Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 26 lutego 2017

Ateista lepszy od hipokryty


          Czy słowa papieża Franciszka: "lepiej być ateistą niż fałszywym chrześcijaninem, który prowadzi podwójne życie" zrobiły na mnie wrażenie? W zasadzie nie, dlatego, że od dawna myślę podobnie. Ateiści w zasadzie są otwarci, nie kluczą, nazywają fakty po imieniu, nie są zakłamani. Te przymioty, w dużym stopniu, powinny określać właśnie osoby wierzące. Niestety, wiara podana przez Kościół ubezwłasnowalnia. Osoby nie są do końca sobą. Kanony wiary krępują osobowość. Oczywiście nie jest to regułą. Ci którzy nie poddali się kościelnej mnemotechnice potrafią być krytyczni, odważni  w wypowiadaniu swoich racji. Papież Franciszek tym różni się od poprzedników, że sam nie wpadł w sidła konserwatyzmu kościelnego. Mówi jak myśli i to szokuje.  Nie oszukujmy się. Widać to jak na dłoni. Katolicy mają jakieś kompleksy moralne. Chodzą na msze, a po nich zachowują się tak, jakby w cale we mszy nie uczestniczyli. Deklarowanie się jako katolik i chodzenie na mszę świętą to za mało, żeby uważać się za dobrego człowieka. To słowa Franciszka. Papież ma świadomość, że część mówiących w ten sposób osób, wcale nie żyje według 10 przykazań.
         Hipokryzja jest widoczna w politycznej kampanii. Franciszek określił „skandalem” mówienie jednej rzeczy, a robienie drugiej. Dlatego też uważa, że katolik-hipokryta jest zdecydowanie gorszym materiałem człowieka niż szlachetnie postępujący ateista. Całkowicie się z tym zgadzam. Osobę przedstawiającą się jako głęboko wierzącą należy zweryfikować. Najczęściej są to osoby nietolerancyjne. Niestety, jest w tym paradoks. Osoby wierzące i uznające naukę Jezusa Chrystusa powinny być nastawione pozytywnie do wszystkich, a osobom grzesznym powinny udzielać wsparcia. To wynika z nauki Jezusa. Przede wszystkim trzeba być życzliwym dla wszystkich, a dla zagubionych szczególnie.
         Papież Franciszek nie jest lubiany przez wszystkich duchownych. Konserwatywni hierarchowie kościelni są zakłopotani jego wypowiedziami. Kurczowo trzymają się odwiecznych zasad i konserwatywnej retoryki. Z dystansem przyjmują jego słowa. To jest wygodne. Pokora wiernych daje im władze i poczucie ważności.
         Czasem myślę, że ci którzy deklarują swoją szczególną pobożność są biednymi, zagubionymi ludźmi. Fanatycznie będą bronić krzyża, a z nienawiścią obchodzą się z tymi, którzy myślą bardziej racjonalnie lub inaczej. Ich agresja jest niczym innym jak przejawem nienawiści, a to jest ciężki grzech.
          Żarliwość religijna powinna być w zasadzie ukryta, jako coś bardzo osobistego i cennego, a świadectwo swojej przynależności religijnej powinno się prezentować w godnym zachowaniu.   
          Modlący się politycy to swoiste theatrum hipokryzji, a to jest po prostu wstrętne, obłudne, niesmaczne.  Odbierani są przez lud, tak jak na to zasługują.
Niech im ziemia lekką będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz