Łączna liczba wyświetleń

środa, 29 listopada 2017

Duch Święty


          Powiem zaczepnie. Nie lubię pojęcia Ducha Świętego. Dlaczego. Bo kojarzy mi się w wielobóstwem, czyli z religią politeistyczną. Tłumaczenia katechetyczne mnie nie przekonują. Według nich Duch Święty jest trzecią osobą Trójcy Świętej równy Ojcu i Synowi w bóstwie.  Nie jest bytem zrodzonym ani stworzonym. Pochodzenie Ducha Świętego interpretowane jest zależnie od tradycji chrześcijańskiej. Według tradycji zachodniej Duch pochodzi od Ojca i Syna, natomiast w tradycji wschodniejod Ojca przez Syna (zob. filioque). Ta różnorodność definicji osłabia wiarygodność pojęcia. Według doktryn antytrynitarnych nie jest Osobą Boską, często uważana jest jedynie za przejaw działalności Bożej lub moc Bożą.
            Już od dłuższego czasu używam pojęcia Aktu działającego, w którym znajduję miejsce na doktrynalne pojęcie Ducha Świętego. Sam bardzo rzadko używam tego pojęcia, zastępując go albo słowem Bóg albo Jezus Chrystus.  Jeżeli słyszę, że Duch Święty czuwa nad Kościołem to zamieniam Go na jednoznaczne słowo Boga. Nadmiar pojęć skutkuje rozmywaniem się Prawdy. Obowiązuje nas wiara w istnienie jednego niepodzielnego Stwórcę – Boga i to nam musi wystarczyć.
         Akceptuję werset biblijny: "a Duch Boży unosił się nad wodami" (Rdz 1,1,). Duch Boży zwiastuje naturę Boga,  a to jest zupełnie co innego.
Natomiast razi mnie: "Lecz pocieszyciel on, Duch Święty, którego pośle Ojciec w imieniu mojem, onci was nauczy wszystkiego, i przypomni wam wszystko, comkolwiek wam powiedział" (J 14,26), bo sugeruje osobny byt duchowy. De facto, w wersecie tym mowa jest o Jezusie Chrystusie.
        Duch stanowi o Bogu czy człowieku.  Można powiedzieć, że jest substancją natury, która czyni z Boga byt. Jest też określeniem  działania. Wtedy stanowi o nie-bycie, czyli samym działaniu. Używając samodzielnie  słów "Duch Święty" musimy mieć na myśli konkretną Osobę – Boga, albo Syna Bożego.  Błędem jest traktowanie Go jako osobnego istniejącego bytu. I w tym mam właśnie zastrzeżenia. Doktryna chrześcijańska przywłaszczyła sobie te słowa do swojej trynitarnej konstrukcji Boga. Za dużo jest przy tym skojarzeń politeistycznych, za dużo nadbudowy koncepcyjnej, np. preegzystencja Syna Bożego. Do czego to ma służyć. Nie wiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz