie rujnują polską demokrację. Wyznając publicznie kult chrześcijański na każdym kroku obrażają Boga. Słowa pełne patosu naszego prezydenta nie mają się nijak do działań, które czyni. To pierwsze z brzegu przykłady  państwowej hipokryzji.
             Kogo uszczęśliwia serdeczność Jarosława Kaczyńskiego, za którą kryje się nienawiść do normalności. Jego nieuporządkowane życie w wymiarze ogólnych ludzkich spraw zakrywa swoją obłudą i nienawiścią.
             Jak słaba jest demokracja, która nie może w porę usunąć zagrożenia.  18 % Polaków głosowało na tę ohydę i ten niewielki procent pozwolił na taką degradację państwa. Za tym stoją konkretni ludzie? Co się w ich umysłach roi. Ślepi nieudacznicy pozbawieni honoru. Służą złej sprawie. Na wszystko mają gotową odpowiedź, jakby była im przykazana. Rzeczywistość jest przeinaczana, zniekształcana. Normy moralne naginane są dla własnych interesów. Upychanie własnych kieszeni, zajmowanie intrantnych stanowisk stało się ich celem.
              Waldemar Skrzypczak zwolniony z Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w Zielonce mówił tak: Rzecznik MON (Misiewicz) nie jest osobą uprawnioną do przyjmowania meldunków i występowania w roli ministra. – Nie ma mojej zgody na takie zachowanie. Bronię godności munduru i żołnierza polskiego. Nie może być tak, że żołnierze są zmuszani do oddawania honorów - tę kwestię regulują wojskowe przepisy – tłumaczył. Nieliczni, odważni mają odwagę sprzeciwiać się złu. Szkoda, ze ich jest tak mało.
               Obywatele, którzy manifestują przed państwowymi organami władzy są dla mnie bohaterami. Kto wie, czy im będziemy zawdzięczać normalność, która w końcu do nas zawita.
              Przed Bożym Narodzeniem składam życzenia wszystkim Polaków dobrej woli. Sprzeciwiajcie się złu na każdym kroku. Pokażmy Bogu, że w gruncie rzeczy Polska jest wśród narodu, a nie przypadkowej władzy. Dzieląc się opłatkiem pokazujmy sobie solidarność i wzajemnie się wspierajmy. Bogu trzeba dziękować, że nas doświadcza, ale nie pozbawia nas swojej Opatrzności. Musimy pokazać Bogu po której stronie stoimy.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Nie mam nic wspólnego z New Age


         Trzeba zastanowić się w się w co się wierzy i o czym wiara stanowi. Dla mnie wiara przeszła w wiedzę. Pozostały tylko niektóry elementy, które wymagają wiary. Np. czy Wywyższenie Jezusa było aktem określonym przez ludzi? Czy był to akt samego Boga. Wierzę w jedno i drugie. Ludzki akt został zaakceptowany przez Boga i nadał temu skuteczność odkupieńczą. Tajemnicą zostanie, czy pierwotnie był to zamysł Boga, czy samodzielna decyzja samego Chrystusa. Lepiej się czuję wierząc, że to Jezus samodzielnie podjął taką decyzję, a że ona sama w sobie była dobra, to siłą rzeczy, Bóg musiał brać w tym udział.
          Trzeba pamiętać, że wiara jest nie tylko aktem woli uznająca istnienie Boga. To przepis na życie, wędrówka i podążanie do Boga. Liczą się dobre uczynki i relacja do innych. W tym zakresie Kościół odnosi sukcesy i dobrze spełnia swoje powołanie. Depozyt moralności jest niezmienny. Zło zawsze pozostanie złem, a dobro dobrym. Można tu doszukiwać się jedynie niuansów, które przynosi życie i współczesność. Nowe zdarzenia (np. loty kosmiczne, lądowanie na księżycu) wymagają nowych reguł. Trzeba Kościołowi w tym pomóc. Moja propozycja darmowych wykładów w seminarium kieleckim z dziedziny współczesnej fizyki nie została przyjęta. Muszę się zmagać z ciągłym poczuciem odrzucenia. Zniechęcenie jest bliskie. Ilość czytających moje wykłady przekracza dziennie ponad 140 osób. Dla nich warto dalej pracować.
         Spotykam się często z opinią: nie ze wszystkim się zgadzam. To są ogólniki. Miejcie odwagę zająć własne stanowiska. Konfrontacja jest twórcza. Jeżeli błądzę, to chciałbym o tym wiedzieć. Oczekuję, że krytyka będzie podparta argumentacją logiczną. Krytykę ogólnikową z gruntu odrzucam, bo nic z niej nie wynika.
         Spotkałem się z opinią, że uprawiam coś w rodzaju New Age. To zupełne nieporozumienie. Ruch New Age ma astrologiczny rodowód. Pełno w nim ezoteryzmów, strachu i magi. W moich opracowaniach odrzucam gnostycyzm i wszelkie przejawy tajemniczości. Propaguję zdroworozsądkowe podejście do wiary, choć nie zaprzeczam, że nie dane nam zajrzeć za parawan tajemniczości świata nadprzyrodzonego, istoty Boga i natury duchowej. Być może, niektóre moje tezy są szokujące, ale wielu, którzy poszukują jak ja, zastanawia się, jak to możliwe, że wcześniej nie byli tego świadomi. Propaguję wiedzę, która pochodzi z wielu źródeł i z  własnych przemyśleń. Łączę różne informacje, analizy, słowa. Wszystko ujmuję w sposób zdroworozsądkowy mając na uwadze, że  przed ludzkością stoi parawan, za który nie powinno się zaglądać. Zresztą zaglądanie nic nie da, bo człowiek nie jest przygotowany na mądrość bożą. Może kiedyś Bóg dopuści więcej do swoich tajemnic. Pozostaje nam mieć taką nadzieję.

niedziela, 17 grudnia 2017

Mówili, a ja ich rozumiałem


          Z bólem serca przyznaję, że Przekaz Magisterium Kościoła jest coraz mniej wiarygodny. Stąd młodzież masowo odchodzi od niego. Paradoksem jest, że instytucja, której zadaniem jest wskrzeszanie wiary, utrwalanie, przechowywanie i przesyłanie depozytu wiary staje się powodem jej anihilacji. Powodem jest stworzenie własnych klamr ograniczających jej rozkwit.  Sama doktryna wiary zamknęła się w kokonie stagnacji. Nic nie można w niej zmienić, ulepszyć, czy uaktualnić. Jej konstrukcja została ustalona przed dwoma tysiącami lat i tak pozostaje do dnia dzisiejszego. Jak w każdym układzie odosobnionym następują przecieki, tak i w doktrynie takie zjawiska maja miejsce. Przykładem jest zmiana stanowiska obecnego papieża w wielu sprawach doktrynalnych. Będzie on musiał za to z pewnością drogo zapłacić, ale w świat poszedł przekaz, że zmiany są możliwe. Stanowisko polskich kapłanów sprzeciwia się nowej postawie papieża, ale tym samym dają świadectwo o sobie.

Jan Paweł II był ostatnim papieżem propagujący owoc wypracowanej teologii. Wycisnął z niej wszystko co się dało z niej  wycisnąć. Był wielkim syntyzatorem dotychczasowej wiedzy, ale świat poszedł gwałtownie naprzód. Dzisiaj nie wszystko wiemy, ale mamy świadomość, że jest ni tak, jak mówiono.

To też jest wiedza.

          Moje wieloletnie prace wskazują, że nowe jest ukryte w starym. Wiele nowych myśli wypłynęło z lektury Pisma Świętego.  Trzeba było jedynie innego

podejścia do Objawienia Bożego. Przyznaję, że właśnie tego nauczyłem się podczas studiowania teologii w seminarium. Wykładowcy nie zdawali sobie sprawę, że mówią do mnie zrozumiale, ale i odkrywczo. Można by przywołać Ducha Świętego, który czuwał nad tym, że inaczej rozumiałem ich przekaz. Powołam się również na scenę przemawiających Apostołów, którzy byli rozumiani przez słuchaczy różnych narodowości (glosolalia, ksenolalia). Ten fenomen jest znany w historii Kościoła.  W ich słowach doszukiwałem się tych perełek wiedzy, które im wypływały z ust, jakby niechcąco. Mądrych myśli można odszukać w wielu zwyczajnych wypowiedziach. Nie zawsze wypowiadają je ludzie wykształceni: "W owym czasie odpowiadając Jezus, rzekł: Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi! żeś te rzeczy zakrył przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je niemowlątkom" (Mt 11,25). Mądrość jest rozsiana w całej ludzkiej populacji. W tym doszukuję się również sposobu boskiego Objawienia. Trzeba tylko przeciągnąć je przez filtry umysłowe, odrzucając treści, które stanowią o niczym.  Słowa Jana Pawła II: Wiara i rozum (fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. […] Nie ma więc powodu do jakiejkolwiek rywalizacji między rozumem a wiarą: rzeczywistości te wzajemnie się przenikają, każda zaś ma własną przestrzeń, w której się realizuje (encyklika Fides et ratio, 1998) były prorocze. Nauka, zwłaszcza mechanika kwantowa zbliżyła nas do Boga. To co dawniej było kontrargumentem, dzisiaj należy do tej samej tonacji.

sobota, 16 grudnia 2017

Parawany wiedzy


        Wczorajszy wpis o duszy jako elemencie dynamicznym ciała nie jest dla wszystkim zrozumiały. Cisną się pytania. "Jak to jest z duszą, czy ona w końcu jest, czy jej nie ma. Jeżeli jest jak nazwisko, to kto idzie do Nieba po śmierci – byt duchowy, czy tylko pojęcie duszy jak "nazwisko"?
        Kto trochę rozumie fizykę kwantową to lepiej przyjmie moją argumentację i tłumaczenie. Mechanika kwantowa została stworzona niezależnie przez Wernera Heisenberga i Erwina Schrödingera w 1925 r. Została szybko rozwinięta dzięki pracom Maxa Borna i paula Diraca. Jeszcze przed powstaniem ostatecznej wersji mechaniki kwantowej prekursorskie prace teoretyczne stworzyli Albert Einstein i Niels Bohr. Jej wersję obejmującą teorię pól kwantowych doprowadzili do ostatecznej formy Richard Feynman i inni.  W fizyce kwantowej króluje pojęcie nieoznaczoności. Nic nie jest pewne. Rzeczywistość ujawnia się tylko w chwili jej badania. Niezależnie od dziwacznych ujęć, nielogiczności (sploty, zasada nieoznaczoności Heisenberga, paradoksy EPR, próżnia pełna wirtualnych cząstek), fizyka kwantowa przedstawia świat istniejący w obszarze subatomowym, ale i w kosmosie. Nauka mówi, że fizyka kwantowa ujawnia prawdę. Kto nie traktuje tej fizyki poważnie jest dyletantem w wiedzy naukowej.
          Podobnie jest z Bogiem, człowiekiem i światem stworzonym. Im bardziej zagłębia się w ich naturę, tym bardziej staje się ona  rozmyta, nielogiczna, relatywistyczna. W fizyce kwantowej, jak i w religii istnieją parawany, za których nie można  zajrzeć. Ich sedno mieści się w matematycznych i abstrakcyjnych pojęciach .
         Dla zmysłów przyjazna jest fizyka klasyczna. Dla religii opis doktryny wiary. Trzeba jednak wiedzieć, że ich istota  jest bardziej skomplikowana. Trzeba dużo dobrej woli, aby przyjąć, że w przestrzeni, która wydaje się być pusta (nie do końca pusta, przepełniona jest niewidzialna energią) tworzą się ciągle wirtualne cząstki i antycząstki. To zaprzecza przyjetej logice. Z niczego powstał Świat. Tak mówi religia Creatio ex nihilo, "Bóg stworzył Świat z niczego" (por KKK 296). W swoim filozoteizmie stworzenie ująłem jako tchnienie mocy Boga. Wyraźnie podkreślam jego dynamiczne uwarunkowanie. Gorzej zrozumieć pustą przestrzeń w której kipi od cząstek wirtualnych.
          Zrozumienie duszy można starać się zrozumieć w klimacie nieoznaczoności. Świat istnieje, bo tak chciał Bóg. Jest on poznawalny przez taką samą wolę jaką ma Stwórca.  Dlatego Arthur Schopenchauer (1788 – 1860) powiedział, że "Świat jest moim wyobrażeniem" .  Przed namaszczeniem Dawida Bóg mówi do Samuela: nie tak bowiem człowiek widzi <jak widzi Bóg>, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce (1 Sm 16,7).
         Dla prostego zrozumienia człowiek pozbawiony ciała pozostaje również człowiekiem, jako osoba. Do Nieba nie wchodzi sama dusza, ale człowiek z duszą, mimo, że nie ma ciała. Ta wizja daje poczucie ludzkiej nieśmiertelności. Gdziekolwiek się znajduje, pozostaje człowiekiem. W tym ujęciu zrozumiałe jest pojęcie ciała astralnego jako widocznej postaci człowieka dla neurologicznego patrzenia. W snach widzi się nie duszę jako ducha ale poznawalną postać umarłego.

piątek, 15 grudnia 2017

Dusza jest elementem dynamicznym ciała


          O duszy mówi Księga Rodzaju: "ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą" (Rdz 2:7b). Nauczanie Magisterium Kościoła katolickiego ujmuje ją przede wszystkim w relacji z ciałem, jako ten element, który decyduje o samoświadomości  osoby. Poszczególny człowiek ma tylko jedną duszę (ψυχή (psyché)), która jest rozumna. Jest ona stworzona bezpośrednio przez Boga z niczego (ex nihilo). Nie jest więc częścią Boskiego bytu, ani też nie istnieje wcześniej niż ciało. Jest elementem ożywiającym i ma wyższą godność niż ciało. Można też wykazać racjonalnie jej naturę duchową, nie ma żadnego materialnego początku. Od czasu Soboru Watykańskiego II, nauczanie Kościoła zaczęło akcentować bardziej jedność człowieka, złożonego z duszy i ciała. Stąd mówiąc o człowieku, zamiast używać tradycyjnego określenia dusza, mówi o  osobie.
          Można powiedzieć, że dusza jest elementem dynamicznym (dech życia). Określa przynależność do Boga. Na wzór nazwiska. Każdy ma przypisane nazwisko, a ono nie istnieje własnym istnieniem. Może podobnie jest z duszą? Dusza sama w sobie nie jest bytem. Znika problem jej usadowienia, w sercu, w głowie itp. Zamiast duszy istnieje tylko świadomość, która stanowi o człowieku. Świadomość jest elementem dynamicznym. Istnienie to nie bytowanie, ale działanie (myślenie). Człowiek nie ma duszy jako osobnego organu, ale przynależy do Boga. Ta przynależność ma wymiar działania. Podobnie jak myślenie nie daje produktu bytowego, a stanowi o czymś. Istnieje się przez to, że się myśli. To ożywienie zostało zobrazowane bytowością duchową. Św. Paweł mówi o szczęściu duszy (pneuma) oddzielonej od ciała (soma) po śmierci jako o zjednoczeniu z Chrystusem (por. Flp 1,23). Posługuje się on tradycją grecką, bo był pod jej wpływem. Takie ujęcie jest wygodne w tłumaczeniu życia po śmierci: "Kto zaś z ludzi zna to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku?" (1 Kor 2,11; por.1 Kor 16,18; 2 Kor 2,13; 2 Kor 7,13). W 1 Kor 5, 3-5 Apostoł zdaje się zakładać separację ciała i ducha:
          Osoba ludzka, stworzona na obraz Boży, jest równocześnie istotą cielesną i duchową. Po śmierci człowiek pozbawiony ciała czuje się nienaturalnie. To nie jest jego postać do której jest przyzwyczajony. Dopiero zmartwychwstanie przywróci mu stan założony przez Stwórcę. Mówiąc o duszy trzeba mieć w zamyślę całą osobę ludzką, choć ona oznacza głównie zasadę duchową człowieka. Dusza jest "formą" ciała; oznacza, że ciało utworzone z materii jest ciałem żywym i ludzkim; duch i materia w człowieku nie są dwiema połączonymi naturami.
          Bóg stworzył ewolucyjnie postać człekokształtną o wysokim stopniu rozwoju intelektualnym. W tym stworzeniu cielesnym powołał Człowieka do istnienia. Kościół naucza, że każda dusza duchowa jest bezpośrednio stworzona przez Boga, nie jest ona „produktem” rodziców - i jest nieśmiertelna, nie ginie więc po jej oddzieleniu się od ciała w chwili śmierci i połączy się na nowo z ciałem w chwili ostatecznego zmartwychwstania. Ten cud lepiej oddaje słowo "powołał".
          Duch jest jedynie obrazem bytowym duszy.

środa, 13 grudnia 2017

Rocznica stanu wojennego


          Dziś kolejna rocznica stanu wojennego z roku 1981. Moje pokolenie pamięta ten dzień dokładnie. Dla mnie prysnęła w tym dniu wszelka nadzieja. Za pół roku straciłem pracę w stanie wojennym. Pozbawiony środków do życia, mając już dwoje dzieci byłem zmuszony szukać pomocy. Zwróciłem się do mojego sąsiada Jurka o zatrudnienie, który miał prywatny zakład. Odmowa była szczera: "Nie zatrudnię ciebie, bo moje dziewczyny przestaną pracować i będą się na ciebie gapić". Ten "komplement" był szczery i w skutkach prawdziwy. Nigdy nie miałem do Jerzego o to pretensji. Trzeba było szukać innych rozwiązać. Napisałem wiele CV do instytucji naukowych, zakładów pracy. W czasie oczekiwania na odzew zatrudniłem się jako robotnik niewykwalifikowany do prac fizycznych. Burzyłem i stawiałem mury, lepiłem epidiamem dziury w basenach wodnych i w piwnicach.  Czekałem na bożą przychylność. Nie zawiodłem się. Zadzwonił dyrektor zakładu obliczeniowego i bez warunków wstępnych zatrudnił mnie na stanowisku kierownika działu. Po trzech latach, unosząc się honorem w incydencie zawodowym  odszedłem. Na zawsze jednak będę wdzięczny dyrektorowi Ryszardowi K. za to, że podał mi rękę i udzielił mi wsparcia. Od 1885 roku zacząłem pracę we własnej firmie informatycznej. Wspomnień ma bardzo dużo i żyło mi się coraz lepiej. Nie sądziłem, że na emeryturze będę zmuszony znów wyciągnąć rękę o pomoc. Jej wymiar był zazwyczaj skromny, ale na jeden miesiąc mogłem poczuć ulgę. Z siedmiu osób, które mi pomogły nie znam twarzy dwóch osób. Chętnie bym je poznał. Nie śmiem prosić o ujawnienie się. Ze znanych mi osób wyróżniam trzy, które same żyją skromnie. To największe dary. Będę pamiętał nieznajomego Grzegorza, który napisał krótko, bez większych ceregieli: "Proszę o dane do przelewu". Hojnym darczyńcą okazał się pan Zbigniew, któremu z pewnością nie przelewa się. Z jednej strony skorzystałem z pomocy, a z drugiej odniosłem  uczucie życiowej porażki. Łatwo jest brylować rozdając dobra, gorzej wyciągać po nie rękę. Gdy moja duma pochodziła z sukcesów życiowych, to traktowałbym moją obecną udrekę jako lekcję pokory. Gorzej, jak się ma w sobie dumę genetyczną. Ja nie umiem być inny, pokorny i służalczy. We mnie jest ciągły bunt i gniew. Dlatego ogromnie przeżywam  brak wolności. Stan wojenny zostawił po sobie skazę na całe życie. Podobnie obecna władza zabija moją duszę. Z trudnościami finansowymi w końcu sobie poradzę. Z niewolą nigdy.

wtorek, 12 grudnia 2017

Idą po trupach


          To co zaskakuje w przestrzeni publicznej to jawność działania władz. Ich destrukcję w działaniu widać gołym okiem. Nawet dziecko może rozpoznać w nich zachowania nieetyczne. Trzeba zamknąć w swoim sumieniu oceny moralne i wrażliwość, żeby nie dostrzegać zła. Wczorajsze składane przez ministrów  przysięgi kończone słowami: I tak nam dopomóż Bóg brzmiały jakby były na zamówienie, czy imperatyw osoby faktycznie rządzącej. Wykorzystane imienia Boga jest znane od samych początków religii. Gdy nie są szczere, są obłudne. Według Magisterium Kościoła są grzechem. Wzbudzają niechęć.
        Społeczeństwo zawiodło się. Oczekiwali zmian składu rządu. Pozostała stara ekipa. Przed społeczeństwem nowe oczekiwania, a z nim niepokój. Wszyscy życzą sobie spokoju i normalności w życiu. Żal mi osób, które tkwią w kokonie niewiedzy, nierozpoznawalności zła. Dalej łudzą się, że obecna ekipa rządowa chce naszego dobra. Patrzą, a nie widzą. Rząd działa jednak jawnie i jawnie ukazuję swoje zamiary. To kuriozalne, że nie mają w sobie poczucia wstydu. Jawnie propagują zło. Idą po trupach. Niszczą dotychczasowe zdobyte i wypracowane wartości. Do tego wszystkiego powołują się na Boga. To największa ohyda. Dla nich nie ma sacrum, tylko upodobanie władzy. Kto pobiera wypłatę znacznie przewyższającą normy przyswoitości jest grzechem. Wszyscy, którzy w szybkim czasie zarobili krocie uczynili to kosztem biedniejszych. Nigdy nie byłem socjalistą, ale dostrzegam nierówność społeczną. Na zachodzie agresywny kapitalizm zmienił się na przyjazny. Wszyscy mają okazję wzbogacenia się. Liczy się praca i pomysłowość. U nas w Polsce wystarczy być politykiem i już się jest przy żłobie. Liczy się lojalność wobec faktycznej władzy. Ona rozdaje swoim krocie, a innym jałmużny. Przykładem są emerytury i renty. Podwyżki kilku złotowe! O tempora o mores!
      Najgorzej, że wraz z pazernością podąża buta władzy. Nie liczą się oceny naukowców i zdrowych autorytetów. Oni wiedzą najlepiej.  Nawet papieża, który jest wyjątkowy w swojej mądrości krytykuje się. On jest niewygodny dla samego Kościoła. U nas wiedzą lepiej.
       Niepodobne, że w kraju cywilizowanym nie można zatrzymać bezprawia. Ono wlewa się na arenę życia społecznego i niszczy wszystko dookoła. Nie ma się na kim oprzeć. Zdolne do tego siły zostały zneutralizowane. Główny winowajca wiedział jak to uczynić. Niech mu Ziemia lekką będzie. Czas sprawiedliwości już puka do drzwi.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Droga do pojednania


        Niech spotkanie Jakuba z bratem Ezawem (Rdz 32,2–24) będzie przykładem dla pojednania narodowego.  Pomiędzy braćmi Ezawem i Jakubem iskrzyło od wielu lat. Każdy miał swoje racje. Mimo to zdobyli się na podanie sobie ręki. Oboje byli w wielkim niepokoju. Jedna nieuwaga, wtrącone słowo mogły wywołać nową wojnę i dalszą nienawiść. Trzeba było dyplomacji z obu stron. Obaj wierzyli w tego samego Boga, mieli jednych rodziców. My Polacy mamy jedną ojczyznę, tego samego Boga i jedną historię, która powinna nas uczyć do zgody. Aby spełniły się marzenia wielu trzeba zaniechać ciągłego wypominania sobie wzajemnych krzywd. Taki gest pokazał Donald Tusk nie stawiając przed trybunałem stanu były nieudany rząd Jarosława Kaczyńskiego. Podobny gest w formie grubej kreski pokazał  pierwszy premier wolnej Polski. Kościół listem do biskupów niemieckich pokazał nam drogę. Teraz tylko trzeba mieć wolę pojednania. Zdaje sobie sprawę, że na dzień dzisiejszy to mrzonki, ale trzeba mieć w pamięci tę historyczną edukacje. Może trzeba wielkiego nieszczęścia narodowego, aby obudziły się sumienia wielu? Może musi polać się krew? Może należy usunąć tylko źródło zła?  Wiem dzisiaj jedno, że przed Polakami jest nowe wyzwanie i trzeba się z nim uporać. W przeciwnym razie wszyscy Polacy przegrają. Na wielkim szambie rosną przepiękne kwiaty. To zachęta do jeszcze wielkiego wysiłku. Polacy muszą pokazać dobro, które jest w nich. Powinniśmy być przykładem dla innych. Podobno Polska jest ulubieńcem Maryi i Syna Bożego. Trzeba to uwiarygodnić.
        Jakub miał wielką wolę pojednania, że planował przekupstwo: " i wziął z dobytku swego, jako dar dla brata swego Ezawa, dwieście kóz i dwadzieścia kozłów, dwieście owiec i dwadzieścia baranów, trzydzieści dojnych wielbłądzic wraz z ich źrebiętami, czterdzieści krów, dziesięć wołów, dwadzieścia oślic i dziesięć ośląt." (Rdz 32,14–16). Koszt pojednania miał być wysoki. To nic wobec wartości zgody i pojednania: "Myślał bowiem: «Przebłagam go darem, który mnie wyprzedzi; a gdy ja potem go zobaczę, może obejdzie się ze mną łaskawie»" (Rdz 32,21).
       Ten kto pierwszy wyciąga rękę do zgody ponosi tego największy koszt. Za to osiąga największą chwałę, bo chwałę historyczną.
       Scena walki Jakuba z "Kimś" jest perełką biblijną (Rdz 32,25–33). Ta sama narracja, co słowo Boga rzucone z krzaku gorejącego: Jestem który Jestem (Wj 13,14). Ten sam obraz Boga niewidzialnego, a działającego. Tajemnica istoty Boga. Bóg jest nieopisywalny. To Istota tylko istniejąca. Z taką Mocą Jakub podjął walkę. Co jest ciekawe. Bóg podjął z nim walkę. To znaczy, że do Boga można mówić, mieć życzenia, pragnienia.  Bóg zaznaczył Jakuba znakiem tej komunikacji. Zmienił mu Imię na Izrael oraz zostawił znak fizyczny (zwichnięty staw). Jakub poniósł koszt swojej zuchwałości, ale co zyskał? – Boże błogosławieństwo.

niedziela, 10 grudnia 2017

Nie ma bohaterów pozytywnych


            Jakub był typem człowieka przebiegłego. Gdzie się pojawił tam starał pozyskać dla siebie wszelakie dobra. Na bracie wymógł pierworództwo. Od ojca wymusił błogosławieństwo. Walczył z Bogiem o Jego błogosławieństwo. Od teścia  dla wyrównania rachunku oszukał go, aby lepsze owce należały do niego: "Tak to stał się Jakub człowiekiem bardzo zamożnym; miał bowiem liczne trzody, a ponadto niewolnice, sługi, wielbłądy i osły" (Rdz 30,43). Mimo wszystkich wad, według hagiografa  Bóg mu błogosławił.  Myli się ten, kto odbiera tekst w podany sposób. Bóg został postawiony w sytuacji nakreślonej przez autora księgi. Autor był Semitą. Semici mają kalkulacyjny sposób myślenia. Liczy się dla nich zysk. Strata kojarzona jest z nieudolnością. Laban też nie do końca był uczciwy. Wielokrotnie oszukał go przy wypłacie za wykonaną pracę: " on jednak oszukiwał mnie i wielokrotnie zmieniał mi zapłatę; i tylko Bóg bronił mnie od krzywdy" (Rdz 31,7). Liczni interpretatorzy świętych pism tłumaczą błogosławieństwo Boga roztropnością Jakuba. Jego machloje były jednak zauważalne. Jak pisze hagiograf: "Jakub słyszał, jak synowie Labana mówili: «Jakub zabrał wszystko, co posiadał nasz ojciec, i z mienia naszego ojca dorobił się całego tego majątku». I widział Jakub, że Laban zmienił się wobec niego i nie był już taki jak przedtem" (Rdz 31,1–2). Grunt zaczął palić się pod stopami Jakuba. Najlepszym wyjściem była ucieczka." Wtedy to Pan rzekł do Jakuba: «Wróć do ziemi twych przodków, do twego kraju rodzinnego, Ja zaś będę z tobą»" (Rdz 31,3). Autor wkręca w swoją opowieść Boga. Laban zachował się z godnością i z całą miłością do córek i ich męża. Odrzucił złość i stare urazy. Pozwolił im na dalszą ucieczkę. Upomniał się tylko o ukradzione posążki bóstw domowych, ale i z nich musiał zrezygnować. Rachela ukryła je skutecznie. W tej perykopie nie ma bohaterów pozytywnych. Każdy ciągnął w swoją stronę. Zwyciężył bardziej przebiegły. Autor, kolejny raz powołał się na Boga: "Bóg ojca waszego tak mi powiedział ubiegłej nocy: Bacz, abyś w rozmowie z Jakubem niczego od niego nie żąda" (Rdz 31,24). Laban otrzymuje zakaz upominania się o sprawiedliwość. To zadziwiająca narracja. Przypomina dzisiejszą trudność wymagania od rządu zwykłej sprawiedliwości dziejowej. Racje mają silniejsi i ci za którymi stoją wielcy protektorzy. Dzisiejsza władza powołuje się na religie. W katabasie Rydzyku dostrzegają boskiego ambasadora. Uważają, ze Bóg stoi po ich stronie.
          Uważam, że podłością jest wykorzystywanie autorytetu Boga do ludzkich działań nieetycznych. Reakcja na to Boga byłaby dla życia ludzkiego katastrofą. A więc milczy, choć widzi i dostrzega tę ludzką niefrasobliwość. Aktualny staje się apel Jakuba: "Bóg Abrahama i Bóg Nachora, Bóg ich przodków, niechaj będzie naszym sędzią!»" (Rdz 31,53).

sobota, 9 grudnia 2017

Wieczność i doczesność


          Według hagiografa Bóg nie pochwalił uczynków Jakuba, ale wybrał jego na kontynuatora swoich zamysłów. Można powiedzieć, że cała saga rodu Abrahama ma ludzkie pochodzenie, a Bóg został jakby wkręcony w tę kabałę.
          Według hagiografów, od teraz, Bóg stał się własnością Izraelitów. Będą wykorzystywać Stwórcę do swoich koncepcji religijnych. Kto nie włączy mechanizm kontrolno-krytyczny w sobie, popłynie z prądem biblijnym i stanie się fundamentalistą. Nie będzie liczyła się Prawda, ale obraz namalowany wg zamysłu redaktorów. Oni to reprezentowali interesy kapłanów izraelskich i narodu żydowskiego. Propagowany punkt widzenia przejdzie do Kościoła chrześcijańskiego. Bóg będzie własnością Kościoła i całego aparatu instytucji kościelnej. Co na to Stwórca? Na razie milczy. Rzadko ujawnia swoją moc i możliwości. Pozostawia ludziom władze na ziemi i w kosmosie. Obserwuje bieg wydarzeń. Co będzie jak ludzkość przekroczy granice przyzwoitości.  Za czasów Jezusa miał przez Niego możliwość upominania: "A już i siekiera do korzenia drzew przyłożona jest; wszelkie tedy drzewo, które nie przynosi owocu dobrego, bywa wycięte, i w ogień wrzucone" (Mt 3,10).
        Życie ludzkie jest takie kruche i utrzymuje się przez Bożą Opatrzność. Co będzie, gdy Bóg powie – dosyć. Czy człowieka czeka nowy potop? Niemożliwy, bo Bóg obiecał, że nie posłuży się więcej tą globalną katastrofą, ale są inne, np. maleńki wirus, który może pochłonąć miliony ofiar. Nie chcę szerzyć paniki, ale ludzkość musi brać pod uwagę zagrożenie. "Rozsądniej postępować" jak radzi Blaise Pascal (1623–1662). "Warto być roztropnym, wierzyć i postępować godnie.  Jeśli wierzy, to traci życie doczesne (na rzecz modlitw i czynienia dobra) i otrzymuje życie wieczne. Jeśli nie wierzy, to zatrzymuje życie doczesne i traci życie wieczne". Pascal wywnioskował, że wiara bardziej się opłaca, ponieważ ryzykujemy tylko czas życia, który jest zazwyczaj krótki, a nagrodą może być życie wieczne. Przedstawiona argumentacja ma jedną wadę. Przyjmuje, że Bóg myśli podobnie jak człowiek. Nic z tego. Bóg jest ponad ludzkie ułomności. Bóg nikomu nie zagraża. Na przykładzie Jakuba hagiograf udowadnia, że Bóg wybiera dobro same w sobie i dobro najwyższe, a nie ludzkie uczynki, które są marnością same w sobie. Bóg ma wyższy cel i tak kieruje Światem, żeby się ziściło według Jego koncepcji. Nauka jaka z tego płynie. Nie przejmujmy się pierdołami i stawiajmy sobie zawsze wyższy cel. W grze chodzi o wieczność, a nie doczesność.
          Jarosław Kaczyński i jemu podobni nie mogą zagrozić celu do który zmierza Świat i Polska. Traktujmy obecne straty jako epizod, chwilowe podknięcie. Jego działania pójdą w zapomnienie. On sam nie osiągnie chwały. Nie ma na to naszego przyzwolenia.

piątek, 8 grudnia 2017

Cel uświęca środki


       Ezaw był człowiekiem nieskomplikowanym. Życie brał takie mu się przytrafiło. Jakub cichy i spokojny kombinował w swoim umyśle jakby wyjść na swoje. Na zalety pierworództwa nie miał szans. Los innego drogami go poprowadził. Podjął działania nieetyczne. Wykorzystując zmęczenie i głód  wykupił od brata pierworództwo za miskę soczewicy. Ezaw postąpił nieroztropnie: "Ezaw zlekceważył przywilej pierworodztwa" (Rdz 25,34). Jakub zdobył nienależną mu cześć. Co gorsza, hagiograf w mieszał w ten incydent Boga, który według Niego pochwalił uczynek Jakuba. Dla hagiografa liczyła się intencja czynu, a nie jego materia. Takim sposobem można uznawać za dobre wiele działań nieetycznych. Jak wierzą zwolennicy obecnego rządu. Rząd ma dobre intencje i na pewno chce dobrze. To nic, że rujnują kraj i demokrację. Oni wprowadzają "dobre zmiany" dla Polaków. Hagiograf zastosował błędną maksymę: "cel uświęca środki". W XV wieku Niccolo Makiawelizm (1469 – 1527) wyzna swoją doktrynę polityczną, która głosi, że najważniejszym celem w polityce jest racja państwa. Aby ją osiągnąć można korzystać z wszelkich dostępnych środków (także np. podstępu i okrucieństwa).  Polityka według Machiavellego to sztuka skutecznego działania, która musi być oddzielona od moralności – w polityce chodzi o skuteczność, a nie o czynienie dobra. Mąż stanu, aby prowadzić skuteczną politykę, musi także sięgać po środki i metody sprzeczne z zasadami moralnymi. Rządzenie powinno polegać na wytwarzaniu przeświadczenia, że działania rządzącego są w istocie dobre. Władca powinien zachowywać pozory łaskawości, prawości, człowieczeństwa, a siłę i terror powinien łączyć z podstępem i zdradą. Pożądane jest, by poddani szanowali i kochali swojego władcę, a przynajmniej – by wywoływał on lęk. Makiawelizm był wielokrotnie wykorzystywany dla uzasadnienia antydemokratycznych rządów faszystowskich i totalitarnych.
          Jakub zdobywa się na nowy nieuczciwy postępek i podstępnie zdobywa ojcowskie błogosławieństwo. To jest recydywa. Ezaw wpada w gniew i chce wymierzyć bratu sprawiedliwość. Za namową matki Jakub ucieka z domu. Ezaw w gniewie popełnia kolejne błędy. Żeni się "z Machalat, jedną z córek Izmaela, syna Abrahama, siostrę Nebajota" (Rz 28,9).
          Jakub udał się do brata matki Labana. Po drodze hagiograf daje do zrozumienia, że Bóg jest po stronie Jakuba: " «Ja jestem Pan, Bóg Abrahama i Bóg Izaaka. Ziemię, na której leżysz, oddaję tobie i twemu potomstwu. A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie i przez twych potomków. Ja jestem z tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem sprowadzę cię do tego kraju. Bo nie opuszczę cię, dopóki nie spełnię tego, co ci obiecuję». " (Rdz 28,13–15).

czwartek, 7 grudnia 2017

Baran najpierw uderza, a potem myśli


          Hagiograf dał się ponieść fantazji. Abraham był już starcem jak Sara powiła mu Izaaka. Po śmierci żony. Abraham poślubił kolejną żonę Keturę, mając jeszcze kilka żon podrzędnych: "Ona to urodziła mu Zimrana, Jokszana, Medana, Midiana, Jiszbaka i Szuacha. " (Rdz 24,2). Staruszek miał krzepę. Nie podzielił ojcowizny sprawiedliwie: "Abraham całą swą majętność oddał Izaakowi, synów zaś, których miał z żon drugorzędnych, obdarował i kazał im jeszcze za swego życia odejść od Izaaka ku wschodowi, do kraju leżącego na wschód " (Rdz 25,5–6). Saga Abrahama ma wyraźnie charakter teologiczny i nie trzeba dopatrywać się w niej prawd historiograficznych. Najważniejszym jej przesłaniem jest: "Po śmierci Abrahama Bóg błogosławił jego synowi Izaakowi" (Rdz 25,11) .
           Rebeka urodziła dwóch synów, Ezawa i Jakuba. Z tych samych rodziców, a zupełnie różni. Miłość rodzicielska podzieliła się. Ojciec wolał Ezawa, a matka Jakuba. Nie można wyciągać wniosku, że rodzice nie kochali obu synów. Tak to jest, że na miłość mają wpływ różne czynniki zwane nieładnie chemią. Potem zrodziła się cała teoria astrologiczna wzajemnych połączeń emocjonalnych, fizycznych, psychicznych i duchowych.  Trzeba mieć do tego stosunek zdroworozsądkowy, ale sam dostrzegam u siebie zodiakalnego barana. Nic na to nie poradzę. Jak mówią znawcy przedmiotu baran najpierw uderza, a potem myśli.
           Czy Bóg wiąże człowieka w jakieś powiązania pseudonaukowe, astrologiczne itp? Racjonalnie myśląc to nie, ale ludzie mają podejście gnostyczne i ciągle doszukują się jakiś tajemnic w istnieniu. Niektórzy mówią, że coś jest na rzeczy. Przytaczane są nieracjonalne przypadki, które mają wpływ na życie ludzkie, stają się bazą do podejmowania życiowych decyzji. Niektórzy sprawdzają partnerów pod względem zodiakalnym, np. baran nie powinien brać za współmałżonka zodiakalnego koziorożca. Gdybym to brał pod uwagę, nie ożeniłbym się z moją obecną żoną Krystyną. Nie poznałbym walorów tego znaku. Niektóre z nich są godne podziwu.
          Ezaw był męski, odważny, przebojowy. Ojcowie lubią takich twardzieli. Widzą w nich własne niezaspokojone ambicje. Jakub łagodny, delikatny, wręcz romantyczny, był ucieleśnieniem pragnień kobiecych. Ta różnorodność postaci Bogu się udała. Świat został ożywiony innością i różnymi kolorami. Widać Bóg potrzebuje takich i takich. Tu może przesadził, baran najpierw uderza, a potem myśli udziwniając samą naturę. Zabierając coś, dokłada z innej strony. Leworęczni muszą współistnieć z praworękimi, homoseksualni z heteroseksualnymi. Utalentowani muszą tolerować mniej utalentowanych. W zawodach jedni wygrywają, drudzy przegrywają. Jedni radzą sobie w życiu, innym trzeba pomagać.

środa, 6 grudnia 2017

W kobiecie trzeba widzieć Stwórcę


           Hagiograf przedstawia dalszą sagę rodziny Abrahama (Rdz 24). Znamienna jest jego troska o czystość rasy i czystość wiary. Opowieść jest romantyczna i piękna w szacie literackiej. Izaak syn Abrahama poślubił piękną, mądrą kobietę o imieniu Rebeka. Pochwała jej ukazuje stosunek hagiografa do kobiet. Jest wyraźnie pod jej wrażeniem. "Panna to była bardzo piękna, dziewica, która nie obcowała jeszcze z mężem" (Rdz 24,16). Ważna dla niego była dziewiczość kobiety. Przypisał kobiecie niejako obowiązek utrzymania czystości przed małżeńskiej. To stanie się normą etyczną, a zarazem obciążeniem dla kobiet. Kobieta zostaje wsadzona w ramy, a więc ograniczenia, które nie wypływały z jej woli, ale z koncepcji wydumanej. Naturalnie do tego wykorzystano Stwórcę i Jemu przypisywano autorstwo normy. Kobieta została uwięziona we własnej cielesności. Własny organ nie do niej należy, ale do tych, co ustalili co jest dobre, a co złe. Własne koncepcje podpierali wolą bożą. Takie zabiegi skutkowały niekiedy wymuszoną grzesznością. Ciało stało się narzędziem zła. Grożono: "Jeśli cię tedy oko twoje prawe gorszy, wyłup je, a zarzuć od siebie; albowiem pożyteczniej jest tobie, aby zginął jeden z członków twoich, a wszystko ciało twoje nie było wrzucone do ognia piekielnego" (Mt 5,29). Ciało zostanie ustawione w konfrontacji z duszą: "A nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą; ale raczej bójcie się tego, który może i duszę i ciało zatracić w piekielnym ogniu" (Mt 10,28). Będą mu przypisywać pożądliwość, rozpustę. Tym samym przeciwstawiono się dobru stworzenia: "A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre" (Rdz 1,31). O nierozumni! Grzeszność ciała nie od ciała pochodzi, ale z umysłu i woli człowieka. Z pewnej części ciała kobiety zrobiono kapliczkę i oddaje się jej etyczną cześć. Główna ekspertka MEN od wychowania do życia w rodzinie, dr hab. Urszula Dudziak, znana jest nie tylko z ultrakonserwatywnych poglądów, uważa, ze mycie części intymnych to grzech i bezeceństwo.
          Podejrzewam, że wiele kobiet śmieje się z tej męskiej głupoty i ograniczenia. Są też kobiety, które same podkreślają niezwykłość tej części ciała i pielęgnują ją z wielką estymą. 
         Do dzisiaj panuje męska hipokryzja. Dobrze zabawiać się z kobietami, a za żonę muszą mieć dziewicę. Zainteresowania ciałem kobiety oddalają aspekt duchowy i tę prawdę, że kobietę Bóg stworzył na swój obraz. W kobiecie trzeba widzieć Stwórcę.

wtorek, 5 grudnia 2017

Narodziny cierpienia


          Hagiograf chciał pokazać Abrahama jako człowieka o heroicznej wierze. Skorzystał z tekstów pozabiblijnych i włączył je do swojej koncepcji (Rdz 22). Po za tym chciał podkreślić wyzwolenie się z obrzędu  starożytnych ludów polegających na składaniu ofiar z pierworodnych synów dla Boga lub bogów. Ofiary z dzieci zastąpiono darem zastępczym. Abraham zamiast swojego syna ofiarował Bogu baranka. Kultura żydowska wyraźnie odcięła się od krwawych obyczajów sąsiednich ludów. Opowiadanie robi wrażenie. Ofiarowanie Izaaka stanowiło próbę wierności dla Abrahama. Odczytuje się ją zatem jako symbol trudnego testu jakiemu Bóg poddaje swoich wyznawców. Historia ta przedstawia pochodzenie cierpienia. Wynika z niej, że wszystko, co spotyka człowieka, stanowi okazję do jego doskonalenia. Trudne doświadczenia są zsyłane przez Boga i należy je zaakceptować. Co ciekawe, inaczej tę kwestię ukazuje księga Hioba, ponieważ  w tym przypadku cierpienie okazuje się nie tylko niezawinione, ale także częściowo spowodowane przez okrutny los. Poza tym w opowieści o ofierze Izaaka Bóg docenia bezgraniczne zaufanie Abrahama i w ostatniej chwili powstrzymuje jego rękę, która ma zadać synowi śmiertelny cios. Hiob zaś musi doświadczyć wszystkich możliwych nieszczęść.
          Chrześcijaństwo odczytuje historię ofiary Izaaka w sposób alegoryczny. W tym sensie poświęcenie syna Abrahama jest symbolem męki Chrystusa na krzyżu. Mamy więc tutaj do czynienia ze znaczeniem mesjańskim. Jezus stanowi swoistą syntezę wszystkich elementów starotestamentowego przekazu: jest bowiem symbolicznym barankiem, człowiekiem i Mesjaszem. Jan Paweł II w „Tryptyku Rzymskim” stwierdza, że Abraham został szczególnie wyróżniony przez Boga, ponieważ Stwórca pozwolił mu poczuć to, co sam czuł oddając swojego syna w ofierze (Artur Sandauer).
        Czytanie literalnie tekstu prowokuje do pytań: Czy Bóg ma prawo rozkazać ojcu zamordowanie własnego syna? Czy w imię wiary wolno zawiesić jakąś normę moralną? Aby ustrzec od takich pytań od razu trzeba powiedzieć, że powyższa opowieść jest pełna symboliki, a nie faktów historycznych.  Ojciec Salij skomentował tekst: W ogóle dobrze jest nie podnosić problemów tam, gdzie ich nie ma. Słowa te niech będą drogowskazem i kluczem do dalszych poszukiwań teologicznych  Stosując je uniknie się fundamentalizmu biblijnego i infantylnego podejścia do religii.
       Ofiara Abrahama zachowuję w sobie tajemnicę Bożej Ofiary. Proszę zwrócić uwagę, że Izaak zgodził się z decyzją ojca, jakby się cieszył się, że zostanie zabity w ofierze. Podobnie Jezus pragnął śmierci odkupieńczej, choć po ludzku jej się bał. Cała Jego droga, to droga na krzyż. W Krzyżu zawarta jest tajemnica, którą mogą rozwikłać tylko głęboko uduchowieni. Tak jak Izaak wrócił do domu zdrów i cały, tak Jezus odniósł zwycięstwo nad śmiercią.
          Katecheci powinni nie rozczulać się nad opisem, który jest hagaddą, a przekazem znaczenia symbolicznego. Piękno egzegezy jest tak samo ukryte, co piękno sakramentu Eucharystii.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Rozwiązania w czasie


           Pod jednym dachem dwie matki za przyczyną  jednego mężczyzny to pewny konflikt. Dzieci ich nierozumne Izmael i Izaak  dokuczały sobie. Sara podjęła decyzję wyrzucenia z domu Hagar z jej synem: "rzekła do Abrahama: «Wypędź tę niewolnicę wraz z jej synem, bo syn tej niewolnicy nie będzie współdziedzicem z synem moim Izaakiem»" (Rdz 21,10). Decyzja Abram zmartwiła ojca Izmaela. Dla niego był on jego pierwszym dzieckiem i z pewnością kochał go. W tym momencie hagiograf dopuszcza się wielkiego przekroczenia  uprawnień pisząc: " A wtedy Bóg rzekł do Abrahama: «Niechaj ci się nie wydaje złe to, co Sara powiedziała o tym chłopcu i o twojej niewolnicy. Posłuchaj jej, gdyż tylko od Izaaka będzie nazwane twoje potomstwo" (Rdz 21,12). W słowach tych pokazany jest Bóg, który podpowiada nieetyczne rozwiązanie. Przekłada interes Sary wobec niezawinionego Izmaela. Owszem, wynagradza krzywdę Izmaela obiecując: "Syna zaś tej niewolnicy uczynię również wielkim narodem, bo jest on twoim potomkiem»", ale nie zmienia to faktu, że w tym momencie dokonał wyboru krzywdzącego dla jednej strony konfliktu. Wygnanie samotnej matki z dzieckiem było zabiegiem okrutnym. Jak pisze dalej autor nie było im łatwo na pustyni. "Ona zaś poszła i błąkała się po pustyni Beer-Szeby. A gdy zabrakło wody w bukłaku, ułożyła dziecko pod jednym krzewem, po czym odeszła i usiadła opodal tak daleko, jak łuk doniesie, mówiąc: «Nie będę patrzała na śmierć dziecka». I tak siedząc opodal, zaczęła głośno płakać." (Rdz 21,14–16). Przed Bogiem autor postawił nie lada dylemat. Po ludzku można wymyślać wiele łagodnych scenariuszy, ale  chodziło o rozstrzygnięcie docelowe, a nie chwilowe. Tak jest w życiu, że przeważnie trzeba rozwiązywać trudne problemy, a o poprawnej decyzji decyduje efekt końcowy. Gdy coś idzie nie po myśli, nie znaczy, że tak musi się zakończyć problem. Bóg po to wymyślił upływ czasu, aby człowiek mógł w nim rozwiązywać problemy. Bóg nie podlega czasowi, ale w Niebie czas jest potrzebny choćby do oczyszczenia duszy.
         Bóg podpowiedział Abramowi rozsądnie: "Posłuchaj jej, ... " (Rdz 21,12).
Takiego rozsądku i roztropności Bóg oczekuje w ludzkim działaniach. To zagadnie podejmą wielcy filozofowie szkoccy (Moore) i inni. Pojawi się pojęcie "zdrowego rozsądku". Ta zdolność będzie propagowana jako dobry sposób na życie. Niekiedy zdrowy rozsądek przeważa nad zabiegami pseudo etycznymi.  Np. czy rozsądniej jest dać potrzebującemu pracę niż rzucić grosze na kupienie bułki?

niedziela, 3 grudnia 2017

Pokolenia kazirodcze


          W młodości odradzano mi czytanie Starego Testamentu. Jak mnie próbowano przekonać, że w ST jest jawna pornografia. Nie podzielam tej opinii, ale potwierdzam, że wiele tam jest tematów gorszących. Od razu chcę zastrzec, że nigdzie nie spotkałem w Piśmie Świętym z gloryfikacją, czy pochwałą zła poza ewangeliczną pochwałą w przypowieści o nieuczciwym rządcy: "Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił " (Łk 16,1–8), ale tekst ten wymaga dodatkowego wyjaśnienia.
            Tematem ST gorszącym jest opis postępku córek Lota. Lot po ucieczce z Sodomy zamieszkał z obie córkami górach. Córki straciły swoich partnerów podczas zniszczenia miasta. Matka nie żyła, zamieniła się w słup soli. Zostały same, niezamężne. Uradziły, że wykorzystaną nasienie ojca do założenia własnych rodzin: " rzekła starsza do młodszej: «Ojciec nasz wprawdzie już stary, ale nie ma w tej okolicy mężczyzny, który by przyszedł do nas na sposób wszystkim właściwy. Chodź więc, upoimy ojca naszego winem i położymy się z nim, a tak będziemy miały potomstwo z ojca naszego». Upoiły więc swego ojca winem tej samej nocy; wtedy starsza poszła i położyła się przy ojcu swoim, on zaś nawet nie wiedział ani kiedy się kładła, ani kiedy wstała. Nazajutrz rzekła starsza do młodszej: «Oto ostatniej nocy ja spałam z ojcem; upójmy go winem także tej nocy i idź ty, i śpij z nim, abyśmy obie miały potomstwo z ojca naszego». Upoiły więc i tej nocy ojca swego winem i poszła młodsza i położyła się przy nim; a on nawet nie wiedział, kiedy się kładła i kiedy wstała. I tak obie córki Lota stały się brzemienne za sprawą swego ojca.Chodź więc, upoimy ojca naszego winem i położymy się z nim, a tak będziemy miały potomstwo z ojca naszego». Upoiły więc swego ojca winem tej samej nocy; wtedy starsza poszła i położyła się przy ojcu swoim, on zaś nawet nie wiedział ani kiedy się kładła, ani kiedy wstała. Nazajutrz rzekła starsza do młodszej: «Oto ostatniej nocy ja spałam z ojcem; upójmy go winem także tej nocy i idź ty, i śpij z nim, abyśmy obie miały potomstwo z ojca naszego». Upoiły więc i tej nocy ojca swego winem i poszła młodsza i położyła się przy nim; a on nawet nie wiedział, kiedy się kładła i kiedy wstała. I tak obie córki Lota stały się brzemienne za sprawą swego ojca" (Rdz 19,31–36).  Córki postąpiły z konieczności. Nie chodziło im o lubiezny uczynek, ale o nasienie mężczyzny. Czy uczynek ich należy potępić? Los dla nich nie stał się łaskawy. "Starsza, urodziwszy potem syna, dała mu imię Moab. Ten był praojcem dzisiejszych Moabitów.  Młodsza również urodziła syna i nazwała go Ben-Ammi. Ten zaś stał się praojcem dzisiejszych Ammonitów" (Rdz 19,37–38). Oba powstałe narody, choć semickie staną się wrogami narodu izraelskiego. Hagiograf przypisał im kazirodcze pochodzenie chcąc wytłumaczyć ich wrogość do narodu izraelskiego. Moabici zostali pokonani przez Dawida w X wieku przed Chr. Niepodległość odzyskali za panowania króla Meszy w IX w. przed Chr.
       Ammonici przed długie lata toczyli wojny z izraelitami. Walczyli z nimi sędzia Jefte, król Saul, Dawid i Salomon. Ammonici prowadzili antyizraelską politykę. Bratali się z asyryjczykami. Podczas powstania Machabeuszów walczył z nimi Judasz Machabeusz. W 64 przed Chr. dostali się pod panowanie rzymskie.

sobota, 2 grudnia 2017

Układy z Bogiem


        Na biblijnym theatrum pojawia się scena niezwykła. Według natchnienia hagiografa Bóg rozmawia z Abrahamem. Dochodzi do niezwykłego tupetu. Abraham postanawia układać się z Bogiem na swój sposób i wchodzi z Nim w spór: "Zbliżywszy się do Niego, Abraham rzekł: «Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? " (Rdz 18). Abraham chce wymóc na Bogu zmianę Jego decyzji. Jego prośba ma znamiona wymuszenia: "Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie?» " (Rdz 18,24–25). Abraham pokazuje się bardziej miłosierny niż sam Bóg. Bóg  chce ukarać mieszkańców, a Abraham chce uratować część mieszkańców, którzy nie zawinili. Przesłanie jest jasne. Nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej: " O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego!" (tamże). Hagiograf wyraźnie wskazuje mądrość ludzką w konfrontacji z boską. Człowieka stawia wyżej niż Boga. Co za nietakt! Abraham targuje się z Bogiem. Bóg kończy rozmowę. Uznaje, ze granice zostają przekroczone.
          Co hagiograf chce przekazać tą sceną? Bóg tak wysoko ceni ludzką istotę, że pozwala na konfrontację z Nim, rozmowę, ba, przekomarzanie się. Tak postępuje mądry ojciec, który dopuszcza do głosu swoje dziecko. Choć młode i niedoświadczone ma prawo do zabierania głosu. Trzeba słuchać głosu swojego dziecięcia. Bywa, że i ono przekaże jakąś prawdę i mądrość. Samo wysłuchanie jest nobilitujące niezależnie jak zakończy się rozmowa.
           Moja bliska mi osoba w rodzinie ma zwyczaj zwracania się do Boga  nieparlamentarnie, zarzucając Go wymówkami i imperatywami. Pobudki ma szczytne, metody gorszące. Zauważyłem, że Bóg nie gniewa się na jej sposób i jak chce pomaga. Bóg nie jest małostkowy. Odczytuje co wypływa z serca. Co z ust wypływa może być mylące.

piątek, 1 grudnia 2017

Odwieczna rozpusta


          Rozpusta seksualna była od zawsze stałym elementem życia ludzi i zwierząt. Tą powszechność tłumaczę łatwym dostępem do własnego  ciała. Bóg dał narzędzia do prokreacji. Uczyniono z nich narzędzia cielesnych używek. Sięga się po nie z wielu powodów, np. z potrzeby złagodzenia napięć, stresów, zaspokajania popędów seksualnych, z nudów. To wszystko, co wypacza naturę można nazwać rozpustą. Nawet czynności homoseksualne, z racji wybaczenia naturalnego można nazwać rozpustą. Oddzielam tu miłość osób tej samej płci.  Ona sama w sobie może być piękna, ale pociąg seksualny, który idzie z nią w parze prowadzi do zachowań nieobyczajnych, lubieżnych. Ktoś zaprotestuje, że w stosunkach heteroseksualnych występuje również lubieżność. Ona jednak ma inny entourage. Wykorzystana jest do zwiększenia podniet, które w zamyśle kończą się naturalnym aktem seksualnym. U homoseksualistów zmierzają li tylko do wyładowań doznań seksualnych, a to są wypaczenia natury . Stosunki, czy pieszczoty analne i oralne są najwyżej grą wstępną, ale heteroseksualni i homoseksualni wykorzystują je inaczej. Homoseksualiści bronią się, że jest to u nich właśnie taka natura i wszystko dalsze jest tego konsekwencją. Zgoda, ale nie można porównywać porządku naturalnego danego od Stwórcy z wybrykami natury. Homoseksualiści mają tego rozeznanie. Mają rację mówiąc, że homoseksualizm nie jest chorobą lecz innością natury.  Walczą o swoje prawa, bo chcą być akceptowalni i szanowani. Na świecie żyją leworęczni i praworęczni. Którzy z ich są normalniejsi? O tym decyduje statystyka. Leworęczni z reguły są bardziej utalentowani. Podobnie jest z homoseksualistami. Znam osoby wybitne w swoich dziedzinach. Wybryki natury mogą mieć i swoje dobry strony. Potrzebni są tacy i tacy.
          Rozpustę, która ma wymiar publiczny trzeba zwalczać. Chodzi tu o młodzież, bo czyni w ich umysłach spustoszenie.
          Temat rozpusty wykorzystał hagiograf w swoim opisie zniszczenia Sodomy i Gomory. Jak ustaliła nauka, takie zdarzenie miało miejsce w historii. Naturalne kataklizmy zniszczyły oba miasta. Wymiar ich był niewielki. Na kanwie tego wydarzenia opracowano legendę dydaktyczną i włączono ją do sagi rodziny Abrahama.         
          Lot, bratanek Abrahama mieszkał w Sodomie. Jak opisuje autor odwiedziła go dwójka przybyszów. Mieszkańcy miasta, którzy zachowywali się nieobyczajnie i lubili zabawy orgastyczne zapragnęli wykorzystać gości Lota do swych uciech (atrakcja w nowości uczestników). Lot starał się ugościć przybyszów wg własnych tradycji gościnności z poszanowaniem wszelakich obyczajów. Miejscowa ludność agresywnie napierała. Groziło wyłamanie drzwi i lincz na gościach i na rodzinie gospodarza: "wywołali Lota i rzekli do niego: «Gdzie tu są ci ludzie, którzy przyszli do ciebie tego wieczoru? Wyprowadź ich do nas, abyśmy mogli z nimi poswawolić!» " (Rdz 19,5). Czytaj uprawiać orgię seksualną. Zrozpaczony gospodarz chce wydać im córki do aktów lubieżnych. "Mam dwie córki, które jeszcze nie żyły z mężczyzną, pozwólcie, że je wyprowadzę do was; postąpicie z nimi, jak się wam podoba, bylebyście tym ludziom niczego nie czynili, bo przecież są oni pod moim dachem!» (Rdz 19,8). Dobry obyczaj gościnności stawia na szale zła. Na takie wielkie zło hagiograf powołał Pana, który zesłał na nich ślepotę. Bóg wykorzystał przybyszów, którzy stali się Jego posłańcami, czyli  aniołami. Dla rodziny Lota najlepszym wyjściem była ucieczka z miasta: "A potem ci dwaj mężowie rzekli do Lota: «Kogokolwiek jeszcze masz w tym mieście, zięcia, synów i córki oraz wszystkich bliskich, wyprowadź stąd. Mamy bowiem zamiar zniszczyć to miasto, ponieważ oskarżenie przeciw niemu do Pana tak się wzmogło, że Pan posłał nas, aby je zniszczyć»" (Rdz 19,12–13).
          Te wersety pokazują, jak hagiografowie wykorzystują imienia Boga do własnych koncepcji edytorskich i narracyjnych. Pikatności dodaje fakt ciekawskiej i nieposłusznej żony Lota: "Żona Lota, która szła za nim, obejrzała się i stała się słupem soli "  *Rdz 19,26). W przypisie czytamy: "typ ukaranego nieposłuszeństwa (por. Mdr 10,7; Łk 17,32). Jednocześnie zapewne jest to ludowe wyjaśnienie znaczenia jakiegoś bloku solnego o ludzkich kształtach".