Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 31 października 2019

Dowodzenie słuszności tezy 4


          Dowodząc słuszność postawionych tez nie można pominąć bogatego materiału historycznego. Świat biegnie według  ustalonych zasad. Tym samym je potwierdza, a odrzuca błędne teorie. Przykładem jest zapowiedziany Mesjasz. Z tego samego materiału biblijnego Żydzi wyciągnęli inne wnioski co chrześcijanie. Czas weryfikuje teorie. Żydowski Mesjasz miał przyjść i zbrojnie przywrócić wolność narodu żydowskiego. Do dnia dzisiejszego nic takiego się nie wydarzyło i nic nie zapowiada że ich Mesjasz nadejdzie. Żydzi powrócili do
swoich obiecanych ziem stosując własne działania zbrojne z pomocą sojuszników. Nie mogę doszukać się tu Bożej Opatrzności. Żydzi mieli swoją szanse, którą utracili. To w ich narodzie narodził się Zbawiciel, ale nie został rozpoznany. Czy tak miało być? Czy można tu doszukiwać Bożej koncepcji. Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć. Mogę komentować skutki, a nie zamysły Boga. Mogę tylko powiedzieć, że wszystko co się zdarza może być przedmiotem analiz i rozpoznania Prawdy. Bóg pozostawił człowieka w niedosycie wiedzy o sobie. W tym doszukuję się celowego zamysłu Stwórcy. Myśląc o Bogu (co jest modlitwą) i o Jego przymiotach wierni napędzają świat  pozytywną energią, która jest potrzebna dalszych przeobrażeń Świata.
           Człowiek został powołany do współuczestniczenia w podtrzymywaniu Świata w istnieniu. Do tego są potrzebne dobre ludzkie działania. To niesamowite, że stworzenie ma swój udział w podtrzymywaniu dzieła stwórczego. To jest koncepcja bardzo optymistyczna. Ona wystarcza, żeby człowiek czuł się godnie. Bóg podzielił się z człowiekiem swoją wielkością. Taka rzecz zdarza się tylko w rodzinie. Bóg jest naszym Ojcem, a my Jego dziećmi. W skali wszechświata to jest zadanie, które nadaje naszemu istnieniu sens. Reszta jest mało istotna. Ludzkie problemy są tylko aby nas umacniać. Nie mają większego znaczenia i tak trzeba patrzeć na przyszłość.

środa, 30 października 2019

Dowodzenie słuszności tezy 3


          Bóg powołał jedną przestrzeń bytową. Użył do tego swoją moc sprawczą w postaci energii. To ludzie podzielili Świat na rzeczywisty i nadprzyrodzony. Podział ten powstał z naturalnych zjawisk istnienia w przestrzeni materialnej i niebiańskiej, ale dla Boga jest to jeden akt stwórczy. Człowiek tylko przechodzi z jednej postaci w drugą, ale jest to ta sama niepowtarzalna istota. Dla osób bojących się śmierci mam dobrą wiadomość. Człowiek nosi w sobie naturę Boga, a ona jest wieczna. Wieczność wynika nie z Jego woli, ale Jego przymiotów. Samym aktem stworzenia nadał Światu status wieczności.
          Mówi się, że Bóg może wszystko, ale sam siebie ograniczył w akcie stworzenia.  To ograniczenie można wytłumaczyć tylko Jego wielką miłością do tego aktu. Końcowym konsumentem Jego daru jest istota rozumna – człowiek.
          Pojęcie miłości jest uknute przez człowieka, ale w swoim słownictwie nie ma innego słowa opisujące ten fakt. Miłość jest  sztandarowym pojęciem, i trzeba go szczególnie chronić. Wielokrotnie to słowo jest profanowane i używane do zjawisk niegodnych.
          Koncepcja powołania Syna Bożego jest tak genialna, że nie może pochodzić z ludzkiego pomysłu. Jezus jest podmiotem wiary, ale urodził się Ktoś, kto odczytał zamysł Boga i podjął się realizacji tej koncepcji. Tym Człowiekiem jest Jezus. On w swoim sercu (wnętrzu, sumieniu) odczytał głos Boga i wprowadził w czyn Jego zamysł. Polega on ta tym, że Stwórca ujawnił w ciele człowieczym samego siebie nie naruszając wolności  samego Jezusa. Jezus otrzymawszy od Boga narzędzia woli związał swoją wolę z wolą Ojca.  Jezus poddał się całkowicie woli Ojca. Pozostał również sobą i odczuwał świat jak każdy inny człowiek. Nowy Testament ujawnia ludzkie zachowania Jezusa. Niektórzy mogą je poddawać ludzkim osądom. Jezus był tak ludzki, że bał się śmierci (opisana trwoga Jezusa w ogrodzie Oliwnym Getsemani, Mt 25,36; Mk 24,32). Równocześnie całkowicie zaufał Bogu.  Za życia korzystał z cudownych darów paranormalnych (czynił rzeczy niezwykłe – cuda). W chwili śmierci został wywyższony do godności Ojca (Aktu działającego). W działaniu Jezusa dopatruję się Jego własnej inicjatywy Zbawczej.  Swoją ofiarą, cierpieniem wykupił ludzkość słabość. Na siebie wziął ludzkie grzechy. Sprawił, że każdy człowiek mający dobrą wolę otrzymał godne miejsce przy boku Ojca.
           Ktoś może powiedzieć, że jest to koncepcja, która zrodziła się w ludzkim umyślę. Jest ona zbyt boska, żeby była ludzka.  Ja jestem nią zachwycony. Odczuwam prawdziwość zdarzeń i ja w nią wierzę. Odrzucam jednak w Biblii wszystko co ma znamiona ludzkich zamysłów. Dokonałem redukcję fenomenologiczną wiary. Ona stała się moją wiarą i za nią ponoszę całkowitą odpowiedzialność.  Zachęcam wszystkich, aby do swojej wiary podeszli podobnie. Bóg dał człowiekowi rozum, aby z niego skorzystał.

wtorek, 29 października 2019

Dowodzenie słuszności tezy 2


          Mocnym narzędziem analitycznym jest zdolność człowieka do rozumowania i odczytywania praw i zasad, które istnieją. Z fragmentów różnych przesłanek  rozum ludzki może budować teorie i snuć hipotezy. Ta genialna zdolność ma swoje pochodzenie, ale skupiam się obecnie na jej skutkach. Nie chodzi mi tutaj od doznania zmysłowe, ale wnioski wynikające z samego procesu myślenia. Wszystko co się zdarza jest portretowane i fotografowane samym faktem zaistnienia. Światło odbite jest informacją, która ulatuje, ale nie znika. Odczytanie informacji jest tylko kwestią metody detekcji i  precyzji przyrządów. Takim narzędziem odbiorczym jest również ludzki mózg. W zależności od inteligencji i zdolności odbiór jest bardziej lub mniej wyrazisty. Człowiek chcąc przekazać uzyskaną wiedzę, z racji niewyrazistości informacji, braku odpowiedniego języka modeluje ją i przedstawia w formie jakieś wizji. On sam może ją rozumieć, ale przekazując ją, siłą rzeczy, zniekształca (przez swój subiektywizm). Już św. August mawiał, że jak kto go nie pyta to wie, ale zapytany, nie wie, jak to przekazać. Z tego powodu, aby dojść do właściwego odczytania prawdy trzeba analizować wiele informacji i w wyborze statystycznym ujawniać ich sens.
           Wiedza pochodząca z rozumu może być wielka.  Z tego powodu napisana została nie jedna księga mądrościowa, w tym Biblia. Do Biblii można mieć wiele zastrzeżeń, ale jest ona kopalnią wiedzy. Hermeneutyka i egzegeza biblijna ujawnia jej nieprawidłowości i wady. Oczyszczona z plewów staje się księgą świętą. 
             Przykładem doniosłej informacji jest werset z Księgi Wyjścia 3.14, w której autor napisał: "Jestem, który jestem" jako wypowiedź Boga z krzaku gorejącego.  Opisane zdarzenie jest fikcją literacką, ale treść jest pełna mądrości.
Bóg ujawnia swoją istotę. On nie istnieje fizycznie. On jest samym istnieniem. Dowodem Jego istnienia są skutki Jego działania. On istnieje swoim działaniem. Dla wielu jest to nie do pojęcia. Istnienie kojarzy się z czymś namacalnym, odbieranym zmysłowo, ale słowa biblijne mówią tylko o istnieniu. Dla szukających zrozumienia niech przywołam inne pojęcia, które istnieją nie mając substytutu bytowego, np. czas. dobroć, miłość. Gdyby ktoś powiedział, że nie ma czasu, miłości, dobroci i innych podobnych pojęć, to zostałby potraktowany przez innych niewiarygodnie.
            Przytoczony werset uważam za bardzo silny argument na uzasadnienie teorii dynamicznej Świata. W niej umieściłem samego Stwórcę zachowując Jego
tajemnicę, co do Jego istoty i przymiotów. Jeżeli sam Stwórca jest istotą tylko działającą, to Jego dzieło stwórcze ma tę samą naturę. On nie musiał stwarzać nic nowego. Bóg stworzył Świat na swoje podobieństwo. Siłą rzeczy ma w swoich paradygmacie wieczność istnienia. Autor biblijny potwierdza ten fakt opisując powstanie Jego końcowego dzieła – istoty ludzkiej. 

poniedziałek, 28 października 2019

Dowodzenie słuszności tezy


        W filozofii nie ma laboratorium, aby wykonywać badania i tym samym dowodzić słuszność postawionej tezy. Pozostaje tylko dowodzenie słowem, logiką,  rachunkiem prawdopodobieństwa, statystyką. Cały Świat i zdarzenia są poletkiem obserwacji z których można wyciągnąć wnioski. Dla świata naukowego to jeszcze za mało. Liczą się pomiary, wymyślne eksperymenty.
          Podana teoria świata dynamicznego należy do gatunków filozoficznych. Zamierzam przedstawiać argumenty za jej poprawnością posługując  się wszystkim co nadaje się do uzasadnienia postawionej tezy.
          Na początek przywołam wyniki badań kwantowych. Fizyka kwantowa wyraźnie wskazuje, że materia w najmniejszych wymiarach gubi swoją materialność, a ujawnia strukturę energetyczną. We wnioskach mówi, że materii jako takiej nie ma. Materia jest tworem wtórnym. Teoria materialistyczna okazuje się błędna. Materialiści stracili swoją główną bazę. Mówienie, że materia jest wieczna nie ma swojej racji. Wszystko zaczęło się od energii, bo ona jest głównym substytutem świata rzeczywistego. Ona buduje świat materialny, nadaje jej ruch i prowadzi wszelakie procesy. Argument kwantowy jest bardzo silnym dowodem do postawionej tezy.
          Energia jest pojęciem, którego do dzisiaj nie udało się zdefiniować. Pozostaje mi szkolna regułka. "Energia jest to zdolność do wykonania pracy". Regułka nie tłumaczy jej istoty. Energia jest fenomenem, bo trudno definiowalna zarazem jest dostępna, przeliczalna i łatwo daje się przekształcać. Wierząc w istnienie Przyczyny Stwórczej można powiedzieć, że jest emanacją jakieś mocy.
          Nie rozbudowując obecnie tematu Stwórcy można wnioskować, że istniała i istnieje Moc sprawcza. Ateiści, którzy godzą się z utratą materii mogą przerzucać się na obronę istnienia wiecznej energii. Fizyka kwantowa potwierdza, że w próżni zachodzą zjawiska stwórcze i pojawiają się cząstki wirtualne, które bardzo szybko anihilują. W świecie obowiązują zasady symetrii. Tylko złamanie ich ma charakter stwórczy.  Uczeni wiedzą, że zjawiska, które zachodzą, są sterowane jakąś logiką, mądrością, inteligencją. Naturalny bezład bezdusznych praw przyrody zostaje ujęty w ramy jakiś celów, koncepcji.  Pojęcie Mocy można połączyć z pojęciami rozumowymi. Istnieje rozumna Moc.
           Fizyka kwantowa, jak i ogólna daje mocne argumenty na uzasadnienie teorii świata dynamicznego.
            Według mojego rozeznania akt stwórczy, który się dokonał, stworzył jedną jaźń, Świat, który został podzielony przez człowieka na świat rzeczywisty i nadprzyrodzony. Dla mnie jest to Jedność, co zamierzam uzasadnić.

niedziela, 27 października 2019

Pełniejsza teoria bytowa


        Posiadając własną koncepcję filozoficzną trzeba ją rozwijać, aby wykazać, że opisuje ona w pełni, przynajmniej własny punkt widzenia Świata, jego stworzenie, Stwórcę i człowieka.
        Dynamiczna struktura świata traktuje byty materialne jako twory wygenerowane z energii. Z energii tworzą się więc substytuty bytów (substancje, podkłady materialne). Byty mają przypadłości (przymioty). W przypadłości zapisane są wszelakie informacje, w tym świadomość.  Przypadłość jest duszą bytu człowieczego. Jest funkcjonałem (o tym wcześniej wspominałem). Z funkcjonału można budować np. postać astralną człowieka. Byty zwierzęce mają również przymioty, ale nie zawierają pierwiastka bożego.
         Ta, w skrócie opisana teoria dynamicznej struktury świata tłumaczy świat materialny – zmysłowy, ale  i świat astralny, metafizyczny. Teoria dynamiczna jest teorią pełniejszą niż dotychczasowa ontologia. 
         W funkcjonałach  mieszczą takie pojęcia jak dobro, miłość, uczucia i odczucia. W ludzkim obrazie Stwórcy Bóg jest Funkcjonałem Miłości i Dobra pisane dużą literą. W tym pojęciu mieszczą się też pojęcia pejoratywne – zło.
         Na tej płaszczyźnie można mówić o walce dobra ze złem. Oba te pojęcia mają tą samą naturę. Zło z dobrem mogą się znosić, interferować. Wiele dobra interferując tworzą większe dobro. Bóg udzielając swej mocy tchnął  ją w postaci energii. Ona to stała się przyczyną powstania świata materialnego i motorem ich działania. Energia jest pochodzenia bożego. Jej właściwości są niezwykłe nawet ujmując ją fizykalnie. Przede wszystkim jest niezniszczalna. Można ją tylko przekształcać z jednej postaci w drugą. Jest policzalna a z drugiej strony jest niezależna. Człowiek otrzymał zdolność jej wykorzystania.
         Dynamiczna struktura świata ma wielu ojców. Od dawna filozofowie, uczeni odkrywali jej paradygmaty. Ja tylko połączyłem mądrości wielu. Teoria jest trudna do przyjęcia ze względu na narzucany sposób myślenia. Świat materialny i jego zasady zostały człowiekowi wtłoczone do rozumu. Nie łatwo dokonać redukcji w sposobie myślenia. Przyjmując tę teorie czuję, że częściowo zbliżyłem się do Prawdy. Wiem, że wielu myśli inaczej. Mają do tego prawo. Ja zostaję przy swoim i jest mi z tym dobrze.

sobota, 26 października 2019

Nikt nie wywyższy się poniżając drugiego


        Przyjmując rolę proszącego trzeba wiedzieć, że wiele osób nie akceptuje takiej formy ujawniania swoich problemów. Jak napisała nieżyczliwa mi osoba pani Ilona N: "Z jednej strony skomlisz o pomoc finansową i potulnie prosisz o kasę, a z drugiej wyrachowany cwaniak. Niech Pan pomyśli,  jak świetnie Pan wyedukowal swoją córkę, że tak ojca wyrolowala".  Pani Ilona przekroczyła standardy przyzwoistości. Zamierzała uderzyć celnie, aby sprawić mi przykrość. Czy jej się udało?  Nie wiem? Słowa jej odebrałem jako odruch jej bezsilności. Wzbudziła u mnie litość. Przyszła mi na myśl sentencja: "Nikt nie wywyższy się poniżając drugiego". Ona będzie musiała żyć z myślą, że chciała komuś dokuczyć i uczyniła to umyślnie. Odbierając tekst bez emocji, odczytuję również prawdę, że sytuacja zmusiła mnie do  zapomnienia, co to jest duma. Komornik puka do drzwi, a on może przewrócić całe dotychczasowe życie. Gdybym był sam, to bym moje nowe położenie przyjął jako nową rolę życiową do odegrania w theatrum życia. Kto wie jakie są odczucia kloszardów? W Paryżu widziałem ich jako ludzi szczęśliwych. Może pani Ilona ma rację, że jestem wyrachowanym cwaniakiem. W końcu to liczę na innych. To że źle wyedukowałem swoje dzieci jest częściową prawdą. Mój syn Łukasz przeczy jej zarzutom. Podjął się spłacać długi swojej mamy.  Na koniec swojego maila pani ILona wykorzystała moją słabość ciała, pisząc: "pańska choroba tak Pana sfiksowala "
           Na kanwie naszych trosk, równolegle, ujawniło się wielkie dobro które drzemie wśród wybrańców Boga –  w ludziach (nazirejczykach), którzy z dobrej woli, estymy i serca podjęli się czynić anielską posługę i nieść nam owoce Bożej Opatrzności.  Ja sam otrzymałem własny program na dalsze życie – czynić dobro innym.


                 

piątek, 25 października 2019

Różnorodny Świat


          Gdyby istniał Świat sam z siebie, to bezduszne prawa przyrody zmierzałyby do ukształtowania go w jednej postaci. Może zaistniałaby jedna istota żywa powielana w milionach egzemplarzy. Tymczasem Świat jest różnorodny. Koło siebie rozwijają się gady płazy, ssaki, ptaki, owady w przeróżnych odmianach i gatunkach. To świadczy, że siłami natury, tymi bezdusznymi procesami kieruje jakaś Mądrość. Ta Mądrość ma swoje atuty zmysłu, inteligencji, poczucia estetyki. Z nich można odczytać Jej wolę, a z niej stosunek do Świata. Cokolwiek pojawia się na Świecie jest wyrazem uczucia miłości. Świat jest przez Mądrość umiłowany. Na końcu stworzeń pojawiło się dzieło najbardziej doskonałe – człowiek. Przez wolę i rozum jest odbiciem tej Mądrości. Jest stworzony na podobieństwo tej Mądrości.  Okryty jest powłoką cielesną i tym różni się od samej Mądrości, która jest ideą faktycznie istniejącą. I to jest główny paradygmat wiary. Wiara bez powyższego uzasadnienia jest naiwnością. Kto dostrzega w rzeczywistości tę Przyczynę Sprawczą nabiera przekonania. Przekonanie jest głównym atutem wiary. Pozwala zrozumieć i pokochać. A to pozwala z akceptować stan rzeczy. Człowiek istnieje z jakieś przyczyny i dla jakiego celu. Te dwie wartości są przedmiotem ciągłych ludzkich poszukiwań. Człowiek rozsądny musi godzić się z tym stanem rzeczy. Nie jest na Świecie sam. Jest Ktoś nad nim. Wiara i wiedza o tym ułatwia dostosowanie się do życia. Przez wolną wolę może czynić co chce, ale nie wszystko przynosi korzyść. Człowiek roztropny umie godzić reguły gry, które otrzymał do dyspozycji. Jeden ze swojego życia uczyni raj, inny poniesie porażkę, ale to jest już inny temat.



środa, 23 października 2019

Viri probati


          Apostołowie czynili cuda w imię Jezusa Chrystusa. Wiedzieli, że Dawcą dobra jest sam Bóg. Oni wyrażali tylko swoją wolę. |Zostali pouczeni przez Jezusa, kiedy skarżyli się o "konkurencji":  "Wtedy Jan rzekł do Niego: «Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami». Lecz Jezus odrzekł: «Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie" (Mk 9,38–39). Jezus przekazał swoim uczniom i wiernym potężny oręż sprawczy: "O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię" (J 14,14). Moc modlitwy przebłagalnej i ja doświadczam. Pomaga mi w tym modlitwa przekazana przez Jezusa – Ojcze Nasz.

          Ja nie daję wiary biblijnym mitom, legendom i bajkom, ale sercem odbieram przekaz od Boga.  Moja wiara jest skoncentrowana na istocie Boga i Jego paradygmatom. To co pochodzi z serca jest niesamowite silne. Wierzę, bo dane jest mi dużo rozumieć. Nawet jakby Kościół ogłosił mnie heretykiem, to mam to w nosie. Ja jestem w Nim, a On we mnie.

          Liczę na papieża Franciszka. Jest on otwarty na zmiany. Ostatnio mówi się o rozpropagowaniu świeceń żonatych mężczyzn viri probati (cieszących się we wspólnotach dużą estymą). Takie święcenia żonatym mężczyznom jest w Amazonii koniecznością.

wtorek, 22 października 2019

Druga rocznica


       Dzisiaj jest dla mnie i mojej rodziny wielki Dzień – 2 lecie swoistego aggiornamento. Po szpitalnych perypetiach związanych z udarem, zawałem serca, znaczną utratą wzroku w jednym oku,  22 października 2017 roku nastąpiło przebudzenie i dotarło do mnie zrozumienie sytuacji finansowej na skutek nierozważnych pożyczek i spirali zadłużenia. Zrozumiałem, że trzeba przerwać tę spiralę w którą popadliśmy z głupoty dobrego serca i miłości rodzicielskiej. Zwykle w takich chwilach rodzi się gniew, uczucie złości i nienawiści do źródła i przyczyny utrapienia. Żona i ja (i to nas łączy) postanowiliśmy nie poddawać się złym emocjom, ale zaufać Bogu, że nam pomoże spłacić wszelkie zobowiązania. Przed nami stanęło zadanie wręcz niewykonalne. Zabroniono mi ujawniać kwoty, dlatego posłużę się szyfrem. To kwota bliska:  1900-tna z kolei liczba pierwsza pomnożona przez 1000. Jak mi napisał jeden z kolegów (Tomasz Z): "Kwota o której piszesz jest niewyobrażalna dla naszych kieszeń".
        W pierwszym odruchu ulegliśmy panice i przygnębieniu. Strach przed komornikiem był wielki. Pozbyłem się wszelakich dóbr materialnych. Ukochany syn Łukasz wziął na swoje barki długi żony i swojego dziadka, córka swoje, a ja własne. Otrzymuję emeryturę i prowadzę jednoosobową firmę informatyczną (pracuję z lupą przy komputerze). Schowałem swoją dumę do kieszeni i ujawniłem wśród znajomych i bliskich naszą sytuację. Do tej pory to ja byłem dawcą i pomagałem innym. Teraz role się odwróciły. Bóg ze swej dobroci zesłał nam wielu posłańców, ludzkich aniołów, którzy w tych pierwszy miesiącach bardzo nam pomogli. Nie obyło się bez przykrych uwag i zniesławień. Były osoby, które wręcz nie życzyły sobie ze mną dalszych kontaktów (np. Wiesia F.). Spotkałem się też z jednoznacznymi odmowami pożyczek kumulacyjnych (osób majętnych), inwektywami (osób nieżyczliwymi).  Niektórzy pozorowali pomoc lub przenosili na inne podmioty. Poznałem również osoby wrażliwe, które mogę nazwać prawdziwymi przyjaciółmi. Wbrew obiegowych opinii pomoc nadeszła również od rodziny. Najbardziej wzruszają mnie osoby całkowicie obce (Ania, Zbigniew, Michał Halina, Urszula i inni). Obecnie założyłem konto charytatywne na blogu Zrzutka, dając możliwość wsparcia nas osobom nam przychylnym. Spłaciliśmy już 52 pożyczek (rekord Guinnessa).  Pomoc jest na równi z potrzebami. Sytuacja kosztuje nas dużo zdrowia, ale żyjemy i komornik do nas nie zawitał. Kontakt z osobą umiłowaną zachowany. Przed nami jeszcze wiele trudnych chwil, ale ufamy, że Miłosierdzie Stwórcy nie zna granic. Doświadczenie Hioba jest wielką szkołą pokory.


poniedziałek, 21 października 2019

Ślepe posłuszeństwo


        Zwykle tak jest, że upadek zmusza i  inspiruje do zmian doktrynalnych. Zadaję więc pytanie, czy obecna słabość instytucjonalna Kościoła nie jest znakiem, że trzeba coś w nim zmienić?  To co było dobre dwa tysiące lat temu, co się sprawdzało,  obecnie jest niekonieczne. Inne nastawienie na świat, obecna wiedza podpowiada – należy coś zmienić. Z dzisiejszego punktu widzenia, to co nazywało się ślepym posłuszeństwem dzisiaj należy zmienić na świadome działanie. Dawno narzucano Objawienie Boga w Piśmie Świętym. Dzisiaj mówi się o odczytywaniu Boga we własnym sumieniu. Czynione dobro przypisano ludziom, stąd wielość błogosławionych i świętych. Dzisiaj wraca się do koncepcji Boga jako jedynego generatora dobra. Dawniej ważny był wizerunek Boga w Osobie Jego Syna. Dzisiaj Boga odnajduje się w zakamarkach ludzkiego sumienia. Tam tworzy sie obraz Boga na miarę ludzkich zdolności.
       Czy na tych nowych przesłankach nie można przebudować doktrynę religijną.  Czy one wystarczają, aby przebudować gmachy Kościołów na kościoły umiejscawiane w ludzkich sanktuariach duchowych. Na bazie takich myśli można zbudować królestwo Kościoła wewnętrznego, bez bogactw, fasady i wystroju Cesarstwa Rzymskiego.. Kościół skromny ale wewnętrznie bogatszy i bliższy Kościołowi Chrystusowego. Czy zakony, które mają obecnie nie najlepszą renomę nie można sprowadzić do świeckich zakonów bezhabitowych?
Takie zakony są trudniejsze w prowadzeniu, ale są zintegrowane ze społeczeństwem. Czy zamiast opowiadać bajki o niebiańskich aniołach, jako bytach duchowych, nie można dostrzegać ludzkich posłańców Boga? Czy grzech pierworodny, który jest literacką fikcją nie można nazywać ludzką grzesznością? Czy Niepokalane poczęcie nie jest tylko pobożnym życzeniem wywyższania Maryi, tylko dlatego, że obraz taki jest bliższy ludzkiej wrażliwości. Czy nie nadszedł czas, aby odłożyć na bok legendarną otoczkę narodzenia Jezusa Chrystusa i przedstawiać Go jak Człowieka podobnego do zwyczajnych ludzi, nie pozbawiając Go należnej godności i boskich atrybutów.
Proszę pomyśleć o nowych pokoleniach. Ich nie przywiąże się do Kościoła starymi więzami. Im trzeba pokazać prawdziwy obraz Boga i królestwa Bożego.

niedziela, 20 października 2019

Co jest dobre, a co złe?


        Czy w słowach: "Bóg zapłać" nie ma potwierdzenia  głoszonej tezy, że tylko Bóg może generować dobro!? Wracam do tej myśli, bo jest ona przywołaniem nauki Kościoła. Z tą tezą wielokrotnie już się spotkałem, ale z braku zapisków nie odtworzę jej źródeł. W przestrzeni teologicznej więcej można spotkać artykułów na temat: "Czy Bóg może popierać zło". W Ewangelii Łukasza znajduje się perykopa pt. "Obrotny rządca". Choć w przypisie tłumaczy się sens opowieści chwaląc obrotność rządcy: "Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił" (Łk 16,8), ale nie zmienia to faktu, że rządca oszukał swojego pracodawcę rozdając jego majątek. Pracodawca zaufał swojemu pracownikowi, a on dla własnych korzyści: "Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu?" (Łk 16,3) go okradał. Kościół uczy, że cel nie uświęca środki. Jest tu wyraźna sprzeczność dydaktyczna. W dalszym wersecie jest wręcz napisane: "Ja też wam powiadam: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy [wszystko] się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków" (Łk 16,9). Na błędnej tezie autor Ewangelii buduje poprawny wniosek: "Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? " (Łk 16, 10 – 12). Po takiej lekturze ciężko jest powrócić do równowagi myśli co jest dobre, a co złe.

sobota, 19 października 2019

Do Pani Danusi ze Słupska



       Wczoraj otrzymałem na moje prywatne konto (nie konto Zrzutki) wsparcie finansowe od p. Danusi ze Słupska. Nie pamiętam, abym znał tę panią. Ucieszyłem się i wzruszyłem anonimowością i wrażliwością nieznanej mi osoby. Nikt jej nie zmuszał. Uczyniła gest z dobroci serca. Zastanawiam się skąd pozyskała prywatne konto, które choć nie ukrywam, trzeba zadać sobie trud jego odnalezienia. Domyślając się, że jest czytelniczką mojego blogu o tematyce religijnej (tam kilkakrotnie ujawniłem moje konto) tę drogą chciałbym jej serdecznie podziękować. Każdy dobry uczynek w moim kierunku odbieram emanacją dobrej energii (modlitwą), którą zwrotnie kieruje w kierunku źródła. Niech moja radość i życzliwość przyniesie jej  plony obfite. Jesteśmy jedną wielka rodziną i należy sobie pomagać.
       Ja w swojej filozofii filozoteistycznej uważam, że ludzie czyniący dobro zostali powołani na służbę Stwórcy poszerzając grono ludzkich aniołów do przesyłania dobra pochodzącego od Niego. Człowiek uczestniczy więc w Łasce. Anioły pochodzenia ludzkiego są osobami wyróżnionymi, tym samym są Jego wybrańcami (nazireńczykami) i Bóg o nich nie zapomni. Wynagrodzi sowicie: "bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę" (Łk 10,7). W chwili takich wzruszeń przypomina mi się scena Samarytanina spotykającego pokrzywdzonego, który nim  się zaopiekował  (Łk 10, 30 – 37). Droga Pani Danusiu. W tą scenę Pani się wpisuje i wypełnia piękny obraz  miłosierdzia. Jeszcze raz bardzo dziękuję.


piątek, 18 października 2019

Kompromitacja kraju na forum międzynarodowym


          Rozumiem karanie za zgorszenia czynione umyślnie, ale za edukację seksualną?! To nie mieści się w głowie. Na tle seksualności niektórzy mają na prawdę bzika. Może przyczyny są w nich samych (uderz w stół, a nożyce się odezwą)? To co czyni obecnie sejm w legislacji jest kompromitacją kraju na forum  międzynarodowym. Szkoda, że część polskiego społeczeństwa (8 mln.) nie rozumie, ile szkód uczyniła obecna władza. Czy tylko pieniądze się liczą? Czy dożyję odrodzenia?

czwartek, 17 października 2019

W swojej pysze wierzę


          Za nami wybory. Odczuwam osobistą porażkę. Pocieszeniem są dane kto głosował na KO. Już starożytni Grecy mówili, kto powinien zajmować się polityką. Przedsiębiorcy, obywatele wykształceni są najlepiej predysponowani do rządzenia krajem.  Inni bardziej narażeni są na manipulacje i podatni na obiecanki przedwyborcze. Pocieszam się, że obecna słabość opozycji jest zaczynem dobra, które przydarzy się w przyszłości: "Moc bowiem w słabości się doskonali" (2 Kor 12,9). W swojej pysze wierzę, że Polska jest pod szczególną opieką Bożej Opatrzności.

          Choć całym sercem jestem za PO, to wytykam im błędy z przeszłości. Ich obciążam za to, że dopuścili do autorytarnych rządów. Z ich rządzenia obudziły się demony i polityczne instynkty samowładzy. Kompleksy stały się przyczyną gier politycznych. Nie mądrość a pieniądz stał się władzy bliższy. Dziś trudno jest się przebić przez mury chwilowego dobrobytu.

          Głupotą jest walczyć z wiatrakami. Trzeba  z pokorą przyjąć stan rzeczy. Mleko się rozlało. Trzeba z porażki wyciągnąć naukę.

          Opozycja ma trudny orzech do zgryzienia. Sama nie pokona PISu. Trudno ich przebić dalszymi obiecankami. To prowadzi do ruiny państwa i szkody dla dalszych pokoleń. Ratunek przyjdzie z owoców ich dalszych rządów. Zło samo się zniszczy. Cierpliwości.


Przypominam prośbę:
https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Opis zrzutki:

Emeryt (70 lat) jeszcze pracujący, po udarze, zawale i wylewie w oku, cukrzyk. Pracuję przy komputerze z lupą w ręce. Geofizyk, programista, świecki teolog prowadzący blog tematyczny: http://swieckiteolog.blogspot.com/. Autor 9 książek filozoficzno-teologicznych. Z głupiej miłości do dziecka wdał się w spiralę zadłużeń. Otrzeźwienie nastąpiło po powrocie ze szpitala i powrocie do stanu zrozumienia sytuacji. Teraz zamierza spłacić wszystkie długi zanim odejdzie do Pana. Emeryturę i wszystkie przychody przeznacza na długi. Na lekarstwa, leczenie i bieżące wydatki środków brak.
Zmuszony sytuacją hiobową, los swój wystawiam na wolę Opatrzności i ludzką wrażliwość. Każda wpłata przyniesie mi ulgę. Z góry dziękuję.                     

środa, 16 października 2019

Wykrzyczeć do Niego swoje niezadowolenie


          Najciekawsze w podróży, w poszukiwaniach jest możliwość zmiany poglądów i ocen. Nie raz trzeba się cofnąć, aby dojrzeć jakiś szczegół i zmienić zdanie. Na taką przygodę intelektualną ja się wybrałem i nie żałuję. Gdyby ktoś zadał sobie trud oceny tego, co piszę już  od 11 lat to zauważyłby, że czasem odbiegam od nauki Kościoła, aby asymptotycznie poznawać Prawdę. Istota Prawdy jest znana tylko Bogu. Człowiek może się tylko do niej przybliżać. Stąd myli się każdy jak mówi że zna prawdę. Sam siebie oszukuje. Tę słabość ma również Kościół, który składa się z ludzi. Zmiana ocen sprawia, że poszukiwania stają się fascynujące.  Czasem trzeba zbłądzić, żeby odnaleźć właściwą drogę. Poszukiwania czasem stają się iluminacją, odkrywczym światłem, który ujawnia to, co było do tej pory tajemnicą. Aby przeżywać te emocje poznawcze nie można się bać. Dawno doszedłem do wniosku, że strach przed Bogiem jest głupotą (co innego jest bojaźń przed Bogiem). Koncepcja Wcielenia Boga w ludzką postać daje mi tę śmiałość. Do Boga można zwracać się bezpośrednio. Można nawet wykrzyczeć do Niego swoje niezadowolenie. Boga można traktować jak Przyjaciela, któremu można się zwierzyć, porozmawiać, ponarzekać. Jego stała obecność w ludzkim życiu pomaga, wzmacnia i przestrzega. Trzeba tylko otworzyć się na Niego, zaakceptować, że ciągle nam towarzyszy, że jest naszym Stróżem. Ci którzy Go odrzucają w sumie są samotni. Na dłuższą metę samotność jest nie do zniesienia, bo człowiek ma zakodowaną przyjaźń z Bogiem. Nic tu się nie poradzi. Bóg jest w nas, a my w Nim, bo mamy tę samą naturę duchową.  Wobec tych mądrości szczęśliwy jest ten, kto zaakceptował ten stan rzeczy. Z Bogiem choćby na konie Świata! Bez Niego, stajemy się Jego karykaturą.

wtorek, 15 października 2019

Duch Święty


              W Ewangelii Jana intryguje zapis słów Jezusa: "Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was" (J 16,5). Można się domyśleć, ze chodzi o Ducha Świętego. Tajemnicza jest ta Osoba z Trójcy Świętej. Po pierwsze, nigdzie nie jest napisane o dialogu Boga Ojca, czy Syna Bożego z Duchem Świętym? Dlaczego? Katecheza katolicka mówi wyraźnie mówi o Osobie. Jak można to wytłumaczyć dla ludzkiego zrozumienia. W języku ludzkim istnieje pojęcie Stwórcy. kilka religii nazywa Go Bogiem, ale nie podkreślają tym Jego istoty. Otóż w pojęciu Boga najskrytszym paradygmatem jest  Jego natura. Ona jest nazwana Duchem Świętym. W koncepcji dynamicznej jest to Akt działający. Na to pojęcie nakłada się Ojciec – Bóg i Syn  Boży. Jedna natura opisana w trzech Osobach. Duch Święty  jest jakby najbardziej istotny. Stanowi główny paradygmat Stwórcy – Divinum (boskość). Dlatego ewangelię mówią o niewybaczającym grzechu przeciwko Duchowi Świętemu: "Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone" (Mt 12,31). Słowa Ewangelii podkreślają w tym istotę. Ojciec i Syn pełnią tylko boskie funkcje.  Każda z Osób ma jakby inne zadanie (funkcję). Duch Święty mówi o istocie Aktu działającego. Ojciec jest Stwórcą i Patronem. Dźwiga na sobie autorytet Stwórcy. Syn jest ludzkim obrazem Ducha Świętego, a zarazem Ojca. Jest uosobieniem Jego paradygmatów Miłości i Jego Miłosierdzia.
           Jezus odszedł jako Syn Boży, a pozostał jako prawdziwa Istota Boga – Duchem Świętym. Te galimatiasy słowne tylko wprowadzają zamieszanie. Duch Święty zachowuje swoją osobowość, której nigdy nie utracił. Ważne jest, że Istota Boga jest Osobą w rozumieniu ludzkim. Osoba jest podmiotem, z którym można nawiązać dialog. Duch Święty jest samą mądrością. Jezus pozostawił ludzkości samą esencje Istoty, to co uważał za najbardziej wartościowe.
          W religiach Wschodnich Istota Stwórcy nie ma osobowości – panteizm. Kontakt i dialog jest utrudniony. Odczytywać paradygmaty Boga można przez ludzki umysł. W nim tworzy się Jego obraz według ludzkich zdolności. Dla wielu jest to bardziej naturalne, prawdziwe niż gotowy opis Boga przygotowany przez twórców religijnych (np. judeo-chrześcijańskich).
         W tym powyższym kontekście prawdziwe są słowa ewangelii o preegzystencji Jezusa: "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało" (J 1,1).

