Łączna liczba wyświetleń

sobota, 30 maja 2020

Trzeba żyć nadzieją


         Co jakiś czas udostępniane pro publico są przeróżne prywatne proroctwa na temat przyszłości Świata i ludzi (Sławik Kraszennikow, staruszka 90 letnia z Valdres z Norwegii z 1968 roku, Teresa Neumann i wiele, wiele innych). Najczęściej są one katastroficzne, zapowiadające nieszczęścia, zwiastujące kary, szokujące i sensacyjne, a w rezultacie przedstawiają Boga jako okrutnika, pozbawianego uczuć i miłości do własnych stworzeń. Po pretekstem ludzkiej grzeszności Bóg zsyła na ludzi, co jakiś czas, katastrofy w przeróżnych postaciach (tsunami, upadek asteroid, pandemie itp.). Prawdą jest, że podczas wojen mnożyły się też  wizje profetyczne, niosące nadzieje.

          Jak mówią prywatne proroctwa, Bóg gniewa się na ludzi i chce ich ukarać. Ten zarzut zupełnie przeczy definicji Boga Doskonałego, którego głównymi paradygmatami są Miłość, Miłosierdzie, empatia, tolerancja, życzliwość. 

          Bóg stwarzając człowieka i ofiarowując mu wolną wolę wie, jakie skutki może to czynić. Głupotą jest twierdzić, że Bóg jest zaskakiwany przez ludzi. Jeżeli Bóg wie (a wie z pewnością), to zarzut o Jego gniewie jest absurdalny. Aby rozeznać temat proroctw, trzeba przeanalizować ich autorów. Może ich katastroficzne przepowiadania mają swoje źródła w ich psychikach i życiorysach.

         Wydaje mi się, że błędem ich jest fałszywa bojaźń przed Bogiem, a ona z kolej jest grzechem przeciw boskim paradygmatom. To tak jakby nie wierzono, że Bóg może oczyszczać, darować grzechy. Nie wierzą w akt zbawczy Jezusa, którego śmierć na krzyżu ma moc uzdrawiającą wszystkie pokolenia. Na tym polega Odkupienie Jezusa, że jest skuteczne na wszystkich grzeszników, od początku istnienia ludzi i sięga w przyszłe pokolenia.  Akt odkupieńczy Syna Bożego jest przywracany na każdej Mszy. Odkupienie jest ciągłym procesem zbawczym. Stwórca czyni zadośćuczynienie ludziom za narzuconą konieczność walki z przeciwnościami losu, z koniecznością istnienia zła. Kto Boi się Boga, tym samym Mu ubliża.

        Gdyby prześledzić proroków pozabiblijnych, to są to ludzie najczęściej bardzo dotknięci przez los, chorzy i cierpiący (np. Teresa Neumann, 10 marca 1918 ratując bydło z płonącej stajni wuja, dziewczyna uległa wypadkowi, którego skutkami był paraliż i ślepota). Nie mogąc sobie poradzić z własnymi słabościami głoszą ogólną trwogę. Co gorsza, wciągają do swoich koncepcji Stwórcę.

         Proroctwa w których rolę odgrywa szatan, piekło z reguły odrzucam. Pisane są one na budowaniu emocji, sensacji, np. Według Milinga (kardynał afrykański) "kuria   rzymska skażona jest oddziaływaniem sił diabelskich"; "diabeł przeniknął już łono samego Kościoła. Mieszając się z kapłanami "robi wszystko, by zlikwidowana została ofiara mszalna"

         Wiele proroctw o końcu świata nie sprawdziło się. Wielu głosicieli końca świata skompromitowało się. Wiele sekt chrześcijańskich musiało tłumaczyć się ze swoich błędów przepowiadania. Pomijam tych co mieli w tym swój ukryty, partykularny cel (np. sława, zyski wydawnicze). Owszem, wiele proroctw pozornie sprawdziło się, ale najczęściej przez naginanie zwykłych zdarzeń losowych do swoich koncepcji.
         Nie umniejszam ludzkiej intuicji, czy daru odczytywania informacji ze Stanu Prawdy. Ale trzeba wiedzieć, że do tego daru potrzebna jest bezgraniczna wiara i łaska od Boga (dzieci z Fatimy). Ponieważ prawdziwych proroków trudno odnaleźć,  trzeba zachować  ogromną czujność. Najlepiej odrzucić zainteresowanie proroctwami i borykać się z przeciwnościami losu na bieżąco. Trzeba Bogu zaufać, że stworzył nas dla pięknych własnych koncepcji. Trzeba żyć wiarą i nadzieją. Jezus jest z nami po wszystkie dni aż do skończenia świata.

czwartek, 28 maja 2020

Pismo Święte na użytek wiedzy i wiary


          Większość wiernych Kościoła katolickiego traktuje Biblię za świętość i w   jej obronie mogą poświęcić nawet własne życie. Trzeba jednak wiedzieć, że  Biblia uważana jest za świętą księgę z ludzkiego nadania. Je sacrum ukryta jest w przekazie wiary, a nie w nośniku przekazu. Każdy egzemplarz Pisma Świętego jest tylko fizycznym przekaźnikiem. Traktowanie jej jako sacrum  jest czynem bałwochwalczym. Egzemplarz Pisma Świętego (druk) jest produktem ludzkim, który zawiera tysiące (!) przeróżnych błędów. To świadczy o autorstwie Biblii. Wiele błędów powstało na wskutek ciągłego przepisywania starszych wydań, wielokrotnych tłumaczeń, ale i z niewiedzy autorów. Trzeba dopuścić myśl, że każdy pisarz (hagiograf, ewangelista)  miał swoją koncepcję narracyjną i cel przekazu. Każdy czynił to z innych pobudek i zamiłowania. Każdy dysponował swoją wiedzą, talentem i mądrością odczytywania boskich myśli. Np. W Dziejach Apostolskich "Przemowa Gamaliela  jest w sposób oczywistym dziełem Łukasza: zawiera ona jawny błąd historyczny, gdyż czyni aluzję do wystąpienia Teodasa (Dz 5,36), które będzie mieć miejsce dzisięć lat później" (Historia Kościoła, Jean Danielou, tom I, s.24). Każdy kto chce odczytać ukrytą w niej Prawdę musi ją przefiltrować, przez własne sumienie, umysł i własny dar mądrości wlanej odczytywania Prawdy.
          Wyjątkiem jest przeżywanie liturgiczne teksu. Wtedy treść ma mniejsze znaczenie Prawdy. Liczy się "muzyka" wiary, która płynie z Biblii. Na fali odczytywanych słów przeżywa się przekaz duchowy. Odbiór odbywa się z poziomu serca, nie umysłu.
          Kto jednak traktuje Pismo Święte jako źródło Prawdy, ten musi zastosować inne narzędzia odbioru. Umysł musi wyłapywać niezgodności do weryfikacji przekazywanych faktografii. Do tego potrzebna jest wiedza towarzysząca, wiedza ogólna, historyczna, wiedza z wielu dziecin. Można posłużyć się też innymi dziełami, innych autorów.
         Mając powyższą świadomość często odwołuję się do Biblii jako kopalni mądrych myśli. Znajomość nieścisłości w niej zawartych pozwalają mi omijać te fragmenty, które są skażone ludzką omylnością i niedoskonałością.

poniedziałek, 25 maja 2020

A jak podrosnę trochę będę walczyć


         Dlaczego Stwórca dopuścił do rodzenia się ludzi o różnych orientacjach seksualnych? Ich obecność powoduje konflikty obyczajowe, wzbudzają nietolerancje (homofobię, faszyzm, niesmak), co sprowadza się w sumie do ludzkich krzywd. W kataleptycznym spostrzeganiu świata taka możliwość obciąża Boga jako Doskonałego Stwórcę pełnego Miłości i Dobroci. Co Bóg chce przez to osiągnąć?

          Jedyne co mi przychodzi na myśl to sprowokowanie ludzi do ludzkiego odruchu tolerancji. Tolerancja jest pochodną miłości człowieka do człowieka. To uniesienie się ponad  utarte poglądy, przyzwyczajenia, które są skostnieniem, bezruchem rozwoju człowieka. Jak z akceptowałem dynamiczną naturę Stwórcy rozumiem, że to co jest stałe, niezmienne, jest oznaką śmierci. Bóg dał człowiekowi możliwość działania, aby się spełniał, przeobrażał Świat, aby był uczestnikiem boskiej koncepcji stworzenia.

          Ruch, zmienność trzeba rozumieć szerzej. To przeciwstawianie się nostalgii, depresji, bezczynności. To zwalczanie słabości i zwykłego lenistwa. Należy cały czas iść do przodu, przeciwstawiać się przeciwnościom. Biadolenie jest ciężką chorobą wiary. To grzech przeciw Duchowi Świętemu, to brak zaufania do Stwórcy.

          Prawdą jest, że nie wszyscy mają taką wolę walki i przegrywają. Jeżeli przegrana jest nieunikniona, to warto zejść ze sceny z poniesionym czołem. Złote są słowa człowieka umierającego: "zrobiłem wszystko co mogłem, co umiałem". Za przykład stawiam św. Pawła z Tarsu, który napisał: "W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem" (2 Tm 4,7).

          Myli się ten, który uważa, że Bóg oczekuje człowieczego lizusostwa. Stoję na stanowisku, że po to Bóg dał człowiekowi godność, aby mógł pokazywać, że jest jej wart. Takie świadectwo niezłomności pokazał Jakub syn Izaaka, który odważył się walczyć z Bogiem. Nie miał lęku Abraham licytując się z Bogiem o uratowanie ludzi z Somory. Przypominam sobie słowa, które jako dziecko na scenie Teatru Starego w Krakowie  kierowałem do swojego scenicznego ojca Koriolana (początkowo grał tę rolę Leszek Herdegen, a później Krzysztof Chamiec): " Nie będziesz po mnie deptał, a jak podrosnę trochę będę walczyć" (Koriolan, Williama Shakespeare'a).

          I tak zobowiązany własnymi słowami i przemyśleniami ciągnę swój wózek pełen trosk. Nie wypada rozpaczać. 


niedziela, 24 maja 2020

Człowiek jest dziedzicem Boga


          Jak wspominałem, każda myśl filozoficzna niesie jakąś cząstkę prawdy. Krótki osąd, że coś jest głupie świadczy tylko o krytykującym.

           W chwili powstania chrześcijaństwa wielu światłych osób zastanawiało się, jak jest to możliwe, że Stwórca nie opiekuję się swoimi wyznawcami i naraża je, zwłaszcza dzieci na los okrutnych zdarzeń losowych. To co się obserwuje przeczy definicji Boga Najlepszego, Miłosiernego i Kochającego ludzi. Cały entourage historyczny, dziewictwa Maryi, Niepokalanego Poczęcia NMP ma charakter bajkowy i nie jest transparentny. Wielu zastanawiało się jak było naprawdę.

          Nowi myśliciele chcieli za pomocą naturalnego światła rozumu zrozumieć reguły rządzące Światem. Okazuje się, że nie jest to takie proste. Już nauka XX wieku pokazała, że na świecie dzieją się zjawiska, które wychodzą poza ramy zwyczajnego (kataleptyczne postrzeżenia, ujmowanie rzeczy takimi, jakimi są one naprawdę ) oglądu świata. Ludzie ulegają złudzeniom, które zaburzają faktyczny stan rzeczy. Aby choć trochę rozumieć trzeba otworzyć umysł na niezwykły odbiór. Trzeba dokonać swoistej iluminacji. Dochodzi to poznania, którego trudno opisać i przekazać innym osobom. Wiedza zakotwicza się w świadomości tak, że można powiedzieć za św. Augustynem: "Jak nie muszę o tym mówić to wiem, ale jeżeli mam o tym nauczać – nie wiem" (wolny przekaz). Filozof przekonał się, że każda interpretacja myśli musi być zastąpiona nowymi pojęciami, które dla wielu nie są znane. Przed każdym wykładem należałoby zdefiniować pojęcia. Trudność polega na tym, że wiele pojęć jest nieznanych. Wynikają one, że rozumiane są siłą intelektu, ale każdy ma inną granicą poznawczą. Np. każdy inaczej odbiera np. duchowość. Wiele mądrości filozofów trzeba odbierać na wiarę. Istnieje niebezpieczeństwo akceptacji również błędnych nauk (sekty). Niejednoznaczność myśli i brak wspólnego narzędzia pojęciowego daje możliwość tworzenia się herezji w szerszym znaczeniu.

           Człowiek bez przerwy staje przed wyborem prawdy i nieprawdy. Możliwość ta jest darem Stwórcy, ale niesie zarzewie konfliktów. Zrozumienie zamysłów Stwórcy jest kolejnym darem, który nie jest dany każdemu. Ta pozorna niesprawiedliwość jest zamysłem do ciągłego szukania prawdy. Niepokój poznawczy jest narzędziem w rękach Boga. Rozwiązywanie problemów jest w bilansie twórczym narzędziem w rękach człowieka. Coś mi się zdaje, że Stwórca chce wymusić na stworzeniach ludzkich  działania twórcze do przeobrażania tego co sam stworzył. Bóg chce zmusić człowieka do współpracy z Nim. Tym samym człowiek zostaje dowartościowany do roli współtwórcy. Nie bez kozery religia mówi, że człowiek jest dziedzicem Boga.

piątek, 22 maja 2020

Sukcesja apostolska


                  Chrześcijaństwu od samego początku towarzyszyły pytania. Uczniowie i słuchacze Jezusa mieli bezpośredni dostęp do twórcy nowych idei. Jezus odpowiadał na miarę ich zrozumienia: "Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne"' (Mt 8,27). Dzisiaj Jego odpowiedzi badane są od względem teologicznym. W nich szuka się głęboko ukrytych prawd.
          Podobnie jak dzisiaj fizyka kwantowa nie jest powszechnie rozumiana, tak na progu chrześcijaństwa idea Syna Bożego i całej towarzyszącej jej historii  nie były czytelne. Zadawano pytania o wszystko, co wykraczało poza zwyczajne doświadczenia. Wśród pytań zastanawiano się dziewictwo Maryi, boskość Jezusa, zmartwychwstanie itd.
           Oficjalne stanowisko doktryny chrześcijańskiej nie zawsze było przekonujące. Pytający gromadzili się w grupki tworząc sekty religijne: "o niedawno temu wystąpił Teodas, podając się za kogoś niezwykłego. Przyłączyło się do niego około czterystu ludzi, został on zabity, a wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni i ślad po nich zaginął. Potem podczas spisu ludności wystąpił Judasz Galilejczyk i pociągnął lud za sobą" (Dz 5,36-37). Ideą chrześcijańską zainteresowane były władze Sanhedrynu i imperium świeckiego. Słynne stanowisko zajął Gamaliel na procesie wytoczonym przeciwko apostołom: "Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem" (Dz, 5,38–39).
         Na ruchy krytyczne sekt reagowali pierwsi biskupi Rzymu. Biskup Rzymu Klemens z lat 88–97 (uważany za najstarszego znanego z imienia pisarza starochrześcijańskiego), napisał list do Koryntian (96). Pisze w nim Koryntianom o potrzebie zachowania jedności. Klemens nawołuje do zgody i pokuty, wskazując na Sukcesję Apostolską, że tak jak Chrystus otrzymał władzę od Ojca, tak później przekazał ją Apostołom, natomiast oni przekazali ją dalej tym, których uznali za godnych. W dalszej części listu opowiada w jaki sposób Bóg działa w historii. Na końcu listu umieszczona jest wielka "kosmiczna" modlitwa, która stanowi wzór modlitwy liturgicznej.
        W okresie budzącego się chrześcijaństwa aktywa była gnoza – forma świadomości religijnej podkreślająca wartość wiedzy jako narzędzia samo-zbawienia. Mitologia gnostycka przedstawiała człowieka jako pogrążonego we śnie – obudzenie z niego to poznanie prawdy o swoim duchowym powołaniu.
        Pierwsi propagatozy gnozy to Cedron, Walentyn z Aleksandrii, Przybyli oni ze Wschodu do Rzymu siać niepokój pomiędzy chrześcijanami. Wśród mączycieli zasłynął Marcjon (ur. 100) twórca herezji marcjonizmu, częściowo powiązanego z gnostycyzmem. Marcjon głosił, że istnieje okrutny świat widzialny, w którym żyjemy, niebiosa, w których żyje demiurg Jahwe, stwórca naszego świata i gdzieś ponad tym Bóg prawdziwy, miłosierny i litościwy. Marcjon wskazywał na różnice między Starym Testamentem i Nowym Testamentem. Jego zdaniem ich nauki są całkowicie przeciwstawne, a Jezus nie jest zapowiadanym w Starym Testamencie mścicielem-wojownikiem. Jest on wysłannikiem prawdziwego Boga i przybył, by mrocznym naukom demiurga przeciwstawić ewangelię miłości.
         Większość głosicieli wiary, z tej epoki, byli ludźmi wykształconymi. Ich poglądy należy traktować jako myśl twórczą i poddać szczegółowej analizie. W każdej idei są myśli  również noszące ziarenka Prawdy.

poniedziałek, 11 maja 2020

Zasady współistnienia


          Na naszych oczach spełnia się zasada, że zło niszczy samo. Powstające zło od samego początku ma w sobie potencjał samo zniszczenia. Tę zasadę zapewnił nam ukrzyżowany Odkupiciel. Choć Pismo Święte pełen jest gróźb karzącego Boga, to jest to tylko katecheteka pedagogiczna. Sprawiedliwość Boga jest wpisana w same działania. Uczynki dobre wzmacniają wieźć z Bogiem, a złe osłabiają. Na polskiej scenie politycznej rozgrywa się końcowy akt dramatu politycznego. Sprawiedliwość sama wykuwa się na wierzch.
          Z innych zasad współistnienia interesująca jest ta, która mówi, że kto Boga nie szuka, ten Go nie znajduje. Dla takich osób Bóg nie istnieje. Kto Go poszukuje, tym samym przywołuje Go do istnienia. Nie znaczy, że Boga kreuje się od nowa, ale otwiera możliwość uczestniczenia z Nim. Tę zdolność Stwórca zapewnił każdemu. Dla ateusza, który podejmuje trud Jego poszukiwania niejednokrotnie jest nowym odkryciem i najczęściej wielkim przeżyciem.  Bóg dopuszcza do swoich tajemnic na różnym poziomie wiedzy. Każda, choćby najmniejsza cząstka wiary daje radość i szczęście. Ona to inspiruje do dalszych poszukiwań. Celem jest mistyczne z Nim zjednoczenie. 
          Jak głosi nauka, świat w rzeczywistości swojej jest bezpostaciowy. To stan emocjonalny, który daje radość. Wszystko dokonuje się na poziomie emocji, przeżyć, relacji. Mechanika życia nie jest ważna. Liczą się uczucia.
          Napisane jest w ewangelii, że nie można nic przekazać ze świata nadprzyrodzonego żyjącym. Słusznie, bo jak można mówić, że świat, do którego przywykł człowiek jest zupełnie inaczej skonstruowany. Opiera się na relacjach i uczuciach. Niejeden zakochany zastanawia się, co to jest miłość? Najczęściej uczucie jest uwikłane w ludzkie problemy, ale jaka ona jest, gdy pozbawi się ją ludzkich i życiowych ograniczeń? Taką czystą Miłością jest idea Boga, faktycznie istniejącego.
          Spotykam wiele osób, które nie chcą już żyć. Mają dość trudów życia. A ja im mówię, że dużo winy jest w tym, że patrzą na świat z poziomu swojego ego. Im bardziej człowiek pozbawi się swoistego egoizmu, i otworzy się na innych, dostrzega wielkość i piękno stworzenia. Potrzeba służenia innych zagłusza własny ból. Wtedy własne trudności nie mają znaczenia.
          Świat jest niezwykłym tworem. Jest fascynującym zlepkiem praw i zasad.
Najważniejsza w nim jest relacja nie tylko ze Stwórcą, ale każdą inną osobą. Roztropny wykorzystuje możliwości jemu dostępne. I tym należy się cieszyć. Kogo stać na więcej niech daje więcej, kto ma grosik ten też  może być dawcą.

niedziela, 10 maja 2020

A jak ci się taki świat nie podoba


          W warunkach zwykłych, codziennych, niezmąconych potrzebą odkrywczą jawi się w sposób klasyczny (realizm lokalny). Przyzwyczajemy  jesteśmy, że zjawiska fizyczne są zdeterminowane, które rządzą światem. Procesy można opisać są za pomocą wzorów matematycznych. Rzucając kamień, przy znajomości jego prędkości początkowej, kąta wyrzutu można wyliczyć gdzie upadnie, czyli określić jego miejsce. Do takiego oglądu prawie wszyscy są przygotowani (uczniowie klas średnich). Świat odkrywa swoje tajemnice z warstwy ogólnej, powierzchniowej. Takim światem zajmuje się fizyka klasyczna. Wygląda na to, że panuje ogólny determinizm. Za pomocą matematyki można antycypować wyniki wybiegając w przyszłość i cofać się w czasie.
            Zagłębiając się w świat mikroskopowy, subatomowy można zbliżyć się do poznania jego natury. Okazuje się, że im głębiej prowadzone są badania tym trudniej jest otrzymać wyniki pomiarów. Przyczyna nie tylko leży w niedoskonałości aparatur badawczych, ale w naturze podstawowego narzędzia badań jakim jest światło, uogólniając – fale elektromagnetyczne. Im bardziej chce się poznać mniejsze obiekty, tym fala elektromagnetyczna musi być mniejsza. Problem w tym, że im mniejsza fala tym jest bardziej energetyczna. Można dojść do granicy poznania, bo energia niesiona przez falę, przez swoją własną posiadaną energię niszczy obiekt badany. O tym problemie zawiadamia zasada nieoznaczoności W. Heisenberga (1901–1976).
            Brak odpowiednich narzędzi powoduje, że pomiary stają się coraz bardziej nieprzewidywalne. Człowiek, istota rozumna i sprytna pokonuje trudności przez opisywanie tego co niemierzalne modelami konceptualnymi (np. kwarki). One zastępczo opisują świat subatomowy. Modele konceptualne też mają swoją granicę, bo obiekty małe rozmywają się w przestrzeni. Nie można określić ich położenia. Np. mówi się, że w atomie jest chmura elektronów. Miejsca elektronów są nieokreślone. Mówi się, że elektrony (fotony) są wszędzie i w wielu miejscach naraz. Przy takiej definicji łatwiej jest zrozumieć splątanie kwantowe, przy którym informacja o elementach rozchodzi w sposób natychmiastowy, z prdkością przekraczającą prędkość światła. Badania takich obiektów można dokonywać w sposób statystyczny, a wyniki badań są probabilistyczne.
         Ograniczenia wynikające z natury rzeczywistości prowadzą do poglądu, że świat, który określa się materialnym jest tylko złudzeniem. Istota rzeczywistości leży w nieokreśloności jego składników. Świat funkcjonuje przez boskie tchnienie przyczynowości i jest wyrazem woli. Na końcu przyczyn i skutków jawi się Świat taki jaki zna go każdy człowiek. Świat ukazuje swoje prawdziwe oblicze. Stworzony na podobieństwo Stwórcy jest dynamiczny w swojej naturze. 
         Fizyka kwantowa ujawnia brak możliwości opisu zjawisk kwantowych metodami klasycznymi (natura świata subatomowego nie może być badana aparatem klasycznym). Np. pojedynczy obiekt badany interferuje sam ze sobą aby można opisać końcowy stan obiektu. Stan całego układu jest lepiej określony niż stan jego części. Na wynik pomiaru jego składników decyduje sam fakt pomiaru, który jest całkowicie nieprzewidywalny.  Obiekty mają swoje cechy na poziomie klasycznym (realizm lokalny). Obiekty kwantowe nie mają w sobie cech. One się ujawniają podczas pomiaru.
         Dziwi fakt, że fizyka kwantowa, tak trudno do przedstawienia, zdawałoby się pozbawiona logiki, pełna paradoksów bardzo dobrze i poprawnie tłumaczy fizykalność naszego Świata. "A jak ci się taki świat nie podoba, to zmień go na inny" (Richard Phillips Feynman 1918–1988).

czwartek, 7 maja 2020

Stare pojęcia do lamusa historii


          Tak jak nauka musiała uporać się z pojęciami flogistonu (tłumacząca istnienie płomienia), cieplnika (tłumaczącego zjawisko ciepła), czy eterem (środowisk w którym rozchodzi się fala elektromagnetyczna), tak doktryna judaistyczno-chrześcijańska z pojęciem grzechu pierworodnego.
         Adam i Ewa z Księgi Rodzaju są postaciami wymyślonymi przez hagiografów dla potrzeb wykazania skłonności człowieka do czynienia zła. Jeżeli te postacie są modelem koncepcji, to wyciąganie wniosku z niego jest obłożone wadą. Owszem, ktoś musiał uczynić pierwszy grzech, ale postać jest anonimowa i ukryta w zakamarkach historii. Celebrowanie nieznanej osoby osłabia sam fakt pierwszego grzechu. Grzech pierwszego grzesznika rozpoczął proces grzeszności, która rozszedła się po świecie jako naturalna skłonność człowieka: "ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło" (J 3,19). Na ten temat można odczytać jeszcze inne mądrości płynące z Pisma Świętego: "Usposobienie człowieka jest złe już od młodości" (Rdz 8,21); "Nie ma człowieka, który by nie zgrzeszył" (1 Krl 8,46); "Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą (Mt 18,8; Łk 17,1). Atrakcyjność zła rodzi pokusy. Jezus ostrzega w modlitwie: "i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego! Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień" (Mt 6,9–13; por. Łk 11,2–4).
           Skłonność do zła wynika z boskiej koncepcji konieczności istnienia przeciwieństw, które mają w sobie ukrytą moc sprawczą. Wszechświat powstał ze złamania równowagi i nie zachowania symetrii istnienia cząstek i antycząstek. Pokonywanie zła czyni nowe odrodzenie się człowieka: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego" (J 3,4).
            Tak więc, w nowym spojrzeniu grzeszność jest procesem, który trwa. To nie natura człowieka została skażona złem ale u człowieka ujawniła się słabość i niedoskonałość woli. Dogmat grzechu pierworodnego został przedstawiony w nowej współczesnej formule.
           Nowa formuła grzeszności nakazuje zrewidować innego dogmaty wynikające z tego zjawiska.

wtorek, 5 maja 2020

Ciągły ruch zasadą istnienia


          Gdy powiększy się krople wody można dostrzec tysiące poruszających się tworów (pantofelki, czy inne obiekty mikroskopijne, w tym żywe). Są one w ciągłym ruchu. Znamienny jest chaotyczny ich ruch lub drgania. Świat mikroskopijny ujawnia tajniki przyrody. W nim panuje wieczny ruch (panta rhei – wszystko płynie, Heraklit). Powiększając obraz miliony razy można posłużyć się tylko rysunkiem poglądowych (modelem, rysunkiem, szkicem). Ukazują się cząsteczki wody składające z dwóch atomów wodoru i jednego atomu tlenu. One są również bez przerwy w ruchu, popychając się wzajemnie. W ruchu są nie tylko organizmy żywe, ale i materia nieożywiona (woda). Można wysnuć wniosek, że ruch jest integralną przymiotem materii. Wszystko jest w ruchu, ale widać to wyraźnie na najmniejszych elementach. Charakterystyką Świata jest jej dynamizm. Z ruchem związana jest temperatura i ciśnienie. Jedno od drugiego zależne. Zmniejszając temperaturę i zwiększając ciśnienie ruch słabnie, zamieniając się w gasnące drgania. W temperaturze zera bezwzględnego ruch atomów maleje na tyle, że stają się nieuchwytne.
         W przypadku natury duchowej zamiast temperatury i ciśnienia występują zjawiska opisujące wzajemne relacje uczuć przywiązania, niechęci. Obiekty duchowe wzajemne się przyciągają, ale i odpychają. Tworzą się związki uczuciowe. Niektóre obiekty pozostają same, samotne, niechciane. Ten ciągły ruch, zmienność, ujawnia charakter świata stworzonego. Zapisana jest w nich zasada niestabilności (ciągłego ruchu ), aby stabilność została zachowana. Ten paradoks jest jedną z tajemnic stworzenia. W świecie równowaga jest bez przerwy łamana dla zachowania ciągłości stworzenia. 
         Ruch cząsteczek (ruchy Browna) tłumaczy prawo Pascala. Ciśnienie cieczy (gazu) działa we wszystkie strony jednakowo. Tworzące się pary tworzą związki chemiczne, np. zapachowe.
          W świecie duchowym siła uczucia działa podobnie. Gdy następują odstępstwa od tej zasady to znaczy, że działają zakłócenia, dodatkowe impulsy działające. Intencja zostaje skierowana na konkretny cel. Atomy naciskane tworzą cząsteczki. Uczucia nakładające się tworząc aurę oddziaływującą na otoczenie.
          Dynamizm Świata jest przełożeniem natury Stwórcy. On sam jest działaniem w swej istocie. Jego przymioty przekładają się na stworzenie. Stagnacja, bezruch jest końcem życia. Dlatego  człowiek musi bez przerwy uciekać do przodu. Tak jak łososie muszą pokonywać nurt rzeczny, kaskady, aby wracając na początek swojej drogi żyć dalej. Ruch i działanie jest dla człowieka nakazem i warunkiem przetrwania.

niedziela, 3 maja 2020

Chce by Go wiecznie szukano


           W kryształach oziębionych do temperatury zera bezwzględnego atomy nie stoją w miejscu ale bez przerwy drgają. Dlaczego? Bo gdyby się zatrzymały znane byłoby ich położenie, a to jest sprzeczne z zasadą nieoznaczoności. Podobnie nie można określić który atom wysyła fotony. Jest to niemożliwe z tej samej zasady. Można tylko wykonać statystyczne kalkulacje. O zgrozo, podważam podstawy fizyki klasycznej o powtarzaniu doświadczeń i otrzymywaniu tych samych wyników. Okazuje się, że wyniki mają statystyczny charakter i identyczności nie ma mowy.
            W okresie nauki szkolnej z trudnością przyjmowałem dualizm korpuskularno-falowy światła. Zawsze zadawałem sobie pytanie jaka jest prawda. Dziś pogodziłem się z faktem, że dualizm formy jest sprawą sposobu
prowadzenia doświadczeń, a nie istoty rzeczy. Nauka zmusza mnie do przyjmowania prawdy, która ucieka z logicznego poglądu. Liczy się sposób dokonywania obserwacji. Świat jawi się w badaniu, a nie w istocie jaki jest. To obłęd. Czy nigdy nie pozna się istoty rzeczy. Na ten temat wypowiedział się Emmanuel Kant: "Istota rzeczy jest poza granicami ludzkiego poznania". Doszedł on do tej mądrości siłą swojego umysłu. Do fizyki kwantowej brakowało wtedy jeszcze ok. 200-u lat.
             Jak przekonać zwykłych ludzi, uczniów, że świat jest nie do ogarnięcia logiką.  Gdyby można wszystko zważyć i zmierzyć, to człowiek osiągnąłby kres epistemologiczny (poznawczy). Świat by go w końcu znudził.
             Podobnie na pytanie: dlaczego Bóg się przed nami ukrywa przeczytałem odpowiedź (?): "bo chce, aby Go wiecznie szukano".
             Albert Einstein twórca wzoru równowagi masy i energii:  E= mc² czuł się odpowiedzialny za ujawnieniu prawdy o olbrzymich energiach drzemiących w samej materii. Jego wzór jest wykorzystywany przy budowie bomb jądrowych.
            Energia wyzwolona może dokonań zniszczeń. Ta sam energia przez swój niedobór (defekt masy) utrzymuje jądro atomowe w całości. Suma mas poszczególnych składników (nukleonów) jądra jest większa o łącznej masy jądra. Można w tym zjawisku dopatrzyć się przepięknej koncepcji projektanta Świata. Tylko Bóg jest w stanie zaburzyć logikę matematyczną koncepcją, że                 
              Σ  m (masy poszczególnych nukleonów) > M (łączna masa).
Brakująca energia jest energią spożytkowaną na trwałe wiązanie jądra.  Energię wiązania można wyzwolić w procesie rozszczepienia jądra atomowego. Ta energia jest wykorzystywana w ener­getyce jądrowej.
            Bardzo wielką rolę odkrywają jony w układach nerwowych. To one przenoszą informacje z mózgu do poszczególnych organów.  Na końcu nerwu wydzielona zostaje substancja (acetylocholina, które drażnią włókna nerwowe powodując skurcze. Każda komórka stanowi osobny mechanizm przemian chemicznych. Ta wiedza nie wystarczy aby wyjaśnić istoty życia. Ten proces należy do kolejnych tajemnic Stwórcy i wątpię, aby ktoś znalazł wyjaśnienie.

sobota, 2 maja 2020

Podwójny szok


          Kończąc studia w 1972 roku nie myślałem, że zderzę się z poglądem: "Prawa Newtona są fałszywe" oraz, że obiekty mikroskopowe zachowują się zupełnie inaczej niż obiekty makroskopowe. Wtedy nie bardzo w to wierzyłem. Uważałem to za dziwactwa naukowe. Fizyka klasyczna była we mnie silnie zakotwiczona i ugruntowana. Po latach, po studiach teologicznych, gdy stuknęło mi 33 lat życia nie sądziłem, że będą musiał zrewidować moją ustabilizowaną wiedzę religijną.
          Po wielu samodzielnych latach studiów i poszukiwań doszedłem do nowego spojrzenia. Dziś już wiem, że wszystko co mnie otacza jest jednym wielkim wydarzeniem przyrodniczo - duchowym. Nie można rozdzielić od siebie te dwa zjawiska. Świat jest Jednością. Wszystko od siebie jest zależne. Podziały nauki na dyscypliny są umowne, ale jest to jedna wiedza kompleksowa. W niej uczestniczą zjawiska relacji pomiędzy  światem nieożywionym, a ożywionym. W jednym i w drugim rządzą prawa, które są rozpoznawane. Życie biologiczne bazuje na własnościach substancjach chemicznych, które mają zapisane własności. Te prawa przyczyniają się do procesów życiowych. W niektórych zapisane są właściwości np. obronne organizmu. Np. niektóre rośliny są antidotum na trujące grzyby. Przyroda zapewnia działania prowokujące i uzdrowieńcze. Mając o tym wiedzę człowiek nauczył się wytwarzać sztucznie niektóre substancje pomagające funkcjonować w życiu jak np. insulina. Insulina jest wytworem trzustki. Mądrość zawarta w materii wyprzedza ludzki geniusz. Przed człowiekiem stoi jeszcze wiele barier poznawczych. Zasada nieoznaczoności Heisenberga, dziś dla mnie zrozumiała była dla mnie kiedyś blokadą logicznego myślenia. Uważałem, że obserwacja mikro-świata jest tylko kwestią odpowiednio czułej aparatury. Dziś wiem, że jest poglądem (wiedzą) o granicy ludzkiego poznania. Zasada nieoznaczoności np. tłumaczy dlaczego elektrony krążą na zewnątrz jądra atomowe a nie spadają na jądro. Gdyby spadły na jądro znane byłoby ich położenie. Wtedy ich pęd, zgodnie z zasadą byłby tak wielki, że wyrzuciłby elektrony na zewnątrz jądra. Tam ich nieoznaczone miejsca położenia obniżają ich pęd i w atomie zostaje zachowana równowaga. Dziś jestem pod wrażeniem zasady nieoznaczoności. Nawet jak tego zmysłowo nie ogarnia się, to poprawność zapisu matematycznego staje się podstawowym prawem przyrody. W zasadzie zapisana jest mądrość i koncepcja stwórcza. Nic nie może mnie przekonać, że jest zasadą samo stanowiącą się. Za tą mądrością stoi wybitny w skali ludzkiej Inżynier w randze Aktu działającego. Kto rozumie prawa przyrody, ten nie może wyrzec się Stwórcy. Ci którzy Boga odrzucają pozbawiają się rozumienia Świata.
          Podobnie oddzieliłem wiarę od religijności. Pozornie te pojęcia są ze sobą związane, ale wiem, że wiara jest odpowiedzią ludzkiego sumienia. Religia jest wymysłem ludzkich interesów. Za wiarą stoi Stwórca. Za religią człowiek.

piątek, 1 maja 2020

Doświadczenia, a doświadczanie


         Nauka głosi, że doświadczenie jest jedyną miarą "prawdy" naukowej. A ja dodaję, że przez doświadczanie życia możemy poznać Stwórcę. Wszystko co jest stworzone przemawia za Jego istnienie. On jest Przyczyną, a świat jest skutkiem. Kto myśli inaczej zaprzecza elementarnej logice: "każdy skutek ma swoją przyczynę". Cokolwiek się zdarza we Wszechświecie i wokół nas naprowadza istoty rozumne do przemyśleń, że coś jest na rzeczy. Nawet nauka jest zdania, że Świat miał początek. Naukowcy, którzy myślą inaczej  pozostają w izolacji akademickiej (np. Fred Hoyle, ur. 1915 r., brytyjski astronom, kosmolog i astrofizyk teoretyczny za swą teorię przeciwną stworzeniu stracił posadę na uczelni). W roku 1981 zaszokował świat nauki odrzucając możliwość ewolucji chemicznej oraz stając się dozgonnym zwolennikiem teorii panspermii (pochodzenie życia z kosmosu).
         Osoby wiary mają podobne dylematy co naukowcy. Naukowcy nie są pewni praw przyrody, twierdząc, że poznane prawa są prawami przybliżonymi, a osoby wierzące mają ciągłe wątpliwości w doktrynie wiary. Jedni i drudzy poszukują Prawdy.  Pomyłki czynione w trakcie doświadczeń nie eliminują stanu rzeczy. Jednak nawet drobne odkrycia mogą powodować zmianę poglądów. Nowe odkrycia zmieniają obraz Świata. Wątpliwości wiary inspirują do ciągłych poszukiwań. Każde nowe doświadczenia duchowe wzmacniają wiarę. Nauka nie powiedziała jeszcze ostatniego zdania. Osoba która doświadcza Boga jest w  coraz bliższej relacji z Stwórcą.
        Fizycy stawiają hipotezę, że cały świat składa się z atomów. Podobnie osoby wiary przekonują, że świat jest przepełniony duchem, nieznaną energią, która cementuje świat materialny, ożywia i prowadzi ku eschatologicznemu zakończeniu.
        Czy można  wyciągnąć z tego wniosek, że istnieje jedno i drugie? Może prawda ukryta jest w jedności materii i energii. Genialny fizyk Albert Einstein (1879–1955) w zaciszu domowych studiów odczytał prawdę. Materia jest równoważna energii E= mc². Za genialnym fizykiem poszli następni naukowcy. Odkrycie Einsteina pozostało w zgodzie z aktem stwórczym. Bóg tchnął swoją moc w postaci energii i powstał Świat. Ze słów hagiografa Księgi Rodzaju: "człowiek został stworzony na podobieństwo Stwórcy" można wysunąć wniosek, że człowiek zachowuje w swojej naturze boską naturę. Materia, która jest de facto kłębkiem energetycznym uzyskuje nowe, zmysłowe przymioty. Staje się widzialna dla organu wzroku. Istoty żyjące  pozyskują kształty. 
          Fizycy zagłębiając się w przestrzeń subatomową dochodzą do granicy poznania zmysłowego. Tam materia ujawnia swoją prawdziwą naturę. Człowiek zagłębiając się w swoim umyśle i w najskrytszych zakamarkach swojej tożsamości może tylko odczytywać głos sumienia. Tam Stwórca zapisał swoje istnienie. Zaszczepił w każdym chęć Jego poszukiwania, aby Prawda znalazła swoje ujście. Tak nastąpiło prawdziwe Objawienie się Boga.