Łączna liczba wyświetleń

sobota, 20 września 2014

Drogi Panie Zbigniewie

          Pokonałem już słabość mego ciała, więc spieszę się wypełnić obietnicę i  odpowiedzieć na Pańskie pytania postawione mi w Pańskim komentarzu  z dnia 13.09.2014 na blogu Wiara rozumna przy temacie Człowiek jest dla siebie odrębnym światem.
          W Pańskich pytaniach dostrzegam już ugruntowany Pański ogląd w sprawie. Oczekuje Pan ode mnie potwierdzenia własnych poglądów. Otóż wydaje mi się, że nie do końca spełnię Pańskie oczekiwania.

Kiedy pyta Pan: Jak wyznawca Chrystusa ma rozumieć „zapieranie się samego siebie” (siebie, czyli kogo)? i w pytaniu jest podpytanie: czyli kogo, to znaczy, że dostrzega Pan jedność bytów (w jednej naturze). Otóż moje stanowisko jest takie. Każdy jest własnym samodzielnym podmiotem osobowym, ale w działaniu może być tworzony wspólny front (w sensie dynamicznym). Na identycznej zasadzie funkcjonuje Trójca Święta. Trzy osoby boskie (ontologicznie) w jednym Akcie działającym. Zaprzeć się siebie to rezygnacja z własnej wolnej woli na rzecz woli Chrystusa.
Pytanie:
Jak rozumieć, że jesteśmy jednym w Chrystusie, a jednocześnie każdy z nas jest osobą?
Jak już wspomniałem, każdy człowiek jest samodzielną osobą, natomiast z Chrystusem tworzony jest zespół, który bazuje wyłącznie na Jego woli. Człowiek jednak nie traci swojej osobowości, zawierzając Bogu, bo czyni to ze świadomością i pełną wolnością. Zdanie to ma rację bytu tylko w odniesieniu do Boga, który posiada wolę doskonałą. Woli Boga nie można porównywać z żadną inną. Każda inna, nie ma w sobie tej boskiej doskonałości.
Pytanie:
Jak rozumieć, polecenie rezygnowania z siebie samego (z siebie, czyli z kogo)?
Pytania są w jednym temacie. Chodzi tu o rezygnację z własnej woli na rzecz woli Boga.
Pytanie:
Jak rozumieć: „Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”?
Rezygnacja z własnej woli jest umownym stwierdzeniem, że dawnego mnie już nie ma, bo kieruję się wolą Chrystusa. Podobnie np. karmelitanki nie żyją dla świata, a  są.
Pytanie:
Budda uczył, że „korzeniem zła jest nasza ignorancja, która każe nam uważać nasze „ja” indywidualne za naszą prawdziwą jaźń”.
Jak zatem rozumieć niewątpliwy indywidualizm człowieka–osoby w tym kontekście?
Na tym polega wielkość człowieka, że potrafi wznieść się ponad własne ja i całkowicie zawierzyć Bogu. Istnieć i żyć dla Boga jest ogołoceniem siebie w imię miłości do Boga. Przypadki takie są różnie odbierane przez społeczeństwo. Ja uważam, że prawdziwa ofiara wynikająca z miłości do Najwyższego jest mądrością i w pełni ją akceptuję (idealne kapłaństwo z celibatem). Kto nie potrafi udźwignąć ciężaru ofiary powinien z niej zrezygnować, bo nie ma z tego żadnego pożytku, a ofiara staje się wątpliwym, bezużytecznym cierpieniem.

          Zastrzegam się, że nie jestem fachowcem od myśli ZEN, ale wydaje mi się, że ZEN spostrzega osobowość w kategorii ontologicznej, bytowej łączności, natomiast religia katolicka wyraźnie akcentuje ludzkie działanie w ograniczaniu tego, co każdy posiada, na rzecz Boga. Tak więc ważna jest tu wola człowieka (i jej działanie), a nie natura, lub podobnie, fuzja jaźni Boga z jaźnią człowieka jest aktem woli. Nie zgadzam się z myślami Eckharta o wyobcowaniu i grzechu pierworodnym. Dawałem już tego wyraz na blogu. W ogóle wprowadzanie pojęcie grzechu w tematach gdzie omawia się ofiarę człowieka z własnej woli jest zgrzytem polemicznym. Tu mowa jest o miłości i tego trzeba się trzymać. Grzeszność jest zupełnie innym zagadnieniem i wymaga osobnego wykładu.

Pisze Pan: Jednak gdy zaczniemy nieustannie „zmierzać” do świadomego życia tą chwilą, w której jesteśmy; gdy przestaniemy dążyć, pragnąć, a poddamy się świadomemu przeżywaniu teraźniejszości – tej konkretnej chwil, mamy szansę na przeżywanie prawdziwej ludzkiej osobowości. (Eckhart Tolle – „Potęga teraźniejszości”). Nie Panie Zbigniewie. Mamy szansę przeżywania nie prawdziwej ludzkiej osobowości, ale boskiej. Człowiek doświadcza Boga, ale zawsze pozostanie człowiekiem z ograniczeniem jakie wyznaczył mu Stwórca. Owszem, człowiek ma szansę dźwigania się ponad siebie, ale zawsze będzie to akt działania, a może i ludzkiej ofiary.

          Drogi Panie Zbyszku, końcowe Pana wnioski mają wiele wspólnego z moim oglądem w tym temacie. Ważne jest poukładanie pojęć, co z czego wynika i skąd się bierze. Na końcu zawsze najważniejsza pozostaje intencja.


Pozdrawiam Paweł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz