Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 31 grudnia 2020

Koniec roku 2020

 

          Ograniczę się jedynie do własnych spostrzeżeń. Rok 2020 traktuję jako przełomowy, bo dostarczył nam nowych myśli na wiele tematów i wiele nas nauczył. Na końcu tego roku coś się w nas zmieniło. Przede wszystkim skazani zostaliśmy na pokorę wobec  zaszłych zmian. Człowiek w swej naturze jest jak listek na wietrze. Samemu trudno mu się obronić. Światem rządzą potężne siły natury i nieubłagany los sprawczy. My możemy tylko zapobiegać i tworzyć ekrany ochronne przed kataklizmami. Wysiłek wieków sprawia, że człowiek utworzył już stosowną aparaturę i procedury zapobiegające katastrofom. Ale nie znalazł antidotum na wszystko. Ci którzy ufają Bogu są w sytuacji bardziej  komfortowej. Mają nadzieję, że Bóg pokieruje ich losem, że nic im się nie stanie. Z tej nadziei i ja korzystam. Ten rok był bardzo bogaty w cudowne sploty i wydarzenia. Owocem tego są tylko 5 kredy do spłacenia (i  jedno sądowe roszczenia za niefortunne żyrowanie) z 72 (!).  Może ktoś uważa ten niezły stan za wysiłek ludzki. Sploty i zaskakujące sytuację mnie upewniają, że bez boskiej interwencji nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy. Jednak nie ma niczego za darmo. Moje dolegliwości jelitowe obudziły się i sprawiają, że straciłem nawet pewność, czy dotrwam do końca. Jak wiem, wiara czyni cuda. Dlatego jeszcze tli się we mnie nadzieja, że Stwórca pomoże mi zakończyć rozpoczęte dzieło spłacania długów.

           Na niwie polityki utrwaliło się u mnie przekonanie, że są na świecie politycy, którzy dobro ojczyzny ma znaczenie jedynie sloganu propagandowego. Kler już wie, że zmarnował pozycję jaką miał sprzed lat. Od niego zależy czy obudzi się  z marazmu i z popełnionych błędów i uratuje Polski Kościół.

           Nowy rok rozpocznę z nadzieją, że wszystko zło można odwrócić jak tylko się chce!

           Wszystkim moim czytelnikom życzę podobnej nadziei i żeby pamiętali, jak będą oczekiwali cudu, że trzeba Bogu w tym pomóc, czyniąc usilnie to, co mądre i roztropne. Poza tym zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia życzę,

środa, 30 grudnia 2020

Patrystyka

 

          Filozofię chrześcijańską I – IV w. zwana patrystyką wczesno -  chrześcijańską rozwijali głównie tzw. Ojcowie Kościoła (ojcowie apostolscy). Cele jakie sobie stawiali, to z jednej strony wyrażanie myśli chrześcijańskiej w terminologii filozoficznej, a z drugiej strony obrona wiary przed różnymi atakami. Ze względu na terytorium, patrystyka dzieli się na: wschodnią, obejmującą Ojców greckich i piszących po grecku i na zachodnią piszącą po łacinie. Jej reprezentantem był.

Św. Justyn (ok. 100–167) ur. we Flawii Neapolis w Palestynie. Filozof (patron filozofów) i apologeta. Wychowywany był w wierze pogańskiej. Od młodości poszukiwał prawdy. Wiele czytał. Poznał dzieła największych filozofów. Ostatecznie prawdę znalazł w chrześcijaństwie. W wieku 33 lat przyjął chrzest w Efezie (dzisiejsza Turcja). Był już znany jako filozof, cieszył się wśród ludzi autorytetem moralnym i naukowym. Wokół Justyna gromadzili się liczni uczniowie, z którymi prowadził dyskusje na tematy filozoficzne. Za głoszenie wiary w Chrystusa został ścięty w Rzymie. Uważany jest do najstarszych pisarzy starochrześcijańskich. Wiele informacji o nim  pochodzi z jego własnych pism. Jest autorem wielu pism apologetycznych.  Broniąc chrześcijan przedstawiał ich jako najlepszych obywateli cesarstwa. Wypowiadał się na tematy:  objawienia, Eucharystii, dziewictwa, cierpienia. Podczas procesu mówił:  Jestem chrześcijaninem (...) Mam żywą nadzieję, że jeżeli mnie to spotka (śmierć), to pójdę do Niego; wiem bowiem, że aż do czasu, gdy świat przeminie, nie odmawia on swojej łaski tym, którzy żyją według Jego nauki. Ciekawie tłumaczy poligamię Jakuba z dwiema siostrami, jako proroctwo misji Chrystusa wobec Synagogi (Lea) i Kościoła (Rachela) (por Rz 29,16–19).

          Okres ojców trwał aż do VII wieku.  Współcześnie „ojcami Kościoła”  Kosdciół katolicki nazywa tych pisarzy wczesnochrześcijańskich, których wybitność weryfikuje się poprzez poczwórne kryterium: prawowierność nauki, świętość życia, starożytność i aprobatę Kościoła. Olbrzymią rolę w formowaniu tych kryteriów odegrał Wincenty z Lerynu, opierając swe założenia na anonimowym dziele Męczeństwo Polikarpa,  Ireneusza z Lyonu Przeciw Herezjom, oraz innych pismach, w których łacińskie papa – skąd wywodzi się dzisiejsze pojęcie papież – oznaczało biskupa, autorytet, lub osobę godną szacunku, do wypowiedzi której odwoływano się na zasadzie autorytetu. Również Cyprian z Kartaginy miał spory wkład w stworzenie kryteriów uznania pisarza starożytnego za godnego nazwania ojcem Kościoła.

 

Doktorzy Kościoła:

W Kościele Zachodnim są nimi:

św. Hilary z Poitiers – zm. 367

św. Ambroży – zm. 397

św. Hieronim – zm. 419

św. Augustyn – zm. 430

św. Piotr Chryzolog – zm. 450

św. Leon Wielki – zm. 461

św. Grzegorz Wielki – zm. 604

św. Izydor z Sewilli – zm. 636

 

W Kościele wschodnim są nimi:

św. Atanazy Wielki – zm. 373

św. Efrem Syryjczyk – zm. 373

św. Bazyli Wielki – zm. 379

św. Cyryl z Jerozolimy – zm. 387

św. Grzegorz z Nazjanzu – zm. 390

św. Jan Chryzostom – zm. 407

św. Cyryl z Aleksandrii – zm. 444

św. Jan z Damaszku – zm. 749

 

          Każdy z powyższych zasługuje na omówienie, bo każdy przekazuję jaką prawdę. Nie sposób na tym blogu omawiać wszystkich. Odsyłam zainteresowanych do odpowiednich lektur.

wtorek, 29 grudnia 2020

Okres przejściowy

 

          Wiek V to czas krzepnięcia państw założonych przez  Germanów na terytorium cesarstwa rzymskiego. W tym czasie filozofia łączyła kulturę antyczną z  filozofią średniowieczną. Wybitną postacią tego okresu był Boecjusz (480–524/525). Był on filozofem rzymskim. Zamierzał przetłumaczyć na łacinę pisma Arystotelesa i Platona. Udało mu się jedynie przetłumaczyć dzieła logiczne Arystotelesa. Tym sposobem dzieła te były dostępne dla średniowiecznych badań. Jego główne dzieło to: "O pocieszeniu, jakie daje filozofia. Jak sam głosił: "połącz, jeżeli możesz, wiarę i rozum". Uwikłany w intrygi dworskie za króla Teodoryka (króla Ostrogotów) został skazany na śmierć.         

          Kiedy studiuje się historię rozwoju filozofii, a zwłaszcza Filona, Plotyna, Boecjusza dostrzegam zbliżanie się filozofii do ogólnych koncepcji filozoteizmu. Mocne usytuowanie wiary, a zarazem mocne wsparcie naukowe. Zwalczanie hedonizmu Epikura. Akceptowanie, ale umiarkowanej ascezy. Nie możność poznania istoty Boga, unikanie Jego antropomorfizmu. Stosowanie alegorezy (dwustopniowej metody interpretacji przekazów znakowych słownych i ikonograficznych. Najpierw odczytuje się znaczenie dosłowne, bezpośrednie, następnie szuka się ukrytego znaczenia głównego). Metoda ta rozwinęła się w okresie starożytności i wykorzystywano ją przy odczytywaniu tekstów biblijnych w odczytywaniu Pisma świętego. Dowartościowanie innych wyznań.

         Życie i dzieło Boecjusza zaciekawiało i intrygowało późniejsze pokolenia. Późnośredniowieczny kalendarz z Pawii 23 października wspomina Boecjusza pod imieniem świętego Seweryna jako męczennika. Już w wieku IX Ado z Wenecji pisze w swojej kronice o Boecjuszu i Symmachu jako o tych, którzy oddali życie „za katolicką wiarę”. Dopiero w czasach późniejszych uczonych zaczął intrygować fakt, dlaczego Boecjusz, filozof i teolog, chrześcijanin, w ostatnim swoim dziele, stojąc w obliczu śmierci, szuka pocieszenia w filozofii. Usiłowano doszukać się w O pocieszeniu mniej lub bardziej wyraźnych aluzji do chrześcijaństwa. Wydaje się jednak, że dużo racji ma wybitny znawca Boecjusza, Henry Chadwick, gdy pisze, że O pocieszeniu, jakie daje filozofia to wyznanie wiary platonika, który ma za plecami dzieła św. Augustyna oraz Pismo święte. Jako dzieło wybitnego platonika O pocieszeniu było czytane i komentowane zarówno przez uczonych karolińskich, jak i przez myślicieli szkoły w Chartres, przez Jeana z Meun, Chaucera i Christine de Pizan. Każda epoka musi – jak widać – przełożyć i odczytać dzieło Boecjusza w języku swego czasu (wg opisu do książki "Boecjusz O pocieszeniu, jakie daje filozofia", Marek Derewiecki).

poniedziałek, 28 grudnia 2020

Neoplatonizm

 

           Dopiero ok. 1500 ustalono, że za rok pierwszy należy uznać rok narodzin Chrystusa. Jest to początek naszej ery (w skrócie n.e.). Wydarzenia mające miejsce przed narodzeniem Chrystusa określa się jako wydarzenia przed naszą erą i zapisuje skrótem p.n.e. Okres starożytności nie pokrywa się z okresem zwany przed Chrystusem (p.n.e.). Starożytność zaczęła się umownie od powstania pierwszych cywilizacji, czyli schyłek IV tysiąclecia przed Chrystusem do ok. V wieku po Chrystusie łączony z upadkiem cesarstwa rzymskiego w 476 r. Po starożytności następuje średniowiecze.

          Neoplatonizm jest więc wytworem starożytnego Świata.  Powstał pod wpływem myśli Platona oraz pogańskiej myśli religijnej. Twórcą neoplatonizmu był Plotyn (ok. 204–269), który przekształcił doktrynę Platona w emanacyjny system będący syntezą wszystkich idealistycznych prądów epoki hellenistycznej filozofii greckiej.  Był on inspirowany filozofią pitagorejczyków, stoików, a zwłaszcza Filona z Aleksandrii. Usiłował łączyć filozofię Platona z nurtem gradualistycznym.  Plotyn poczatkowo był platonikiem, ale inspirowały go myśli pitagoryjczyków, stoików i Filona. Tak powstała jego własna teoria, która była przyjęta przez elity podupadającego Rzymu. Plotyn próbował wykazać, że nie ma różnorodności bytowej. Jest tylko jeden byt (Absolut), który rozwijając  się  (emanując) przyjmuje różne formy. Nie trwanie lecz stawianie się jest istotą bytu. Byt jest podobny do światła [energii]. Jak światło bierze początek z jednego źródła i promieniuje, tak i byt wyłania z siebie coraz to nowe postacie bytu i proces ten nazwał emanacją. Przebiega ona w odpowiednim porządku, a mianowicie, ze źródła najpierw wyłaniały się postacie doskonałe, a w miarę tego procesu coraz mniej doskonałe. Porządek powstawania jest według nich porządkiem zmniejszającej się doskonałości. Źródłem bytu nazywali prajednią, a poszczególne formy wyłonionego bytu hipostazami. Dusza ludzka zmuszona jest przez wcielenie, to znaczy narodziny w ciele, zejść do najniższego świata, popadając w grzech, tak może ona przebyć drogę powrotną w kierunku absolutu. Do tego celu służyły specjalne rodzaje cnoty: oczyszczające i

 upodabniające dusze do Boga (uświęcające). Neoplatonizm wyłonił z siebie sześć szkół:

szkoła aleksandryjska, twórcą szkoły był prekursor neoplatonizmu Ammonios Sakkas,

szkoła rzymska, wierna Plotynowi, należał do niej m.in. Porfiriusz,

szkoła syryjska, której głównym przedstawicielem był Jamblich,

szkoła ateńska, której najważniejszym reprezentantem był Proklos,

szkoła pergamońska z silnymi elementami religijno-mistyczno-teurgicznymi,

druga szkoła aleksandryjska z licznymi wpływami chrześcijańskimi.

          Uczniem Plotyna był m.in. cesarz Galien.

          Emanacyjny system  Plotyna (204–269):  "Byt jest podobny do światła"  prowadzi do wniosku autora: "Jak sądzę, przybliżyłem się do głębokiej prawdy epistemologicznej. Cały Świat i jego istota opiera się na szeroko pojętej relacji (duchowej, fizycznej). W tym doszukuję się zrozumienia wszystkiego (istnienia bytów, sensu życia)". Natura świata jest bardziej czynna (oparta na działaniu), dynamiczna, żywa sama w sobie, niż ontologiczna (bytowa).

          Nawet koncepcja Plotyna:  "Dusza ludzka zmuszona jest przez wcielenie, to znaczy narodziny w ciele, zejść do najniższego świata, popadając w grzech, tak może ona przebyć drogę powrotną w kierunku absolutu" ma w sobie coś z teorii filozoteizmu.

niedziela, 27 grudnia 2020

Zastępuje każdą modlitwę

 

          Wśród wiernych są tacy, którzy muszą wiedzieć w co wierzą. I dla takich jest miejsce wśród chrześcijan. Przede wszystkim nie należy się bać mówienia o wierze językiem prostym. Żydzi, przez szacunek, nie wymawiali imienia Boga, aż do objawienia Mojżesza: " Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, gdyż Pan nie pozostawi bezkarnie tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy " (Wj 20, 7; Pwt 5, 11). Zakaz ten dotyczy nie tylko nadużycia imienia Bożego do magii, lecz także krzywoprzysięstwa (Kpł 19,12) i wymawiania go bez czci. Wymawianie imienia Boga w sposób intencyjny ma swoją niesamowitą moc. Kto wzywa Boga jest natychmiast przez Niego wysłuchiwany. Nie zawsze jest to od razu widoczne i namacalne, ale zapewniam (na bazie samo autopsji), że zastępuje każdą modlitwę (!). Nie trzeba słów, bo Bóg odczytuje nasze pragnienia z ludzkiej duszy i serca.

          Ja pisząc nawet krytyczne teksty mam intencję dobrą i dlatego jestem wysłuchiwany i przez Stwórcę, tolerowany i nagradzany.  Wzywanie imienia Boga, ten akt strzelisty (Boże!) jest pierwszym stopniem mistyki. To moment łączenia się z Nim. Nawet ateusze nie raz, pewnie bezwiednie, wzywają Boga i korzystają z Jego Miłości i Dobroci.

          Długie zaś modlitwy (modlitwa różańcowa) są aktem dłuższej interakcji z Bogiem i służą do własnych przeżyć duchowym. Słowa modlitwy odbite spod kopuły Nieba wracają wzmocnione (na skutek interferencji duchowej). Są niezwykłą energią dla człowieka.

          Każdy tekst nie obrażający Boga jest adiaforą (czynem moralnie obojętnym). Dlatego nie można się bać, zajmując różne stanowiska w sprawie wiary.  Ta wiedza o tym pozwoliła mi na swobodę wypowiedzi, np. czy Maryja była dziewicą i Niepokalanie Poczęta? Jeżeli pytam, to szukam odpowiedzi niezależnie od treści pytania. Korzystam przy tym z daru boskiego jakim jest rozum – to narzędzie poznawcze.

           Trzeba wiedzieć, że Bóg powołał człowieka nie po to aby się nad nim pastwić, ale żeby z nim być i współpracować. Dlatego katecheza wspomina, że człowiek jest dziedzicem Boga i to ja przyjmuję za prawdę. Teraz tego nie wiemy, ale prawdziwy powód powołania człowieka jest nam jeszcze nieznany. Poniekąd ujawnił trochę Apostoł Paweł w słowach: "lecz właśnie głosimy, jak zostało napisane, to, czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują " (1 Kor 2,9). Choć słowa te, być może, pochodzą ze źródeł apokryficznych, albo są kombinacją słów z Iz 64,3 i z Jr 3,16, to zapewne można je traktować serio.

sobota, 26 grudnia 2020

Boże Narodzenie, dzień drugi

 

          Drugi dzień Świąt można poświęcić na refleksję. Co się wczoraj wydarzyło? Na pewno urodził się Człowiek. Nie znamy Jego okresu dorastania. Apokryfy są niewiarygodne, zbyt cukierkowe. Można przypuszczać, że Jezus był uduchowionym dzieckiem. Dzieci z czystą kart sumienia mają ułatwioną drogę do zakamarków sumienia, gdzie można spotkać się z Bogiem. Przekaz Boga Ojca jest wyrazisty i niezmącony ludzkimi potrzebami i przywarami. To tam Jezus odczytał boski zamysł. Duch Boga połączył się z duchem dziecka i zaszczepił w nim swoje pokłady miłości i wiedzy wlanej. Jezus jako małe dziecko już wiedział jaką drogą ma iść. Gdy dorósł, prawdopodobnie udał się na Wschód szukać potwierdzenia i pewności tego, co odczytał w swoim sumieniu. Zapewne dostrzegał dysonanse pomiędzy głoszoną nauką a postępowaniem kapłanów (faryzeuszy, pisarzy, lewitów, i podobnych). Niespójność zrodziła w nim bunt przeciw panującej obłudzie i hipokryzji. Spojrzał na to zło od strony Stwórcy. Zrozumiał, że wielkie zło można pokonać tylko jeszcze większym dobrem. Oddanie swojego życia na pokonanie zła uznał za zasadne. Jezus wrócił z dalekiej podróży i zaczął wcielać swój zamysł w życie. Czytając uważnie ewangelie można odczytać, że Jezus usilnie zmierzał (parł) na krzyż. W tej determinacji wierzył w Majestat Boski i w życie nadprzyrodzone. On już za życia znał Prawdę. Od samego początku swojego nauczania był bezpośredni, prosty i zwyczajny. Uzdrawianie chorych stosował na potwierdzenie swoich słów, idei. Ten zabieg był potrzebny, bo namacalne rzeczy łatwiej trafiają do umysłu. Nauka Jezusa ma różne pokłady Prawdy. Od prostych zaleceń do ujawniania istoty rzeczy. Dla każdego według zdolności rozpoznania i umysłu. Chrześcijanin dobrej woli powinien rozpoznawać cel przekazu Jezusa. Do braków, zakłamań edytorskich, a nawet własnych sugestii teologicznych ewangelistów  powinien być pobłażliwy, bo ważny jest ideał chrześcijaństwa – zło pokonuje się dobrem. Dobro i Miłość są hasłami chrześcijaństwa.

            Czy Jezus jest Bogiem czy pozostał tylko Człowiekiem dla mnie jest mniej ważne. Pozostawiam to do tajemnicy wiary każdego. Dla mnie jest wskazaniem jak postępować w życiu, co jest ważne, a co nie. On wytycza drogą do Doskonałości (nieskończoności) i to mnie wystarczy.

piątek, 25 grudnia 2020

Boże Narodzenie

 

          Jak zapowiedziałem wczoraj, dzisiaj oddalam od siebie racjonalne myślenie i pragnę korzystać z samego przesłania bożonarodzeniowego. Pragnę wdychać świąteczne powietrze i cieszyć się jego magią, siłą i mocą. Sama aura świąt dostarcza bardzo silnych wrażeń.  Na pierwszym miejscu wysuwa się dobro, które z definicji jest najwyższą wartością etyczną. Dobro samo w sobie ma boskie pochodzenie i pochodzi z boskiego tchnienia. To produkt zwany funkcjonałem, który może mieć tylko jednego kreatora. Człowiek tylko siłą własnej woli może z tego dobra skorzystać i to dobro eksploatować. Sam nie jest zdolny do jego generowania. Cokolwiek czyni człowiek, w łańcuchu zdarzeń, od Boga pochodzi, a w tym "dobro". To takie proste, ale wiele osób nie zgadza się z taką tezą. Mają pretensję, że człowiekowi odbieram piękną, wypracowaną przez wieki cnotę.

          Narodzony Jezus jest uosobieniem boskich przymiotów. W zasłudze swojej został przez ludzi (apostołów, kapłanów, mędrców, teologów) wywyższony do rangi Aktu działającego (ideału Stwórcy). Wiarą jest, że Bóg Ojciec ten wybór zaakceptował.

          W Osobie Jezusa objawił się Stwórca zwany w niektórych religiach Bogiem. Jezusowi przypisano wszystkie Jego atrybuty. To genialny zamysł, bo w tej ikonie Boga można się przypatrzeć, dotknąć, zapytać i nawiązać kontakt. W tej idei Bóg zszedł do ludzi. Żydzi pozostawili Bogu postać Władcy Świata (psalmy). Chrześcijanie ukazali Jego atuty, przymioty. Bóg żydowski jest dalej od swoich stworzeń. Kontaktuje się z człowiekiem za pomocą aniołów (różnego pochodzenia) i w sposób duchowy. Bóg chrześcijański zbliżył się do człowieka  i w nim zamieszkał.

            Słowa, słowa, a niejeden zapyta, a jak jest na prawdę? Bóg istnieje samym istnieniem, poucza katecheza, ale co to znaczy? To człowiek, do końca nie rozumiejąc istoty Boga opisuje go na różne sposoby. Czy można istnieć samym działaniem? I to jest opis, który został przeze mnie przybliżony. Poznając fizykę kwantową doszło do mnie, że wszystko co nas otacza jest wytworem myśli, tego co nie jest ontologicznym bytem, tylko procesem. Materia, która sama jest wytworem energetycznym spełnia rolę wypełniacza, aby istniejące żywe istoty były zmysłowe, dostrzegalne, fizyczne.  Takie ujęcie jest całkowitym odwrócenie stanu i wyobraźni do której jesteśmy przyzwyczajeni. Ważniejszą niż zmysły rolę odgrywa tutaj świadomość, siła woli. Interakcja odbywa się na falach tej świadomości. Ważną rolę odgrywa tu intuicja, odczucie, uczucie. Jezus dawał o tym znać, ale było to za trudne do zrozumienia na owe czasy. Aby to zrozumieć musi nastąpić iluminacja (oświecenie) umysłu nowym aparatem poznawczym. Trzeba inaczej spojrzeć w rzeczywistość i dostrzec to, co jest ukryte dla przeciętnego obserwatora i jest mało uchwytne. Dostrzegali to od lat niektórzy wybitni ludzie historii, np. Platon powołał do istnienia świat wzorów bytowych; Artur Schopehauer mówił, że "świat jest wyobrażeniem"; Fizycy zrezygnowali z pojęcia materii jako tworu, któremu przysługuje samodzielne istnienie. Wszystko co istnieje jest podyktowane działaniem, dynamiką. Podłożem (arche) tych działań jest energia, która pochodzi z boskiego tchnienia.

czwartek, 24 grudnia 2020

Wigilia 2020

 

         Wigilia jest dniem radości i oczekiwania. Nawet ateusze ten dzień traktują świątecznie. Ma ona podłoże religijne, ale nosi przesłanie wartości, którą każdy człowiek, dobrej woli, nosi w sobie. Każdy wyczekuje dobra, a ci, którzy tego nie pragną, to najczęściej ludzie okaleczeni przez los. Nie każdy umie panować nad własnym losem, a on jest czasem okrutny. I tu wraca odwieczne pytanie. Dlaczego tak się dzieje i dlaczego Stwórca nad tym nie panuje?  Odpowiedź jest zawarta w prostym zdarzeniu. Ktoś modli się o deszcz, i w tym czasie inny o słońce i susze. Jak zaspokoić te dwie opcje? Stwórca wybrał rozwiązania losowe. Z Jego perspektywy dzień jest podobny do dnia. Różnią się emanacją wielkości dobra. To dobro pochodzi od Boga i z woli ludzkiej . Każdy może przyczynić się do tego, że Świat staje się lepszy. Wyemitowane dobro jest czynne i przyczynia się do dobra dalszego.

           Nie jest ważne, że narodziny Jezusa są owiane legendą i wizją proroków, hagiografów i ewangelistów. Nie bądźmy w tym dniu racjonalnie dociekliwi. Cieszmy się ideą i pięknym przesłaniem. Jeżeli chrześcijanie widzą w Jezusie Boga, to nie trzeba temu zaprzeczać, bo wymawiając słowo Bóg, tak na prawdę wzywa się Dobro i Miłość. Istoty Boga nie sposób poznać, ale możemy korzystać z tego Ducha Prawdy. Na dociekania racjonalne będzie inny czas. Wszystkim poszukującym serdecznie współczuję. Wiem to po sobie. Na poszukiwania i dociekania poświęcam wiele godzin. Wielokrotnie wracam do tych samych wniosków i tez, czyniąc ogromne koło. Należę do tych szczęśliwców, że doszedłem do nowego spojrzenia na Świat i Boga. Wymyśliłem nawet tytuł mojej 10 książki, którą chyba już nie napiszę. Tytuł brzmi: "Istnienie przez Działanie". Wiele wątków tej nienapisanej książki ujawniłem w moich postach na blogach i FB.  Ta wiedza pozwala mi się cieszyć dokonanymi odkryciami. W tej filozofii dobrze się czuję. Ubolewam, że mało mam życzliwych zwolenników  tej idei. Nie zaprzeczam, że nie jest ona łatwa. Człowiek jest uwarunkowany ontologicznie. Wszystko kojarzy z materią. To uważam za błąd. Nawet Kartezjusz mówił: "Myślę, więc jestem", a nie "Czuję, że mam ciało, więc jestem". Jestem przekonany, że na dowód słuszności mojej teorii jest tysiące racji. W ten sposób mam zajęcie na długi czas. Czy mam rację? Niedługo się przekonam. Życzę wszystkim czytelników własnych przemyśleć i przeżyć duchowych. W każdym momencie stawiajcie dobro na pierwszym miejscu. Kochajcie i szanujcie nawzajem.

środa, 23 grudnia 2020

Dobro w różnej skale

 

         Narodzenie Jezusa łączę z dobrem, które głosił za życia. Przykładem dobra jest przypowieść o Synu marnotrawnym opisana w Ewangelii Łukasza (15,11–32).   Bliski mi jest ojciec, który niedobrego syna nie potępił, ale przyjął i ugościł. Ojciec wita go z radością. Urządza wielką, radosną ucztę. Trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się (Łk 15,32). Syn marnotrawny jest obrazem człowieka, który zbłądził, ale powrócił. Ten przykład żona i ja wzięliśmy sobie do serca i stał się  on dla nas drogowskazem.

          Dobro jest wartością, którą też trzeba rozumieć. Użyję do tego własnego przykładu. Wiele osób pomogło mi ofiarując mi kwoty mniejsze i większe w mojej niefrasobliwej biedzie. Pozostaję im wdzięczny  dozgonnie, ale czegoś mi zabrakło. Odczuwam ten dar serca za chwilowe zaspokojenie własnych odczuć empatii i sympatii – "dar złożony, mam sumienie czyste". Ja oczekiwałem jeszcze dowodów dobra nieprzeliczalnego, przyjaźni, empatii, odruchów serca, dobrego słowa (zapytań  np. jak sobie radzisz?, dotyku (poklepaniu po ramieniu, trąceniem łokciem itp). Mają one większą rangę.  Inaczej traktuję drobne ofiary pieniężne złożone na konto potrzebujących, od zaangażowania się np. w domu opieki społecznej, pomocy sąsiedzkiej. Dobro ma swoje różne poziomy. Inaczej przyjmuję adopcję dziecka zdrowego od adopcji dziecka chromego. Skala jest nieporównywalna. Mojej znajomej mające dzieci wyłączono prąd w piątek pod koniec dnia (to nieludzkie), gdy nie można było temu zaradzić. Jej sąsiedzi, bliscy znajomi nie wpadli na pomysł zaprosić rodziny wielodzietnej na kolację, aby ugościć ich ciepłą strawą. To wymagało zadania sobie jakiegoś trudu.

          Jezus mówił o dobru najwyższym. Swoje życie złożył dla dobra cudzego. To najwyższy dar. Dla mnie Jezus był tym fenomenem dobroci, który znał wartość dobra. Dobro jest ideą (funkcjonałem) pochodzącą od samego źródła dobra, a mianowicie  Stwórcy. Można być trochę dobrym. To też jest wartością, ale trzeba wiedzieć, że można czynić lepiej, więcej i mądrzej. Pomaganie jest wyrazem nie tylko potrzeb duchowych ale mądrością. Można pomagać nierozumnie. I to się nam przytrafiło, niestety.

wtorek, 22 grudnia 2020

Wiara i zawierzenie

 

         Każde dzieło apologetów zasługują na uwagę, bo każde coś wnosi do doktryny wiary. Zastanawia myśl, że sam Jezus nie zadbał o spisaniu swojej  nauki. W tym jest zawarta tajemnica wiary. Sama wiara niesie niebezpieczeństwo przyswojenia sobie niebezpiecznych idei. Do wiary jest potrzebna zdolność rozpoznania dobra od zła, a to nazywa się Łaską. Przyjmuję za większością, że Bóg udziela tej Łaski każdemu jednakowo, ale człowiek jest osobą wolną i każdy może Boga ją przyjąć albo odrzucić. Łaska jest podobna do zaproszenia do zastawionego stołu pełnego dobrego jadła. Każdy może z niego skorzystać. Łaska i wolna wola jest  warunkiem zawierzenia. Tak przyjęta wiara jest zobowiązaniem do przestrzegania zasad nakreślonych w doktrynie wiary.  Dla szukających prawdy pomocna jest wiedza, według najnowszych doniesień naukowych ( też filozoteizm autora). Wiedza jest wsparciem dla wiary, a wiara dostarcza lepszego rozpoznania konstrukcji Świata. Jak ujął to papież Jan Paweł II: "Wiara i rozum (fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. […] Nie ma więc powodu do jakiejkolwiek rywalizacji między rozumem a wiarą: rzeczywistości te wzajemnie się przenikają, każda zaś ma własną przestrzeń, w której się realizuje" (encyklika Fides et ratio w1998).

         Z takim podejściem należy się zapoznać, bo w samej nauce występują dwa podejścia diametralnie różniące się w idei, np. korpuskularna i falowa  idea światła; ujęcie praw przyrody w fizyce klasycznej i kwantowej. Każda z idei ma swoje uzasadnienie, a każda jest na swój sposób prawdziwa. Takie podwójne spostrzeganie narusza zasady zdrowego rozsądku, ale tak po prostu jest (!).

          Istnienie Stwórcy jest logicznie uzasadnione (każdy skutek ma swoją przyczynę), ale wywyższenie Jezusa do rangi Aktu działającego (Boga) jest przedmiotem wiary. Na szczęście, wiara jest intymnym spotkaniem z Bogiem na płaszczyźnie sumienia. Każdy może zachować wiarę w sobie, albo dołączyć do tych co wiarę głoszą. Dla mnie jest koniecznością Prawdy, o którą zabiegam od lat.

          Wiara płynąca z Łaski jest dla mnie czymś najdoskonalszym co można w życiu czynić. Dzieląc się nią, przeżywa się ją wielokrotnie i na różne sposoby. Przy tym nie zwalnia od zdrowego rozsądku. Dlatego odrzucam wszystko co ją zakłóca. Jak napisano: "Wszystko  badajcie,  a  co  szlachetne    zachowujcie (1 Tes 5,21); I poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8,32).

 


poniedziałek, 21 grudnia 2020

Ucieczka do przodu

 

         Aby uciec od smutku należy iść do przodu. Wracam więc do moich tematów religijnych. Ostatnie skupiałem się na postaci Jezusa jako tajemniczej Osoby, która albo została przez Stwórcę posłana na spełnienie zbawczej misji, albo była to Osoba, która  odczytała zamysły Stwórcy i podjęła się z własnej woli nieprawdopodobnej misji, ofiarowując swoje życie dla wielkiego Dobra ludzkości - Zbawienie. Tego nie rozstrzygnę. Pozostanę na poziomie dostępnych faktów. Jak pisałem, Jezus nie chciał zmieniać swojej religii, ale sam stał się Ikoną nowego spojrzenia na Stwórcę i wiarę. Jego nauka dała początek Kościołowi Chrystusowemu. Kościół ten stał Sakramentem Boga, to znaczy  widzialnym znakiem Niewidzialnego. Takie spostrzeganie jest dopuszczalne i logicznie uzasadnione. Kościół Chrystusowy dotyka wszystkiego, co dotyczy Boga. Względem Niego można stosować porównania i odnoszenia. Jest on Ideą samą w sobie. Kościół składa się z wiernych, i ten ruch i tę populację należało zorganizować. Stąd wzięła się potrzeba powołania Kościoła instytucjonalnego (widzialnego). Na początku był on ruchem samoistnym, spontanicznym. Rodził się na poczuciu potrzeby, przez uczniów Jezusa, głoszenia nauki Nauczyciela, któremu zawierzono. Apostołowie rozjechali się w różne strony, głosząc Dobrą Nowinę. Człowiek, z natury niedoskonałej, głosił słowa Chrystusa według własnych koncepcji teologicznych. Rozbieżności były wychwytywane i wzajemnie krytykowane. Rodziła się potrzeba uporządkowania nauki Jezusa. Ludzie dobrej woli zaczęli  spisywać zapamiętane słowa Jezusa (logia). Pojawiło się też opracowanie anonimowe o nazwie Didache, które miało w sobie nauczanie Pana w przekazie apostolskim. Wiele osób podjęło się napisać ewangelie o nauczaniu Jezusa. Było ich wiele. Tu też nastąpiły rozbieżności. Każdy z ewangelistów sam interpretował Jego nauczanie. Po latach dokona się usankcjonowanie czterech ewangelii i nazwie się je kanonicznymi, tj. ewangelie: Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. Inne uznano za apokryfy (o mniejszej wiarygodności). To co uderza znawców przedmiotu, to nadmierna swoboda interpretacyjna autorów. Dziś ewangelie i inne pisma religijne są przedmiotem egzegezy, tj. jest krytycznym badaniem tekstów, aby wydobyć z nich prawdziwy sens przekazu Jezusowego. Przy okazji wykryto wiele nadużyć, w tym edytorskich.  Nie jest łatwo, bo brakuje wiarygodnych źródeł porównawczych, w tym pogańskich. Poza tym głoszona nauka mocno przywiera do wiernych, również ta, która jest ezoteryczna, gnostyczna a nawet infantylna. Wiara raz zaakceptowana jest trudna do przyjęcia nowych wyjaśnień. Sam to przeżyłem na wykładach słysząc słowa krytyki: "po co zmieniać to, co zostało już autorytatywnie przekazane".

        Pisarze i uczeni pierwszych wieków pisali apologie, dzieła broniące idei Kościoła Chrystusowego. Oni nie zawsze mieli rację. Pierwszymi apologetami byli: Kwadratus i Arystydes z Aten, Aryston z Pelli, Justyn męczennik, Tycjan Syryjczyk, Milcjades z Antiochi, Hermiasz.

niedziela, 20 grudnia 2020

Smutek

 

         Śmierć bliskiej mi znajomej Danuty Czerny-Sikory w dniu 13.12.2020  r. wtrąciła mnie w ogromny smutek. Była ona osobą bardzo witalną i nic nie zapowiadało jej nagłej śmierci. Smutek nie pozwala mi racjonalnie myśleć. Nałożył się na ogólną świadomość  stanu rzeczy. Wszystko zmieniło barwę na kolor szary. Słowa Koheleta: "wszystko jest marnością" zabrzmiały swoją wyrazistością. Potrzeba czasu, aby się od złych myśli oswobodzić.  Pisane mądrości wybielały. Stan fizyczny i brak środków nie pozwalają mi towarzyszyć w pogrzebie. Nie zobaczę się już ze wspólnymi przyjaciółmi. Zmuszony jestem zamknąć piękny okres znajomości z Dusią, bo tak ją nazywałem. Niech spoczywa w spokoju i cieszy się bliskością duchową z Tym, który ją na ten Świat powołał. Ona już wie, a mnie jeszcze trzeba realizować nałożone zadania.

 

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Racja

 

         Muszę zapanować nad wyborem tematycznym, bo o Bogu i Jego Synu można pisać tysiące tekstów. Odsyłam do mojego ponad 10 dorobku pisarskiego, 9 wydanych książek (obecne w bibliotekach),  na moich blogach i na FC.

         Moje prace tutaj trzeba traktować tylko jako zarys problematyki filozoficzno religijnej.   

         Dziś zwracam się szczególnie do osób wątpiących. Za narzędzie poznawcze przyjmuję tylko logikę i zdrowy rozsądek. Zadaję pytanie. Gdyby nasze istnienie byłoby tylko chwilą, to istnienie miałoby jakiś sens? Ja sensu nie dostrzegam. Owszem, zdobyte i wytworzone wartości mogłoby służyć nowym pokoleniom, ale na dłuższą metę, to i tak istnienie nie ma sensu. Trzeba sobie to uświadomić, bo to jest klucz do dalszych przemyśleń. Wydaje się, sens jest ukryty w świadomości, która nie znika. Świadomość to jest to, co pozwala zrozumieć istnienie: "Myślę, więc jestem (Kartezjusz, 1596 – 1650). Na świadomość nakładają się wspomnienia przeżytych chwil, i aktualna wiedza o własnym istnieniu. Teza o wieczności istnienia suponuje przyczynę tego faktu. Pomijając słowo Bóg można użyć neutralne słowo "Racja". Ono daje odpowiedź na wiele pytań. Jak coś ma sens to ma swoją rację. Tę rację możemy nazywać Racją z dużej litery. Za wszystko odpowiedzialna jest Racja. Racja ta nie wynika z wiary, ale z logiki i oglądu zdroworozsądkowego. Za tą tezą przemawia logiczny obraz Świata. Wszystko jest jakby poukładane z wzajemnej relacji. Dokładne przyjrzenie się Światu, przyrodzie sprawia wrażenie, że ma się do czynienia z cudem. Piękno jest w niezwykłości uporządkowania. Kto tego nie dostrzega jest totalnym ignorantem i osobą bez wyobraźni. Sama Racja jest rozumna (według ludzkiej definicji). Rozum przypisywany jest osobie. Żadnej sztucznej inteligencji to słowo nie przysługuje. Sama Racja wynika z logiczności obserwacji, ale kim ona jest? Na pewno jest to ktoś z zewnątrz istniejącego Świata. Z tego powodu ucieka z ludzkiego poznania. Trudy poznawcze są nie do pokonania żadnym aparatem poznawczym. Pozostają narzędzia, które każdy nosi w sobie. To jest uczucie, intuicja, wiara, nadzieja. Powstaje pytanie, skąd się one się wzięły?  Jeżeli szukać bez skutku to trzeba uznać, że ktoś człowiekowi je dał (wlał). Te cnoty są niezwykłym darem (1 Kor 13,12–13) na zakończenie hymnu o miłości.

niedziela, 13 grudnia 2020

Chrześcijaństwo 3

 

         Nie będę Was nakłaniał do wiary, bo nie jest to mój cel. Sam czuję się realistą i sama wiara jest dla mnie trudna. Ja muszę się do wiary ciągle przekonywać. Muszę ją wzmacniać rozumnym oglądem. Muszę znajdować logiczne wytłumaczenie przedmiotu wiary, aby Mu (Jezusowi) zaufać.

          Jezus nauczał, ale swojej nauki nie spisywał. Dlaczego? Napisano, że czytał Torę w synagodze () i pisał na piasku ratując kobietę cudzołożną (Magdalenę) przed ukamienowaniem: "I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi" (J 8,8). Jezus nie chciał tworzyć nowej religii. Był wierny Ojcu i religii objawionej. Krytykował kapłanów (faryzeuszy) i hipokryzje wiernych, ale chciał ich poprawy. Religia żydowska która ujawniła Prawdę o Bogu była wystarczająca. Po cóż było tworzyć nową?! Czy była inna Prawda?   Jak się okazało, Prawdą był On. Do nowego spojrzenia przyczynił się On Sam. W swoich wypowiedział wskazywał, że On jest Wybrańcem Boga do okazania w Nim przymiotów Ojca. Wskazywał, że On jest wiernym obrazem, ucieleśnieniem Niewidzącego ojca - Boga. Jak mówią ewangelie i listy Pawła to wyróżnienie, wyniesienie do godności Aktu działającego nastąpiło dopiero na krzyżu w trakcie Jego śmierci cielesnej. Jego Śmierć miała być wybawiająca dla ludzkich grzeszników. Siła tego aktu sięgała wszystkich żyjących od zarania i sięga do  w przyszłość. Taką moc mógł mieć tylko Stwórca. Tak też zbawcza śmierć Jezusa jest udokumentowaniem Jego boskości. Jego zapowiadanie okazało się  poprawne i nobilitujące: Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca (J 14,9). Dla uczniów i apostołów był sygnałem, że ich Mistrz jest na równi z Bogiem. Religia żydowska wzbogacona została nową jakością. Stwórca pojawia się w dwóch osłonach Ojca i Syna (potem dojdzie trzecia - Duch Święty). Ta niezwykłość wydarzeń była nie lada  łamigłówką dla apostołów, uczonych i wiernych. Siłą rzeczy zaczęła rodzić się tradycja.  Próbowano spisać tę tajemnicę na papier. Początkowo pojawiły się listy duszpasterskie. Równolegle spisywano słowa Jezusa (Didache, logia). Na końcu pojawiły się ewangelie. Było ich wiele. Każdy z pisarzy chciał słowami ująć ten fenomen. Brakowało odpowiednich słów. Używano obrazów i wyrazów literackich. Szukano analogii do Starego Testamentu i prawdy przekazywanych przez proroków. Dla ewangelistów nie była ważna chronologia. Stawiano na idee Syna Bożego. Można powiedzieć językiem sztuki, że ewangeliści portretowali zdarzenia, a nie fotografowali. Te obrazy i zabiegi literackie są dzisiaj przedmiotem egzegezy. Realizm poznawczy doszukuje się różnych nieprawidłowości. Powstały Kościół, jako forma organizacyjna nowego ruchu zaczął się bronić. Uznano cztery ewangelie za kanoniczne. Pojawili się pierwsi apologeci chrześcijańscy (Klemens). Pozostałe opisy zachowały wartość pomocniczą.

         Jezus zauważał sprzeczność pomiędzy zachowaniem wiernych, a doktryną głoszącą przez kapłanów. Publicznie i głośną wytykał im przywary i grzechy. " Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem." (Łk 4,20). Został przez to znienawidzony. 

 

sobota, 12 grudnia 2020

Chrześcijaństwo 2

 

          Jezus odkrył, że wszystkie przykazania, głoszone prawa, mają swoje źródło w słowach: "Kochaj Boga i bliźniego". Wszystkie inne prawa można wyprowadzić z tego przykazania miłości.  W tej prostocie słów kryje się idea Stwórcy. Ta prostota może być rozumiana przez wszystkich, nawet dzieci. Wielokrotnie Jezus przywoływał "wolę" jako instrument decyzyjny. Pouczał, że własną wolę można zastąpić odczytaną wolą Ojca. Możliwość ta jest kolejnym darem Stwórcy, bo wszystko, co dotyczy człowieka, zbudowane jest na Jego woli (koncepcji). Największym darem jest to, że każdy może podejmować decyzje odnośnie swojej relacji z Stwórcą (wolna wola). To, że życie ludzkie jest zdeterminowane przez los, kataklizmy, choroby jest wtórne. Człowiek otrzymał możliwość powiedzenia Bogu "Nie". Jest to paradoksalnie nierozsądne, ale w tym jest zawarta boska koncepcja istnienia istot rozumnych. Każdy człowiek jest wolny! Tego przywileju nie mają zwierzęta. Zresztą nie mają oni możliwości dociekania. Żadne zwierzę (oprócz człowieka) nie ma też świadomości własnego istnienia.

           Używając ludzkiego języka, Bóg wie, że stworzenia ludzkie nie mają boskich atrybutów i trzeba im pomóc poprzez udzielenie im Łaski. To dar darmowy, ale też i narzędzie, które Stwórca może uruchomić osłabiając ją z różnych powodów. Wtedy człowiek jest zdany na siebie samego. To się dzieje w przypadku odrzucenia Boga i zdanie się na siebie samego. Jest wyrazem też wolnej woli człowieka.  Ktoś może odczytać to jako karę, odwet itp. Takie tłumaczenie osłabia Boga jako Istotę doskonałą. Bóg nie może karać, bo każda kara jest rodzajem odwetu. Może jest to rodzaj Sprawiedliwości, którą trudno zrozumieć. Nadmierna wiara, że Bóg jest głuchy na ludzie grzechy też jest przewinieniem przeciw Niemu. W Księdze Wyjścia pisze wyraźnie, że "Bóg jest Bogiem zazdrosnym" (Wj 34,14), w tym sensie, że jest jeden i tylko jeden (por. Joz 24,19; Pwt 4,24). Bóg dopuszcza zło, bo szanuje wolność człowieka, ale jest mu przeciwny. Może koncepcja Boga istniejącego we własnym sumieniu otwiera nowy horyzont pojmowania Stwórcy jak Podmiotu ludzkiego umysłu. Może brak Łaski bierze się z ludzkiego namysłu i ludzkich działań (grzesznych). Przecież każdy człowiek  znajduje Boga w sobie. Obraza, jaką wyrządził człowiek Bogu wymaga zadośćuczynienia nieskończonego. Nowy horyzont Stwórcy jest bardzo interesujący, ale jest trudny w rozumieniu dla zwykłego wiernego. Większość wiernych jest zwolennikiem Boga ontologicznego w myśl tego Boga traktuje się za Byt duchowy. Nowe rozeznanie proponuje Boga dynamicznego, działającego. Bóg jest, bo są widoczne Jego  działania. Jego natura jest nie do pojęcia dla umysłu ludzkiego. Doszedłem tu do kolejnej Bożej tajemnicy i nie mam odpowiedniej wiedzy do dalszego dywagowania na ten temat.

          Jezus nie tylko był głosicielem Boskich przymiotów, ale utożsamiał się z Nim. Wyraźnie dawał znaki, że jest Jego ulubionym Synem i powołany został do specjalnej misji zbawczej. Tu się zaczyna problem zaufania i wiary. Czy słowa Jezusa brzmią na tyle wiarygodnie, aby Mu uwierzyć?

 

piątek, 11 grudnia 2020

Chrześcijaństwo 1

 

          Trudno jest pisać o doktrynie, która jest przedmiotem wiary. Aby zachować obiektywność, w czasie analizy, należy na ten czas, wiarę maksymalnie wyłączyć (choć jak dalej napiszę, jest to trudne i prawie niewykonalne). Historycznie ujmując, pojawił się na Ziemi galilejskiej Człowiek, który zaczął głosić, na owe czasy, rzeczy niezwykłe. Co gorsza, zaczął podważać podstawy swojej własnej religii (żydowskiej). W religii tej Bóg był/jest  przedstawiany jako Król, Władca, który nagradza i karze. Postać Boga, choć nie używano Jego imienia, miał cechy ludzkie, antropogeniczne (pochodzące od człowieka). Religia żydowska zaprzeczała istotę Boga, jako kogoś który jest dobry i pełen miłości. To zniekształcenie Jego istoty miało na celu dyscyplinowanie wiernych. "Jak będziesz niegrzeczny, to Bóg cię ukarze". Bóg żydowski budził grozę i strach. Tylko ci którzy są Mu wierni i posłuszni mogą liczyć na Jego przychylność.

          Jezus sprzeciwiał się takiemu ujmowaniu Boga. Odczytał w Nim jego prawdziwą istotę. Bóg jest przede wszystkim Ojcem kochającym (ludzi). Przypisywał Mu przymioty, które ludzkość wypracowała przez wieki: doskonałość, dobroć, miłość, miłosierdzie, ale i nieskończoność, moc. Czy przymioty te prawdziwie opisują Stwórcę?  Odpowiedzi należy poszukiwać w  wierze. Racjonalnie można mieć dużo zastrzeżeń. Przede wszystkim,  wielu razi Jego milczenie, choć według Jego przymiotów wszystko może. Na Jego "reputację" wpływają ludzkie nieszczęścia i brak na nie boskich reakcji?  To powoduje, że wielu odwraca się od takiego Boga. Nie ufa mu i ma do Niego żal.          

          Pozostając w doktrynie Jezusa musi być coś na rzeczy. Ujawniana sprzeczność nie da się pogodzić z Jego głoszonymi przymiotami.  Można odnieść wrażenie, że postawa Boga jest celowa. W taki sposób Stwórca chce wyrazić swoje zamiary, koncepcje. Mam świadomość, że posługuję się tu własnym oglądem, i nie mam pewności, że idę w dobrym kierunku. Należy zgodzić się, że Stwórca jest pełen tajemnic, i może nigdy nie uda się stworzeniu (istocie o mniejszym intelekcie) ich rozwiązać. Może w tej tezie jest odpowiedź, że Stwórca chce, aby był przez ludzi ciągle poszukiwany i dociekany. Może sam proces poznawczy jest sensem istnienia. Ciągłe dociekanie, poszukiwanie prawdy, ciągle w drodze, ciągle w nadziei. Mam wrażenie, że Stwórca ujawnił tak wiele, ale musi się znaleźć ktoś, kto to pojmie i zrozumie. Takim Człowiekiem jest Jezus. On ujawnił nie tylko wiedzę, którą posiadł prze 30 lat poszukiwać i studiów ale wiedzę wlaną. Ona jest darem.  Tym samym Jezus ujawnił, że jest szczególnie wyróżniony i umiłowany przez Boga. Czy w tym kryje się odpowiedź, że Bóg zaplanował Jego dalszą działalność. Od lat targają mną dwie teorie. Jedna mówi, że Bóg zesłał Jezusa na Ziemię z misją, a druga mówi, że Jezus oddolnie podjął inicjatywę zbawczą.  Cokolwiek napiszę dalej, ciągle będę się ocierał o wiarę.

czwartek, 10 grudnia 2020

Gnostycyzm

 

          Doktryna powstała w I i II wieku na bazie grecko-egipskiego hermetyzmu (od mitologicznego syna Zeusa Hermesa) pogańskiego, dualizmu (istnienie dwóch równorzędnych sił, dobra i zła, światła i ciemności) Boga oraz gnozy (wiedzy o Bogu). Gnoza oznacza wiedzę, która ma człowiekowi przynieść wyzwolenie i zbawienie. Wyraża też obcość człowieka w świecie.  Wiedza ta jest pochodzenia boskiego. Nie może być ona przekazana człowiekowi przez nauczycieli lub teksty, a jedynie poprzez bezpośredni kontakt z boskością. W gnozie zawarta jest pewna wizja rzeczywistości, w tym Boga, powstania niebios i świata, człowieka i zbawienia. Świat materialny traktowała jako sferę złych mocy. Nie da się ona do końca sprowadzić do  synkretycznej mieszanki, choć oczywiście wiele zawartych w niej elementów ma swoje odniesienie do innych religii, a także do filozofii greckiej. Gnoza odrzuca historię, odrzuca więc i prawdziwe wcielenie Boga i konsekwentnie dąży do doketyzmu, według którego Jezus nie był prawdziwym człowiekiem. Miał tylko pozorne ciało, które wisiało na krzyżu i umarło. Gnoza odrzuca Stary Testament, a uznaje tylko Nowy Testament jako ewangelie o Chrystusie[1].

          Gnostycyzm (od greckiego gnosis, czyli „wiedza”) to zespół różnych systemów religijnym w pierwszych wiekach. Nie przekształcił się w system religijny, ale miał licznych zwolenników, którzy wyznawali różne, często sprzeczne zapatrywania. Łączył ich wszystkich pogląd, że do zbawienia potrzebna jest wiedza ezoteryczna (tajemna). Wiedza ta opierała się na duchowych objawieniach i naukach zaczerpniętych z religii greckiej, perskiej, babilońskiej, egipskiej, judejskiej i chrześcijańskiej (synkretyzm). Niejednokrotnie spotkania gnostyków miały charakter orgii seksualnych, którym nadawano wymiar kultu. Jedna z najbardziej wpływowych gałęzi gnostycyzmu – manicheizm – wywarła piętno na wschodnich religiach – docierając aż do Chin, a także na zachodnich – przejawiając się w średniowiecznym ruchu bogomiłów i katarów, a także we współczesnych kierunkach ezoterycznych, na przykład w teozofii (światopogląd religijno-filozoficzny o charakterze panteistycznym). Stanowi jedną z form, w jakich rozwija się gnoza. 

          Gnostycyzm w sumie powodował ogromny zamęt w głowach i oddalał od religijnej Prawdy. Bogu przeciwstawiano innych architektów świata (demiurga). Człowieka spostrzegano jako więźnia ciała, otoczonego wrogością losu. Życie uważano za pasmo złudzeń i marzeń sennych. Gnostycy głosili istnienie prawdy hermetycznej, ukrytej, co stawiało ją w rzędzie religii rozumianych tylko przez wybranych. Zjawisko to było negatywne. Należało więc walczyć z pregnozą (pierwszy zwiastun gnozy).

           Na bazie gnostycyzmu pojawiła się magia i powstawały sekty judeo-chrześcijańskie.

           Zwolennicy gnostycyzmu zwani gnostykami dla przezwyciężenia greckiego dualizmu stworzyli tzw. teorię eonów czyli pośrednich ogniw. Najsłynniejsza była teoria o 7 eonach. Eony stanowią według nich pewną całość, którą nazywali wspólnotą albo pełnią (pleroma). Dostrzegając w świecie stopniowość usiłowali również podzielić ludzi na 3 kategorie, tych co posiadają tylko ciało, czyli chylików, na tych co posiadają dusze, czyli psychików i na tych co posiadają ducha  pneumatyków. Siebie uważali za pneumatyków, mędrców, którzy mają wiedzę.



[1] Karol Herman Schelkle, Teologia Nowego Testamentu, Stworzenie, Wyd. WAM Kraków 1984 s. 95.

poniedziałek, 7 grudnia 2020

Zjawiska tunelowe

 

          Wczorajsze słowa zabrzmiały nieprzyjemnie. Życie ludzkie jest zdeterminowane przez Stwórcę poprzez żywioły, choroby (wirusy, bakterie) i zdarzenia losowe. Nie jest to do końca prawdą. Stwórca przewidział fenomeny, które w fizyce nazywają się zjawiskami tunelowymi. Krótko ujmując, są to zjawiska które pokonują, stawałoby się, bariery nie do pokonania. Podobnie jest w życiu ludzkim. Człowiek przyjmując odpowiednią postawę, wyrażając wolę i kierując się nabytą mądrością może zmieniać nie tylko rzeczywistość, ale wpływać na losy innych. Ten fenomen musi iść w parze z pragnieniem i nadzieją. Do tego dodałbym - z miłością. Tak ujawniają się trzy cnoty teologiczne wyrażone w Hymnie o miłość w 1 Liście do Koryntian : wiara, nadzieja i miłość (1Kor 13,13). Za nią podążają cztery cnoty kardynalskie: roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo (Mdr 8).  Można spytać skąd pojawiły się te zbawienne klucze? Odpowiedzi należy szukać, cofając się do VI wieku przed Chrystusem. Na Wschodzie żył naród, który korzystając z danej im  możności odczytali w swoim sercu, że istnieje Przyczyna sprawcza, która powołała Świat do istnienia. Hagiografowie opisywali odczytane słowa i zapisywali je jak umieli. Przełom nastąpił, gdy naród żydowski znalazł się w niewoli babilońskiej. W świadomości tych, którzy chcieli radować swój naród pojawiła się iskra nadziei, że może ocalić ich Ten w którego wierzono. Światli Żydzi  sięgnęli do starych zapisków. Było ich sporo. Na użytek polityczny, ratujący naród,  dokonali kompilacji tekstów i opracowali dzieło, które dzisiaj zwie się Starym Testamentem (Tora). Dla potrzeb narracyjnych, dydaktycznych, trochę zniekształcili fakty historyczne, dodając, według swojej mądrości i oceny sytuacji, własne frazy. Powstało unikatowe dzieło. Z jednej strony przekazujące odczytane zamysły Boga, wypracowane ludzkie mądrości, a z drugiej bajkowy, legendarny przekaz wydarzeń. Kto to rozumie i zaniecha zbędnego krytycyzmu biblijnego może cieszyć się wspaniałym dziełem literackim. Siłą niego są obrazy religijne, które prowokują do własnych wyobrażeń i przeżyć.

          W tym czasie, na Zachodzie rodziła się filozofia, a na Wschodzie Objawienie Boże zostało udokumentowane na piśmie. Równolegle rodziła się potrzeba przeżyć religijnych. Człowiek dorósł do transcendencji, mistyki i ujawniania Prawdy o swoim duchowym powołaniu. Na przełomie wieków pojawiła się gnoza – forma świadomości religijnej podkreślająca wartość wiedzy jako narzędzia (samo) zbawienia. Nie wszyscy podzielali jej punkt widzenia. Potrzebna była alternatywa.

niedziela, 6 grudnia 2020

Sceptycyzm

 

          W filozofii hellenistycznej ostatnim kierunkiem filozoficznym jest                               Sceptycyzm. Szkoła sceptyków została założona przez Pyrrona z Elidy (376–286 przed Chr.). Najwybitniejszym przedstawicielem tej szkoły był Karneades (214–129 przed Chr.).

          Nazwa szkoły pochodzi od słowa sceptomani – powstrzymywanie się od wydawania sądów (sceptyk – człowiek wątpiący, krytyczny, niedowierzający). Podobnie jak stoicy i epikurejczycy chcieli wyjaśnić na czym polega szczęście. Sceptycy doszli do przekonania, że szczęście osiąga się przez zapewnienie sobie spokoju, a spokój osiąga się gdy człowiek w nic się nie angażuje i nie wypowiada się na żaden temat. Najlepiej zawiesić sąd, bo i tak nie można znaleźć trafnego rozwiązania. Według nich, wcale nie jest bardziej pewniejszy sąd coś stwierdzający od tego, który temu samemu przeczy.

          Przedstawicielami szkoły byli: Ainezydemos z Knossos, Agryppa i Sekstus Empiryk (II/III w.). Wiedza bezpośrednia jest niemożliwa: wszystkie poglądy są względne i rozbieżne (Menodotos z Nikomedii); Rzeczy są różnie postrzegane przez różnych ludzi (Ainezydemos). Nie mieli oni zaufania do poznania naukowego na drodze dedukcji, ani indukcji.

        Sceptycyzm jest pojęciem wieloznacznym. Potocznie używa się do określania człowieka wątpiącego, krytycznego, niedowierzającego.

          To co jest pouczające w doktrynie sceptyków to propagowanie rozsądnego podchodzenia do wszelkich sądów, teorii i hipotez. Wystarczy kierować się rozsądnym prawdopodobieństwem (filozofia zdrowego rozsądku).

          Sceptycyzm  niesie z sobą informacje o kruchości ludzkiego życia. Niewiele zależy od człowieka. Los kształtuje ludzkie życie.  Niewiele mamy do powiedzenia. Boska koncepcja postawy chrześcijańskiej narzuca pokorę. Sprzeciwianie się wichrom nie ma sensu. One wieją jak chcą i z dowolnego kierunku. Każdy sprzeciw jest nierozsądny. Stwórca widzi wszystko inaczej. Nie podobna jest wiedza o tym. Nadzieja w tym, że chce dla nas dobrze. Rozsądnie Mu zaufać. Sceptycy mają dużo racji. "Świat jest bilardem. My tylko kulami.   Ktoś może spytać, kto też grywa nami. Śmierć która strąca, to z dołu to z góry. A wszystkich do dziury?" (?) 

sobota, 5 grudnia 2020

Epikureizm

 

          Kolejnym kierunkiem filozofii hellenistycznej jest Epikureizm.          Szkołę „Ogród” założył Epikur (341–270 przed Chr.). Wybitnym przedstawicielem kierunku epikurejskiego był Lukrecjusz (95 przed Chr. – 55 po Chr.).

          Poglądy szkoły epikurejskiej dotyczyły fizyki (nauka o bycie), teorii poznania i etyki. Najbardziej oryginalnymi poglądami były poglądy etyczne. Podobnie jak stoicy pytali w swej etyce co jest źródłem szczęścia człowieka. Według nich, szczęście polega na doznawaniu przyjemności. Nieszczęścia zaś na doznawaniu przykrości. Ponieważ przyjemność wiąże się z życiem, dlatego należy życie uważać za wielkie dobro i to życie dobrze wykorzystać. Z życiem wiążą się różne potrzeby, które trzeba zaspakajać i to jest źródłem nieszczęścia ludzkiego. Najszczęśliwszy jest ten, kto nie ma potrzeb.  Tylko te potrzeby mają znaczenie, które dostarczają największych przyjemności. Przyjemności dzielono na cielesne i duchowe. Cielesne uważali za bardziej zasadnicze ponieważ związane są z utrzymaniem życia i warunkują przyjemności duchowe. Przyjemności duchowe uważali za wyższe ponieważ umożliwiają odrywanie się od ciała i wybieganie ku przyszłości. Przyjemności nie dzielili na mniej lub bardziej szlachetne, ale na mniej lub bardziej przyjemne. W szkole epikurejskiej pojawiły się jednak różne poglądy na przyjemność. Od skrajnych akcentujących przyjemności cielesne do bardziej umiarkowanych, akcentujące przyjemności duchowe. Ogólnie jednak doktrynę epikurejczyków określa się mianem hedonizmu etycznego ponieważ za najwyższe dobro i źródło szczęścia uważa się przyjemność, a wszystko inne ma być tylko środkiem do tego celu. Przed wejściem do szkoły wisiał napis: Gościu, tutaj będzie ci dobrze, tutaj dobrem najwyższym jest rozkosz.

          Epikureizm był ateistyczny. Metafizyka miała drugorzędne znaczenie, służyła jedynie do wzmocnienia tez o przyjemnościach i szczęściu. Jeżeli bogowie istnieją, to nie mają wpływu na rzeczywisty świat, w którym my żyjemy, lecz co najwyżej „bujają gdzieś w obłokach”, nie interesując się zupełnie losem ludzi (deizm). Dzisiejszym odpowiednikiem epikureizmu jest sentencja pochodząca z poezji Horacego „carpe diem” – chwytaj dzień, ciesz się chwilą.

          Głównymi przedstawicielami epikureizmu byli:

Filodemos z Gadary (110–39 przed Chr.),    

Zenon z Sydonu (150–70 przed Chr.),                                                   Metrodoros z Lampsakos (330–277 przed Chr.),                                   Hermachos z Mityleny (III w. przed Chr.)     

Lukrecjusz (95 przed Chr. – 55 po Chr.).

          Chrześcijaństwo publicznie wyklęło  epikureizm i jego założyciela Epikura. Jego dzieła, jako gorszące, były systematycznie niszczone. Ciekawe, że do filozofii Epikura wracali średniowieczni i współcześni filozofowie jak: Abélard, Pierre Gassendi, John Locke, Karol Marks i Fryderyk Nietzsche.

          W epikureizmie dostrzega się egoizm jednostki. Powoduje on odcięcie się od innych ludzi murem obojętności. W pewnym sensie filozofia ta mówi o rzeczach mało realnych. W gruncie rzeczy życie jest walką o przetrwanie. Na przyjemności pozostaje niewiele czasu.

piątek, 4 grudnia 2020

Stoicyzm

 

          W ramach filozofii hellenistycznej rozwinął się kierunek zwany szkołą stoicką. Szkołę tę założył Zenon z Kition (336–264 przed Chr.). Szkoła ta przeżywała rozkwit gdy kierował nią Chryzyp (280–206 przed Chr.), który swoim dorobkiem spopularyzował główne tezy tego kierunku.

           Stoicy uważali, że po pewnym okresie istnienia świat ulegnie spaleniu, aby mógł powstać Świat nowy, lepszy i bezgrzeszny (apokatastaza – przywrócenie jedności pierwotnej, potocznie apokatastaza nazywana jest ideą pustego piekła).  Podobnie brzmią słowa w Dziejach Apostolskich: "niebo musi zatrzymać aż do czasu odnowienia wszystkich rzeczy, co od wieków przepowiedział Bóg przez usta swoich świętych proroków" (Dz 3,21).

          Stoicy w logice kontynuowali badania zapoczątkowane przez Arystotelesa, zajmując się logiką formalną, a w niej specjalnie analizą sądów (czyli twierdzeń) uważając je za podstawowe. Poznaniu zmysłowemu przypisywali główną rolę. Sądzili iż umysł nic więcej nie poznaje ponad to, o czym informują zmysły i dlatego według nich kryteriami  prawdy są tzw. spostrzeżeniami kataleptyczne, tzn. dokonane w normalnym stanie, z odpowiedniej odległości, dostatecznie długo trwające i sprawdzone przez inne spostrzeżenia.

Do pewnego stopnia stoicy mają rację, lecz nie można stawiać wyżej poznania zmysłowego od poznanie umysłowego. Umysł przez refleksję dokonuje formułowanie pojęć, idei itp. Materiał spostrzeżeniowy jest jedynie pomocny do refleksji. Poznanie zmysłowe jest ważne, ale nie najważniejsze (autor).

          Sensualistyczne (zmysłowe) podejście do poznania ludzkiego wpłynęło na ukształtowanie się ich poglądów na pojęcie bytów, które według nich są niczym innym jak określoną postacią ciał. Wszystko co jest, jest tylko ciałem. Poza nim jest nicość. Źródłem działań w bycie jest energia, którą nazwali "pneumą". Jest ona subtelnym rodzajem materii, która wszystko przenika, a ponieważ działania są celowe, stąd "pneuma" musi być natury rozumnej. Takie rozumowanie doprowadziły stoików do utożsamiania bóstwa z "pneumą" i w rezultacie do tzw. panteizmu, czyli utożsamianie Boga ze światem, lub pojęcia boga jako dynamicznej części ciała. Za Pawłem Apostołem: Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego [jest] wszystko. Jemu chwała na wieki! Amen.  (Rz 11,36) Marek Aureliusz powie: Wszystko, co przynoszą twoje biegi lat, o Naturo, jest dla mnie owocem. Wszystko jest z Ciebie, wszystko w Tobie, wszystko jest dla Ciebie[3].

          Poglądy etyczne stoików stanowią centrum ich filozofii i temu zagadnieniu najwięcej poświęcili czasu. Podstawowym ich pytaniem było: co zapewnia człowiekowi szczęście? Według nich szczęście zapewnia i z nim się utożsamia cnota. Przeciwnymi szczęściu są zewnętrzne okoliczności, w których człowiek żyje. Trzeba te okoliczności opanować, albo się od nich uniezależnić, wyrzekając się wszelkich dóbr zewnętrznych, a zabiegając o dobra duchowe (wewnętrzne) wśród których najważniejsza jest cnota. Przez cnotę rozumieli zgodność działania z ludzką naturą, która jest rozumna, celowa i boska. Kto żyje więc zgodnie z naturą, czyli cnotliwie, zapewnia sobie najlepszą doskonałość. Żyć zgodnie z naturą nie oznacza życia według popędów, ale według rozumu, bo on decyduje o istocie natury ludzkiej i ma swoje podstawy w pneumie. Ponieważ cnota jest najwyższym dobrem, stąd ona sama wystarcza do szczęścia. Inne zaś dobra, poza nią, należy podzielić na godne wyboru, np. życie, wiedza, rodzina, miłość, szlachetne pochodzenie i na dobra godne odrzucenia, a więc te, które utrudniają żyć cnotliwie. Ponieważ pożądanie dóbr godnych odrzucenia wywołują tzw. afekty, dlatego należy się ich wyzbyć. Są one bezrozumne i przeciwne naturze ludzkiej. Takie ich całkowite wyzbycie się nazywali apatią czyli beznamiętnością, która powinna charakteryzować prawdziwego mędrca.

          Stoicy są twórcami teorii adiafory (czyny moralnie obojętne). Rozróżniali oni czyny dobre, złe oraz obojętne. Inaczej podchodził do tego zagadnienia św. Tomasz twierdząc, że żaden czyn nie może być moralnie obojętny, gdyż człowiek , działając świadomie, zmierza zawsze do jakiegoś celu. Na poparcie swojej tezy powołuje się na słowa św. Pawła: czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie (1 Kor 10,31). Wszystko co się czyni dzieje się w obszarze Bożej opatrzności i jurysdykcji. Nic nie może być obojętne.  Wszystko należy rozpatrywać i oceniać względem ekonomii Bożej. Nie znaczy to, że jesteśmy pod Bożym pręgierzem. Po prostu, wszystko ma jakąś wartość. Np. zapalenie papierosa jest czynem moralnie obojętnym (nie mylić z nałogiem palenia), ale jego wartość moralna zależy od okoliczności. Czyn mieści się w przedziale oceny od 0 do wymiaru grzechu (np. zaszkodzenie drugiemu człowiekowi).

Wybitnymi stoikami byli m.innymi:

Zenon z Kition (336–264 przed Chr.),

Chryzyp z Soloj (280–206 przed Chr.),

Cyceron (106–43 przed Chr.),

Seneka (4 przed Chr. – 65),

Marek Aureliusz (121–180).

środa, 2 grudnia 2020

Filozofia hellenistyczna

 

          Po rozwoju kultury czysto greckiej zwanym okresem klasycznym nastąpił okres obcych wpływów na filozofię grecką. Nowy okres nazywany hellenistycznym datuje się w zasadzie od IV w. przed Chr. W łonie filozofii hellenistycznej powstały różne szkoły filozoficzne:

 

Szkoła cyników

Przedstawicielem szkoły cyników był Diogenes z Synopy (413–323 przed Chr.). Jego życie było dość burzliwe. Jego ojciec Hikezjos, bankier który prawdopodobnie kradł pieniądze, został wraz z synem skazany na wygnanie z miasta. Diogenes zamieszkał w Atenach. Tam wstąpił do szkoły Antystenesa. Antystenes był twórcą cynizmu, ale był jednak tylko jego teoretykiem, a Diogenes uczynił jego naukę sposobem życia i doprowadził ją do skrajności. Podczas jednej ze swoich podróży, odwiedził min. Syrakuzy, został wzięty do niewoli przez śródziemnomorskich piratów i sprzedany jako niewolnik niejakiemu Kseniadesowi, mieszkańcowi Koryntu. Diogenes zajął się wychowaniem jego dzieci. Umarł w roku śmierci Aleksandra Wielkiego.   Mieszkańcy Koryntu wznieśli na jego grobie marmurową figurę psa.

          Filozof uznawał pełną niezależność od otoczenia. Był dla siebie samowystarczalny. Wolny od dóbr materialnych. Mieszkał w beczce, ubierał się w łachmany, potrzeby fizjologiczne załatwiał na ulicy. Głosił powrót do natury, domagał się zniesienia małżeństwa, wprowadzenia wolności kobiet i dzieci. Uważał, że poszukiwanie przyjemności, żądza bogactwa i władzy na próżno angażują człowieka. Diogenes był ascetą, nie aby osłabiać ciało, ale wzmocnić i zahartować do życia pierwotnego. Głosił cynicznie bezwstyd. To co wszyscy robią nie powinno być przedmiotem wstydu i winno być publiczne. Diogenes był dziwakiem. Pogardzał rozkoszami życia i dobrami materialnymi. Był on autorem myśli: Bieda jest nauczycielką i podporą filozofii, bo do czego filozofia nakłania słowami, do tego bieda zmusza w praktyce;  Lepsza jest uboga mądrość, niż głupie bogactwo; Rozkosze, jakie mężczyzna czerpie z miłości, są o tyle uboższe od doznań kobiety, że niedostatek przyjemności mężczyzna rekompensuje mnogością przygód. Wielokrotnie zachowywał się niestosownie w miejscach publicznych (masturbował się publicznie na placu, opsikiwał gości, zachowywał się jak pies). Z tych względów zachowanie Diogenesa jest mi obce. Przekraczał on granice kulturowe wypracowane przez stulecia. Diogenes dał podwaliny pod inne kierunki rozwoju myśli greckiej, bardziej rozwinięte i dopracowane. Przykładem jest stoicyzm.  Diogenes dał podwaliny pod inne kierunki rozwoju myśli greckiej, bardziej rozwinięte i dopracowane. Przykładem jest stoicyzm. Cynicy programowo odrzucali rozważanie zagadnień z teorii bytu i teorii poznania, zakładając, że nie ma obiektywnych kryteriów prawdy. Cynizm jest postawą etyczną, charakteryzująca się nieuznawaniem i podważaniem wartości i norm obowiązujących w danym środowisku.

          Współczesne rozumienie słowa cynizm nie ma nic wspólnego z doktryną filozoficzną. W potocznym znaczeniu jest podważaniem obowiązujących wartości.