Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 31 lipca 2016

Pierwsze narzędzia


          Historia człowieka jest fascynująca. Kiedy ewolucja wykształciła w dzisiejszym rozumieniu człowieka (postać człekokształtną) Bóg zapewne wtedy pobłogosławił pierwszy ród i nadał mu statut człowieczeństwa. Tchnął też dusze w istoty ludzkie (co potwierdza Biblia): ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą. (Rdz 2,7). Z pewnością był to najbardziej radosny dzień na ziemi. Dusze otrzymali jednocześnie dziadkowie, rodzice, dzieci, wnukowie tak, aby nie było między nimi różnic w istocie. Biblia ujęła to w obrazie narodzin pierwszych rodziców Adama i Ewy. Skrót historiograficzny odsunął kłopotliwe pytania. Ważne, że na ziemi pojawiła się istota myśląca, pobłogosławiona przez Boga. Skąd taka pewność? Z późniejszych owoców. Teza ta jest wstecznym proroctwem oraz wynikiem racjonalnego rozumowania. Pierwszy człowiek był przygotowywany przez przodków do szukania rozwiązań codziennych problemów. Pierwsze prymitywne narzędzia były już użytkowane przez zwierzęta (małpy).
          Pierwotnym narzędziem (paleolit, starsza epoka kamienia łupanego z krzemienia) były tzw. pięściaki, czyli kamienie do rozbijania, rozcinania owoców, a także do zadawania ciosów w czasie polowań. Przy końcu paleolitu powstawały narzędzia wyrabiane z kości i rogów. Były to harpuny, topory kamienne, haczyki  na ryby, skrobaczki.
          Przełomowym momentem było rozpoczęcie używania ognia (kilka set lat temu). Zauważono, że pokarm z ognia smakuje lepiej oraz że dzika zwierzyna boi się ognia. Ogień chronił siedliska ludzkie.  Trudno dociec kiedy i jak człowiek doszedł do wprawy wzbudzania ognia. Tę lukę historyczną grecy wypełnili legendą o Prometeuszu, który wykradł ogień z nieba i zaniósł go ludziom. Bogowie ukarali go za to surowo.
          W tym czasie człowiek zajmował się myślistwem zbiorowym, zbieraniem korzeni, owoców, nasion itp. Mimo słabych narzędzi polowano nawet na mamuty, niedźwiedzie; polowania te kończyły się często powodzeniem dzięki kolektywnemu wysiłkowi całej grupy ludzi.
          Khoisan z południa Afryki są najstarszym ludem świata. Istnieją już 100 tys. lat. Wykazały to badania genetyczne przeprowadzone przez międzynarodowy zespół naukowców, a ich wyniki opublikował magazyn „Science”. Odkrycie rzuca światło na ewolucję współczesnego człowieka. Kultura Aborygenów - czyli rdzennych mieszkańców Australii, którzy najprawdopodobniej przybyli z Afryki - liczy od 40 tys. do 65 tys. lat. W sercu dżungli Papui Nowej Gwinei, w niedostępnych lasach żyje mała, prymitywna, ale zarazem fascynująca kultura, której znakiem rozpoznawczym stał się uprawiany przez nią przez wiele pokoleń kanibalizm. Plemię to liczy zaledwie 4 tysiące członków, mówiących niespotykanym nigdzie indziej dialektem. Ludzi wierzących w demony, czarownice i bojących się ciemności bardziej niż czego innego.
          Dziś już prawie nie istnieją plemienia wędrowne (nomadowie, Buszmeni). Buszmen, który wykorzystywał 85 gatunków dziko rosnących roślin, nie mógłby sobie wyobrazić, że można umrzeć z głodu. Podczas polowania mężczyźni nie jedzą i rzadko piją, za to przeżuwają kawałki kaktusa hoodia, które zmniejszają głód i pragnienie. Nawet podczas największego upału umieją znaleźć korzenie zawierające wodę lub soczyste melony tsamma, rosnące nad nurtami podziemnych rzek.
          Zakłada się, że pierwsi Homo sapiens opuszczali Afrykę kilkakrotnie, ostatnio 70 - 60 tys. lat temu. Z Czarnego Lądu wyruszyli wtedy do dzisiejszego Iranu i Turcji, a stamtąd do Środkowej i Wschodniej Azji. W tym czasie dotarli też przypuszczalnie do Europy.
           Mezolit to okres w którym człowiek dostrzegł, że przyroda może pomagać w życiu codziennym. Właściwości sprężyste gałązek zostały wykorzystane do tworzenia łuków i strzałów. W ten sposób człowiek dopracował się potężnej broni. W tym samym czasie rozpoczęło się rolnictwo, udomowienie zwierząt (pierwsze to owce, kozy i świnie). Pojawiły się pierwsze wyroby garncarskie z gliny. Pies stał się nieodstępnym towarzyszem wypraw myśliwskich. 
          Z racji darów Stwórcy człowiek czuł potrzebę przeżyć duchowych. Łączył je ze zjawiskami przyrody. Człowiek żył w lęku, a zarazem w szczęściu. Dostrzegał błogosławieństwa przyrody: słońce, deszcz, obfitość roślin i zwierząt oraz przekleństwa w kataklizmach. Na tym podłożu rodziła się religia.  
          W umysłach ludzi prymitywnych z pewnością kiełkowały się myśli ponad czasowe, abstrakcyjne. Jednak możliwości wykorzystania sił natury pozostawiano bogom. Człowiek instynktownie korzystał z niektórych praw przyrody, np. z grawitacji, nie zdając sobie sprawy z jej genezy i właściwości. Kiedy chciał wysypać coś z czerpaka, odwracał go do góry nogami. Dlaczego zawartość wylatywała? Mało kto się nad tym zastanawiał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz