Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 26 lutego 2013

Ewangelia wg Mateusza cz.45

           Saduceusze nie wierzyli w zmartwychwstanie, z tym, że w owym czasie myślano raczej o zmartwychpowstaniu (wyjściu z grobu po nowym ożywieniu). Zwrócili się do Jezusa z anegdotą, aby wyjaśnił do którego męża należeć będzie kobieta po zmartwychwstaniu, która za życia miała siedmiu mężów. Jezus odpowiadając, ujawnił tajemnicę zamysłu Boga: Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie (Mt 22,30). Saduceusze byli zaskoczeni, jak zresztą i dzisiaj niejedna osoba wierząca. Tam wszyscy będą jak aniołowie w niebie (tamże). Trudno pojąć, że to co za życia było bardzo ważne, traci swoje znaczenie w przyszłości. Niejedna osoba chwili śmierci współmałżonka żyje nadzieją rychłego spotkania z nim w niebie. Teraz słyszy, że nie ma to większego znaczenia. Informacja przekazana przez Jezusa burzy ludzki ład i porządek. Faktycznie, po ludzku, trudno to pojąć, ale aby zrozumieć, trzeba zapoznać się z całą koncepcją i zamysłem ludzkiego istnienia. Moje wyjaśnienie nie wszystkim się spodoba.
          Bóg powołał człowieka do realizacji swoich planów, a nie ludzkich. To co możemy już odczytać, to to, że człowiek ma współuczestniczyć w dziele budowy wszechświata. Jak mówi Pismo święte. Bóg jest Bogiem „zazdrosnym” (Wj 34,14; Pwt 4,24; 5,9; Joz 24,19; Na 1,2).
          Bóg powołał człowieka do realizacji swoich planów, a nie ludzkich. To co możemy już odczytać, to to, że człowiek ma współuczestniczyć w dziele budowy wszechświata. Jak mówi Pismo święte. Bóg jest Bogiem „zazdrosnym” (Wj 34,14; Pwt 4,24; 5,9; Joz 24,19; Na 1,2). Powołał człowieka dla siebie i swoich planów. Jakie ma dalsze plany wobec ludzi, tego nikt nie wie. Znając miłość Boga do człowieka należy zawierzyć, że wszystko co Bóg zaplanował jest dla niego dobre. Za życia główną rolą człowieka jest prokreacja. Przy tym człowiek hartuje swojego ducha, aby osiągnąć doskonałość. W małżeństwie występują przyjemności, ale tak naprawdę to okres ciężkich zmagań i odpowiedzialności. W nim uczymy się kochać, tak aby osiągnąć miłość Chrystusową. Miłość ta jest większa od miłości małżeńskiej, bo odnosi się do wszystkich ludzi (porównaj z miłością siostry Teresy z Kalkuty do chorych i biednych). Patrząc z tej perspektywy, małżeństwo jest theatrem ludzkim i przyziemnym. Ważnym, ale nie najważniejszym. Dla Boga liczy się każdy człowiek indywidualnie. Każdy zda Bogu sprawozdanie z własnego życia, a nie współmałżonki, czy dzieci. O tym często zapominają rodzice, którzy zawsze chcą chronić swoje dzieci i nastawać własne głowy w ich obronie. Prawda jest taka, że każdy jest kowalem swojego losu. Rodzice nie odpowiadają za grzechy dzieci i odwrotnie. O tym należy pamiętać. Kto potrafi wgłębić się w tę tematykę, bez ludzkich uprzedzeń i przyzwyczajeń, powinien dostrzec w tym sprawiedliwość Bożą, uniwersalną i sprawiedliwość osobową.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz