Mimo ogromnego postępu technicznego coraz trudniej dotrzeć do źródeł informacji, które nadawałyby się do rzetelnej i krytycznej analizy. Nadmiar treści nie idzie w parze z ich jakością. Zapoznałem się z wieloma dokumentami, jednak odnoszę wrażenie, że część z nich jest skażona intencjonalnie — podporządkowana określonym interesom, narracjom lub ideologiom. Rodzi się więc konieczność nieustannego badania ich wiarygodności, konfrontowania faktów oraz odrzucania tego, co nosi znamiona manipulacji lub świadomego fałszu.
Trudno pojąć, że istnieją ośrodki oraz pseudonaukowcy, którym zależy na sianiu zamętu i podważaniu zaufania do wiedzy opartej na dowodach. W przestrzeni publicznej mnożą się teorie spiskowe, interpretujące zdarzenia zgodnie z fantazją autorów, a nie w oparciu o fakty. W efekcie prawda staje się niepewna, rozmyta, a odbiorca informacji zostaje pozostawiony sam sobie — zmuszony do nieustannej czujności, krytycznego myślenia i odpowiedzialności za własne sądy.
Przyznaję, że i mnie to spotkało. Nie reprezentuję żadnej uczelni ani ośrodka naukowego i nie prowadzę własnych badań. Korzystam z dostępnych źródeł oraz dorobku pisanego autorów, których uważam za wiarygodnych, lecz nawet ich materiały bywają przedmiotem manipulacji. Wystarczy wspomnieć o Biblii. Często spotykam się z opiniami, że w III–V wieku wprowadzono do jej treści tak wiele zmian i korekt, iż podważa to zaufanie do dzisiejszych wydań. Przez lata opierałem się na Biblii Tysiąclecia wydanej w 1965 roku przez Pallottinum, tuż przed milenijną rocznicą Chrztu Polski — z tego przekładu korzystał również Jan Paweł II. Obecnie dostępne jest już wydanie piąte z roku 2024. Zauważyłem w nim zmiany, które nie tylko niepokoją, ale wręcz zmuszają do rewizji dotychczasowego oglądu i stawianych wcześniej wniosków.
Teorie spiskowe zalewają media, a często towarzyszą im agresywne reklamy, będące zmorą dla osób poszukujących rzetelnej wiedzy. Brakuje ośrodków, które mogłyby pełnić rolę autorytatywnej wykładni prawdy lub choćby punktu odniesienia.
Być może nastąpił zastój w publikowaniu nowych wyników badań. A może to ja jestem niecierpliwy. Dostępna literatura wciąż w dużej mierze odzwierciedla stan wiedzy XX wieku. Tymczasem mija już pierwsza ćwiartka XXI wieku — a zmiany, których można by się spodziewać, wydają się zaskakująco niewielkie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz