Łączna liczba wyświetleń

środa, 17 czerwca 2015

Owoce Soboru Watykańskiego II


Wykład w części powtórzony z dnia 16.X.2012 roku.

         To, że został zwołany Sobór Watykański II (11 października 1962 r.) świadczy nie tyle o istniejącym kryzysie w łonie Kościoła, co potrzebie jego adaptacji do ówczesnego świata. Jan XXIII pragnął zmienić w nim mentalność i obyczaje, nie zrywając z nim ciągłości. Inspiracją były też spory teologiczne jakie toczyły się wokół Nouvelle théologie. Teolodzy tacy, jak jezuici Henri de Lubac, Jean Daniélou, Marie-Domonique Chenu i Yves Congar zgłaszali postulaty i tezy merytoryczne.
          Temat owoców Soboru Watykańskiego II ciągle powraca. Zdania są podzielone. Badania prowadzą Papieski Komitet Badań Historycznych i Uniwersytet Laterański. Są one przeciwwagą  tzw. szkoły bolońskiej z Uniwersytetu w Bolonii prowadzonej przez prof. Giuseppe Alberigo. Profesor był zdania, że sobór zerwał ze swą ciągłością (potrydencką, a nawet pokonstantyńską), natomiast magisterium Kościoła uważa przeciwnie. Pewnie nowe badania rzucą nowe światło na tę sprawę.
          Z punktu widzenia filozoteizmu sobór dokonał tylko częściowego postępu
w wejściu w nowe oblicze rzeczywistości. Wiele spraw nie zostało dokończonych, niektóre zaniechane. Kościół pragnął za wszelka cenę utrzymać ciągłość, nie zauważając, że to właśnie hamowało jego rozwój. Prof. Giuseppe Alberigo bardziej wyrażał pobożne życzenia niż fakty. Po latach nadziei na zmiany, Kościół ponownie usadowił się na pozycjach już sprawdzonych.
          Ciekawe, że opinia szkoły bolońskiej była krytykowana. Przeraża świadomość, jak wielu przedstawicielom Kościoła zależy na ciągłości paradygmatu Kościoła wypracowanego przez dwa tysiące lat. Katolicki historyk Prof. Roberto de Mattei uważa prace szkoły bolońskiej za tendencyjne i nieprawdziwe. Twierdził, że sobór nie osiągnął swojego celu.
          Faktycznie sobór zalecał dialog z innymi wyznaniami. Póki co, efekty są mniej niż skromne. Spotkanie modlitewne wielu wyznań w Asyżu, czy papieska wizyta w synagodze, to dopiero pierwsze sygnały, a gdzie dynamiczny program współdziałania. Kościół nadal pozostał w izolacji do innych religii, a także wyznań chrześcijańskich. Zamiast rzucić wyzwania nowoczesności, ledwie podniósł  głos, który po zakończeniu soboru szybko się osłabiał. Kościół chwali się, że zmienił stanowisko do laikatu. Owszem, na tyle, że nie zostanę spalony, a moje książki nie zostaną zapisane na indeksie. Nadal czuje się ogromną presję światopoglądową. Duch Święty jest wykorzystywany nagminnie dla utrzymania starego stylu Kościoła. Można by rzec, że wrócił dogmat z Soboru Watykańskiego I: poza Kościołem nie ma zbawienia. Sobór nie poruszył takich tematów jak celibat, antykoncepcja, kuria Rzymska.
          To co jest wyczuwalne i dobre, to zmiany w liturgii. Celebracja liturgiczna jest komunikatywna i przyjazna dla wiernych. Pamiętam, jak odprawiano mszę, na której kapłan odwrócił się pierwszy raz do wiernych. Pamiętam też niezrozumiałe msze w języku łacińskim.  Kościół umożliwił zawieranie ślubów z osobą wyznającą inne religie chrześcijańskie. Soborowe zmiany pozwoliły na zmianę liturgii do miejscowych zwyczajów i kultury. Zniesiono Indeks ksiąg zakazanych. Powołano Sekretariat do spraw Jedności Chrześcijan.
          Wiążąc mariologię z eklezjologią wstrzymano dalszą linię dogmatów maryjnych, co było ważne ze względów ekumenicznych. Kardynał J. Ratzinger tak to komentował: Sensem soborowych wysiłków nie mogło być oczywiście powolne, ale skuteczne demontowanie pobożności maryjnej samej w sobie, aby na tej drodze stopniowo upodobnić się do protestantyzmu.
          Dla młodego pokolenia Sobór Watykański II jest już tylko ciekawostką historyczną. Pokolenie powojenne żyło nadzieją zmian.   Niedawno zmarły kardynał Carlo Maria Martini był zwolennikiem zwołania kolejnego soboru, za czym i ja, bez przerwy, nawołuję.
          Nie podzielam głosów, że dokonywano prób przejęcia Świętego Kościoła Katolickiego przez wrogie siły żydowsko-masońskie. To prawdopodobnie sztuczne szukanie pretekstów do walki z soborem. Na tej podstawie wielu konserwatystów uważa następnych papieży za heretyków. Krytykują oni desakralizację najświętszego Sakramentu w Eucharystii poprzez przyjmowanie Komunii świętej na stojąco, lub do ręki.
          Owocem Soboru Watykańskiego II jest opracowany Katechizm Kościoła Katolickiego (11 października 1992 r.). Najlepiej on obrazuje stan wiary i wiedzy religijnej ówczesnego Kościoła. Niestety, pokazuje też, w którym miejscu jest Kościół katolicki. Na tej podstawie należy stwierdzić, że Sobór Watykański II osiągnął apogeum świetności, ale w  starym oglądzie wiary.
          Warto prześledzić jak Kościół potrafi tworzyć konstrukcję pojęciową, aby osiągnąć zamierzony cel, nie wykonując przy tym rewolucji. Wiadomo było, że biskupi otrzymują swą władzę bezpośrednio od Chrystusa w święceniach. Takie stanowisko jednak okazało się niebezpieczne. Dawało bowiem asumpt do władzy niemal bezgranicznej w diecezjach. Aby to ukrócić i zabezpieczyć Kościół przed niebezpieczną samowolą, dokonano reinterpretacji  władzy biskupiej wskazując, że święcenia biskupie nie czynią go episcopus vagans i dlatego też nie udzielają mu jakiejś szczególnej władzy jako wyizolowanej jednostce. Czynią go one członkiem Kolegium, a to oznacza, że udzielona w święceniach władza może być sprawowana tylko w Kolegium, a więc w jedności z głową i członkami Kolegium, czyli także w kościelnej wspólnocie z papieżem i w podporządkowaniu się mu.
          Sobór propagował ekumeniczną otwartość. Aby nie ułatwiać  zbyt modernistycznych wpływom wychodzących z kościołów braci oddalonych Kościół dał wyraźnie do zrozumienia, że jest nieomylny i wyłącznie on jest w posiadaniu prawdy. Takie stanowisko pychy Kościoła zablokowało dalszy rozwój ekumenizmu. Podobnie Kościół pozostał przy poglądzie całkowitej nieomylności Pisma świętego. Dzisiejsze prace hermeneutyczne wskazują na ogromną ilość pomyłek, skażeń celowych i niecelowych jakie zostały w nim odkryte.
         Kościół powołuje się na List do Rzymian (Rz 9–11), w którym Paweł opisuje, kto jest ludem Boga. Niestety trudno zgodzić się z tym tekstem, bowiem przedstawia Boga bardziej jako cesarza, a nie Boga pełnego miłosierdzia. Przykładem jest werset: A zatem komu chce, okazuje miłosierdzie, a kogo chce, czyni zatwardziałym (Rz 9,18). Takie przedstawianie Boga jest niezgodne z Jego definicją, jako Osoby pełnej miłości i miłosierdzia. Bóg nie działa na sposób „widzi mi się”, tylko według zasad miłości i to miłości nieskończonej. Jestem skory postawić może ryzykowną tezę, że Bóg jest przewidywalny, dla tych, którzy naprawdę pojęli idee Boga.
          Tak naprawdę, to małżeństwo kapłanów w Kościele Wschodnim nigdy nie było postrzegane przez Kościół katolicki jako wartość, a tylko tolerowane. Odmienność poglądowa kościołów utrudnia dalsze prace ekumeniczne.
          W Dei Verbum w numerze 12 powiedziano, że Bóg w Piśmie świętym wypowiedział się „przez ludzi na sposób ludzki”.  Filozoteizm forsuje pogląd, że to nie Bóg Objawił się w Piśmie świętym, a został odczytany przez natchnionych hagiografów. Takie podejście zmienia zasadniczo zasady głoszone przez Kościół.
          Konstytucja pastoralna Gaudium et spes jest najbardziej kontrowersyjnym  dokumentem z wszystkich dokumentów soborowych. Spotyka się ona z ostrą krytyką ze strony nawet tych osób, którym całkowicie obca była postawa wroga soborowi [...] Humanae vitae z 29 lipca o regulacji poczęć, zadała cios nadziejom na rewizję oficjalnej nauki Kościoła w tej dziedzinie [1].


[1] Klaus Schatz, Sobory Powszechne , WAM Kraków 2001, s.324-325.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz