Według aforyzmu: "Błąd jest regułą; prawda zdarza się jedynie jako szczęśliwy wyjątek" lub inaczej. "Błąd stanowi regułę poznania, a prawda pojawia się jedynie jako przypadkowe odstępstwo od niego". Niektórzy tłumaczą: "Błąd rządzi naszym myśleniem, a prawda bywa jedynie ubocznym skutkiem jego niedoskonałości". "Skoro błąd jest regułą, prawda nie może być niczym więcej niż chwilowym, niepewnym przypadkiem błędu".
Aforyzm jak i tytuł "Błądzić jest rzeczą ludzką" (łac. Errare humanum est), który pochodzi z literatury łacińskiej pochodzi i przypisywany jest różnym autorom antycznym, choć popularna pełniejsza forma z dodatkiem "ale trwać w błędzie jest diabelskie" jest silnie związana z św. Hieronimem, a też Seneką Starszym i Cyceronem. Jest to fundamentalna myśl wskazująca na uniwersalność błędów w ludzkim doświadczeniu.
Z tych interpretacji wynika, że błąd (grzech) jest czym naturalnym. Nawet Jezus w swojej nauce mówi: "Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia" (Mt 18,7). Prawdę tę ujawnia PŚ: " Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg" (Iz 63,17); "Rządcom ziem odbierze rozsądek, po bezdrożach pozwoli im błądzić (Hi 12,24). A ks. Jan Twardowski w swojej twórczości pisze; "W życiu musi być dobrze i niedobrze. Bo jak jest tylko dobrze, to jest niedobrze".
Aforyzm o błędzie jako regule poznania dotyczy przede wszystkim ograniczeń ludzkiego poznania: człowiek nie dochodzi do prawdy wprost, lecz poprzez próby, pomyłki i korekty. Prawda nie jest tu zaprzeczeniem błędu, lecz czymś, co wyłania się z jego przezwyciężania. W tym sensie „błąd” ma charakter epistemologiczny, a nie moralny.
Zachodzi tu przesunięcie znaczenia: błąd zostaje utożsamiony z grzechem. To przejście nie jest oczywiste i wymaga wyraźnego zaznaczenia. W tradycji biblijnej grzech nie jest „regułą” w sensie normy, lecz faktem powszechnym wynikającym z ludzkiej słabości i wolności. Słowa Jezusa: „Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia” nie usprawiedliwiają zła, lecz stwierdzają jego nieuchronność w świecie ludzi niedoskonałych.
Podobnie cytaty z Pisma Świętego (Iz 63,17; Hi 12,24) nie głoszą, że błąd jest czymś dobrym lub pożądanym, lecz że błąd jest dopuszczony jako konsekwencja oddalenia się od Boga albo jako wyraz ludzkiej ograniczoności. To ważne rozróżnienie: dopuszczenie ≠ aprobata.
Myśl ks. Jana Twardowskiego domyka tę refleksję w tonie egzystencjalnym: niedoskonałość, napięcie między „dobrze” i „niedobrze”, stanowi warunek autentycznego życia i wzrostu. Nie chodzi o afirmację błędu, lecz o uznanie, że pełnia dobra bez doświadczenia braku staje się pusta. Nasuwa się więc wniosek, że człowiek jest istotą omylną. Błąd nie jest celem ani normą, lecz drogą, na której prawda — poznawcza, moralna czy duchowa — objawia się rzadko, krucho i zawsze jako dar, a nie trwały stan. Jeśli błąd jest „regułą”, to nie dlatego, że powinien nią być, lecz dlatego, że taka jest kondycja człowieka.
Konieczność istnienia grzechów przypomina mi o podobnej mądrości istnienia cierpienia, jako zjawiska wręcz koniecznego, choć nie dla wszystkich jest to do zaakceptowania.
Jeżeli przyjmiemy, że grzech jest dopustem Bożym, można dostrzec w tym pewną ukrytą mądrość. Jeśli bowiem Bóg dopuszcza możliwość błądzenia, to nie po to, aby człowieka pogrążyć, lecz aby pozostawić mu przestrzeń wolności, odpowiedzialności i wzrostu. Z takiego założenia wynika konieczność odrzucenia nadmiernego lęku i skrupułów związanych z własną niedoskonałością. Nie należy więc żyć w ciągłym zamartwianiu się i w stresie, lecz raczej dbać o umiar w myślach i uczynkach oraz o szczerość intencji.
W tym kontekście warto przypomnieć, że w czasie spowiedzi nie ma obowiązku wyznawania grzechów lekkich, co samo w sobie wskazuje na istnienie hierarchii win oraz na fakt, że moralność nie jest mechanizmem zero-jedynkowym. Rodzi się jednak pytanie: kto weryfikuje wagę popełnionych złych uczynków? Odpowiedź prowadzi do sumienia — wewnętrznej zdolności rozeznawania dobra i zła, wpisanej w naturę każdego człowieka.
To właśnie sumienie, kształtowane przez rozum, doświadczenie i wrażliwość moralną, stanowi pierwsze miejsce sądu nad własnym postępowaniem. Dlatego człowiek powinien nauczyć się ufać temu wewnętrznemu głosowi, zamiast przenosić całą odpowiedzialność na zewnętrzne normy lub instytucje. Ostatecznie bowiem Stwórca nie jest bezdusznym Sędzią, rozliczającym człowieka z drobiazgowej buchalterii win, lecz Bogiem relacji, miłosierdzia i zrozumienia, który zna intencje serca lepiej niż jakikolwiek ludzki trybunał.
Tak rozumiana odpowiedzialność moralna nie znosi potrzeby nawrócenia ani pracy nad sobą, ale uwalnia od paraliżującego lęku. Człowiek nie zostaje wezwany do bezbłędności, lecz do uczciwości wobec siebie, innych i Boga — a to wymaga nie perfekcji, lecz prawdy i zaufania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz