Obrobione kamienie Baalbek (Liban). Bloki ważące ponad 800 ton Do dziś nie ma jednoznacznej odpowiedzi, jak je transportowano i ustawiano.
W Baalbek kamień nie jest martwy. Leży w dolinie Bekaa jak myśl, której nie da się odsunąć na bok. Pośród gór i ostrego światła Bliskiego Wschodu spoczywają bloki tak ogromne, że ludzka skala traci wobec nich znaczenie. Człowiek stojący u ich stóp nie tyle ogląda ruiny, ile doświadcza dysonansu — pomiędzy tym, co wie o możliwościach dawnych cywilizacji, a tym, co widzi.
Najbardziej zdumiewające są kamienie w fundamentach rzymskiej Świątyni Jowisza. Trzy z nich, znane jako Trilithon, ważą po około siedemset–osiemset ton każdy. Ich krawędzie są równe, powierzchnie niemal gładkie, a całość sprawia wrażenie konstrukcji raczej ułożonej niż wzniesionej — jakby kamień sam znalazł swoje miejsce. Do dziś nie ma jednoznacznej odpowiedzi, w jaki sposób bloki te przetransportowano i osadzono, choć archeologia pozostawia niewiele wątpliwości co do czasu ich powstania.
Przyjmuje się, że obróbka, transport i osadzenie kamieni Baalbek miały miejsce głównie w okresie rzymskim, po włączeniu regionu do Imperium Rzymskiego w 64 r. przed Chr.. Wielkie prace budowlane trwały od I wieku przed Chr. do III wieku n.e., w czasie rozbudowy monumentalnego kompleksu świątynnego obejmującego świątynie Jowisza, Bachusa i Wenus. W tym właśnie okresie Trilithon został wkomponowany w mur podbudowy.
W pobliskim kamieniołomie znajdują się jeszcze większe bloki, ważące od około 1000 do nawet 1650 ton. Pochodzą one z tego samego okresu, lecz nigdy nie zostały przetransportowane. Najsłynniejszy z nich, tzw. Kamień Ciężarnej Kobiety, waży około tysiąca ton. Inne, odkryte dopiero w ostatnich dekadach, pozostają częściowo zakopane w ziemi — jakby porzucone w chwili, gdy ambicja przekroczyła możliwości. Najprawdopodobniej prace przerwano z powodów technicznych lub w wyniku zmiany planów.
Rzymianie byli mistrzami inżynierii. Budowali drogi, które przetrwały tysiąclecia, akwedukty przecinające doliny i amfiteatry, w których kamień podporządkowano matematyce. A jednak Baalbek wymyka się prostym wyjaśnieniom. Skala jego fundamentów wyraźnie przekracza potrzeby samej świątyni. Jest w tym coś nadmiarowego — jakby przygotowano je dla budowli większej, niż kiedykolwiek powstała, albo dla idei, która nigdy nie została w pełni wypowiedziana.
Nie potrzeba nadprzyrodzonych wyjaśnień, by zrozumieć, jak obrabiano te kamienie. Dłuta, kliny, rampy, ludzka praca oraz czas wystarczają jako odpowiedź techniczna. Nie wyczerpują jednak odpowiedzi kulturowej. Technika nie tłumaczy, dlaczego uznano, że warto poruszyć tysiąctonowy blok, skoro ten sam efekt można było osiągnąć mniejszym wysiłkiem. W Baalbek kamień przestaje być tylko materiałem budowlanym — staje się komunikatem.
Monumentalność była językiem władzy. Miała mówić o boskości, o trwałości imperium, o porządku, który miał przetrwać pokolenia. Człowiek wchodzący na dziedziniec świątyni miał poczuć się mały — nie tylko wobec bogów, lecz także wobec państwa zdolnego ujarzmić kamień w takiej skali. Paradoksalnie to właśnie ta przesada sprawia, że dziś pytamy już nie o bogów, lecz o ludzi: o ich wiedzę, organizację, odwagę i granice wyobraźni.
W ciszy ruin Baalbek kamień nadal spełnia swoją rolę. Nie odpowiada wprost. Leży, milczy i trwa, zmuszając do myślenia. Być może właśnie o to chodziło od samego początku — nie po to, by przekonać, lecz by poruszyć.
Stosunkowo młody okres wzniesienia kamiennych bloków w Baalbek dowodzi, że są one dziełem człowieka oraz rezultatem ogromnego, świadomie zorganizowanego wysiłku. Tym samym upadają teorie o ingerencji istot pozaziemskich, które miały rzekomo pomagać ludziom w ich rozwoju cywilizacyjnym.
Taka wizja jest bliska mojego sercu. Utwierdzam się w przekonaniu, że człowiek jest zdolny i powołany do wielkich projektów. Człowiek byt niemal doskonały (jak tytuł mojej trzeciej książki).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz