Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 30 czerwca 2019

Zamiarem nie jest burzyć, a zgłębiać wiarę


         Wierni, szczególnie starsi boją się wszelkich nowinek. Szum medialny różnego rodzaju miesza w głowach i wzbudza niepokój. Ludzie starsi nie mają już sił przyjmować nowych idei światopoglądowych. Pragną, w dobrej wierze, dokonać żywota według przyjętych zasad, którymi kierowali się w swoim życiu. Niektórzy mówią wprost, że słuchają tylko Radia Maryja. To im wystarczy. Na moim wykładzie na Uniwersytecie III wieku zniesmaczona słuchaczka moich nowinek teologicznych pod nosem mruczała, że nie trzeba nic zmieniać. Moje wykłady niektórych gorszą i denerwują. Zwracam się do tych osób z prośbą. Nie czytajcie moich postów. Moim zamiarem nie jest burzyć, a zgłębiać wiarę. Zwracam się do tych, którzy mogą i mnie czegoś nauczyć. O ile będę mógł będą spełniać moje pragnienie prawdy.
          Jeżeli przyjąć, ze homo sapiens liczy ok. 1 miliona lat (i więcej), to jest to ogromny czas, aby wiele się wydarzyło. Może istniały okresy rozwoju, które z przyczyn katastroficznych znikły i nie pozostawiły śladów poza piramidami, sfinksem, kopców i innych budowli rozsianych po całym świecie. Teoria, że kontynent amerykański był przez tysiące lat dziewiczy  zdaje się nie jest prawdziwa. Okres paleolitu późnego (od ok. 14 tys. – do 8 tys. lat p.n.e.) jest taką granicą, która oddziela epoki (prehistorii). W tym okresie na Kontynent amerykański upadła asteroida tak wielka, że zniszczyła dotychczasowy dorobek starszych pokoleń, świat zwierząt: dinozaury, nosorożce włochate, mamuty, tygrys kaspijski. Lodowce rozpuściły się, wody zalały wielkie połacie ziemi (biblijny potop). Wiele artefaktów znalazło się pod wodą. Od tego czasu wykształciły się nowe kultury. Wiele z nich musiały zaczynać od początku. Nowa epoka charakteryzuje się wynalezieniem pisma.
          Dzisiaj sami przyczyniamy się do zatapiania starożytnych miast. Starożytne tureckie miasto Hasankeyf wkrótce zniknie pod wodą. W regionie Batman w Turcji powstaje tama, która ma generować około 1200 megawatów energii elektrycznej. 10 czerwca 2019 roku obszar ten ma zostać wypełniony wodą. W 1978 roku Najwyższa Rada Zabytków Turcji uznała to Hasankeyf za "stanowisko archeologiczne pierwszego stopnia".


sobota, 29 czerwca 2019

Przełom w źródłach wiary


        Jak pisałem, okres niewoli babilońskiej był dla Żydów przełomowy. Wielu Żydów nie zdawało sobie sprawy, że niewola była konsekwencją odejścia od wierności Bogu. To nowe doświadczenie było sygnałem do refleksji religijnej.
        W Iraku znaleziono ponad sto glinianych tabliczek z inskrypcjami sprzed ponad 2,5 tys. lat. Dokumentują życie codzienne biblijnych mieszkańców Judei zesłanych do Babilonii. Istnieje dużo źródeł dotyczących tego okresu. Księgi Ezdrasza i Nehemiasza omawiają problem dość wyczerpująco.
          Kapłani, którym zależało na odnowie religijnej zajęli się porządkowaniem spuścizny literackiej, stanowiącej dorobek poprzednich pokoleń. 
          Opracowano od nowa zespół 6 ksiąg (zw. też historią deuteronomiczną) Starego Testamentu: Jozuego, Sędziów, 1 i 2 Samuela, 1 i 2 Królewska wykazujących podobieństwo do Księgi Powtórzonego Prawa. Księga ta wywarła silny wpływ na redakcję innych ksiąg ST, co szczególnie mocno zaznaczyło się w Joz, Sdz i Krl, nieco słabiej w Sm. Ostateczny kształt, jednolity także pod względem językowym, dzieło deuteronomiczne otrzymało w Samarii w kilka lat po zburzeniu Jerozolimy (niewola babilońska). W dziele tym sięgnięto do czasów Mojżesza i zebrano w nim różne tradycje spisane (w tym także już wcześniej istniejący kodeks Pwt 1-4, zredagowany w liczbie pojedynczej, a przez redaktora dzieła deuteronomicznego zaopatrzony we wstęp, zakończenie i teksty podane w liczbie mnogiej) i nie spisane; miały one służyć refleksji nad przeszłością w tym celu, by mogła ona ukazywać właściwy kierunek postępowania w przyszłości; wykazano bowiem, że utrzymanie jedności wszystkich pokoleń i zachowywanie przymierza z Bogiem przynosiło narodowi korzyści, natomiast łamanie ich, zwłaszcza przez królów, było przyczyną nieszczęść; w myśl tej konwencji klęski 587-586 i babilońska niewola stanowiły jako kara Boża dwie proste konsekwencje grzechów narodu; wniosek zaś, jaki należało z niej wyciągnąć, wzywał do pokuty i ufności w Bogu, który nawracającemu się ludowi zawsze przychodzi z pomocą. Pomiędzy poszczególnymi zbiorami istnieją znaczne różnice (przy zauważalnej jednak wspólnej tendencji teologicznej), wyraźne np. w ujęciu historii w Sdz i Krl; w Sdz historia ujęta jest cyklicznie - po każdym odejściu od Jahwe naród się nawraca, modli się o pomoc i zostaje uratowany; w Księgach Królewskich zaś tok narracji oddaje stopniowe, lecz pogłębiające się odchodzenie od Boga, kończące się klęską.
          Nowa sytuacja polityczna wymagała nowego paliwa religijnego. W okresie niewoli wprowadzono szereg nowych ujęć i interpretacji. Na szczęście nie zrezygnowano i nie usunięto w ostatecznej redakcji starszych tradycji.  Trzeba jednak pamiętać, że nowe podejście jest wykładnią spojrzenia religijnego z V wieku przed Chrystusem. Pojawił się nowy obraz Objawienia.
         Ten moment uprawnia do założenia, że dzień dzisiejszy ma prawo do nowego spojrzenia na tę tematykę w świetle obecnej wiedzy. Nie trzeba trwożyć się o wiarę w jedynego Boga przekazywaną na sposób tradycyjny. Prawdę tę odczytuje się również na podstawie dzisiejszej nauce racjonalnej.

piątek, 28 czerwca 2019

Niewola babilońska


          Izrael ma niezwykle bogatą historię.  Na początku VIII wieku przed Chrystusem istniały dwa państwa żydowskie, na północy Izrael, a na południu Juda. W 701 roku Izrael został zaatakowany przez króla Asyrii Sennacheryba. Juda pozostała wolna dzięki zapłaceniu trybutu wojennego. Jerozolima pozostała wolna.
          Kiedy Asyrii upadła powstało państwo babilońskie. Nowa potęga zaatakowała Jerozolimę trzykrotnie. Juda okazała się za słaba aby odpierać ataki. Za każdym napadem plądrowano Jerozolimę i wywożono mieszkańców w niewolę.
          Pierwsze wysiedlenie Żydów do Babilonu nastąpiło w 597 przed Chr. kiedy to Nabuchodonazor II  wtargnął do Jerozolimy. Zrabował on świątynny skarbiec i wysiedlił m.in. króla Jojakina (ostatniego monarchę z rodu Dawida) oraz proroka Ezechiela.
         Król Nabuchodonozor II przejął kontrolę nad Judą, a gdy ta buntowała się tłumił bunty w zarodku. W 587/588 r. przed Chrystusem. Nabuchodonozor II stłumił bunt wywołany przez króla Sedecjasza. Król został oślepiony i wzięty do niewoli, a stolica w której znajdowała się świątynia ich Boga została doszczętnie zniszczona. Według relacji proroka Jeremiasza, 4600 Żydów zostało przesiedlonych do Babilonii. Taką metodę ujarzmiania buntowniczych ludów stosowali wcześniej, na masową skalę władcy Asyrii, m.in. w stosunku do Aramejczyków i Izraelitów.
          Ostatnia deportacja, o której wspomina Księga Jeremiasza, miała miejsce w 582 p.Chr.
           Życie w niewoli babilońskiej nie było tak bardzo uciążliwe. Trwało od roku 586 do 538 przed Chrystusem.  Bóg doświadczał swój lud w sposób umiarkowany. Żydzi mogli prowadzić swoje gospodarstwa. Deportowani Żydzi nie byli traktowani jak niewolnicy, a część z nich pełniła wysokie stanowiska urzędnicze zarówno na dworze królów babilońskich, jak i perskich.  Po śmierci Nabuchodonozora zezwolono im budować własne wsie, domy, zakładać ogrody i rodziny. Część z nich wzbogaciła się i zdobyła majątki. Niewola Żydów skończyła się w roku 539/538 przed Chrystusem, gdy Cyrus II Wielki, król Persów, podbił Babilonię i zgodził się na powrót Żydów do swojego państwa, która stała się autonomiczną prowincją perską –  Jehud.
        Przywódcy duchowi snuli plany odbudowy kraju i odnowy religijnej.        Podczas niewoli podjęto prace nad porządkowaniem spuścizny literackiej, stanowiącej dorobek poprzednich pokoleń. Jednak z klęski kraju – jak uważali niektórzy – nie wyciągnięto wówczas żadnych wniosków; nie rozumiano, że bezpośrednią przyczyną upadku państwa były odstępstwa religijne i osłabienie wiary. Uwolnienie nastąpiło w wyniku znanej z tolerancji polityki królów perskich. Część Żydów należących do plemion Lewiego i Beniamina powróciła do ojczyzny w 537 przed Chrystusem.
Opis tych dziejów zawarta jest w księgach biblijnych: Krl 24,10-16; 2 Krn 36,9-10); (2 Krl 25,1-21; 2 Krn 36,17-21).

czwartek, 27 czerwca 2019

Jozjasz, armagedon


          Mam wiele ulubionych tekstów biblijnych. Prym wiedzie cała historia Dawida. Została ona sfilmowana. Oprócz niej bardzo podoba mi się postać i historia króla Jozjasza (639–609). Ten król bardzo wyróżniał się na tle złych królów żydowskich: Manassesa (696–642), Amona (643 – 640/641) i innych.
            Jozjasz był synem króla Amona i Jedidy. Po zamordowaniu jego ojca, gdy miał osiem lat, lud obwołał go królem Judy. Panowanie Jozjasza (640/641–609 przed Chrystusem) było czasem religijnego odrodzenia po okresie hegemonii Asyrii. Jozjasz stopniowo, lecz skutecznie, przeprowadzał gruntowne reformy religijne, które stanowiły kontynuację reform podjętych wcześniej przez Ezechiasza. W 626 przed Chrystusem zakazał kultów pogańskich na terenach Judy i Jerozolimy oraz nakazał zburzyć wszystkie lokalne sanktuaria bogów innych niż Jahwe. Cztery lata później przy odnawianiu Świątyni Jerozolimskiej, odnaleziono zwój Księgi Prawa, prawdopodobnie zbiór deuteronomisty, którego powstanie określa się na połowę VII wieku przed Chrystusem. Reforma przyczyniła się do umocnienia roli Dekalogu jako obowiązującego kodeksu moralnego. Podczas panowania Jozjasza doszło do upadku Asyrii. Król skorzystał z nadarzającej się okazji, rozszerzając państwo o terytorium Samarii (najprawdopodobniej w sposób pokojowy), burząc przy tym świątynię w Betel. Jozjasz podjął próbę powstrzymania Egiptu przed uratowaniem resztek państwa asyryjskiego pod przywództwem Aszuruballita II i zastąpił drogę wojskom faraona Necho II pod Megiddo w 609 roku przed Chrystusem. Bitwa zakończyła się klęską, a sam król poległ. Historię tę opisuje autor Jan Dobraczyński w swojej książce pod tytułem "Wybrańcy gwiazd", Wyd. Pelikan Warszawa 1988 roku. Książkę czyta się jednym tchem.  Można tam zapoznać się z działalnością proroka Jeremiasza, narodzinami państwa babilońskiego, historią upadku Jerozolimy w 586/587 roku.
          Reforma Jozjasza usunęła z religii bóstwa domowe "terafim", które trzymała w domu Rachela, żona Jakuba. Usunięto nierząd sakralny w świątyniach (2Krl 22,7). Przywrócono święto Paschy na cześć Pana  (2Krl 22,21).
          Z miastem Megiddo (po hebrajsku Har-Magedon) wiąże się jego rola jako miejsca bitew (Eric H. Cline, Profesor Archeologii i Historii Starożytnej na Uniwersytecie George’a Washingtona wymienia ich aż 34), które decydowały o losach wielu narodów, a nawet imperiów. Obecnie słowo to (w tłumaczeniu: zgromadzenie, spotkanie, koncentrację wojsk, góra zgromadzenia wojsk lub góra rozstrzygnięcia ) stało się popularne wśród polityków i komentatorów politycznych na określenie zdarzeń niezwykłych, katastroficznych.
        Na marginesie, bitwa zapowiedziana pod Har-Megiddo jest myląca. Słowo „Har” oznacza górę, wysoką górę, szczyt widoczny z daleka. Tymczasem Megiddo leżało na pagórku o wysokości zaledwie 20 metrów. Na określenie takiego wzniesienia używa się innego słowa – „tell”. Samo wzgórze nosi nazwę Tell Megiddo (po arabsku Tell el-Mutesillim).  Nie istnieje więc góra Megiddo, tylko miasto o tej samej nazwie.
              Zapraszam do zapoznania się z historią upadku Jerozolimy, i wywiezienia mieszkańców do Babilonii. Z tym okresem zaczyna się inna historia narodu żydowskiego, która zaważyła na życiu Żydów w diasporach na całym świecie.

środa, 26 czerwca 2019

Zaufać własnej intuicji i sumieniu


        Kto  lubi historię namawiam do przestudiowania historii Judy od czasów króla Roboama (926 – 910) syna Salomona do Sedecjasza (598 – 587).  Kto nie ma odpowiedniej literatury historycznej może korzystać z ksiąg biblijnych.     
         Badania archeologiczne potwierdzają prawdziwość ich przekazów. Historia pokazuje życie narodu żydowskiego i jego zmagania z jego monoteistyczną religią. Nie było łatwo. Wierzenia politeistyczne, zakorzenione od pokoleń  w narodzie, utrudniały przyjęcie Prawdy odczytanej (objawionej), że jeden jest Stwórca. Niewola babilońska przez niektórych uważana była za karę Bożą. Żydzi sami tworzyli zapisy historyczne i przypisywali Bogu swój punkt widzenia. Dla nich Bóg, na podobieństwo ludzkich władców był bogiem karzącym. Z punktu dzisiejszej wiedzy nie jest to prawdą. Bóg z definicji nie może karać. Nie jest bierny, bo we wszystkim uczestniczy, ale na swój sposób, a nie według ludzkiego oglądu.
         Historia żydowska jest bardzo ekspresywna. Dużo w niej opisów upadków i wzlotów. Oprócz tekstów jakby marketingowych (np. 2 Kr). inne nie owijają w bawełnę. Opisy historyczne wydają się rzetelne. Podczas ostatecznej redakcji Tory wprowadzono do niej różne tradycje. Dla niektórych to dowód, że prawda ma różne oblicza. Dla mądrzejszych, to przykład redakcyjnej rzetelności. Hagiografowie pozostawili po sobie materiał do późniejszych analiz redakcyjno-historycznych. Pomimo tysięcy błędów, które wypunktowano w Biblii utrzymała swój duchowy charakter i swoją moc religijną. Można z niej wyczytać zamysły Boga, a to jest najważniejsze. Owszem, Pismo Święte nie czyta się łatwo. Trzeba mieć odpowiednią wiedzę i przygotowanie. Samemu można popełnić wiele dodatkowych błędów egzegetycznych. Można nawet opacznie go zrozumieć. Język żydowski ma swoją specyfikę. Lubuję się w przenośniach, w apokalipsach, porównaniach, hiperbolach. Dla niektórych jest barierą nie do pokonania. Trzeba korzystać z fachowców – egzegetów, teologów, kapłanów. Najlepiej nadaje się do tego Kościół. W tym również występuje niebezpieczeństwo uprawniania polityki przekazu. Kościół ma swoje partykularne interesy w dyscyplinowaniu wiernych. Najgorzej, jak niedouczeni  kapłani uprawiają katechezę. Swoimi kazaniami robią wiele złego. Wierni nastawieni są na wchłanianie przekazw bezkrytycznie – bo ufają. Dzisiaj taka postawa jest poddawana ocenie krytycznej. Czasem lepiej zaufać własnej intuicji i sumieniu. Dla zachęty podaję spis królów Judy:
Roboam (926–910)
Abiasz (910–908)
Asa (908–872)
Jozafat (872–852)
Joram (852–845)
Ochozjasz (845–844)
Atalia (845–839)
Joasz (839–800)
Amazjasz (800–785)
Azariasz (785–747)
Jotam (758–743) – regent podczas panowania chorego na trąd Azariasza, od 747
                               roku p.n.e. – król
Achaz (742–725)
Ezechiasz (725–697)
Manasses (696–642)
Amon (641–640)
Jozjasz (639–609)
Joachaz (609)
Jojakim (608–598)
Jojakin (598)
Sedecjasz (598–587)

wtorek, 25 czerwca 2019

Kartą przetargową jest dobroć


          Przemierzam dzieje świata. Próbuje ogarnąć wszystkie prawa przyrody. Nie wszystko rozumiem. Złoszczę się, jak czegoś nie kumam. Brakuję mi cierpliwości poznawczej, ale wiem, że wszystko ma swój cel. Tajemnice są po to, aby każdy człowiek mógł sam, po swojemu rozpoczynać drogę do Boga. Czasem historia zniechęca, bałamuci. Należy stawiać na przyszłość, bo ona nie jest skażona. Przyszłość jest czysta. Wiele zależy od naszych działań. Los podkłada nam nogi. Nie wszystko idzie po naszemu. Bóg ludzi doświadcza. Tym samym poznaje, ile są warci. Bóg dając im wolną wolę, sam pozbawił się determinacji swoich stworzeń. Możemy Bogu powiedzieć Nie. Pytanie, czy jest to rozsądne? Sam fakt, że możemy sami decydować o sobie nobilituje człowieka do roli istoty niezależnej. Jesteśmy pyszni, bo wiemy, że mamy zapewnioną wieczność. Gra idzie o jaką wieczność nam chodzi. Gra jest jak  rosyjska ruletka. Nie znamy wyniku. Bóg odsłonił tylko rąbek swoich tajemnic, ale dał nam inteligencję, która wskazuje, że kartą przetargową jest dobroć. Kto czuje się na siłach niech ją przebije. Zrobił to Jakub syn Izaaka. Walczył z Bogiem, domagając się Jego błogosławieństwa. Ośmielił się i wygrał. Abraham z Bogiem targował się o uratowanie mieszkańców Sodomy. Przegrał, ale zostawił ślad swojej odwagi. Bóg nie pyszni się. Zszedł ze swojego piedestału aby z człowiekiem mógł wejść w interakcję. Z Bogiem można rozmawiać, dochodzić się, kłócić. Czasem się wygra, czasem poniesie porażkę. Bóg chce być ludzki, a człowiek pragnie być boski. 
          Kiedy zanurzam się w historię wydarzeń, zaskakuje mnie ludzka myśl. Kto uważa, że przodkowie byli głupcami – myli się. Zdobywali oni wiedzę w sposób niepodobny do dzisiejszym metod. Już w XII wieku przed Chrystusem znali technologię, o którą teraz naukowcy ponownie zabiegają. W sposób naturalny uruchamiali swe zdolności (w tym paranormalne), które z czasem zanikały. Z jednej strony postęp ułatwia życie, a z drugiej, pozbawia człowieka naturalnych umiejętności. To wszystko zostało zapisane w genach, gdzie zawarta jest historia rozwoju ludzkości. Każdy odkryty artefakt jest dowodem ludzkich umiejętności. Słowem, każda epoka była bardzo ciekawa i twórcza. To co było złe, stało się zaczynem dobra. Każda chwila ma swoje dobre i złe strony. Tylko melancholik nie umie cieszyć się z tego co ma, co przeżywa. Nigdy nie jest tak, aby nie mogło być lepiej. Do doskonałości trzeba ciągle zmierzać. W tym można zobaczyć sens naszego istnienia.

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Policja poszukuje zmiany wizerunku


          Wokół zatrzymania podejrzanego o morderstwo 10 letniej Kristiny  narosło wiele szumu medialnego. Policja chwali się swoimi wynikami śledczymi i ogromną pracą, którą musiała wykonać. Tymczasem z wiedzy, która przemyka się z całościowego oglądu sprawy, podejrzany był typowany od samego początku dochodzenia. Nie zaprzeczam, że policja dokonała żmudnej pracy sprawdzającej. Jednak inaczej pracuję  się jak nic się nie wie, a inaczej, jak się ma asa w rękawie. Taki spektakularny popis policji był potrzebny, aby zatuszować ich ostatnie wpadki i poprawić wizerunek skompromitowanej formacji.
            Sposób zatrzymania podejrzanego ujawnia portret psychologiczny policjantów. Ich podejmowane czynności pokazują ich sposób jednokierunkowe myślenie – jak najsprawniej wykonać powierzone zadanie. Prawa zatrzymanego do godnego traktowania, wynikające z praw człowieka, zostały naruszone.                   
            Wyrok za zabicie Igora Stachowiaka jest kpiną wymiaru sprawiedliwości. Policja w sposób okrutny przyczyniła się do jego śmierci. Było to zabójstwo dokonane w czasie, które można porównać do średniowiecznych tortur kończące się śmiercią.
          Ostatnie przypadki pokazują, jak polska policja nie jest właściwie wyszkolona. Nasuwa mi się porównanie z byłym ZOMO, gdzie liczyła się tylko skuteczność.
        Wszyscy, którzy pełnią służbę publiczną: policjant, ksiądz, lekarz i inni muszą wykazywać się wysokim stopniem inteligencji, wiedzą prawną i mądrością. Oni reprezentują prawo. Jakie prawo, taki jest obraz państwa. To co dzieje się w Polsce jest szeroko komentowane na świecie.

niedziela, 23 czerwca 2019

I appeal to all readers of the blog, Je lance un appel à tous les lecteurs du blog


Zwracam się do wszystkim czytelników blogu " http://wiara-rozumna.5v.pl"  Jeżeli chcecie napisać jakiś komentarz, to piszcie na adres poczty e-mail: "p.porebski@onet.pl". Do blogu podczepiło się ponad 24 tys. komentarzy niejasnego pochodzenia. Przestałem na nie reagować.

I appeal to all readers of the blog "http://wiara-rozumna.5v.pl". If you want to write a comment, write to the e-mail address: "p.porebski@onet.pl". More than 24 thousand have been attached to the blog. comments of vague origin. I stopped reacting to them.

Je lance un appel à tous les lecteurs du blog "http://wiara-rozumna.5v.pl". Si vous souhaitez écrire un commentaire, écrivez à l'adresse de messagerie "p.porebski@onet.pl". Plus de 24 000 ont été attachés au blog. commentaires d'origine vague. J'ai arrêté de réagir à eux.

Narzędzia duchowego rozpoznania


          Kto szuka odpowiedzi, czy Bóg istnieje, niech otworzy okno i spojrzy na piękny widok, który cieszy wzrok. Kto uważa, że Świat zrodził się sam, bez twórczej koncepcji i osobistego zaangażowania musi mieć w sobie wielką wiarę swojej idei. Jednak jeżeli w swoim sumieniu  dokonał się akt wiary, choćby wątpliwy, niedoskonały to w konsekwencji należy przyjąć zamysł Stwórcy. Wiara nie wymaga jedynie akceptacji Przyczyny Sprawczej. Ona wynika z logiki przyczyny i skutku. Wiara wymaga wysiłku woli. Trzeba odczytać w swoich najgłębszych zakamarkach duszy wolę Stwórcy, który przemawia do nas. Trzeba przyjąć, że wiara jest w nas. Wszystko rozgrywa się w naszym sumieniu. Religia jest tylko zwiastunem, że coś jest na rzeczy. Jest sygnałem i przypomnieniem. Bóg nie odzywa się do nas na sposób ludzki. Dzieli nas bariera rzeczywistości, ale Bóg dał nam narzędzia duchowego rozpoznania. Nierozsądne jest pomijanie tych darów.
          Nie wszyscy akceptują Pismo Święte. Dla wielu jest nudną literaturą. Dla innych jest barierą nie do pokonania. Trudno jest się połapać w meadrach  literackich. Apokalipsy są niestrawne. Według filozoteizmu treść PŚ jest zbiorem ludzkich odczuć, odbiorem głosu Boga. Tak to odczytali ludzie. Wszelkie pretensje trzeba kierować do niedoskonałości ludzkiej. Nieliczni dopatrują się  wielkiej inteligencji, zdolności artystycznych w obrazowaniu spraw bożych. Trzeba zaufać tym zdolnościom.  Jeżeli są one nieprzekonywujące, to trzeba poddać się własnemu rozeznaniu. Trzeba tylko trochę wysiłku woli, a Bóg sam skieruje nas do siebie. On dał nam życie i Jemu bardziej zależy na każdej powołanej istocie. On ma plan, koncepcję. Gdyby byłe one złe, to Bóg nie mógłby się nazywać Bogiem. On z definicji jest doskonały i nieskończony. To On pierwszy uruchomił uczucie miłości, którym zaraził ludzkość. On pierwszy pokazał co znaczy Miłosierdzie. To wszystko dał człowiekowi, aby mógł Go naśladować. Bóg udowodnił przez swojego Syna Jezusa Chrystusa, że w każdym człowieku widzi swojego dziedzica. Tylko: "głupi w swoim sercu: [mówi] «Nie ma Boga»" (Ps 14,1).

sobota, 22 czerwca 2019

Energia


        Co to jest energia? To pytanie intryguje wielu. W XVII wieku Gottfried Wilhelm Leibniz (1646 – 1716) obserwując zachowanie się dwóch kul w czasie zderzenia nabrał przekonania, że w kulach tych występuje coś w rodzaju sił życiowych.
         Nie mogąc znaleźć odpowiedzi, uczeni skupili się na badaniu jej właściwości. Poznano, że energia występuje pod różnymi postaciami. Jedną z jej postaci jest ciepło. Ciepło samoczynnie oziębienia się. Rozprasza się. Tak pojawiło się pojęcie entropii – nieuporządkowania. Entropia stale rośnie. Świat zmierza do całkowitego rozmycia się. W tym ujawnia się prawo natury. Jeżeli entropia stale rośnie, to musiała mieć początek i była równa zeru. Było to w momencie powołania świata do istnienia. Wtedy to moc wychodząca od Boga została zaimplementowana w postaci energii, która była napędem twórczym. Z niej wytworzyła się materia, a reszta została wykorzystana do jej dynamizmu. Samą energię trudno zdefiniować, choć jest przeliczalna i opisowa w działaniu. Jak uczą w szkole, energia jest zdolnością do wykonania pracy. Pod synonimem jej można znaleźć słowa: możliwość, sprawność, potencjał, predyspozycja. Jednak wszystkie te słowa nie oddają jej istoty. Może problem leży w tym, że energia pochodzi ze świata nadprzyrodzonego, w którym trzeba stosować inne słownictwo, nieprzetłumaczalne na ludzki język.
          Jej paradygmaty wskazują, że jest to fenomen niezwykły. Ona rządzi wszystkimi procesami we Wszechświecie. Ukrywa się ona w defekcie masy (masa jądra atomowego jest mniejsza od sumy poszczególnych nukleonów w jądrze atomowym). Energię tę można uzyskać podczas fuzji jądrowych Taki proces zachodzi w gwiazdach. Na ziemi proces ten odbywa się w akceleratorach lub w bombach jądrowych. Defekt masy podpowiada koncepcję Stwórcy do magazynowania zasobów energii w materii. Innymi słowami. Jest ukryta w wiązaniach jądrowych. Świadczy to o tym, że energia podlega matematyzacji. Energia wyzwolona równa się energii zamrożonej w jądrach atomowych.

piątek, 21 czerwca 2019

Szukanie prawdy


            Poszukiwanie prawdy kieruje nas do Egiptu. Obszar ten jest szczególnie badany przez świat naukowy. Badania te dostarczają ogromnego materiału poznawczego. Problem w tym, że nie ma ciągłości poznawczej. Występują jeszcze okresy które nadal pozostają dla nas tajemnicą.
            Wiemy, że przed państwową historią starożytnego Egiptu był okres zwany predynastyczny (poprzedzjący panowanie I dynastii, w którym wystepują kulturu Nagada I II i III), przy czym okres kultury Nagada III pokrywa się w znacznej części z panowaniem I dynastii), w którym rządzili ponoć bogowie (Ptah, Horus, Ozyrys i inni). Mówi się o prastarych dziejach sięgających 37 wieku przed Chrystusem. W Egipcie żyła wtedy tak zwana biała rasa (o wydłużonych czaszkach identyfikowana z mitologicznymi Szemsu Hor rządzącymi Egiptem). Była to rasa elitarna. Zwykłymi mieszkańcami była rasa negroidalna (wg licznych tekstom starożytnych Greków oraz badań fizyka Ch. Diopa). Okres ten kojarzony jest z kulturą i historią atlantycką.
            W czasach młodszych wspomina się o okresie wysokich technologii. To w tym czasie ok. 12 tys. lat temu, według niektórych badaczy, zaczęto budować piramidy. Badacze doszukują się w ich technologii tak zwanej telekinezy w praktyce, w dużej skali lub używania bardzo lekkiego gazu, który był wykorzystywany w przenoszeniu ogromnym bloków skalnych na znaczne odległości. Być może Egipcjanie pierwsi poznali sposoby przeciwstawiania się sile grawitacji.
          Bardzo ciekawym okresem były rządy faraona Echnatona (ok XIV wieku przed Chrystusem). Wprowadził on religię monoteistyczną. Być może idea jednego Boga przedostała się do Mezopotamii, w której rozkwitła religia judaistyczna.         
          Odkrycia zwojów w Qumran zakopanych ok. 40 roku przed Chrystusem w 1947 roku dostarczyły ogromnego materiału do poznania okoliczności rodzącego się chrześcijaństwa. Badania ciągle trwają. Miejsce to kojarzone jest w Esseńczykami, którzy wywodzili się z narodu żydowskiego. W jakiś sposób Jezus jest kojarzony z ich ideą. Jednak nie można łączyć ich Wielkiego Mistrza z Jezusem, bo Jezus spotykał się z trędowatymi i poborcami podatkowymi, co kłóci się z ideą Esseńczyków o czystości w wierze. Wiadomo, że do Esseńczyków należał Jan Chrzciciel. W zwojach doszukano się wielu fraz, które znajdują się w ewangeliach. W zwojach używano pojęcia "syna bożego", ale termin miał dla Esseńczyków inne znaczenie. Przez ten odkryty zwrot chrześcijanie torpedowali odkrycia w Qumran dostrzegając zagrożenie dla chrześcijaństwa.
           Dzisiejsza technika pozwala na sklejanie odłamków pisma komputerowo, nie niszcząc rozpadających się zwojów. Technika ta pozwala udostępnić materiał wielu ośrodkom badawczym. Badania prowadzone na szeroką skalę przybliżą nas do prawdy historycznej.

czwartek, 20 czerwca 2019

Boże Ciało


          Boże Ciało to katolickie święto Ciała i Krwi Pańskiej. W ten dzień katolicy wspominają Ostatnią Wieczerzę i Przeistoczenie chleba i wina w ciało i krew Chrystusa. Uroczystość ta została ustanowiona na skutek objawień św. Julianny z Cornillon. Julianna urodziła się w 1193 roku w Retinnes, zmarła w 1258 w Fosses.  Była augustianką. Beatyfikana w 1599 roku przez papieża Klemensa VIII. Kanonizowana w 1869 roku przez Piusa IX. Po wizjach mistycznych zabiegała o ustanowienie Uroczystości Bożego Ciała w celu adoracji Najświętszego Sakramentu. Podpierała się tekstem Pisma Świętego: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”(Mt 28, 20). Ułożyła  oficjum na uroczystości „Bożego Ciała”, któremu ostateczny kształt nadał Tomasz z Akwinu. Jej zabiegi, zyskały pozytywne opinie teologów oraz duchownych i doprowadziły do ustanowienia Uroczystości Najświętszego Ciała Chrystusa (łac. Corpus Christi), jako święta adoracji Eucharystii, pogłębiania wiary, praktykowania cnót i pokuty za znieważanie Najświętszego Sakramentu. Pierwsze obchody święta odbyły się w Fosses w  1246  roku. Julianna po śmierci wspierającego ją przeora Gotfryda i usunięciu ze stanowiska przełożonej z pokorą podjęła dziesięcioletnią tułaczkę początkowo przebywając w samotni u Ewy z Leodium, następnie przebywała w klasztorach sióstr cysterek, na koniec której zamieszkała przy kościele św. Symforiana w Namur. Przez ostatnie lata życia była rekluzą (zakonnicą zobowiązaną do nieopuszczania własnej celi i niekontaktowania się z innymi zakonnikami) – pustelniczką zamurowaną w swej celi. Zmarła w dniu, który przepowiedziała tj. 5 kwietnia 1258 roku w Fosses. Za sprawą archidiakona Liège i późniejszego papieża Urbana IV uroczystości Najświętszego Ciała Pańskiego wprowadzone do całego Kościoła.
          Dla mnie święto to jest szczególnej wagi i pewnej tęsknoty za Eucharystią. Ze względu na krytyczne poglądy na temat spowiedzi konfesjonalnej i z szacunku do praw ustanowionych przez Kościół, sam pozbawiłem się tego pokarmu duchowego. Czekam, aż Kościół zmieni poglądy na ten temat i wyda zezwolenie na spożywanie Eucharystii dla wyznających swoje grzechy przed Bogiem (w sposób duchowy), co jest już praktyką stosowaną w Kościołach zachodnich.

środa, 19 czerwca 2019

Zarzewie własnego zniszczenia


          Każda idea, myśl choćby była najpiękniejsza niesie w sobie zarzewie własnego zniszczenia. Kto dostrzega tę zasadę może przez mądre działania podtrzymywać ich żywot przez dłuższy czas. Kto tego nie dostrzega może spodziewać się, że z czasem idea zblednie i w końcu pozostawi po sobie tylko ślad historyczny. Przebiegłość obecnej władzy, której emocjonalnie nie lubię, polega na tym, że sama bogacąc się niewspółmiernie do obywateli ciągle rzuca im jakieś ochłapy. Brakuje zmian systemowych. Spryt polega na tym, że te podarunki nie pochodzą z  ich własnych kieszeni, ale z dóbr ogółu, z majątku narodowego, z licznych podatków, opłat itd.  Wczorajsze propozycje premiera o zmniejszenie kosztów obsługi kosztów kredytów zaciągniętych w para-bankach jest tego przykładem. Każdy przeciętny obywatel powie, że to jest słuszne działanie. Przy tej okazji władza nobilituje się w oczach narodu. Takie posunięcia nie rozwiązują globalnego problemu sprawiedliwego podziału dóbr narodowych, są atrapą dla ich pazerności i partykularnych interesów. Dalej władza będzie się bogacić niewspółmiernie do swoich współobywateli. W Polsce pojawiają się nowi krezusi, którzy wykorzystując bardziej lub mniej  uczciwe sposoby powiększają swój majątek ("bo im się należy!"). Dla ludu pozostaje pełzający wzrost dobrobytu.
          Idee religijne, które też są zarzewiem dyscyplinowania społeczeństw i władzy nad nimi zadbały daleką perspektywą zbawienia i dobrobytu. Ta głoszona nadzieja była i jest  wystarczająca dla tysiącletnich rządów kościołów. Tylko kryzys moralności kapłańskich (pedofilia) mógł zaburzyć ten pozornie spokojny tryb działania.
           Moje przewidywania polityczne nie są radosne. Lud jest na tyle uśpiony, usatysfakcjonowany, zaspokojony, że nie wystąpi przeciw. Polacy będą cieszyć się tym, co dostali.  "Kto chce być sługą, niech idzie, niech żyje, niech sobie powróz okręci o szyję, niech własną wolę na wieki okiełza, pan niedaleko, – niech do niego pełza! A tam głaskany, a potem wzgardzony, niechaj na progach wybija pokłony, niech jak pies głodny czołga się bez końca za pańską nogą, która nim potrąca (Kornel Ujejski 1823–1897).              

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Historia mojej paletki


          W pierwszym roku pracy, mój szef często wysyłał mnie do Warszawy do zakładu, w którym na komputerze przeliczano krzywe polowe geoelektryczne Schlumbergera na krzywe gradientowe. W pociągu, mając dużo czasu, zastanawiałem się, czy można w inny sposób otrzymywać te krzywe. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Opracowałem paletkę, przy pomocy której można było w ciągu 1-2 minut wykreślić na krzywej polowej, krzywą gradientową w układzie bilogarytmicznej. 
Można więc sądzić, że za to usprawnienie powinienem otrzymam nagrodę. Zastanawiając się nad algorytmem tej krzywej odkryłem, że nie ma ona żadnych podstaw do interpretacji geofizycznych. Krzywa ta jest wynikiem jedynie obróbki matematycznej. Gradientuje ona bezdusznie wszystkie informacje, te dobre, ale i błędy pomiarowe. Próba odczytania z niej informacji geofizycznej jest wątpliwa. Gotową paletkę przekazałem mojemu szefowi. Niestety, wraz z nią, przedstawiłem swoją krytyczną uwagę merytoryczną. Szef był wściekły, podważyłem jego metodę pracy. Jak się dowiedziałem po latach, paletka była stale przez nich używana. Podobno wywędrowała też do Austrii gdzie była wykorzystywana. Mnie pozostała jedynie satysfakcja.

          Po latach poprosiłem moją koleżankę Anię, która korzystała z niej, aby mi przypomniała jak się ją używa.

niedziela, 16 czerwca 2019

Dobry gospodarz


          Dobry gospodarz to taki, który w sposób maksymalny dba o swoje gospodarstwo. Podejmuje adekwatne decyzje do panujących warunków finansowych. Zdarza się, że w danej chwili podejmowane decyzje mogą wydawać kuriozalne i niekorzystne. Ile są warte, można się przekonać po pewnym okresie. W sytuacjach trudnych, do słusznych decyzji gospodarza należą takie, które minimalizują straty. Reasumując, trzeba gospodarzyć się roztropnie. Wszelkie fanfaronady, wychodzenie przed szereg, pycha wobec innych państw kończą się klęską.
          Zakup samolotów amerykańskich w obecnym stanie państwa nie należy do rozsądnych. Owszem, decyzja ma i dobre strony, ale i złe. Liczy się bilans podejmowany działań. Na pewno decyzja mariażu z USA zbliża Polskę do nowych technologii i umocnienia polskiego prestiżu. Na pewno podjęte decyzje wzmacniają poczucie bezpieczeństwa.
          Rzecz w tym, że obecnie nie widać bezpośredniego zagrożenia. Namiastki zimnej wojny, które są obecne w polityce światowej  polegają na wzajemnym zastraszaniu się. Można powiedzieć, że panuje względny spokój. Rozsądnie byłoby wykorzystać ten czas na załataniu bieżących problemów rodzimych. Mamy niezaspokojoną służbę zdrowia, szkolnictwo. ekologię i inne sektory gospodarki. Nie ma powodów, aby Polska rzucała się na wysoką technologię i wysokie wydatki. Od wojny życie ogólnie poprawiło się. Osiągnęliśmy poziom życia zadawalający. Możemy oszczędzać rok czy dwa, aby zapełnić te dziury, które niepokoją społeczeństwo. Zakup super nowoczesnych samolotów Polskę zadłuży na wiele lat. Wystarczyło pozostać przy zakupach F16. Na obecną sytuację polityczną są w sam raz. Polska jest już bardzo zadłużona. Czy trzeba nam obciążać ją nowymi kredytami?  Można przewidzieć, że czekają nas niepokoje społeczne, bieda w obcych luksusach. Gdybym był gospodarzem i decydentem wybrałbym drogę pełzającego rozwoju. Trzeba mierzyć siły na zamiary.  Wstrzymałbym inwestycje z górnej półki, zabezpieczając pilne potrzeby jak: służbę zdrowia, szkolnictwo. Rok, czy dwa umiarkowanych wydatków pozwoliłoby państwu na złapanie oddechu finansowego.
          To co mnie niepokoi, to postawa władz w stosunku do kraju bogatego. Teatralne gesty, uniżoność, nadmierna grzeczność, uprzejmość, całe to trutu tutu jest żenujące i uwłaczające. Gdzie polska godność? Gdzie honor?

sobota, 15 czerwca 2019

Miłosierdzie


          Miłosierdzie to funkcjonał polegający, na odejściu od egzekwowania sprawiedliwości ludzkiej dla popełnionych czynów. Podłożem Miłosierdzia jest Miłość. Miłosierdzie daje nieprawdopodobne skutki. Darowanie win jest sprzeczne z prawem odwetu i ze sprawiedliwością społeczną. Jest nielogiczne. Przewinienia nieukarane mogą być zachętą do dalszych grzesznych uczynków. Trzeba bardzo kochać, aby nie odbierać należnej zapłaty. Trzeba się wnieść ponad zwykłą, powszechną ludzką sprawiedliwość. Miłosierdzie polega również na bezinteresownej pomocy, aktywnym współczuciu.
           Pojęcie miłosierdzia wywodzi się Biblii. Już w Księdze Rodzaju opisano Miłosierdzie Pana nad Józefem: "Pan był z nim okazując mu miłosierdzie, tak że zjednał on sobie naczelnika więzienia" (Rdz 39,21). Miłosierdzie jest Łaską, czyli darem od Boga. Dawid opisuje: "bo wielkie jest Jego miłosierdzie" (2 Sm 24,14). Bóg udziela Miłosierdzie, komu chce według swojego upodobania. Dar ten niesie z sobą bogatą treść odkupieńczą. Udzielane jest niekoniecznie tym, którzy na nie  zasługują. Gdyby tak było, miłosierdzie nie byłoby osobistym darem lecz zapłatą, zadośćuczynieniem. Osoby które weszły na drogę oczyszczenia, pokutujące mają jednak szanse dostąpić Miłosierdzia Bożego (Kpł 26). Bóg udzielając Miłosierdzia pozostaje wierny swej idei doskonałości. Nie każdego stać, aby zrezygnować z przywileju sędziego i darował kary.
       Miłosierdzie jest nie tylko darem Boga. W Biblii opisano jak Dawid udziela miłosierdzia Meribbalowi: "Powiedział mu Dawid: «Nie lękaj się, bo gorąco pragnę okazać ci miłosierdzie ze względu na twojego ojca, Jonatana" (2 Sm 9,7).
        O miłosierdzie proszą ci, którzy utracili możliwość ratunku. W nim widzą swoją ostateczną nadzieje. Najczęściej prośba ta kierowana jest do Boga, który wszystko może: "Wszystkie Twoje drogi są miłosierdziem i prawdą,
Ty sądzisz świat
" (Tb 3,2). Z miłosierdziem wiąże się ocalenie: "módlmy się i błagajmy Pana naszego, aby okazał nam miłosierdzie i ocalił nas»" (Tb 8,4).
          W Księdze Tobiasza występuje sprzeczność, nie jedna w Piśmie świętym. Napisano bowiem: "Ponieważ On karze i okazuje miłosierdzie" (Tb 13,2). Słowa te pochodzą z żydowskiego spojrzenia na Stwórcę. Według współczesnego oglądu, Bóg nie może nikogo karać ze względu na swoje paradygmaty doskonałości. Karanie jest zawsze odwetem. Odwet Bogu nie przystoi. Człowiek może karać się sam, bo zło które czyni niszczy się samo. Niekiedy potrzeba do tego trochę czas. Wbrew pozorom Bóg nas nigdy nie opuszcza: "W tych dniach Pan i Bóg nasz okaże nam miłosierdzie swoje, On bowiem nie opuści nas do końca" (Jd 7,30).
         Bóg udzielając swojego Miłosierdzia oczekuje od nas odpowiedniej postawy: "i obróć smutek nasz w radość, abyśmy żyli i imię Twoje, Panie, wielbili, i nie zamykaj ust chwalących Ciebie, Panie»" (Es 4,17a)  

piątek, 14 czerwca 2019

Miłość


          Miłość jest funkcjonałem, którego wartość trudno jest określić. Nie ma też jednostki w której można by ją mierzyć  Miłość reprezentowana jest przez całą gamę odczuć duchowych różnego kalibru i kolorytu. Na szczycie tej piramidy jest Miłość Chrystusowa. Funkcjonał przechodzi w byt duchowy jakim jest Bóg. Bóg jest Miłością. To najtrafniejsza definicja miłości. Miłość  można obrazować trójkątem. Przy podstawie jest miłość, która często jest mylona z pożądaniem. Owszem, jest w niej uczucie, ale więcej ma ona wspólnego z ludzkim egoizmem i potrzebami niż oddaniem się drugiej osobie. Powyżej podstawy miłość zmienia się na piękniejszą (platoniczną). W niej odrzuca się własne interesy i skupia na obiekcie miłości. Np. adoptowanie dzieci, służenie cierpiącym (np. św. Teresa z Kalkuty), szanowanie innych (o innej orientacji), nie zwyczajnych, biednych i cierpiących, miłość do przyjaciół.
           Miłość jest tożsama z dobrem. Miłość jest budująca i twórcza. Jest paliwem utrzymującym wszechświat w jego istnieniu. Jest niezbędna do dalszego istnienia świata. 
          Miłość nie lubi za nadto rozgłosu. Należy raczej do sfery intymnej. W niej zawiera się pragnienie kontaktu z ukochaną osobą. Miłość nie lubi kajdan i więzów, które ją ograniczają, potrzebuje wolności, zaufania. Miłość może wygaszać i słabnąć. Potrzebuje więc stałego paliwa, która by ją podtrzymywała. Zmierza ona do spełnienia, której wyrazem jest  szczęście i radość z życia. Człowiek miłujący nigdy się nie nudzi z ukochaną osobą. Namiętność jest wartością dodaną, ale nie najważniejszą (miłość starszych ludzi). Zawsze jest ukierunkowana na osobę kochaną. Ważniejsze jest miłowanie od bycia kochanym. "Kochać to nie pytać o nic", jak mówi piosenka. Zaufanie jest integralnie związane z miłowaniem. Bez zaufania miłość jest skażona.  W miłości pragnie się dojść do doskonałości uczuć. Miłość ma wymiar nieskończoności. Wiecznie jest jej za mało i chce się więcej. Miłość dojrzała jest osiągniętym celem. Wycisza się forma, a dojrzewa jej głębia.

czwartek, 13 czerwca 2019

Zło


          Jak pisałem wczoraj, zło jest funkcjonałem i nie ma jego bytowego reprezentanta. Można używać pojęcie szatana, jako obraz zła ale trzeba mieć świadomość, że szatan jako byt nie istnieje.  Cała ta opowieść o upadłych aniołach jest tyko religijnym obrazowaniem i nie ma odbicia w rzeczywistym istnieniu samodzielnych istot. Zło jest funkcjonałem o wartościach negatywnych. Jest przeciwieństwem dobra. Można go usuwać tylko interferencją dobrem. Zło wynika z nieetycznego działania. Ukierunkowane jest przeciw moralności określonej przez Stwórcę. Prawo moralne usadowione jest w każdym ludzkim sumieniu. Każdy człowiek ma do niego dostęp. Każdy w sposób wolny może z niego korzystać. Prawo moralne jest wartością wlaną. Na niego nakłada się  prawo pozytywne, które człowiek wypracowuje w sobie poprzez nauką i prawo narzucane przez władzę życia wspólnotowego. Każdy sprzeciw wobec praw moralnych jest złem. Do tego trzeba dodać zło wynikające z zaniedbania i zaniechania. Człowiek nie czyniący nic, bierny w życiu, może być również grzeszny (grzech zaniechania). Wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Myślą, że grunt to nie grzeszyć. Nie jest to prawdą. Według mojej orientacji grzechy zaniechania mogą mieć wielki wymiar, prowadząc do grzechów ciężkim, np. brak opieki nad starymi rodzicami, brak pomocy potrzebującym, gdy się ma na to środki, nie udzielanie pomocy ludziom będących w sytuacji zagrażających ich życiu. Brak wybaczania tym, którzy o to szczerze proszą. Według woli można swoje sumienie uśpić na jakiś czas.
           Przestudiowałem literaturę o grzechach (poradnik dla spowiadających) w życiu katolickim. Nie ze wszystkim się zgadzam. Wiele z nich wynika z doktryny katolickiej i utrzymaniem penitentów w posłuszeństwie (np. nie uczestniczenie w mszy niedzielnej). Niektóre wynikają, ze złej oceny ich przyczyn (np. masturbacja w okresie dojrzewania). Według mojego oglądu największe zło rodzi się wtedy jak krzywdzi się drugiego człowieka. O dzieciach nie wspomnę (grzechy na tle seksualnym).
           Inna orientacja seksualna nie jest złem samo w sobie. Jest wybrykiem natury, z którym dotknięty tą przypadłością człowiek ma się zmierzać. Nie jest dobrze propagować swoje potrzeby seksualne innym. Parady równości powinny
mieć charakter wymowny (także ekspresywny), ale nie obsceniczny. Inność niektórych pociąga dla samej ciekawości. W ten sposób można mieć na sumieniu innych zwykłych ludzi.
            Już na ten temat wypowiadałem się. Spowiedź jest pomysłem niesmacznym. Niech korzystają z niej tylko ci, którzy potrzebują terapii duchowej. Ja stawiam na własną wolę. Do rzucenia palenia (nie zawsze jest grzechem) wystarczył mi świadomy, własny akt porzucenia, bez żadnej terapii wstrząsowej.

środa, 12 czerwca 2019

Dobro


         Trudno jest zdefiniować pojęcie "dobra".  Ten rzeczownik nie ma swojego podłoża, struktury. Nie można go dotknąć, schować, opakować itp. Jednak wszyscy się zgodzą, że dobro istnieje i ma w sobie wartość (aksjologiczną). Takie pojęcie i inne ująłem w pojęciu nie-bytu (funkcjonału), któremu nadaję charakter bytu. Sztucznie pojęcie materializuję, aby wskazać, że faktycznie istnieje. Takie modelowanie pojęć jest przyjęte w nauce. Nie opisują rzeczywistości ale ją tłumaczą. Takie pojęcia zmaterializowane można odnaleźć w fizyce (fala elektromagnetyczna). Do funkcjonałów zaliczam takie pojęcia jak dobro, miłość, miłosierdzie, zło. Funkcjonały rozchodzą się w przestrzeni, interferują (wzmacniają się albo wyciszają). Pojęcia te należą też do przestrzeni nadprzyrodzonej i do jej opisu. Według nauki chrześcijańskiej dobro jest paliwem dla świata rzeczywistego. Jest podobny do pojęcia energii ale nie jest tak czytelne. Dla funkcjonału trudno określić jednostkę i trudno ją zmierzyć. Z tych powodów trudno jest oszacować ich wielkości. Człowiek może tylko oceniać miarą subiektywną. Ocena ludzka zawsze jest względna i niedostateczna. Człowiek nie powinien wydawać sądów ostatecznych, bo one zawsze nie są prawdziwe i skażone są oceną subiektywną. Tylko Stwórca może oceniać wielkość dobra lub zła i Jemu zostawmy ten sąd ostateczny.
          Bóg operuje pojęciami funkcjonałów kompleksowo. Z racji swej potęgi wie że Miłość i Miłosierdzie mają przewagę nad złem. Bóg może darować winy przez własny wkład swojego Miłosierdzia. On wykupił ludzkie grzechy swoją ofiarą na krzyżu. Dobro wypływające z cierpienia ma moc wyciszania lub całkowitą likwidację zła. Chrześcijaństwo daje ludziom nadzieję całkowitego odkupienia win. Trzeba jednak całkowicie zaufać Bogu. Ten warunek jest konieczny, aby to się stało. Bóg szanuje wolę człowieka. Jeżeli człowiek chce odwrócić się od Boga ma do tego prawo. On również zachowa swoje życie wieczne, ale będzie istniał w oddaleniu od Boga na własną prośbę.
          Wiara w istnienie szatana jest nieporozumieniem. Jak pisałem, szatan ontologicznie nie istnieje. Można jednak go modelować z pojęcia zła. W fantazji można go przedstawiać na różne sposoby, w tym istoty podobnej do  człowieka (z rogami). W okresie dziecięcym takie malowanie diabła jest zrozumiałe, ale wchodząc w życie samodzielnego myślenia to przejaw infantylności.
          Przykładając powyższą miarę, nie uznaję także istnienia ontologicznego aniołów. Anioły to posłańcy Boga. Mogą to być zwykli ludzie, którzy podjęli się służbie bożej. Mogą to być również istoty duchowe osób zmarłych. Bogu niepotrzebni są pomocnicy. Bóg jednym słowem może stwarzać świat. Istoty anielskie jak i diabły tworzą dekoracje życia nadprzyrodzonego. Kto im przyznaje osobne, samodzielnie istnienie ten w jakiś sposób odchodzi od chrześcijańskiego Credo: "Wierzę w jednego Boga... "

wtorek, 11 czerwca 2019

Chora religia


         Łatwo zarzucić mi, że jestem antyklerykałem, ale nie jest to prawdą. Chcę dziś zwrócić uwagę tylko na zjawiska negatywne które towarzyszyły powstawaniu doktryny chrześcijańskiej i działalności instytucji kościelnej, bazując na zdobytej wiedzy, własnych obserwacji i doświadczeniach  To co mam zamiar napisać nie dotyczy wszystkim kapłanów. W Kościele, zwłaszcza na niskich szczeblach hierarchii można spotkać wspaniałych kapłanów i sługi Boże. Tym poświęcę inny wykład.
          Przez lata głoszenia religii ujawniła się nie do końca zrozumiana koncepcja Stwórcy dotycząca symetrii dobra i zła. Tam gdzie zaistniało zło, tam pojawia się dobro i odwrotnie. Nauka Kościoła tłumaczy konieczność istnienia zła, aby dobro zostało uwypuklone na zasadzie kontrastu. Podobnie jak bez cienia nie można opisać światła. Nie do końca jest to dla wszystkich przekonywujące.
         Kiedy Jezus głosił swoją naukę (powstawało dobro, sacrum), równolegle, jego uczniowie walczyli o zajęcie najlepszego stanowiska przy boku Ojca. Jakub i Jan byli pod wpływem marzeń o mesjaszu politycznym, do którego chcieli się przyłączyć przez udział w jego rządach (profanum). Zwrócili się oni do Jezusa słowami: Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twojej stronie (Mk 10,37).   
          Po śmierci Jezusa ewangeliści opisali działalność Jezusa i Jego naukę, pisząc ewangelie. Do swoich tekstów wprowadzili własne koncepcje teologiczne (głównie Mateusz, Łukasz). Nauka Jezusa została skażona ludzkim oglądem boskich spraw. W Ewangelii Jana zakotwiczyła się panująca gnoza. Z samego początku chrześcijaństwa wkradał się ludzki interes i ludzki zamysł. Doskonała idea chrystianizmu – sacrum  szła w parze z profanum ludzkich pragnień.
        Do gwałcicieli nauki Jezusa można zaliczyć również św. Pawła i wczesnych teologów i ojców Kościoła. Św. Paweł, który z pewnością zasłużył się w formułowaniu doktryny chrześcijańskiej popełnił szereg błędów (opisałem to w książce pt. Listy Pawła Apostoła w wierze rozumnej świeckiego teologa, Coriolanus 2010). Jezus głosił równość pomiędzy kobietą a mężczyzną. Traktował ich jako dzieci Boże. Paweł pod wpływem faktów historycznych, tradycji nie był do końca przychylny kobietom. Nie miał do nich zaufania. Ograniczał ich statut względem mężczyzn. Narzucał kobietom konieczność odpowiedniego stroju i nakrycie głowy (1 Kor 11,1–16; 1 Tm 2,9).  kobietom nie wolno było pokazywać się w miejscach publicznych z odkrytą głową: Każda zaś kobieta, modląc się lub prorokując z odkrytą głową, hańbi swoją głowę; wygląda bowiem tak, jakby była ogolona (1 Kor 11,4–5); Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu (1 Kor 14,35).  Paweł podtrzymał historyczną dyskryminację kobiet. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem, lecz [chcę, by] trwała w cichości. Albowiem Adam został pierwszy ukształtowany, potem – Ewa.  I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo.  Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci; [będą zbawione wszystkie], jeśli wytrwają w wierze i miłości, i uświęceniu – z umiarem (1 Kor 2,12–15). Według jego poglądu; Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem, i duchem. Ta zaś, która wyszła za mąż, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi (1 Kor 7,32–34).
           Stanowisko Pawła było ortodoksyjne w sprawie wiary: "Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [od nas] otrzymaliście – niech będzie przeklęty!"  (Ga 1,9); "nie wolno wykraczać ponad to, co zostało napisane (1 Kor 4,6). Przyczynił się do dogmatyzacji wiary. Paweł silnie akcentował ontologiczne istnienie aniołów i szatana.  Był zwolennikiem dyscyplinowania wiernych: "Dlatego też karć ich surowo, aby wytrwali w zdrowej wierze (Tt 1,13). Niewolnictwo uważał za coś normalnego. Paweł głosił konieczność opłacania kapłanów za ich prace duszpasterską i misyjną, tym samym dał przyzwolenie dla koncepcji  opłacania pracowników Kościoła –  kapłanów.
          Doktryna chrześcijańska ulegała dogmatyzacji. Wprowadzenie celibatu wprowadziło zagrożenie dla normalności ludzkiego życia. Nie łatwo jest panować nad popędem seksualnym. Pojawiło się źródło przyszłych wypaczeń. Apogeum nieczystości pojawiło się ok. X/XI wieku. Z zasady wspomnianej już symetrii dobra i zła powstał zakon cluniacki, a potem zakony żebracze. One to w zasadzie uratowały Kościół. Zło które zakorzeniło się w środku Kościoła, chwilowo zostało pokonane, ale nie na długo. Pojawiła się inkwizycja, która w całości zaprzeczała idei Kościoła Chrystusowego (nie zabijaj). Kościół wprowadził zakazy i nakazy. Sam zajął się działalnością państwową, komercyjną, wojskową. Misyjny charakter Kościoła pozostał w jego tle. Pojawił się obowiązek spowiedzi i inne nakazy, np. bezwzględne posłuszeństwo względem hierarchii kościelnej. Kościół nie tylko oddziaływał na zewnątrz swoich murów, ale oddziaływał w środku na swoich kapłanów. System hierarchiczny podzielił sługi Boże. W większości dobro pozostało w niższych stanach, a zło panoszyło się na jego szczytach. Celibat, sprzeczny z ludzką naturą doprowadził niektórych do dewiacji. Obecnie  ujawniły się tego skutki. Ludzkość nie dorosła do wyrzeczeń. Nie udźwignęła nałożonego  krzyża. Pokazała swoją niedoskonałość. Dla wielu, instytucja kościelna jest synonimem zła, miejscem piekła na ziemi. Wykształceni kapłani, którzy przynajmniej rozumowo winni  spełniać swoje nałożone obowiązki, sami dają przykład zgorszenia. Co mogą powiedzieć zwykli śmiertelnicy małej wiedzy. Zamiast głoszenia idei doskonałości Boga i wiary z instytucji kościelnych wypływa zło. Ujawniona pedofilia nie jest ostatnim grzechem kapłanów. Ujawniono praktyki gwałcenia i molestowania zakonnic. W Afryce panowała epidemia HIV. Zainteresowanie przeszło na zakonnice, które były "czyste". Praktyka aborcji ciężarnych zakonnic stała się normą. Kapłani co innego głoszą, a co innego czynią. Pozbawieni normalnego życia erotycznego są nieprzyjemni, niedostępni, wyobcowani. Ciężko integrują się z wiernymi.
          Przyszłość szykuje się w nie najlepszych kolorach. Nadzieją są ludzkie sumienia, w których przechowywany jest idea Kościoła Chrystusowego. Kościół nie zniknie, bo wierni z potrzeby serca będą próbowali go reaktywować. Przywrócenie prawdziwej nauki Chrystusowej będzie trwać latami. Kościół sam musi się oczyścić, likwidując błędy popełnione od samego początku powstania swojej doktryny. 

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Model małżeństwa poprawnego


          Jest napisane: "Powiedziano też: Jeśli kto chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy. A ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę - poza wypadkiem nierządu - naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa" (Mt 5,31–32).
             To przykazanie domaga się omówienia, zwłaszcza dzisiaj, gdy króluje swoboda seksualna. Przejdę od razu do rzeczy. Gdy wieloletnie małżeństwo rozpada się  na skutek zmiany zainteresowań współmałżonka pojawia się grzech, bo tym uczynkiem rani się drugą osobę, która zawierzyła w chwili zawarcia swojego ślubu. Gdy w grę wchodzą dzieci, grzech jeszcze bardziej wyrazisty. Główną przyczyną rozpadu małżeńskiego jest nowa atrakcyjność pożądania seksualnego. Ten narkotyk jest decydujący i bardzo silny. Umysł zostaje wyłączony. Liczą się tylko zmysły. Konsekwencje zazwyczaj są  żałosne. Na cudzej krzywdzie trudno jest budować nowy związek.
            W tym dramacie małżeńskim trzeba zauważyć jeszcze inne przyczyny rozpadu – oziębłość wobec współmałżonka. Jest ona wielokrotnie tłumaczona brakiem czasu, dziećmi i obowiązkami. Taka argumentacja mnie nie przekonuje. Nie wierzę, aby brakowało czasu na przesyłanie w przelocie dnia znaków sympatii. To nie tak bardzo kosztuje, a sprawia drugiej osobie nadzieję, że wszystko nadal jest w porządku, że jest ciągłość uczuć i można czuć się bezpiecznie.  Osoba otrącona szuka nowych zabezpieczeń. W tym przypadku większą winę ponosi  partner, czy partnerka. Przez lenistwo w okazywaniu uczuć można zmarnować nie jedno małżeństwo.
           Utrzymywanie małżeństw pozorowanych nie sprawdza się. Zazwyczaj małżeństwo takie jest siedliskiem kłótni, awantur i wzajemnych pretensji. Lepiej jest odejść od siebie i zamknąć za sobą związek nie rokujący nadziei.
           Modelem małżeństwa poprawnego jest naturalne przejście od fascynacji seksualnej do miłości Chrystusowej. Trzeba traktować współmałżonka jako dzieło boże, które wymaga szacunku. Bagaż wzajemnych przeżyć, wspomnieć, wspólne dzieci, wnuki powinny silnie wiązać związek. Trzeba zobaczyć sens w jedności rodzinnej. To bogactwo, które nie można utracić. Miłość Chrystusowa jest gwarantem poczucia, że w życiu nie zrobiło się nikomu krzywdy. Cierpienia własne trzeba ofiarować Bogu, aby wypływające dobro złożonej ofiary mogło być użyte tam, gdzie można jeszcze naprawić to, co wkroczyło na drogę zła.

niedziela, 9 czerwca 2019

Światło


       Już w starożytności zastanawiano się, czym jest światło i z jaką prędkością rozchodzi się. Od Arystotelesa, Bacona i Kartezjusza sprawa nie była rozstrzygnięta. Lukrecjusz, rzymski poeta  (I w p.n.e.) przekonywał, że  światło biegnie z ogromną prędkością.
       Światłem zajął się Galileusz w XVII wieku. Jego eksperyment nie powiódł się, bo wykonywał badania z dokładnością, która była nieadekwatna do rzeczywistości. Jednak z badań tych można było wyciągnąć ważny wniosek. Światło ma prędkość skończoną.
          Pierwszy sensownego pomiaru prędkości światła dokonał Ole Christensen Romer (1644 –1676), duński astronom, obserwując opóźnienia w obserwacji księżyców Jowisza. Wyliczył, że prędkość ta wynosi  214 300 km/s. Na owe czasy był do wynik oszałamiający.
          James Bradley (1693 –1742), angielski astronom Królewski zbliżył się do dzisiejszego wyniku a mianowicie 301 000 km/s.
          W warunkach ziemskich francuski fizyk Armand Hoppolyte Fizeau (1819 –1896) wyliczył prędkość na 315 300 km/s.
          W 1862 roku Jean Bernard  Foucault (1819 – 1868) opracował metodę, w której zastosował wirujące zwierciadło, co pozwoliło na zmniejszenie odległości między zwierciadłem płaskim, a końcem z 8 km do kilku metrów. To udoskonalenie pozwoliło na pomiar prędkości światła nie tylko w powietrzu, ale również w innych ośrodkach materialnych, na przykład przeźroczystych cieczach, jak również i w próżni. Uzyskał on wynik 289 000 +- 500 km/s.
          Dzisiejsza definicja prędkości światła to wartość zatwierdzona przez siedemnasty międzynarodowy kongres wag i miar w 1983 roku, która to wartość wynosi 299 792 458 m/s.
          Z prędkością światła nauka sobie poradziła.  Trudniejszym pytaniem było. Jaka jest jego natura?
          Pierwszymi przesłankami świadczącymi o falowej naturze światła były wyniki obserwacji interferencji, dyfrakcji i polaryzacji. Te właściwości sugerowały, że światło jest falą. James Clerk Maxwel wysunął wniosek, że światło jest falą elektromagnetyczną.
           Kolejnym pytaniem było. Dlaczego światło (fala elektromagnetyczna) rozchodzi się w próżni? Na podobieństwo fal mechanicznych uważano, że do rozchodzenia fali potrzebne jest środowisko. Jak wytłumaczyć bieg światła w próżni. Wprowadzono hipotetyczny eter, który miałby wypełniać cały kosmos. Doświadczenia Michelsona Morleya wykazały, że eter nie istnieje. Problem nadal pozostał bez odpowiedzi. Do dzisiaj nie ma słusznej teorii na ten temat. M
Na to pytanie nauka jeszcze nie może odpowiedzieć. Idea eteru upadła wraz z doświadczeniem Michelsona Morleya i interpretacją Einsteina. Może na to pytanie odpowie szybko rozwijająca się fizyka kwantowa.
Na przełomie XIX i XX wieku badając zjawisko fotoelektryczne wysnuto wniosek, że światło ma naturę korpuskularną i można traktować światło jako strumień cząstek kwantowych. Dziś obie teorie są równoważne. Dzisiejszy pogląd dualności światła nie dziwi tak bardzo. Potrzeba do tego trochę wyobraźni. Cząstka kwantowa to porcja energii "wycięta" z łańcucha fali elektromagnetycznej.
           Światło jest czystą postacią energii, która pochodzi od jednego źródła – Stwórcy. On to ujawnił swoją wolę i moc w postaci zdolności, która jest napędem stwórczym. Z energii wyłania się materia i cała jej dynamika. Energia jest głównym narzędziem sprawczym. Do jej cudownych właściwości należy dualistyczna przynależność do świata nadprzyrodzonego i rzeczywistego. Energia łączy te światy. Ona pierwsza otrzymała status wieczności. Energia może przekształcać się, ale nigdy nie można jej unicestwić. Energia może zostać wycofana tylko przez Stwórcę. Jej stała prędkość, niezależna od prędkości układów odniesienia świadczy o jej niezależności. Prędkość światła wyznacza granicę prędkości wszystkich jej skutków (w tym materii). Prędkość większą niż prędkość światła mają tylko elementy świata nadprzyrodzonego, np. myśl, świadomość. Obserwowane zjawiska "splątania" w fizyce kwantowej są tematem badań nie tylko fizyków.

sobota, 8 czerwca 2019

Depozyty


          W Piśmie Świętym niewiele jest treści o depozytach (1 Tm, Tm, 2 Mch 3). Są to pojęcia mówiące o  zabezpieczeniach jakie można nagromadzić za życia, aby w przyszłości w przyszłym świecie nadprzyrodzonym mogły wydać owoc wielokrotny. Są jakby inwestycją do spodziewanych zysków. Mówią też o roztropności zbieracza. Z rzeczywistości realnej nie można nic przemycić do świata nadprzyrodzonego tylko zasoby duchowe, funkcjonały dobra, pokłady nagromadzonej Miłości (Miłość do nieprzyjaciół, biednych, chorych i słabych). Takim depozytem dobra jest własna nieskazitelna dusza, która jest skarbem największym. Można swoją duszę złożyć w depozycie u Ojca Niebieskiego. On wie najlepiej jak ją wykorzystać w swoim projekcie stwórczym. Może dawcę czeka niebiańskie godne stanowisko (według oczekiwań przez synów Zebedeusza) na miarę swojej doskonałości.
          Jak uzbierać depozyt dobra mówi o tym Ewangelia św. Mateusza. Czystość zamiarów, jałmużny, modlitwy, dobre uczynki, opieka nad chorymi, akty pokutne. Należy być przy tym ostrożny, bo można je zmarnować za życia chełpiąc się nimi przed ludźmi: "Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie" (Mt 6,1).
         Pojęcie depozytu odnosi się do nauki Kościoła Świętego, doktryny wiary chrześcijańskiej. Chrześcijanie mają obowiązek troszczyć o ten depozyt wiary i wykorzystywać go głoszenia (przekazywać) tej nauki następnych pokoleniom i całemu światu: O, Tymoteuszu, strzeż depozytu [wiary] unikając światowej czczej gadaniny i przeciwstawnych twierdzeń rzekomej wiedzy" (1 Tm, 6,20).
         Modlę się za wszystkich, którzy uczestniczą w projekcie doświadczeń hiobowych, którego jestem, z moją rodziną, głównym bohaterem, przez widome znaki Bożej Opatrzności – zostaną wynagrodzeni. Nie mam do tego żadnych wątpliwości. Bóg wybiera niegodnych, aby w ten sposób pokazać wielkość swego Miłosierdzia i Miłości : "Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie" (Mt 8,8).
       Modlę się, abym jak Salomon, nie zmarnował darów, które na mnie spływają. Bo jarzmo, które wydaje się dzisiaj ciężkie, okaże się słodkie, a brzemię lekkie (por. Mt 11,3).

piątek, 7 czerwca 2019

Wskoczyli do pędzącego pociągu


          4 czerwca oglądałem transmisję telewizyjną z uroczystości w Gdańsku. Jaka to była uczta emocji i wzruszeń! Czułem się jak 30 lat temu, pełen nadziei na lepsze zmiany. Udzielała mi się atmosfera życzliwości, wspólnoty, radości i  nadziei na przyszłość. Przez chwilę przełączyłem kanały na TVP. Poczułem się jakbym się przeniósł do innej rzeczywistości, z nieba do piekła. Więcej nie napiszę. Po prostu żal mi tych, którzy utknęli w kokonie sekty.
           W Gdańsku nie dostrzegłem ani jednego kapłana. Obrazek niezwyczajny. Sami sobie zasłużyli na ten niebyt. Postawili na niepewnego konia. Pytam się. Gdzie tak przysłowiowa mądrość Kościoła? "To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną" (Mt 15,14). Wybrani do rządu są żałośni. Sami przyznają, że mało umieją, a ich udział jest przypadkowy (np. pani Witek). To nie będzie rząd fachowców?! Prawdę powiedział premier: "wskoczyli do pędzącego pociągu". Mógł sobie darować tę uszczypliwą uwagę. Zresztą, on słynie z niesmacznych komentarzy.
      Do Europarlamentu dostali się nagrodzeni politycy z klucza partyjnego: "Upominki i dary zaślepiają oczy mądrych" (Syr 20,29). Sam pan Krzysztof Jurgiel ze szczerością powiedział przed kamerą: "Znam lepszych, co ku*** nic nie wiedzą"; "Teraz wszyscy w krawatach. a ja jak ten wieśniak". Filmik o tym wydarzeniu kursuje w internecie.
          Pozytywnie zaskoczył mnie Lech Wałęsa. Wyraźnie obniżył swoje ego. Lata robią swoje. Swoją prostą filozofią i swoją mądrością prostego człowieka przejdzie do historii. On sam sobie zapracował na wszystko co osiągnął. 
Skonstatował słowa podobne do moich: "Kościół obraził się na mnie". Przykre słowa, które podobnie powtarzam. W rozmowie telewizyjnej ujawnił swój niesmak do znanych kapłanów, którzy okazali się niegodni.
          Atmosfera nadziei i mnie się udzieliła. Z tą nadzieją powróciłem do edytowania bloga wiara-rozumna. Syn wytłumaczył mi mechanizm spamów, które mnie tak denerwowały.  Nie trzeba się tym przejmować. Trzeba robić swoje. Wiem, że moje opracowania są oczekiwane przez niektórych czytelników. Pozdrawiam.