Łączna liczba wyświetleń

sobota, 4 lutego 2017

Autorzy doktryny chrześcijańskiej



          Naturalnymi autorami nowej wspólnoty chrześcijańskiej powinni być uczniowie Jezusa. Tymczasem pozostali oni w cieniu wydarzeń i ograniczyli się do roli misjonarzy. Piotr (powszechnie) i Jakub Młodszy (w Jerozolimie) pełnili funkcje organizatorskie i nadzorcze. Piotr nie był teologiem. Paweł uczony próbował forsować własne koncepcje teologiczne, pisząc listy do wiernych. Zabierali głos również Apostołowie Jakub, Juda i Jan. Reszta działała w obszarze misyjnym. Nowej religii potrzebna była baza teologiczna.
        Jezus pozostawił po sobie idee (myśl, koncepcję) pełną wartości. Ten potencjał trzeba było  zagospodarować. Kto miał to uczynić?
          O autorach bazy teologicznej mamy bardzo mało informacji. Sami Apostołowie byli ludźmi prostymi. Brakowało im wiedzy filozoficznej, religijnej, humanistycznej. Jezus wiedział, że nie jest przez wszystkich zrozumiały. Mówił On językiem uczonych, podejmował tematy filozoficzne, ontologiczne, epistemologiczne i nadprzyrodzone. Używał metafor, nauczał za pomocą przypowieści, stosował alegorie. Kiedy Jezus mówił: To musi się stać (Mt 24,6), niewielu Go rozumiało. Uczniowie byli z Jezusem z podziwu  do Niego, ale i z nadziei przyszłych korzyści materialnych. Marzyły się im intratne posady (synowie Zebedeusza) w kraju przez Niego wyzwolonym. Śmierć Jezusa była dla nich szokiem i dramatem, niemal osobistym. Z kolei  Zmartwychwstanie Jezusa powaliło ich swoją treścią. Próbowali na nowo odtworzyć nauki Jezusa w kontekście Zmartwychwstania. Ideowo tego nie pojmowali. Cały ten anturaż był dla nich za trudny. Potrzebny był im ktoś, kto im przełoży wszystko od początku na język zrozumiały. Wsparcie mieli u Piotra i Pawła, ale w niewielkim stopniu. Byli też świadkami rozbieżności w ocenach sytuacji Pawła i Piotra. To nie wzbudzało pełnego zaufania. Zastanawiali się kto ma rację.
          Apostołowie rozjechali się w świat, ale ich wiedza była "parafialna", to znaczy dotyczyła głównie etyki. To co rozumieli najlepiej, to nauki Jezusa o moralności i potrzebie miłowania. Powtarzali więc słowa Jezusa nie bardzo rozumiejąc przesłania: Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien (Mt 10,37). Kto spyta, dlaczego tak sądzę, bo i dziś trudno jest zrozumieć te słowa na sposób ludzki. Ludzie prości mają z kolei dar odczytywania ludzkiej wrażliwości. Bogaty biednego nie zrozumie. Uczony widzi dalszy horyzont, a nie widzi, co się dzieje wokół niego.  Jezus mówił i o tym: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom (Mt 11,26). Tak, bo mądrość nie wywodzi się z wiedzy, ale z wrażliwości serca.
          Paweł był wykształcony, ale mocno w nim zakotwiczona była tradycja judaistyczna, która go blokowała na pełny nowy ogląd religijny. Wystarczy zapoznać się z jego poglądami na temat praw kobiet, czy niewolnictwa.
         W sukurs Apostołom przyszli Ewangeliści, Mateusz i Łukasz. Oni podjęli  próby ogarnięcia idei Jezusa. Każdy według swoich możliwości. Mieli jednak świadomość tajemnicy królestwa niebieskiego, i że nie wszystko zostało im przekazane (objawione): Lecz o dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec  (Mt 24,36). Mateusz oparł się o profetyzm biblijny, a Łukasz na badaniach historycznych, a z braku ich, puszczał wodze fantazji i tworzył własne wstawki ideowe. Marek mniej uczony,  bardziej ufał bezpośrednim kontaktom z Piotrem czy z Pawłem. Jego Ewangelia pozostała najbardziej uczciwa.
          Ewangelia Jana to produkt wypracowanej koncepcji teologicznej zespołu edytorskiego. Kto za tym stał? Mówi się o szkole Janowej.  Niestety osoby te są anonimowe. Uczestnicy byli pod wpływem szerzącej się gnozy. Co prawda z nią walczono, ale nie pozbyli się pewnych trendów. To oni prawdopodobnie opracowali koncepcję preegzystencji Jezusa i Trójcy Świętej, nagłaśniając, że Jezus, który okazał się Bogiem (Akt działający), nie może mieć swojego narodzenia duchowego. Musiał On być od zawsze, równolegle z Ojcem. Owszem narodził się materialnie, ale w ciele Maryi. Ta koncepcja jest logicznie karkołomna  i bardzo skomplikowana. Aby nie kojarzono aktu rodzenia, który ma znamiona nieczystości (akt zapłodnienia, itd. ),  z boskim narodzeniem (divinum) stworzono legendę narodzin, a z Maryi zrobiono wieczną dziewicę.
          Opracowano ortodoksyjny scenariusz doktrynalny i puszczono  w świat fundamentalne dogmaty chrześcijańskie. Tak tworzyła się tradycja chrześcijańska.
          Koncepcje szkoły Janowej zostały przejęte przez wielu myślicieli, uczonych, pisarzy jak: Justyn, Hermas, Ignacy Antiocheński, Klemens z Aleksandrii,  Ireneusz i wielu innych. Oni gruntowali to, co zostało im podane, podstawy dogmatyczne. Z pewnością byli zachwyceni ideą. Tajemnica Jezusa, Jego przesłanie, historia były dla nich intrygujące.
          Ignacy Antiocheński (ok. 30 – 107) pełnił jako trzeci z kolei (po św. Piotrze Apostole i św. Ewodiuszu) funkcję biskupa Antiochii, prawdopodobnie w latach 70–107. Był "zauroczony" męczeństwem Jezusa. W swoich cierpieniach i drodze do męczeństwa widział wyraz wybraństwa oraz łaski Boga.                
          Wśród aktywnych należy wymienić też  Klemensa Rzymskiego (ok. 52 – ok. 101), biskupa Rzymu.  Autora Didache (ok. 65 –105).   Polikarpa (ok. 65 – ok. 156) biskupa Smyrny, ucznia św. Jana Apostoła, przyjaciela Papiasza, Autor listu Barnaby (ok. 90 – ok. 150);
          Papiasz (ok. 90 –  ok. 150), biskup Hierapolis, prawdopodobnie uczeń św. Jana Apostoła, przyjaciel Polikarpa; świadek tradycji ustnej przekazanej przez Apostołów. Autor zaginionego dzieła "Wyjaśnienie słów Pana".
          Hermas (ok. 90 – ok. 150), autor Pasterza zaliczany był do grona Siedemdziesięciu dwóch wysłańców Jezusa Chrystusa. Jego postać występuje w NT w Liście do Rzymian (Rz 16,14). Można przypuszczać, że miał swój udział w tworzeniu doktryny chrześcijańskiej.
         Justyn (ok. 100 – 163/167) był autorem koncepcji Objawienia, którą dostrzegał już w naukach filozoficznych (np. Sokratesa). Był zwolennikiem idei Logosu (Platona). Bardzo bronił wartości chrześcijańskiego dziewictwa. Wyznawał poglądy millenarystyczne.
          Chociaż pochodzili oni z różnych regionów Cesarstwa Rzymskiego (Ignacy - Syria; Klemens - Rzym; Polikarp, Papiasz - Azja Mniejsza) i tworzyli w różnych okolicznościach, to jednak prezentowali w istotnych kwestiach zgodne poglądy, ilustrujące wiernie stan wiary tego okresu. Ich pisma podobne są do listów apostolskich z Nowego Testamentu i z tej racji stanowią one ogniwo łączące księgi objawione z późniejszą tradycją chrześcijańską.
         Religia na tyle okrzepła, że  Klemens Aleksandryjski (150 – 212) uważał, że chrześcijanie winni posłuszeństwo wobec swoich zwierzchników duchowych (hierarchów Kościoła), których uważał za  spadkobierców nauk Chrystusa. A więc pojawił się już element dyscyplinujący wspólnotę. Według niego normą nauczania chrześcijaństwa jest Biblia w interpretacji Kościoła. Stworzył teorię mówiącą, że prawda zawarta w Piśmie Świętym jest przedstawiona poprzez symbole. Do jej poznania należy zastosować platońską koncepcję o hierarchii bytów, tj. niższe byty są odzwierciedleniem wyższych i są ich symbolami. W podobny sposób prawdę za pomocą symboli przedstawiali zarówno prorocy, jak i filozofowie pogańscy. W rozumieniu Klemensa Tradycja była tożsama z kanonem wiary lub kanonem kościelnym. Wierzył, że w ramach kościelnej powszechnej Tradycji istniała tradycja doktrynalna gnósis lub parádosis, dostępna dla chrześcijańskich elit intelektualnych. Polegała na harmonii prawa starotestamentowego i nauki proroków z Nowym Przymierzem.
          Według Klemensa Bóg jest niepojęty: transcendentny oraz jest monadą i jednością, a jednocześnie ogarnia wszechświat i przezwycięża jedność i monadę. Ojca poznaje się za pośrednictwem Syna, który jest jego Słowem i umysłem. Jednocześnie Syn wyraża siłę Ojca. Syn nie ma początku i stanowi jedność z Ojcem. Duch emanuje ze Słowa, którego mocą prowadzi wiernych do Boga. Klemens tłumaczył istotę Trójcy poprzez pryzmat nauk platońskich. Uwidacznia się to w sposobie, w jaki określa hierarchię w jej obrębie. Zdaje się podporządkowywać Syna Ojcu, a Ducha Synowi, jednak nie wskazuje na nierówność Trzech Osób Trójcy. W swoim spojrzeniu na istotę Syna Klemens był krytykowany przez Focjusza za poglądy zbliżone do doketyzmu. W odróżnieniu od wyznawców doketyzmu Klemens był jednak zwolennikiem prawdziwego wcielenia Syna. Uważał, że Chrystus wstąpił w ciało ludzkie, co uczyniło go jednocześnie ludzkim i boskim. Do poglądów doketów zbliżyło go twierdzenie, że Chrystus nie miał ludzkich namiętności, a jego duszą kierowało Logos, które łączyło go z ciałem. W swoich pracach Klemens nie rozwijał aspektu zbawienia ludzi przez mękę i śmierć Chrystusa na krzyżu, powtarzał dotychczasowe poglądy apologetów chrześcijańskich na ten temat, dodając do nich właściwy dla siebie mistycyzm. Dla teologa Chrystus był przede wszystkim wszechstronnym nauczycielem, źródłem wiedzy, niecielesnej miłości, prawości i uzdrowicielem rodzaju ludzkiego. Ludzka natura Chrystusa służy człowiekowi za wzór do naśladowania, a poprzez zdobycie wiedzy o Bogu człowiek bierze udział w nieśmiertelności.
          Ojcowie apostolscy zachowali żywą pamięć osoby Chrystusa z racji bezpośrednich kontaktów z apostołami i uczniami apostolskimi. Ich pisma ukazują napięcie eschatologiczne, oczekiwanie na paruzję – powtórne przyjście Chrystusa, która jest bliska (chiliazm); z tej racji gotowi są przyjąć męczeństwo, aby być w bliskości Chrystusa, pragnienie bliskości osiąga często formę mistyczną (Ignacy Antiocheński). Dzieła ojców zawierają dość jednolitą doktrynę chrystologiczną, jednak ich teologia ta ma charakter personalny i okolicznościowy. Chrystus jawi się jako istniejący odwiecznie Syn Boży, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, który uczestniczy w akcie stwórczym. Sakramenty oraz życie moralne są drogą chrześcijanina aby dostąpić zbawienia w Chrystusie. Prawa moralne którymi powinien kierować się człowiek pochodzą od Stwórcy. Konfrontowali wizję Boga jako objawienia kosmicznego (tzw. teofania bóstwa w stworzeniach u pogan) z przemawianiem Boga do człowieka w Starym i Nowym Testamencie. Religijną myśl pogan o Bogu wzbogacali tekstami Biblii, dzięki czemu pogłębiali rozumienie treści pojęcia Boga ideą Stwórcy i Pana Wszechrzeczy. Ukazywali jego uniwersalizm w dziele stworzenia oraz ingerencję w losy świata i ludzi. Podkreślali zwłaszcza wcielenie Słowa Bożego, które w swoim człowieczeństwie najpełniej objawiło Boga na ziemi, a dziejom świata i człowieka nadało charakter zbawczy.
          Można powiedzieć, że Ojcowie Kościoła jaki i późniejsi apologeci (II-III w.) to entuzjaści opracowanej już doktryny, a nie badacze sensu stricto. Ich stosunek do religii był emocjonalny.
          Z biegiem czasu, pojawiali się myśliciele, którzy mając podejście krytyczne sprzeciwiali się głoszonej koncepcji (ebionici, arianie, pelagiusze, i inni) chrześcijańskiej. Jednak doktryna, może dlatego, że nie była do końca pojmowana, rozumiana, była chroniona. Analogię widzę w szerzącej się teorii względności, która nie rozumiana, szerzyła się w świecie nauki przez dziesiątki lat. Dlaczego? Bo była niepojęta.
          To co jest niezwykłe i tajemnicze sugeruje pochodzenie nadprzyrodzone. Istna gnoza. Wyzwolić się z tego jest bardzo trudno, bo trzeba się przeciwstawić, mając za sobą jedynie argumenty logiczne, spojrzenie zdroworozsądkowe.
       Do dziś ubolewam, że mało jest osób, które będą rozmawiały o religii w sposób spokojny, bez uniesień, trzymając się argumentów rzeczowych. Wiele osób ucieka od tematu. Boją się Prawdy. Dla nich argumentem jest, że Kościół jest Święty, Powszechny i Apostolski Kościół ma ponad 2000 lat i mimo grzeszności Jego członków żyje (teolożka świecka T.B). Przekazywanie swoich argumentów może być bardzo pouczające i niekoniecznie burzące wiarę, którą ma się w sercu.
          To może wydać się zaskakujące, ale uważam, że idea Jezusa do dnia dzisiejszego nie została do końca zgłębiona i rozpracowana. Wiele nieprawdy zakłóca faktografię wydarzeń, a przez to prawdziwe rozeznanie. Za bardzo wchodzi się w sprawy boskie, przypisując Bogu to, czy tamto, a nie odczytuje się Jego przesłania człowieczeństwa. Wiernych bardziej interesuje, to co jest dalej, tymczasem życie zaczęło się na Ziemi i tu zostały nakreślone reguły gry. Jezus przyszedł nam to powiedzieć, ale my wolimy czytać o objawieniach prywatnych i innych cudownych zdarzeniach.
          W człowieku ukryta jest cała prawda o nim. Jezus to właśnie  chciał nam przekazać. Mówił o pokusie jakiej człowiek podlega. Mówił co jest ważne, a co mniej. Jezus nakłaniał do roztropności (Mt 7,24):  Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! (Mt 10,16). Jezus wskazywał kim jest człowiek. To jedyna istota w świecie, która otrzymała rozum i dar wolności. To wystarczy, aby przejąć sprawy tego świata. Bóg obnażył się przed człowiekiem,  dając mu narzędzia do Jego rozpracowywania. Powinniśmy o tym pamiętać i wyznaczyć sobie granicę poznania. Wzdychamy do Boga i myślimy o niebie, tymczasem to na Ziemi zostały rozdane ludzkie scenariusze, aby je spełnić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz