Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 9 maja 2017

Źródła filozoteizmu cz. XII


         W XX w. uważano, że filozofia doszła już do swojego rozkwitu, i że powoli zamyka się na nowe nurty. Wszystkie nowe spojrzenia filozoficzne odnoszą się do dwóch gigantów filozoficznych: Platona lub Arystotelesa. Filozofia zajęła się analizą języka potocznego i naukowego. Dział ten nazwano –filozofią analityczną. Filozofia ta podkreślała aktywną i autonomiczną rolę języka. Rozpatruje język w charakterze poznawczym, a nie podmiotowym. Głównie chodzi tu o analizę pojęć, a co za tym idzie usunięcie sporów i błędów filozofii. Pojęcia mniej zrozumiałe powinny być zastępowane wyrażeniami bardziej precyzyjnymi. Przedstawicielami Filozofii analitycznej byli G.E Moore, B. Russel, W.V.O Quine, N. Goodman, Wittgenstein, a w Polsce K. Twardowski, J. Łukasiewicz, T. Kotarbiński, K. Ajdukiewicz, T. Czeżowski. Filozoteizm uważa ten dział za nurt bardzo pożyteczny, ale dostrzega w nim niebezpieczeństwo ingerencji i narzucania innych myśli  znaczeniowych, co za tym idzie wypaczania pierwotnych założeń autorów tekstów. Analiza filozoficzna zajmowała się również analizą świadomości poznawczej. Punktem wyjścia była świadomość ludzka jako wyłączny podmiot i przedmiot analizy. Poznanie własnej jaźni jest warunkiem zrozumienia świata.

          Filozoteizm jest propozycją nowego poglądu na całą rzeczywistość za pomocą wypracowanych przez wieki narzędzi filozoficznych z akceptacją istnienia osobowego Stwórcy tej rzeczywistości – Boga. Aby pojąć i zrozumieć, trzeba zacząć wszystko od początku (fenomenologicznie – bez obciążeń). Źródła wiedzy odczytać od nowa zawierzając głównie swojemu rozumowi  i odczuciu (intuicji). Rozum i serce jest ostatecznym decydentem wiary. Aby to było możliwe należało oczyścić wiedzę, religię z wszelkich legend i ozdobników. Autor filozoteizmu zdaje sobie sprawę, że niejednokrotnie postawił się w poprzek nauki kościelnej. Niestety, bez tego kroku nie było możliwe iść dalej. Jeżeli przybliżona została prawda, to jestem Bogu wdzięczny za Opatrzność. Jeżeli uległem złudzeniu, to przynajmniej „rozbawiłem” Boga swoim dyletanctwem. 

          Z racji miejsca wykładu, siłą rzeczy, przedstawiam jedynie ogólny rys filozoteizmu. Prace nad rozwojem tego nurtu filozoficznego ciągle trwają.

          Przez pojęcie „wiary rozumnej” (filozoteizm) rozumiem ogląd wszystkich aspektów religijnych pod kątem znanych prawd przyrody, logiki i podejścia filozoficznego. Filozoteizm (wiara rozumna) różni się od czystej filozofii tym, że dopuszcza pojęcia i zjawiska transcendentne i wiarę w istnienie Stworzyciela świata. Ważnym instrumentem jest „zdroworozsądkowe” podejście do religii. Logika nie może tolerować sprzeczności. Zjawiska nadprzyrodzone (cuda, znaki) nie są  odrzucane, ale przyjmowane są z dużą ostrożnością i sceptycyzmem. Filozoteizm (wiara rozumna) opiera się na tezie, że Bóg nie może, zbyt często, łamać prawd, które sam ustanowił. 



          Filozoteizm stoi na mocnej podstawie założeniowej. Bóg jest logiczną koniecznością istnienia świata. Wszystko jest dowodem Jego istnienia. Nawet mała pojedyncza  mrówka zawiera w sobie tyle śladów Bożej ingerencji. Bóg jest i musi być.

          Stwórca zawsze będzie dla nas nieogarniony i wynika to z racji relacji między stwarzającym a stworzonym. Wiedza o Bogu może pochodzić jedynie z obserwacji skutków Jego ingerencji i działań. Ponieważ odbiór rzeczywistości jest subiektywny, obraz Boga jest również niejednakowy. Dla Boga nie to jest najważniejsze, jak Go opisują. Bóg stworzył Świat, mając jedynie znany sobie cel. Najważniejszym stworzeniem jest człowiek, w którym Bóg chce widzieć swoje dziecko i dziedzica. Relacja między Stwórcą a człowiekiem oparta jest na miłości rodzicielskiej. Bóg dając człowiekowi wolną wolę wyróżnił go ponad wszystkie stworzenia. Dając człowiekowi ten wielki dar, siłą rzeczy dopuścił, że ktoś ten dar może nie przyjąć. Człowiek, który odwrócił się od Stwórcy ma do tego prawo. Kiedy pozna prawdę – zrozumie. Bóg i na takiego będzie czekał. Bóg jest Pasterzem, który poszukuje zaginionej owcy. Bóg zaprasza wszystkich jednakowo. Od człowieka zależy, czy ten dar przyjmie, czy odrzuci. Niewierzący nie jest w stanie zrozumieć wierzącego. Różni ich całkowicie inny punkt odniesienia. Włodzimierz Sedlak pisał: Wierzę, ponieważ bardzo dużo wiem i rozumiem. Bóg udziela swoją łaskę wszystkim jednakowo. Od człowieka zależy, czy tę łaskę przyjmie, czy odrzuci. Podobnie słońce świeci dla wszystkich, a deszcz pozwala rosnąć kwiatom i cierniom.                     

          Bóg stworzył człowieka niedoskonałego. Tym sposobem dał mu szanse  i możność do autokreacji. Postawa człowieka dużo zależy od życia we wspólnocie. Człowiek tyle jest wart, na ile otwiera się na drugiego człowieka. Bóg wyznaczył człowiekowi poligon, na którym powinien doskonalić się, postępując podobnie jak Ojciec – obdarzać ludzi miłością. Zadaniem człowieka jest osiągnięcie doskonałości Ojca. W człowieku objawiła się zdolność do miłowania. Gdzie jest wolność, tam jest i odpowiedzialność, a gdzie jest odpowiedzialność, tam jest i wina. Bóg wymaga od nas rozsądku, a nie ślepej wiary (dewotyzm).

          Chrystus jest Człowiekiem i doskonałym obrazem Ojca. Jest przykładem, że my wszyscy możemy być do Niego podobni. Przez Chrystusa Bóg pokazał nam kim my jesteśmy dla Niego. W końcu zjednoczymy się z Nim i będziemy jedną wspaniałą naturą.

          Pierwsi ludzie byli dzikusami. Bóg czekał, aż człowiek będzie zdolny do

przyjęcia Objawienia. W okresie rozwoju, człowiek stwarzał sobie własne obrazy Boga – religię.

          Choć obrazy religijne były mocno wypatrzone Bóg w zasadzie nie ingerował. Czekał cierpliwie, szanując własny rozwój człowieka.

           Ponieważ religia dotyczyła „Nieznanego” brakowało odwagi, wiedzy aby na bieżąco korygować obrazy Boga. Można odnieść wrażenie, że siłą Ewangelii nie było głoszone Słowo, lecz strach przed potępieniem. Religia zaczęła obrastać w ludzkie wymysły, obrazy i przekonania. Religia stała się własnością mocniejszych. Kapłani, władcy wykorzystywali religię do utrzymania dyscypliny społeczeństwa. Zależność od hierarchii kapłańskiej stawała się coraz mocniejsza. Człowiek pozostawał bezradny wobec władzy. Miał do wyboru, całkowite przyporządkowanie się doktrynie wiary z uznaniem władzy kapłańskiej lub być wyrzutkiem z populacji wiernych.

          Zdumiewające jest, że rozwój nauk, demokracja nie pozbawiła ludzi bojaźni przed władzami i restrykcjami kościelnymi. Może się wydawać, że ludzie nauczeni są wierzyć w Kościół, a nie w słowo przez niego głoszone. Wierni odbierają słowa głoszone za absolutnie prawdziwe. Zapominają, że religia jest wielkim obrazowanie spraw Bożych. Nie należy gorszyć się słowem „obrazowaniem”. Sprawy duchowe, z natury swojej, muszą być transponowane do naszej rzeczywistości. Niemożliwe jest przenoszenie faktograficzne, bo inna jest natura świata Bożego, a inna świata rzeczywistego, stworzonego. Należy uznać, że obrazowanie spraw Bożych jest ludzką koniecznością. Wszystko należy odczytywać jako obrazy. Prawda jest zawsze ukryta. My możemy tylko się do niej przybliżać. Popełniają błąd ci, którzy odczytują Pismo św. dosłownie, literalnie. Popełniają błąd ci, którzy usypiają swoją czujność, intuicję. Zawierzają bezkrytycznie i fanatycznie innym. Nie zdają sobie sprawy, że nawet, gdy widzą coś w odległości kilku metrów jest już oglądem historycznym (to co się zdarzyło przed chwilą, bo musiał upłynąć czas odebrania sygnału świetlnego). Nie ma natychmiastowego oglądu świata. Ta zdolność jest atrybutem świata transcendentnego, gdzie wszystko jawi się jednocześnie.

          Można powiedzieć, że istniejemy w świecie zamazanym. Nasze kroki są niepewne. Wszystko jest złudzeniem. Czy to nie przeraża? Nie. Dla mnie jest to fascynujące. Jak przebić się przez niedoskonałość? Orężem powinna być „miłość” szeroko rozumiana. Naszym parciem powinien być jedyny cel. Dotrzeć do Ojca, pokazać mu, że jesteśmy zdolni dźwignąć ciężar jaki został nam zadany. Warto zadać sobie ten trud. Samo dochodzenie do Prawdy jest fascynujące. Pokonywanie trudności cieszy, nadaje życiu sens.

          Wobec tych kilku prostych prawd, cóż są ładne opowieści, legendy, które towarzyszą naszym życiu. Być może są one potrzebne do rozbudzenia naszej wyobraźni. Nie jesteśmy już dziećmi (w sensie rozwoju). Możemy spojrzeć na rzeczywistość oczami racjonalnymi, oczyma człowieka dorosłego. Wiara w Boga na tym nie ucierpi. Przyjęcie Stwórcy jest aktem woli. Istnienie Stwórcy nie musimy udowadniać, bo wszystko przez Niego zostało stworzone. Koncepcja materialistyczna jest infantylna i naukowo nieprawdziwa. Dzisiaj, gdy materię przyrównuje się do kłębków energetycznych, gdy doświadcza się jedynie działanie kwantów energetycznych, to bazowanie na koncepcji istnienia materii od zawsze jest myśleniem dziecka.

          Wypracowany kult religijny jest piękny. Nie należy w zasadzie nic w nim zmieniać. Jedno jest tylko ważne. Musimy wiedzieć, że kult jest obrazowaniem spraw Bożych. To wszystko.



Podstawowe założenia filozoteizmu:



Każdy skutek ma swoją przyczynę. Świat jako skutek musi mieć swoją przyczynę. Tą przyczyną jest Stwórca jako Istota nadprzyrodzona. Dla osób wierzących Bóg jest Osobą prawdziwie istniejącą, dla ateistów jedynie Ideą tłumaczącą.



Powstanie świata zaczęło się od momentu „zadziałania” Boga. Świat jest Jego tchnieniem. Aby istniał, musi być stale przez Niego podtrzymywany. Energia to coś, co stwarza podwaliny materii oraz ją dynamizuje. Energia jest skutkiem  mocy Boga. Jej pochodzenie jest transcendentne. Energia nie jest czymś, co może istnieć samodzielnie. Materia jest postacią energii, która wykazuje jej przymioty. Struktura energetyczna materii daje nam złudzenie substratu. Skupiona energia przyjmuje właściwości materii, jakie my powszechnie znamy (masa, pęd, kolor, grawitacja). Masa jest własnością cząstek nabywaną przez oddziaływanie ze sobą pól kwantowych.         



Świat jest dynamiczny. Opiera się na ciągłej relacji między bytami „materialnymi”. Ciągle przenoszone są informacje między cząsteczkami. To stwarza relacje energetyczne, siły pola, siły przyciągania itp. 



Siłą napędową świata jest miłość szeroko rozumiana. Miłość jest motorem zmierzania do określonego celu. Staje się Najwyższą Postacią Bytu, wręcz samym Bytem. Jest ona modalnością Natury Bożej. Przez Miłość życie nabiera sensu.       



Życie nie jest tylko procesem, ale relacją między Stwórcą a istota stworzoną. Same związki chemiczne nie gwarantują ożywienia materii. Życie polega na ciągłej ingerencji Stwórcy.  Życie (jako pewien fenomen) pochodzi z zewnątrz naszej rzeczywistości i dlatego nie może być przez ludzkość rozpoznane.      



Nawet ci, którzy Boga odrzucili otrzymają należną zapłatę, za trudy jakie musieli ponieść w życiu. Oni na Świat nie prosili się. Bóg o nich będzie pamiętał.



Człowiek stał się partnerem Boga. Człowiek, pomimo słabej konstrukcji cielesnej, jest istotą wielką. Oprócz powłoki cielesnej jest obdarzony naturą Bożą – duszą jako „tchnieniem Bożym”. Dusza czyni człowieka bytem niemal doskonałym, zdolnym do miłości. W człowieku została zapodmiotowana przez Boga rzeczywistość transcendentna,



Objawienie Boga w Piśmie świętym było już obrazowaniem Boga. Pismo święte jest pismem świętym właśnie dlatego, że Kościół uznał je za regułę swojej wiary. Święta jest sama treść objawienia, a nie księga.



Należy z dużą ostrożnością przyjmować faktografię biblijną. Prawda miesza się z legendami. Prawdę dopiero trzeba odczytać. Prawdy należy się domagać. O prawdę należy walczyć.



Anioły są to figury konceptualne. Są to konstrukcje literackie i pełnią rolę dydaktyczną. To motywy antyczne, które nie mają podstaw w rzeczywistości.          W tekstach deuteronomicznych, jak i w Nowym Testamencie anioły są zapożyczeniem wtórnym. Wykreowane figury nabrały realnego istnienia.  Przeświadczenie o ich realnym istnieniu jest bardzo mocno osadzone w umyśle człowieka.  Teologia prymitywna i ludowa zrobiła z nich „anioły papierowe i choinkowe” (Cz. Bartnik Dogmatyka s. 459). Postacie anielskie ukazujące się w wizjach są obrazami Boga działającego. Można powiedzieć, że anioły są znakami Bożego działania. Być może czyste dusze ludzkie stanowią anielskie wojsko?



Szatan osobowy nie istnieje. Dobro i zło nie są właściwościami samej rzeczy, ale są tworami umysłu (Dawid Hume 1711–1776).  Zło powstaje na skutek złego działania. Nie pochodzi od Boga, lecz od człowieka. Ks. Włodzimierz Sedlak pisze, że zło jest przypadkiem, ale nie naturą.  Być może demony (szatan) są to upadłe dusze ludzkie, które wpisują się w obraz szatana.



Bóg nikogo nie karze, bo jest samą Miłością. U Boga nie ma odwetu.



Grzech pierworodny nie był jednym zdarzeniem (aktem), lecz wielowiekowym odejściem od Prawdziwego Boga. Obejmował nie jednego człowieka, lecz ludzi.  



Bóg może wykorzystywać człowieka, ale nie zabiera mu jego wolności. Fakt wywierania wpływu na Boga jest dla człowieka nobilitujący. Takim narzędziem wywierania wpływu na Boga jest modlitwa (np. błagalna). Modlitwa może być nieprawdopodobnie skuteczna, nawet pojedynczego człowieka, który jest wierny Bogu.



Maryja była zwykłą kobietą. Zapewne to Bóg wybrał ją do godności Bożej rodzicielki. Swoją chwałę osiągnęła nie przez dary niezasłużone, ale przez swoją postawę i działalność.  Została brzemienną. Póki co, przyczyna tego faktu pozostaje dla nas tajemnicą. Z punktu widzenia ludzkiego i ówczesnego prawa żydowskiego ciąża pochodziła z nierządu. Maryi groziło ukamienowanie. Józef ulitował się nad Nią i wziął Ją za żonę, tym samym afirmował brzemienność Maryi. Ona poczęła dzieciątko i nadała mu imię Jezus. W jaki sposób Maryja została brzemienną pozostaje tajemnicą Boga. Czyż nie jest pięknym wydarzeniem to, w którym okaleczona Maryja zostaje Matką przyszłego Syna Bożego? Właśnie w taki sposób Bóg pokazuje swoją moc i wielkość. Być może, że ze złego uczynił takie wielkie dobro. Czyn na miarę Króla i Nieograniczonego Majestatu. Czy takie rozumowanie nie jest piękniejsze od katechetycznego obdarowania Maryi darem niepokalanego poczęcia, darem niezasłużonym?      



Jezus Chrystus jest Człowiekiem, który jako pierwszy doszedł do Chwały Ojca. Na Krzyżu umarł Człowiek i dopiero z chwilą Jego śmierci nastąpiło pełne Wcielenie.  Śmierć Jezusa na krzyżu jest Jego Wywyższeniem dopełnionym w zmartwychwstaniu. Wielbić Jezusa, to to samo, co wielbić Boga. Jezus uczył wiary rozumnej, opartej nie na literze Prawa, ale na duchowej przemianie serca. Jezus wyraźnie mówi, że Jego rola nie skończyła się na Krzyżu, ale stale będzie Duchem działającym.  Tak naprawdę to przez Chrystusa możemy dopiero zrozumieć istotę człowieka.



Zmartwychwstanie nie jest powrotem do dawnej cielesności i do dawnego życia, lecz przejściem przez śmierć do życia całkiem nowego, przemienionego mocą Bożą. Aby rozpoznać Zmartwychwstałego, nie wystarczał rozum i doświadczenie fizyczne, zmysłowe. Warunkiem zobaczenia Jezusa była wiara. Chrystofania (objawianie, pokazywanie się Jezusa) była wydarzeniem nadprzyrodzonym, nie może być przedmiotem poznania historycznego, lecz przedmiotem wiary. „Wniebowstąpieniem” jest drugim obliczem „zmartwychwstania”. Mimo że Jezus był bardzo realny, to w końcu, mimo wszystko, chciał pozostać w przestrzeni wiary –  nie wiedzy.        



Każdy człowiek posiada już w sobie naturę duchową i jest predestynowany, aby stać się „nowym Chrystusem” (pełnym synem Boga).



Na Boga trzeba się otworzyć. Należy dać Bogu szansę, aby przemówił do człowieka. Im bardziej człowiek otworzy się na Boga, tym więcej może odczytać z Bożej mądrości.



Nowy Testament podobnie jak Stary został napisany przez ludzi, którzy byli pod natchnieniem Bożym. Nie należy jednak odbierać treści Pisma jako bezbłędnego przekazu. Ewangeliści jaki i hagiografowie ST byli tak samo bezradni wobec wielu tajemnic Bożych.  Egzegeza musi wysłuchać i przebadać wiele słów i pojęć, aby dosłyszeć jedno Słowo Objawienia, o które jej chodzi (K.H. Schelkle). Nie należy oczekiwać od Nowego Testamentu rzetelnego raportu wydarzeń. Niejednokrotnie jest to przekaz wizji hagiografów i tego, co by chcieli przekazać. Można powiedzieć językiem sztuki, że ewangeliści portretowali zdarzenia, a nie fotografowali. Jest w nich zawarta nadzieja i tęsknota swego czasu. Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając (Dz 17,23).



Trójca Święta, co do natury, to jedynie Bóg Ojciec, a przez Osoby ukazany jest różny sposób działania Boga.



Niestety Jezus Chrystus był odbierany historycznie, na miarę ówczesnych poglądów i wierzeń. Kościół nie do końca rozumiał Jezusa i nie poszedł tę samą, co On drogą. Na skutek niebezpieczeństw i ataków kościół broniąc się, otoczył się kokonem nie dopuszczając żadnych nowych myśli. Na bazie istniejącej doktryny zaczął nadbudowywać nowe pojęcia w tym samym duchu, co stare. Myślał nie na sposób Boży, lecz ludzki (Mt 16,23).  



W gruncie rzeczy kapłaństwo jest powołaniem, a nie jakimś „prawem”. Kobiety powinny mieć takie samo prawo do kapłaństwa co mężczyźni.





          Moje stanowisko opieram wyłącznie na rozważaniach teologicznych. Z nich odczytuję, że Bóg stworzył cały Świat wyłącznie dla człowieka (istoty rozumnej), którego powołał do istnienia na jedynej planecie, jaką jest nasza Ziemia. W Ewangelii św. Jana jest napisane: Tak, bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,17). Gdyby istniał inny świat, jakie znaczenie dla ewentualnych stworzeń (rozumnych) miałby fakt, który zdarzył się na Ziemi? Moja wiara (w Jezusa Chrystusa) byłaby niczym dla wiary ufoludka (przyjmując, że byłaby to istota rozumna). Kościół dopuszcza istnienie życia we wszechświecie, bo chce iść z postępem naukowym. Ja nie.  Może to niektórych dziwić, że mówi to geofizyk z wykształcenia (o podejściu naukowym i rozumnym). Jeżeli nie mam racji, to czym zatem jest człowiek?             



          Mimo że Kościół jest pochodzenia boskiego składa się z ludzi i to oni nim kierują. Przywództwo i hierarchia jest nieodzowna w kierowaniu kościołem instytucjonalnym.  Trzeba jednak wiedzieć, że czegokolwiek dotknie się człowiek jest zaznaczone ludzką niedoskonałością. Tym samym kościół instytucjonalny nie jest pozbawiony grzeszności. Niegodna postawa kapłana nie umniejsza wartości przekazanych przez niego  słów. Trzeba jednak być roztropnym i przyjmować do serca tylko to, co jest dobre i szlachetne. Z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości (Mt 23,28). Kościół nie ma patentu na Prawdę. Składa się z takich samych ludzi, co wierni. Mówi się, że Duch Święty czuwa nad depozytem wiary. Tak, ale nie nad ludzką słabością.       



          Trzeba sobie to odważnie i wyraźnie powiedzieć, że Kościół nas zawiódł. Czy należy wobec tego odejść od niego? Nie. Kościół jest nam potrzebny. Bóg dopuścił grzeszność kościoła, abyśmy mogli mu wybaczyć i okazać naszą miłość Chrystusową. Kościół jest też poligonem naszych zmagań ze złem. Mamy szanse okazać mu nasze miłosierdzie i naszą miłość. Kościół zgrzeszył nie jeden raz, ale jest naszym Kościołem. Od nas zależy jego nawrócenie na drogę Prawdy. Ja mu wybaczyłem. Kościół musi być podpierany przez laikat.

          Prawdą jest, że kościołowi potrzebna jest gruntowna i daleko idąca naprawa. Paul Ricoeur uważał, że wielcy heretycy wstrząsają doktryną i wiarą, lecz zarazem oczyszczają je i prowadzą do odrodzenia.

          Nie pokłony czy ukłony, uniżenia, lecz postawa kochającego jest Bogu bliższa. Człowiek ma być partnerem Boga. Otrzymał od Stwórcy narzędzia, aby doskonalić i przeobrażać Świat. W rękach ludzkich powierzył losy Świata. Na cóż Mu postawa sługi, który mamroczy coś pod nosem, a w sercu ma uraz do bliźnich. Nie potrafi darować win. Sieje zemstą i nienawiścią.

          Jeżeli uzmysłowimy sobie, że jesteśmy partnerami Stwórcy nie może być mowy o strachu przed Nim i trwodze. Strach zniewala i upodla. Jak można bać się Ojca, który nas do życia powołał i tak hojnie obdarował ? Miłość nasza do Boga powinna być wystarczającym hamulcem naszych niestosownych do Niego zachowań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz