Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 30 grudnia 2012

Agnostycyzm


          Pojęcie agnostycyzmu zostało wprowadzone do filozofii w 1863 r. przez Thomasa Henri Huxleya[1] (1825–1895), angielskiego przyrodnika. W znaczeniu ogólnym znaczy niepoznawalność praktycznie wszystkiego, czego nie można zmierzyć, ani dotknąć. Agnostycyzm dotyczy równie religii. To co jest ważne, to to, że nie kwestionuje wiary ani istnienia zjawisk niepoznawalnych. Przekonywuje, że ludzkość nie zdoła wyczerpać nieskończonego przedmiotu poznania w skończonym czasie. Historia agnostycyzmu ma swoje przełożenie na okres historyczny, w którym powstawał.  Trudno się dziwić. Po zachłyśnięciu się pozytywizmem nastąpił zimny prysznic. Euforia poznawcza zamieniła się w rodzaj apatii i nihilizmu. Ówczesne teorie filozoficzne wzmiankowały o niemożności poznania niczego, w tym istoty rzeczy. Rzeczy same w sobie są niepoznawalne. Przed człowiekiem stanęły granice poznawcze: mikroświat i makroświat. W. Heisenberg (1901–1976) udowodnił zasadą nieoznaczoności, że nauka, mimo udoskonalenia swych metod, instrumentów i pomysłów, nie zdoła wyjść poza określone granice. Albert Einstein również miał wątpliwości, nie bardzo godził się z probabilistyczną interpretacją fizyki kwantowej. Od samego początku odrzucał tę koncepcję. W 1926 roku pisał do M. Borna: Mimo znakomitych wyników teoria ta nie przybliża nas wcale do tajemnicy Prajedni    (tak Einstein nazywał Boga). Tak czy owak, jestem głęboko przeświadczony, że Bóg nie gra w kości.
          Pojęcie agnostycyzmu uświadamia stan rzeczy. Poznanie całkowite jest niemożliwe, bo każda rzecz stworzona, w swoich korzeniach, sięga nieskończoności, a więc do wymiaru boskiego. Nieskończoność, przez nieokreślenie granic, jest niepoznawalna z założenia.
          W tematyce religijnej agnostycyzm jest niejako definitywny (ignoramus et ignorabimus[2]). Bóg jest poza poznaniem ludzkim. Owszem można się do Niego przybliżyć, ale poznanie Jego Istoty jest całkowicie niemożliwe. Warto też zastanowić się, co to jest prawda teologiczna i jakiego gruntu dotyka. Niektórzy uważają, że prawda teologiczna dotyczy w głównej mierze odczuć. Filozoteizm doszukuje się racji rzeczywistych, mimo, że sama katecheza[3] temu przeczy. Np. niektórzy teologowie traktują Jezusa jako Podmiot wiary, a nie jako realną Postać historyczną.  Nawet dogmaty jedynie przybliżają do prawdy (św. Tomasz), gdyż ludzkim językiem trudno wyrazić treść transcendentną.
          Mimo definitywnej niemożności poznania, to wiele informacji przenika do człowieka nawet od samego Boga. Wiemy, że Jezus wiele objawił o Ojcu: Nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko, cokolwiek od Ojca usłyszałem, oznajmiłem wam (J 15,15). Św. Paweł z kolei podkreślał: „wiekuista moc” i „bóstwo” są widzialne dla umysłu przez dzieła stworzone (Rz 1,20). Podobnie prorocy wiele mówili o Bogu i Jego wszechmocy (Iz 9,12,27; Iz 24;  Ez 18, 24–32).
          Agnostycyzm wzbudza wątpliwości, ale nie neguje i nie odrzuca. Pozostawia czas na refleksje. To uczciwe postawienie sprawy. Wielu uczonych zaliczyło siebie do agnostyków (bezpieczne stanowisko). Deklarowany ateista zamyka sobie drogę poznawczą i pozbawia się wiedzy.


[1] Twierdził, że proces ewolucji dotyczy również człowieka ("Stanowisko człowieka w przyrodzie")
[2] Nie wiemy i nie będziemy wiedzieli (biolog niemiecki E. Du Bois-Reymond (1818–1896).
[3] Chodzi o to, że katecheza jest bardziej teologiczna niż historiograficzna. Bardziej opiera się na słowach niż faktach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz