Łączna liczba wyświetleń

sobota, 31 grudnia 2022

Rozdrażnienie intelektualne

 

          Może się mylę, ale zostawiam sobie margines na intuicję. Bez przerwy się uczę, ale też rozczarowuję się. Nikomu nie można wierzyć do końca. Naukowcy korzystają z modeli, które tłumaczą, ale nie przedstawiają rzeczywistości taką jaka ona jest na prawdę. Teolodzy ukrywają Prawdę w haggadach, legendach, mitach, alegoriach, fikcjach i wizjach, obarczonych spekulacją, abstrakcją, rzekomą cudownością. Wszystkie takie zabiegi oddalają od prawdy, rzeczywistości i narzucają wizje, które trudno przyjąć rozumem. Wydaje mi się, że rzeczywistość jest prostsza. Natomiast trudność polega na jej przekazie, braku odpowiednich słów.

            Od dawna zajmuję się poszukiwaniem prostych interpretacji, zrozumiałych dla osób ze średnim wykształceniem. Poniżej tego poziomu sam mam trudności w tłumaczeniach. Podstawowa wiedza jest potrzebna, aby nawiązać kontakt z interlokutorami.

             Sięgnąłem do literatury: "Bóg i nauka" Michała Hellera. Wydawało mi się, że temat i autor są po mojej myśli, a autor jest osobą najbardziej kompetentną aby zaspokoić moje potrzeby intelektualne.  Przytoczę piękne i mi bliskie mojemu sercu zdanie z jego książki. "Einstein twierdził, że w naszym zsekularyzowanym świecie o właśnie naukowcy jako nieliczni będą pielęgnować prawdziwe religijne poczucie istnienia" (s. 48). Literatura ta nie dała mi oczekiwanej satysfakcji i odczuwam pewien niedosyt. Tekst nasycony informacjami, ale brakuje mi faktografii, prostych stwierdzeń, zajęcia stanowiska tak lub nie. Odczytuję bardziej historyczne zdobycze intelektualne autora niż przekaz prawd. Te które opisuje to pierwsza warstwa, powierzchowna.  Autor używa  języka naukowego, które może imponować, ale nie po to sięgnąłem do tej literatury, aby podziwiać autora i jego biografię. Wygląda na to, że wielkiego uczonego muszę zaszufladkować do tysięcy innych uczonych, którzy piszą dużo, ale mało z tego wynika. Może jestem zbyt krytyczny, może nawet niesprawiedliwy, zaborczy ale jestem niecierpliwy. Mam potrzebę ogarnięcia największych tajemnic, które stoją przed człowiekiem. Nadal poszukuję odpowiedzi na dręczące pytania, Kim jest Stwórca, jak stworzył Świat, jaką rolę ma w tym człowiek i dlaczego życie jest usłane trudami i cierpieniem. Od dawna próbuję sam odpowiadać na te pytania, ale czuję, że ciągle mam za mało wiedzy.

           W sukurs przychodzi mi intuicja której się poddaję i jej zaczynam ufać najbardziej. Ona podpowiada mi, że to co wiem, jest tylko namiastką Prawdy. Cały ten entourage przyrodniczo teologiczny jest wypaczony, niepełny. Stan wiedzy przekazywanej jest niesamowity ludzki, niedostateczny, powierzchowny, spłycony, zakamuflowany w pojęcia zastępcze. Może Stwórca postawił mi granicę poznania zbyt daleko od Prawdy? To by tłumaczyło moje rozdrażnienie intelektualne.

 

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Moje blogi:

 

poniedziałek, 26 grudnia 2022

Błędny opis rzeczywistości

 

          Każdy licealista zna wzór na drogę w ruchu jednostajnie zmiennym w postaci:

                                                   s = a * t² / 2

gdzie: a - przyspieszenie

           t - czas ruchu

 

Można odczytać, że przebyta droga zależy od czasu.

 

Zapiszmy ten wzór jako

                                                    s  =  a * T

gdzie: T = t² / 2

 

Czynnik T poddajmy fizycznej interpretacji.

 

          Czynnik T nie jest liniowy. Czy słuszny jest zadem wniosek, że czas nie płynie liniowo? Każdy rozsądny odpowie, że taki wniosek jest błędny.

          Podobne rozumowanie można przenieść na inne zdarzenia, w których wyciągano wniosek zmienności czasu (np. dylatacja czasu). Nieporozumienie wynika ze złożoności procesu wynikającym np.  względnością ruchu. przyspieszeniem układów itp.

          Wyciąganie fizycznych wniosków ze wzorów matematycznych może prowadzić do błędnego opisu rzeczywistości.

 

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Moje blogi:

 

niedziela, 25 grudnia 2022

Dobrze jest złączyć dwie idee

 

          Kto chce zanurzyć się w Prawdzie musi oczyścić swój umysł z wszelkich naleciałości myśli, dotychczasowym poglądów, narzuconych idei. Trzeba zacząć od samego początku, i od pierwszego wątku. Co było, jak nic nie było? Zdanie nie jest logiczne, ale jest wyzwaniem sięgającym w daleki czas. Fizycy określają ten moment jako osobliwość, bo według nich nie było czasu ani przestrzeni. Nic nie było. Religie mówią, że był Bóg. Na samym początku myśli narzucane są dwie idee. Te dwie idee już są narzucane i formują sposób spostrzegania. Trzeba je więc odrzucić. Wyczyszczony umysł zdolny jest do pracy.

            Zagłębiam się głęboko w moją jaźń i wypatruje pierwszych sygnałów. Ponieważ nie można zatrzymać myśli poddaję się nadchodzącym sygnałom. Nadchodzą wszelakie pojęcia. Jest ich bez liku, nieokiełzane, bezładne bez oparcia.  Po prostu są. Od którego zacząć? Decyzja jest trudna, wręcz niemożliwa.

            Brak zdecydowania powoduje że przyjętą metodykę zarzucam. Może trzeba zacząć od czasu obecnego i zmierzać ku przeszłości. "Teraz" daje rzeczywiste obiekty, zdarzenia. Są realne i prawdziwe. Tą drogą poszli naukowcy i dotarli do osobliwości. Czy zasadne jest powtarzanie ich drogi?

          Podejmuję decyzje o przekroczeniu osobliwości. Nie ważne jaki mają do niej stosunek naukowcy.  Co to jest ta osobliwość?

          Pojęcie nowe ale jest już opisane. To punkt, moment w których cała materia skupia się w centralnym punkcie gdzie gęstość jej jest nieskończona (czarna dziura). W tym obiekcie wszystkie pojęcia (np. czasu, przestrzeni) załamują się. Od tego momentu pojawia się Wielki Wybuch i powstaje Wszechświat. Zaczyna płynąć czas itp. Czy ta podawana wiedza jest prawdziwa? A może odejść od tak katastrofalnego opisu i przyjąć fakt łagodniejszy. Rozum podpowiada, że musiała być moc, która była przyczyną powstania Wszechświata.  Aby pójść dalej trzeba zatrzymać się nad pojęciem mocy. Co to takiego i skąd się wzięła?

            Moc jest zdolnością do wykonania pracy. Definicja podobna do definicji energii. Czy jest między nimi różnica. Moc jest pojęcie potencjalnym. Może być ukryta, niewykorzystywana.  Energia jest realnością. Uwolniona moc, albo tchnienie mocy daje narzędzie sprawcze. Jest narzędziem dynamicznym. Jest możliwością bez własnej postaci. Może przybierać różne działania. Jest wyliczalna, może się przekształcać i budować obiekty, które nazwane zostały materią.

          Moc która została użyta w wytworzeniu Wszechświata podzieliła się na obiekty materialne i na  czynnik ja dynamizujący. Oprócz mocy musiała być wola jej użycia. Tak prowadzony dyskurs zmierza do wyjaśnienia przyczyny, do inteligencji, istoty rozumnej posiadającą mądrość i wolę. Dla mnie jest to fakt zasadny. Tę przyczynę nazwano Stwórcą. Odejście od tego wniosku prowadzi do panteizmu mówiącego, że wspomniane przymioty są w samej naturze. Wszystko jest bogiem. Pierwsze tłumaczenie daje mi możliwość z nim dialogu. Drugie wyjaśnia naturę Wszechświata. Oba podejścia mają swoje racje. Dla dalszej dywagacji dobrze jest złączyć te dwie idee. 

 

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Moje blogi:

 

 

wtorek, 20 grudnia 2022

Ranga Kościoła Polskiego

 

          Zastanawiam się gdzie leży przyczyna obecnego obniżenia się rangi Kościoła Polskiego. Nie tak dawno Polska szczyciła się powołaniem Polaka na papieża. Oprócz błędów które popełnił w prowadzeniu Kościoła w świecie przyczynił się do odzyskania wolności politycznej Polaków. Wyglądało na to, że będzie co raz lepiej.

          Nie mam dostępu do dokumentów i moje spostrzeżenia są na miarę oglądu zwyczajnego wiernego. Otóż uczono mnie (że istnieje dziejowa prawidłowość), że kiedy pojawia się dobro jednocześnie czai się zarzewie zła i przeciwnie, zło powoduje odruch obronny i pojawia się dobro (np. powstanie klasztorów cluniackich). Otóż takie zdarzenie miało miejsce z chwilą powołania Polaka, Karola Wojtyły na papieża. Wielka radość i wielkie oczekiwanie. Istotnie, papież przyczynił się do odzyskania wolności. Splendor papieża przeniósł się na hierarchię polskich kapłanów. Za komuny Polski Kościół był oficjalnie terroryzowany, ale polskie władze nie chciały zrobić mu krzywdy. Księża korzystali z wielu udogodnień. Między innymi mogli sprowadzać samochody z zagranicy przy niewielkich kosztach. Po odzyskaniu wolności mariaż Kościoła z nową władzą nasilił się. Kościół odzyskał majątek (ziemie), etaty w szkołach, otrzymywał dotacje państwowe. Na uroczystościach państwowych byli zapraszani duchowni. Duchowni byli otaczani szacunkiem władz. Biskupi zaczęli budować sobie pałace. Odzyskanie wolności spowodowało, że Polski Kościół poczuł wiatr w żaglach. Polskie duchowieństwo poczuło się ważne. Co gorsza poczuli się bezkarni. Za tymi odczuciami szła pycha i arogancja. Nie każdy może podejść, zadać pytania. Biskupi nabrali królewskie maniery. Asysta dworu miała określone miejsce. Z racji zajmowanego stanowiska w Izbie Staropolskiej spotykałem się w ówczesnymi biskupami. Zostały jak najgorsze wspomnienia.

          Wadą Kościoła jest ich poczucie, że po ich stronie jest Prawda. Dogmat o nieomylności  Kościoła (1870 r.) ich tylko upewniał. Sami sobie przywłaszczyli posiadanie mądrości, a Boga wykorzystują dla swoich partykularnych interesów, Wiele zła pochodzi z historii Kościoła katolickiego. Zło dojrzewało przez wieki.

          Z drugiej strony jestem zwolennikiem istnienia Kościoła, któremu przypisuję  przechowywanie depozytu wiary, głoszenia odczytanych zamysłów Boga i czuwanie nad kultem Tego jedynego. Kościół jest wiernym potrzebny.

           Musi się wiele, o wiele zmienić w Kościele aby przywrócono mu należną godność i szacunek. Jak sobie sam Kościół z tym nie poradzi, to wierni powołają nowy, ale może nie będzie to ten, który jest bliski sercu milionom wiernych

 

 

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Moje blogi:

 

poniedziałek, 19 grudnia 2022

Refleksja adwentowa

 

          Adwent to okres refleksji, zadumy. To okres przypominający oczekiwanie na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa (paruzja). Rodzą się pytanie kiedy i jak to nastąpi? Z drugiej strony Jego paruzja to koniec Bożego eksperymentu, przynajmniej w pierwszym etapie. Jak będzie wyglądać obiecane dalsze istnienie? Apokalipsa św. Jana mówi, że powstanie nowe Niebo i nowa Ziemia: "I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. I Miasto Święte - Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża. I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: «Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie "BOGIEM Z NIMI" (Ap 21).  Nowa Ziemia, to można zrozumieć, ale nowe Niebo? Co się za tym kryje. Jaka jest koncepcja Stwórcy?

           Rozum podpowiada, że Wszechświat będzie istniał jeszcze wiele, wiele lat. Do jakiego rozwoju Stwórca dopuści ludzką myśl? Dla starszego pokolenia już dzisiejszy Świat jest przerażający w swym rozwoju. Przyroda ulega degradacji, plastyk dociera już do ludzkiego organizmu. Medialny szum zakłóca obecną egzystencję. Inwigilacja elektroniczna towarzyszy człowiekowi przez całą dobę. Pokarm jest coraz mniej smaczny. Nie ma się gdzie schować. Ludzkość  zaingerowała już niemal w każdy centymetr kwadratowy Ziemi. Loty kosmiczne też budzą obawy i przerażenie, choć w idei swej są ciekawe i pełne przygód.

          Czy z nową Ziemią i Niebem nie będą nadane nowe prawa przyrody i zasady, czy będzie jeszcze przyroda?   Niepewność jaka się w nas rodzi jest stresująca. Czy człowiek będzie wspominał istniejący obecnie Świat pełen kolorów, widoków i piękna jakie obecnie doświadcza człowiek.

           Można więc zapytać, czy wobec tego paruzja jest oczekiwana? Nie sądzę. Ludziom nie spieszy się do nowego, nieznanego. Wystarczy, że obecnie człowiek musi się borykać z trudami życia. A może się mylę? Nowy Świat, to nadzieja na lepsze. Może nas niejedno zaskoczyć. Piszę jak stary zgreda, który boi się zmian. Przyznaję, że ze starością wiąże się zmęczenie, które rzutuje na samopoczucie.

            Może bliższe poznanie Boga przybliży nam odpowiedź o sens życia? Człowiek nigdy nie pozna dokładnie Boga, bo nie jest to możliwe z racji relacji stwórcy a Jego stworzeniem. Gdyby człowiek poznał Stwórcę musiałby osiągnąć nad Nim przewagę intelektualną, a to jest niemożliwe.

            4 mld temu pojawił się wspólny przodek wszystkich żyjących obecnie na Ziemi organizmów. W tej mierze czasowej wysoka kultura (mam na myśli pojawienie się pisma) jest mikroskopijna. Nie sądzę, że paruzja nastąpiła w kolejnych najbliższych pokoleniach. Do czego dojdzie działalność człowieka jest intrygujące ale zarazem przerażające. Boję się że ludzka niecierpliwość, pazerność, pycha, chęć dominacji  doprowadzi do kataklizmów dziejowych. O tyle się dziwię, bo boskość i wieczność jest nam obiecana drogą ewolucyjną.  

 

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

niedziela, 18 grudnia 2022

Do końca dziećmi?

 

          Spotkałem się z zarzutem, że na moich blokach dotyczących wiary: swieckiteolog.blogspot.com; wiara-rozumna.blog.onet.pl umieszczam teksty nie związane z wiarą, np. dotyczące nauk przyrodniczych, a nawet polityczne. Bierze się to z mojego poglądu, że nauka daje wiedzę, a religia ujawnia ich sens: "Nauka nie czyni nic innego, jak tylko eksploruje Dzieła Stworzenia (Michał Heller). Nauka, a zwłaszcza fizyka daje mi wiedzę o prawach jakie rządzą we Wszechświecie. Ujawnia Bożą koncepcję stwórczą. Za każdym razem jak dotykam się z ich tłumaczeniem odczuwam pozytywną emocję. Za nimi stoi Stwórca. One są niezbitym dowodem Jego istnienia. To głębokie przekonanie jest tak silne, że słowo wiara rezerwuję tylko do przynależności do osób wierzących. Akceptacja istnienia Stwórcy zobowiązuje do uznania Jego oczekiwań. Z tym nie zawsze jest tak jak powinno. Bierze się to z wiedzy którą mam ograniczoną. Można  powiedzieć raczej z nie pełnej wiedzy. Stąd u mnie jawi się nawet krytyka bożych zamysłów, np. cierpienie dzieci. Być może w tym zdaniu ujawniać niewiedzę, bo cierpienie, z innych stron rozpatrując jest elementem przyczynowości od strony ludzkiej. Cierpienie według wielu teologów ma sens, ale mnie jest to trudne do zaakceptowania w przypadku niezawinionych dzieci.  Podobnie konieczność cyklu pokarmowego. Jest w tym pewien tragizm żywych istot. Rozumiem, że koniec życia jest integralnie związane z życiem i mogę to zaakceptować, ale razi mnie sposób w jaki się to  odbywa. Zwykle to krwawa jatka, np. lew najpierw rani zdobycz, a potem rozszarpuje itd.

             Zawsze byłem przeciwnikiem niedomówień. Do końca życia człowiek nie jest pewny, że za chwilę odejdzie. Może można to jakoś wytłumaczyć sensownie, ale  mnie się to nie podoba. Tym tekstem ujawniam niemal dziecięce spojrzenie  na podstawy ludzkiej egzystencji, ale de facto, czy my ludzie nie jesteśmy do końca dziećmi?

 

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

sobota, 17 grudnia 2022

Sfotografować elektron

 

           Sfotografowanie elektronu nie jest możliwe, bo trzeba by było go naświetlić, ale fale widzialne są dla elektronu za długie. Wynoszą one od 3 do 7 tysięcy angstremów. Elektronom przypisuje się średnicę poniżej 0.00003 angstremów. Skala jest olbrzymia. Długość fali naświetlającej powinna być mniejsza od średnicy elektronu. Taki promień który by pasował jest wysokoenergetyczny i miałby wpływ na jego ruch. Słowem zdmuchnąłby go  z pola widzenia. Jednak może ktoś opracuje metodę pośrednią, zastępczą, którą można by zobrazować elektron (naiwność podpowiada, że można zrobić film animowany i przedstawić pędzący elektron w sposób obrazowy)?

          Być może pędzący elektron w odpowiedniej aparaturze, mógłby generować, wytwarzać, indukować inne cząstki (repery), które mogły być naświetlane i mierzone (miejsce i prędkość) ?

         Nieoznaczoność Heisenberga wywołała kolejny temat, który był przedmiotów sporów, a mianowicie prawdopodobieństwa w przyrodzie. Na to pojęcie ostro zareagował w 1926 roku Albert Einstein mówiąc: "że Pan Bóg nie gra w kości". To zjawisko było symbolem sprzeciwu. Jednak wiele odkryć które się dokonało świadczyło, że prawdopodobieństwo zdarzeń jest zjawiskiem standardowym i bierze udział w ewolucji Wszechświata, jest procesem obecny w Życiu na wielu płaszczyznach. Równanie Śchrödingera jest tego przykładem. Wskazuje prawdopodobieństwo miejsca elektronu. Max Born twierdził, że najbardziej prawdopodobne jest znalezienie elektronu tam, gdzie wartość psi (tak nazwano równanie falowe) jest największa gdzie występuje grzbiet paczki falowej, najmniej prawdopodobne zaś tam, gdzie fala psi maleje do zera. Fizyk kwantowy wie, że prawdopodobieństwo rządzi zdarzeniami w mikroświecie. Przy rozpadzie promieniotwórczym prawdopodobieństwo rządzi, który atom rozpada się w czasie połowiczego rozpadu. W każdym płodzie rozgrywają się przypadkowe połączenia genów, która sprawia, że każdy człowiek jest inny. Jeżeli pomysł od Stwórcy pochodzi to należy przyjąć, że pomysł jest dobry i konieczny. W prawdopodobieństwie drzemią wielkie możliwości kombinacji.  Einstein do tego stopnie nie ufał takim poglądom, że konstruował paradoksy, które miały zaprzeczyć tej prawdzie.  Jednak argumenty Einsteina zostały obalone przez fizyków.

           Z wiedzy która posiadłem wydaje mi się, że Albert Einstein, twórca teorii względność, głęboko w swoim sercu pozostał klasykiem. Można by powiedzieć, że

poszerzył jedynie spektrum fizyki Newtonowskiej. Rozbudował ją o prawa rządzące w mikroświecie i w makroświecie (w kosmosie).

 

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

piątek, 16 grudnia 2022

Dualizm korpuskularno falowy

 

           Dzisiaj wiadomo, że każdy byt materialny ma podwójną naturę: korpuskularną (wg stanu fizyki klasycznej, wiedzy na początku XX wieku) i falową (badania fizyka Louisa de Broglia z roku 1923). Według mojej intuicji byt ma naturę energetyczną, która się ujawnia jako cząstka albo jako fala. Kłębek energetyczny jest tak uformowany, że nabiera cech materii (masa). Jednocześnie zachowuje swoją konstrukcję falową. Z tych powodów cząstki można badać jako obiekty mechaniczne (badać masę, pęd) albo jako falę która podlega dyfrakcji. Im większa masa (np. księżyc) tym konstrukcja falowa jest mniej zauważalna. Dla cząstek o bardzo małej masie (np. elektron) jej falistość jest silnie zarysowana. W przypadku obiektów złożonych można rozpatrywać jego najmniejszy budulec (atom).

          Pozostaje pytanie jak kształtuje się tzw. "kłębek energetyczny" bytu? Pogląd na ten temat już przedstawiałem w opisie ruchu fali energetycznej po torach zamkniętych. Kolejne pytanie, co jest za to odpowiedzialne? Może w centrum każdego obiektu istnieje ciemna materia (czarna dziura, lub inna przyczyna) która odpowiada za to zjawisko.  Astrofizycy od dawna podają, że ciemna materia jest wszechobecna we Wszechświecie. Problem w tym, że oprócz spekulacji teoretycznych nie ma tego potwierdzenia w doświadczeniach.

           Gdyby podane rozumowanie zmierzało do Prawdy, to powyższe rozumowanie tłumaczyłoby wiele zjawisk i wyliczeń. Być może nauka stoi przed nowym spojrzeniem na podstawowe prawa przyrody?

           Fizyka kwantowa bardzo złościła Einsteina. Śchrödingera. Trudno im było uznać nieciągłość, skokowość jaka występuje w ruchach kwantów. Ale to właściwości kwantów tłumaczą istnienie dozwolonych orbit w atomie (tory dozwolone to te, w których mieści się całkowita liczba fal elektronowych). Między orbitami nie mogą krążyć elektrony o wartościach pośrednich.

          Faktem jest, że podejścia korpuskularne jak i falowe są prawdziwe i można nimi dojść do tych samych wniosków. Należy jednak pamietać, że każda teoria to tylko przybliżenie do rzeczywistości.

          Zasada nieoznaczoności Heisenberga jest wynikiem ludzkiej nieporadności w percepcji zjawisk. Nauka nie zna narzędzi do podpatrywania elektronów na orbitach atomowych dlatego obramowała ich istnienie zasadą nieoznaczoności. Dla mnie bliżej prawdy jest brak konturów elektronów. Pole im towarzyszące otaczają ich przestrzeń teoretycznie w nieskończone odległości.

          Dualizm korpuskularno falowy bytów ujawnia piękno ale i dramat mikroświata. To na tym poziomie rozgrywa się Boża koncepcja. Jest bardzo burzliwa, aby w efekcie Wszechświat wydawał się na jako oaza pięknej sielanki.

 

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

czwartek, 15 grudnia 2022

Tego nie wiemy

 

          Nierozwiązaną do tej pory zagadką są oddziaływania jakie zachodzą między cząstkami materii bez dotykania się wzajemnie. Jaka jest natura tych sił? Np. jak dwa magnesy "czują" wzajemną obecność i przyciągają się lub odpychają? Jak Słońce przyciąga Ziemię? Dlaczego dwa różne ładunki elektryczne przyciągają się, a podobne odpychają? Człowiek, który jest istotą rozumną chciałby poznać, zrozumieć i wiedzieć. Nie chodzi tu o Bożą niechęć w ujawnieniu swej Istoty czy praw rządzących Wszechświatem, ale ludzkie zdolności percepcji zjawisk.  Być może ludzka materialność jest barierą poznawczą. Bóg podzielił zdolności percepcji (poznania) na dwie przestrzenie: rzeczywistą i transcendentną. Być może w przestrzeni duchowej ludzkość nabierze nowych umiejętności poznawczych. Może będzie to dla człowieka nagroda.

            Dla ludzi są to tajemnice, które pokazują niezwykłość Stwórcy i Jego stwórczego dzieła. Człowiek jest z natury niecierpliwy i chciałby poznać wszystko od razu. Tu następuje zderzenie pomiędzy ludzką wolą  (pragnieniami), a cnotą (pokorą). Wyłania się tu zadanie, które jest człowiekowi zadane. Na nagrodę poznania trzeba zaczekać i trzeba jakby zasłużyć. Aby wiedzieć trzeba na to zapracować. W przestrzeni rzeczywistej można  pozyskiwać wiedzę wstępną, podstawową (dla niektórych i tak nie do pokonania). Wiedza dotycząca istoty rzeczy wymaga tak samej nadzwyczajności, co przedmiot badany w swej istocie.

          Poznanie Prawdy jest poza zasięgiem ludzkiego poznania, chyba, że Stwórca obdarzy kogoś niezwykłą Łaską. Mądrzy ludzie już przychodzili na Świat, ale i oni dysponowali tylko cząstką tej Prawdy. Każdy spotyka się z inną granicą poznania. Na Świat rodzą się różne talenty. Świat przez różnorodność jest ciekawszy. Można się w tym doszukiwać, po ludzku pewnej niesprawiedliwości. Ale i w tym temacie spotykamy się z tajemnicą. Cóż pozostaje człowiekowi? Postawić na cnotę cierpliwości i pozyskiwać łaskawość Pana czyniąc dobro.

            Siły oddziaływania może są rezultatem nakładania się pól (grawitacyjnych, elektrostatycznych  lub innych), które pochodzą od każdej cząstki.  Pola tej samej natury oddziałują na siebie uwzględniając różnice potencjałów tych pól. Potencjały są zależne od odległości od źródeł.

             Brzmi to bardzo intrygująco, że przestrzeń wypełniona jest ogromną ilością różnorakich pól wzajemnie się przenikających. Teza ta ma potwierdzenie podczas słuchania radia w jednym punkcie  różnych stacji radiowych. Przy takim podejściu nasuwa się pytanie, co to takiego są pola oddziaływania. Nauka zapętla się odpowiadając, że pola to obszar oddziaływania.  

 

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

środa, 14 grudnia 2022

Dla człowieka wygodniejsze

 

         Moją pasją jest przedstawianie trudnych zagadnień w jak najprostszy sposób. Staram się nie przekraczać poziomu ogólnokształcącego w dzisiejszej dobie. Od fachowców oczekuję komentarzy.

         Mam wrażenie, że nie zawsze spełniałem narzucone sobie uwarunkowania. Przykładem jest pojęcie dylatacji czasu, o którym już wielokrotnie pisałem. Może poniższy tekst będzie tą udaną próbą.

          Mówiąc, że w układzie poruszającym czas płynie wolniej (dylatacja czasu) jest informacją pomagającą zrozumieć otrzymywane wyniki pomiarów. To nie znaczy, że tak się dzieje! Czy mówiąc, że czas spłynie wolnej w układach poruszających mówi się nieprawdę? Według mnie występuje tu paradoks wynikający nie z samego zjawiska ale okoliczności pomiarów. W rzeczywistości czas biegnie równo wszędzie (zegary podobnie działają).  Uprawnione jest rozeznanie, że człowiek w pędzącej rakiecie może mówić, że u niego czas płynie normalnie, a na Ziemi, która przybliża się do rakiety (w ruchu względnym) czas płynie wolniej. Ponieważ żyjemy na Ziemi, to interesuje nas czas mierzony względnie Ziemi. Stwierdzenie, że czas płynie wolniej w pędzących układach jest dla człowieka wygodniejsze.

         GPS uwzględnia dylatację czasu bo wymagają tego pomiary. Trzeba uwzględniać te niedogodności zjawiska.

         Podobnie jest z kontrakcją długości. W czasie ruchu bliską prędkości światła nie zachodzi żadne skrócenie długości obiektu pędzącego! Tu równie pojawia się okoliczność względna, która próbuje tłumaczyć pomiary wykonane względem obserwatora na Ziemi.

          Słynne są paradoksy Zenona z Elei: Achilles i żółw, Strzała, Stadion. które tłumaczone w odpowiedni sposób (wydawałoby się w sposób logiczny) dają zaskakujące wnioski. Wina leży przez dzielenie czasu w nieskończoność. Achilles zawsze  przegoni żółwia, choć sofiści udowadniają to po swojemu.

          Zjawiska zachodzące w świecie trzeba traktować jak zjawiska ciągłe, a nie punktowe. Matematyk Giovanni Benedetti (1530–1590) twierdził, iż "zatrzymywanie" obiektów w ich ruchu to dostrzeganie jedynie części zjawiska, bowiem statycznymi obrazami znajdują się nieskończenie krótkie odcinki czasu, w których obiekt przebywa odpowiedni odcinki drogi.

 

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

wtorek, 13 grudnia 2022

Jestem blisko

 

        Dziś jest rocznica wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r. Do dziś aktualne są dyskusje o jego zasadności. Można przyjąć, że Generał Jaruzelski miał prawo do swych obaw. Niech mądrzejszy to rozstrzygają. Dla mnie był to dzień wielkiego smutku i obaw. Pamiętam nastrój tego dnia. Zaciążył on na moich planach życiowych. W 1982 straciłem pracę, imałem się różnych prac. Wykonywałem prace robotnika niewykwalifikowanego.  Można na ten temat napisać książkę. Trzeba było to przeżyć. Podobne zniewolenie odczuwam i dzisiaj. Czuję się osaczony przez złą władzę, niedobrych ludzi. Rażą mnie  wyborcy PISu. Trudno mi zaakceptować głupotę prostych ludzi liczących na pomoc socjalną, która będzie obciążała następne pokolenia.

         Na moich oczach widzę jak wali się Kościół, którego byłem wiernym. Pomimo, że mnie to razi, to ogólna, słuszna krytyka mnie razi. Czuję się tak jakby ktoś atakował moje ukochane dziecko. Kościół zasłużył sobie na wzgardę i potępienie bo krzywdził dzieci, młodzież i samych siebie. Ale w sercu pozostał żal i wspomnienia uczestniczenia w kulcie religijnym.

         Ukończone studia teologiczne i dalsze samodzielne poszukiwania dały mi rozeznanie (wiedzę), ale są przedmiotem mojej troski. Z przykrością łączę się z wiernymi którzy sprzeciwiają się takiemu kościołowi.  Pozostała wola przyłączenia się do jego naprawy. Ale kto by chciał słuchać takiego jak ja. Głos wołającego na puszczy?

          Największą radość odczuwam przy poznawaniu natury Wszechświata. Jestem pod olbrzymim wrażeniem tej boskiej koncepcji. Mogę bez przerwy zanurzać się w świat subatomowy. Tam spotykam się z istotą rzeczy i Prawdą. Nie wszystko rozumiem, ale czuję że jestem blisko i na dobrej drodze. Z tych powodów nie straszna jest mi starość. Dopóki jedno sprawne oko będzie działać będę dalej podróżował w swoim świecie wykreowanym w umyślę. Będę szukał w nich Stwórcę na miarę moich oczekiwań.

           Mimo, że Świat jest jeden, to każdy ma swoją odrębną przestrzeń. Każdy ma swój odrębny stosunek do Boga, ale w sumie jesteśmy w Nim, a On w nas.

 

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

poniedziałek, 12 grudnia 2022

Promieniowanie Czerenkowa

 

        Nauka mówi, że prędkością graniczną jest prędkość światła i nic nie może tej prędkości przekroczyć. To prawda, ale jest wyjątek.

        W wielu substancjach (prędkość światła w wodzie – 225 tys. km/s, w diamencie – 120 tys. km/s) promień świetlny zwalnia do tego stopnia, że elektrony krążące w przestrzeni subatomowej posiadają prędkość nadświetlną, większą niż prędkość światła w tym środowisku. To zjawisko nazywa się efektem Pawła Czerenkowa i ujawnia się niebieską poświatą. Poruszająca cząstka (może to nie być elektron tylko wpadająca cząstka, np. z kosmosu) porusza się w ośrodku, ciągnąc za sobą własne pole elektromagnetyczne. Opóźniające się pole hamuje cząstkę, traci ona energię w postaci efektu świetlnego. Analogicznie jest w przypadku naddźwiękowej prędkości kuli, czy samolotu. W czasie przekraczania tej prędkości emituje się fala akustyczna (uderzeniowa).

         Promieniowanie Czerenkowa odkryte w 1934 roku można zaobserwować w reaktorach jądrowych. W wyniku reakcji zachodzących w reaktorze powstają wysokoenergetyczne, przenikliwe cząstki, które dostając się do wody będącej chłodziwem reaktora, powodują powstawanie promieniowania Czerenkowa. W rezultacie woda dookoła rdzenia świeci na niebiesko. W Polsce można to zjawisko obserwować w reaktorze Maria w podwarszawskim Świerku. Na podstawie tego zjawiska skonstruowano tzw. liczniki Czerenkowa służących do detekcji i precyzyjnego wyznaczania prędkości wysokoenergetycznych, naładowanych cząstek. Metoda ta, jako jedyna, powala na obserwacje kosmicznych źródeł promieniowania gamma z powierzchni Ziemi.

         Liczniki Czerenkowa są przykładem jak ze zjawisk wtórnych można rozpoznawać naturę Wszechświata. Człowiek w tym doszedł do perfekcji. A dla mnie jest stałym źródłem zachwytu nad boską koncepcją i możliwościami ludzkiego umysłu.

 

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

niedziela, 11 grudnia 2022

Moja sugestia

 

        Na bazie zdobytej wiedzy ośmielam się na sugestie (która rodziła się już w czasie moich studiów), że Światło emitowane przez wzbudzone atomy ma, de facto, strukturę ziarnistą, bo emisja z tych atomów jest jednostkowa, skokowa, przypadkowa (brak jest informacji który atom został wzbudzony). Po emisji kwantów poszczególne fotony interferują ze sobą i ich strumień osiąga wrażenie ciągłości. Wyemitowany strumień fotonów oddala się z prędkością światła. Obecnie przyjmuje się, że światło ma naturę dwoistą. Jest falą elektromagnetyczną w strukturze fotonu lub ich konglomeratu, ale foton w swej całości i odrębności ma znamiona cząstki. Foton w postaci falowej ma zerową masę spoczynkową. Foton jako cząstka nabiera cechy materii i można wyznaczać jej masę (pęd).

          Natomiast materia, która też jest kłębkiem energetycznym może pozostawać w stanie spoczynku, ale w jej skomplikowanej strukturze (nie można jej podejrzeć) energia zakreśla zamknięte trasy z prędkością bliską prędkości światła. Energia która pochodzi z tchnienia Bożego jest w ciągłym ruchu. Tylko zamknięcie jej w ruchu zamkniętym pozwala na wytworzenie cząstki materialnej. Być może struktura elektronu ze względu ma swoją jednorodność jest tylko prostą zbitką energetyczną w obiegu zamkniętym. To uwiązanie energii w biegu zamkniętym czyni elektron cząstką trwałą. Ewentualne jej rozbicie skutkowałoby emisją uwolnionej energii. W czasie anihilacji (np. w czasie zderzenia elektronu z pozytonem) pękają zamknięte tory energii, energia uwalnia się i wyemitowana zostaje fala elektromagnetyczna (promieniowanie gamma).

          Powyższe rozumowanie zgodne jest z falową teorią i z korpuskularną teorią światła. Dotychczasowy dysonans istniejący pomiędzy dwoma teoriami wydaje się osłabł i jest do zrozumienia. Światło można badać na dwa sposoby i oba eksperymenty są tak samo uprawnione.

          Na bazie powyższej sugestii można wyciągnąć jeszcze jeden wniosek. W przestrzeni subatomowej ujawnia się koncepcja projektu bożego. Natura jest niezwykle dynamiczna. Panuje ciągły ruch na najwyższych obrotach. Ile trzeba naturalnego kamuflażu, aby świat wydawał się  nam taki sielski, spokojny, kolorowy. Jedną z metod jest ograniczenie zdolności precyzyjnej percepcji organizmów żywych. Pozostaje nam świat w obrazie impresjonistycznym.

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

 

sobota, 10 grudnia 2022

Boska strzałka

 

        Każdy kto interesuje się współczesną fizyką zna pojęcia z teorii względności: dylatacji czasu i kontrakcji długości. Może zaskoczę moich czytelników, ale mam dla nich własne wytłumaczenie.

 

Wzór na prędkość światła można zapisać:

 

                                          c = s/t = s/ t'

 

s' - droga mierzona w układzie poruszającym (w wyniku kontrakcji – skróceniu)

t' - czas mierzony w układzie poruszającym (w wyniku dylatacji – skrócenia czasu)

 

          Według A. Einsteina Prędkość jest stała i wynosi ok. 300 tys. km/s. Fizycy tłumaczą, że w układzie poruszającym następuje skrócenie długości (kontrakcja) i skrócenie czasu (dylatacja). W wyniku podzielenia tych dwóch wielkości otrzymuje się poprawną prędkość światła wynikającą z prawa A. Einsteina. Aby można było zgodzić się z tymi pojęciami i tłumaczeniem fizyków należy dodać, że są to wielkości pozorne (względne), a nie rzeczywiste.

          Nota bene  pierwszy ułamek jest obarczony dużym błędem, bo mówi o pomiarze w układzie nieporuszającym się (inercjalnym, który we Wszechświecie rzeczywistym nie istnieje (bo trudno jest wyznaczyć początek układu inercjalnego we wszechświecie i z czym go związać).

         Prawdą jest, że prędkość światła jest stała, bo światło zawsze porusza się jakby biegł w układzie niezależnym od swego źródła. Ten fenomen tak bardzo różni się od zasad istniejących w mechanice, że można przypisać mu pochodzenie transcendentne. Spotkałem się z opinią, że promień światła jest boską strzałką (ze względu na wskazywanie kierunku w idealnej linii prostej) i dlatego nie podlega prawom ustanowiony dla przestrzeni rzeczywistej.

          Może ktoś pomysłowy, w wolnej chwili, z dróg wytyczonych przez promienie światła, umie odtworzyć (matematycznie z układu równań prostych z pomocą komputera, lub innych mechanizmów) cześć układu o znamionach inercjalnych?

 

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

czwartek, 8 grudnia 2022

Puch marny

 

          Nachodzi mnie refleksja, że w skali niewyobrażalnego wielkiego kosmosu człowiek jest niewyobrażalnie małą drobinką. Ma konstrukcję bardzo delikatną i kruchą. Jest tworem w zasadzie bezbronnym.  Narażony jest na wiele niebezpieczeństw. Otaczająca go materia może go skrzywdzić. Poza uszkodzeniami ciała atakują go bakterie, wirusy, grzyby, pasożyty. Na dodatek jego psychika narażona jest na ciągłe stresy. Targają nim emocje, które trudno zaspokoić, ciało chce co innego niż rozum. W życiu  narażony jest na ciągłe konflikty z otoczeniem, z istniejącym złem i walkę o przetrwanie. Gdyby w człowieku nie było czegoś większego, to można by powiedzieć za Adamem Mickiewiczem, że jest puchem marnym (on pisał o kobietach). Co ma takiego człowiek, że można o nim powiedzieć, że jest wielki?

           Człowiek ma wielkiego Protektora w Opatrzności. Jest głównym bohaterem koncepcji stwórczej. Można  zaryzykować tezę, że dla niego, oprócz Stwórcy Świat został stworzony. W samej koncepcji widać paradoks. Stwórca wraz z istotą przez Niego stworzoną dzierży główne role. Ta Prawda jest odczytywana w religii judeochrześcijańskiej. W czasie czytania Pisma Świętego można odczytać więź która istnieje między Stwórcą a stworzeniem. Znakiem tej tajemnicy jest postać Jezusa, Człowieka z krwi i kości, który ukazał plan stwórczy.

             Dysonans wielkości, który istnieje pomiędzy wspomnianymi podmiotami oparty jest relacji uczuciowej (miłości) która jest motorem stwórczym. Ta miłość ukryta w symbolach jest pięknie opisana w biblijnej księdze: "Bo miłość twa przedniejsza od wina. Woń twych pachnideł słodka, olejek rozlany - imię twe"  (Pnp 1,2–3).

             Czym człowiek zasłużył sobie na takie wyróżnienie? To kolejna tajemnica Stwórcy. Można by powiedzieć, że człowiek jest Jego inwestycją. Założył, że człowiek odwzajemni się w miłości. Bóg, Stwórca wszystkiego zachowuje się jak rozsądny gracz. Daje, ale wymaga.  Przed człowiekiem postawił bardzo wysoką poprzeczkę moralną. Owszem, wszyscy dostąpią zaszczytu wcielenia się w Jego naturę i otrzymają życie wieczne, ale siła relacji, odczucia  i szczęścia będzie się różnić (w obrazie odległości od Źródła). Na samym szczycie będą radosne zaślubiny. Żar wzajemnej miłości będzie zwiastunem całkowitego zjednoczenia (na przykładzie Syna i Ojca). Dalej od Źródła będzie coraz chłodniej. Ta hierarchiczność jest w przestrzeni transcendentnej zrozumiała. W rzeczywistości zmysłowej nie sprawdziła się. Historia pokazuje, że ta boska zasada relacji narażona jest na ludzkie przywary, ambicje, żądze. Z tych powodów wymyślono demokracje, która nie jest systemem idealnym, "najgorszą formą rządu" (Winston Churchill), ale nie ma lepszego.

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

 

środa, 7 grudnia 2022

Czas płynie w swoim rytmie?

 

         Zwykły człowiek jak słyszy, że w pewnych warunkach czas nie istnieje czuje pewien niepokój. Czas jest integralnie związany z istnieniem Wszechświata, w tym z życiem człowieka.

          Z chwilą jak uczeni wprowadzili pojęcie czasoprzestrzeni, automatycznie przestrzeń i czas zostały zdeterminowane do pojęć fizykalno-matematycznych. Pojęcia stały się parametrami, którymi można żonglować, obrabiać matematycznie (np. transformacja Lorentza, przestrzenie Banacha, Hilberta i inne). Przypisuje się im przeróżne parafygmaty. Czasowi przypisano względność (dylatacje czasu). Na skutek tych zabiegów myślnych zaczęto wyciągać przeróżne wnioski i tezy, chyba zbyt pochopnie.

            Wielu uczonych którzy przyjęli wiedzę  z teorii względności powtarzają bez przerwy, takie same slogany nie tłumacząc istoty rzeczy. Bezkrytycznie powtarzają, że czas biegnie wolniej w układzie poruszającym (paradoks dwóch jedynaków, jeden szybciej się starzeję od drugiego, który poleciał w kosmos). Tymczasem nie zachodzą zmiany fizyczne, ale względność obserwacji. Czas sobie tyka tym samym rytmie u bliźniaka, który pozostał na ziemi i tak samo u drugiego bliźniaka poruszającego się.

             Skrócenie długości (kontrakcja) jest zauważalne tylko przez obserwatora zewnętrznego, a w układzie poruszającym nic takiego się nie zauważa. Transformacje, w tym Lorentza nie opisują rzeczywistości! Tłumaczą jedynie efekty obserwacji względnych.

            Wielu uczonych dywagują czy czas jest pojęciem linearnym, czy pionowym? W ujęciu pionowym przeszłość skupia się z przyszłością, wszystko dzieje równocześnie. Takie ujęcie jest po ludzku niestrawne.  

             Takie tezy zadziwiają, podwyższają prestiż uczonych, ale u zwykłych zjadaczy chleba wprowadzają tylko twórczy niepokój. Z definicji fizykalnej czas jest miarą zmienności. Jak nic się nie zmienia to nie jest ważne, czy to było trochę wcześnie, czy trochę później. Nie znaczy, że czas nie biegł w swoim rytmie.

             Katecheza też przekazuje, że w przestrzeni nadprzyrodzonej czas nie istnieje. Istoty niebiańskiej jednocześnie spostrzegają przeszłość i teraźniejszość. To prawda, ale mowa jest tu o zdolności percepcji. Bieg czasu nie ma tu nic do rzeczy. Gdyby nie było to prawdą, to takie pojęcia jak wieczność, czyściec zostały by zakwestionowane. Gdyby nie było czasu, to nie byłoby możliwości oczyszczenia się.  Nie miały by sensu modlitwy o skróceniu okresu oczyszczenia dusz zmarłych. Obiecana Wieczność byłaby bez pokrycia (pustosłowie).

             Konkludując, czym innym jest pojęcie czasu fizykalnego od pojęcia czasu odczuwanego. Bieg czasu jest darem Boga na równi z powstaniem Wszechświata.   

 

Ponownie zmuszony prosić o pomoc, choć nie mam już złudzeń.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949