Wczoraj wyraziłem niepokój poznawczy, a dziś przyszła mi myśl, że Tora – opisując Kaina, który po zabójstwie Abla ucieka do innych, już istniejących społeczności – pośrednio ujawnia coś bardzo istotnego. Jej autorzy, po krótkim opisie prehistorii, świadomie odcinają się od historii liczącej tysiące, a być może dziesiątki tysięcy lat, i postanawiają rozpocząć własną, semicką narrację od określonego momentu szczególnej relacji człowieka z Bogiem.
To, co było wcześniej, staje się dla nich mniej istotne. Prehistoria pełni rolę wprowadzenia: przekazuje prawdę o stworzeniu świata, Ziemi i człowieka, lecz nie stanowi centrum zainteresowania. Dla Semitów kluczowy staje się dopiero czas Objawienia – moment, w którym Bóg zaczyna w sposób szczególny komunikować się z wybranym ludem i prowadzić go przez historię.
Z różnych przesłanek można wnioskować, że ta „nowa epoka” mogła rozpocząć się po zakończeniu ostatniego zlodowacenia, około 40 tysięcy lat temu. Był to okres gwałtownych zmian klimatycznych, migracji ludów oraz przyspieszonego rozwoju kultury, co sprzyjało powstawaniu nowych form cywilizacji i bardziej złożonych struktur społecznych.
Jeśli uwzględnić fakt, że Ziemia istnieje od około 4,5 miliarda lat, czas ten jest na tyle ogromny, że można założyć istnienie wielu cywilizacji, które powstawały, rozwijały się i ulegały zagładzie, ustępując miejsca kolejnym. Kataklizmy naturalne – zlodowacenia, trzęsienia ziemi, uderzenia meteorytów czy długotrwałe zmiany klimatu – mogły niszczyć niemal wszystkie materialne ślady ich istnienia, grzebiąc artefakty głęboko w ziemi lub na dnie oceanów.
Pomiędzy kolejnymi cywilizacjami mogły przetrwać jedynie strzępy informacji: mity, symbole, opowieści i fragmentaryczna wiedza, które późniejsze ludy próbowały na nowo interpretować i wdrażać w życie. W ten sposób pamięć o dawnych cywilizacjach mogła przetrwać w postaci legend o bogach, herosach czy istotach „z nieba”.
Hipotezę istnienia kosmitów odrzucam, jednak możliwe jest, że nowe cywilizacje zapamiętały wcześniejsze właśnie w formie bóstw lub istot nadprzyrodzonych – nie dlatego, że były one rzeczywiście boskie, lecz dlatego, że ich wiedza, organizacja i osiągnięcia znacząco przewyższały poziom rozwoju ich następców.
Aby poznać prawdziwą historię ludzkości, trzeba przekopywać ziemię – dosłownie i metaforycznie. Trudność polega na tym, że wiele państw i instytucji nie jest zainteresowanych pełnym ujawnianiem odkryć, które mogłyby podważyć obowiązujące narracje historyczne. Nie do końca to rozumiem, choć mam świadomość, że jako jednostka nie mam na ten proces realnego wpływu.
Na chwilę obecną zdaję sobie sprawę, że do poznania pełnej prawdy upłynie jeszcze bardzo dużo czasu. Dziś niemal wszystko jest względne i zależne od poziomu wykształcenia człowieka, jego wysiłku, ciekawości świata i dobrej woli. Obok autentycznych poszukiwaczy prawdy funkcjonuje jednak ogromna liczba ludzi zafascynowanych teoriami spiskowymi, religiami w skrajnych formach oraz ezoteryką. Często odnoszę wrażenie, że bardziej interesują ich własne poglądy, wizje i fantazje niż rzetelne poznanie rzeczywistości.
Aby prawda mogła zostać naprawdę odkryta i zaakceptowana, musiałaby zmienić się sama cywilizacja – jej poziom kultury, edukacji i odpowiedzialności. Gdy obserwuje się, że na pierwszym planie spraw światowych wciąż dominują wojny, konflikty i walka o władzę, trudno snuć optymistyczne marzenia o przyszłości.
Dziwi mnie, że świat nie potrafi skutecznie poradzić sobie z politykami destabilizującymi porządek międzynarodowy, takimi jak Putin, Orban, Trump i wielu im podobnych. W Polsce z kolei przeraża mnie skala poparcia dla PiS-u, często wśród ludzi słabo wykształconych i podatnych na uproszczone przekazy. Wszystko to pokazuje, jak daleko jesteśmy jeszcze od cywilizacji opartej na wiedzy, refleksji i odpowiedzialnym myśleniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz