Łączna liczba wyświetleń

środa, 8 lutego 2017

Kerygmat wywyższenia Syna Człowieczego


          Należy mieć na uwadze, że stosowany język nie odsłania całej prawdy – lecz otwiera się na nią. Prawdę się przyjmuje, ale  też i doświadcza (sacrum). Dopiero te dwa mechanizmy dają pełniejsze rozeznanie. Apostoł Paweł mówił Choć bowiem niewprawny w słowie, to jednak nie jestem pozbawiony wiedzy (2 Kor 11,6), czyli doświadczenia religijnego (sacrum).
          Jedną z tajemnic jest kerygmat (przepowiadanie) wywyższenia Jezusa Chrystusa. W Ewangelii Jana czytamy:  A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy (J 3,14). Imperatyw "musi" jest wskazaniem, że tak należy uczynić. A więc wywyższenie Jezusa następuje z woli człowieka. Czy Bóg został zapytany o zgodę, czy dał przyzwolenie? Ewangelista dalej tłumaczy:  aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne (J 3,15). Imperatyw staje się warunkiem zbawienia. Jan pisze: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony (J 3,16–17). Takie tłumaczenie zadawala gdyby nie kolejne zdania:  Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego (J 3,19). Te dwa zdania całkowicie nie wywodzące się z nauki Jezusa podważają wiedzę autorów kerygmatu.  U Boga nie ma potępienia. Co najwyżej człowiek sam się ustawia w pozycji niekomfortowej.
          Kościół uważa jednak, że za czynnością wywyższenia Syna Człowieczego stoi Bóg, Powołuje się na formę passivum divinum – żeby został wywyższony. Tę prawdę przekazuje na etapie katechumenatu, a więc podstawowym. Rozstrzygnięcie pozostawiam czytelnikom. Mnie jednak teza ta nie przekonuje. Nie otrzymuję też odpowiedzi na moje wstępne pytania: Czy Bóg został zapytany o zgodę i czy dał przyzwolenie? Zdaję sobie sprawę, że Bóg milczy i moje pytania trącają złośliwością. Nie w tym rzecz. Trzeba przyjąć to z pokorą, że transcendentny Bóg przemawia do człowieka na poziomie odczuć duchowych. Kto pragnie mnie przekonywać, wystarczy, że powie, że tak to czuje, odbiera duchem. Wolę pozostać na stanowisku odczytywania wiary niż bezpośredniego przekazu bożego. Uważam to za nadużycie wobec Boga.
          Autorzy perykopy na podstawie własnej tezy idą dalej i głoszą poemat o miłości Boga:  Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,16). Czy to przesłanie nie powoduje odruchu buntu tych, którzy mają wątpliwości w wierze? Podobnie można odczytać epizod miedzianego węża ze ST: I jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni (J 3,14). Kto spojrzy na węża będzie uzdrowiony. Ten imperatyw również jest zaskakujący.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz