Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 30 września 2019

Co za tym pozostaje chrześcijanom


         W Ewangelii Marka pisze wyraźnie o dwóch złoczyńcach, których ukrzyżowano wraz z Jezusem: "Tak wypełniło się słowo Pisma: W poczet złoczyńców został zaliczony" (Mk 15,28).  Wyrazistość słów można odczytać w dalej: "Lżyli Go także ci, którzy byli z Nim ukrzyżowani " (Mk 15,32). Podobne zdanie ma Ewangelista Mateusz: "Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani" (Mt 27,44). Natomiast Łukasz czyni z jednego łotra osobę skruszoną (dobrego łotra). " Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju»" (Łk 23,43). Który z ewangelistów ma rację?
          Nie trudno wyciągnąć wniosek, że Łukasz wykorzystuje zdarzenie  do przekazania własnej koncepcji teologicznej. Autor forsuje swój własny obraz religijny. Czyni to w różnych miejscach swojej ewangelii czyniąc ją literacko piękną, ale mylącą w sensie faktograficznym. Taka manipulacja rzutuje na wiarygodność ewangeliczną. Tylko fanatycy religijni, fundamentaliści oraz niedouczeni wierni odbierają Ewangelię Łukasza dosłownie. Podobnie manipulowana jest Ewangelia Mateusza. Czy tracą one na swojej wartości?
          Dla poszukujących prawdy trzeba wydobyć z ewangelii to, co jest wartościowe i ma w sobie duże prawdopodobieństwo prawdy. Ewangelie ze świadomością ich wad można odbierać jako źródła przeżyć duchowych. Oprócz tekstu, nie do końca doskonałego, niosą w sobie pokłady uczuciowe. Czytając je można się wzruszać i napełniać duchem ewangelicznym. Jako materiał poznawczy, historiograficzny są mylące. Cytaty Jezusa pochodzą z niedoskonałej pamięci (ponad 30 lat po śmierci Jezusa). Widać wyraźnie, że ewangelie zostały opracowane dla potrzeb szerzącego się nowego kultu chrześcijańskiego, jakby na zamówienie.
          Co za tym pozostaje chrześcijanom. Wiara, że jest coś na rzeczy, ale nie można dojść całej prawdy. To coś wystarczy, aby żyć zgodnie z nauką Chrystusa. Nauka Chrystusa również ucierpiała na wiarygodności, ale musimy cieszyć się tym, co mamy. Może Kościół zdecyduje się rozpocząć na nowo badania nad słowami Jezusa i przybliży nam Jego autentyczną naukę.
          Trzymanie się kurczowo dogmatom blokuje poznanie prawdy. Im Świat idzie do przodu doktryna wiary jest coraz mniej akceptowalna. Dzisiaj nawet młodzież dostrzega rozbieżności biblijne, a jest ich bez liku. Dla wiary w Boga, który "Jest" należy stworzyć przyjazny klimat poznawczy, aby pogodzić to co wychodzi z zamysłu ludzkiego od Prawdy Absolutnej.  

niedziela, 29 września 2019

Bóg chce dla człowieka jak najlepiej


          Osoby wierzące  mają wątpliwości. Pomijam tu głos Kościoła, bo w rzeczywistości przekazuje życzenia instytucji odpowiedzialnej za głoszenie doktryny wiary. W jakim stopniu nie jest obiektywny. Za dużo jest w tym różnych jego interesów. Ja skupiam się poznaniu czystej Prawdy. Głównym jej nośnikiem jest to, co czuje się w sercu. Bóg istnieje i to jest Prawdą logiczną. Problem jest w pytaniu o przestrzeń transcendentalną. Jak jest zorganizowana? Jaką rolę mają do spełnienia ludzkie dusze? Jaka będzie dalsza relacja Stwórcy z istotami ludzkimi. Muszę uważać z pytaniami. Nie na wszystkie pytania będzie odpowiedź. Każdemu wyznaczona jest inna granica poznania. Stwórca skrzętnie zachowuje w tajemnicy swoje koncepcje, dzieląc się nimi w czasie przez siebie wybranym.
          Bóg ma ogromną przewagę na istotami stworzonymi. Czy człowiekowi pozostawił los konformisty? Tak jak wczoraj odciąłem się od przekazów religijnych, tak obecnie szukam odpowiedzi  w oparciu o wiedzę "wlaną" i własne rozumowanie.
           Dla mnie jest rzeczą pewną, że Stwórca chce dla człowieka jak najlepiej. Wynika to z definicji Boga jako Istoty doskonałej. Tę doskonałość czuje się w sercu. Od serca droga prowadzi do rozumu. Bóg chce dla człowieka dobrze. Jeżeli przyjmuje się tą tezę, to z doskonałości Boga można odczytywać różne odpowiedzi. Dla człowieka Stwórca jest Istotą milczącą, ale działającą, aktywną. Rozmowa z Nim odbywa się w sumieniu na zasadzie odczytywaniu myśli rodzących się w umyśle. Można założyć, że każda dobra myśl od Boga pochodzi. Człowiek dokonuje wyboru myśli według własnej woli. Kryteria są określone. Albo wybiera się dobro, albo mniejsze zło. Inne pochodzą z ludzkich uzdolnień, inteligencji, wiedzy i pragnień itp.  Człowiek jest zdolny zagłuszać głos Boga, ale on sam o tym wie. Decyzja należy do człowieka Aby pozyskiwać wiedzę od Boga trzeba nastawić się na Jego sygnały. Trzeba zadać sobie trud i dokonać swoisty rachunek sumienia. Wiedza, która rodzi się w ludzkim umyśle może zaskoczyć. Niekiedy jest ona odkrywcza. Przychodzące perełki wiedzy trzeba koniecznie wprowadzać w życie.   
           Trzeba się liczyć z tym, że to Stwórca decyduje o granicy poznania. Jednemu daje szersze horyzonty, a drugiemu mniejsze.
            Bóg który stworzył istoty rozumne ma plan ich zagospodarowania. Musimy okazać cierpliwość i ufność, że Bóg chce dla człowieka jak najlepiej. Za życia, póki są możliwości nie trzeba tracić czasu i jak najlepiej przysposabiać się do dalszej drogi. Wieczność też wynika z definicji Boga doskonałego, bo gdyby jej nie było, to całe moje dociekania teologiczne, pisanie można nazwać sianem (wg Tomasza z Akwinu). Ja nie mam w sobie tak dużej wiary, aby nie wierzyć w Boga doskonałego.  Nie mam odwagi pozbyć się złudzeń, które dla mnie są nadzieją.

sobota, 28 września 2019

Teizm


          W gruncie rzeczy każda  religia, filozofia wiary profanuje Boga, przypisując Mu historię wydarzeń. Najbliżej czystego teizmu byli Żydzi zakazując nawet wymawianie Jego imienia. Uważali oni, że Boga nie można opisać. Jest On samym istnieniem o atrybutach nieskończonych. Cokolwiek próbuje się mówić o Bogu językiem ludzkim jest niedoskonałe, mylące i nieprawdziwe. Boga można odbierać duchowo, a te przeżycia nie dają się dokładnie opisywać. Milczenie jest wymowne i pełne treści dla najwyższych kapłanów, którzy posiedli Prawdę o Bogu. Dla potrzeb wiernych i prostego ludu stwarzano historię przypisując Bogu uczestnictwo w różnych zdarzeniach. Historia była obrazowana różnie według zdolności ludzkich populacji. Religie wschodnie (panteizm) najbardziej zbliżyły się do czystego teizmu. Sami Żydzi, dla czeladzi wiary, wprowadziły historię Abrahama, Mojżesza i całego ludu żydowskiego, ukazując stałą ingerencję Boga w losy świata. Chrześcijanie uznali Jezusa za Mesjasza i Wcielenie Boga. Do powstania religii chrześcijańskiej przyczynił się Człowiek o imieniu Jezus. Według Jego nauk miał On reprezentować Boga w postaci ludzkiej w Akcie działającym. Za tę idee i swoją misję poniósł śmierć na krzyżu. Czy Jego śmierć może być gwarantem Prawdy?  Nauka potwierdziła historyczne istnienie Jezusa, Czy Jego wydarzenia i słowa dokumentują prawdę?  Odpowiedź kryje się za zasłoną wiary.
          Prawdę o istnieniu Stwórcy można wydedukować stosując aparat logiczny. Każdy skutek ma swoją przyczynę. Istnienie Boga jest potrzebne do zrozumienia rzeczywistości. Wszelakie obrazowania są przedmiotem wiary. I dobrze, że one istnieją, bo człowiek, choć odbiera Boga w swoim sumieniu i sercu ma potrzebę uzewnętrzniania swojej wiary. Np. liturgia chrześcijańska jest bardzo piękna. Modlitwy dostarczają przeżyć duchowych. W doktrynie chrześcijańskiej zawarta jest nadzieja i miłość. Sam teizm jest tylko wywołaniem Prawdy absolutnej. Człowiekowi potrzebny jest cały antourage wiary. Modlitwa "Ojcze nas" w treści niesie czystą prawdę. Jej wymawianie jest tak samo skuteczne jak duchowe trwanie przed Bogiem.

piątek, 27 września 2019

Wcielenie się w postać ludzką


            W Starym Testamencie można odczytać psalm Dawidowy 110 (109), który mówi o Mesjaszu: "Wyrocznia Boga dla Pana mego: «Siądź po mojej prawicy, aż Twych wrogów położę jako podnóżek pod Twoje stopy»" (Ps 110 (109)). W języku hebrajskim Mesjasz znaczy Pomazaniec, Namaszczony. Żydzi odczytują tekst jako wyrocznia Boga, która ma się stać. Trzon narodu  żydowskiego wciąż trwa w oczekiwaniu na przyjście Mesjasza. Jezus, który znał treść psalmu odebrał go jako proroctwo misji jaką musi wypełnić. Choć znał prawdę odczytaną w swoim sumieniu, to długo nie przyznawał się do tej wyroczni. Chętnie sam nazywał się Synem Człowieczym, które uchodziło za przyznanie się do bycia człowiekiem: "Ale jak jest napisane o Synu Człowieczym? Ma On wiele cierpieć i być wzgardzonym" (Mk 9,12). Jezus ostrożnie sondował wiernych, uczniów i uczonych w piśmie, co oni o Nim myślą: "«Co sądzicie o Mesjaszu? Czyim jest synem?» " (Mt 22,42). Uczeni w piśmie odpowiadali mu, że Mesjasz jest synem Dawida. Po ich wypowiedzi wytykał im błąd logiczny powołując się na słowa Dawida: "Wtedy rzekł do nich: «Jakżeż więc Dawid natchniony przez Ducha może nazywać Go Panem, gdy mówi: Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej,
aż położę Twoich nieprzyjaciół pod stopy Twoje. Jeśli więc Dawid nazywa Go Panem, to jak może być [tylko] jego synem?»
" (Mt 22,43–45). Uczeni żydowscy nie rozumieli koncepcji Stwórcy Wcielenia się w postać ludzką. Oczekują wyzwoliciela politycznego.
          Jezus zapytał również Piotra, a on odpowiedział wprost: "«Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego»" (Mt 16,16). Wyznanie Piotra Jezus odczytał jako potwierdzenie pochodzące od Boga: "Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie" (Mt 16,17).  Tę tajemnicę skomentował również Jezus: "Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić" (Mt 11,27). Jezus w pełni przyznał się do swojego mesjanizmu, gdy stanął przed wysoką Radą  i kapłan zapytał Go: "«Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego?»" (Mk 14,62), a On odpowiedział: "Ja jestem" (tamże).  Jezus szanował swoich uczniów. Widział w nich także osoby wyróżnione prze Boga: "Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im [uczonych w piśmie, faryzeuszom] zaś nie dano" (Mt 13,11).

czwartek, 26 września 2019

Chłopcy, przestańcie, bo źle się bawicie!


          Przed nami wybory parlamentarne. Trzeba mieć odwagę o tym mówić,  wyrażać swoje własne zdania. Bierni się nie liczą. Będą żyli z aktywności innych. Nie będą mogli narzekać i upominać się o swoje. Stwórca oczekuje od nas postaw aktywnych. Tylko tacy zmieniają świat. Im dłużej człowiek się buntuje tym dłużej zachowuje młodość. Świat do takich należy. Wspominam moją matkę (zmarła mając 96 lat). W wieku ponad 90 lat sprzeczała się ze mną. Walczyła o swoje racje. Nie przesiadywała w oknie, oglądając świat z pozycji statycznej, znudzonej kobiety. Chciała do końca uczestniczyć w życiu. Dla mnie pozostała wzorem człowieka prawdziwie żyjącego.
          W duchu aktywności i poczuciu obowiązku muszę wyrazić swoje zdanie i przekazać własne myśli. Obecna sytuacja polityczna jest najgorsza w jakiej przyszło mi żyć.  Nienawidziłem komuny, ale z konfrontacji z obecną władzą  myślę, że miała ona swoją twarz. Była okropna, straszna, ale nie miała w sobie tyle cynizmu, arogancji co obecna. Kiedy walczyłem z komuną (w mojej prywatnej wojnie z SB) miałem wroga przed sobą. Dzisiaj muszę zachować czujność od świtu. Nie wiem, czy nie zadzwoni dzwonek o 6 rano i przyjdą smutni panowie. Nie wiem, czy nie wymyślą nowe przepisy które pogłębią mnie gospodarczo. Już na początku wieku emerytalnego zabrano mi 6 miesięcy należnej emerytury. Umowa przed 40 laty była inna.
          Dzisiaj, schorowany, muszę leczyć się prywatnie. Służba zdrowia nie zabezpiecza moich potrzeb. Lekarstwa na moje dolegliwości są drogie (insulina, leki kardiologiczne, neurologiczne). Był taki czas, że miesięcznie płaciłem trzykrotne ubezpieczenie zdrowotne. Łaski nie robią. Wszystko opłaciłem swoją pracą. Wysoką emeryturę zawdzięczam rzetelnym płaceniem składek zusowskich (nie ukrywając dochody pod stołem).
           Pomijając własne interesy. Do czego doprowadzono służbę zdrowia, szkolnictwo, wojsko, sądy? Jak bardzo poróżniono społeczeństwo. Zadłużono kraj na bilion złotych, Nie dbają o ekologię, gotując naszych dzieciom straszny los.
          Mam dość obecnej władzy. Niektórzy dostojnicy państwowi uważają naród za populacje idiotów. Nie te czasy! Przypominają mi się słowa Ignacego Krasickiego z bajki Dzieci i Żaby: "Chłopcy, przestańcie, bo źle się bawicie! Dla was to jest igraszka, nam idzie o życie" (Ignacy Krasicki).

środa, 25 września 2019

Chce dla nas jak najlepiej


          Pokuszę się na abstrakcyjne pytanie. Dlaczego Bóg nie zaprojektował świata tylko w jednej naturze – duchowej? W jaki celu powołał człowieka w przestrzeni profanum i naraził go na grzeszność, trudy życia, walkę o przetrwanie i walkę o wieczność?  Gdyby istniały różne światy, różni Bogowie, to bym rozumiał ich rywalizacje w dziele stworzenia. Jak uczy religia monoteistyczna Stwórca jest jeden. Co narzucało Bogu koncepcję, w której przyszło nam żyć?  
           W pierwszym odruchu myśli przychodzi mi do głowy pojęcie ciekawości.  Świat w którym żyjemy jest ciekawy, przez co jest interesujący, odkrywczy, fascynujący. Przez te przymioty jest bardzo piękny.
            Gdyby świat nie był dynamiczny, to by po prostu był. Może również byłby piękny, ale nudny i statyczny. W świecie dynamicznym króluje losowość, zmienność, nieprzewidywalność. Raz świeci słońce, raz są burze Nawet zmienność życia biologicznego uwarunkowana historycznie wpisuje się w dzieło stworzenia.  Niegdyś żyły dinozaury i stosowna roślinność. Dzisiaj jest inna. Bóg wymusił na człowieku aktywność. Sam jest dynamiczny i takie zadanie przydzielił człowiekowi.
             Grzeszność, w pojęciu pejoratywna, daje urozmaicenie ludzkiego postępowania. Na ziemi żyją gorsi i lepsi, zdolniejsi i mierni. To wszystko stanowi bogactwo egzystencjalne. Istniejący Świat jest teatrem, dziełem literackim (dramatem, a zarazem komedią), sztuką. Można się zachwycać pięknymi kolorami i precyzją działania organów biologicznych. Zjawiska które w nim zachodzą budzą i grozę i zachwyt.  Bóg stworzył sobie Świat według własnych potrzeb i własnego wyobrażenia. Widać, taki Świat był w Jego koncepcji. My ludzie jesteśmy Jego pomysłem. Musimy zaufać, że chce dla nas jak najlepiej. Bóg ukrywa przed ludzkością dalsze plany. Przed nami intrygująca wieczność. Musimy uzbroić się w cierpliwość. Ważne, że zdajemy sobie z tego sprawę. Trzeba zaufać i ułatwić Bogu  decyzję o naszym dalszym losie.  Nie ma innej opcji.

wtorek, 24 września 2019

Boski scenariusz życia


          Ewangelista Marek poucza słowami Jezusa:  "«Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga». I byli pełni podziwu dla Niego " (Mk 12,17). Te słowa wyraźnie oddzielają sprawy religijne od życia świeckiego. Czy tego Kościół Polski nie może zrozumieć? Uważam, że rozumie, ale nie leży to w jego interesie. W umysłach hierarchii pozostał model początkowej biedy z której Kościół chciał się szybko wyzwolić. Czynił wszystko żeby stanąć na nogi. Przedstawiciele Kościoła wychodzili z założenia, ze siła instytucji jest zależna od stanu posiadania. Historycznie Kościół szybko się wzbogacił (III w.), ale ten odruch obronny pozostał mu do dziś. Nie uwzględniając tego uwarunkowania trzeba by uznać, że pojawiła się pazerność i chciwość. W tym względzie Jezus również pouczał: " i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien!» " (Mk 6,8–9). Bogactwo przeszkadza czystej wierze, zagłusza słowa Boga kierowane do wiernych. Człowiek dekoncentruje się, bo "posiadanie" staje się ważniejsze od "bycia". 
          Człowieka dekoncentrują codzienne troski. Trudno pozbyć się myśli jak zaradzić utrapieniom, skąd wziąć  konieczne środki pieniężne, jak ustrzec się od wojen, chorób i przeciwności losu. Los człowieczy pochodzi z koncepcji Stwórcy. Scenariusz życia został człowiekowi narzucony. Walka z grzesznością stała się narzędziem bożego rozeznania. Jak piszą ewangeliści: " Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą (Mt 18,8; Łk 17,1). Wolność człowieka jest pozorna i dotyczy woli, ale człowiek musi uwzględniać koncepcje Stwórcy w konieczności oddychania, ochraniania ciała, dostarczania pożywienia itp. Człowiek winien ciągle wsłuchiwać się w głos Boga. Tak więc nie można całkowicie oddzielić religii od życia codziennego. Roztropny powinien umieć pogodzić te dwie sfery: sacrum i profanum. Te dwie sfery powinny się wzajemne nakładać i wspierać. Każda sfera ma inne zadania. Kościół powinien dbać o moralność ludzkiego działania. Tak sobie wyobrażali socjaliści dochodząc do władzy (za czasów prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego), którzy dopuścili Kościół do zbyt szerokiej ingerencji politycznej. To oni dawali za dużo, a sam Kościół nie zachował umiaru. Brał co dawali.  Otrzymane dobra dzielono nierówno. Budowano bogate pałace biskupie i nie dbając o biedne parafie. Tak rodziła się oligarchia władzy kościelnej i tak jest do dzisiaj. Trzeba wrócić do pierwotnych korzeni i do czystości wiary. Trzeba powrócić do nauki Chrystusa. Na nowo odczytać, to co jest ważniejsze i co przynosi korzyść w myśl ewangeliczną: "Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? " (Mk 8,36; por Mt 16, 26). 

poniedziałek, 23 września 2019

Sami sobie gotujemy nasz los


          Mam poczucie, że żyję w państwie bezprawia. Kompilacja wszelakich wiadomości daje mi podstawę do takiego stwierdzenia. Co więcej, nawet autorytet Kościoła legł w gruzy. Na dodatek świadomość, że społeczeństwo polskie jest w większości bierne i akceptują stan rzeczy sprawia, że czuję się źle i zagubiony. Nadzieją są zbliżające wybory, ale czy społeczeństwo stanie na wysokości zadania? W to wątpię. Za mojej młodości ujawniło się wielu wspaniałych ludzi, bojowników o wolność i godność narodową. Ci sami korzystając z wywalczonej wolności  złapali wirusa pychy i arogancji. Zastanawiam się, co oni widzą przeglądając się w lustrze. Czy rozpiera ich duma, że w swoim życiu dorobili się fortuny i stanowisk? Czy zauważają szkody jakie wyrządzają narodowi. Dzisiejszy dobrobyt będą musieli spłacać nowe pokolenia. Dzisiejsza władza wyrządza krzywdę następcom. Czy jest to godne z wyznawaną wiarą?  Czy tych niuansów nie widzi hierarchia kościelna? O czym myślą ci, którzy modlą się na ołtarzu. Czy dochodzi ich refleksja, że coś jest nie tak?  Czy konfrontują rzeczywistość z nauką Chrystusa? 50 lat temu Polska borykała się z grzechami władzy. Przyczyna leżała poza granicami kraju. O losach Polaków decydowali mocniejsi. Zło było na zewnątrz. Dzisiaj sami sobie gotujemy nasz los. Dopuściliśmy do władzy ludzi słabych, o wielkich kompleksach. Trzeba im współczuć, bo los ich zagrożony. Już niedługo staną przed Bogiem. Co będą mieć na swoją obronę?

          Moje własne kłopoty łączę się problemami państwowymi. W sumie trudno żyć. Pozostaje nam prosić Opatrzność o faktycznie "dobrą zmianę". Aby odnieść sukces musimy pomóc Opatrzności. Trzeba iść do wyborów i zagłosować według własnych sumień. W nich trzeba odczytać zamysł Stwórcy. Wszystko co dobre od Boga pochodzi.


niedziela, 22 września 2019

Bo o to w tym chodzi


         Ewangelista Marek poruszał wiele kwestii moralnych. Słowa: "Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!" (Mk 10,9). Są one ważne w dobie fobii LGBT. Przekazują one koncepcje Stwórcy. Całe Pismo Święte nastawione jest na przekaz, że tak widział Bóg najmniejszą komórkę społeczną i rolę mężczyzny i kobiety. Choć małżonkowie sami sobie składają  przysięgę wierności, to małżeństwo jest zgodne z życzeniem Stwórcy. Trzeba zaufać, że jest to koncepcja, która ma w sobie i dobro i piękno. Małżeństwa są różne, czasem burzliwe, ale dobre cechy górują i można je wymieniać. Związki LGBT homoseksualne także opierają się wzajemnych przysięgach i mają wartość związku dwóch osób, ale nie można nazywać je małżeństwem. Związki partnerskie z natury ułomnej mogą opierać się również na wzajemnej miłości i mają prawo do życia w szczęściu wspólnotowym, ale małżeństwo jest słowem zarezerwowanym dla związku kobiety i mężczyzny. Ta rezerwacja słowa jest udokumentowana w Pś i nie jest dobrze trwonić ich to wielu znaczeń. Dobrze by było zachować i używać te dwa pojęcia: małżeństwo i związek partnerski. W obu można się realizować w miłości Chrystusowej, bo o to w tym chodzi.
        Niezrozumiałe i krzywdzące są słowa prof. Nalaskowskiego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu opulikowane w tygodniku w Sieci z 28 sierpnia 2019, który nazwał osoby LGBT "gwałcicielami" i "zniewieściałymi gogusiami".  Takie i inne obraźliwe słowa nie przystoją profesorowi".
        Ewangelista Marek pisze: "Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego»" (Mk 10,15–16). Nie jest to zachęta do infantylnego pojmowania zasad wiary, ale do czystej ufności Bogu jaką z natury swojej mają małe dzieci. Werset o czystości wiary rozszerza w następnej perykopie o Bogatym młodzieńcu. Wiara nie może mieć żadnych ograniczeń pochodzących z profanum życia. Dlatego Jezus mówi do młodzieńca: "Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!»" (Mk 10,21). Bogactwo, samo z siebie, nie jest złem, ale przeszkadza w życiu idealnym, w życiu Chrystusowym. Jezus dzieli się refleksją: "Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego» " (Mk  10,23). Nie mówi, że nie jest to możliwe, ale utrudnione. Tłumaczy dalej: "«U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe» " (Mk 10, 27).  Marek przedstawia chrześcijański kodeks moralny. Jest on uniwersalny. Akceptuje nawet wybryki natury. Nikogo nie potępia, ale daje szanse każdemu, kto w dobrej wierze  przyjmuje pokłady dobra, które drzemią we wszystkim, co i od Stwórcy pochodzi.

sobota, 21 września 2019

Pytanie o diabła


          Ewangelista Marek napisał: "Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie "legion", jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach." (Mk 5,15). Autor w opętanym widzi człowieka chorego o niezdrowych zmysłach. To, że szatan go opętał jest figurą literacką. Tak samo trzeba rozumieć słowa Jezusa wypowiedziane do Apostoła Piotra: "«Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie»" (Mk 8,33). Jezus wyraźnie czyni porównanie Piotra z ideą szatana.
           Jak zachowywać się gdy 5 letnie dziecko pyta o diabła? Jak pogodzić własny filozoteistyczny światopogląd ze świadomością dziecka? Czy małe dziecko jest gotowe na prawdę, że szatan ontologicznie nie istnieje?   Absolutnie nie można wprowadzać zamęt w głowie dziecka. Jego świat bajek ma swoje znaczenie i na etapie dzieciństwa jest niezbędne. W tej konkretnej sytuacji wspomniałem, że każdego człowieka, który zachowuje się źle można porównać do osoby który gra rolę diabła. Umysł dziecka samo musi rozeznać w czym rzecz. Rolą rodziców, jest wskazywanie i przedstawianie poprawnego myślenia. U dzieci ten proces ma swój czas.  Przekazując dzieciom bajki trzeba równocześnie porównywać fikcję z rzeczywistością według jego wieku i zdolności umysłowych.
            Bardzo często mówiąc młodym o korzyściach wiary można spotkać się z
opinią naiwności, np. "ja jej wierzyłem, a ona mnie zawiodła". Pojęcie wiary ma różne znaczenie. Język polski bardzo bogaty w kolorystykę słowną nie wypracował osobnych słów na wiarę rozumianą jako zaufanie od wiary w sensie teologicznym. Wiara teologiczna ma w sobie również element ufności ale oznacza całą postawę względem Stwórcy. W  tym znaczeniu wiara jest wypełnieniem siebie Bogiem z Jego paradygmatami. Wierzący upodabnia się do Stwórcy, używa Jego woli, mówi Jego "językiem".  Osoba prawdziwie wierząca nie grzeszy, bo Bóg tego nie czyni. Wiara jest aktem. Wypełnienie tego co Bóg podpowiada się jest obowiązkiem, zadaniem do spełnienia. Kto grzeszy nie może w danej chwili mówić, że wierzy. Mówiąc to, sam siebie oszukuje.

piątek, 20 września 2019

Legion


        Poza znaczeniem wojskowym "Legion" to pojęcie używane do opisu większej populacji o określonych paradygmatach: "Na imię mi «Legion», bo nas jest wielu" (Mk 5,9). W Piśmie Świętym używane jest do opisu legionów aniołów i dusz nieczystych.
        W Trzech ewangeliach: Mt Mk i Łk  występuje perykopa o "Uzdrowieniu opętanego". Teksty w tych ewangeliach są zasadniczo podobne. Świadczy to o jednym źródle pochodzenia. Są też różnice. W Ewangelii Mateusza występują dwaj opętani, a w pozostałych tylko jeden. W każdej z wymienionych ewangelii inaczej nazywają kraj w którym nastąpiło zdarzenie:
u Mateusza w kraju Gadareńczyków,
u Marka w kraju Gerazeńczyków, a
u Łukasza w kraju Gergezeńczyków,
świadczy to ingerowaniu autorów ewangelii w tekście źródłowym. U wszystkim autorów można odczytać, że opętany (opętani u Mateusza) znał Jezusa po imieniu. Doszukuję się tu świadomej koncepcji autorów w forsowaniu tezy, że Jezus był rozpoznawany, nawet przez  duchy. Znano również Jego skoligacenie z Ojcem Niebieskim i umiejętności czynienia cudów. W rozumieniu "opętani" należy rozumieć osoby chore psychicznie (por opis Mk 5,3–5). W obrazie ewangelicznym duchy nieczyste w pierwszym odruchu: "I  (Legion) prosił Go na wszystko, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy" (Mk 5,12), ale wiedziały, ze nie mają szans z potęgą  niebiańską i chciały opuścić ciało opętanego. W alternatywie mogły wylądować w czeluściach (w piekle, w miejscu ich stałego przebywania): (por. Łk 8,31). Wybrały świnie, które zapewniały im bezkarność.
" Prosili Go więc: «Poślij nas w świnie, żebyśmy w nie wejść mogli»" (Mk 5,12), Jezus uczynił cud przeniesienia duchów nieczystych. Świnie w sytuacji opętania rzuciły się w morze.
         Dla autorów perykopy ważne było przesłanie o wielkości |Jezusa i Jego boskim pochodzeniu: "... Jezusie, Synu Boga Najwyższego? " (Mk 5,7).  Dzisiaj nazywamy to marketingiem. Jak podają autorzy, efekt był zaskakujący. Mieszkańcy przestraszyli się mocy Jezusa: "Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby odszedł z ich granic " (Mt 8,34). Opętany został uzdrowiony, ale nie na tyle by zostać uczniem Jezusa.  Stwórca sam wybiera swoich nazirejczyków (wybrańców), apostołów i ludzkich aniołów. Jednak uzdrowiony mógł przysłużyć się Bogu głosząc Jego chwałę: "Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z nim uczynił, a wszyscy się dziwili " (Mk 5,20).

czwartek, 19 września 2019

Po prostu odchodzą


        Za stan Polskiego Kościoła odpowiadają polscy biskupi i kapłani. Poziom ich jest żałosny. Często mam wrażenie, że są po prostu niedouczeni. Ich argumentacje dla mnie są zwyczajnie głupie i odstają od poprawności Prawdy (np. wypowiedzi abpa Marka Jędraszewskiego). Nie mają wiedzy współczesnej. Rodzi się pytanie jak do tego mogło dość. Większość starych duchownych wywodzi się z czasów pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II. Następni wywyższeni do tej godności są dziełem poprzednich nieudaczników. Jan Paweł II zacny w osobie, uśpił naturalną czujność i pozwolił aby na wierzch wypłynęli miernoty. Nawet osobisty sekretarz papieża Stanisław Dziwisz okazał się osobą słabą. Został o dziwo kardynałem. Nie znam okoliczności tej nominacji. Dość krytycznie o nim wypowiadają się inni polscy duchowni niższego szczebla (np. ks. Zaleski). Od czasów papieża Jana Pawła II w Polsce zaczęło rodzić się pałacowe duchowieństwo. W Kielcach papież, podczas wizyty, bardzo krytykował zwyczaje kieleckiej kurii.  Bp Stanisław Szymecki został przeniesiony w inne miejsce (chyba do Białegostoku). W tym czasie pojawiło się nowe zjawisko pychy. Kościół wdał się w politykę. Była ona dla niektórych ochroną (przykłady ksa. Jankowskiego, Juliusz Paetza, Tadeusz Rydzyka). Kościół wykorzystywał wiarę swoich wiernych i infantylizm ich części. Polacy kochali swój Kościół i byli mu oddani. Politycy wykorzystali biskupów do swoich partykularnych interesów. Byli dla Kościoła hojni licząc na  poparcie polityczne. Ten mariaż kościelno polityczny stał się powodem upadku autorytetu Kościoła i zarzewiem mafii władzy. Politycy i biskupi wspierają się wzajemnie, a  Kościół, jako taki, upada. Z tego mariażu powstało dwuznaczne Radio Maryja i  tendencyjna telewizja Trwam.
           Dziś młodzi patrzą inaczej. Mają inne potrzeby. Nie dają nabierać się jak starsze pokolenia. Nie chcąc gorszyć, po prostu, odchodzą.
          Dziś poddaje się krytyce naszego papieża Jana Pawła II. Krytyka papieża pochodzi ze strony różnych osób oraz środowisk i dotyczy przede wszystkim kilku wybranych aspektów jego pontyfikatu i pracy duszpasterskiej. Papież był moralistą, ale to nie pomogło ustrzec Kościoła od skandalu obyczajowego (kard. Henryk Gulbinowicz, ks. Jankowski, ks. Juliusz Paetz, ks. Walerian Słomka). Papież skupił się na nienaruszalnej doktrynie wiary i moralności pochodzącej ze starej szkoły teologicznej. Tak jakby nie zauważał, ze czas idzie do przodu.
           Po katastrofie smoleńskiej kard. Dziwisz zdecydował, aby Lech i Maria Kaczyńscy spoczęli w grobowcu na Wawelu (18 kwietnia). To wywołało falę protestów pod kurią. Polska inteligencja do dziś bulwersuje się decyzją kardynała.
          Jak piszą media o abp. Marku Jędraszewski: "Żenada, wstyd, kompromitacja". Komentarze po słowach abp. Jędraszewskiego o "tęczowej zarazie". Obecny metropolita krakowski mocno angażował się w obronę abp. Paetza.
          Polski duchowny, redemptorysta, biznesmen ks. Tadeusz Rydzyk ma trudności w sformułowaniu myśli i skleceniu parę słów w ojczystym języku.  Jednocześnie jest doktorem nauk teologicznych i nauczycielem akademickim. Dla mnie jest anty wzorem kapłana.

środa, 18 września 2019

Słuchając bez zrozumienia


         Jezus w trakcie spełniania swojej misji wielokrotnie zwracał się do swoich uczniów mówiąc im co Go czeka i jaki będzie Jego los: "«Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie»" (Mt 10,33–34) .  Apostołowie odbierali Jego słowa bez rozumienia. Nie dochodziła do nich straszna i bolesna wyrocznia losu. Oni mieli inną wizje Mesjasza i inne oczekiwania. Ich wizja była tak silna, że prawda nie mogła się przebić. Ich oczekiwania skupiały się na oczekiwanych dobrych posadach gdy Jezus zdobędzie władzę. Dowodem tego były prośby synów Zebedeusza, Jakuba i Jana, którzy zabiegali u Jezusa dobre stanowiska (Mk 10,35–40).
         Takie słuchanie bez zrozumienia jest nagminne i dziś. Z pierwszych sylab pytań wyszukiwane są z pamięci własne wyobrażenia, które zagłuszają treść stawianych pytań. Nie czekając na skończenie pytania już odpowiada się, stwarzając tym różne niezręczne sytuację. Ja to nazywam niechlujstwem komunikatywnym.

wtorek, 17 września 2019

Moc i skutek wiary


          Perykopa Nieurodzajne drzewo figowe (Mt 21,18–22; Mk 11,12–14; Łk 13, 6–9) ma trzy wersje. U każdego ewangelistów jest nieco inna. Każdy inaczej obrazuje zdarzenie. Perykopa ta jest przykładem tekstu ewangelicznego, który ma inny wydźwięk czytając go dosłownie od egzegezy teologicznej.
          W rozumieniu dosłownym nie ma sensacji. Sam Marek pisze i tłumaczy: "nie znalazł (Jezus) nic prócz liści, gdyż nie był to czas na figi" (Mk 11,13).
          Mateusz przedstawia moc i skutek wiary. Daje do zrozumienia, że prawdziwą wiarą można dokonać rzeczy niezwykłych: jeśli będziecie mieć wiarę, a nie zwątpicie, to nie tylko z figowym drzewem (drzewo figowe jest tu symbolem bezpłodnego Izraela, por. Jr 18,1–12) to uczynicie, ale nawet jeśli powiecie tej górze: «Podnieś się i rzuć się w morze!», stanie się (Mt 21,21): "I rzekł do niego: «Niechże już nigdy nie rodzi się z ciebie owoc!» I drzewo figowe natychmiast uschło"  (Mt 21, 19) . Podobnie ujmuje to Marek w innym miejscu swojej ewangelii: "Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23).  Ewangelista Łukasz dodaje: "Pan rzekł: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: «Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!», a byłaby wam posłuszna (Łk 17,6).
          Łukasz przedstawia perykopę jako pouczającą przypowieść o miłosierdziu. Daje szanse i nadzieję, że drzewo zacznie wydawać owoce: "Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc" (Łk 13,8–9). Drzewo pokryte pięknymi liśćmi to nie wszystko. Gdy nie rodzi owoców, nie spełnia swoich powinności. Człowiek nie tylko ma życie przeżyć, ale winien spełnić określone zadania. Tak, aby mógł powiedzieć jak Paweł: W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem  (2 Tm 4,7).
       Kompilacja tych trzech wersji oddaję pełnie intencji przekazu. Wiara oparta na przesłankach prawdopodobnych, logicznych, posiadająca swoje rzeczywiste podłoże (drzewo figowe) jest potężnym narzędziem człowieka. Wiara dostarcza człowiekowi skrzydeł. Człowiek wewnętrznie wzmacnia się i staje się zdolny ponosić nowe trudy, wyzwania.

poniedziałek, 16 września 2019

Zjawiska tunelowe


           Naukowo zjawisko tunelowe zwane też efektem tunelowym to zjawisko przejścia cząstki przez barierę potencjału o wysokości większej niż energia  cząstki, opisane przez mechanikę kwantową. Z punktu widzenia fizyki klasycznej stanowi paradoks łamiący klasycznie rozumianą zasadę zachowania energii, gdyż cząstka przez pewien czas przebywa w obszarze zabronionym przez zasadę zachowania energii. Zjawisko to zostało w 1928 roku zaproponowane przez Gamowa do wyjaśnienia rozpadu jąder.
           W moim oglądzie, zjawisko tunelowe ma szersze zastosowanie. To zjawisko przełamywania wszelakich barier i nadaje się do opisu zjawisk nadzwyczajnych, a  nawet cudownych. Co ciekawe, zjawiska tunelowe dają się  tłumaczyć na bazie wiedzy racjonalnej. Bazują one na statystycznym ujęciu procesów i cechach wielkich liczb.  Przykładowo. Obserwuje się, że z pojemnika z wodą wyskakują niektóre cząsteczki ponad powierzchnię.  W wodzie cząsteczki są w ciągłym ruchu. Wzajemnie potrącają się i przekazują sobie energię kinetyczną. W ujęciu statystycznym i probabilistycznym zdarza się tak, że na skutek zderzeń cząsteczka otrzymuje wystarczającą ilość energii aby przekroczyć barierę potencjału powierzchniowego. Cząsteczka uwalnia się od sił które ją trzymały. Efekt jest niezwykły.
            Zjawiska tunelowe, choć wytłumaczalne, są odbierane jako paradoksy. Niekiedy jako cuda.  Stwórca dopuścił takie możliwości, aby mógł sam dokonywać czynów niezwykłych, nie łamiąc ustanowione przez siebie prawa przyrody. Czy można dziwić się człowiekowi, który w kryzysie, w niebezpieczeństwie szuka rozwiązań nadzwyczajnych, czasem niezgodnych z zasadami ogólnie przyjętymi. Może takiego człowieka można nazwać roztropnym (por Łk 16,1–8)?
            Większość cudów można wytłumaczyć na bazie posiadanej wiedzy. Ich niezwykłość jest w tym, że się w ogóle zdarzyły, w konkretnym miejscu, czasie i w momencie koniecznym. Wierzę w Opatrzność Stwórcy, ale nie rozumiem do końca zamysłu Boga wyrażonego w słowach Ewangelii: "Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma " (Mt 13,12). Dla własnego komfortu psychicznego napisałem "Przez to Świat wydaje się barwny, ciekawy. W nim rozgrywają się dramaty i różne scenariusze dziejowe. Ważna nie jest scena i rekwizyty, ale rola odgrywana w życiu. Człowiek jest powołany przeciwstawiać się losowi, okazując całe swoje człowieczeństwo, swój charakter i ufność w Bogu."  (wpis z dnia 6.09.2019). Może Bóg w ten sposób zaprasza do siebie: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28). Może Bogu zależy, aby okazywać swojemu stworzeniu swoją Miłość i Miłosierdzie (por. rz 11,32).

niedziela, 15 września 2019

Odpowiedzialność państwa


          Każdy zatrzymany przez policję, osoba przebywająca w szpitalu, w więzieniu (np. Igor Stachowiak, Rafał Markiewicz, Dawid Kostecki,) jest automatycznie pod nadzorem państwa. Cokolwiek niemiłego się im wydarzy obciąża to państwo. Jak giną ludzie w więzieniu, umierają pacjenci w szpitalach to winę ponosi państwo, a za nim stoją konkretni ludzie. Odpowiedzialność służbowa jak i  polityczna musi być normą i ryzykiem podejmowania ważnych stanowisk. Kto nie dotrzymuje tych norm pokazuje swoją małość.
          Skandalem jest to co donosi Der Spiegel. Janusz Wojciechowski polski prawnik, polityk sędzia członek Europejskiego Trybunału Obliczeniowego w Luksemburgu oznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2017) dopuścił się nieprawidłowości przy zwrotach kosztów podróży. W Polsce piastował ważne stanowiska państwowe. Był prezesem Najwyższej Izby Kontroli (1995–2001), wicemarszałkiem Sejmu IV kadencji. Złakomił się na "parę euro" wystawiając swoją reputacje na szwank. Nawet jakby to była zwykła pomyłka lub przeoczenie czyni to skazę na image osoby, a Polsce przynosi wstyd.
         Wojciech Cejrowski polski podróżnik, komik jest uważany w Irlandii za homofoba. W hotelach w Dublinie odwołano jego dwa spotkania. "Komik ma długą historię wypowiedzi homofobicznych, islamofobicznych oraz mizoginicznych". Jest zwolennikiem PISu. Może pasuje do tego towarzystwa?
          Magda Gessler przechodzi sama siebie. W swoim show "Kuchenne Rewolucje"  kazała właścicielowi restauracji jeść śmierdzącą zupę i grzyby. On poczuł się tym upokorzony. Jednak wszystko skończyło się dobrze.

sobota, 14 września 2019

Teraz nam jest dobrze


          Rozpoczęła się na dobre kampania wyborcza. Rządzi się ona swoimi prawami. Dla rozumnych jest to zwykła ściema i bałamucenie wyborców. Najbardziej mnie niepokoi łatwość manipulowania społeczeństwem. Wystarczy zwrócić uwagę, że Polska jest zadłużona na bilion złotych. Ta liczba mówi wystarczająco dużo w jakiej sytuacji jest Polska. Za hojność dzisiejszej władzy zapłacą nowe pokolenia, ale to jest problem nie nasz. Teraz nam jest dobrze i chwalmy hojność naszych władz.  Jak ujęła to kochanka Ludwika XV:  Po nas choć potop (Madam de  Pompadour).
         Patrząc na naszą władzę przypominam sobie werset ewangeliczny: "Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości" (Mt 20, 28). Kto powołuje się na naukę Chrystusa, celebruje publicznie wspólne modły, a postępuje do niej całkowicie odwrotnie ten jest osobą amoralną. Czy takim osobom można powierzać ludzki los? Nawet Judasz "opamiętał się" (Mt 26,3) i  miał cywilną odwagę wycofać się ze składu apostolskiego, bo zrozumiał, że jest niegodny Mistrza. U nas to nie przechodzi. Dba się tylko o utrzymanie stołków i rubieży władzy. To, że niektórzy plują, to niech plują. Za nic mają ewangeliczne pouczenie: "Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie" (Mt 14,28; 26,41). Uważają, że to pouczenie jest dla  mięczaków. Biedacy nie są świadomi, że otrzymując władzę jednocześnie zapadają na ciężkie od niej uzależnienie. Trudno jest się od niego uwolnić. Działa jak narkotyk, domagając się coraz większych dawek.
         Jak łatwo demokratom stać się ludźmi bezwzględnymi, żołnierzom zbrodniarzami, kochającemu małżonkowi zabójcą, dobrej matce stręczycielką własnych dzieci. Grzech stoi u naszych wrót. Bóg dał człowiekowi zdolność rozeznania etycznego. Trzeba uruchamiać często to narzędzie moralne czyniąc rachunek sumienia. Jedno mamy życie i należy je wypełnić dobrymi uczynkami.

piątek, 13 września 2019

Duchowe było potem


          W Ewangelii Jana propagowana jest idea preegzystencji Syna Bożego. Autorzy (szkoła Janowa)  ewangelii sugerują, że Syn Boże jest wieczny jak Ojciec. Tę idee powtarza katecheza chrześcijańska. Tymczasem Jezus narodził się w ciele, a więc miał swój historyczny początek. Jak rozumieć zatem słowa: "Nie było jednak wpierw tego, co duchowe, ale to, co ziemskie; duchowe było potem " (i Kor 15,46)? Jedyne wytłumaczenie tej sprzeczności widzę w tym, że preegzystencja dotyczy Aktu działającego, do którego Jezus został wyniesiony w trakcie ukrzyżowania.
          Takich perełek w Piśmie Świętym jest więcej. Zaprzecza to tezie, że autorem Pś jest Stwórca. W przeciwnym razie trzeba by było przypisać Bogu niedoskonałość, co nie wchodzi w rachubę. Nie zaprzeczam, że Bóg nie uczestniczył w redagowaniu świętej księgi. Jego rolę można ująć w tym, że czuwał nad autorami w sposób szczególny, dając im natchnienie, czyli dar odczytywania Prawdy. Człowiek, jak to człowiek, jest istotą mylącą się. Ta  niedoskonałość ludzka wprowadziła wiele sprzeczności w Pś. O niektórych już pisałem wcześniej.
            Nasuwa mi się refleksja, że trudno napisać wielkie dzieło, w którym by można było zachować pełną wzajemną zgodność. Tego może dokonać sam Bóg, jako Osoba doskonała, ale nie uczestniczy On dosłownie życiu zmysłowym. On podtrzymuje świat w istnieniu, nadzoruje, ale nie determinuje.

czwartek, 12 września 2019

Komentarz do wczorajszego wykładu


          29 czerwca 1969 roku otrzymałem na imieniny od moich przyjaciół ze studiów Krzysztofa i Ryszarda książkę pt. Granice Astronomii autora Fred Hoyle'a z 1967 roku. Jako geofizyk była ona dla mnie bardzo interesująca. Czytając ją doszedłem do strony 420-tej. A tam przeczytałem: Powstawanie materii jako prawo przyrody. Odebrałem tę informację krytycznie i z niedowierzaniem. Czy materia może sama się tworzyć? Na tę prawdę nie byłem gotowy. Zniechęciłem się do książki i chciałem ją odłożyć na półkę.  Potrzebowałem ponad 40 lat, aby nastąpiła u mnie iluminacja poznawcza. Fizyka kwantowa przekonała mnie o słuszności tezy, że materia jest wytworem pól tworzenia (creation field). Przyczyna tego pochodzi od mocy Stwórczej. Ona sama jest enigmatyczna, niesprawdzalna, metafizyczna. Jeżeli z wiarą przyjmuję, że mogą powstawać cząstki wirtualne w próżni, to nie widzę różnicy w wierze, że moc Stwórcza istnieje. Poziom wątpliwości i ryzyka pomyłki epistemologicznej jest taki sam. Za wiarą w Boga przemawia też wewnętrzna potrzeba. A więc wiara w Boga ma więcej przesłanek niż dziwności wykryte w nauce. Wyrażona wczoraj radość poznania Prawdy skutkuje zmianą podejścia do życia i śmierci. Cokolwiek bym uczynił, cokolwiek by się zdarzyło w moim życiu mogę odnosić do akceptowanej Prawdy. Ona jest nadzieją, że istnieje świat w którym spotka się Stwórcę. Za życia Bóg istnieje tylko w zasiągu umysłu i wyobraźni. Jest On taki jaka jest zdolność abstrakcyjna człowieka. Po śmierci można doświadczyć Boga osobowego. Podobne natury będą zdolne na wzajemną interakcję.  Przed duszą człowieka otwiera się nowa rzeczywistość. Drogą dedukcji doszedłem do przekonania jakiego doznają osoby doświadczone śmiercią kliniczną i spotkaniem ze światem mistycznym.  
           To wszystko jest optymistyczne i z tą radością pragnę podzielić się z moimi czytelnikami. Pozdrawiam.

środa, 11 września 2019

Jak rozchodzi się światło w próżni?


          Wracam do tematu, który dla mnie jest kluczem rozpoznania zarówno rzeczywistości realnej i duchowej. W Księdze Wyjścia czytamy: "Gdy Mojżesz pasał owce swego teścia, Jetry, kapłana Madianitów, zaprowadził [pewnego razu] owce w głąb pustyni i przyszedł do góry Bożej Horeb. Wtedy ukazał mu się Anioł Pański (tu mowa jest o Bogu jak wynika z dalszego tekstu) w płomieniu ognia, ze środka krzewu. [Mojżesz] widział, jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego" (Wj 3,1–2); "Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM»" (Wj 3,14).  Nie wszyscy odczytują z tej perykopy, że Bóg ujawnia swoją naturę dynamiczną. Bóg istnieje z samego siebie. Jest tylko istnieniem, bez podłoża bytowego. Dowodem tego są skutki jakie pozostawia. Dzisiejsza nauka (fizyka kwantowa) mówi, że nawet próżnia nie jest pusta. W niej bez przerwy powstają cząstki wirtualne materii i antymaterii, które zaraz znikają, aby za chwilę na nowo się pojawić.  Statystycznie, to próżnia jest stale wypełniona aktywnymi cząstkami (zupą cząstek wirtualnych), które mogą być środowiskiem rozchodzenia się fal elektromagnetycznych na podobieństwo materii, w której rozchodzą się fale mechaniczne. Można powiedzieć, że odkryto zarzucony przez Einsteina hipotetyczny eter. Cząstki wirtualne stanowią ślad w najmniejszej objętości przestrzeni, który pozostawia Stwórca swoją obecnością. Jak napisał autor Księgi Wyjścia: "ukazał w płomieniu ognia, ze środka krzewu". Ogień jest obrazem Jego mocy oraz sposobem funkcjonowania. Tekst odpowiada na dręczące pytanie uczonych, jak rozchodzi się światło w próżni? Światło jako energia pochodzenia od mocy Boga ślizga się po środowisku które również od Niego pochodzi. Tak też trudne pytanie z dziedziny nauki (fizyki) znajduje wytłumaczeniu w tekście biblijnym.
         Zarówno cząstki wirtualne jak i energia mają podobną naturę dynamiczną. Wszystko to stanowi jedną istotę tego co nas otacza, z którego jesteśmy powołani do istnienia. "Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak też powiedzieli niektórzy z waszych poetów: "Jesteśmy bowiem z Jego rodu" (Dz17,28).  Ten fragment pochodzi z hymnu Kleantesa do Zeusa oraz z poematu Aratosa z Soloi w Cylicji. Inaczej mówiąc, żyjemy w Bogu, a On w nas. W tym ujęciu lepiej rozumie się podobieństwo człowieka do Boga. Przytoczona teza koreluje różne fragmenty Biblii. Można zauważyć, że takie podejście tłumaczy wiele. Wydaje się słuszne z poglądu naukowego jak i teologicznego. Wiąże naukę z teologią (wiara rozumna).
          Nie wiem jak moi czytelnicy, ale ja doszedłem do celu swoich poszukiwań. Wiedza i wiara w jedno czyni ze mnie człowieka szczęśliwego i spełnionego.  I Wam życzę tego samego.

wtorek, 10 września 2019

Moc bowiem w słabości się doskonali


          W XIX wieku Kościół stracił swoją dotychczasową państwowość. Larum był ogromny. W wyniku, Kościół się wzmocnił. Zajął się sprawami wiernych, ludem pracującym, rodzącym się kapitalizmem. Pojawiły się wspaniałe encykliki (Rerum Novarum i inne) i kościelne inicjatywy. Kościół zmierzał do soboru Watykańskiego II, do pojednania z innymi religiami chrześcijańskimi, do odnowy (aggiornamento)) i współczesności. 
          Wydaje mi się, że wycofanie religii ze szkół byłby wielki ciosem finansowym dla Kościoła, ale w tej "biedzie" mógłby wzrosnąć jego autorytet: "Moc bowiem w słabości się doskonali" (2Kor 12,9). Potrzeba reorganizacji mogłaby uruchomić nowe inicjatywy. Może katecheza parafialna przekształciłaby się w katechezę rozumną według postępu naukowego i obecnej wiedzy.  
        Nowe  podejście do istoty świata (w rozumieniu jego dynamicznej natury) zgodne jest ze stanem fizyki kwantowej ale i zgodne z odczuciami duchowymi. Boga wyczuwa się intuicyjnie. On jest w nas, a świat jest w Nim. Nie ma sprzeczności: "W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy" (Dz 17,27). Ta zgodność epistemonologiczna powinna stać się podstawą nowego podejścia do wiary i nauki. Jestem przekonany, że za jakiś czas, nastąpią oczekiwane zmiany. Rozwój świata i świadomości ludzkiej wymusi uzupełnienie doktryny chrześcijańskiej o nowe spojrzenie nie niszcząc tradycyjnej teologii. Tak jak fizyka kwantowa nie zarzuciła fizyki klasycznej, ale ją wzbogaciła, tak nowa teologia jest potrzebna do chwały Bożej na miarę dzisiejszych czasów.
        Warunkiem szybkiej zmiany jest właściwa edukacja formacji katechetów i kapłanów. Świat potrzebuje mądrych apostołów.
         Trzeba zarzucić straszenia wiernych Bogiem, piekłem: "A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz - w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów"  (Mt 8,12). Bóg jest samą Miłością. Nauka powinna iść w kierunku uświadamiania ranienia Boga ludzką grzesznością. Nauka przez zawstydzanie i empatie Osoby miłowanej.  
         Nauka Kościoła powinna odejść od fobii seksualnej, która kwitnie od zarania dziejów. Seks to tylko jedna z wielu czynności fizjologicznych. Grzeszność jest wtedy, jak stawia się seks ponad umiar i gdy góruje nad inny działaniami ludzkimi.   
          Katecheza powinna propagować dobro, miłość i miłosierdzie. Na tych paradygmatach powinno się budować nowe spojrzenie wiary. 

poniedziałek, 9 września 2019

Zmiany w szkolnictwie


          Likwidacja gimnazjum ma dobre i złe strony. Jestem z tego rocznika co nasz "przywódca" i dobrze pamiętam, że po podstawowej szkole wybierało się szkołę średnią, liceum czy technikum (lub inną szkołę zawodową). Ten system osobiście mnie się podobał. Im więcej szkół pośrednich tym większy stres dla uczniów. I tyle dobrego z obecnej opcji. Na świecie obserwuje się tendencje odwrotne. Edukacja jest bardzo rozczłonkowana na strefy czasowe (semestry). Wykształcenie zdobywa się stopniowo. Z każdego poziomu można już podejmować pracę.  Dobrą stroną gimnazjów było likwidacja różnic wiekowych uczniów. Nie jest dobrze gdy wśród dryblasów pętają się małe dzieci.
           Dzisiaj jest zamieszanie ze względu na podwójne klasy w liceum, ale po kilku latach bardziej łaskawie spojrzy się na przywróconą starą organizację szkolną. Trudów nie będzie się pamiętało. Nie chcę powiedzieć, że jestem za obecną reorganizacją szkolną. Za mało mam wiedzy na ten temat. Wyraziłem tylko dobrą i złą stronę obu opcji. Bardziej interesuje mnie zmiana metodyki nauczania. Do tego potrzeba czasu i dobrego przygotowania.
          Dobry jest podział na klasy tematyczne. Przyszły fizyk niekoniecznie musi znać budowę raka, a biolog logarytmy. Szkoła powinna uczyć jak zdobywa się wiedzę i gdzie jej szukać. Musi uczyć poradności i samodzielności. Szkoła powinna być lubiana przez uczniów. Nauczyciele powinni być przyjacielscy i muszą stanowić autorytet dla młodych wchodzących w życie.  Na każdym etapie nauczania uczeń musi mieć możliwość wypowiadania się, tworzenia. Z każdego pomysłu może rodzić się wielka idea.

niedziela, 8 września 2019

Podziw w niesłusznej sprawie


          Kiedy w 1962 roku trzech więźniów uciekło z więzienia w Alcatraz społeczeństwo przeraziło się, a jednocześnie podziwiało ich wyczyn. Stali się bohaterami choć w niesłusznej sprawie.
          Podobnie spostrzegam działanie naszego Napoleona obecnych czasów. Stosując proste, zdawałoby się prymitywne metody, zdołał kupić niemały procent elektoratu. Dopóki społeczeństwo nie dojrzy zło, które temu towarzyszy mają zapewnioną wygraną. Żadna opcja polityczna stosując cywilizowane metody rządzenia, posługując się ogólnie szanowaną etyką moralną nie może przebić chuligana naszych czasów. Jego ideologia oparta na żądzy władzy, podparta kompleksami jest motorem złych uczynków. Napoleon pociągnął za sobą nawet kościół, zdawałoby się mądrą instytucję. Kościół stał się narzędziem szaleństwa politycznego. Społeczeństwo, które zainteresowane jest konsumpcją, a nie dobrem kraju, daje się łatwo manipulować. Odczują to nasze następne pokolenia.  Kraj jest coraz bardziej zadłużony.  Następne pokolenia będą przeklinać głupotę swoich antenatów. I tak sobie myślę. Do jakiego poziomu trzeba zejść, aby nastąpiła iluminacja? Tylko raptowne usunięcie ze sceny politycznej tej zarazy może sprowadzić Polskę na drogę, którą podjęto w 1989 roku. Jedyna szansa w zbliżających się wyborach.
          Podobne nieszczęście, które czyha tuż, tuż, to ekologia. Dla ratowania przyrody i nas samych trzeba działać radykalnie, nie patrząc na chwilowe koszty. Nie można wzorować się na oportunistach, tylko zacząć od siebie. Ostatnie decyzje w Krakowie o zakazie palenia węglem lub drewnem są tego najlepszym przykładem.

sobota, 7 września 2019

Teologia obowiązująca i nowsza


          Fizyka kwantowa, która lepiej opisuje zjawiska fizyczne od fizyki klasycznej nie przekreśla fizyki klasycznej. Ona dalej obowiązuje i uczą ją w szkołach. Podobnie teoria dynamicznej natury Świata, która jest nowością w teologii nie likwiduje dzisiejszej teologii głoszonej z ambon. W zależności od zdolności wiernych jedna i druga teologia jest pożyteczna i spełnia swoje zadanie. Od katechizmu przekazywanego już w przedszkolu wyraża obraz religijny. Im człowiek starszy może pokusić się na poznawanie spojrzenia współczesnego. Nie jest to obligatoryjne, ale wskazane. Poznawanie prawdy jest ludzkim obowiązkiem, bo w prawdzie żyjemy i prawdą się posługujemy. Nie wszyscy muszą zdobywać góry. Ważne, że pozostaje się człowiekiem i zostaje się godnym tej nazwie. Każdy poznaje wiarę według zdolności otrzymanych od Stwórcy.
        Uspokajam tych, którzy nazywają mnie heretykiem. Dla mnie to oznaka człowieka poszukującego. Czy mam wątpliwości? Byłoby źle demonstrować pewność. Wątpliwości są motorem do dalszych poszukiwań. Dla mnie tematem otwartym jest istnienie życia (w jakiekolwiek formie) po za Ziemią we Wszechświecie.  Jak napisałem w mojej pierwszej książce "Rzeczywistość w świetle nauki, filozofii i wiary", JEDNOŚĆ 2010 r. w ostatnim zdaniu: " Moje stanowisko jest antropocentryczne i różni się diametralnie od ogólnych oczekiwać ludzi, naukowców, a nawet Kościoła. Bazuje ono wyłącznie na rozważaniach teologicznych. Mój pogląd jest taki: życie (szeroko rozumiane, od bakterii po istoty inteligentne) istnieje tylko na naszej planecie. Cała reszta (kosmos) powstała dla potrzeb tylko nas wybranych. Tezę swoją opieram na wierze i wiedzy, jaką posiadam. W Ewangelii św. Jana jest napisane: Tak, bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,17). Inaczej mówiąc, Bóg dokonał niesamowitego aktu miłości wobec stworzenia. Zesłał swego Syna, który dla szczęścia człowieka upokorzył się, oddając swe życie. On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów (Mt 1,21); na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mt 20,28). Gdyby istniał inny świat, jakie znaczenie dla ewentualnych stworzeń (rozumnych) miałby fakt, który zdarzył się na Ziemi? Nie mieści mi się to w głowie. Gdyby istniał inny świat, Kościół by sobie z tym problemem poradził – ja nie (dixi)".

piątek, 6 września 2019

Miłość jest miarą ludzkiej siły i wielkości


          Wielokrotnie daję tego wyraz, że cała Prawda umieszczona jest w nas samych. W naszej świadomości ukazuje się Stwórca z całą wiedzą o sobie i całej rzeczywistości. Świadomość religijna wzmacnia się gdy istoty ludzkie ze sobą łączą się np. w we wspólnej celebracji Boga, modlitwie: "Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich" (Mt 18,20). Miłość którą się okazuje Bogu interferuje (wzmacnia się),  a ona wracając, wzmacnia naszą wiarę. Tak rodzi się Kościół Chrystusowy. Spełnia się Boże oczekiwanie. Warunkiem dobrze spełnionych uczynków jest przebaczanie (por. Mt 18,35).
          Ewangelie nie ukrywają prawdy. Mówią wprost: "są niezdatni do małżeństwa" (Mt 19,12), chorzy, biedni, pokrzywieni, trędowaci i inni  okaleczeni. To wynika z wolnej woli człowieka i probabilistyki wydarzeń. Niektórym los sprzyja, a niektórych doświadcza: "Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma " (Mt 13,12).  Przez to Świat wydaje się barwny, ciekawy. W nim rozgrywają się dramaty i różne scenariusze dziejowe. Ważna nie jest scena i rekwizyty, ale rola odgrywana w życiu. Człowiek jest powołany przeciwstawiać się losowi, okazując całe swoje człowieczeństwo, swój charakter i ufność w Bogu. Trzeba pokazać, do czego wart jest istota stworzona na podobieństwo Boże. Gdy pokonam trudności (w 2022 roku) z którymi się obecnie borykam będę dumny z siebie, wdzięczny przyjaciołom, którzy mnie wspierają, a Bogu, że obarczając mnie niedolą zaufał mi, że się nie poddam. Jeżeli w mojej niedoli "maczał ręce Bóg" to jak mogę mieć pretensję do Jego narzędzia! W dniu w którym podjąłem wyzwanie całkowicie przebaczyłem i pozostałem w miłości ojcowskiej. I jest mi z tym dobrze. Nienawiść zabija nienawidzącego. Miłość jest miarą ludzkiej siły i wielkości.

czwartek, 5 września 2019

Nie ma bowiem nic zakrytego


          Często piszę słowa krytyczne odnośnie świętych Ksiąg. Zarzucam im ludzkie spojrzenie na sprawy Boże i uprawianie polityki dyscyplinowania wiernych. Nie znaczy, że nie zauważam w nich ukrytych mądrości i "palca bożego".  Z tej racji tak często cytuję ważniejsze fragmenty, tłumacząc przy tym ich sens. Uważam, że ujawnianie prawdy jest obowiązkiem, choćby ta prawda byłaby bolesna dla ortodoksyjnych wyznawców religijnych.
           Ewangelia Mateusza w większości straszy wiernych bożą sprawiedliwością i w ten sposób dyscyplinuje wiernych, np. "Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego" (Mt 13,41–43); "Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów " (Mt 13,49–50 ). 
       Słowa: "A Jezus rzekł do nich: «Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony»" (Mt 13,57) odnoszę do mojej sytuacji.         Pokornie odbieram mój los. Wiem, że moje teksty zostaną podane analizie teologicznej. Na dynamiczne rozumienie rzeczywistości jeszcze jest za wcześnie. Musi się wypalić i zblednąć obowiązująca teraz teologia ontologiczna. Do nowego spojrzenia trzeba iluminacji takiej jaka miała miejsce gdy rodziła się fizyka kwantowa.
          Obecna teologia wypełnia oczekiwania. Spełnia swoją pedagogiczną rolę. Oddaję jej należny szacunek, ale wiem, że Prawda jest ukryta w innym miejscu. Tak jak w fizyce zdarzenia tunelowe przemycają informacje, tak w teologii od czasu do czasu pojawiają się zwiastuny nadchodzących zmian  w rozumieniu istoty Świata. Proces ewolucyjnego poznawania Prawdy jest koncepcją Stwórcy. Niczego nie można przyspieszyć. "Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć" (Mt 10,25).

środa, 4 września 2019

Świat rzeczywisty dla ludzi stworzony


          Świat został stworzony dla ludzi i nic co rzeczywiste nie może być przed ludźmi ukryte. Pisze o tym Ewangelista: "Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć" (Mt 10,26). Wszystko jest jawne i udokumentowane: "U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone" (Mt 10,30). Świat został podarowany człowiekowi w słowach: "Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!" (Rdz 1,26); "Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie  pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona" (Rdz 1,29–30).
         Człowiek stał się nadzorcą wszystkiego co dotyczy się materii. Ma prawo wszystko poznawać, doglądać, a nawet zmieniać. Z tym wszystkim wiąże się odpowiedzialność i ono jest kluczowe.
       Nie wszyscy jednak poznają prawdę, istotę rzeczy. Do tego potrzebny jest dar rozpoznania. Jak poucza Jezus: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom" (Mt 11,26). Tajemnica istoty rzeczy jest zakryta przed osobami niegodnymi. Prawdę trzeba wyczuwać. Można wiedzieć,  operować wzorami ale nie poznać prawdy. Np. jak często piszę, świat jest bardziej dynamiczny niż ontologiczny. Świat można mierzyć, ale jego sens jest w innym miejscu. Istota bycia przez działanie nie dla każdego jest przyswajalna. To trzeba czuć. Do zrozumienia tego jest potrzebna iluminacja i bycie usposobionym do jej przyjęcia tej prawdy.
      Kto ma odpowiednią wrażliwość inaczej zrozumienie słowa Jezusa: "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary" (Mt 12,7). Bóg nie prowadzi bilansów. Suma uczynków dobrych i złych nie musi się zerować. Nad wszystko większą wartość ma Miłosierdzie, darowanie winy, przebaczanie, bezgraniczna miłość. Bóg nie jest drobiazgowy. Jego sprawiedliwość niczym nie równa się sprawiedliwości w pojęciu ludzkim, gdzie panuje rachunek strat i zysków i bezduszna tego matematyka.

wtorek, 3 września 2019

Pasja szukania prawdy


        Nie jest dobrze należeć do jakieś partii, czy nawet kościoła. Wszelkie uczestnictwo w nich w jakiś sposób ogranicza ludzką wolność. Człowiek jest zmuszony do respektowania zasad określonych przez grupę przywódczą, czy idei, nawet jak ma inne zdanie i nie ze wszystkim się zgadza. Gorzej jest, jak przyjęte zasady mają charakter dogmatyczny. Mogą one prowadzić nawet do fanatyzmu. Niestety wszelkie religie ograniczają osobowość własną. Można przytaczać tysiące przykładów. Rozmowa np. ze zwolennikami radia Maryja jest nieskuteczna. Oni wiedzą swoje. Podobnie zachowują się członkowie partii PIS. W czasie prowadzonych rozmów ze zwykłymi chrześcijanami na tematy religijne muszę zachowywać czujność, bo nie wiem, które zagadnienia lepiej nie poruszać. Każdy wie swoje. Doświadczenia nauczyły mnie, że lepiej zachować milczenie. Aby dyskutować w otwartej przestrzeni wiedzy trzeba tego chcieć. Trzeba mieć dar słuchania i odwagę wyrażania własnych poglądów. Najłatwiej zamyka się dyskusję rzucaną inwektywą  – heretyk. Z tych racji coraz mniej mam chęci wypowiadania się na tematy religijne. Może historia oceni je inaczej? Dla mnie liczy się pasja szukania prawdy, albo chociaż zbliżenia się do niej. Jezus mówił, że lubi przebywać wśród tych, którzy są niepokorni: " «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają " (Mt 9,12). Niepokorność  jest twórcza. Nie jest wyrazem braku szacunku. Bóg jest ponad ludzkie słabości. Boga nie można obrazić. Dał człowiekowi rozum i nim się posługuje. Raz gorzej, raz lepiej. Ważna jest wola człowieka. Z niej rodzi się grzech.  Poczucie wolności jest dla mnie dowodem ludzkiej nobilitacji. To uczucie uważam za największy dar jakie mogła otrzymać istota stworzona – rozumna.              
     Gdybym mówił językiem Kościoła jak wiele osób świętych (Faustyna, Teresa Wielka, Katarzyna, Mała Teresa) oraz nam współczesnych np. Alicja Lenczewska ze Szczecina (podczas Eucharystii otrzymała dar rozmów i spotkań mistycznych z Jezusem. Trwało to od 1985 do 2012 roku, do jej śmierci.) to bym był chełpiony przez Kościół (notatki Alicji zostały pozytywnie zaopiniowane przez biskupów ze Szczecina i dopuszczone do druku.), ale nie byłbym sobą. W objawieniach prywatnych odczytuję, że osoby mistyczne przekazują teksty uznawane za zgodne z oficjalnym nauczaniem Kościoła. Ta "doskonałość" i zbieżność z katechizmem podważa ich prawdziwość i autentyczność.

poniedziałek, 2 września 2019

Gdyby nie zachęta


          W Ewangelii Mateusza czytamy: "Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim" (Mt 8,11). To słowa prorocze Jezusa dotyczące Królestwa Niebieskiego. To ewangeliczny dowód życia pozagrobowego. W następny w wierszu autor ujawnił moją powtarzaną od lat myśl: "A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz - w ciemność" (Mt 8,12). Otóż w moim (i nie tylko) modelu Nieba Bóg jest Światłością. Dusze ludzkie kiedy zostają oczyszczone łączą się z Bogiem w Jego promieniach w odległości zależnej od swoich zasług i doskonałości duszy. Im dalej od Źródła ten żar boskich promieni blednie. Na końcu znajdują się dusze (również kochane), ale te które nie zasługują na miejsce znaczniejsze. Względnie Źródła Światła, to stan które Kościół nazywa piekłem. W moim pojęciu (również np. prof. ks. Wacława Hryniewicza i innych) piekła jako takiego nie ma (apokastaza –  nadzieja powszechnego zbawienia). W omawianej Ewangelii autor ujął to w słowa: " zostaną wyrzuceni na zewnątrz - w ciemność". Ci którzy znajdą się w dalekiej odległości od Źródła cierpią (stan czyśćca), bo tęsknią za żarem boskiej Miłości.
           Czytając perykopę "Jezus Cudotwórca" (Mt 8 i następne) nasuwa się pytanie do czego służyły cuda uzdrowieńcze czynione przez Jezusa i Jego uczniów.  Nasuwa mi się smutna refleksja, że Bóg nie do końca ufa swoim najwspanialszym istotom stworzonym. Jak się patrzy w około, to można zauważyć wspaniałych ludzi, o wysokim morale, empatycznych, ale i beznadziejnych. Stwórca włożył człowieka w długą ewolucję doskonalenia się duchowego. Cuda były dla tych, którzy nie mogli (nie mogą) światłem swojego rozumu rozeznać, że nadeszły nowe czasy, że Bóg do nich przyszedł i przemówił ludzkim głosem.  Nieufność Boga widzę również w zjawisku zachęty seksualnej w procesach prokreacji. Gdyby nie przyjemność doznawana w trakcie aktów prokreacji lenistwo ludzkie brało by górę.

niedziela, 1 września 2019

Prawda według własnego sumienia


          Kościół nie może uzurpować sobie prawa do wypowiadania się w sposób autorytarny do wszystkich ludzi: "Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela" (Mt 10,5–6). Może to czynić do swoich wiernych i w czasie prowadzenia misji duszpasterskich, ale za zgodą słuchaczy. W przeciwnym razie pokazuje swoją pychę, uważając że zna tylko on Prawdę. Jezus wielokrotnie pouczał, że Prawdę zna tylko Bóg. Ewangeliści uczynili z tej mądrości karykaturę przekonując, że uczniowie ją znali.  Owszem Jezus udzielił im błogosławieństwa, a nawet udzielił im umiejętność uzdrawiania: "Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości." (Mt 10,1), ale nadal pozostali ludźmi. Uczniowie wypowiadali się powołując się na Mistrza. Nawet ostrzeżenie: "Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami" (Mt 7,15). Dalej Ewangelista podaje sposób weryfikacji: "Poznacie ich po ich owocach" (Mt 7,16). Pojawia się pytanie kto ma wiedzę, czy coś jest dobre, czy złe? Każdy w swoim sumieniu może to rozstrzygać bazując na darach otrzymanych od Stwórcy.  Może się jednak pomylić. Dlatego, kto chce być mądrym, roztropnym musi poznawać wiele szkół etycznych. Np. W Singapurze aktywne są cztery systemy etyczne. Mądrość jest ukryta w różnych zakamarkach i ludzkich umysłach. Mądrość można odczytać np. w przyrodzie, np. podglądając  życie zwierząt. Fałszywymi prorokami są tylko ci, którzy posługują się złą wolą. Każdy człowiek musi rozpoznawać Prawdę według własnego sumienia, bo musi ją albo odrzucić, albo zaakceptować. Słowa: "Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku" (Mt 7,26) można traktować jako ostrzeżenie płynące z nauki chrześcijańskiej, ale nie jako jedynej, np: "Błąd chwili staje się troską całego życia"; "Chcąc poznać wszystkie sprawy świata, czytajcie księgi starożytne"; "Czego oczy nie widzą, o to serce nie boli, czego uszy nie słyszą, to ich nie oburza"; "Czytaj jak najwięcej, mów jak najmniej"; "Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech" (przysłowia Chińskie).