poniedziałek, 14 października 2019

Wielkie rzeczy przygotował nam Bóg


         Wracam do trudnego tematu czynienia dobra. 10 marca tego roku napisałem:  Jeżeli ktoś ma wolę czynienia dobra, niech ją wyrazić wolą, zdając się na Boga. Może uczestniczyć fizycznie w czynieniu dobra, ale musi mieć świadomość, że nie do niego należy generowanie funkcjonału dobra. Może przyjąć posłanie anielskie, pozostawiając na służbie bożej. Uczynki dobre wynikające z własnych intencji zawsze są narażone na wspomnianą zasadę akcji i reakcji. Tą koncepcję odczytuję w wielu wersetach Pisma Świętego (Mt 5.34–37; Jk 5,12 ). Teraz przytoczę słowa z Ewangelii Jana: "ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15,5). Słowa Jezusa brzmią kategorycznie. Wracam do postawionego pytania: czy człowiek sam od siebie nie może robić dobrych uczynków?  Ze słów Jezusa wynika, że nie może. Człowiek jako stworzenie ma zdolność czynów, ale za każdym czynem kryje się jego wartość aksjologiczna. Sam czyn jest zazwyczaj mechaniką, np. dawanie jałmużny, ale rodzi się pytanie czemu ma służyć dawanie jałmużny, czym jest podyktowana ta czynność. Nasuwa się podpowiedź, miłością do drugiego człowieka. Miłość jest pochodzenia nadprzyrodzonego. Fakt, że słowo to przypisuje się ludzkiemu uczuciu, ale natura jej pochodzi od Boga. Jak jest napisane, że Bóg jest w nas, a my w Nim  daje postawę do przywłaszczania sobie boskich atrybutów i to jest czynione, ale samo stworzenie jest profanum do boskiego sacrum. Podobnie Jezus jako Człowiek nie uczyniłby żadnego cudu, które by nie pochodziło od Ojca. Dlatego Jezus często modlił się do Ojca i prosił Go o tę zdolność. Jezus poucza, że każdy człowiek może prosić Boga: "O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię" (J 14,14).
            Bóg stwarzając Świat dysponował mocą swojej natury. Udzielając ją światu przydzielił ją również człowiekowi. Mając Boga w sercu można czynić rzeczy podobne, ale za Jego zgodą (czytaj łaską).  Gdyby wierni wiedzieli i rozumieli ile drzemie w nich możliwości? Bóg obiecuje człowiekowi swoje dziedzictwo. W słowach Pisma Świętego można odczytać zamysł Boga nad ludzkim losem w wieczności. To nadzwyczajne. Nie napiszę jak będą wyglądały ludzkie losy, bo jest to tajemnicą, ale ufam słowom: "lecz właśnie głosimy, jak zostało napisane, to, czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują" (1 Kor 2,9).
             To co się człowiekowi przytrafia jest zdarzeniem losowym. Człowiek w swej pokorze musi to przyjąć, ale może się temu przeciwstawiać. Siłą swej woli może sięgać po boskie moce prosząc o łaskę. Proszącemu nikt nie odmówi. Trzeba tylko bardzo chcieć. Roztropny może pomagając Bogu poprawić swój los.  

niedziela, 13 października 2019

Błogosławiona wina zdarzeniem wtórnym


         Od dawna nurtują mnie dwie teorię. Jedna angażuje Boga i widzi w Nim sprawcę ludzkiej wiary, a druga mówi od oddolnym odczytaniu stanu Prawdy. Z pierwszą teorią spotykamy się czytając Ewangelię Jana. Sprawdziłem w wielu wydaniach Nowego Testamentu. W rozdziale 13 w przypisach czytamy: "Zdrada Judasza także wchodziła w zakres planów Bożych" (J 13,19 przypis). Ten przypis można tłumaczyć na sposób ludzki, i nie jest on korzystny. Podpowiada, że Stwórca uczestniczył w złu, i co gorsza, że to zło akceptował. Drugie tłumaczenie, bardziej mi bliskie jest, że  sprawy boskie nie można przekładać na sposób ludzki, ale spróbować wytłumaczyć na kanwie idei Boga, Jego natury i Jego paradygmatów. Aby to wytłumaczyć trzeba ująć to w opracowaniu szerszym. Tu, na tej ograniczonej  stronie publicystycznej jest to bardzo trudne, ale spróbuję.
         Stwórca z chwilą podjęcia decyzji o stworzeniu Świata założył, że narzędziem rozwojowym, napędowym rozwój będzie probabilistyka, losowość zdarzeń. Ona to miała zabezpieczyć zmienność, ciekawość i dalszy rozwój. Ta probabilistyka jest widoczna w wielu zjawiskach fizycznych, np. rozpad promieniotwórczy pierwiastków, zmienność wydarzeń (kataklizmy) losów ludzi (jak w sentencji: raz się jest na wozie, a raz pod wozem).  Na zdarzenia nakłada się etyka i ona stanowi cel rozpoznania ludzkich uczynków. To co się przytrafia jest tylko teatrem zdarzeń, ale liczy się ludzka postawa i sposób przezwyciężania trudności i nieprzychylności losu. Moja serdeczna przyjaciółka zaniepokojona jest istnieniem zła na ziemi (wojny itp). Obarcza Stwórcę za ich istnienie. Jest zniesmaczona tym, że przypisałem Stwórcy piękność w projekcie stworzenia. Bogu przypisuje winę za zło które się dzieje. Nie dziwię się bardzo ludzkiej reakcji, ale trzeba postawić sobie pytanie. Czy można stworzyć taki świat, w którym wszystko byłoby cacy? Według mojej wiedzy – nie można. Świat jest dynamiczny, potrzebuje stale bodźców, zmienności, przeciwieństw. Zło jest koniecznością aby dojrzeć jego przeciwieństwo – dobro. Jeżeli mówimy, że Zdrada Judasza wchodzi w zakres planów Bożych to trzeba rozumieć w sensie szerszym. Przytoczony przypis jest mylący i dziwię się, że został wpisany w Ewangelię. Judasz z własnej woli i własnych zamysłów uczynił zło. To, że jego uczynek stał się "błogosławioną winą" jest  zdarzeniem wtórnym. 
           Na temat konieczności istnienia zła pisałem już wiele razy. Grzeszność jest stałym elementem ludzkiego życia. Jak napisano: "! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się  zgorszenie (Mt 18,7)". O konieczności przeciwdziałaniu złu mówi Ksiega Rodzaju: "przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować (Rdz 4,7).
         Moja znajoma, w której pokładałem wielkie nadzieje współpracy tak pisała: 
"Uważam, że najważniejszy jest konfesjonał ludzkiego serca. Tam się odbywa intymne spotkanie Boga z człowiekiem. W ludzkim  sercu jest pierwsze i najważniejsze miejsce nawrócenia" (Marta Złotnicka). Czystość serca otwiera nas na głębsze widzenie rzeczywistości: Przystąpcie bliżej do Boga, to i On zbliży się do was (Jk 4,8).  

sobota, 12 października 2019

Historia religii, wiary, kultu


         Od dawna interesuje mnie historia  religii, wierzeń, kultów i sacrum. Dla badaczy tej dziedziny dostępne źródła to artefakty znalezione w grobach w grobowcach, rysunki w jaskiniach, stelle i inne obiekty sugerujące, że były obiektami kultu. To niewiele. Pierwsze kroki w badaniach naukowych uczynił  niemiecki filolog, orientalista Friedrich Max Müller (1823 – 1900) tworząc metodologię poznawczą, metodę porównawczą. Twierdził on, że religia towarzyszy wszystkim krokom człowieka, gdyż wynika z wszechobecnego doświadczenia sacrum. Było to zbyt późno.
          Wyobrażam sobie, że dla pierwszych homo sapiens istotny wpływ miały zjawiska naturalne, jak zorza, kataklizmy, zjawiska pogodowe, przypadki losowe. Poziom intelektualny pierwszych ludzi rozumnych wystarczał do stawiania sobie pytać dlaczego coś się dzieje. Czynniki o których wspomniałem powodowały strach, ale  i podziw. Człowiek w naturalny sposób chronił się od niebezpieczeństw. Zapewniając sobie chwilowy spokój rozważał zjawiska i szukał ich wytłumaczenia. Pojawiały się różne wizje, którymi dzielono się wśród członków plemion. Wyobraźnia ludzka podpowiadała, że istnieją moce, z którymi nie bardzo jest walczyć. Trzeba było bronić się ucieczką, albo prośbami zjednywać sobie przychylność niezrozumiałych mocy. Tak zrodziły się pierwsze modlitwy. Moce dobre ale i złe personifikowały się. Pojawiły się bóstwa. Przypisywano im ludzką naturę, bo tylko taką mieli na swój użytek. Pojęcia transcendencji, mistyki, ezoteryki pojawiły się później. Do tego potrzebna była zdolność abstrakcyjnego myślenia. Nauka podpowiada dwie teorię początków religii. Teorie politeistyczna i monoteistyczna. Zwolennicy teorii monoteistycznch forsują swoją teorię, ale rozrzut plemion na ziemi podpowiada, że naturalne wierzenia oparte były na wielobóstwach. Do religii monoteistycznej trzeba było aktu wiary wysublimowanej. Do takiej religii dorośli  narody semickie i to z wielkim bólem. Przez wieki religii Mojżeszowej towarzyszyły bóstwa rodzinne i inne wierzenia lokalne przodków.
          Znaleziony artefakty religijne datowane są na 8 tysiąclecie przed Chrystusem (Mezopotamia, Egipt).  Trzeba założyć, że życie religijne budziło się o wiele wcześniej.
           Stopniowo rodziła się wrażliwość duchowa, która uruchamiała tajniki ludzkich emocji. Człowiek nabierał zdolności komunikowania się ze światem ezoterycznym. Zaczynał odbierać sygnały metafizyczne, które interpretował według swoich zdolności. Samo odkrycie świata duchowego było ogromnym wydarzeniem i procesem ewolucji człowieka. Oprócz świata rzeczywistego istniał jeszcze inny świat. Powoli człowiek rozpoznawał, że  świat miał swoją przyczynę, że jest dziełem wysokiej inteligencji, zaangażowania i woli nierozpoznanego. Koncepcja początku świata zrodziła się nie z późniejszej nauki, ale z odczytania zakamarków ludzkiej duszy.

piątek, 11 października 2019

Zrzutka


https://zrzutka.pl/z/pawel1949
Zmuszony sytuacją hiobową, los swój wystawiam na wolę Opatrzności i ludzką wrażliwość. Każda wpłata przyniesie mi ulgę. Z góry dziękuję.
Moje konto: 16175013126887592000795755

Do tego potrzeba wiary


          Ewangelię Jana (szkoły Janowej) inaczej się odbiera czytając ją jednych tchem. Ujawnia się główna katecheza nauki wiary Kościoła chrześcijańskiego. Jezus usilnie  stara się przekonać słuchaczy o swoim boskim pochodzeniu: Mówił dobitnie, że zna Ojca, że ma te same przymioty i możliwości co Ojciec – Bóg (czynił cuda, uzdrawiał, przywracał do życia, rozgrzeszał). Mówił wręcz: "Ja i Ojciec jedno jesteśmy" (J 10,30). Jego determinacja bulwersowała faryzeuszy, uczonych w piśmie, wiernych swojej religii Żydów i nawet obecnych czytających. Nie można się dziwić, że słowa Jezusa szokowały.  Jezus profanował ich wiarę, Przywłaszczał sobie Boga dla siebie: " Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym " (J 1,49). Przyrównywał się do Największej Świętości, a według nich Jezus był zwykłym ich sąsiadem: "Przecież my wiemy, skąd On pochodzi," (J 7,27 ). Był Żydem jak wielu z nich: "W jaki sposób zna On Pisma, skoro się nie uczył?" (J 7,15). Jezus raził pobożnych Żydów swoją narracją, ba, bezczelnością.
            Treść ewangelii można traktować jako faktograficzny obraz rzeczywistości i do tego potrzeba wiary: "wielu uwierzyło w imię Jego, widząc znaki, które czynił" (J 2,23), albo jako próba narzucenia koncepcji religijnej przez szkołę Janową.  W tej opcji przekaz jest bezpardonowy. Jezus jest Bogiem na równi z Ojcem. Jezus jest zapowiadanym Mesjaszem: "Znaleźliśmy Mesjasza» - to znaczy: Chrystusa" (J 1, 43). Nie przyjęcie tej Prawdy jest równoznaczne z potępieniem: "Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego" (J 3,18); "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego" (J 3,3). Jezus już nie ukrywa swojego posłannictwa: "Jestem nim Ja [Mesjaszem], który z tobą mówię" (J 4, 26). Autor Ewangelii przedstawia partykularne cuda Jezusa: uzdrowienie chromego nad sadzawką, uzdrowienie niewidomego od urodzenia Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, znak w Kanie Galilejskiej, rozmnożenie chleba, świadczące o boskiej mocy Jezusa: "Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie" (J 10,25).
              Z tekstu można wyłowić fragmenty, które zasługują na zastanowienie. Jezus mówił do siostry Łazarza Marty: "Brat twój zmartwychwstanie»." (J 11, 23). Użył słowa: " zmartwychwstanie", które doktryna chrześcijańska przypisuje Jezusowi jako pierwszemu z ludzi, który Zmartwychwstał. W komentarzach biblijnych używa się słowa zmartwychpowstał.
              Jezus używa tego samego stwierdzenia co Bóg w krzaku gorejącym: "Ja JESTEM" (J 8, 24; 8,28; 8,58; Wj 3,14). Tym samym potwierdza swoje dynamiczne pochodzenie. Odcina się od świata stworzonego mówiąc: "Ja nie jestem z tego świata." (J 8,23).

czwartek, 10 października 2019

Pokochać własne życie


          Każdy ma własny scenariusz życiowy i swoją historię. Można ją opisywać według dostępnych gatunków literackich, od dramatów po komedie. To co jest istotne, to, to, że każde dzieło życia nie jest powtarzalne. W tej niepowtarzalności można dostrzec jej piękno. Życie składa się z chwil lepszych lub gorszych, ale każda chwila ma swój koloryt emocjonalny.  Z każdą chwilą gorszą wzbudza się nadzieje, że koszmar kiedyś się skończy, że będzie lepiej. W chwilach radości budzi się lęk, że szczęście szybko przeminie. Każde nowy dzień jest czysty sam w sobie. Jest niezapisaną kartą (tabula rasa), którą trzeba wypełnić i zamalować. Każdy jest malarzem własnego życia. Los narzuca człowiekowi zdarzenia na które w większości nie ma się wpływu,  ale sposób odbioru i przeżycia zależy od woli, wrażliwości którą ma się w sobie. Od ludzkiej psychiki zależy, czy odbierany świat jest w barwnych kolorach. Dramaty mogą dostarczać emocji i wzruszeń. Wielu osób twierdzi, że życie skromne jest bogatsze od życia w przepychu. Bogactwo usypia, odbiera emocje. Zwierzęta karmione stają się leniwe.
         Życie ludzkie można podzielić na krótkie scenki, epizody. W nich odgrywają rolę różne eksponaty. Można się im przyjrzeć i docenić nie tylko ich rolę ale strukturę, funkcjonalność, postać, kolor  i inne przymioty. Przyglądając się nim można zachwycić się ich szczegółami, niuansami. Wszystkie są w jakiś sposób małymi dziełami sztuki. Kiedy oglądam rysunki mojego wnuka (5 lat) to wzruszają mnie kreski i pomazańce, niezgrabne figury w których jest zapisana dziecięca emocja, wizja. W figurach nieregularnych, w abstrakcyjnych proporcjach zapisana jest np. koza. Jakby mi mój wnuczek o tym nie powiedział nie odczytałbym treści rysunku. Na moim biurku leży rysunek postaci ludzkiej z brodą sięgającą do stóp. Proste kreski, ale naładowane są dziecięcą wizją. Kiedy brałem do ręki skrzypce zawsze zachwycałem się ich budową. To geniusz ludzki sprawił, że one są tak piękne. Każdy zagrany dźwięk ma swoją treść i emocję. Wszystko w około do nas przemawia, cieszy nasz wzrok i o czymś mówi. Życie jest obecnością w bajkach czy w legendach. Dzisiejszy poziom technologiczny sprzyja ludzkiej wyobraźni. Latamy jak ptaki, pływamy jak ryby, sięgamy  do księżyca, oglądamy historie wszechświata sprzed miliarda lat. W tym wszystkich uczestniczymy naszym życiem. Wpisujemy się w globalną historię. Jak nie kochać własnego życia, własnej historii. Jak można nie podziwiać głównego Projektanta rzeczywistości.

środa, 9 października 2019

Każdy widzi i słyszy inaczej



          Zapraszam do podróży w temacie spotkanie Jezusa z Janem Chrzcicielem.
W ewangelii Mateusza Jan wyraźnie daje znać, że wie Kto do niego przyszedł: "Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?»" (Mt 3,14). U Marka można się domyślać, że zdawał sobie sprawę Kto go prosi o chrzest. Po Epifanii (cudowne Objawienie się Boga):  "A z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie»" (Mk 1,11). Natomiast u Łukasza Jan wysyła poselstwo do Jezusa w celu sprawdzenia Go: "Wtedy Jan przywołał do siebie dwóch spośród swoich uczniów i posłał ich do Pana z zapytaniem: «Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?»" (Łk 7, 18–19). Ewangelista Jan rozpoznaje Jezusa, choć przyznaje i to dwukrotnie: "Ja Go przedtem nie znałem" (J 1,31; 1,33).
          Jak tłumaczyć te różnice w przekazach ewangelicznych? Przede wszystkim sam fakt istnienia rozbieżności w ewangeliach jest dowodem, że nie próbowano ingerować w ewangelie i je poprawiać. To jest dobra wiadomość. Jak zatem wytłumaczyć różnicę?
          Ewangeliści nie byli świadkami spotkania Jezusa z Janem. Jezus powołał ich później. Czerpali więc wiedzę z przekazów innych źródeł. Na tym przykładzie widać jak trudno jest uchwycić prawdę. Każdy widzi i słyszy inaczej. Czas robi swoje. Ewangelie zostały napisane ok. 30 lat po śmierci Jezusa. To kawał czasu. Zapiski wykonano wcześniej. Było ich kilka.  Stąd te różnice.
          Dla wiernych pozostaje refleksja dotycząca prawdy. Każdy ma ją w swoim sercu, i tego trzeba się trzymać. Szukanie prawdy jest przygodą intelektualną. Dla niektórych jest nawet sensem życia. Dla wielu jest to zupełnie obojętne.

wtorek, 8 października 2019

Póki rozum jest zdolny


          Przekazuję od 11 lat uniwersalne myśli z różnych dziedzin. Fascynuję się wiedzą, ale uwaga moja skupia się na temacie dynamicznego obrazu świata. Nieskromnie uważam, że po to narodziłem się, aby głosić i przekazać światu nowe spojrzenie na jego istotę. Wiedza o tym pochodzi od tysięcy opinii uczonych, teologów, filozofów ale i własnej intuicji. Odkrycia dokonane w XX wieku z dziedziny fizyki znacznie przybliżyły mnie do takiego spojrzenia. Dynamiczna struktura świata tłumaczy nie tylko zjawiska fizyczne, ale i duchowe. Zdaję sobie sprawę, że nie jest ona łatwa w odbiorze. Może jest za wcześnie, aby o niej mówić, ale ja jestem o niej głęboko przekonany. 
           Szkoda, że nie mam z kimś o tym pogadać? Może polemika wykazałaby mi błędy w moim rozumowaniu. Moje przekonania pozbyły mnie dotychczasowego oglądu na świat. Świat zmysłowy pochodzi nie od świata stacjonarnego, materialnego, ale od świata stale tworzonego się. Zmysły odbierają skutki tych zmian. To co ma znamiona trwałe, to historia która zapamiętuje zdarzenia. To, co już się zdarzyło staje się już fotografią zapisaną w kadrze, wspomnieniem. Przyszłość jest jak tabula rasa,  czysta, niezapełniona i pełna nadziei.
          W tej idei Bóg jest Przyczyną Sprawczą, który "Jest" i działa. Ten Fenomen można tłumaczyć skutkami Jego działalności. Tylko ludzie którzy są zdolni otworzyć się na Prawdę mogą przyznać mi rację. Tylko Ci, którzy nie mają w sobie fałszywego lęku przed Bogiem, mogą o tym i o Nim rozmawiać. Taki obraz  epistemologiczny opisał Prus w swojej książce "Faraon". Kapłani znali Prawdę. Dla mas była inna religia. Tak dzieje się i dzisiaj. Parafialną wiarę trzeba zachować dla kultu publicznego. Ona jest społeczeństwu i wiernym potrzebna i spełnia pozytywną rolę, ale Prawda jest w innym miejscu. Tylko, ten kto jej szuka może ją odnaleźć.  Ten kto poznaję prawdę naraża się na potrzebę dalszego jej poszukiwania. I to bez końca. Nie dziwię się, jak ktoś zatrzymuje się w połowie drogi poszukiwań i mówi dość. Ja do tych nie należę. Jestem skazany na ciągły głód wiedzy, póki rozum jest zdolny na jej przyjmowanie.
             Racjonalne spojrzenie nie odebrało mi wrażliwości duchowej. Dalej uważam, że modlitwa i trwanie przed Bogiem jest cudownym wypełnieniem życia. Współczuję tym, którzy sami pozbawiają się tych odczuć,  wrażeń i przeżyć.

poniedziałek, 7 października 2019

Życzę Polsce, rodakom i sobie jak najlepiej


          Za 6 dni wybory. Nie piszę za wiele na ten temat. Inni wykonują tę ciężką pracę i  przekazują nam swoje racje i spostrzeżenia. Przez media opinii jest wiele i słusznych. Każdy przekazuję jaką część prawdy, a jednocześnie kłamie w imię własnych interesów. Na podstawie milionów wypowiedzianych słów można wyrobić sobie opinię o stanie nasze państwa. Tylko głupcy nie orientują się w sytuacji i nie widzą szerzącego się zła. Martwię się o przyszłość naszego kraju, a jednocześnie ogarnia mnie złość, jak pomyślę jakie mamy społeczeństwo. Do tej pory byłem dumny, że urodziłem się Polakiem. Dzisiaj nie mam tej pewności. Mam ogromny żal do rodaków, władzy i Kościoła. Zawiodłem się na całej linii. Upewniam się, że jestem niepoprawnym idealistą, ale przekonanie, że świat może być idealny gaśnie. Teraz widzę, jak na dłoni bezwzględną walkę wszystkiego ze wszystkim na szerokiej płaszczyźnie rzeczywistości w różnych aspektach życia. Jestem za stary, aby walczyć. Pozostaje mi ucieczka  w świat iluzji. Żyję osiągnięciami wielu wspaniałych uczonych. Fascynuje mnie historia, nauka i przyszłość. Globalnie odbieram świat jako piękny i niezwykły projekt. Łudzę się, że można żyć lepiej. Zadaję sobie pytanie, czy o dobro trzeba ciągle walczyć? To co się pozyska wystarcza na chwilę. Czy w tym jest sens ludzkiego życia? Czy wytworzone dobro nie powinno być stacjonarne, trwałe. Czy boski projekt posiada wady? Czy wolno mi nawet o to pytać? 
         Brakuję mi radości życia. Może słabość ciała nie pozwala mi na radosne spojrzenia. Z drugiej strony myślę, że przez dobre wiadomości odzyskać można dalszą wolę walki. Z tą nadzieją idę na wybory, aby przyczynić się swoim głosem dla dobra naszego kraju. Życzę Polsce, rodakom i sobie jak najlepiej.

niedziela, 6 października 2019

Aby człowiek mógł sięgać dalej


          Jak donosi nauka: "podczas każdej sekundy przez jeden centymetr kwadratowy ziemi zwrócony prostopadle do Słońca przelatuje 65 miliardów neutrin, przez ciało człowieka – około stu bilionów tych cząstek na sekundę" ( neutrina, zwane cząsteczkami-duchowymi. Jest to cząstka elementarna należąca do leptonów, dysponująca zerowym ładunkiem elektrycznym i bliską zera masą spoczynkową). To świadczy, że w przestrzeni panuje niesamowity tłok. Te małe twory mają wpływ na najskrytsze organy biologiczne – geny. Jak mówią naukowcy stopień zmian zachodzących jest bardzo duży. Scott Kelly jeden z braci jednojajowych (drugi o imieniu Mark), astronauta NASA spędził rok na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Po badaniach obu braci okazało się, że ich DNA różnią się od siebie. Naukowcy dowiedli, że lot kosmiczny miał wpływ na ekspresje genów. Stwórca postawił granicę poznania. Może jeszcze jest za wcześnie, aby człowiek mógł sięgać dalej.
            Za to nauka zbliżyła się do leczenia choroby Alzheimera, AMD (zwyrodnienie żółtej plamki w oku, dotyka 25 mln ludzi) i anemię sierpowatą (anemia sierpowata to wrodzone schorzenie układu krwionośnego, polegające na nieprawidłowej budowie hemoglobiny, odpowiedzialnej za transport tlenu. Ten typ anemii jest dziedziczny. Choroba występuje najczęściej w środkowej i zachodniej Afryce).  W Polsce przypadki anemii sierpowatej są bardzo rzadkie, ale ponieważ obecnie ludzie podróżują, uczą się, pracują i żyją w różnych miejscach świata, zdarzają się związki z osobami z krajów, gdzie częstość nosicielstwa mutacji dla anemii sierpowatej jest znaczna – mówi prof. Anna Latos-Bieleńska.
           Ja już z pewnością nie doczekam się możliwości wyleczenia cukrzycy, ale dla nowych pokoleń to szansa. 
          Drugim wielkim sukcesem, tym razem już w skali makro, było przywrócenie wzroku dwóm pacjentom cierpiącym na zwyrodnienie plamki żółtej (AMD). Dzięki eksperymentalnej terapii przy użyciu komórek macierzystych udało się powstrzymać, a następnie wycofać skutki najczęstszej choroby wywołującej ślepotę. Choć wzrok obu pacjentów nie pozwalał im już nawet na rozpoznawanie twarzy z bliska, dziś są w stanie bez problemu czytać książki. W tym wypadku mówimy o wyjątkowo obiecujących wynikach – nic dziwnego, że rozpoczęto oficjalne testy kliniczne tej metody.
          Mój wylew w oku można usunąć operacyjnie, ale jak mówią specjaliści operacja jest bardzo niebezpieczna. Pozostaje mi męczyć się z tą słabością i liczyć na drugie oko, które też jest po usunięciu zaćmy.
          Mimo wszystko, dokonania nauki cieszą i są nadzieją dla przyszłych pokoleń.

sobota, 5 października 2019

Jezus dowodem istnienia Ojca


          Dzisiaj często uważa się Jezusa za jednego z wybitnych religijnych budowniczych świata, którzy przeżyli głębokie doświadczenie Boga. Od strony podmiotowej jest: Odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty (Hbr 1,3). Jest obrazem Stwórcy: Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca (J 14,9). Jezus jest żywym dowodem istnienia Boga. Wcielając się w Syna wszedł do naszej rzeczywistości, którą sam stworzył. W tekstach Ewangelii, zwłaszcza u Marka, można wielokrotnie odczytać ślady prawdziwego człowieczeństwa Jezusa. Jezus miał potrzeby, jak każdy zwykły człowiek. Podlegał również pokusom. Nie był On jednak żadnym grzesznikiem. Przykładem może być potrzeba ludzkiego odpoczynku: Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu (Mk 7,24). Odczuwał głód: Wracając rano do miasta, uczuł głód (Mt 21,18). Płakał nad upadłym miastem Jerusalem: Gdy był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim (Łk 19,41). Ulegał wzruszeniom: Jezus zapłakał (J 11,35). Cieszył się dobrem: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom (Mt 11,25). Cierpienia Jezusa są nieprawdopodobnie ludzkie: Syn Człowieczy musi wiele cierpieć (Mk 8,31). Odczuwał smutek: Smutna jest moja dusza (Mt 26,38). Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «chcę, bądź oczyszczony!» (Mk 1,41). Żal Mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść (Mk 8,2). Jezusowi nie obce było uczucie gniewu: Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!» (Mk 3,5) ani oburzenia: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki (Mt 16,23). Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć, i odczuwać trwogę (Mk 14,33). Jezus spożywał jedzenie, jak każdy człowiek: Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: «Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników» (Łk 7,34).  Potrzebował snu: "Nagle zerwała się gwałtowna burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź On zaś spał; " (Mt 8,24).
        Bezgrzeszność Jezusa jest wynikiem Jego woli, która była sprzężona z wolą Ojca.
        Wielokrotnie podkreślał, że jest posłany przez Ojca: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał  (Mk 9,37). Na pytanie synów Zebedeusza odpowiedział: Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane (Mk 10,40).
        Jezus był pełen pokory. Potrafił łączyć w sobie łagodność ze stanowczością, miłość ze sprawiedliwością, ubóstwo z godnością, oddanie się Ojcu Niebieskiemu z całkowitą służbą dla ludzi, modlitwę z pracą i działaniem. Nie miał w sobie kompleksów. W Nim była idealna harmonia między moralnością a religijnością. Miłość Jezusowa jest potężna, przebaczająca, odkrywająca pokłady dobra w człowieku, bezinteresowna, całkowicie służebna. Syn Boży był pierwszym człowiekiem, który bez reszty oddał się swojemu Ojcu Przedwiecznemu. On pierwszy w sposób wolny wybrał nieposiadanie małżonki (celibat) i rodziny, aby być całkowicie oddanym nam i swojej misji. Jezus stał się Oblubieńcem ludzi. Jego heroiczne oddanie Ojcu przyniosło wszystkim ludziom odkupienie grzechów. Dla nas stał się wzorem i przodownikiem do naśladowania.
        Jezus modlił się do swego Ojca bezustannie. Opisane są chwile Jego modlitw w ważnych i decydujących chwilach swego życia. Modlił się jako Człowiek, nie jako Bóg; jako Osoba do Osoby. Bóg był w Nim, ale Jezus wiedział, że jest też Człowiekiem. W czasie chrztu Jezusa, gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie» (Łk 3,21). Każde nauczanie czy uzdrawianie poprzedzał modlitwą. Ulubionym miejscem była pustynia (eremos) i góry:  Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił (Mk 1,35). Na modlitwę zabierał swoich uczniów, ale modlił się również sam i to przez wiele godzin: wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga (Łk 6,12). Modlitwa była Jezusowi potrzebna. Kontakt ze światem Bożym Jezusa przemieniał i przebóstwiał. Otrzymywał od Ojca dary Ducha Świętego. Nabierał mocy, która z Niego wychodziła, gdy uzdrawiał. Moc ta pozwoliła Mu również przezwyciężyć lęk przed ukrzyżowaniem: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!» Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię (Łk 22,42–44). Jezus modlił się w ostatniej chwili swego ziemskiego żywota – na krzyżu. Skonał więc z modlitwą na ustach.

piątek, 4 października 2019

Odkrywanie Boga


        Odkrywanie Boga w sobie w pewnym sensie bardziej uczłowiecza Jezusa, a przynajmniej kontrastuje dwie Osoby od siebie. Jezus-Człowiek jest bardziej wyrazisty i nam bliższy. Jego cierpienia są bardziej realne. Jezus cierpiał tak, jakby cierpiał każdy człowiek na Jego miejscu. Nie miał taryfy ulgowej z racji natury Bożej. Kiedy już nauczał – wiedział: "Pisma, [...] to one właśnie dają o Mnie świadectwo" (J 5,39). Jego nauka nie będzie dywagacją, polemiką, lecz przekazem prawdy. Sposób przekazu będzie szokiem dla ówczesnych słuchaczy. Będzie wzbudzał emocje, podziw, a zarazem bunt i sprzeciw. Dla ówczesnych będzie bluźniercą, gdyż będzie przedstawiał siebie jako Syna Bożego i Mesjasza (Mt 26,65; Łk 5,21; J 10,33.36).
        Bardzo szybko stanie się przedmiotem dyskusji i sporów. Wyjaśnienie, Kim jest, nastąpi dopiero po Jego śmierci i Zmartwychwstaniu.
        Bóg-Ojciec jest Samym Istnieniem. Do niego nie stosuje się żadnych zasad przyczynowości. Taki Bóg jest dla nas absolutną tajemnicą. Nasz umysł, rozum, intelekt, intuicja, serce, czucie – nie są w stanie, ani razem, ani osobno, powiedzieć o Bogu czegokolwiek, gdyż przekracza On absolutnie i nieskończenie wszelkie nasze naturalne zdolności poznawcze (Cz. St. Bartnik). Do czasów mesjańskich kontakt z Nim był możliwy tylko na bazie zjawisk ezoterycznych, nadzwyczajnych wizji czy snów. Poznanie Boga zmieniło się radykalnie, gdy Bóg „zszedł” na ziemię.
        Od XX wieku niektórzy egzegeci (Martin Kähler, Rudolf Bultmann)  próbowali podważyć próby odtworzenia dziejów Jezusa.  Uważali, że ktokolwiek patrzy na Jezusa, patrzy nie na Jezusa historycznego, lecz na obecność rzeczywistości zbawczej nieodłącznej od Chrystusa, która przejawia się w kerygmacie (głoszenie Ewangelii). Upraszczając, były to tendencje dążące do osłabienia roli Jezusa jako człowieka. R. Bultmann uważał, że historyczna postać Jezusa nie posiada dla wiary pierwotnego Kościoła żadnego konstytutywnego znaczenia: Co się działo w Jezusowym sercu tego nie wiem i nie chcę wiedzieć. Takie stanowisko uważam w pewnym sensie za zamach na prawdę historyczną. Gdyby nie Jezus historyczny, nie byłoby Ewangelii ani Pism Nowego Testamentu. Spirytualizacja Chrystusa jest niebezpiecznym krokiem w kierunku egzystencjalizmu Heideggera (Bycie i czas, niem. Sein und Zeit, 1927), która prowadzi do niepełnego i fałszywego obrazu Chrystusa. Bultmann wiąże początki chrześcijaństwa z gnozą (forma świadomości religijnej). Gnostycy głoszą istnienie prawdy hermetycznej, ukrytej.
        Bóg wcielił się w Jezusa Chrystusa, zachowując Jego człowieczeństwo, w Nim objawił się ludzkości i światu. Stał się przez to konkretnym bytem, widzialnym, historycznym. Przyjął ludzką naturę wraz z wszystkimi jej ograniczeniami (z wyjątkiem grzechu). Stał się jednym z nas. Już za Jego życia próbowano wyjaśnić Jego tajemniczą postać. Jedni uważali Go za Jana Chrzciciela, za powracającego Eliasza lub Jeremiasza, za proroka (zob. Mt 16,14; Mk 8,28; Łk 9,19). Piotr natomiast wymienia wyższe tytuły: Mesjasz (Chrystus), Pan (Kyrios), Syn Boga żywego. Karl Jaspers (agnostyk) uważał Jezusa obok Sokratesa, Buddy i Konfucjusza, za jednego z czterech niezwykłych ludzi.

czwartek, 3 października 2019

Odnaleźć Boga w sobie


          Dla historyków i znawców przedmiotu jest jasne, jako fakt historyczny, że Jezus narodził się z krwi i kości. To jest bezsporny fakt. Urodził się Człowiek podobny do wielu z nas. Czy Bóg miał względnie Niego jakieś zamiary jest kwestią wiary. Dyskusja jest skazana tylko na domniemaniach, ale jako postać historyczna daje prawo do prowadzeniu wszelakich badań, rozważań na niwie posiadanych dowodów i rozważań filozoficzno-teologicznych.
           Niestety, pierwszy etap życia Jezusa nie jest udokumentowany rzetelnie i możemy opierać się tylko na legendach, mitach i dociekaniach umysłowych. Materiałem porównawczym są wszelakie ewangelie niekanoniczne – apokryfy.
          Jezus miał przyszywanego ojca Józefa, który zaopiekował się brzemienną Maryją.  Razem stanowili świętą rodzinę. W zamyśle Stwórcy rodzinę stanowią osoby opiekujące się dzieckiem, z tym, że ojciec nie był ojcem naturalnym. Ciekawe, co o tym powie "mędrzec" Jarosław Kaczyński? Można zapytać, czy święta rodzina nie była doskonale przykładna? Odpowiedź można odczytać w sercu. Wierni ją kochają. Tam, gdzie się osoby kochają tam wśród nich jest Bóg.  Tak mówi ewangelia. Rodzinę buduje wzajemna miłość niezależnie od osób w niej uczestniczących. To Boża obecność uświęca rodzinę.
          Nieuprawnione jest traktowanie Jezusa jako kogoś nadzwyczajnego. Zapewne był grzecznym chłopcem: "i był im poddany" (Łk 3,51), o wysokiej kulturze, uduchowiony, serdecznym dla innych:. Proroctwo Symeona było zapowiedzią przyszłych wydarzeń: "Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim" (Łk 2,40). 
        Po urodzeniu, Jezus nie miał w sobie wiedzy wlanej (!). Był jak inne małe dzieci. Musiał On dopiero odnaleźć Boga w sobie (tytuł moje trzeciej książki wyd. przez JEDNOŚĆ Kielce 2009 r.). Na to potrzeba było czasu. Jezus stosunkowo szybko w pełni rozpoznaje w sobie Synostwo Boże, a także Boży plan Ojca. Uzyskuje pełną świadomość swego „Ja”. Jako dwunastoletni młodzieniec, w Świątyni Jerozolimskiej odgrywa swoje preludium do działalności publicznej (Łk 2,41–50). Nawiązuje kontakty z nauczycielami Tory. Ucząc, sam się doskonalił: przysłuchiwał się im i zadawał pytania (Łk 2,46). Wiedzę zdobywał ludzkimi sposobami. Przy tym wykazywał już swoją mądrość: Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami (Łk 2,47). Jednocześnie powoli odsuwał się od spraw doczesnych, rówieśników, a nawet rodziców: Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni (Łk 2,46). Na pytanie rodziców: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie (Łk 2,48) odpowiada: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca (Łk 2,49). Młody Jezus już wie, że Jego prawdziwym Ojcem jest Bóg. Wyobrażam sobie dramat Józefa po słowach Jezusa. Musiał on kochać Go miłością ojcowską. Słowa Jezusa, choć prawdziwe, musiały zrobić na nim ogromne wrażenie. Zrozumiał, że musi zejść ze sceny i przyjąć rolę tylko patrona, opiekuna, chlebodawcy. Milczenie Józefa jest znakiem jego bezgranicznej pokory. Dla mnie jest momentem jego wywyższenia. Św. Józef stanie się patronem rodzin. Cieszę się, że na bierzmowaniu wybrałem sobie tak piękne imię historycznie spełnione – Józef. Wydaje mi się, że krzywdzące są słowa św. Epifaniusza z Palestyny (315–403) mówiące, że Józef „zmarł”, gdy Jezus skończył 12 lat. Pozostał on tylko w cieniu Syna. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi (Łk 2, 51–52). Jego mesjanizm musiał być jeszcze ukryty. Jezus był obdarzony zmysłami, jak i rozumem ludzkim. Jego wiedza [ludzka] nie była wlana, ale nabyta. Nie posiadał On wszechwiedzy. Natomiast wlana była mądrość Boża, którą Jezus musiał dopiero odczytać. Jego mądrością było przede wszystkim szczególne poznanie Boga: Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić (Łk 10,22). Apogeum świadomości swojej Boskości ujawnia się z chwilą rozpoczęcia Jego działalności. Wraz ze świadomością odkrywał zjednoczenie swojej woli z Bogiem. Nawet w trakcie nauczania i działalności miał chwile, kiedy musiał modlitwami wspierać się u Ojca, aby sprostać swojej misji: Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga (Łk 6,12). Wszystko przekazał Mi Ojciec mój (Mt 11,27; Łk 10,22), oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego (J 15,15). Niektóre rzeczy, w trakcie nauczania Jezusa (człowieka) były jeszcze zakryte, np. data końca świata: Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec (Mk 13,32; por. Mt 24,36). Cytat ten jest też różnie interpretowany, np. Jezus mówiąc te słowa pragnął przesunąć chorobliwą ciekawość co do końca świata w stronę nieustannej i roztropnej gotowości na to wydarzenie. Nie przychylam się do tej opinii. W pewnym sensie byłaby to odpowiedź zbywająca – niegrzeczna.